PRACowniA

7 marca 2012

Wieki Ciemne i inkwizycje, starożytne i współczesne, część 3

…albo dlaczego tyle rzeczy na naszej planecie jest spartaczonych, a ludzkość jest na skraju wymarcia

Laura Knight-Jadczyk
SOTT
Dark Ages and Inquisitions, Ancient and Modern – Or Why Things are Such a Mess On Our Planet and Humanity is on the Verge of Extinction
15 stycznia 2012

Religia Nauki

Pozwolę sobie zauważyć, że w XVIII wieku nie istniało coś takiego jak ‘zawodowy naukowiec’. Ci, którzy studiowali zagadnienia naukowe, byli dobrze wykształconymi członkami klas wyższych, mającymi dużo wolnego czasu oraz pieniądze pozwalające im na prowadzenie badań. Był to Złoty Wiek Nauki. Później, w XIX wieku, pewne odkrycia doprowadziły do ekonomicznych i politycznych przemyśleń i wtedy właśnie nauka weszła na złą drogę, ponieważ ludzie, mający tendencję do myślenia w „czarno-białych” kategoriach, posiadają również takie cechy charakteru, jak potrzeba dominacji nad innymi oraz silną skłonność do zachłanności. Dążenie do osiągnięć naukowych stało się dążeniem do kariery zamiast stanowić hobby, a armia pracowników naukowych miała służyć agendzie, znanej później jako kompleks militarno-przemysłowy.

© n/a - Alfred Russel Wallace

Wróćmy do Darwina. Kiedy w 1859 r. Darwin opublikował On The Origin of Species (O pochodzeniu gatunków), zaczęła się zarysowywać linia frontu pomiędzy Nauką i Religią (w odróżnieniu od walki jednej religii przeciwko innej, choć trzeba zauważyć, że jest to nadal wojna pomiędzy „wierzeniami”). Nawet ci, którzy nie uznawali już Biblii za autorytet, widzieli zbliżanie się konfliktu albo-albo. Trzeba było albo stanąć po stronie Nauki, w jej totalnie materialistycznym aspekcie, albo było się „po przeciwnej stronie”. Żadna ze stron nie dopuszczała jakiejkolwiek płaszczyzny porozumienia.

Wielu naukowym umysłom tamtych czasów zaświtała myśl, że poprzez badanie sfer nadnaturalnych można znaleźć dowody na istnienie inteligentnego projektu – lub świadomości istniejącej niezależnie od materii. Jednym z nich był Alfred Russel Wallace – współtwórca, wraz z Darwinem, teorii ewolucji. Jego zamiarem było przeprowadzenie najpierw wstępnych studiów w celu określenia, czy takie dowody w ogóle mogą być zebrane. Nie znalazł niczego, co zbliżałoby się do poziomu naukowego dowodu, ale z całą pewnością zobaczył rzeczy, które nie były – i nie mogły być – wyjaśnione przez prawa nauki. Dla Wallace’a mechaniczna ewolucja z jej przetrwaniem najlepiej przystosowanych nie odpowiadała na wszystkie pytania ani nie rozwiązywała wszystkich problemów.

© n/a - Alfred Russel Wallace

W późnych latach 60. XIX wieku Wallace zaprosił pewną liczbę szanowanych naukowców, między innymi znanego fizyka Johna Tyndalla, do udziału w jego badaniach nad zjawiskami psychicznymi. Miał pomysł na stworzenie nowej gałęzi antropologii. Zaprosił również darwinistę z przekonania – T. H. Huxleya. Huxley odmówił  przyjęcia zaproszenia, odpisując: “To wszystko może być prawdą, jako że nie znam dowodów temu przeczących, ale tak naprawdę nie mogę w sobie wzbudzić żadnego zainteresowania tematem”. Kiedy Wallace naciskał, Huxley oświadczył, że „słyszał już wystarczająco dużo o kontaktach z duchami, żeby wiedzieć, że to wszystko jest jedynie bzdurą”. (Pamiętajmy, że Huxley był biologiem samoukiem w czasach, kiedy biologia była dość prymitywna, niemniej stał się jednym z najlepszych ekspertów tamtych czasów w zakresie anatomii porównawczej. Jednakże wydaje się, że kierowały nim pewne pobudki polityczne. Mówiono o Huxleyu, że „Przed nim nauka była głównie zajęciem dla dżentelmenów, a po nim stała się profesją”.)

Wallace w końcu zrezygnował z męczących prób zainteresowania kolegów naukowców dziedziną paranormalną. Opublikował pracę naukową, naświetlając w niej swoje poglądy, że selekcja naturalna może mieć swoje ograniczenia, a za rozwój umysłu i zachowania moralne może być odpowiedzialna jakaś „nadrzędna inteligencja”. Zauważył też, że naukowiec próbujący badać sfery tzw. „nadnaturalne” zostaje błyskawicznie zniesławiony, “określony mianem łatwowiernego i przesądnego, o ile nie jest otwarcie oskarżony o kłamstwa i oszustwa, a jego staranne i powtarzalne eksperymenty są ignorowane, jako nie warte nawet chwili uwagi”.

Ale Wallace był pewien, że życie to coś więcej, niż tylko materia. Żywił przekonanie, że studiowanie tego, co się uważa za nadnaturalne, może przyczynić się do wyjaśnienia samej natury życia. Ogłosił (i prawdopodobnie miał rację), że ucierpią na tym wszystkie gałęzie nauki, jeśli mnogość niewytłumaczalnych, acz dziejących się, zjawisk nie doczeka się poważnych badań i nie będzie się „traktować ich jak coś, co stanowi zasadniczą część fenomenu ludzkiej natury”.

Wallace w końcu przekonał jednego z najbardziej szacownych naukowców brytyjskich, chemika i wynalazcę Williama Crookesa, aby zbadał owe zjawiska. Crookes był odkrywcą talu, miękkiego metalu, będącego również silną neurotoksyną. Później naukowcy będą utrzymywać, że Crookes wdał się w badania zjawisk paranormalnych tylko dlatego, że jego badania chemiczne uszkodziły mu mózg!

Crookes, ze swojej strony, oznajmił, że nie uważa pomysłów Wallace’a za szczególnie przekonujące, a jego początkowy udział w eksperymentach stanowił próbę sprowadzenia Wallace’a na właściwą drogę. Zamierzał przyjrzeć się kilku medium, gruntownie je zdemaskować i przejść do bardziej naukowych poszukiwań.

(more…)

16 lutego 2012

Wywiad z Arkadiuszem Jadczykiem

Arkadiusz Jadczyk i Dominika
SOTT / Układ otwarty
14 lutego 2012

Kilka dni temu, niespodziewanie, dostałem miły emajl od uczennicy Liceum Ogólnokształcącego w Wolbromiu, niedaleko Krakowa. Ma na imię Dominika i wyjaśniła , że choć zamierza studiować architekturę, bierze udział w ogólnopolskim konkursie fizycznym. Jedną z kategorii, którą można wybrać, jest przeprowadzenie wywiadu z fizykiem. Ponieważ czyta mój blog, wybrała mnie i zwróciła się do mnie z prośbą o udzielenie wywiadu. Zgodziłem się. Przysłała mi więc trzynaście pytań. Myślę, że jej pytania są może nawet ciekawsze od moich odpowiedzi. Oto więc cały wywiad.

1. Panie profesorze, dlaczego akurat fizyka? Czyżby to jedno z dziecięcych marzeń?

© A&L Jadczyk -- Ark Jadczyk z tyłu, po lewej. Marzący o zostaniu strażakiem, detektywem i Indianinem

Marzeń dziecięcych było wiele. Biegły w różnych kierunkach, nakładały się na siebie. Tu i ówdzie się wzmacniały, gdzie indziej się znosiły. Jak pochodzące z wielu źródeł fale na wodzie Marzyłem, by zostać strażakiem, detektywem, walczyć u boku dobrych Indian, być inżynierem elektronikiem – tak jak mój o dziesięć lat starszy brat. W końcu zostałem fizykiem, można powiedzieć: przez przypadek. Zająłem niezłe miejsce na krajowej Olimpiadzie Fizycznej, co dawało mi wstęp na Fizykę uniwersytecką bez egzaminu wstępnego. Gdyby nie to, pewnie wybrałbym Politechnikę.

Napisałem, że „pewnie przez przypadek”, ale, przyznam się, używam słowa „przypadek” niechętnie. Często określamy jako „przypadkowe” zdarzenia, które mają u swych źródeł niezrozumiałe dla nas, lub nieznane nam, łańcuchy przyczynowe. Idziemy w ten sposób na łatwiznę. Może więc nie był to przypadek, było to „przeznaczenie”? Jako fizyk jestem trochę strażakiem, bo stoję na straży prawdy. Jestem też detektywem, bo śledzę Przyrodę i jej interpretację. Walczę u boku dobrych Indian zmagając się z przekrętami w nauce. Najmniej zapewne mam z inżyniera, choć i tu coś zostało, bo jako fizyka interesuje mnie jednak świat, w którym żyjemy, nie zaś jedynie wyimaginowana rzeczywistość filozoficzna.

2. W 1991 otrzymał Pan tytuł naukowy profesora zwyczajnego. To wielkie osiągnięcie. Mówi się, że do sukcesu nie ma żadnej windy, trzeba iść po schodach. Jak przebiegała Pana kariera naukowa?

© A&L Jadczyk -- Ark uczy się fizyki w szkole średniej: połykając czekoladę, stojąc na głowie.

I tutaj pomógł mi przypadek. Pracę magisterską pisałem z kosmologii, moim opiekunem naukowym był nieco zwariowany matematyk, prof. Andrzej Zięba. Nauczył mnie odwagi myślenia i prostoty we wzajemnych ludzkich stosunkach. Zatrudnił mnie natychmiast w Wyższej Szkole Pedagogicznej w Opolu. Już jako asystent dostałem do prowadzenia wykład z podstaw geometrii. Ja tęskniłem jednak za fizyką, więc po pół roku zaaplikowałem na studia doktoranckie w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Wrocławskiego – mojej macierzystej uczelni. Zostałem przyjęty, moim opiekunem naukowym został prof. Jan Łopuszański. Polubił mnie, dał mi do dyspozycji swój własny gabinet, dostałem własny klucz do biblioteki, gdzie mogłem buszować po nocach, gdy już w budynku była jedynie portierka. Z biegiem czasu stałem się prawą ręką prof. Łopuszańskiego, który potem został dyrektorem Instytutu, ja pełniłem przez wiele lat funkcję zastępcy dyrektora. Łączyłem więc pracę naukową z funkcjami administracyjnymi, oczywiście ze szkodą dla nauki. Jednak dzięki temu poznałem od środka, jak działa administracja i znam funkcjonowanie nauki od podszewki – nie jestem więc tak naiwny jak wielu moich kolegów. Zaś we wspinaniu się po schodach bodaj najważniejszą rolę odegrały kontakty międzynarodowe. Wrocław należał wówczas do jednego z czołowych i cenionych ośrodków fizyki matematycznej w świecie. Dzięki temu szybko nawiązałem osobiste kontakty z czołowymi specjalistami za granicą. Byłem dociekliwy, zadawałem im szczere pytania, szczerość cenili, dawali szczere odpowiedzi. A dla mnie, młodego naukowca, usłyszenie od pierwszej klasy eksperta, że problem, który mnie gnębi nie jest bynajmniej głupi, że nie jest do końca rozwiązany – było niezmiernie istotną zachętą.

(more…)

10 stycznia 2012

Korupcja nauki w Ameryce

dr J. Marvin Herndon
Dot Connector Magazine / Sott.net
30 sierpnia 2011

Prawda jest fundamentem cywilizacji. W Biblii Króla Jakuba słowo „prawda” pojawia się 224 razy. Świadkowie zeznający przed amerykańskimi sądami i Kongresem składają przysięgę mówienia prawdy; rozporządzenia prawne i kodeks cywilny narzucają obowiązek działania w zgodzie z prawdą w reklamie i biznesie – by podać tylko kilka przykładów.

Celem nauki jest poznanie prawdy o Ziemi i Wszechświecie oraz przekazanie tej wiedzy – zgodnie z prawdą – ludziom. Nauka zrodziła technologię, dzięki której nasze życie jest łatwiejsze i lepsze. Nauka zapewnia nam lepsze zdrowie i pozwala nam widzieć świat w sposób wcześniej nie do pomyślenia. To ona nas uskrzydla i napawa optymizmem. Do tego nauka dostarcza standard prawdy, bezpiecznie i trwale związany z właściwościami materii, co umożliwia wykrycie i zdemaskowanie szarlatanów i pseudonaukowych barbarzyńców, którzy kłamią, kradną i tyranizują pod pozorem naukowości.

Przed drugą wojną światową rządy nie wspierały nauki wysokimi dotacjami. Niemniej jednak XX wiek zasiał nadzieję na nadejście czasów oświecenia i rozumu na niespotykaną dotąd skalę. Dorabiając w szwajcarskim urzędzie patentowym, Albert Einstein objaśnił ruchy Browna, efekt fotoelektryczny i opracował szczególną teorię względności. Niels Bohr, którego dotował browar Carlsberga, dokonał fundamentalnych odkryć w zakresie struktury atomu, był także siłą sprawczą i napędową dla grupowego wysiłku stworzenia mechaniki kwantowej – gałęzi nauki, bez której nie byłoby technologii opartej na elektronice ciała stałego, a więc dzisiejszej komunikacji czy komputerów. Był to czas żywych dyskusji nad nowymi obserwacjami. Płodne umysły tworzyły idee, które podważały obowiązujące wówczas poglądy. Wypływać zaczęły nowe poglądy i teorie, czasem trafne, czasem niedoskonałe, ale dążące do prawdy, przez co inspirowały do następnych przemyśleń i do nowej dyskusji. Wyobraźnia i pomysłowość, pobudzane dążeniem do poznania prawdy o Ziemi i Wszechświecie, rodziły entuzjazm i ekscytację, a nowe teorie i odkrycia oświecały społeczeństwo, rozbudzały wyobraźnię młodych. Zapanowała atmosfera optymizmu.

Mimo że brakowało wówczas pieniędzy na naukę, naukowcy zachowali pewną samodyscyplinę. Po doktorancie oczekiwano, by w ramach swojej dysertacji dokonał nowego odkrycia, nawet jeśli oznaczało to rozpoczęcie – po latach pracy – nowych badań, gdy okazywało się, że ktoś inny zdążył już dokonać danego odkrycia. Samodyscyplina była także częścią systemu publikacji naukowych. Przed drugą wojną światową, kiedy naukowiec chciał opublikować swoją pracę, po prostu wysyłał ją do redaktora danego czasopisma naukowego. Zaś młody badacz, który nic jeszcze nie opublikował, musiał zyskać aprobatę starszych kolegów, zanim mógł wysłać manuskrypt artykułu do wydawcy. Idea anonimowej recenzji naukowej (peer review) jeszcze się nie zrodziła.

Jednak w ostatnich dekadach XX wieku sytuacja zaczęła się zmieniać. Z jednej strony wydawało się, że nastał kolejny renesans – wraz z nowoczesnymi komputerami, obrazami satelitarnymi, sieciami komputerowymi i globalną komunikacją. Ale z drugiej strony stało się coś niedobrego, co umknęło niemal wszystkim. Otóż całe te nowinki przesłoniły skorumpowany system, który zaczął wspierać „poprawne politycznie” poglądy na naszą planetę i Wszechświat, zarazem odpychając, ignorując i tłumiąc postępowe i odważne działania indywidualnych badaczy.

Przed wojną rząd niewiele łożył na naukę, to jednak się zmieniło ze względu na zapotrzebowania wojenne. W 1951 r. utworzono amerykańską National Science Foundation (NSF), która miała wspierać powojenne badania cywilnych naukowców. System zarządzania funduszami, wymyślony na początku lat 50. przez NSF, przejęły w prawie niezmienionej formie wszystkie rządowe agencje dotujące naukę, takie jak NASA czy Departament Energetyki (DOE).

Jak odkryłem, problem w tym, że system dotacji, wymyślony przez NSF i przekazywany innym agencjom rządowym, ma poważne fundamentalne błędy. W konsekwencji, od ponad pół wieku NSF robi coś, czego nie zdołały dokonać ani obce rządy, ani organizacje terrorystyczne – powoli i niepostrzeżenie niszczy amerykańskie zaplecze naukowe, prowadząc do tego, że  w dziedzinie nauki i edukacji Ameryka stanie się państwem trzeciego świata, korumpując jednostki i instytucje, faworyzując kłamców i instytucje, którym służą, hamując rozwój nauki oraz zaszczepiając w środowisku naukowym błędne, antynaukowe praktyki, oparte na nieracjonalnym obrazie ludzkiego zachowania. Oto główne błędy NSF:

(more…)

8 grudnia 2011

Oszustwo z placebo wstrząsa posadami współczesnej nauki

Filed under: Nauka,Zdrowie — koliber @ 08:21
Tags: , , ,

Mike Adams
naturalnews.com
28 października 2010

W ostatnich kilku dekadach przeprowadzono tysiące prób klinicznych, w których porównywano działanie farmaceutyków w odniesieniu do placebo. Otóż, okazuje się, że wyniki tych badań są całkowicie nienaukowe i można wyrzucić je do kosza. Dlaczego? Powodem jest to, że zamiast placebo stosowano coś, co nim nie jest. To sprawia, że te badania są z naukowego punktu widzenia bezwartościowe.

Do takiego właśnie wniosku doszli naukowcy z Uniwersytetu Kalifornijskiego, którzy opublikowali swoje odkrycie w październikowym numerze Annals of Internal Medicine. W ramach przeprowadzonego przez siebie badania dokonali przeglądu 167 prób kontrolowanych przy pomocy placebo, których wyniki opublikowano w latach 2008-2009 w recenzowanych przez środowisko magazynach medycznych, i ustalili, że w 92 procentach tych prób nie zadano sobie nawet trudu, aby podać skład pigułek stosowanych jako placebo. Dlaczego to jest takie ważne? Otóż dlatego, że pigułki placebo mają być bierne. Jednak, jak się okazuje, nic nie jest bierne – nawet zawierające cukier tak zwane „cukrowe pigułki”, albowiem cukier nie jest obojętny. Jeśli ktoś prowadzi próby na pacjentach chorych na cukrzycę, testując efektywność leku przeciwko cukrzycy w odniesieniu do placebo, wówczas taka próba kliniczna wykaże, że lek jest lepszy od niego, jeśli były nim cukrowe pigułki.

(more…)

5 grudnia 2011

Nowoczesna medycyna jest kultem a nie nauką

Filed under: Nauka,Zdrowie — koliber @ 09:53
Tags: , , ,

Mike Adams
New Dawn
lipiec-sierpień 2009

W powszechnej praktyce konwencjonalnej medycyny jest zadziwiająco niewiele prawdziwej nauki. Weźmy, na przykład, próby kliniczne. Mają one stanowić tak zwany „złoty standard” naukowych badań, tymczasem wykazano, że te badania niemal zawsze dają korzystne wyniki dla tego, kto je finansuje . Wyniki badań są zdeterminowane przez życzenia ich sponsorów a nie prawdziwie naukowe metody.

Doszliśmy w końcu do tego, że dzisiejsza, tak zwana „naukowa medycyna” prawie w ogóle nie przypomina prawdziwej nauki. Słowo „nauka” jest tu wykorzystywane jako przykrywka maskująca to, co dzieje się naprawdę za kulisami – zmasowaną kampanię prolekowego prania mózgu i tworzenia szkodliwych przepisów .

Konwencjonalna medycyna jest niemal wyłącznie uzasadniana przez fałszywą naukę. Tak zwani sceptycy unikają poddawania w wątpliwość oszukańczej nauki kryjącej się za przepisywanymi lekami. Masowe faszerowanie lekami dzieci z powodu wymyślonych chorób najwyraźniej im nie przeszkadza. Są zbyt zajęci zwalczaniem homeopatii, aby uważnie, uczciwie i krytycznie przyjrzeć się tandetnej nauce kryjącej się za przepisywanymi lekami.

(more…)

21 września 2011

Strażnicy Bramy

Strażnicy Bramy to tytuł 10. rozdziału fascynującej książki Richarda Miltona pt. „Alternative Science”, w części poświęconego napaści naukowego establishmentu na Immanuela Velikovskiego i jego dzieło – i tę część przetłumaczyliśmy i zamieszczamy poniżej.

Przypominamy, że najbardziej znana książka Velikovskiego, „Zderzenie światów” (Worlds in Collision) została przetłumaczona na j. polski i jest wciąż dostępna. Dzięki uprzejmości jej tłumacza, p. Piotra Gordona, Czytelnicy Pracowni mieli okazję zapoznać się  ze wstępem do książki, napisanym przez pana Piotra. Zajrzyjcie też do naszych lektur.

Strażnicy Bramy

Ludzie nie dostają tego, na co zasługują,
ale to, co sobą przypominają.
– Jacques Riviere

W rozdziale 5 wskazałem na schemat, który powtarza się w badaniu zjawisk niezgodnych z obecnym paradygmatem naukowym, obejmujących ośmieszenie, ostracyzm i karanie odkrywcy. Kluczową postacią w tym procesie jest aktor, który obsadza się w roli obrońcy ludzkości albo wybawiciela od machinacji szarlatanów, fałszywych proroków, czy też wszelkiego rodzaju odszczepieńców.

W XVII wieku taka postać mogłaby z powodzeniem być Pogromcą Czarownic. Dzisiaj, na całe szczęście, już nie wrzucamy ludzi w ogień, by zmniejszyć dysonans poznawczy. Jak jednak widzieliśmy w Rozdziale 4, wciąż w tymże celu palimy ich książki. I dzisiejszym podpalaczem książek okazuje się być nie kto inny, jak agent samego rządu – amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA). Wielu ludzi może pocieszać się myślą, że książki Wilhelma Reicha spalono ponad 30 lat temu, w 1960 roku – i że obecnie nie mogłoby się to zdarzyć. Niestety, duch Salem jest ciągle żywy i kiedy w 1981 roku profesor Rupert Shaldrake opublikował swoją szokującą nowymi pojęciami książkę A New Science of Life, redaktor magazynu Nature, John Maddox, zamieścił w nim artykuł wstępny, w którym napisał, że książka ta jest „najlepszym od wielu lat kandydatem do spalenia”.

Policja myśli Orwella jest aż nadto realna. Nie jeżdżą co prawda złowieszczymi czarnymi motocyklami ani nie zamykają ludzi w więzieniach (chociaż, jak widzieliśmy, nawet i takie przypadki są znane), ale ich moc karania tych, którzy wychodzą przed szereg, potrafi być bardzo namacalna. A ich wpływ na społeczność jest nie mniej poważny, ci osobnicy są bowiem często samozwańczy. To nie naszą myśl polityczną kontrolują, ale powszechnie obowiązujący paradygmat.

Dzisiaj Policja Paradygmatu pojawia się w różnych niepozornych przebraniach. Najczęściej nazywają siebie takimi czy innymi pogromcami mitów lub stróżami bram niedorzeczności – poznaliśmy ich w końcówce poprzedniego rozdziału. Niezależnie jednak od przywdzianego przebrania, Policja Paradygmatu jest niezmiennie obecna wszędzie tam, gdzie wyszydza się i atakuje innowatorów i odkrywców czegoś nowego. Ich metody, przekonania i motywacje są zatem dość istotne dla każdego, kto chce zrozumieć występowanie w nauce reakcji typu tabu.

Policja Paradygmatu bywa nieszkodliwa, ponieważ swoim porywczym zachowaniem niweluje wszelkie efekty, jakie mogłaby uzyskać. Jedną z najbardziej powszechnych cech osoby autorytarnej jest niezdolność kontroli lub powściągnięcia swojej reakcji w obliczu dysonansu poznawczego. Potrzeba zaatakowania takiego gorszącego agenta dysonansu, z użyciem wszelkich dostępnych metod, sprawia, że taki człowiek jest obezwładniająco niepohamowany i nietolerancyjny, zdradzając w ten sposób swoje machinacje. W innych jednak wypadkach skutki takiego kontrolowania mogą być bardzo destrukcyjne i dalekosiężne.

(more…)

27 lipca 2011

Eksperyment Rosenhana

Filed under: Nauka,Psychologia — koliber @ 07:30
Tags: , ,

Andrzej Skulski
21 sierpnia 2009

„Zdrowy w chorym otoczeniu” – tak brzmiał tytuł pracy prof. Rosenhana, opublikowanej w magazynie naukowym „Science”*. Mowa w niej o ośmiu uczestnikach eksperymentu, który po opublikowaniu nieźle wstrząsnął psychiatrią.

Prof. David Rosenhan był amerykańskim profesorem psychologii na Uniwersytecie Stanford i już w 1968 roku jako 40-latek zadał sobie pytanie, czy rzeczywiście istnieje różnica pomiędzy byciem „normalnym” i kimś potocznie nazywanym „wariatem”. Aby poszukać odpowiedzi na to pytanie zorganizował on 4-letnie badania, które przeszły do historii psychologii, jako „Eksperyment Rosenhana”. W tej iście szerlokomskiej pracy towarzyszyło mu 7 osób (czterech mężczyzn i trzy kobiety): trzech psychologów, jeden lekarz pediatra, student psychologii, malarz i gospodyni domowa. Francuski filozof Michel Foucault po zakończeniu badań życzył Rosenhanowi „Nagrody Nobla za humor naukowy”…

(more…)

Następna strona »

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: