PRACowniA

26 kwietnia 2011

Dlaczego mleko jest takie złe

Filed under: Nauka,Zdrowie — iza @ 10:18
Tags: , , , , ,

Kiedy baby i serniki już pozjadane, czas przyjrzeć się tej świętej (mlecznej) krowie i pomyśleć o zdrowiu. Swoją drogą ciekawe, ilu z Was udało się oprzeć świątecznym pokusom?

lek. med. Gabriela Segura
Sott.net
5 czerwca 2010

Z nabiałem, włączając w to wszelkie produkty mleczne – sery, twarogi, jogurty, kefiry, lody, itp. – wiąże się mnóstwo schorzeń, takich jak choroby autoimmunologiczne, krążeniowe, nowotwory, alergie, astma, problemy z tarczycą, choroby układu nerwowego, itp. Ta lista nie ma końca i choć chciałabym zamieścić ją w całości, ze względu na brak miejsca skupimy się na samych przyczynach.

Mleko może powodować problemy na różne sposoby:

  • poprzez wrażliwość na kazeinę – białko, które sieje spustoszenie w naszych organizmach, podobnie jak gluten zawarty w pszenicy i innych zbożach.
  • w postaci alergii, które mogą nakładać się na poprzedni czynnik.
  • jako nietolerancja laktozy
  • poprzez zawartość m.in. toksycznych lektyn, pochodzących z traw, lub genetycznie modyfikowanych pasz. Ponadto organizmy zwierząt mogą zawierać hormony, antybiotyki, pestycydy, mogą mieć infekcje, itp., a także
  • inne czynniki.

Przyjrzyjmy się każdemu z tych problemów.

Wrażliwość na kazeinę

Występujące w nabiale białko, kazeina, jest w równym stopniu groźne co gluten – białko znajdujące się w niektórych zbożach, jak choćby pszenica. Białka te mogą prowokować układ odpornościowy do niepożądanych reakcji lub – działając jak endorfiny – wywoływać zmiany w percepcji, nastroju i zachowaniu. Mechanizm, z którym mamy tu do czynienia, polega na tym, że enzym odpowiadający za rozkład tych białek – glutenu i kazeiny – a tym samym za wydzielenie z nich składników odżywczych potrzebnych dla naszego organizmu, nie spełnia swej roli w pełni. W związku z tym, niestrawione fragmenty tych białek pozostają w organizmie, a nasz układ odpornościowy uznaje je za wirusy. To z kolei powoduje reakcję obronną organizmu, celem ochrony przed „intruzem”. Z racji tego, że fragmenty glutenu i kazeiny są bardzo podobne do chorobotwórczych wirusów, uruchomią one skomplikowaną reakcję obronną w organizmie, która prawdopodobnie odgrywa pewną rolę w przypadkach cukrzycy typu I, stwardnienia rozsianego oraz autyzmu. U każdego człowieka złożone reakcje odpornościowe upośledzają inne komórki, toteż zakres chorób jest bardzo szeroki. Ponadto niestrawione fragmenty glutenu czy kazeiny wyglądają jak substancje pochodne od opium, które mogą mieć poważny wpływ na nasze zachowanie i sam mózg. Są dosłownie narkotykami – i właśnie dlatego ludzie tak przepadają za nabiałem i glutenem!
W książce Detoxification and Healing lek. med. Sidney MacDonald Baker wyjaśnia tę kwestię następująco (dotyczy to również kazeiny zawartej w mleku):

Przeciętny człowiek oraz większość lekarzy nie może uwierzyć, że problem z  trawieniem i biochemicznym lub immunologicznym przetwarzaniem glutenu występującego w tych zbożach może wyrządzić poważne szkody [w organizmie].

Blisko jedna na sto osób wykazuje nietolerancję glutenu. Jeśli jednak wziąć pod uwagę ogół ludzi chorych, a nie całe społeczeństwo, odsetek będzie znacznie większy. Jeśli cierpisz na niemalże dowolny zespół symptomów lub jeśli zdiagnozowano u ciebie jakąś chorobę i jej objawy się utrzymują, wyeliminowanie na jakiś czas glutenu z diety wyjaśni problem.

Wrażliwość na gluten dotyczy białek występujących w zbożach takich jak pszenica, żyto i jęczmień. Przy czym wrażliwość nie jest tożsama ze zwykłą alergią.

Większość przejawów wrażliwości na pokarm charakteryzuje się opóźnioną reakcją, co ma związek z przeciwciałami immunoglobuliny (IgG). Bardzo łatwo jest stwierdzić alergię na dany pokarm przy natychmiastowej reakcji, na przykład jeśli zaraz po zjedzeniu truskawek pojawia się wysypka. W wypadku opóźnionej reakcji, zidentyfikowanie alergii pokarmowej jest znacznie trudniejsze. Symptomy alergii możemy odczuć po dwóch godzinach, ale najczęściej pojawiają się dopiero następnego dnia lub nawet po trzech dniach od spożycia danego pokarmu. Dodatkowo sprawę komplikuje to, że symptomy nasilają się i słabną. Możesz bezkarnie wcinać gluten jednego dnia, a przy trzech następnych okazjach możesz dostać rozwolnienia. Symptomy mogą się też kumulować, pojawiając się dopiero po kilku posiłkach zawierających gluten albo też po zjedzeniu określonej kombinacji pokarmów, na które jest się wrażliwym.

Opóźnione alergie pokarmowe mogą wywołać niemal dowolne symptomy, a chroniczne choroby często obejmują stan niewłaściwych reakcji odpornościowych z udziałem alergii pokarmowej, nawet jeśli nie jest ona bezpośrednią przyczyną choroby. Z jakiegoś powodu nasz układ odpornościowy może trwać w stanie podwyższonego alarmu i inicjować reakcje obronne, prowadząc do pojawiania się objawów chronicznego zapalenia, które utzymują się, a nawet pogłębiają długo po zniknięciu alergenu. W takich wypadkach układ odpornościowy może wykształcić agresywne reakcje na różne przeciwciała lub obce substancje w ciele, także te pochodzące z pożywienia.

Nawet jeśli pszenica wraz z innymi pokarmami zawierającymi gluten, a także nabiał, wypadną pozytywnie przy badaniu immunoglobuliny pod kątem alergii pokarmowej, i tak mogą wywoływać reakcje, które nie są stricte alergiczne, ale są zmienione przez pewne mechanizmy, w efekcie czego złagodzenie objawów następuje dopiero po tygodniach lub miesiącach od odstawienia danego pokarmu.

Postępy dzieci z autyzmem, będących na diecie bezglutenowej [a także bezmlecznej, co jest dobrze zbadane], zachęcają do jej kontynuowania. W takiej diecie unika się pszenicy, żyta, jęczmienia i wszystkich produktów zawierających choćby śladowe ilości białek (glutenu) pochodzących z tych zbóż. Kwestia owsa wciąż pozostaje dyskusyjna – część badań wskazuje na brak negatywnych efektów owsa na osoby wrażliwe na gluten, natomiast w innych badaniach stwierdzono reakcje alergiczne. Większość psychologów, lekarzy, nauczycieli, sąsiadów oraz rodziców odrzuca myśl, że coś tak niewinnego, jak chleb czy spaghetti, może negatywnie wpływać na umysł. Mimo to coraz więcej lekarzy zaleca dietę bezglutenową osobom cierpiącym m.in. na schizofrenię czy autyzm jako środek pierwszorzędnej wagi, nie uciekając się do niej jako ostatniej deski ratunku. Jeżeli masz jakiekolwiek utrzymujące się symptomy, spróbuj usunąć gluten z twojej diety na okres od trzech tygodni do trzech miesięcy, aby sprawdzić, czy nastąpi jakaś zmiana.

Lekarzy uczy się, że każda choroba ma inną przyczynę, a każda przyczyna wywołuje inną chorobę, nie jest więc zaskoczeniem, że trudno im uwierzyć, iż wrażliwość na białko w pszenicy, życie, jęczmieniu, a być może i w owsie, może wywołać tak szeroki zakres dolegliwości, jak bóle głowy, zmęczenie, niepokój, depresja, wszelkie problemy związane z układem trawiennym (trudność w przybraniu na wadze, bóle brzucha, biegunki, zaparcia, obecność niestrawionego pokarmu w stolcu), zespół Sjögrena (suchych oczu), epilepsja powiązana ze zwapnieniem mózgu, bóle migrenowe czy problemy trawienne; osteoporoza, niepłodność, komplikacje ciążowe jak poronienia, niska waga urodzeniowa niemowląt, chłoniaki, rak przełyku, cukrzyca, problemy z tarczycą, schizofrenia, autyzm, opryszczkowe zapalenie skóry (przewlekła choroba skórna objawiająca się małymi pęcherzykami podobnymi do opryszczki wirusowej).

Istnieją wystarczające dowody na związek przyczynowy pomiędzy nietolerancją glutenu i powyższymi schorzeniami. Lista ta wciąż rośnie, dzięki doniesieniom o wyjątkowo pozytywnych skutkach diety bezglutenowej, które przyciągają uwagę badaczy.

Istnieją testy krwi i moczu, które mogą wykazać, czy wyeliminowanie z diety glutenu będzie dla danej osoby korzystne, niemniej żaden test nie jest w pełni rozstrzygający. Za to rozstrzygająca będzie reakcja na zmianę diety.

Pierwotni mieszkańcy Europy Północnej, którzy podobnie jak mieszkańcy Ameryki, Afryki i Dalekiego Wschodu, nie przystosowali się do spożywania pszenicy, ponieważ byli łowcami-zbieraczami albo też dlatego, że ich uprawy bazowały na kukurydzy, prosie, ryżu bądź bulwach. […]

Aby zrozumieć wrażliwość na gluten, musimy poznać proces trawienia białek. Białko zbudowane jest z aminokwasów. Połączone ze sobą aminokwasy nazywa się peptydami, a 100 lub więcej takich połączonych aminokwasów tworzy proste białko. Większość białek zbudowanych jest z setek lub tysięcy aminokwasów, których położenie utrwalone jest za pomocą mostków, najczęściej siarkowych. Takie wiązania są dość mocne, a nasz przewód pokarmowy ma za zadanie rozdzielić te tysiące aminokwasów, obecnych w pokarmie, na pojedyncze aminokwasy, które następnie trafią do krwiobiegu, by tam wbudować się w nasze własne białka. Dokładniej, przewód pokarmowy używa kwasów żołądkowych i soków zasadowych z organów wewnętrznych, w połączeniu z enzymami trawiennymi. Określone enzymy rozkładają białka na peptydy. W przypadku nietolerancji glutenu pewien enzym, peptydaza DPP4, nie spełnia swojego zadania.

Kiedy enzym ten znajdzie się na powierzchni limfocytu – komórki układu odpornościowego – w celu realizacji innego zadania w ciele, nazywany jest CD26. Z powodu niewydolności lub niedostatku DPP4 niestrawiony fragment białka – peptyd – przeżywa, powodując szkodę na co najmniej dwa sposoby. Po pierwsze, niestrawiony peptyd wygląda znajomo dla systemu odpornościowego – innymi słowy, zachodzi zjawisko mimikry, związane ze słabym trawieniem [glutenu] u potomków ludzi, którzy [pierwotnie] nie jedli pszenicy, a nie minął okres wystarczająco długi, by ludzkość się przystosowała. Efektem są objawy wywołane uaktywnieniem się reakcji immunologicznej przeciwko podejrzanym peptydom, które dla naszego systemu obronnego wyglądają jak wirusy. Ponieważ pochodzący z glutenu peptyd jest podobny do chorobotwórczego wirusa, uruchamia on złożoną reakcję obronną układu odpornościowego, ten jednak nie znajduje wirusa, którego miał zniszczyć. Następny krok to uszkodzenie komórek przez przeciwciała atakujące peptydy. Ten trójkąt wirusowego bodźca, reakcji obronnej i autoimmunologicznych uszkodzeń prawdopodobnie powszechnie towarzyszy chorobom takim jak cukrzyca typu I, stwardnienie rozsiane czy autyzm. Przy czym u różnych ludzi reakcje obronne uszkadzają różne komórki.

Drugim sposobem, na jaki niestrawione peptydy z glutenu powodują problemy, jest ich przenikanie do krwiobiegu. Peptydy uwolnione z glutenu wskutek niedoboru DPP4 przejawiają jeszcze inną formę mimikry poza tą, która upodabnia je do peptydów wirusów. Otóż podobne są do opium oraz całej rodziny pozyskiwanych z niego narkotyków: heroiny, morfiny, kodeiny i innych półsyntetycznych substancji pochodnych. Wniosek ten wynika ze stwierdzenia obecności opioidowych peptydów w moczu osób cierpiących na autyzm bądź schizofrenię, a także z występowania silnego zespołu abstynencji u części osób, które odstawiły gluten. Przejawiany niepokój i rozdrażnienie bardzo przypominają łagodną formę głodu heroiny.

Większość osób z symptomami związanymi z wrażliwością na gluten zacznie odczuwać ulgę już po kilku dniach po wykluczeniu go z diety. Może to jednak zająć od 3 tygodni do 3 miesięcy.

Wielu lekarzy traktuje to zagadnienie w kategoriach testów laboratoryjnych, które mają wskazać na celiakię, jednak celiakia niekoniecznie dokładnie koreluje ze wszystkimi problemami wiążącymi się z wrażliwością na gluten. Jest ona zaledwie jednym z aspektów szerszego spektrum wrażliwości na gluten. […]

Wszystko, czego się dowiedzieliśmy o glutenie, stosuje się także do kazeiny, jednego z głównych białek w mleku: z powodu niedoboru enzymu DPP4 peptydy z mleka trafiają do krwi, gdzie powodują zniszczenia wskutek wywoływania reakcji autoimmunologicznej lub poprzez upodabnianie się do endorfiny, co prowadzi do zmian w percepcji, nastroju i zachowaniu. Należy przy tym podkreślić, że mleko może szkodzić i na inne sposoby. […]

Brak enzymów rozkładających peptydy (peptydaz) nie musi być kwestią dziedziczności. Uważa się, że do upośledzenia ich funkcji prowadzić mogą różnorakie czynniki, jak choćby zatrucie organizmu (na przykład metalami ciężkimi). Pamiętajmy, że praktycznie nie ma sposobu na uniknięcie zatrucia metalami ciężkimi z racji ich powszechnej obecności w środowisku. Oczyszczenie z nich organizmu jednym przychodzi łatwiej, innym trudniej.

Istnieją badania laboratoryjne, które mogą zdiagnozować ten problem, ale nie zostały jeszcze udoskonalone na tyle, by mogły zastąpić zmianę diety.

Alergia na mleko

Alergia na mleko jest kolejnym problemem, do tego nie pokrywa się dokładnie z wrażliwością na kazeinę. Alergia ta może wywołać niemalże dowolne objawy. Uczulenia prowadzą do reakcji układu immunologicznego innych niż opisany wyżej kłopot z peptydami. Otóż w wypadku reakcji alergicznej na białka mleka (zwykle kazeinę) pojawić się może pokrzywka, egzema, opuchnięcia, swędzenie czy problemy trawienne, zaś w przypadku opóźnionej reakcji objawy mogą przyjąć praktycznie dowolną formę. Moment pojawienia się takiej opóźnionej reakcji oraz jej intensywność bywają bardzo różne.

Nietolerancja laktozy

To kolejny problem związany ze spożywaniem mleka. Laktoza jest cukrem obecnym w mleku każdego ssaka i zbudowana jest z dwóch cukrów prostych: glukozy i galaktozy. Niektórzy ludzie nie posiadają enzymu potrzebnego do rozdzielenia tych cukrów, tak żeby umożliwe było wchłonięcie ich do krwi. W takiej sytuacji niestrawiona laktoza pozostaje w układzie pokarmowym, gdzie staje się pożywką dla tamtejszej flory bakteryjnej. Skutkami tego mogą być: gwałtowna potrzeba wypróżnienia się, skurcze jelit, rozwolnienie i gazy. Ten typ nietolerancji laktozy można wykryć za pomocą wodorowego testu oddechowego.

Wątpliwe pochodzenie zwierząt hodowlanych

Produkty mleczne mogą zawierać hormony, chemikalia, pestycydy, antybiotyki, krew, ropę, toksyczne lektyny pochodzące ze zjedzonych ziaren lub genetycznie modyfikowanych pasz, by przytoczyć kilka przykładów. Podejrzewa się także możliwość obecności wirusów, takich jak wirus białaczki bydła (powiązany z białaczką i chłoniakami) czy wirus przypominający AIDS. Istnieje także ryzyko skażenia mleka salmonellą, E.coli oraz gronkowcem. Więcej informacji znaleźć można np. w Milk Letter.

Inne problemy

Czy wiedzieliście, że kraje o największej konsumpcji nabiału mają największy odsetek osób z osteoporozą? Zaraz zrozumiecie, dlaczego. Poniższy fragment pochodzi z książki The Enzyme Factor, której autor, lek. med. Hiromi Shinya, przedstawia inne problemy związane z mlekiem i ogólnie nabiałem, z jogurtem włącznie:

Głównymi składnikami odżywczymi znajdującymi się w mleku są białko, tłuszcz, glukoza, wapń i witaminy. Mleko jest bardzo popularne z uwagi na dużą zawartość wapnia, mającego chronić przed osteoporozą.

W rzeczywistości jednak mleko jest najtrudniejszym do strawienia pokarmem. Ze względu na jego płynną postać, niektórzy piją je jak wodę, kiedy odczuwają pragnienie, co jest poważnym błędem. Kazeina, stanowiąca około 80 procent białka w mleku, tworzy zwartą masę natychmiast po dotarciu do żołądka, co bardzo utrudnia jej trawienie. Co więcej, składnik ten jest homogenizowany w mleku sprzedawanym w sklepach. Homogenizacja oznacza wyrównanie zawartości tłuszczu w mleku poprzez jego mieszanie. Jest to szkodliwe działanie, ponieważ podczas mieszania mleka wprowadzane jest doń powietrze, które zamienia mleczny tłuszcz w utlenioną substancję tłuszczową. Inaczej mówiąc, homogenizowanie mleka powoduje powstawanie wolnych rodników i ma bardzo negatywny wpływ na nasze ciało.

Mleko zawierające utleniony tłuszcz jest następnie pasteryzowane w wysokiej temperaturze przekraczającej 100°C. Wrażliwe na ciepło enzymy zaczynają być niszczone przy temperaturze 93°C. Innymi słowy, mleko sprzedawane w sklepach nie posiada ważnych enzymów, zawarty w nim tłuszcz jest utleniony, zaś jakość białek została zmieniona na skutek wysokiej temperatury. Pod pewnym względem mleko jest najgorszym rodzajem pożywienia.

Słyszałem, że jeśli nakarmi się cielaka mlekiem ze sklepu zamiast mlekiem matki, zwierzak umrze po czterech, pięciu dniach. Nie można utrzymać życia pożywieniem, które nie zawiera enzymów.

Mleko wywołuje stany zapalne

O szkodliwości mleka po raz pierwszy przekonałem się ponad 35 lat temu, gdy moje dzieci zachorowały na atopowe zapalenie skóry, mając wtedy sześć lub siedem miesięcy.

Matka dzieci postępowała zgodnie z zaleceniami pediatry, jednak bez względu na sposób leczenia, zapalenie nie ustępowało. Później, w wieku trzech lub czterech lat, mój syn zaczął mieć silne biegunki. Doszło nawet do tego, że w kale pojawiła się krew. Badanie endoskopem wykazało u niego wczesne stadium przewlekłego zapalenia jelita grubego.

Wiedząc, że takie zapalenie jest mocno powiązane z dietą, przyjrzałem się spożywanym przez dzieci pokarmom. Jak się okazało, zapalenie skóry zaczęło się rozwijać u dzieci, gdy żona przestała karmić je piersią i zaczęła dawać im mleko, zgodnie z zaleceniem pediatry. Od tego momentu wyeliminowaliśmy z diety dzieci wszelkie produkty mleczne. Ustąpiły biegunki, obecność krwi w kale, a nawet zapalenie skóry – wszystko to kompletnie zniknęło.

Po tym doświadczeniu zacząłem notować, ile mleka i nabiału spożywali moi pacjenci. Zgromadzone dane wskazują na duże prawdopodobieństwo nabycia skłonności alergicznych poprzez spożywanie mleka i jego produktów. Potwierdzają to ostatnie badania nad alergią, które wykazały, że picie mleka przez ciężarne kobiety naraża ich dzieci na zachorowanie po urodzeniu na zapalenie skóry.

W Japonii w ciągu ostatnich 30 lat liczba pacjentów z zapaleniem skóry i katarem siennym rosła w zawrotnym tempie. Obecnie może to oznaczać co piątą osobę. Istnieje wiele teorii na temat przyczyn tak nagłego wzrostu liczby osób z alergiami, ale moim zdaniem głównym czynnikiem było wprowadzenie mleka do szkolnych stołówek na początku lat 60. XX w.

Mleko, zawierające wiele utlenionych substancji tłuszczowych, uszkadza środowisko w jelitach poprzez zwiększenie ilości złych bakterii, niszcząc tym samym równowagę mikroflory jelitowej. W efekcie w jelitach powstają toksyny takie jak wolne rodniki, siarkowodór czy amoniak. Badania nad procesami, którym te toksyny podlegają i nad wywoływanymi przez nie chorobami wciąż trwają, niemniej wyniki niektórych z nich wskazują, że mleko nie tylko wywołuje liczne alergie, ale ma także związek z cukrzycą u dzieci. Wyniki te są dostępne w Internecie, zachęcam więc do zapoznania się z nimi.

Dlaczego picie zbyt dużych ilości mleka prowadzi do osteoporozy

Największym nieporozumieniem w kwestii mleka jest to, że pomaga ono zapobiec osteoporozie. Jako że ilość wapnia w naszym organizmie zmniejsza się wraz z wiekiem, zaleca się pić dużo mleka celem powstrzymania osteoporozy. To jednak duży błąd. Picie bowiem zbyt dużych ilości mleka w rzeczywistości powoduje osteoporozę.

Powszechnie uważa się, że wapń w mleku jest lepiej przyswajany niż wapń pochodzący z innych pokarmów, takich jak małe ryby, nie jest to jednak do końca prawdą. Stężenie wapnia we krwi u człowieka wynosi przeciętnie 9-10 mg. Po wypiciu mleka stężenie gwałtownie wzrasta. Chociaż na pierwszy rzut oka może wydawać się, że wchłonięciu uległa duża ilość wapnia, ten wzrost poziomu wapnia we krwi ma stronę negatywną. Przy nagłym wzroście stężenia wapnia we krwi organizm stara się obniżyć jego nienormalny poziom do prawidłowego stanu, usuwając wapń z nerek przy pomocy moczu. Innymi słowy, picie mleka w celu przyswojenia wapnia, jak na ironię, prowadzi do zmniejszenia jego ilości w organizmie. W każdym z czterech krajów-wielkich producentów mleka (USA, Szwecja, Dania, Finlandia), gdzie każdego dnia spożywane są wielkie jego ilości, odnotowuje się wiele przypadków złamań bioder i osteoporozy.

Za to wapń w małych rybach i wodorostach, które Japończycy jedzą od stuleci i w których, jak sądzono, poziom wapnia jest stosunkowo niski, występuje w formie wolniej przyswajalnej i nie prowadzi do zwiększenia poziomu jego stężenia we krwi. Co więcej, kiedy Japończycy nie pili mleka, przypadki osteoporozy występowały tam niezwykle rzadko. Nawet dziś nie słyszy się o dużej liczbie przypadków tego schorzenia wśród osób nie pijących regularnie mleka. Organizm ludzki może zatem przyswajać niezbędny wapń i minerały trawiąc drobne krewetki, ryby i wodorosty.

Dlaczego podważam “mit” jogurtu

Ostatnio w Japonii bardzo popularne stały się różne rodzaje jogurtów, takie jak “jogurt kaspijski” czy “jogurt aloesowy”, z uwagi na ich szeroko reklamowane korzystne właściwości. Uważam jednak, że wszystko to jest wprowadzaniem w błąd.

Często słyszę od osób, które jedzą jogurt, że poprawiła się im praca jelit, skończyły się zaparcia albo zmniejszył się obwód talii. Są przekonani, że te rezultaty zawdzięczają bakteriom z grupy lactobacilli, znajdującym się w każdym jogurcie.

Jednakże wiara w korzystne działanie tych bakterii ma bardzo wątpliwe podstawy. Otóż człowiek posiada lactobacilli w swoich jelitach. Bakterie te wchodzą w skład tak zwanej flory fizjologicznej jelita. Ciało ludzkie posiada system obronny przeciwko bakteriom i wirusom pochodzącym z zewnątrz, tak więc nawet te bakterie, które są dobre dla organizmu, jak lactobacilli, zostaną zaatakowane i zniszczone przez naturalny system obronny ciała, jeśli nie są częścią fizjologicznej flory jelita.

Pierwszą linią obrony jest kwas żołądkowy. Kiedy bakterie z jogurtu trafiają do żołądka, większość z nich ginie, zabita przez ten kwas. Z tego powodu usprawniono ostatnio reklamę sprzedawanych jogurtów i dołączono do niej chwytliwe zapewnienie, że “lactobacilli trafią do twoich jelit”.

Jednakże nawet jeśli bakterie trafią do jelit, to czy naprawdę będą mogły współpracować z fizjologiczną florą? Powodem, dla którego kwestionuję takie twierdzenie, jest fakt, że w warunkach szpitalnych specyfika jelitowa osób codziennie spożywających jogurt nigdy nie jest dobra. Mam silne podejrzenia, że nawet jeśli lactobacilli z jogurtu dostaną się do jelit żywe, bynajmniej nie poprawią ich pracy, a jedynie zakłócą równowagę flory bakteryjnej.

Dlaczego więc w poczuciu wielu ludzi jogurt poprawia stan ich zdrowia? Jogurt na przykład „leczy” ich z zaparć. To „lekarstwo” jest jednak w rzeczywistości łagodną formą biegunki. Oto jak ten mechanizm mógłby działać: Dorośli nie mają wystarczającej ilości enzymu rozkładającego laktozę. Laktoza jest cukrem występującym w produktach mlecznych, jednak poziom laktazy, czyli enzymu rozkładającego laktozę, zmniejsza się z wiekiem. Jest to naturalne o tyle, że mleko piją dzieci, nie dorośli. Inaczej mówiąc, laktaza jest enzymem, którego dorośli nie potrzebują.

Jogurt jest bogaty w laktozę. Tym samym, spożyty jogurt nie zostanie prawidłowo strawiony z racji braku enzymów laktazy, co z kolei prowadzi do niestrawności. W skrócie, spożywanie jogurtu wywołuje u wielu osób łagodną formę biegunki, prowadzącą do wydalenia zalegającego stolca, co jest błędnie brane za wyleczenie zaparcia..

Przy codziennym spożywaniu jogurtu stan jelit się w końcu pogorszy. Mówię to z całą odpowiedzialnością, w oparciu o własne kliniczne obserwacje. Jeśli będziesz spożywać jogurt codziennie, zapach stolca i gazów stawać się będzie coraz bardziej nieprzyjemny. Będzie to sygnałem zaburzenia równowagi jelitowej. Źródłem zaś przykrego zapachu są toksyny wytwarzane w okrężnicy. Z tego powodu, pomimo pochlebnych opinii o zdrowotnych właściwościach jogurtu (który najbardziej zachwalają producenci), pod wieloma względami nie jest on bynajmniej dobry dla organizmu.

Jeszcze inny problem z nabiałem wiąże się z obecnością w nim lektyn, które także mogą być przyczyną poważnych zaburzeń, między innymi stwardnienia rozsianego, schizofrenii, chorób autoimmunologicznych, artretyzmu, itp. Wrażliwość na lektyny to zupełnie inna historia, przy czym zdaje się mieć związek z jakością pasz, którymi karmione jest bydło. Więcej informacji na ten temat można znaleźć na Lectin Report.

Rozwiązanie

Należy pamiętać, że problemy te dotyczą wszystkich produktów mlecznych, włączając w to mleko, sery, serki wiejskie, jogurty, kefiry, lody, itd. Gdy problem stanowi kazeina, naturalne, świeże mleko ze wszystkimi swoimi zaletami, NIE pomoże. Najlepiej myśleć o kazeinie jako opioidowym narkotyku, który przynosi zaspokojenie „głodu”. Masło uważa się za bezpieczne dla części osób, jednak żeby przekonać się, czy jest ono rzeczywiście tolerowane przez organizm, należy indywidualnie przetestować je przy pomocy diety eliminacyjnej. Dobrym zamiennikiem jest w tym przypadku klarowane masło ghee.

Zwykle mamy ochotę na pokarmy, które powodują problemy i których nasz organizm nie toleruje. Ci, którzy wyeliminowali te produkty z diety, przeważnie odczuwają objawy abstynencyjne, są one jednak tymczasowe i można je złagodzić naturalnymi środkami. Rozwiązaniem jest dieta eliminacyjne, objaśniona tutaj. Warto odwiedzić tę stronę. Zawarte są tam również porady, jak uniknąć objawów abstynencyjnych.

Powinniśmy spożywać mleko tylko w okresie niemowlęctwa, przy czym musi to być mleko z piersi. Nie jesteśmy przystosowani do picia mleka innych zwierząt. Dlatego też jako dorośli po prostu nie powinniśmy spożywać nabiału. Uważam, że wyeliminowanie z diety nabiału i glutenu przyniesie korzyść każdemu, zaś kluczem do pełni zdrowia jest zastosowanie diety redukcyjnej do wykrycia własnych alergii na pokarmy i ich nietolerancji. Poza różnorodnymi dolegliwościami wrażliwość na pokarmy może przejawiać się jako niewłaściwa reakcja układu immunologicznego na przewlekłe schorzenia, nawet jeśli wrażliwość na pokarmy nie jest ich przyczyną, a to z kolei prowadzi do chronicznego stanu zapalnego, oznaczającego właśnie chorobę!

Lektura uzupełniająca

Origins of Agriculture – Did Civilization Arise to Deliver a Fix?
The Milk Letter
The Dark Side of Wheat – New Perspectives on Celiac Disease and Wheat Intolerance
Opening Pandora’s Bread Box: The Critical Role of Wheat Lectin in Human Disease
Detoxification and Healing: The Key to Optimal Health by Sidney MacDonald Baker, M.D.

Legalny haj: mleko jest intensywnie promowanym narkotykiem


– –

Ten artykuł jest przekładem oryginału zamieszczonego w języku angielskim na stronie:

dokonanym przez polskich tłumaczy z grupy QFG – edytorów blogu PRACowniA.

Materiał ten został opublikowany przez SOTT.NET – projekt Quantum Future Group, Inc – i jest jego własnością. Zezwala się na kopiowanie i publiczne rozpowszechnianie pod warunkiem podania oryginalnego źródła i autora oraz żródła przekładu.

Dodatkowe informacje uzyskasz pisząc na adres: pracownia-iv@o2.pl

Reklamy

90 Komentarzy »

  1. Przesada i to duża, są tacy których przodkowie spożywali nabiał a więc w jakiś sposób przyswajają albo przynajmniej tolerują laktozę a są także tacy którzy takich przodków nie mieli więc pić nie powinni, chleb jest większym złem.
    Osobnym problemem jest „produkcja” mleka, nie sądzicie chyba że mleko fermowe jest takie samo jak (nie lubię tego terminu) ekologiczne? Ale teraz to już niema znaczenia tak jak ryby z wody tak i bydło wszelakie pobiera z pokarmem i kumuluje w mleku i mięsie efekty działań łagodnie mówiąc nieodpowiedzialnych ludzi. I dopiero to powinno zmusić do zmniejszenia albo zaprzestania spożywania mleka, bo skoro w USA jest ono napromieniowane to czemu u nas miało by nie być.

    Komentarz - autor: TZJ — 27 kwietnia 2011 @ 11:35

  2. Jak wyeliminujemy mleko, pszenicę, to przyjdzie czas na pozostałe produkty spożywcze, mam takie złe przeczucia. W końcu okaże się, że i te pigułki, które będzie dla nas produkować Monsanto zamiast chleba i masła (nie czarujmy się, przecież o to się rozchodzi), również nie będą doskonałe. Mnie się wydaje, że za sprawą tak_zwanej „nauki” już samo życie nie jest zdrowe…:)

    Komentarz - autor: Polar — 27 kwietnia 2011 @ 13:12

  3. @polar

    Na pokrzepienie chciałem przypomnieć, że z przeczuciami jest tak, że się sprawdzają lub nie 🙂

    Komentarz - autor: piotr — 28 kwietnia 2011 @ 09:38

  4. Jak w tekście wyżej proponuję sprawdzić na sobie, można teoretyzować, przytaczać opinie experta z lewej, czy prawej jako własne, a można zrobić eksperyment. Ja się na to zdecydowałam 3 lata temu i ciągle jestem w fazie eksperymentu, ale mam już na ten temat własne zdanie i mogę potwierdzić tezy zawarte w artykule. Rozwinęłabym tu jeszcze aspekt widoczny gołym okiem – nalot na języku, który ewidentnie wiąże się z dietą mleczną i jest objawem zaburzeń bakteryjnych w przewodzie pokarmowym, które otwierają drogę dalszym nieprawidłowościom, już poza układem pokarmowym. Można albo jęczeć albo walczyć 🙂

    Komentarz - autor: dona — 28 kwietnia 2011 @ 13:52

  5. Zgadzam się z Doną, no try – no fun 🙂 Gluten i nabiał już dawno wyeliminowałem ze swojej diety, podobnie jak słodycze, kukurydzę, większość owoców i orzechów. Z kawą bywało różnie i ciężko, po kilku miesiącach porażka, potem znowu walka, potem kolejna porażka i znowu walka. W chwili obecnej jestem po „ciężkiej próbie” i chyba się udało, w każdym bądź razie trzymam rękę na pulsie. Więcej snu i wysokokaloryczne smażone śniadanie (boczek, bliny gryczane, jajka, kiełbasa), a na deser ciasteczka gryczane z olejem kokosowym, czasem jeszcze migdały. Potem przez dzień popijam yerbę, a koło godziny 17 zjadam drugi posiłek, najczęściej jest to kasza gryczana (biała!) z cebulą duszoną w oliwie z oliwek, jakieś mięsiwo czy dorsz, seler, fasola, soczewica, ogórek kiszony, różnie… Ostatnio jakoś do warzyw mnie nie ciągnie, ani do ryżu brązowego, którego wcześniej zjadałem znaczne ilości.

    Innymi słowy, nie dajcie sobie wcisnąć kitu, że się nie da, bo to nieprawda. Spróbujcie bo warto, naprawdę warto! Sam na własnej skórze przekonałem się ile można na zyskać i w jak fatalnym kiedyś byłem stanie.

    Komentarz - autor: koliber — 28 kwietnia 2011 @ 16:15

  6. @koliber
    Jakie są powody tego, że wyłączyłeś ze swojej diety większość orzechów i kukurydzę? Jakie orzechy zostawiłeś?

    Komentarz - autor: alterego — 30 kwietnia 2011 @ 21:34

  7. ech, to nie jest tak, że dorośli nie mają wystarczającej ilości laktazy. to zależy, którzy. mutacje, które powodują, że produkcja laktazy nie spada, są rozpowszechnione w północnej Europie (u 90% Skandynawów), ale im dalej na południe, tym rzadziej występują (w Hiszpanii u ok. 50%). U azjatyckich i afrykańskich populacji nie mających wśród przodków pasterzy są rzadkie (do 20% w Afryce, mniej niż 1% w Chinach), ale u afrykańskich ludów pasterskich występują często (50-90%). cała seria o tym:http://migg.wordpress.com/tag/tolerancja-laktozy/

    Komentarz - autor: migg — 3 Maj 2011 @ 22:28

  8. @alterego

    Zaobserwowałem taką dziwną zależność, że po zjedzeniu pistacji po 2-3 dniach na moim czole pojawiały się drobne białe krosty. To był ostateczny powód i już więcej pistacji się nie tknę. Po zjedzeniu orzeszków ziemnych natomiast, mam murowane zatwardzenie, tak że dziękuję, obejdzie się bez. Po nerkowcach wzdęcia, a poza tym gdzieś tam kiedyś wpadły na czarną listę, więc sobie daruję. Zostawiłem orzechy włoskie, laskowe, chociaż nie specjalnie mnie do nich ciągnie, i jeszcze migdały. A kukurydza jest słodka i najpewniej ta co po sklepach leży jest genetycznie modyfikowana. Daję radę bez niej, więc nie widzę sensu ryzykować. Pzdr,

    Komentarz - autor: koliber — 4 Maj 2011 @ 22:12

  9. to co wy jecie na miłość boską – kasze gryczana z cebulą? to jest to rajskie jedzenie?

    Komentarz - autor: pytajnik — 31 Maj 2011 @ 10:22

  10. @pytajnik

    A co na miłość boską Ty jesz 😉

    Biała kasza gryczana z cebulą duszoną w oliwie z oliwek, do tego ogromne udko pieczone, jajka sadzone i kiszone ogóry – jak dla mnie rajski rarytas.

    pzdr,

    Komentarz - autor: koliber — 2 czerwca 2011 @ 12:54

  11. to co wy jecie na miłość boską – kasze gryczana z cebulą?

    W moim przypadku – mięso, jajka i duuużo tłuszczu zwierzęcego. Do tego trochę zieleniny, buraczków albo fasolki szparagowej. Generalnie – cokolwiek (bez glutenu i nabiału), pod warunkiem utrzymywania dziennej dawki węglowodanów poniżej 72 g, jak zaleca dr Lutz w książce „Życie bez pieczywa. Jak dieta uboga w węglowodany może uratować życie„.

    Niesamowite, jak nowego sensu nabiera zasada „gigo„, kiedy możesz na własnym organiżmie namacalnie poczuć jej działanie. Toksyczne myślenie i toksyczne emocje produkowane są w ogromnej mierze przez wrzucanie toksyn do super wrażliwego kombinatu chemicznego, jakim jest żywy organizm. Serio. 🙂

    Komentarz - autor: iza — 2 czerwca 2011 @ 14:09

  12. cos Wam powiem,drodzy internauci!Od dziecka pilem duzo mleka,jadlem sery ,jogurty,kefiry itp.I co?Jestem okazem zdrowia,cala mlodosc uprawialem sport,bedac zawsze „w formie’,w czasach studenckich i pozniej w pracy zawsze mialem”najtezsza”glowe,dzis mam 58 lat i ciagle w dobrym zdrowiu,kondycji,z lekka tylko nadwaga/8 kg/,bez sladow alergii,osteoporozy,problemow z trawieniem itp.W tygodniu wypijam minimum 2 litry mleka/pelnego,sklepowego/czesto tez spozywam sery i inny nabial.U lekarza nie bylem jakies 30 lat/wylaczajac pracownicze badania lekarskie,ktore zwykle byly formalnoscia/.Moge wiec powiedziec,ze mleko i jego przetwory w zaden sposob nie zaszkodzily mi w utrzymaniu swietnego zdrowia,czego i Wam serdecznie zycze!

    Komentarz - autor: bolek — 9 sierpnia 2011 @ 06:26

  13. @Bolek

    Cóż, pozostaje nam życzyć Ci, aby Twój nadzwyczaj silny organizm i sprawny umysł służyły Ci wiernie przez kolejnych 58 lat. Gdyby jednak zdecydowały się kiedyś wystawić rachunek i zaczniesz boleśnie odczuwać skutki swojej mlecznej diety, pamiętaj że na naszych stronach znajdziesz wiele informacji i wskazówek na temat radzenia sobie w takich tarapatach. Wiedza ochrania. Pozdrawiam

    Komentarz - autor: koliber — 10 sierpnia 2011 @ 12:52

  14. Spożywanie mleka i jego przetworów istotnie zwiększa ryzyko raka prostaty oraz raka piersi i jajnika:

    Health Concerns about Dairy Products

    Prostate and breast cancers have been linked to consumption of dairy products, presumably related to increases in a compound called insulin-like growth factor (IGF-I).15 IGF-I is found in cow’s milk and has been shown to occur in increased levels in the blood of individuals consuming dairy products on a regular basis.[16] Other nutrients that increase IGF-I are also found in cow’s milk.

    Case-control studies in diverse populations have shown a strong and consistent association between serum IGF-I concentrations and prostate cancer risk.[17] One study showed that men who had the highest levels of IGF-I had more than four times the risk of prostate cancer compared with those who had the lowest levels.[18] Other findings show that prostate cancer risk was elevated with increased consumption of low-fat milk, suggesting that too much dairy calcium could be a potential threat to prostate health.[19,20]

    Comment: This is very relevant information, considering that IGF-1 levels in people increase if high-carbohydrate diets are followed, even if total calories are reduced.

    Ovarian cancer may also be related to the consumption of dairy products. The milk sugar lactose is broken down in the body into another sugar, galactose. Research suggests that the dairy sugar galactose might be toxic to ovarian cells.[21] In a study conducted in Sweden, consumption of lactose and dairy products was positively linked to ovarian cancer.[22] A similar study, the Iowa Women’s Health Study, found that women who consumed more than one glass of milk per day had a 73 percent greater chance of ovarian cancer than women who drank less than one glass per day.[23]

    Komentarz - autor: iza — 11 sierpnia 2011 @ 16:05

  15. niestety, ale po przeczytaniu komentarzy większości z was, aż robi mi się żal, że ludzie w obecnych czasach mają tak małą wiedzę dotyczącą tak ważnej rzeczy jak żywienie własnego organizmu… mało ludzi stosuję rozdzielną dietę, mało ludzi wie, gdzie znaleźć wartości odżywcze nie szkodzące naszemu organizmowi, a wręcz przeciwnie, przecież organizm ludzki to również mechanizm – jak samochód, jeśli do samochodu zamiast dobrego oleju wlewasz jakiś śmieciowy to po czasie również bardzo niszczeje, nie ma co ukrywać jesteś tym co jesz, więc jeśli jesz śmieci to jesteś śmietniskiem, jak organizm ma pracować skoro nie ma z czego czerpać energii ?! Ludzie jedzą mąkę pszenną, słodycze, dużo tłuszczu i mięsa, a mało warzyw i owoców, a to właśnie z warzyw i owoców nasz organizm czerpie najwięcej witamin, mikroelementów i enzymów, człowiek dziennie powinien zjadać ponad 70%surowego jedzenia w postaci warzyw i owoców, a jedynie 30% w postaci kasz i innych produktów zakwaszających organizm, nasze ciało do życia i zdrowia potrzebuje produktów zasadotwórzych (jeszcze raz warzywa+owoce), a tymczasem wszyscy swoje organizmy zakwaszają, coraz więcej ludzi choruje na raka, dlaczego ? odpowiedź jest prosta, nasi przodkowie jedli dużo warzyw, owoców, nie było tyle chemii, nie łączyli tak produktów, w takim stopniu jak my teraz, jedli prosto, gleba była inna, dlatego czasami równiez mogli sobie pozwolić na picie mleka i nic im nie było, dlaczego ? ponieważ wątroba nie była obciążona ! Najważniejszy organ ! Ludzie przecież to wasze zdrowie, życie, zmądrzejcie http://www.youtube.com/watch?v=sNcF_f5sdoo i odstawcie mleko, fast foody, soki z kartonów i zacznijcie w końcu żyć !

    Komentarz - autor: Joanna — 15 stycznia 2012 @ 18:54

  16. @Joanna

    Dzięki za troskę, masz dobre chęci ale wprowadzasz innych w błąd pisząc nieprawdę. Polecam poczytać:

    Burying The Vegetarian Hypothesis
    The Vegetarian Myth
    Most Vegetarians Return to Eating Meat

    pzdr,

    Komentarz - autor: koliber — 16 stycznia 2012 @ 11:42

  17. @Joanna
    Uważam, że mleko i przetwory mleczne szkodzą, ale w zależności od indywidualnych cech organizmu w rożnym stopniu.
    Np ja nigdy nie tolerowałem mleka ani jego przetworów. Niestety długo jako dziecko cierpiałem ponieważ lekarka, która mnie leczyła ani rodzice nie wpadli na to aby odstawić przetwory mleczne. Dopiero jako człowiek dorosły sam to odkryłem i nie jem tej trucizny już 10 lat.

    Komentarz - autor: Bow — 17 stycznia 2012 @ 14:18

  18. Kochani WKRADA SIĘ w waszych wypowiedziach wiele błędnych informacji .. To prawda jesteśmy bez wiedzy . Np. używając słowa „nabiał” wrzucamy do wspólnego „kosza złych produktów ” także jajka …. a przecież jest to skarbnica najlepszych składników odżywczych . … zanim cokolwiek napiszemy zastanówmy się … czy aby nie robimy zamieszania .
    A mleko ..to też MASŁO … to skarbnica najlepszego naturalnego tłuszczu .. z omega-3.
    Powróćmy do artykułu .
    CYTUJĘ- kluczem do pełni zdrowia jest zastosowanie diety redukcyjnej do wykrycia własnych alergii na pokarmy i ich nietolerancji..
    pozdrawiam .

    Komentarz - autor: adept48 — 9 marca 2012 @ 13:16

  19. Witam,
    Tylko napisze, ze odkad pamietam, mialam problemy z zatokami. Inhalacje, antybiotyki, nic nie pomagalo. Lekarze mowili, ze nic mi wlasciwie nie jest, a przynajmniej dwa razy w tygodniu bolala mnie glowa od zatok. Przy kazdej pogodzie, w lecie, zimie, w roznych klimatach. Nie mialam nigdy problemow gastronomicznych, ani alergii. Mialam robione testy alergiczne, nic. W zeszlym roku zdecydowalam sie zrezygnowac z glutenu i mleka. Kiedy pierwszy raz o tym uslyszalam, nie moglam sobie wyobrazic takiego zycia. Bylam bardzo sceptyczna, nie wierzylam, ze to cos da. Stwierdzilam, ze przez miesiac sprobuje, a potem pewnie wroce do normalnego zywienia. Po mniej wiecej 3 tygodniach moje problemy z zatokami zniknely. Tak po prostu. Od tamtej pory (od roku) nie bolala mnie glowa. Najlepsze jest to, ze nie mam w ogole ochoty na produkty z glutenem, z mlekiem jest troche gorzej, ale warto!
    To byla bardzo dobra decyzja i nigdy wiecej nie zamierzam jesc glutenu ani mleka. Nikogo nie namawiam, ale moje zycie przez to stalo sie duzo lepsze 🙂
    Pozdrawiam,
    I.

    Komentarz - autor: I. — 22 sierpnia 2012 @ 10:31

  20. @I.

    Moje gratulacje 😉

    Pamiętaj, że nawet bardzo mała dawka glutenu (1 gram) potrafi narobić wiele szkód w organizmie. W moim przypadku przełożyło się to na świętą zasadę – żadnego oszukiwania. Uważaj również na pszenicę, ponieważ „bezglutenowy” wcale nie oznacza „bezpszenny”. Tutaj artykuł o opioidach w pszenicy: Uzależniające opioidy w pszenicy i nabiale

    Może przyszedł czas na zrobienie kolejnego kroku i wyeliminowanie węglowodanów?

    pzdr,

    Komentarz - autor: koliber — 22 sierpnia 2012 @ 16:29

  21. Już wyeliminowałam węglowodany 🙂

    Komentarz - autor: I, — 22 sierpnia 2012 @ 17:07

  22. Oczywiście z całym złym i narkotycznym mlekiem to przesada, ale oczywiście prawdą jest, że nie jest ono tak zdrowe jak się powszechnie przejęło. W wielu regionach świata w ogóle się go nie pija. Kwestią jest jak zwykle utarte, kulturalne schematy, poza które i tak nie potrafimy wyjść. Zresztą jako osoba z nietolerancją lakotzy moge powiedzieć, że mleko jest trujące:P:P

    Komentarz - autor: jensen — 23 października 2012 @ 14:36

  23. Jeżeli jest to dla Ciebie tak oczywiste, możesz spróbować podzielić się z nami swoją wiedzą i wskazać w którym miejscu autorka artykułu według Ciebie przesadza i dlaczego.

    Komentarz - autor: koliber — 23 października 2012 @ 15:54

  24. Witam, nie zamierzam polemizować z poprzednikami, pokrótce opowiem tylko historię mojej rodziny. Będąc nastolatką pamiętam jak cieszyłam się, że nie cierpię na żadne alergie jak niektórzy moi znajomi. No cóż, alergii nie mam (chyba). Po wielu latach (12) starania się o dziecko okazało się, że jedną z przyczyn jest autoimmunologiczna reakcja mojego organizmu na płód w bardzo wczesnym etapie rozwoju. Testy wykazały bardzo wysoką nietolerancję na białko mleka krowiego i znacznie mniejszą na pszenicę (nie sam gluten a gliadin). Wyeliminowanie mojego ukochanego nabiału spowodowało, że udało mi się utrzymać kolejne ciąże i jestem teraz szczęśliwą mamą trójki dzieci. Przy okazji ustąpiły ciągle migreny. Unikając mleka WSZĘDZIE znacznie poprawiłam swoje zdrowie i samopoczucie. Przy okazji okazało się, że mój mąż i syn nie muszą żyć na inhalatorach cierpiąc na astmę. Eliminując jajka wyeliminowali ataki astmy i potrzebę używania JAKICHKOLWIEK leków na to schorzenie. Listę mogłabym wydłużać, ale przypadek każdej osoby jest nieco inny. Można się śmiać, ale naprawdę warto przyjąć postawę proaktywną w sprawie swojego zdrowia.

    Komentarz - autor: Ela — 27 stycznia 2013 @ 19:10

  25. W przeciwieństwie do większości komentatorów, ten artykuł jest dla mnie bardzo ważny, ponieważ opisuje „to” , z czym muszę się zmierzać każdego dnia. W końcu rozsądny głos w sprawie „problemów z glutenem i kazeiną” Moje dziecko ma do tego nietolerancję zbóż bezglutenowych. No cóż są tacy ludzie jak moje dziecko, ale zapewniam, dieta jest o niebo lepszym rozwiązaniem iż kilogramy tabletek i suplementów. Dziękuję za tą wiedzę.

    Komentarz - autor: mała — 6 lutego 2013 @ 10:37

  26. Przez trzy miesiace nie jadlam glutenu i nabialu, za to duzo warzyw, kasze, orzechy, do owocow mnie nie ciagnelo. Wyeliminowalam mieso. Spodziewalam sie swietnego samopoczucia a tak nie bylo. Wyniki badan krwi w trakcie diety byly bardzo kiepskie tak samo jak i moje samopoczucie. Mialam ciagle wzdecia, bole brzucha, biegunki. Kolejne wyniki badan krwi byly kiepskie, lekarz podejrzewala toczeń, dostalam skierowanie do reumatologa, w koncu dalam sobie spokoj z dieta. Dzis moje wyniki badań krwi sa dobre, NIe umiem tego wytlumaczyc.

    Komentarz - autor: dakota — 8 sierpnia 2013 @ 10:14

  27. Większej głupoty nie słyszałam 🙂 aż odechciało mi się czytać.. 🙂 ja pije mleko codziennie i to w bardzo dużych ilościach to samo jest z innym nabiałem i jestem zdrowa! mam mnóstwo energii! Moja odporność jest o wiele lepsza! Mleko to dobry zapychacz po treningu! 🙂 I lepiej mi się po nim śpi 🙂 HA! I jakby każdy z nas miał patrzeć z tej perspektywy na wszystko to umarlibyśmy z głodu 🙂 bo patrząc w ten sposób to wszystko jest w jakiś sposób niezdrowe 🙂 Biedy Nieszczęsliwy człowiek artykułu.. Wystarczy słuchać swojego organizmu!

    Komentarz - autor: Milkshake ;] — 18 października 2013 @ 23:42

  28. „Większej głupoty nie słyszałam 🙂 aż odechciało mi się czytać.. :)”

    Uważam, że wypadałoby przeczytać od deski do deski artykuł, który się komentuje. Byłoby to mądre czy głupie?

    „ja pije mleko codziennie i to w bardzo dużych ilościach to samo jest z innym nabiałem i jestem zdrowa! mam mnóstwo energii! Moja odporność jest o wiele lepsza! Mleko to dobry zapychacz po treningu! 🙂 I lepiej mi się po nim śpi 🙂 HA!”

    Ciężko mi w to uwierzyć, ale gratuluję jeśli tak jest na prawdę, bo to oznacza, że jesteś szczęśliwym wyjątkiem. Szkoda, że tak niewielu ludzi rzeczywiście jest przystosowanych do spożywania nabiału.

    „I jakby każdy z nas miał patrzeć z tej perspektywy na wszystko to umarlibyśmy z głodu 🙂 bo patrząc w ten sposób to wszystko jest w jakiś sposób niezdrowe :)”

    Nie podzielam twojego zdania. Pewne rzeczy można jeść bezkarnie, pod warunkiem, że zachowamy odpowiednią ilość.

    „Biedy Nieszczęsliwy człowiek artykułu.. Wystarczy słuchać swojego organizmu!”

    Podobnie myślą alkoholicy. Szczęście kojarzy im się z zaspokajaniem pragnień, które dyktują im ich organizmy. A nieszczęśliwi czują się wtedy, kiedy te pragnienia są niezaspokojone.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 19 października 2013 @ 15:43

  29. Zrezygnuj z mleka, z przenicy i naucz sie żyć dzięki energii słonecznej…..cudownie

    Komentarz - autor: Joanna — 29 października 2013 @ 20:21

  30. @Joanna

    „Zrezygnuj z mleka, z przenicy i naucz sie żyć dzięki energii słonecznej…..cudownie”

    http://www.sott.net/article/267815-Sweden-becomes-first-Western-nation-to-reject-low-fat-diet-dogma-in-favor-of-low-carb-high-fat-nutrition

    Szwedzi już zrezygnowali… i w zasadzie z energii słonecznej też z powodzeniem korzystają 😛

    Komentarz - autor: fox — 29 października 2013 @ 22:26

  31. Dla mnie rezygnacja z nabiału ma jeszcze jedną – równie ważną jak zdrowie – zaletę: spokojne sumienie. Nie przykładam ręki do bezwzględnej eksploatacji krów, które przez przemysł mleczarski traktowane są jak taśmy fabryczne, bez żadnego współczucia i szacunku dla ich życia. Ktoś, kto usłyszy wycie krowy, której zabierane jest cielę, nie zapomni tego do końca życia.. Realia tej „produkcji” są przed nami ukrywane.. dzieci uczy się, że krowy „dają” mleko, są uśmiechnięte i fioletowe.. a nie, że są siłą sztucznie zapładniane, że mają chore stawy w nogach uginających się pod ciężarem napędzonych hormonami monstrualnych wymion, że większość z niech jest permanentnie chora, szpikowana antybiotykami, eksploatowana poza granice możliwości organizmu i wysyłana do rzeźni po przeżyciu 1/10 naturalnej długości życia.. To wszystko dla mnie odbiera jakąkolwiek wartość serom i jogurtom (zakładając, że jakąś mają). Tak samo wygląda „humanitaryzm” przemysłu mięsnego i jajczarskiego. I na tym etapie – gdy naukowcy kłócą się, co człowiek powinien jeść, by być zdrowy – ja wybieram czyste sumienie. Wierzcie mi, ono też jest bardzo ważne dla zdrowia. Jestem tego najlepszym przykładem. Życzę wszystkim zdrowych i etycznych wyborów.

    Komentarz - autor: Maada — 19 listopada 2013 @ 20:28

  32. artykuł mało naukowy i prowesjonalny, a od kiedy pasteryzacja odbywa się powyżej 100 C??

    Komentarz - autor: hhkji@wp.pl — 11 stycznia 2014 @ 19:28

  33. @hhkji@wp.pl

    ” a od kiedy pasteryzacja odbywa się powyżej 100 C?”

    Rzeczywiście, powyżej 100C to już sterylizacja.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 13 stycznia 2014 @ 11:29

  34. @hhkji

    Od 1960 roku. Mleko UHT (Ultra High Temperature) jest poddane działaniu bardzo wysokiej temperatury w przedziale 130 – 150 C, przez 1 do 3 sekund, a następnie schładzane do około 20 stopni.

    Komentarz - autor: koliber — 13 stycznia 2014 @ 22:23

  35. ostro przesadzone! w mojej rodzinie spożywa się tysiące litrów mleka rocznie tak jak i produktów z mleka. nikt nie choruje na takie choroby jak opisuje autor. znam osoby z nietolerancją laktozy -to fakt ale to nie powód do zmiany tego co jemy od tysięcy lat. a jak tak to co jest zdrowe? coca -cola i fast-foody ? nie dajmy się zwariować!

    Komentarz - autor: mario — 18 Maj 2014 @ 19:43

  36. @mario
    „w mojej rodzinie spożywa się tysiące litrów mleka rocznie”

    Musisz mieć dużą rodzinę. Gratulacje! 🙂

    ‚to nie powód do zmiany tego co jemy od tysięcy lat. a jak tak to co jest zdrowe?”

    Od tysięcy lat? Od ilu tysięcy? Masz pojęcie ile czasu zajmuje pojawienie się odpowiedniej mutacji adaptacyjnej? Masz pojęcie, kiedy mogła pojawić się mutacja pozwalająca na trawienie produktów mlecznych?
    Od 3 do 7 tys. temu? A i to wydaje się naciągane, bo analizie podlegały kości z ledwie z kilku szkieletów.
    Masz pojęcie ile tysięcy lat zajmuje ujawnienie się i UTRWALENIE takiej mutacji w całej populacji? Masz pojęcie ile setek tysięcy lat trwa ewolucja gatunku ludzkiego i jak się do tego czasu ma te mało prawdopodobne „3 do 7 tys. lat” od pojawienia się U ZNIKOMEJ CZĘŚCI POPULACJI mutacji genowej umożliwiającej jako-takie trawienie mleka odzwierzęcego i jego produktów?
    Raczej nie.
    Przedstawiłeś niczym nie popartą opinię. Można i tak…

    Komentarz - autor: Magia — 19 Maj 2014 @ 15:50

  37. @mario

    Poza tym o czym napisała Magia, tysiące lat temu to mleko było innej jakości, a i nasze organizmy także silniejsze.

    Pozdrawiam

    Komentarz - autor: fox — 19 Maj 2014 @ 23:10

  38. @Fox
    Jest jeszcze coś, o czym się nie mówi i o czym @mario też nie ma pojęcia. Laktacja, czyli „produkcja” mleka, pojawia się w sposób NATURALNY u samic wszystkich ssaków TYLKO w okresie poporodowym i TYLKO na okres wystarczający do wykarmienia urodzonego oseska. Te wszystkie krowy i kozy „mleczne” – czy co tam jeszcze sobie winszują – to efekt „technologii hodowlanej”, a nie tego, co stworzyła matka Natura.
    Ot, taki „drobiażdżek”. :/

    Komentarz - autor: Magia — 23 Maj 2014 @ 12:38

  39. Moja mama wykarmiła mnie na lanych kluskach, zacierkach i owsiankach. Mleko piłem zamiast wody. Jogurty owocowe wsuwałem jak deser, zamiast czekolady. Od kiedy pamiętam, zawsze chyrałem, odcharkiwałem, spluwałem – nie było temu końca. Swędziały mnie plery, aż zakupiłem specjalną drapaczkę. Do tego przybierałem na wadze, bo na śniadanie leciały dwa burgery, na obiad kotlet barani, a na kolację pół krążka sera brie. Gluten oczywiście też był, jak to w „normalnym polskim domu”. O ziarnach (soczewica, ciecierzyca) nikt nie słyszał, orzechy tylko od święta, a jeśli fasola, to tylko w fasolce po bretońsku. I tyle, taka była moja dieta. Niby jadłem owoce i warzywa więcej niż inni, ale dziś wiem, że przy takiej ilości mięcha, nabiału i glutenu, zwyczajnie nie pozostawało wiele miejsca na spożywanie żywych enzymów niosących życie.
    Latami łykałem antybiotyki, które działały, owszem, ale tylko w okresie ich pobierania. Forsy poszło na to sporo, a choroba nadal niewyleczona. Pigułkowcy swoje zarobili. Wkurzyłem się wtedy. W wieku 43 lat trafiłem z moim chyraniem do mądrej pani dietetyk (żadnej lekarki, „zaledwie” magister), bo z roku na rok się nasilało, a „mondry dochtor” ze szpitala przepisał sterydy do nosa i orzekł, że „tak musi być”. A pani dietetyk, jak jakaś wariatka, poleciła mi spróbować odstawić produkty mleczne, szczególnie świeże mleko oraz śmietanę. I tyle. Jak trwoga to do Boga, więc spróbowałem. Już dosłownie po niecałym tygodniu plecy zaczęły odpuszczać, a chyranie ustąpiło całkowicie!! Boże, jaki ja byłem przeszczęśliwy! Gdy tylko zjadłem serniczka, ciasteczko lub żółtego sera – chyranie wracało. No to rzuciłem dziadostwo. Dziś z nabiału pijemy w domu tylko kefir, a zamiast śmietany używamy jogurt naturalny. Chyrania nie ma, drapaczka poszła w kąt. Zaznaczam, że nie stwierdzono u mnie żadnej mlecznej nietolerancji lub tym bardziej alergii – inaczej poważne objawy wyszłyby lata wcześniej.
    Zaczęliśmy więc eksperymentować z mięsem oraz wspomnianym w artykule glutenem. Stopniowo zostaliśmy wegetarianami (ryby jemy nałogowo), jest sporo fasol i grochów, orzechy i rodzynki stoją w miseczkach – tam, gdzie kiedyś stały słodycze, ciasteczka i inne dziadostwa. Owoce idą tonami. Efekty są RE-WE-LA-CYJ-NE. Podobnie jak pan Antoni vel Dziarski Dziadek, zapomnieliśmy już co to przeziębienie, grypa, kaszle, bóle głowy, migreny-trzydniówki, swędzenia, tikające powieki, alergia na jabłka (!) i wiele innych dolegliwości, które przy naszej tradycyjnej i, wybaczcie, siermiężnej polskiej diecie już nawet nie nazywamy chorobami, a normalnością. Kochani, to SKANDAL I WSTYD.
    Ręce opadają, gdy ktoś z przedmówców pisze, że pije mleko litrami, zażera się białym pieczywkiem i ponoć „jest okazem zdrowia”, ale ma „tylko 8kg nadwagi”. Ludzie, ratunku! 800 deko sadła to nic!?
    http://www.grupawsparciazdrowia.blogspot.co.uk
    http://www.eioba.pl/a/4byb/wyrzuty-z-jablek-czyli-historia-jednego-samoograniczenia

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 17 marca 2015 @ 13:53

  40. @ jacekwasowicz

    ” Stopniowo zostaliśmy wegetarianami (…) Efekty są RE-WE-LA-CYJ-NE.”

    Efekty w porównaniu do czego?

    W porównaniu do Twojego sposobu odżywiania wcześniej.
    Z tym zawsze jest problem i nieporozumienie. Mianowicie w określeniu grupy kontrolnej, do której porównujemy. Jeśli będzie nią poprzedni styl odżywiania, SAD ( standard american diet), czy przeciętna polska dieta – jakakolwiek w zasadzie zmiana w dobrym kierunku będzie skutkować poprawą.
    Ale jeśli weżmiesz inną grupę kontrolną ..?

    Dlatego kłótnie między zwolennikami takiej czy innej diety są takie jałowe. Także jednostkowe dośiwadczenia. Bo one porównują albo do własnego, poprzedniego stanu, albo do jakiejś średniej społecznej.

    Nam jednak tutaj nie chodzi tylko o poprawę, ale o optymalizację i to o optymalizację długoterminową.
    I to jest zasadnicza i kluczowa różnica.
    A o diecie wegetariańskiej i jej potencjalnie negatywnych ( nieoptymalnych) skutkach długoterminowego stosowania – napisano wiele i przytoczono sporo dowodów. Dieta ta będzie lepsza od przeciętnego frytko-hamburgero-żercy, ale czy optymalna?
    Wątpię.

    Komentarz - autor: Art — 18 marca 2015 @ 10:13

  41. W grę wchodzi ogrom zmiennych i niuansów, uwzględniając oczywiście zmienność osobniczą.

    Komentarz - autor: Art — 18 marca 2015 @ 10:18

  42. Mącisz, kolego. Napisałem konkretnie co jemy, prawda? Z kolei Czytelnik też dobrze wie, co je, czyli ma możliwość porównania. Tak więc posądzenia o „jałowość argumentów” trafią jedynie do sceptyków, a nawet powiedziałbym, że do malkontentów. Chcesz być konkretny – pochwal się swoją dietą i swoimi osiągnięciami. Prosimy. Ludzie czekają. Bo na razie to tylko przebąkujesz o „potencjalnie negatywnych” skutkach wegetarianizmu. Tak, owszem, wegetarianizm nie tylko może, ale JEST SZKODLIWY, jeśli nie będzie wypływał z motywacji dbania o zdrowie, a będzie modą, bądź religią. Tutaj w UK wielu Hindusów wegetarian zalega w szpitalach, ale to ci, którzy smażą gluten i wszystko podsypują tonami cukru. Również nie brakuje brytyjskich wegetarian, ale to ci, którzy robią to ze względów moralnych. Kochają zwierzęta, ale nie kochają swojego żołądka i zapychają się glutenem bez kości, serami, główny posiłek wieczorem, zapijając wszystko gazowanymi napojami. A prawda jest taka, że mięso nie jest naturalnym pokarmem dla ludzi i koniec kropka. Naszych dziadków, co to robili w polu, dożywali do setki i umierali we śnie podaje się za wzór siły i odporności, a „przecież oni jedli mięso”. Jasne, tyle że jedli je od święta, co najwyżej w niedzielę, a w pozostałe sześć dni jechali na marchwi, fasolach, kaszach i owocach z własnych drzew (nie z Biedronki). Piszę to, by uprzedzić ewentualne argumenty o konieczności mięsa w diecie człowieka. 🙂 Powiedz to mojej znajomej, co od 25 lat jedzie bez mięsa, bez mięsa wychowała dwójkę dzieci, które NIE CHORUJĄ, a rówieśnicy co rusz łykają antybiotyki, to by wyśmiała takie argumenty. 😀
    Powiem tak: kogokolwiek znam, kto przeszedł z mięsa na ziarna, fasole, kasze, warzywa i owoce (plus rzucił nabiał i gluten) chwali sobie taką zmianę. Czego wszystkim życzę, choć wiem, że niełatwo. A najtrudniej jest pokonać rodzinną tradycję, presję rodziny, znajomych itd. Ale można. 🙂

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 18 marca 2015 @ 13:25

  43. @ jacekwasowicz

    Powiem tak: kogokolwiek znam, kto przeszedł z mięsa na ziarna, fasole, kasze, warzywa i owoce (plus rzucił nabiał i gluten) chwali sobie taką zmianę.

    Znaleźli jakiś sposób na zaspokajanie zapotrzebowania na tryptofan?

    Komentarz - autor: iza — 18 marca 2015 @ 14:20

  44. @ jacekwasowicz
    Mącisz, kolego. Napisałem konkretnie co jemy, prawda? Z kolei Czytelnik też dobrze wie, co je, czyli ma możliwość porównania. Tak więc posądzenia o „jałowość argumentów” trafią jedynie do sceptyków, a nawet powiedziałbym, że do malkontentów. Chcesz być konkretny – pochwal się swoją dietą i swoimi osiągnięciami. Prosimy. Ludzie czekają. Bo na razie to tylko przebąkujesz o „potencjalnie negatywnych” skutkach wegetarianizmu. …

    Lierre Keith, The Vegetarian Myth:

    Serotonin is made from the amino acid tryptophan. And there are no good plant sources of tryptophan. On top of that, all the tryptophan in the world won’t do you any good without saturated fat, which is necessary to make your neurotransmitters actually transmit. […]

    Tryptophan, for instance, is the amino acid precursor for serotonin. And, as nutritionist Julia Ross points out, “Most vegetable foods contain much less tryptophan than animal-derived foods.” Even vegans talk about “the vegan police.” Admit you know what I’m talking about: aggressive, rigid, on a hair trigger, and in a semiconstant state of rage. That’s what happens to a human with a brain deprived of protein and fat.

    Komentarz - autor: iza — 18 marca 2015 @ 14:42

  45. @ jacekwasowicz

    „Chcesz być konkretny – pochwal się swoją dietą i swoimi osiągnięciami. Prosimy.”

    Ale czym mam się pochwalić?
    Tym, że z prawie 100 jednostek insuliny dziennie i z amplitudy glukozy 60 – 250 mg/dL „zszedłem” na „bezinsulinowe” 80 mg/dL na czczo i do 110 po posiłku? Przy HbA1c 5,0 % ? Przy insulinie 3,4 ?
    Przy prawidłowo funkcjonujących nadnerczach i braku niedoczynności tarczycy?
    Tym że z ciśnienia min 160/100 zszedłem na 120/80? A ze 120 kg na 80?
    To wszystko przy 75% kalorii z tłuszczu ( głównie nasyconego i jednonienasyconego), 12-15% z białka
    ( głównie zwierzęcego) i 10-13% z węglowodanów ?

    Niemniej jednak, drogi Kolego, zjadam ok. 0,5 kg odpowiednich warzyw dziennie ( głównie zielonych, liściastych, czosnek, cebulę). Sporo naturalnych przypraw ( np cynamon, kurkumę). Owoców z kolei nie jadam prawie w ogóle. Orzechy w bardzo niewielkich ilościach. Plus suplementy z głową wyselekcjonowane.

    Jakbym nie liczył microelementy, dietę razem z suplementami mam kompletną. Liczy się „gęstość” składników odżywczych, czyli ich stosunek do liczby kalorii. Tłuszcz, jako macroskładnik jest głównym paliwem. „Leję” go tyle, ile spalam. W nadmiarze wszystko jest szkodliwe. Białko ma wyrównać dzienną, bezpowrotną degradację i jednocześnie nie sygnalizować „chęci” proliferacji zdrowych komórek, bo na tym nam przecież najmniej zależy. ( a tak jest przy nadmiarze białka)
    Węglowodany mają zapewnić wyrównanie strat ( ucieczki szczawiooctanu z mitochondrium, co jest cechą wysoce zmienną osobniczo, stąd różne zapotrzebowanie na węglowodany u różnych ludzi), bez niepotrzebnego przekształcania białka w glukozę lub jej metabolity pośrednie, z kiepską, 60% sprawnością i azotowymi produktami ubocznymi.
    Itd, itp. Tych niuansów jest całe mnóstwo, dieta winna być dostosowana do wieku i potrzeb, które z kolei mogą się też dynamicznie zmieniać z dnia na dzień.
    To wszystko i tak w ogromnym uproszczeniu.

    W Twojej wypowiedzi jest tyle chaosu, że ręce opadają:

    „Powiedz to mojej znajomej, co od 25 lat jedzie bez mięsa, bez mięsa wychowała dwójkę dzieci, które NIE CHORUJĄ, a rówieśnicy co rusz łykają antybiotyki..”

    Mówiłem wyraźnie o „grupie kontrolnej”. Dla Ciebie tą grupą są „rówieśnicy”, a ja ten problem już wyjaśniałem przecież. Nie zrozumiałeś nic a nic.

    „A prawda jest taka, że mięso nie jest naturalnym pokarmem dla ludzi i koniec kropka.”

    Wybacz, na tym zakończę. Z wyznawcą nie ma dyskusji.

    Komentarz - autor: Art — 18 marca 2015 @ 22:23

  46. Świetnie, że piszesz, cytat: „Most vegetable foods contain much less tryptophan than animal-derived foods”.
    Po pierwsze – które spośród wspomnianych „most vegetables” są w większości, a które w mniejszości?
    Po drugie – np. cieciorka ma go tylko ok. 20% mniej niż pierś kury.
    Po trzecie (za dr Marią Grodecką) – „Oprócz jajek i mleka, nie odkryto takiego białka, które miałoby wszystkich 8 potrzebnych aminokwasów, w optymalnych dla potrzeb ludzkiego organizmu proporcjach. (…) Rośliny strączkowe są wprawdzie zasobne w lizynę, ale mają za to niedobór metioniny, a rośliny zbożowe – niedobór lizyny i tryptofanu. Z kolei w lizynę i tryptofan zasobne są wszystkie prawie jarzyny (…) I w ten sposób otrzymujemy białko pełnowartościowe. (…) Np. jeżeli pokarm zawiera ilość tryptofanu odpowiadającą w 100% wymogom wzoru jego przyswajalności, tak samo 100% leucyny i po 100% innych EAA, ale tylko 50% lizyny, to wartość biologiczna spożytego w tym pokarmie białka pozostanie na poziomie owych 50% w s z y s t k i c h EAA. Lizyna będzie w tym przypadku tzw. aminokwasem ograniczającym. Reszta pokarmu zostanie wykorzystana przez organizm na potrzeby energetyczne, tak samo jak węglowodany.”
    A po czwarte – czy więcej zawsze musi oznaczać LEPIEJ? Przykład białka: społeczeństwa są przebiałkowane, mimo to sprzedaje się im mięso „bo zawiera dużo białka”.
    🙂

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 18 marca 2015 @ 23:51

  47. @Art
    To tylko chylić czoła przed Twoimi osiągnięciami, szczególnie zejściem ze 120kg na 80kg oraz ciśnieniem 120/80.
    Ale wiesz co? Mam wrażenie, że Twój wpis powstał nie tyle z chęci trafienia do ludzi schorowanych, a przy tym ludzi niewiele znających się na procesach chemicznych, co z chęci popisania się swoją wiedzą. Czy Ty takim samym językiem rozmawiasz ze swoimi znajomymi, rodziną? Czy masz radość z łykania suchych suplementów diety zamiast smacznych orzechów i owoców? Piszesz, że „dieta winna być dostosowana do wieku i potrzeb, które z kolei mogą się też dynamicznie zmieniać z dnia na dzień”. Zapytam więc: czy masz w ogóle radość ze swoich wyników, skoro – jeśli jesteś tam zasadniczy jak Twój wpis – badasz codziennie zachodzące w sobie zmiany?
    Absolutnie nie neguję Twoich wyników, tyle że ludzie nie chcą „zapewniać wyrównania strat ucieczki szczawiooctanu z mitochondrium”, a chcą zmienić swoje samopoczucie i, co więcej, z odzyskanego zdrowia się cieszyć. Wiesz, moje suplementy smakują owocami, ziarnami, świetnymi potrawami, a nie mogę oprzeć się wrażeniu, że Twoje smakują chemią oraz studiowanymi codziennie tabelkami.
    Przede wszystkim zaś: Twoja droga jest ewidentnie mięsna – moja wegetariańska. Zostańmy przy swoich, tyle że Ty zdajesz się ignorować dokonania całych pokoleń wegetarian. Ignorancja jest niepokojąca zawsze, ale przy zasobie wiedzy jak Twoja jest szczególnie niebezpieczna.

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 19 marca 2015 @ 00:58

  48. /Przede wszystkim zaś: Twoja droga jest ewidentnie mięsna – moja wegetariańska. Zostańmy przy swoich, tyle że Ty zdajesz się ignorować dokonania całych pokoleń wegetarian. /

    Jest dokładnie odwrotnie.
    Czy do Ciebie w ogóle dotarło, co to jest „grupa kontrolna” w badaniach?
    Dwukrotnie powtarzałem, że dieta wegetariańska jest prawdopodobnie lepsza od wielu innych, w tym od tak zwanych „średnich” dla społeczeństw.
    Co do pokoleń, pokoleń mięsnych było co najmniej dwa rzędy wielkości więcej! Rzędy!
    A przynajmniej pokoleń nie znających uprawianych przez siebie zbóż.

    Poza tym ja próbowałem diety wegetariańskiej. Przez niemal rok. Jak i wielu innych.
    A czy Ty próbowałeś takiej diety, jaką ja stosuję?
    Kluczowy jest również stan wyjściow – warunki brzegowe. Przy tak zniszczonym organizmie i walniętym metabolizmie jaki miałem ( insulinooporność wątrobowa i częściowo mięśniowa, a także leptynooporność), dieta wysokotłuszczowa byłą prawdopodobnie najlepszym wyjściem.
    Gdy człowiek jest zdrowy, organizm ma większe marginesy bezpieczeństwa, ale zawsze pozostanie kwestia optymalizacji, o której wcześniej wspomniałem.
    I tu tkwi sedno, bo tak naprawdę to my będziemy pierwszym pokoleniem, w którym się rzecz rozstrzygnie. Po, miejmy nadzieję, wielu dekadach.

    Przyjemność?

    Nie ma teraz dla mnie większego uczucia przyjemności i satysfakcji z tego, że nie czuję głodu, jadam w 8 godzinnym „okienku” i daję organizmowi całych 16 godzin na regenerację. Nie co jakiś czas, nie co 3 dni, nie 5 na 2, czy w jakimkolwiek innym systemie. Tylko codziennie.
    Ty przy takim systemie byś prawdopodobnie nie wytrzymał z głodu.
    Energia i witalność dopełnia całości.
    W ogóle nie skupiam się na jedzeniu, bo są ciekawsze i pożyteczniejsze rzeczy do zrobienia.
    Dieta -> energia -> samopoczucie -> zdrowie – jest tylko środkiem, nie celem samym w sobie.
    Ale przyjemność z jedzenia jest i tak. Jak patrzę teraz na czyjeś „suche” żarcie, to mnie mdli 🙂
    Cóż może być smaczniejszego, jak jajecznica z boczkiem i z cebulką na maśle z odrobiną oleju kokosowego, odpowiednio doprawiona ??? 🙂

    Liczenie?
    Owszem, przez pewien czas liczyłem. Teraz nie muszę, bo „mam to we krwi” i rzecz odbywa się błyskawicznie i automatycznie. Nie chodzi o dokładności przecinkowe.

    Komentarz - autor: Art — 19 marca 2015 @ 01:33

  49. Moim zdaniem na optymalizację żywienia jest za wcześnie, o ile w ogóle przyjdzie na to właściwy czas. Za mojego życia (63 lata) poglądy na szkodliwość mleka, jaj, masła, mięsa, orzechów, warzyw, owoców, pieczywa itd. zmieniały się kilka razy i nie wątpię, że będą się zmieniać nadal. Czy w ogóle właściwy skład chemiczny organizmu i określona przemiana materii mogą zapewnić, lub chociaż uprawdopodobnić dobre samopoczucie? Czy, z kolei, optymalne samopoczucie to to samo, co optymalna rzeczywista wydolność ciała i umysłu, efektywność wysiłku? A jeśli nie, to co bardziej cenimy: dobre samopoczucie, czy efektywność? Dalej: czy wolimy żyć krótko a „mocno”, czy długo a z umiarem? Czy wolno nam, i czy chcemy, dużą aktywność za młodu „przypłacać” długą chorobą na starość, długo cierpieć i zadawać cierpienia innym? To wszystko są kryteria ewentualnej „optymalizacji” żywienia. Ma być optymalne – ale do jakich celów? Ponadto, tradycyjne diety różnych ludów były bardzo różne, zależały od miejscowych zasobów. To wykształciło pokarmową elastyczność, ale i zróżnicowanie potrzeb współczesnych ludzi. Tym samym trudno oczekiwać optymalizacji, służącej równie dobrze wszystkim ludzkim genotypom.

    Jeden z komentarzy powyżej, z którym się zgadzam w 200%, mówi o czystym sumieniu, odrzuceniu fermowego mięsa i nabiału z pobudek moralnych. Autor zwrócił tym uwagę na ważny czynnik samopoczucia (a także wydolności) wielu osób – na samopoczucie moralne, szacunek do samego siebie. Czynnik ten na pewno też wpływa na naszą przemianę materii, sterowaną przecież na bieżąco przez układ nerwowy i „osobiście” przez mózg. Przy okazji, odrzucenie produktów z ferm przemysłowych (być może) uchroniłoby nasz gatunek od wchłaniania hormonów wzrostu i „dinozaurzenia”, od wpływu produktów zwierzęcego stresu, antybiotyków, którymi się te zwierzęta szpikuje itd. Nie pierwszy to raz, gdy wskazania moralno-etyczne zgadzają się z praktyczno-ekonomicznymi.

    Lecz niestety nie jest to recepta dla wszystkich. Przy ponad 7 miliardach ludzi, na osobę przypada na świecie nieco ponad 2 ha lądu, a w Polsce ok 0.7 ha (licząc pustynie, wysokie góry, lądolody, tereny zurbanizowane itp.). Zdrowe, bliskie naturalnym uprawy są za mało wydajne, by wyżywić tę masę ludzi. Na „chemię” i produkty z ferm przemysłowych, a tym samym na „moralnego kaca” jesteśmy więc skazani, a o optymalnych dla siebie dietach większość może tylko pomarzyć. Większość będzie nadal – jeśli w ogóle – wybierać między mortadelą z fermowego mięsa a najtańszym serem topionym – zupełnie nie wiadomo z czego.

    W tej sytuacji, jak sądzę, bardziej na czasie jest właśnie zdobywać doświadczenie przez porównania do punktów odniesienia, czy też grup kontrolnych. Zresztą warto tu przypomnieć, że wszystkie nauki przyrodnicze, na czele z fizyką, mierzą i poznają interesujące je przedmioty wyłącznie przez ich porównanie z innymi przedmiotami, przyjmowanymi za wzorcowe (za punkty lub układy odniesienia).

    Wzorem przedmówców zakończę krótkim spostrzeżeniem na temat mojego własnego wyżywienia. W różnych warunkach czułem potrzebę różnego typu posiłków. Często dobrze mi robi dieta warzywna (choć współczesne warzywa z Biedronki, a nawet z bazaru, nie mają wielu mikroelementów i pierwiastków śladowych, które mieć powinny; innych znów mogą mieć za dużo). Lecz przy ciężkiej pracy fizycznej w zimie mam silną potrzebę zjedzenia kanapki z boczkiem. Bywa znów, że długotrwałe złe samopoczucie „leczy” mi parę puszek dobrego piwa. Czego życzę i Współkomentatorom.

    Komentarz - autor: Wolfgang Trąbis — 20 kwietnia 2015 @ 16:16

  50. No, jak j czytam kogoś, kto propaguje jajecznicę na boczku, to wymiękam… To jakiś Platformiany troll chce nam wmówić, że czarne jest białe. 😉

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 11 lipca 2015 @ 10:51

  51. A co masz, że tak zapytam, do jajecznicy na boczku?

    Komentarz - autor: koliber — 11 lipca 2015 @ 11:03

  52. @jacekkwasowicz

    „A co masz, że tak zapytam, do jajecznicy na boczku?”

    Ja też chętnie się dowiem. Właśnie zjadłam ją na śniadanie.

    Komentarz - autor: Kate — 11 lipca 2015 @ 11:22

  53. 1. jajka smażone – proponuję wykład dr. Kempisty n/t jajka.
    2. boczek – największy zakwaszacz i zatruwacz ze wszystkich części wieprzowiny, a wieprzowina to najgorsze ze wszystkich mięs.

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 11 lipca 2015 @ 11:22

  54. Jacku, tylko proszę ani słowa o tym przy babci Zuzi.

    Boczek sprawia,że wszystko jest lepsze: Najstarsza osoba na świecie w wieku 116 lat żywi się boczkiem i jajkami

    Po co babcię denerwować, niech się babcia cie-szy!

    (Kate, żyjesz jeszcze?)

    Komentarz - autor: koliber — 11 lipca 2015 @ 11:54

  55. @koliber

    Żyję, mimo że rzekomo jestem teraz zakwaszona i zatruta 😦

    Doktór Kempisty zaleca jedzenie moreli, winogron, wiśni…może one pomogą mi w odkwaszeniu i odtruciu 😉

    Komentarz - autor: Kate — 11 lipca 2015 @ 13:50

  56. Heh, największym realnym problemem wydaje mi sie nietolerancja laktozy, ale ona nie dotyczy 100% populacji, w Polsce o ile pamiętam jest to ok. 75%.

    Komentarz - autor: erasmushousewarsaw — 5 września 2015 @ 10:55

  57. @ erasmus

    To źle Ci się wydaje i może lepiej się doucz, erasmusie, zanim zdecydujesz się wypowiadać na jakiś temat. Przeczytałeś artykuł? Laktoza jest cukrem i „nietolerancja laktozy” prowadzi jedynie do nieprzyjemnych reakcji ze strony układu pokarmowego. Znacznie poważniejszym problemem jest nietolerancja kazeiny, która jest białkiem, i wywołuje reakcje autoimmunologiczne, kiedy to organizm atakuje sam siebie. Plus opioidalny charakter kazeiny.

    Komentarz - autor: iza — 5 września 2015 @ 12:19

  58. Co do kazeiny, nawet jak ktoś nie ma nietolerancji na nią, ważna jest jednorazowa porcja. Chodzi o to, aby kazeina, która trawi się wolno, została w całości wchłonięta i nie osiągnęła jelita grubego. Tam bowiem następuje fermentacja białka, prowadząca do procesów rakotwórczych.

    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/7603887?dopt=AbstractPlus

    Wpisuje się to dobrze w zasadę nieprzekraczania 25g białka w jednym posiłku.

    Komentarz - autor: Art — 5 września 2015 @ 19:04

  59. „Najstarsza osoba na świecie w wieku 116 lat żywi się boczkiem i jajkami”.
    Brawo, brawo! A czym jeszcze ta najstarsza osoba się żywi? Albo żywiła od, niech policzę, 1899r (przy założeniu, że 116 lat skończyła w 2015)?
    Czy żywiła się jedzeniem z puszek? Czy chodziła do supermarketu po gotowe dania, by odgrzewać je w mikrofali? Czy jej boczek pochodził z przemysłowych wędzarni? Czy jej jajka były od kur z przemysłowej fermy, gdzie nosicielka tych jaj poza ściskiem w kurniku świata bożego nie widziała? Dalej: czy owa starowinka smażyła te jaja na prawdziwym maśle, co to po wyjęciu z chłodu trzeba było rąbać siekierą, czy może smażyła je na zawsze mięciutkiej margarynie (z transtłuszczami)? Czy wreszcie żarła ten swój boczek i smażyła te swoje jaja trzy razy na dzień, jak to robi współczesny syty Polak, Anglik, Niemiec czy Holender (nie czepiajmy się nacji, to przykłady), czy od święta?
    Miałem babkę, rocznik podobny, bo 1898, wiem więc, że ona miała mięso na stole raz w tygodniu, w niedzielę, czyli od święta. To m.in. dzięki temu nasi przodkowie dwa pokolenia do tyłu mają/mieli jeszcze takie zdrowie. Może zwyczajnie nie zdążyli się zaświnić w obecnym „dobrobycie”…? Gdzie nam do nich. Patrzcie choćby na Dziarskiego Dziadka – jakie ma zdrowie. Ale czy on je mięso? Hmm, raczej ryby, np. śledzia. A czy on pije mleko? No, raczej nie i sam o tym otwarcie mówi.
    Ale cóż, to zrozumiałe, że jeśli wolimy jeść, co nam smakuje, znajdziemy wszelkie wytłumaczenia, posłużymy się wszelkimi uproszczeniami, by nasze wyszło na wierzch. By uspokoić sumienie. „Kiedyś wszystko jedli i byli zdrowi” – oto koronny argument wygodnego pasibrzucha. A poszedł by jeden z drugim do pługa od świtu do zmierzchu, to może i połowy ciężaru i toksyn by się pozbył!
    Mimo to, wszystkim tu zgromadzonym życzę zdrowia. Mam jednak nadzieję, iż dobrze wiemy, że pobożne życzenia to trochę za mało, by osiągnąć sukces.

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 23 września 2015 @ 14:29

  60. @jacekwasowicz
    Być może chciałeś dobrze, a wyszło jak zwykle.
    Znajdź na PRACOwni choć jeden artykuł, który zachęca do jedzenia śmieciowego, wysoko przetworzonego żarcia, pochwala siedzący tryb życia bez żadnych ćwiczeń i wielbi przemysłowy chów zwierząt. No, nie znalazłeś?
    To czemu ma służyć ta tyrada? Napasieniu własnego ego? To paś je, na zdrowie.

    Komentarz - autor: Magia — 23 września 2015 @ 16:00

  61. Uwielbiam, gdy ludzie czytają po łebkach. To była reakcja, Magio, na cytat za „kolibrem”. 🙂

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 23 września 2015 @ 17:07

  62. @Art
    Powiadasz, że „z wyznawcami nie można dyskutować”? Hmm, chyba miałeś na myśli siebie, skoro pytasz retorycznie „Cóż może być smaczniejszego, jak jajecznica z boczkiem i z cebulką na maśle z odrobiną oleju kokosowego, odpowiednio doprawiona ???”
    Odpowiadam: oczywiście, że nic. Nic, dla kogoś, kto nie patrzy na zdrowie, ale na smak.
    No ale wyznawcy religii przegadać się nie da. Bywaj!

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 23 września 2015 @ 17:11

  63. @jacekwasowicz
    A ja uwielbiam pustaków, którym wydaje się, że to inni są pustakami czytającymi po łebkach.

    Cytatem z @kolibra było tylko to jedno zdanie: „Najstarsza osoba na świecie w wieku 116 lat żywi się boczkiem i jajkami”.
    I nie do tego zdania się odniosłam w swoim komentarzu. No, ale żeby to pojąć trzeba nie tylko nie czytać po łebkach, trzeba umieć czytać ze zrozumieniem. Czego ci serdecznie życzę. Nie ustawaj w wysiłkach!

    Komentarz - autor: Magia — 23 września 2015 @ 22:23

  64. @jacekwasowicz

    Widzę, że coś Cię ubodło i to mocno, albo jesteś zwykłym trolem. Może miast wszczynania niepotrzebnej kłótni pochwalisz się swoją własną dietą?

    Artykuł o babci był taki niewinny, milusi i sympatyczny (a jaka reakcja!), ale jak chcesz na poważnie zająć się tematem i koniecznie przyczepić do „czegoś”, to proszę bardzo:

    The Ketogenic Diet – An Overview

    Komentarz - autor: koliber — 24 września 2015 @ 09:54

  65. Czy naprawdę musisz dalej brnąć w temat, Magio? Do czego się ja odniosłem w swoim pierwotnym komentarzu (nr 59), każdy z Czytelników widzi i na pewno zauważy; zauważył to nawet autor komentarza, koliber. Po swojemu, hmm, ale zauważył. Ty tymczasem bronisz Pracowni (i słusznie), na mnie zwalając „tyrady” pod jej adresem (niesłusznie). No, trochę nielogiczne, biorąc pod uwagę mój pierwszy wpis pod tym artem (nr 39 – notabene, kolibrze, czytałeś go? Bo chyba Ci on umknął.).
    Natomiast mimo to, Magio, nie uważam Cię za „pustaka”, bo Cię zwyczajnie nie znam. Ale oczywiście rozumiem ludzki mechanizm autowybielania: „Ktoś musi być tym złym – i mogę nim być ja”. 😉
    A tak na marginesie…
    Wiele osób tu trafia, szukając sposobu na odmianę jakości swego życia. Są wśród nich Ci uświadomieni więcej, ale są też uświadomieni mniej, którzy do całkowitego przekonania się do zdrowego sposobu odżywiania potrzebują jakiegoś sygnału spoza kręgu merytorycznych argumentów. Takim sygnałem mógłby być np. poziom dyskusji forumowiczów, tj. taki bez pustosłowia, bez epitetów; bez werbalnego się obrażania, gdy powstanie nieporozumienie, a przecież tutaj mamy klasyczne nieporozumienie. Jak się popełniło gafę – przeprosić bez unoszenia się i iść dalej. Proste. Na żywieniowych „nowicjuszy” to działa zazwyczaj bardziej niż konkrety.
    Dlatego wszystkim życzę skupienia się na konkretach zamiast na pierdołach.
    Amen i bez odbioru.
    PS: Dlaczego bez odbioru? Ponieważ już za dwa tygodnie wyjeżdżam na długo do Chin, więc będę daleko od Was i ciałem, i duchem, toteż zupełnie niepotrzebne mi będą „stare wątki”. Notabene, ciekaw jestem niezmiernie chińskiego sposobu na życie. Ponoć tam każda rodzina, oprócz lekarza normalnego, ma lekarza-zielarza i obaj konsultują się ze sobą! Wyobrażacie sobie coś takiego na Zachodzie? U nas pierwszy nazywa drugiego „znachorem”, choć to ten drugi prawdziwie leczy, pierwszy zaś tylko podtruwa. No i Chińczycy nie znają żółtego sera oraz wielu innych odkrowich nabiałów; występują one ponoć tylko w sklepach dla Zachodniaków. No, zobaczymy. 🙂

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 24 września 2015 @ 11:32

  66. Kurczę, miałem już nie pisać, ale muszę, gdyż potrzebna errata:
    Ów mechanizm autowybielania brzmi oczywiście: „Ktoś musi być tym złym – i NIE mogę nim być ja”. 🙂
    Czółko.

    Komentarz - autor: jacekwasowicz — 24 września 2015 @ 11:34

  67. No ,to sie naczytałem aż mnie oczy bolą ,nie wiem co o tym wszystkim myślec .
    Mam za sobą trochę latek ,(juz mam z górki ) i zastanawiam sie jakich grzybków sie najedli ci wszyscy sceptycy ,nie chce nikogo obrazić ,bo każdy ma swoją racje ,ale jak widzę jak jakiś pacan twierdzi ze. Duże ilości tłuszczów zwierzęcych i smażony boczek jest zdrowszy od mleka to mnie krew zalewa .myslicie ze jak jakiś naukowiec (profesor ) cos powie to jest święte .zal mi was . On powie wszystko co każe mu płacący za to ,zachowujecie sie jak jacyś Bogowie ,bo gdzieś was swedzialo po mleku I była biegunka, każdy organizm jest inny Kiedyś naukowcy mówili aby nie jeść jajek ,a tera mowa o wspaniałych zaletach tego towaru , naprawdę to są JAJA .
    Podsumowując : mleko – i jego pochodne —-Zle
    Mięso –
    Tłuszcze zwierzęce — Gooood :)))
    Nie ma cholesterolu ,zatkanych żył , samo zdrowie i żyjemy wiecznie , no to biegiem do Mc Donalda
    Zycze wiecznego życia bez tego zasra….o białka
    Z poważaniem
    Ikirek
    Ps: a ja kontynuuje moja dietę ,czyli jem wszystko mleko,mięso ,jajka ryby,i wszystkie warzywa ,a co mi tam lepiej krótko a ze smakiem :))))))

    Komentarz - autor: Ikirek — 2 listopada 2015 @ 15:53

  68. ZE STRONY MARTA BRZOZA.PL.. mYSLE ZE W OBSZAZE ZYWIENIA MA MIEJSCE OLBRZYMIA CELOWA MANIPULACJA WIEDZA.
    jan

    Mysle ze w oficjalnym obiegu informacji w obszaze zdrowia powinnismy uwzglednic fakt ze jak powiedzial zbigniew brzezinski kontrola zywienia bedzie jedna z metod kontroli populacji [ ruwniez Rasel ,,poprzez zastrzyki ,zywnosc,oraz system zakazow i nakazow uksztaltujemy typ czlowieka niezdolny do buntu przeciw wladzy.,,] W innym miejscu cyt ,,Kontrola przeplywu zywnosci bedzie w najblizszej przyszlosci najwazniejszym elementem sprawowania wladzy.Tak wiec Krowa czy koza to niezalezna fabryka dobrej jakosci bialka, jet to fabryka poza kontrola systemu fin.dlatego stworzona teorie szkodliwosci mleka ,niedouczeni lekarze nie majac elementarnej wiedzy o swiecie powtarzaja te banialuki,tzw ,,badania naukowe,, są sponsorowane przez korporacjei ich wnioski sa tym samym zgodne z ich celami.mleko jest jednym ze zdrowszych produktow ,oczywiscie nie mowimy o substancji dostepnej z kartoniku sa to korporacyjne tworzywa majace utrzymac na wysokim poziomie zachorowalnosc na wiele chorob metabolicznych . naturalne kwasne mleko jest doskonalym probiotykiem. Bajki o szkodliwosci mleka maja na celu pozbawienie narody i lokalne spolecznosci suwerennosci zywieniowej.dla przykladu czy masajowie pijacy mleko na dokladke z krwia choruja na serce , albo kazachowie zyja zdrowo i dlugo. wspolczesne technologie zywienia sa celowo modyfikowane by ludzie chorowali [ patrz kodex elementarius ,kodex zywieniowy] Tak wiec falszowanie badan naukowych w obszaze zywienia jest globalna strategia przejmowania kontroli nad populacja. krowa w zagrodzie w kazdym okresie chistori dawala przetrwanie rodzina dlatego mafia finansowa chce ludzi pozbawic suwerennosci i uzaleznic od sklepow. organizujmy wiec niezalezne kanaly zaopatrzenia w mleko od krow naturalnie zywionych ,kwasmy je ,rubmy maslo,i sery i gwarantuje ze zadne dziecko chorowac nie bedzie pod warunkiem ze przedtem nie przyjelo,,dobrodziejstwa szczepionek,,[ patrz film ,,smiertelny zastrzyk prawdziwa historia szczepien,,]

    Komentarz - autor: JAN1 — 22 listopada 2015 @ 10:32

  69. Moje obserwacje pokrywają się ze zdaniem Bolka z 12-tej wypowiedzi. Całe życie, a mam 72 lata piłem i jadłem nabiał w różnych postaciach. Latem nic tak nie gasi mojego pragnienia jak mleko zwłaszcza kwaśne. I pięknego dnia stało się !? Co ? Poczułem niesmak w ustach, nieprzyjemny śluz, odbijanie i nietypową zgagę. Po kilku dniach spróbowałem wyeliminować z jadłospisy część produktów mlecznych – codzienne mleczne zupki, kefiry do obiadu, duże ilości twarogu (np. rano twarożek w południe naleśniki). SKUTEK – znaczne zmniejszenie dolegliwości. Znika nieprzyjemne obłożenie śluzem w ustach, nie występują odbicia i zgaga coraz rzadziej występuje. Po prostu na każdego przyjdzie pora. Jak widać organizm sam się reguluje i ustala swoje potrzeby. Aby się dobrze czuć trzeba obserwować i słuchać jego sygnałów.

    Komentarz - autor: Marian — 1 grudnia 2015 @ 13:24

  70. Witam
    Mam 20lat . Od małego piłem dużo mleka, jadłem zapiekanki z żółtym serem, kanapki z białym serem. Zawsze byłem mało odporny, wieczny śluz w gardle, z nosa sie lało litrami, bialy nalot na języku i nieprzyjemny zapach z ust choć dbalem o higienę jamy ustnej . Dodam że mialem problemy ze zgaga np. po jablkach, pomidorach,cebuli, czulem ze bardzo wolno trawie różne pokarmy.

    Od miesiaca zrobiłem eksperyment i odstawilem cały nabiał . Teraz wiem że była to najlepsza decyzja w moim życiu. Zgaga zniknęła całkowicie, jem jabłka z ryzem i bananem i nie mam zadnych dolegliwości ze strony ukl.pokarmowego. Zauważyłem że częściej odczuwam głód, trawienie jest znacznie szybsze, nie mam żadnej kluchy w gardle, nos odetkany, bialy nalot zniknął całkowicie.

    Nie wiem czy mam tą nietolerancje laktozy czy po prostu spozywalem za duzo nabialu ale sa znacznie lepsze zrodla wapnia niz nabial np: sezam, mak, migdaly, suszone figi. A białko jest praktycznie w wiekszosci żywności wiec mleko jest mi już niepotrzebne poza tym można je zastpic mlekiem kokosowym np 🙂

    Pozdrawiam

    Komentarz - autor: 20latek — 21 grudnia 2015 @ 16:53

  71. To nie wina nabiału, tylko …nabiału z „przemysłowych” ferm. W takich fermach biedne ptaki i ssaki karmi się anabolikami, hormonami i antybiotykami. Mam 65 lat, od małego jadłem nabiał i wręcz nic więcej mi się jeść nie chciało – no, jeszcze parę kromek razowego chleba (wtedy był znacznie tańszy, niż chleb „biały” – był synonimem biedy). Byłem zdrów i pełen sił, fizycznych i umysłowych (moja praca tego wymagała).
    Pierwszy raz źle się poczułem po nabiale, gdy w r. 1990 znalazłem się w Norwegii. Co gorsze, rozwinęła się u mnie infekcja gronkowca złocistego, nie do zwalczenia. Podejrzewam, że to sprawka antybiotyków zawartych w mleku (wówczas jeszcze nie w polskim, ale w norweskim już tak) i być może w jajach. Zwłaszcza, że ok. 2 tygodnie po przyjeździe do Norwegii poczułem się jak po penicylinie (ogólna słabość, obniżona temperatura, pobolewanie głowy). Antybiotyki upośledzają odporność, więc (jak podejrzewam) moje własne gronkowce zaczęły się w moich zatokach i płucach bez przeszkód mnożyć.

    Nie wiem, co na to poradzić. Mięso jest teraz ostro promowane, dużo tańsze od serów (a 30 lat temu było dużo droższe od nabiału). Zresztą podejrzewam, że mięso też zawiera antybiotyki lub jakieś produkty ich rozkładu, a także hormon wzrostu, testosteron, anaboliki i produkty zwierzęcego stresu. Oczywiście 7.5 mld ludzi nie wyżyje na produktach zdrowych. Trzeba forsować masę, by wykarmić tyle ludzi. Zdrowa żywność będzie coraz droższa i coraz bardziej elitarna.

    Moim zdaniem jedynym ratunkiem byłaby depopulacja, i to ostra – do poziomu ok. 750 mld ludzi na świecie. Rozwiązałaby ona nie tylko problem zdrowej żywności i wody, lecz także problem braku energii, niedostatku metali, zalewu tandety z materiałów zastępczych, zatrucia środowiska, hałasu, nerwów itd.

    Może to byłaby metoda? :

    ,

    Komentarz - autor: Wolfgang Trąbis — 15 marca 2016 @ 05:27

  72. Nie wszedł link, pod którym jest ta metoda. Oto on: http://forum.gazeta.pl/forum/w,212,2672353,2672353,antykoncepcyjny_wirus.html

    Komentarz - autor: Wolfgang Trąbis — 15 marca 2016 @ 05:31

  73. Przepraszam, chodziło mi o depopulację do 750 mln, a nie – do 750 mld (literówka)

    Komentarz - autor: Wolfgang Trąbis — 15 marca 2016 @ 05:39

  74. Całkowicie się zgadzam z Tobą, Jan1 (wypowiedź nr 68). Z tym, że przy 10 razy mniejszej gęstości zaludnienia nikt nie musiałby kupować tych korporacyjnych produktów, każdy mógłby mieć działkę (własną lub do spółki z przyjaciółmi) i zdrowo się żywić bez łaski bankierów i wielkich graczy giełdowych. Może nawet byłoby gdzie, kolonizując wyludnione tereny, stworzyć społeczność z alternatywnym, rozsądnym ustrojem pieniężnym (np. z parytetem energii, na wzór dawnego parytetu złota?), do której to towarzystwo nie miałoby jak się dobrać. A 750 mln ludzi to nadal wystarczająca liczba, by stworzyć cywilizację, o jakiej „filozofom się nie śniło”, włącznie z wyjściem w Kosmos.

    Komentarz - autor: Wolfgang Trąbis — 15 marca 2016 @ 06:06

  75. Co do mleka przemysłowego – zgoda. Mam to w rodzinie. 10-latek wylądował w szpitalu z ostrym zapaleniem jelita. Przez ponad 2 lata otrzymał antybiotyki we wszelkich możliwych formach, od tego wszystkiego spuchł, zrobił się drażliwy i osowiały. I co? I NIC! Dwa lata minęło, a jelito nadal zapalone. Dopiero po namowie (ile się przy tym człowiek nagadał!), aby testowo odstawić mleko, sery i jego ulubione twarożki, jelito się „samo naprawiło”. No patrzcie, ludzie, jakie dziwy…! 😉
    Niestety…
    Mleko nie faszerowane może nie powoduje zmian przewlekłych, jednak nadal porządnie zakwasza organizm (szczególnie w połączeniu z cukrem – serniki, ciasta itp.), a co dzieje się w organizmie o nienaturalnym poziomie pH, można poczytać tutaj: http://grupawsparciazdrowia.blogspot.co.uk/2015/03/na-zdrowie-nowe-zycie-dla-poczatkujacych.html

    Komentarz - autor: Jacek Wąsowicz — 15 marca 2016 @ 06:50

  76. Ale co do wyludnienia planety Ziemia…
    Pan chyba jest z ruchu NWO, tak? Sama idea, by wyludnić Ziemię i że to niby miałoby być dla ludzi dobre to:
    1. nierealny pomysł,
    2. szatański pomysł,
    3. głupi pomysł.
    A wystarczy spojrzeć na kilka faktów, by się o jego głupocie przekonać:
    – mieszkam obecnie w Chinach. Czy to kraj „przeludniony”? Absolutnie nie! Sprawia tylko takie wrażenie, m.in. dzięki chińskiej głupocie, ale to już oddzielne zagadnienie. Tak samo jest wszędzie (no, może oprócz pobliskiego Hong-Kongu czy Makao). Chiny mają zaledwie niewiele większą gęstość zaludnienia od Polski, wszędzie pola tarasowe i mnóstwo miejsca na uprawy. To więc nie kwestia przeludnienia. Co za utopijna teoria i niemądra teza.
    – problem w tym, że gdyby więcej osób żyło bezpośrednio z płodów ziemi, nie byłoby żadnego głodu. Wystarczy poczytać statystyki i badania w tym kierunku robione. Tak, piszę o wegetarianizmie, na który przeszedłem kilka lata temu i nie czułem się nigdy lepiej jak właśnie na takiej diecie (również bezmlecznej oraz bardzo niskoglutenowej). Jedzac mięso, nie tylko zawalamy się czymś, co jest na dłuższą metę dla człowieka niezdrowe, zajmujemy powierzchnię uprawną, bo czymś owe ziwerzęta nakarmić musimy, to jeszcze wydłużamy łańcuch pokarmowy. Ci wszyscy ludzie pracujący w przemyśle mięsnym mogliby wykonywać o wiele bardziej przydatne, a już nie wspomnieć, że o wiele milsze, zajęcia.
    – na świecie zawsze byli, są i nadal będą głupcy, którzy o zdrowie swoje oraz swych bliskich nie dbają i dbać nigdy nie będą. Mają telewizję, mają gazetty, książki i mają internet, lecz te wszystkie media wykorzystują gadżeciarsko. I tyle. Czy jednak zasługują na wyeliminowanie, jak zaleca NWO? Już w starożytności byli Żydzi ze wszystkimi zaleceniami, jak żyć, by żyć zdrowo (nie jedzcie mięsa wieprza) oraz „poganie”, którzy sziałali na zasadzie „róbta, co chceta” – a zobaczyta. I tu nic nikomu do ich życia – oni sami się wyeliminują, jednocześnie robią miejsce tym bardziej świadomym. My np. mieliśmy w UK swoją działkę z własnymi uprawami. Można? Można! Gdy się tylko chce. 🙂

    Komentarz - autor: Jacek Wąsowicz — 15 marca 2016 @ 07:12

  77. @ Jacek Wąsowicz

    Pod podanym likiem znalazłem proste błędy logiczne.

    Przykład pierwszy z brzegu. Od diety mięsnej, bez żadnego zażenowania, zwykłej ludzkiej uczciwości, o naukowej solidności już tylko wspominając, przechodzi się natychmiast do nadmiaru białka.
    I w tym momencie rzecz można wyrzucić do kosza.
    Proszę łaskawie zainteresować się tą grupą, która je mięso i nie je białka w nadmiarze. I pokazać stosowne badania porównawcze.

    To nie znaczy, że problem nie istnieje. Istnieje jak najbardziej. Większość spożywa zdecydowanie za dużo białka. Ale to nie jest ta grupa, do której się tutaj chce porównywać.
    Jest dokładnie odwrotnie. To wegetarianie, chcąc spożyć wystarczającą ilość białka, tak aby organizm mógł wyprodukować potrzebną ilość aminokwasów w potrzebnych proporcjach, musi zjeść białka roślinnego za dużo. ( lub zje go za mało i nie wyprodukuje)
    A to ma w obu przypadkach konsekwencje. W przypadku nadmiaru, nie dość, że powstają azotowe produkty uboczne, to jeszcze liczba toksyn zawartych w białkowych produktach roślinnych – rośnie.

    Inne wnioskowania obarczone są podobnymi, szkolnymi błędami, takimi, że ręce opadają i szkoda czasu na polemikę.
    Osoba, która pisała artykuł pojęcia nie ma o tym, co to jest PH, o ludzkim metabolizmie i biochemii.
    Posługuje się wyświechtanymi pojęciami, których nie rozumie.

    To, że czuje się pan lepiej, jest wynikiem podążania w lepszym kierunku, niż wcześniej, który jednak nie pokrywa się z kierunkiem optymalnym.

    Komentarz - autor: Art — 15 marca 2016 @ 15:42

  78. Moment! Widzę, że próbuje Pan wmówić mi i czytelnikom, że wegetarianie (wszyscy!?) mają problem z białkiem!? 😀
    Czytam Pana wywody i się za głowę łapię: „azotowe produkty uboczne” (od roślin) – a to mięso nie ma produktów ubocznych? Czyżby dwa najbardziej zabójcze choroby Polaków (i świata), tj. zawały i miażdżyce, brały się od roślin!? Hahaha!
    Albo to: „…liczba toksyn zawartych w białkowych produktach roślinnych – rośnie”. No niesamowite! Za to mięso toksyn ze sobą nie niesie!? O Boże… 😉 Czy naprawdę myśli Pan, że wyliczając „braki” w diecie bezmięsnej przykryje Pan to, jakie zniszczenia niesie ze sobą mięso/mleko/gluten?
    A poza tym… Już przeciętny zjadacz chleba wie, że wegetarianin wegetarianinowi nierówny; sam widziałem i znam takich, co nie jedząc mięsa futrują bez opamiętania, mając oczyw. problemy z białkiem (w obie strony). Tak więc, zarzucając mi i artykułowi porównywanie grup nieporównywalnych, Pan sam popełnia podstawowy błąd porównywania, a dodatkowo generalizowania. Ale wiem już, je Pan mięso i się bez niego obejść nie może, więc będzie słuchał mięsnej propagandy oraz powtarzał ich pokrętne argumenty. Na zdrowie! 😉

    Komentarz - autor: Jacek Wąsowicz — 15 marca 2016 @ 16:00

  79. /Czy naprawdę myśli Pan, że wyliczając „braki” w diecie bezmięsnej przykryje Pan to, jakie zniszczenia niesie ze sobą mięso/mleko/gluten?/

    Czy ja coś wspomniałem o mleku? Albo o glutenie?
    Mówiłem o białku w mięsie, które zostało użyte jako argument. I do niego się odniosłem konkretnie. Powtarzam – konkretnie. To białko roślinne jest nieproporcjonalne, a więc aby uzyskać proporcje, potrzeba więcej białka.
    Koniec i kropka.

    Komentarz - autor: Art — 15 marca 2016 @ 16:26

  80. Zmierzch Świadomości Lowcy – serdecznie polecam. Lektura jak najbardziej uświadamiająca. Pozwolę sobie odpowiedzieć cytatami z tej pozycji:
    „Oprócz jajek i mleka, nie odkryto takiego białka, które miałoby wszystkich 8 potrzebnych aminokwasów, w optymalnych dla potrzeb ludzkiego organizmu proporcjach. Nawet mięso, które uchodzi za pokarm pod tym względem najbardziej kompletny, ma niedobór tryptofanu, metioniny i waliny. Rośliny strączkowe są wprawdzie zasobne w lizynę, ale mają za to niedobór metioniny, a rośliny zbożowe – niedobór lizyny i tryptofanu. Z kolei w lizynę i tryptofan zasobne są wszystkie prawie jarzyny, dlatego więc pełne pokrycie potrzeb białkowych organizmu można uzyskać tylko przez jadanie pokarmów jak najbardziej urozmaiconych. Takim najprostszym, niezawodnym połączeniem białkowym jest pokarm z jakiegokolwiek zboża, np. kaszy, pieczywa, mąki z dodatkiem mleka lub roślin strączkowych, np. fasoli, grochu, soi, soczewicy. Niedobór metioniny w roślinach strączkowych zostaje wtedy uzupełniony metioniną zawartą w ziarnach zbóż, a niedobór lizyny w zbożu – lizyną z roślin strączkowych. I w ten sposób otrzymujemy białko pełnowartościowe.
    Przeciętny konsument wyobraża sobie, że mięso ma wyższą wartość pokarmową, ponieważ organizm otrzymuje od razu gotowe białko, którego nie potrzebuje już potem syntetyzować z poszczególnych aminokwasów. W rzeczywistości sprawa ma się zupełnie inaczej. Nasz układ trawienny każde otrzymane białko, zwierzęce czy roślinne, musi przedtem rozłożyć na pojedyncze aminokwasy.”

    I tu warto porównać klinicznie dowiedzione różnice, a są one wielkie, w możliwościach organizmu (i efektach ubocznych) rozkładania mięsa oraz nie-mięsa.
    Idźmy jednak dalej:

    „Jest to konieczne z tego powodu, że żaden organizm nigdy nie włącza w ramy swojego ciała cząsteczki obcego białka. W procesie trawienia wszystkie większe cząsteczki związków pokarmowych zostają rozbite na takie elementy, które mogą przenikać półprzepuszczalne błony komórkowe, a następnie ulegać ponownemu zestawieniu i swoistemu przebudowaniu, ale już na typ związku właściwego dla danego organizmu.
    Wartość białka, które zjadamy, zależy od stopnia jego przyswajalności przez organizm, co oznacza się symbolami PER (protein efficiency ratio) lub NPU (net protein utilization).
    Wartości te zależą z kolei od trzech czynników:
    1. ilości spożytego białka,
    2. ilości białka przyswojonego przez przewód pokarmowy,
    3. ilości białka zatrzymanego przez organizm.
    Ten ostatni, trzeci czynnik, decyduje o tzw. wartości biologicznej białka. Wartość ta polega na właściwej proporcji aminokwasów w pokarmie. Np. jeżeli pokarm zawiera ilość tryptofanu odpowiadającą w 100% wymogom wzoru jego przyswajalności, tak samo 100% leucyny i po 100% innych EAA, ale tylko 50% lizyny, to wartość biologiczna spożytego w tym pokarmie białka pozostanie na poziomie owych 50% w s z y s t k i c h EAA. Lizyna będzie w tym przypadku tzw. aminokwasem ograniczającym. Reszta pokarmu zostanie wykorzystana przez organizm na potrzeby energetyczne, tak samo jak węglowodany.”
    I proszę – mamy przebiałkowienie, o czym świadczą liczne choroby, na jakie zapadają Polacy, tak mięso hołubiący.

    Coś jeszcze w temacie?

    Komentarz - autor: Jacek Wąsowicz — 15 marca 2016 @ 16:53

  81. /Coś jeszcze w temacie?/

    Cały czas to samo. Nie odnosi się pan do meritum, tylko skacze z problemu na problem.
    Jeszcze raz: to spożycie odpowiedniego rodzaju mięsa pozwala na zminimalizowanie łącznie spożytego białka w stosunku do roślin. Koniec i kropka. Różnorodność roślin, którą tak pan podkreśla, powoduje łączny nadmiar białka.
    A przecież to miał być właśnie argument! Łączna ilość białka.
    Obalony.

    Nie jest to oczywiście minimalizacja bezwzględna, bo jak słusznie pan przytoczył, jajka są lepsze pod tym względem.

    Komentarz - autor: Art — 15 marca 2016 @ 17:18

  82. Przesiedziałem przy komputerze godzinę cztajac wszystkie wasze wywody i komentarze na temat żywności, spożywania i szkodliwości mleka, chleba i inych produktów. Uśmiałem się do łez czytając jak szkodliwe jest mleko i jego pochodne. Mam obecnie skończone 80 lat. Do 17 roku życia wychowywałem się spożywając wyłącznie mleko, śmietanę, twaróg, kasza jaglana, mąka przenna i żytnia w postaci chleba i klusek. Czasami dla odmiany było jajko i mięso 2 x w roku na wielkie święta. Po 17 roku życia wyrwałem się z tego siermiężnego żywota i podjąłem pracę w wyuczonym zawodzie. Za pierwszą wypłatę kupiłem tyle kiełbasy i białych bułeczek że jedząc je muślałem że pęknę z przejedzenia. W dalszym etapie mojego żywota spożywałem wszystkie produkty dostępne na rynku serwowane w stołówkach, restauracjach, barach i sklepach. Jak miałem kaca szczególnie w poniedziałek rano potrafiłem idac do pracy wypić litr surowego mleka i małą śmietanę w sklepie spożywczym kupując drugie śniadanie. Ekspedientce mało co oczy niepowychodziły z orbit. W następnym dniu zdziwiona pytała mnie czy nie jestem po tym mleku i śmietanie chory. Powiem tak że kiedy po latach się ożeniłem to zdziwiłem się mocno że moja tesciowa traktowała mleko jak rarytas i kupowała litr mleka dziennie dla czterech osób. Zmieniłem te nawyki kiedy urodziły nam się dzieci. Dziennie kupowałem 3 litry mleka od gospodarza z czego więcej niż pól litra wypijałem sam. Mogłem zjeść gulasz z ziemniakami i wypić pół litra maślanki po obiedzie lub w trakcie posiłku.Nie wierzę w wypisywane głupoty przez ludzi a tymbardziej wykształconych co piszą aby się czymś wykazać. Jesteśmy z żoną w równym wieku kiedy raz w tygodniu robimy zakupy to do wózka w pierwszej kolejności ładujemy całą zgrzewkę mleka 2%. Codziennie na śniadanie wypijamy litr kawy inki gowanej na ty właśnie mleku. Wychowaliśmy trzech synów rónież na mleku i nie tylko. Są zdrowi nie anemiczni i nie dadzą sobie w kaszę byle komu dmuchać Jedzcie nabiał a napewno dożyjecie naszego wieku i będziecie zdrowi.

    Komentarz - autor: Zdzisław Szafranowski — 29 marca 2016 @ 15:59

  83. @ Zdzisław Szafranowski

    /Nie wierzę w wypisywane głupoty…/

    I słusznie. Wierzyć nie należy.

    Dużo zdrowia 🙂

    Komentarz - autor: Art — 30 marca 2016 @ 15:35

  84. Proponuję przestać oddychać ponieważ z każdym oddechem wchłaniany do organizmu miliony szkodliwych substancji zawartych w otaczającym nas powietrzu, a lista chorób z związanych z oddychaniem nie ma końca i większość z nich kończy się śmiercią.

    Komentarz - autor: Lamon — 25 kwietnia 2016 @ 10:59

  85. Mam propozycję do autora…proszę poczytać troszkę literatury sprzed kilkudziesięciu lat, bo wasze neo teorie są żenujące…I pytanie: dlaczego dzieci obecnie są takie chorowite, zapadają na wszelakie schorzenia które kiedyś należały do rzadkości ( ..długo by wymieniać )? Brednie, Kłamstwa, kłamstwa i głupoty jakie czytam obecnie w internecie (bo innych mediów unikam jak powyższych „mądrych rad prosto od znawców”) mogą świadczyć tylko o jednym – obecnie mają głos tylko nawiedzone pseudo autorytety nie mające bladego pojęcia o tym co mówią i wypisują. Rodzice którzy wysłuchują tych „dobrych rad” robią dzieciom krzywdę- karmią je przerobionymi produktami, produktami „martwymi”, zabraniają im brudzenia się i swobodnej zabawy „bo bakterie…”, sterylizują otoczenie w którym żyją i zmniejszają ich odporność na infekcje…”dziecko szczęśliwe (w zabawie) to dziecko brudne”- stara prawda, dobrze sprawdzona. Powody sprzedaży mleka „martwego” (obrobionego termicznie i …nie wiadomo jak jeszcze)są dla mnie niejasne, ale biorąc pod uwagę, że wielu mieszkańców świata i w PRL-u „wyrabiało” np. zsiadłe mleka itd z normalnego mleka…. ale wtedy nie zarabialiby producenci jogurtów „zdzierających” z nas na każdym małym kubeczku.Inna sprawa, że obecnie pochodzenie mleka jest dla mnie tajemnicą biorąc pod uwagę prawie całkowity zanik polskiego rolnictwa (skąd brać mleko na bieżąco? Kiedyś istniał świetnie działający system produkcji i dystrybucji). Tereny rolnicze to miejsce odpoczynku znudzonej gawiedzi o wypchanych portfelach i miejsce budowania „centrów konferencyjnych” i innych „przybytków”. Może ktoś boi się zarażenia chorobą wściekłych krów ? A może przeszkadza komuś, że część elementów składowych mleka transportowane jest przez krwiobieg, nim w wymionach nastąpi finalizacja procesu „mlekotworzenia”…Proces produkcji „gotowych” jogurtów i innych produktów nabiałowych firm „zachodnich” to już zupełnie inna sprawa, ponieważ państwo nie kontroluje przestrzegania norm produkcji itd.itp..(co w ogóle kontroluje w kwestii żywności i nie tylko?..).Taak, lepiej iść do McDonalda i najeść się TEGOCZEGOŚ, czego nawet nie nazwę…ważne że jamerykańskie. Ostatnie hasło brzmi „świeci M znaczy zjesz”…mam propozycję- „świeci W znaczy… będziesz miał rozwolnienie”- zwłaszcza że logo mac-a odwrócone o 180 stopni przypomina pewną „niewymowną” część ludzkiego ciała…Biedne nasze i nie nasze kochane „Łaciate”, zwierzęta mądre, dobre i cenione na całym świecie w każdej kulturze. Danie im przydomka „święte” też mnie nie dziwi…to jeden z największych darów dla naszego dwunożnego, coraz bardziej ogłupiałego gatunku. A „rzeczoznawcy” życzę codziennego jedzenia suplementów diety, choć ja sam za cholerę nie wiem po tylu latach „CO TO ZA CHOLERSTWO”….ale NAJWAŻNIEJSZE ZE ORYGINALNE I MODNE….jak „zdrowe” komórki/mikrofalówki które kupujecie swoim pociechom i stacje nadawcze sieci komórkowych, o których nic się już nie mówi,choć w 80 latach głośno mówiono o ich szkodliwości dla zdrowia)…Jestem zgryźliwy ale wynika to z totalnej bezsilności i wkurzenia…z troski o dzieciaki które mijam: z telefonami , piwem…modni i bezmyślni..mamusie krzyczące na dzieci „nie wybrudź się…A PAŃSTWO MA TO WSZYSTKO W 5Literkach” ! Widziałem i nasłuchałem się tyle w ostatnich latach, że ręce opadają.POLACY, gdzie wasz rozsądek i „Chłopski Rozum”, zacznijcie myśleć i nie pozwalajcie by ktoś to robił za was.ZDROWA NATURALNA ŻYWNOŚĆ! NORMALNE MLEKO! a nie żadne wysterylizowane „prawdziwe”! O Wasze Zdrowie musicie trochę zawalczyć , zamiast czekać aż zaczną wam sprzedawać gotowe kanapki bo pokrojony chleb to już „norma” ( a może przeszkadza nowym producentom chleba staropolski zwyczaj zaczynania chleba?) ale ten „nowoczesny” najczęściej pleśnieje po kilku dniach, co nie zdarzało się kiedyś.

    Komentarz - autor: galanonim — 19 lipca 2016 @ 04:14

  86. @galanonim Masz rację pisząc o „martwej”, wysoko przetworzonej żywności, w tym mleku. Ale zadam Ci jedno pytanie: czy ty lub twoje dzieci jesteście krowami?

    Komentarz - autor: Magia — 19 lipca 2016 @ 20:52

  87. Kolejny artykulik o mleku! O czym w piszecie o ” łaciatym” ? Bo jesli tak to zgoda, ale jesli wrzucacie w to mleko od wiejskiej wolno i ekologicznie wypasanej krowy która zjada mnóstwo ziół i w której mleku jest ponad 250 substancji odrzuwczych ( najwiecej z wszystkich pokarmów w naturze) to dejcie se spokój, Moja rodzina pije własne mleko, robimy własne masło, pieczemy własny chleb, i wszyscy są superzdrowi! Nie mleko jest problemem a monsanto i big pharma! Piwodzenia

    Komentarz - autor: Pasiu — 29 lipca 2016 @ 15:32

  88. Ja jem mleko, twarożki , jogurty i produkty z pszenica codziennie (pszenice staram sie zastępować owsem, orkiszem, zytem bo mał odżywcza) Nie mam prawie żadych problemów trawiennych i nigdy nie mialam, od czasu do czasu „wiatry” mam np od fasoli -ale jak pije herbate z macierzanki to juz nie. Mam mnóstwo energi, nie mam żadnych chorób zakaźnych przeziębiona jestem 2 dni w ciagu 2 lat,, niskie ciśnienie, dobrą kondycje, skóre beż żadnych wyprysków ,przetłuszczeń, brak problemów ze snem,morfologia krwii idealna , miesiaczki mam normlane ,regularne, nie mam astmy, alergii , – po prostu moge tak dług wymieniac żadnych problemów zdrowotnych .
    A jakim cudem wsportowcy sie trzymaja jak oni jedzą kazeine w postaci suplementu ?

    Komentarz - autor: Mela — 3 kwietnia 2017 @ 14:41

  89. „Co do kazeiny, nawet jak ktoś nie ma nietolerancji na nią, ważna jest jednorazowa porcja. Chodzi o to, aby kazeina, która trawi się wolno, została w całości wchłonięta i nie osiągnęła jelita grubego. Tam bowiem następuje fermentacja białka, prowadząca do procesów rakotwórczych.

    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pubmed/7603887?dopt=AbstractPlus

    Wpisuje się to dobrze w zasadę nieprzekraczania 25g białka w jednym posiłku.
    Komentarz – autor: Art — 5 Wrzesień 2015 @ 19:04″

    jak sie powołuje na artykuł to wypada go przeczytac
    „We found, however, that the increased protein fermentation observed with thermolysis IS NOT associated with promotion of colon carcinogenesis”

    „the results suggest that protein fermentation products DO NOT play an important role in colon cancer promotion.”
    Czyli że termolizowana kazeina wg tego badania nie wywołuje raka .

    Komentarz - autor: Mela — 3 kwietnia 2017 @ 15:21

  90. @ Mela

    Pisałem wyraznie o ilości białka w jednym posiłku. Podając konkretne badanie nie mówię, że chodzi o wnioski z abstraktu. Te akurat mogą być i czasem są – błędne. Nie mówię też, że są błędne w tym przypadku. Mówię o innych wnioskach.

    Z badania:

    „As a result, MORE dietary protein could reach the large bowel, where it could be fermented by bacteria to YIELD fermentation products such as AMMONIA and a variety of PHENOLS (11). Ammonia and phenol are toxic to mammalian cells and are KNOWN tumor promoters (12–14). INDEED, one phenol produced by the fermentation of tryptophan, indole-3-ol (indican), has been reported to initiate myelogenous LEUKEMIA in mice (15).”

    W skrócie i po ludzku: węglowodany, które dotrą do jelita grubego fermentują i zwracają głównie maślany. Korzystne dla jelita. Białka, które dotrą do jelita grubego, zwracają bardzo mało maslanów, za to sporo innych produktów fermentacji, jak amoniak i fenole, które są kancerogenne. Kwestia czasu, skumulowanej ilości i setek innych czynników, które złożą się na ostateczy, zero jedynkowy rezultat: rak labo brak raka. Stąd zwykle operuje się jakoś tam wyrażonym ryzykiem.

    Wniosek według mnie: minimalizowac ilość niestrawionego białka, docierającego do jelita. Termolizacja może mieć kontrowersyjny wpływ, ale to wyjściowa, jednorazowa dawka – jest kluczowa.

    Komentarz - autor: Art — 4 kwietnia 2017 @ 14:40


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: