PRACowniA

19 kwietnia 2020

Puste szpitale? Gdzie są ci wszyscy pacjenci z koronawirusem?

Filed under: Polityka,Różne,Zdrowie — iza @ 20:45
Tags:

D. Rodriguez
Sott.net
1 kwietnia 2020 r.

[Szpitale w Nowym Jorku przygotowują się na gwałtowny wzrost liczby pacjentów – Zwróćcie uwagę na datę. To już 11 dni i ludzie zastanawiają się, gdzie oni są….]

Na Twitterze popularność zdobył hashtag #FilmYourHospital [SfilmujSwójSzpital]. W czasie gdy jedna trzecia światowej populacji żyje w „izolacji”, niektórzy zaczęli radzić sobie z klaustrofobicznym niepokojem odwiedzając lokalne szpitale, żeby nagrać wyrywki chaosu, którego się tam spodziewali: pokazać, jak rozszalała się zabójcza pandemia i tym podobne obrazki. Zaskakujące jest jednak to, że ludzie znajdują w większości nietypowo ciche, nieprzeładowane szpitale. Niektóre sprawiają wręcz wrażenie – wybaczcie grę słów – śmiertelnie cichych.

Może być tak, że ludzie widzą obecnie puste, ciche szpitale, bo przypadki Covid-19 (podejrzewane lub potwierdzone) są kierowane – póki co – tylko do wytypowanych placówek. Miałoby to sens z epidemiologicznego punktu widzenia – dobrze by było „umieścić” przypadki w jak najmniejszej liczbie „punktów zapalnych”, bo przecież same szpitale dość szybko stają się istotnym źródłem infekcji. Czy ktoś widział raporty lub dyrektywy wydane w sprawie takich posunięć administracyjnych? Ja jeszcze nie. Z większość doniesień o gotowości szpitali można wywnioskować, że wszystkie placówki medyczne, przynajmniej w miastach, spodziewają się „lada dzień przepełnienia”.

Jednym z pierwszych klipów #FilmYourHospital był filmik niemieckiego reportera Billy’ego Sixa pod tytułem „Mediziner gegen Medien Es gibt keine gefährliche Corona Pandemie” [Lekarze kontra media. Nie ma żadnej groźnej pandemii koronawirusa]. Na początku wizyty w jednym z najbardziej obłożonych szpitali w Berlinie Six mówi, że skierowała go tam administracja innego szpitala, twierdząc, że to „tam wysyłają przypadki Covid-19”. Jednak zamiast natknąć się na personel medyczny pilnie uwijający się przy chorych na Covid-19, jak można by się było spodziewać, zastał w szpitalu wyjątkowo spokojną atmosferę.

Film Sixa zawiera krótkie ujęcia z jego wizyty w berlińskim „szpitalu dla Covid-19”, ale większość jego treści to kolaż wywiadów z lekarzami i wirusologami z Niemiec, Włoch i innych krajów, kwestionujących założenia leżące u podstaw „pandemii covid-19”. Co ciekawe, kopie tego filmu były usuwane przez YouTube za „łamanie zasad”, chociaż po obejrzeniu go trudno doszukać się czegoś, co mogłoby w jakikolwiek sposób być kontrowersyjne. No może poza tym, co puste szpitale przeznaczone na „Covid-19” mogą oznaczać w zestawieniu z narracją „pandemii koronawirusa”…

 

 

Podobno wciąż krąży na YouTube (tu [już zdjęty] i tu [też zdjęty]), ale może nie potrwać to długo, bo cenzorzy wciąż usuwają jego kopie. [Jeśli zamieszczone powyżej wideo podzieli los innych kopii, można je jeszcze obejrzeć na BitChute i na Brighteon]

Poniżej kilka klipów z miejsc, które według relacji mass mediów są „zapełnione chorymi na covid-19” – och nie, są „strefami wojny” – a w rzeczywistości okazują się dość spokojne. Klipy pochodzą z 3 stanów USA, które według najnowszych oficjalnych statystyk mają „największą liczbę przypadków Covid-19”:

Nowy Jork

[1. Nie wiemy, po prostu zakładamy, że mają tego wirusa
2. Elmhurst, epicentrum epidemii]

 

[Wczoraj wieczorem przejechaliśmy obok centrum medycznego Mt. Sinai Queens w NJ, żeby zobaczyć tę „apokaliptyczną sytuację” w środku i na zewnątrz, o czym tak głośno było w lokalnych, krajowych i zagranicznych mediach. Faktycznie ogromne zamieszanie, nieprawdaż?]

 

New Jersey

[Szpital Św. Piotra w New Brunswick, wtorek, 31 marca, 4 po południu. 30 minut i żadnej karetki. Poczekalnia pusta. W recepcji powiedziano, że mają jakichś pacjentów z covid, ale nie ujawnią, ilu.]

 

Kalifornia

[Właśnie zajrzałam do dwóch szpitali w LA, tych „stref wojny”, jak zapewniają media. Jest w nich bardzo cicho i są PUSTE. Nie mówi się nam prawdy.
Te szpitale nie chcą być filmowane i odnoszę wrażenie, że pracownicy nie mają wyboru. Odwiedziłem 7 szpitali i we wszystkich poczekalnie na oddziale ratunkowym były prawie albo zupełnie puste, puste też były namioty przeznaczone na testowanie. Poniżej Long Beach Memorial Hospital, chyba tylko jedna osoba jest w poczekalni.]

W najlepszych okresach, a zwłaszcza w sezonie grypowym, szpitale są pełne pacjentów oczekujących na zabiegi, badania i wiele innych usług medycznych, które – choć nie zawsze ratujące życie – są ważne dla społeczeństwa. Tych pacjentów obecnie się nie obsługuje. Zazwyczaj w co bardziej obłożonych szpitalach widzimy też pełne poczekalnie i zapracowany personel oddziałów ratunkowych zajmujących się nagłymi wypadkami. Wszystko to zostało „wstrzymane”, żeby zająć się tą „pandemią”… tylko gdzie ona jest?

W szpitalach od czasu do czasu faktycznie zdarza się „krytyczne przeciążenie”. W styczniu 2018 roku Time informował o epidemii grypy sezonowej w USA „w skali, jakiej pracownicy szpitala nigdy wcześniej nie widzieli”:

Przepełnione chorymi na grypę szpitale leczą pacjentów w namiotach

Epidemia grypy w sezonie 2017-2018 wywołała wzrost liczby pacjentów szpitali i oddziałów ratunkowych w każdym stanie, a centra medyczne reagują wprowadzając środki nadzwyczajne: prosząc personel o pracę po godzinach, ustawiając namioty polowe, ograniczając wizyty przyjaciół i rodziny oraz odwołując planowane operacje – by wymienić tylko kilka z nich.

Nasza placówka pęka w szwach, ilość pacjentów jest z całą pewnością większa niż w poprzednich sezonach grypowych” – powiedział dr Alfred Tallia, profesor i dyrektor ośrodka Medycyny Rodzinnej w Robert Wood Johnson Medical Center w New Brunswick, w stanie New Jersey. „Jestem lekarzem od 30 lat i od dobrych 15-20 lat nie widziałem tylu przypadków grypy i zachorowań grypo-podobnych, co w tym roku”.

Tallia powiedział, że w ciągu ostatnich trzech tygodni jego szpital „ledwo sobie radzi” ze zwiększoną liczbą chorych. Zapełnione pacjentami są również szpitalne oddziały ratunkowe, a jego przychodnie mają zapełniony terminarz wizyt.

Rzecz jasna, dwa lata temu nikt nie sugerował „izolacji” całej ludności USA, żeby „zapobiec nadmiernemu obciążeniu szpitali”. Ale z wyjątkiem epidemii grypy sezonowej, która zapełnia szpitale chorymi, powinniśmy pamiętać, że – nawet jeśli szpitale wydają się być „przepełnione” – w rzeczywistości mogą nie być.

W styczniu 2018 roku Los Angeles Times opublikował raport, informujący o sytuacji szpitali w Los Angeles w czasie tej samej, wcześniej wspomnianej epidemii grypy na przełomie 2017 i 2018 roku:

Kalifornijskie szpitale zmagają się ze szturmem zagrypionych pacjentów

Pod koniec grudnia Ana Oktay zgłosiła się do szpitala z powodu trudności z oddychaniem, gorączki sięgającej prawie 39 stopni i kaszlu, który nie chciał ustąpić.

Spodziewała się, że lekarze wykryją u niej zapalenie płuc lub zapalenie oskrzeli.

„A oni zwyczajnie: to tylko grypa typu A. Wszędzie jej pełno” – powiedziała 49-letnia Oktay.

Wirus grypy typu A, znany jako H3N2, wywołuje u mieszkańców Kalifornii tak dokuczliwe dolegliwości, że w ostatnich tygodniach tysiące ludzi zgłosiło się do szpitali.

„Leżałam plackiem w łóżku przez 10 dni” – powiedziała Oktay, mieszkanka Palms. „Była to bez dwóch zdań najgorsza grypa w moim życiu”.

Ogromna liczba chorych nadwyręża też personel szpitali, zmagający się z czymś, co może się okazać najgorszą w tej dekadzie epidemią grypy sezonowej w Kalifornii.

Szpitale w całym stanie rozsyłają karetki, ściągają pielęgniarki z innych stanów i zabraniają dzieciom odwiedzać swoich bliskich z obawy, że będą roznosić grypę. Inne odwołują planowe operacje i stawiają na parkingach namioty, by ustalać kolejność leczenia hord pacjentów z grypą.

Rozsyłanie karetek i ściąganie pielęgniarek? To brzmi, jakby naprawdę było wtedy źle.

Ale czy faktycznie było?

Producent filmu dokumentalnego „Vaxxed” i dziennikarz Del Bigtree udał się do szpitali, które według LA Times zostały w tym miesiącu wypełnione pacjentami, żeby osobiście zobaczyć, jak się przedstawia sytuacja:

 

Wygląda na to, że LA Times zrobił szum wokół problemów szpitali z radzeniem sobie z grypą, żeby promować szczepionki przeciw grypie. Jest to jeden z niezliczonych przykładów na to, dlaczego nie możemy sobie pozwolić na ślepe ufanie doniesieniom medialnym na temat zagrożeń zdrowotnych, czy czegokolwiek innego.

Dzisiaj regiony z małą liczbą stwierdzonych przypadków koronawirusa (w tym wiele bez) postawiły swoje szpitale w „stan pogotowia Covid-19”. Takie rozwiązania nie pomogą pozostałej części populacji, czyli ponad 80 procentom tych, u których zakażenie przebiegać będzie łagodnie lub bezobjawowo, a którzy mimo wszystko wymagają opieki medycznej w leczeniu innych przewlekłych chorób. Pewnie, jeśli zgłosisz się z raną postrzałową lub przywiezie cię karetka, to raczej zostaniesz zbadany przez lekarzy. Tylko uważaj, żeby cię nie zaklasyfikowano jako „pacjenta z Covid-19”, co najwyraźniej przytrafiło się tym ludziom:

Prasa naprawdę chce, żeby ludzie myśleli, że złapali koronawirusa i z tego powodu umarli.

 

Tak więc, czy przypadkiem fałszywe historie rozsiewane w mediach i przekształcanie szpitali w „centra walki z Covid-19”, nie mają na celu wywołania wrażenia, że sytuacja „wymknęła się spod kontroli”?

Ocena tego, czy sytuacja „wymknęła się spod kontroli”, zależy od kontekstu. Ogólnie rzecz biorąc, sytuacja w zachodniej opiece zdrowotnej od wielu lat jest „poza kontrolą” – lub mniej hiperbolicznie, „funkcjonuje poniżej optymalnych wskaźników”. W grudniu 2012 roku Guardian napisał o szpitalach w Wielkiej Brytanii:

Niedobór łóżek w szpitalach, które pękają w szwach, osiągnął niebezpieczny poziom

Jak wynika z autorytatywnego raportu opartego na wewnętrznych danych NHS [Narodowej Służby Zdrowia], szpitale „pękają w szwach”, a liczba pacjentów zajmujących łóżka sięga „niebezpiecznego” pułapu, co skutkuje tym, że personelowi z ledwością udaje się zachować bezpieczeństwo i standardy opieki nad chorymi.

Według oficjalnych statystystyk, zestawionych przez firmę informacyjną Dr Foster, która jest w połowie własnością rządu, wskaźnik obłożenia szpitali często znacząco przekracza 85%, czyli pułap, do którego pacjenci mogą liczyć na dobrą opiekę bez ryzyka zagrożeń dla ich zdrowia.

Analiza wykazała również, że śmiertelność w kilkunastu szpitalach w Anglii jest na „niepokojąco wysokim poziomie”. W 12 z nich śmiertelność przekroczyła przewidywany poziom w dwóch spośród czterech szpitalnych zestawień śmiertelności.

Lekarze z dłuższym stażem ostrzegają, że wyniki tych badań odzwierciedlają ich coraz bardziej dramatyczne apele o zwiększenie liczby łóżek w związku z rosnącą liczbą nagłych przypadków oraz że nagminne przekraczanie 85-procentowego limitu skutkuje tym, że pacjenci – zwłaszcza osoby starsze – są rozsyłani po okolicznych szpitalach. Brak łóżek na oddziałach specjalistycznych powoduje, że pacjenci leżą na oddziałach, których personel może nie być przygotowany do zapewnienia im wymaganej opieki. Z powodu tego „przepełnienia” odwoływane są niektóre operacje, jak informują ordynatorzy.

To było 8 lat temu. Od tamtego czasu generalnie nic się nie zmieniło na lepsze z powodu corocznego uszczuplenia budżetu i ograniczania dostępnych usług. Sytuacja w Wielkiej Brytanii jest podobna do sytuacji w wielu innych krajach. A zatem, gdyby Covid-19 naprawdę powodował przepełnienie, w szpitalach nie byłoby miejsca na hordy ludzi, którzy – jak utrzymują media –potrzebują (lub „lada moment będą potrzebować”) błyskawicznej interwencji z użyciem respiratorów, ratującej im życie. Co ciekawe, podczas gdy mówi się, że te szpitale są przeciążone i cierpią na niedobór personelu, to zwalnia się ich pracowników! Ale bez obaw, hordy nadciągają.

Czy to możliwe, że nie widzimy zatłoczonych szpitali wypełnionych po brzegi pacjentami z Covid-19, ponieważ dla większości ludzi wirus SARS-Cov-2 nie jest śmiertelny? Większość zarażonych przechodzi go bezobjawowe lub ma bardzo łagodne objawy. Jak informowaliśmy od samego początku tego fiaska, liczby użyte do obliczenia wskaźników śmiertelności, podawanych przez WHO, rządy wielu krajów i media, po prostu się nie zgadzają. Wskaźniki zakażeń i zgonów, (pewnie często) niesłusznie przypisywanych temu wirusowi, nie są nawet zbliżone do poziomu, który pozwalałby obiektywnie twierdzić, że wypełnia się scenariusz „olaboga, apokalipsa, wszyscy umrzemy!”.

Tak więc po tygodniach czarnowróżenia i bicia na alarm my wciąż czekamy. Im dłużej potrwa ta farsa, tym więcej ludzi będzie kwestionować poczynania władzy. I powinni, tym bardziej, że właśnie bierzemy udział w masowym eksperymencie psychologicznym, dobrowolnie zgadzając się na bezterminowy areszt domowy.

To, co głoszą mass media i nasze rządy, wydaje się całkowicie sprzeczne z faktami. Nasze podstawowe wolności i prawa są nam odbierane z powodu zupełnie bezzasadnej reakcji na pojawienie się wirusa, który jak dotąd nie okazał się tak śmiertelny, jak nam powiedziano. Jeśli trwa prawdziwa pandemia, powinniśmy widzieć dużo więcej materiałów o przepełnionych szpitalach ze źródeł innych niż media głównego nurtu, wykorzystujące stare nagrania z Bergamo we Włoszech oraz przerażające wskaźniki śmiertelności dla podtrzymania dramaturgii. Ale takich materiałów nie widać.

Tłumaczenie: PRACowniA

46 Komentarzy »

  1. Z kolei w tym artykule podają, że w Brookdale University Hospital Medical Center in NYC, było 100 pozytywnych pacjentów i 85 czekających na wynik. Na 300 miejsc w ogóle. Okres mniej więcej ten sam 30-31 marca.

    https://edition.cnn.com/2020/03/30/us/brooklyn-hospital-coronavirus-patients-deaths/index.html

    Zamieszanie ze szpitalami to jedno. W przypadku NYC mamy jakiś niewyraźny filmik vs CNN-owski artykuł.
    Wiarygodność jednego i drugiego można podważać.
    „Chaos” np – to typowo medialne słowo, za którym nie stoi żaden konkret.

    Dlatego lepiej trzymać się twardych dowodów, a ogólna śmiertelność jest jednym z nich. W NYC jest w tej chwili 2-3 razy więcej zgonów niż „zwykle”, także wtedy, gdy być może były jakieś polowe namioty grypowe w 2017.

    Dla porównania, samobójstw jest średnio w NYC 1-2 dziennie, ofiar wypadków drogowych, mnie niż 1 dziennie.

    Komentarz - autor: Art — 19 kwietnia 2020 @ 23:34

  2. Obejrzałem wywiad z doradcą rządowym w Szwecji, gościem, który w ogóle zatrudnił lata temu dzisiejszego głównego epidemiologia kraju – A. Tegnell’a. Z którym się zresztą zgadza.

    Szwedzkie „nicnierobienie” nie jest wcale „nicnierobieniem”. Obowiązuje zakaz zgromadzeń większych niż 50 osób, szkoły są otwarte tylko do 15-16 lat. Zakaz odwiedzin w domach opieki.
    Generalnie, ich idea polega na izolacji, ale izolacji grup wysokiego ryzyka, a nie całego kraju.

    Złapałem gościa na pewnej niespójności. Przyznaje, że rozwiązaniem sytuacji może być tylko odporność stadna, ale jako by-product, a nie działanie celowe, szczepionka lub lek.
    Skoro tak, to może jednak warto trzymać ludzi w izolacji i w ten sposób uratuje się życia – padło takie pytanie.
    Na co odpowiedział, że coś takiego możliwe jest w Chinach, ale nie w demokratycznych krajach.
    Czyli z argumentu medyczno/etycznego przeskoczył na argument skuteczności obowiązywania zakazu per se.

    Poza tym, już w sprawach czysto epidemiologicznych twierdzi, że niezależnie od przedsięwziętych środków, ostateczny wynik będzie „prawie taki sam”. Może się trochę różnić w zależności od kraju, może „nawet dwukrotnie”, ale nie 10-krotnie.
    Co według mnie najistotniejsze, twierdzi, że każdy kraj zmierzy się z problemem „wyjścia” z zakazów.
    A to się będzie odbywać metodą prób i błędów. Decyzji, zobaczenie co się dzieje, i albo kontynuacji albo cofania i próby czegoś innego. Twierdzi, że „nie ma innego wyjścia”

    Facet przyznaje, że dzisiaj nie można puścić wszystkiego „na żywioł”. I w Szwecji oczywiście też tego nie zrobili.

    Aha, jeszcze odnosił się do słynnego „badania” Imperial College, na podstawie którego w UK i USA diametralnie zmieniono politykę i które stało się podstawą działań wielu innych krajów:
    – brak oficjalnej publikacji
    – brak peer review
    – założenie, że liczba ICUs jest stała. Tymczasem w Szwecji zwiększyli ją 3-krotnie.
    – założenia ( nie sprecyzował, tylko mówił, że na ten temat można gadać godzinami, ale generalnie ocenił je jako wątpliwe)

    To „badanie” przewidywało 510 tys. zgonów w UK, gdyby nie robić nic, 250 tys. gdyby robić „półśrodki”, właśnie w stylu Szwecji i 20 tys. przy całkowitym lockdown’ie.

    Komentarz - autor: Art — 20 kwietnia 2020 @ 00:23

  3. @Art

    W NY nijak się nie da wytłumaczyć nagłego wzrostu śmiertelności ogólnej o kilkaset procent,”

    Ależ da się.

    W tym artykule z NYT, który sam podlinkowałeś, jest – acz w przewrotny sposób – ziarno prawdy:

    “The extent of damage from the virus may be greater than we anticipated, and the indirect effects of the virus may be greater than we anticipated,” said Harlan Krumholz, a cardiologist and professor at Yale Medical School, who is particularly concerned that patients with cardiac conditions are not seeking care because of the fear of being infected with coronavirus. “Meaning that the overall toll is much greater.”

    Jak na ironię, jest ziarno prawdy w zawyżaniu liczby ofiar koronawirusa, bo to „przez niego” zmarło mnóstwo ludzi, którzy chorowali na przewlekłe choroby (serca i układu krążenia, układu oddechowego, nerek, wątroby, na nowotwory, etc.) i nie otrzymali pomocy, bo szpitale ich nie przyjęły z powodu wymyślonej pandemii. Szpitale nie przyjmują pacjentów. Przychodnie również. Lekarzom nie wolno odwiedzać chorych. Wolno im tylko diagnozować i doradzać przez telefon. Nie zakłada się stentów, nawet jeśli główna arteria jest w 60% zatkana. Nie robi się biopsji. Nie ma komu obsługiwać przyrządów do diagnozowania i leczenia. Z wypadku samochodowego pewnie przyjmą na oddziale ratunkowym, ale opatrzą i wyrzucą do domu, bo… koronawirus. Pal sześć ewentualne obrażenia wewnętrzne, kiedy może człowiek ma wirusa i kogoś nie daj Boże zakazi. Więc kopa w d* i marsz do domu, byle w masce, ku pamięci. A lekarze będą nagrywać kolejne tańce w opustoszałym szpitalu. Toż to zakrawa na ludobójstwo, jeśli nim zwyczajnie nie jest.

    Mam pytanie: Dlaczego tak usilnie bronisz (bo bronisz, choć być może Ci się wydaje, że starasz się być obiektywny) oficjalnej narracji, w którą już nawet wielu lekarzy nie wierzy? To już coś więcej niż odgrywanie roli adwokata diabła – z upodobania, dla sportu, czy z ciekawości, dokąd to zaprowadzi. To już opowiedzenie się po jednej stronie. Przynajmniej jak dla mnie, po ciemnej.

    Komentarz - autor: iza — 20 kwietnia 2020 @ 00:56

  4. @ Iza

    „Mam pytanie: Dlaczego tak usilnie bronisz (bo bronisz, choć być może Ci się wydaje, że starasz się być obiektywny) oficjalnej narracji, w którą już nawet wielu lekarzy nie wierzy?”

    Zawsze może być też odwrotnie. To Tobie może się wydawać, że starasz się być obiektywna, a „działać” pod z góry ustaloną tezę.
    „Wiara wielu lekarzy”?
    Mam przedstawiać „wiary innych lekarzy”?

    Nie, moim zdaniem nie da się wytłumaczyć 2-3 krotnego wzrostu zgonów w ten sposób, w który Ty chcesz to zrobić. Może 20-30%, Nie kilkaset.

    Poza tym nie, nie bronię „oficjalnej narracji”. Najpierw trzeba ją zresztą zdefiniować. .Ale też, wobec danych, które zgromadziłem, nie uważam żeby całkowite, totalne zaprzeczenie tej narracji było właściwe.

    Co do bycia „po ciemnej stronie”, już kiedyś ten argument padł z Twojej strony, że nie czas roztrząsać szczegóły, gdy larum grają ( taka moja wolna parafraza 😉 )
    I się z tym fundamentalnie nie zgadzam. W szczegółach diabeł tkwi i będę męczył te szczegóły w stopniu, który uznam za stosowny. Obojętne czy temat diety, polityki, zdrowia, czy tutaj – epidemii.

    Mogę nie robić tego tutaj. Powiedz tylko słowo, a sobie pójdę. W końcu i tak mam wrażenie, że piszę w eter i może tylko mi się wydaje, że poza kilkoma osobami, ktoś to w ogóle czyta 😉

    Komentarz - autor: Art — 20 kwietnia 2020 @ 01:41

  5. Weźmy ten ostatni wywiad.
    Uznałem, że szczegóły są istotne, bo jak mi się wydaje ( być może mylnie) bardzo wielu utożsamia Szwecję ze skrajnym działaniem ( właściwym albo niewłaściwym)
    A tu się okazuje z pierwszej ręki, że jest to działanie wcale nie tak skrajne. Przecież to wbrew „oficjalnej” narracji właśnie!

    Komentarz - autor: Art — 20 kwietnia 2020 @ 01:54

  6. Ale też i wbrew innej narracji ( a taka też jest powszechna, na zasadzie zaprzeczania oficjalnej i bez znajomości szczegółów), że Szwecja puściła wszystko na żywioł.

    Komentarz - autor: Art — 20 kwietnia 2020 @ 02:07

  7. Wreszcie i ja pozwolę sobie zatem na pytanie. Doczekam się na sott.net krytyki Rosji w związku z koronawirusem? Czy krytyka ta jest zarezerwowana wyłącznie do „Zachódu” ?
    Pytanie w zasadzie retoryczne.

    Komentarz - autor: Art — 20 kwietnia 2020 @ 02:30

  8. Albo coś takiego:

    The WHO, media and national governments have told us for weeks now that COVID-19 is a plague-like pandemic that is or will decimate the global population.

    https://www.sott.net/article/432806-Global-Madness-The-Official-Numbers-Prove-COVID-19-is-Benign

    Kto tak i kiedy powiedział?
    Przecież to oczywiste kłamstwo.

    Nawet w tym nie-sławnym „badaniu” Imperial College stoi jak wół: 510 tyś zgonów w najgorszym razie, w kraju o populacji ponad 66,5 mln, co stanowi 0,77% !!!

    I takie to są strawman-y. Ze wszystkich stron.

    Komentarz - autor: Art — 20 kwietnia 2020 @ 03:27

  9. Dodam już tylko dla porządku, że raport Anglików jest „absolutnym” maksymalnym założeniem w tak zwanej „oficjalnej narracji”. Absolutnym.

    Nawet Fauci w USA, przy swoich 100-200 tys. ofiar, prognozuje namiastkę tego, co jego „imperialni” koledzy z Londynu: od 0,03% do 0,06% !

    Sott.net „puszcza” artykuł, który demaskuje całą HIV/AIDS-sowską działalność Fauciego, ale robi to w kotekście koronawirusa i w ogóle nie odnosi się do liczb. W ogóle. Podobnie jak oczywiście sam artykuł.
    Wymowa jest taka: ponieważ Fauci jest oszutem, to cokolwiek nie powiedział na temat Covid-19, jest takim samym oszustwem. A celem – zaszczepienie ludzi. Bez komentarza tak to włąśnie wygląda.

    Ale liczby mówią co innego. Mało tego, chcąc rzetelnie przedstawić cały kontekst jego wypowiedzi, trzeba zacytować również i to:

    „I’ve never seen a model of the diseases that I’ve dealt with where the worst case actually came out. They always overshoot.”

    albo to, w kontekście „miliona ofiar” w USA:

    “not impossible but very, very unlikely.”

    Więc jeżeli jakiś bałwan konstruuje artykuł, w którym za podstawę swoich „strawma-nowskich” abberacji bierze „zdziesiątkowanie ludności” – to o czym my w ogóle mówimy..?

    Poruszamy się pomiędzy 0,01% w „nieoficjalnej narracji” do 0,77% w „absolutnej” oficjalnej narracji, która nawet przez Fauciego została skomentowana jako „very, very unlikely”.

    Komentarz - autor: Art — 20 kwietnia 2020 @ 14:28

  10. @Art

    Mogę nie robić tego tutaj. Powiedz tylko słowo, a sobie pójdę. W końcu i tak mam wrażenie, że piszę w eter i może tylko mi się wydaje, że poza kilkoma osobami, ktoś to w ogóle czyta

    Jak długo nie obrażasz nikogo, wszystko jest w porządku. Napisałam to, co napisałam, bo mam podobną tendencję, przy czym ja uznałam ją za przeszkodę, bo zbyt przeważała szalę na jedną stroną. Mam skłonność do skupiania się na szczegółach, zupełnie gubiąc z oczu szerszy obraz. Maksymę „diabeł tkwi w szczegółach” trzeba moim zdaniem stosować ze zrozumieniem i pamiętając o innej maksymie: „O tym, czy coś jest dobre, czy złe, decydują specyficzne okoliczności” (która zresztą też ma swoje ograniczenia).

    W koronawirusowej bitwie chodzi o coś znacznie ważniejszego niż kilka liczb. Jest częścią większej całości i to nie wirus stanowi dla nas teraz największe zagrożenie, tylko to, jak i do czego się go używa. Tak to rozumiem.

    Komentarz - autor: iza — 20 kwietnia 2020 @ 22:54

  11. @ Iza

    Ale zanim będzie można ocenić, czy coś jest dobre czy złe, potrzeba wystarczającej liczby punkótw, aby je połączyć.
    Ujrzeć las, a nie pojedyncze drzewa.

    Czy chodzi o coś „znacznie ważniejszego”? Znam „proroctwa” sprzed kilkudziesięciu dni, jakoby o terminie zakończenia „farsy” z koronawirusem miały zadecydować nie argumenty medyczne, a poza medyczne ( szerola gama, porównanie do wojny. Znasz przeciez artykuł, który tłumaczyłaś). Plus rzecz jasna to, co po tej epidemii zostanie na stałe.

    Ta teza została rzucona w eter bardzo wcześnie: „prawdopodobnie hoax, jak ze świńską grypą”. Na podstawie praktycznie „zera” danych wówczas!

    Tymczasem moje obserwacje, zarówno medycznego aspektu problemu, jak i szerszego spojrzenia na problem, nie dają podstaw do tak śmiałej tezy. Owszem, celowej próby wykluczyć nie można. I trzeba ją zakładać. Ale wymaga ona dowodu.

    Tymczasem popatrzmy na skutki. Minął miesiąc lockdown-ów, a poszczególne kraje rwą się do życia. Co, moim zdaaniem, było do przewidzenia i nie jest niczym zaskakującym. Ludzie po pierwszym szoku i strachu przed nieznanym, zaczynają rozglądać się wokól i myślą sobie: nie, tak dalej nie można. Z czegoś trzeba żyć. Rządzący z kolei widzą topniejące wpływy, strach przed utratą władzy i nie będą mieć innego wyjścia, jak zaakceptować ryzyko. Czy ktoś tym steruje? Niewykluczone, że próbuje, ale postawienie sprawy w ten sposób, że to jest przesądzone, ba, że mają taką moc, że decydują o tym, kiedy ten cyrk się skończy? To już zupełnie inna kwestia. Wymagająca dowodu. Zresztą, najbliższy czas da odpowiedź.

    Zupełnie odrębną jeszcze kwestią są zakazy, nakazy, procedury itp, które zostały wprowadzone i mogą zostać na stałe.
    To jest jednak uniwersalny problem i dotyczy każdej władzy. Jeżeli istnieje ktoś, kto miłaby moc sprawczą i taki był jego cel, niewykluczone, że mu się uda. Tutaj przeciez wszystko zalezy od ludzi.
    Ale znów,władza, jakakolwiek, sama w sobie, ma tendencję do rozrastania się. Czy gdzieś na świecie liczba wprowadzanych przepisów maleje?

    Nade wszystko jednak, nie o to mi teraz chodziło. Za często widzę postawę w artykułach postawę „strawmana” czyli walczącego z wyimaginowanymi, przesadzonymi argumentami. Albo autorskich, albo cudzych, ale pozostawionych bez komentarza. Jak pod z góry ustaloną tezę. No sorry, ale coraz częściej tak to widzę.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 00:38

  12. Weźmy ten nieszczęsny NYC. Nie da się nistety wytłumaczyć tych zgonów. Nie -da -się.

    Stenty, itp?

    1. operacje ratujące życie się odbywają
    2. wiec chodzi ewentualnie o złe oszacowanie ryzyka danego przypadku i odwołanie go.
    3 liczba stentów w USA – 1 mln rocznie
    4. Na NYC przypada 60-70 dziennie statystycznie, plus fakt, że 64% żyje w miastach, a więc trzeba dodać „wieś” operowaną w NYC – 36% .Razem daje to 100 stentów dziennie.
    4 ile z nich mogło zostać źle zdiagnozowanych, jako niewymagające natychmiastowej interwencji, a zakończyło się zgonem w ciągu tego miesiąca? 1-2% ? Najwyżej!
    5 i tak mozna skłądac te i inne przyczyny i nijak z nich nie uskładasz kilkuset procent! Niemożliwe.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 00:57

  13. Na temat tego wirusa wciąż brak jest podstawowej wiedzy. Śmiertelności i Ro. Aby to stwierdzić, potrzeba testów serologicznych i wiedzy, jaka część populacji została już zarażona. Bez tego wszystkie modele trzymają się „na włosku” i dezaktualizują się co kilka dni dosłownie. I muszą być uaktualniane. Normalna rzecz przy takiej liczbie unknowns.

    Są jakieś dane. Ten statek czy hrabstwo Santa Clara, gdzie przeprowadzono testy, na bazie których można próbować ekstrapolować.
    50-85 razy więcej. Tak im wyszło. Tyle było pozytywnych – serologicznych w stosunku do pozytywnych PRC.
    Co, jesli miałoby się potwierdzić dla całych USA, dziś dawałoby już miedzy 40 a 65 mln zarażonych.
    I byłby to b. dobry prognostyk. Ale czy prawdziwy? W NYC może byc zupełnie inaczej. Trochę mniejsze Ro, a trochę większa śmiertelność i taktyka musi być po prostu zupełnie inna. A wirus mutuje.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 01:53

  14. A jeżeli już mowa o Santa Clara, popatrz na tę stronę:

    http://www.sccgov.org/sites/covid19/Pages/dashboard.aspx

    No bajka po prostu. Czy ktoś tutaj cokolwiek „miesza”? Mozliwe, ale wątpliwe. Aktualizowane niemal w czasie rzeczywistym. Łóżka zajęte, łóżka wolne. ICUs. Respiratory do dyspozycji. Masa danych. Co chcesz. Pełna transparentność.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 02:19

  15. Art, nie chcę się kłócić, ale naciągasz.

    Zauważyłeś pewnie, że ten kilkusetprocentowy wzrost zgonów na wykresie:
    1. wziął się z prowizorycznych danych, cokolwiek to oznacza
    2. wystąpił po kilkutygodniowej luce, czyli jak na samym początku paniki wspomniał któryś z lekarzy czy wirusologów, nie pamiętam w tej chwili który, pewnie zrzucili do kupy zaległe „dane” i skumulowali je w jednym punkcie osi odciętych. Rozłóż to na kilka tygodni a kreskę zmień w zygzak i po szoku. Tak mogło się stać.
    3. polegasz na danych dostarczanych przez WHO (czy innej organizacji systemowej), które zbiera je ze szpitali. Skąd wiesz, że podaje Ci się prawdziwe sumy? Czepiasz się SOTTu, a nigdzie nie widziałam, żebyś zakwestionował oficjalne dane i informacje, mimo że część z nich była poważnie kwestionowana przez ludzi, którzy jakiś autorytet mają i nie kryją swojej tożsamości. Nie w tym rzecz, kto ma rację, ważne że jest niepewność, której nie uwzględniasz.

    Ale. Ściągnęłam sobie dane ze 122 miast USA za okres 1962-2016 w ujęciu tygodniowym. Wiesz ile było wszystkich zgonów w NY w okresie od 2 stycznia do 16 kwietnia 2016? 17543. Według źródła danych do tabelki w NYT w tym roku w NY w okresie 2/1-18/4 wszystkich zgonów było 22268. Różnica – poniżej 5 tys. Gdzie jest ten kilkusetprocentowy wzrost? Skąd Ty go w ogóle wziąłeś?

    Zgon 5 tys. osób pozostałych bez dostępu do służby zdrowia w okresie miesiąca w ponad 8-milionowej metropolii jest Twoim zdaniem niemożliwy? A jest jeszcze kilka innych potencjalnych powodów. Dlaczego muszę za Ciebie odrabiać lekcje? 😉

    Komentarz - autor: iza — 21 kwietnia 2020 @ 02:29

  16. A tutaj wspomniany „paper” o szacowanej liczbie zarażonych. Bardzo ważny „paper”:

    https://www.medrxiv.org/content/10.1101/2020.04.14.20062463v1

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 02:34

  17. @ Iza

    Przeanalizuję to co napisałaś w sprawie NYC. Zapodaj linka do danych, jeśli można, zaoszczędzisz mi trochę czasu.
    Ludzie nie są pozbawieni dostępu do służby zdrowia. Mają ten dostęp utrudniony, Nawet jeśli znacznie, to jest to zasadnicza różnica.

    „Czepiasz się SOTTu, a nigdzie nie widziałam, żebyś zakwestionował oficjalne dane i informacje, mimo że część z nich była poważnie kwestionowana przez ludzi, którzy jakiś autorytet mają i nie kryją swojej tożsamości.”

    Naprawdę? Nigdy nie kwestionowałem „oficjalnych danych”!!??

    R. Anthony’ego na przykład, sama wyciagnęłaś, gdy nazywał wszystko „panicdemic”. Ale juz inne jego poglądy, na śmiertelność czy na środki zaradcze, spodziewam się, nie są po Twojej myśli. Zadałem sobie trud i przeanalizowałem całą jego „twórczość” online. To człowiek z tożsamością, wiedzą i doświadczeniem i nie kryje swojej krytyki tego co się dzieje, ale też nie krytykuje wszystkiego, jak leci. To taki argument autorytet na autorytet ( bez sensu, ale nie mój to miecz ;))

    No i różni się chyba w „receptach” na rozwiązywanie problemu…?

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 03:05

  18. „Polegasz na danych dostarczanych przez WHO”

    Biorę je pod uwagę.

    Za to nie zauważyłem, żeby sott.net kwestionował stosunek WHO do chińskich danych i włążenie Chińczykom w cztery litery. Zwlekali ładnych kilka cennych dni jeszcze w styczniu, żeby przyznać, że wirus przechodzi z człowieka na człowieka.
    I zawyli z oburzenia kiedy Trump zawiesił loty z Chin.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 03:18

  19. Zaprzestanie finansowania WHO przez USA, to chyba najlepsza decyzja Trumpa w kadencji.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 03:31

  20. Dlaczego wzięłaś dane od stycznia, skoro o epidemii wtedy jeszcze ani słychu, ani widu nie było, a taki szeroki przedział „spłaszcza” znacznie różnicę przypadająca na tydzień?

    Weź kilka ostatnich tygodni z analogicznymi tygodniami w hostorii. Przeciez to wtedy zaczęła rosnąć krzywa zachorowań wykładniczo.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 03:55

  21. @ Iza

    Pierwszy przypadek zgonu w NYC na Covid-19 stwierdzono w marcu, a Ty porównujesz okresy 1-4?

    Zobacz tutaj na krzywą zgonów na Covid-19. Zaczyna się ok 15 marca. 25 marca osiąga ponad 100 po raz pierwszy.
    Dane niekompletne, bo cały czas napływają.

    https://www1.nyc.gov/site/doh/covid/covid-19-data.page

    Jest niemożliwe, żeby zgony te były z jakichkolwiek innych przyczyn w stopniu znaczącym.

    Albo jeszcze inaczej. Biorąc Twoje dane, weź tę różnicę 5 tys. i rozłóż proporcjonalnie według tej krzywej pokazanej na wykresie, od 15 marca do 16 kwietnia, a dane się pokryją.

    Czy muszę za Ciebie odrabiać lekcje?

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 04:52

  22. Dane ze strony nyc.gov są w ujęciu dziennym, nie tygodniowym , a więc super dokładne. Argument „ściśnięcia” trochę w tę lub we wtę i opóźnienia – upada.
    Krzywa zgonów układa się w znaną epidemiologom krzywą, której by nie było, gdyby w grę wchodziły inne przyczyny.
    One nie są zaraźliwe ( w zdecydowanej wiekszości)

    Policzyłem też zgony dzień po dniu na piechotę. Ponad 8 tys potwierdzeń i podejrzeń 15mar-16kwi. A więc mamy dodatkowo 3 tyś różnicy i ona musi wynikać z różnic między styczniem a połową marca. Rzecz do sprawdzenia. Lub innych „lagów”, bo to raczej dane przedstawiane na lokalnych, bieżących i dotyczących bezpośrednio problemu stronach miejskich są bardzie akuratne, niż dane „centralne” w ujęciu tygodniowym, Szczególnie dla gorącego, ostaniego okresu.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 11:23

  23. Confirmed deaths: 9,101
    Probable deaths: 4,582
    Updated: April 20, 2.30 p.m

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 11:42

  24. Ponadto, jeżeli 16 kwietnia to środek tygodnia, a dane są tygodniowe, to raczej nie uwzględniaja ostatniego tygodnia.
    7 dni razy 400-500 zgonów dziennie i mamy brakujące 3 tys.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 11:48

  25. Przepraszam, że poza tematem.
    Zauważyliście pewnie, że gdy nie ma chmur niebo jest super błękitne.
    Żadnych smug bo samoloty są uziemione.
    Ciekawe jakich karkołomnych wyczynów umysłowych muszą dokonać „zwolennicy”
    smug chemicznych, żeby sobie wytłumaczyć brak oprysków.

    Komentarz - autor: ufoludek — 21 kwietnia 2020 @ 12:01

  26. @ Iza

    Ostatnia rzecz.
    Ten wykres z nyc.gov znany mi jest z Twittera od wielu dni, uaktualniany na bieżąco. BTW, na który zwracali uwagę lekarze, którzy mówiąc delikatnie, nie zgadzają się z „oficjalną narracją” zdrowotną w bardzo wielu kwestiach

    Stronę z wykresem z gazety zapodałem tylko dlatego, że było to dla mnie najszybsze w tamtym momencie.
    Zakładałem, że te dane są Ci znane, przynajmniem „rzuterm oka”, tak jak mi do tej pory. Po Twoim komentarzu przyjrzałem się im bliżej.

    TY wyciągasz dane tygodniowe za 1-4 i jescze radzisz mi, abym „odrobił lekcje”?
    Apples to apples!

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 12:18

  27. Dlaczego wzięłaś dane od stycznia, skoro o epidemii wtedy jeszcze ani słychu, ani widu nie było, a taki szeroki przedział „spłaszcza” znacznie różnicę przypadająca na tydzień?

    Dlatego, że takie dane dla NYC podaje źródło tabelki. Innych nie znalazłam. Może źle szukałam.

    122 miast 1962-2016, plik csv na stronie:
    https://catalog.data.gov/dataset/table-iii-deaths-in-122-u-s-cities/resource/b60db918-ab3c-435c-9118-5793fcb4445a

    Uważaj, bo tysiące są po amerykańsku oddzielone przecinkami. Jak użyłam przecinka jako separatora przy imporcie do Excela, to dane 4-cyfrowe rozjechały się na 2 kolumny.

    Komentarz - autor: iza — 21 kwietnia 2020 @ 12:53

  28. @ Iza

    Zwróć też uwagę na to, że przez ten miesiąc w NYC obowiązuje lockdown. I jeszcze raz – nie znamy dokładnej wartości Ro
    Mały wzrost z 2,3 do 2,4 na przykład, oznacza 3 krotną różnicę zakażeń!

    Ro 2,4 daje 30 milionów infekcji ostatecznie, a 2,1 – tylko 1 milion w USA ! Różnica gigantyczna.
    To sa te nieznane siłą rzeczy zmienne, które z jednej strony zmieniają modele w czasie, a z drugiej dają to, o czym wspominasz – niepewność.

    A kierowca, który zauważa, że coś się dzieje, zatrzymuje sie i sprawdza auto. Bez względu na to, kto spowodował potencjalną usterkę.A potem sprawdza auto przed „wciśnięciem gazu do dechy”.
    To jest własnie racjonalne działanie. Nawet wówczas, gdy ktoś właśnie na takie zachowanie liczy.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 13:01

  29. Dziadek znów siedzi na ławeczce u mnie. W masce. I to nie jest racjonalne działanie. To znaczy działanie dziadka jest, bo nie stać go na 500 zł. Ale działanie władz już nie.

    Zakres przeglądu auta i czas testów – to juz dostatecznie obszerna kwestia sporna. Ale samej konieczności przeglądu, moim zdaniem, kwestionowac nie sposób.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 13:27

  30. Na marginesie.
    U mnie w mieście funkcjonują SPM ZOZ-y, szpital miejski i jedna prywatna firma, która odstaje wyraźnie od innych prywatnych wielkością.

    W szpitalu i ZOZ-ach – burdel kompletny. Zero informacji konkretnej na www, a dodzwonić się nie można. Za to w prywatnej, na www sa dokładnie info, co funkcjonuje, co nie i opisane procedury. A w ogóle – większość poradni funkcjonuje i zabiegi się odbywają, oczywiście w specyficznym reżimie. W przeciwieństwie do pańśtwowych poradni, gdzie wszystko hurtem odwołano.

    Nie żebym z tego wyciągał jakieś daleko idące wnioski. Po prostu oips rzeczywistości chwilowej.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 14:02

  31. Z ciekawości też, sprawdziłęm u siebie liczbę pogrzebów 1.04 -24.04 ( dane podawane na kilka dni do przodu)
    Dokładnie taka sama ilosc w 2019 jak i w 2020. Dosłownie, co do „sztuki”.

    Komentarz - autor: Art — 21 kwietnia 2020 @ 14:20

  32. Art, widziałeś to?

    https://www.sott.net/article/432806-Global-Madness-The-Official-Numbers-Prove-COVID-19-is-Benign

    „Now, I found some oddities in the data. On the 5th of April, France’s daily ‚infections’ were 5 times higher (~25,000) than any other given day. On the 15th of April, France’s ‚infections’ were clearly revised 6,514 cases lower than the previous day. Since I only record the data once per day, this was glaringly obvious. The most alarming revision was of the US data for the 14th of April. On that day alone there was an increase of 127,306 cases, about 4 times higher than any other single day for the US. This number had been subsequently revised lower on the 15th of April, an overall decrease of 77,426 cases. Similarly, on the 14th of April, the entire world was tallied at 2,019,320 cases. This had been revised lower on the 15th of April to 1,973,715, a decrease of 45,605 cases on the previous day.”

    Jest tam więcej interesujących spostrzeżeń.

    Komentarz - autor: iza — 23 kwietnia 2020 @ 14:50

  33. Udowodnili nam i przede wszystkim sami się upewnili, że mogą z ludźmi zrobić co tylko zechcą.
    Teraz pewnie popuszczą trochę i znów przykręcą śrubę przed jakimś „finałem”.
    Strach się bać, co to nam się szykuje.
    Pożyjemy, zobaczymy.

    Tymczasem idę zapalić. 🙂

    „Czy nikotyna pomaga w walce z infekcją koronową?

    Palacze byli uważani za grupę absolutnego ryzyka – do tej pory. Ale nowe badanie pokazuje, że bardzo niewielu palaczy zapada na Covid-19. Naukowcy podejrzewają, że nikotyna może spowolnić proliferację komórek wirusa i rozpoczynają testy. Ale rozpoczęcie palenia teraz nie jest dobrym pomysłem.

    Podczas badań nad nowym koronawirusem francuscy naukowcy dowiedzieli się o potencjalnie ochronnym działaniu nikotyny. Założenie opiera się na niewielkiej liczbie palaczy wśród pacjentów Covid-19 – według kilku badań na całym świecie odsetek ten wynosi od 1,4 do 12,5 procent. Dlatego też szpital La Pitié-Salpêtrière w Paryżu wkrótce zbada zarówno profilaktyczne, jak i terapeutyczne działanie plastrów nikotynowych.

    Nowe badanie z Francji zapewnia bardziej precyzyjny obraz: z 500 pacjentów Covid 19 – w tym 350 osób leczonych w szpitalu i 150 pacjentów z łagodnym przebiegiem choroby – tylko pięć procent palaczy , wyjaśnił Zahir Amoura, dyrektor badania i profesor chorób wewnętrznych. To o 80 procent mniej palaczy wśród pacjentów Covid niż w ogólnej populacji w tym samym wieku i tej samej grupie płci.

    Czy palacze są mniej podatni ?

    „Hipoteza jest taka, że ​​nikotyna przylega do receptorów komórkowych wykorzystywanych przez koronawirusa, zapobiegając w ten sposób przyleganiu wirusa”, mówi profesor Jean-Pierre Changeux z Institut Pasteur i Collège de France. Zapobiega to przedostawaniu się wirusa do komórek i rozprzestrzenianiu się w organizmie.

    Według profesora Amoury w badaniu zostaną wykorzystane różne dawki plastrów nikotynowych, aby dowiedzieć się, czy na przykład pielęgniarki mogą być chronione za pomocą plastra jako środka zapobiegawczego, a pacjenci go leczeni. Jednak francuski minister zdrowia Olivier Véran musi jeszcze dać badaniu zielone światło.

    Zdaniem naukowców fakt, że dany receptor komórkowy odgrywa rolę w rozprzestrzenianiu się wirusa, może również wyjaśniać różnorodność objawów Covid-19, w tym utratę węchu i zaburzenia neurologiczne. Niemniej jednak ludzie nie powinni teraz spieszyć się do sklepów z wyrobami tytoniowymi, ponieważ palenie stanowi zagrożenie dla zdrowia, ostrzegają naukowcy.

    Źródło: ntv.de, jpe / AFP

    Tłumaczenie z http://www.DeepL.com/Translator (wersja darmowa)”

    Tłumaczenie z tłumaczenia, ale da się zrozumieć.

    Komentarz - autor: ufoludek — 23 kwietnia 2020 @ 15:58

  34. Mam takie zestawienie.
    Z tego filmu rozumiem, że 5G jako technologia nie może nam za bardzo zaszkodzić.

    Natomiast po wysłuchaniu tej audycji na „ntv” zwróćcie uwagę na możliwości jej wykorzystania.
    Chodzi o patent 060606 pod koniec programu.

    Mam nadzieję, że nie zaśmiecam.😎

    Komentarz - autor: ufoludek — 24 kwietnia 2020 @ 18:07

  35. @ Iza

    Myślę że to wierzchołek góry lodowej. Z czasem będzie wychodzić na jaw coraz więcej „nieścisłości”.
    Może to kwestia „walidacji” testów i zwykłe wykrycie przypadków false positive po powtórnych testach?
    Pytanie pojawia się natychmiast, czy to wynik najogólneij pojętego sytuayjnego chaosu, czy ktoś tu miesza specjalnie. Skutkiem mniejszej liczby wykrytych przypadków jest wieksza śmiertelność wśród tych przypadków. Wieksza śmiertelność to czynnik, którym można straszyć.

    Interesujące są doniesienia o samym wirusie.
    O wczesnych, nieobserwowanych przez ludzi symptomach. Np znacznie mniejsza saturacja krwi niż u zdrowego człowieka na długo przed tym, zanim pojawią się jakiekolwiek objawy. To jest definitywnie coś, co odróżnia ten wirus od działania wirusów grypy i będącego pośrednim następstwem ich działania zapalenia płuc. Mechanizm też jest interesujący.
    Człowiek jeszcze nie ma objawów, a płuca już są niszczone, co wychodzi na zdjęciach RTG.
    Zwykły pulsoksymetr na palec za kilkadziesiąt złotych może wykryć wcześnie, że coś się dzieje.
    To ma swoje następstwa. Np nieskuteczność leczenia gdy do szpitala trafia pacjent z saturacją bliską 50%. Czy też za wczesne podłączanie do inwazyjnej wentylacji, gdy nie w dostarczonym z zewnątrz tlenie tkwi problem.

    Kompetnie też nie rozumiem dlaczego nie podkreśla się faktu, jak ważna jest dawka wirusa i powtarzalność przenoszenia dla zaistnienia infekcji ( replikacji wirusa) i oczywiście dla ostatecznych skutków infekcji.
    W mediach podnosi się sam zero-jedynkowy aspekt przenoszenia wirusa.
    Im przecież te parametry są większe, tym bardziej prawdopodobny jest gorszy rezulrat dla coraż zdrowszych ludzi.
    Lekarze są tu oczywistym przykładem.
    Ale jest i druga strona tego samego medalu. Odwrotnie, im te parametry są mniejsze, tym mniejsze ryzyko.
    Ryzyko rozwoju infekcji w wielu codziennych interakcjach, np podczas mijania się na ulicy, nawet jeśli oddycha się głębiej i szybciej ( szybki spacer, bieg, jazda na rowerze, itp) jest bliskie zera. Maski są więc w takich sytuacjach niepotrzebne.

    I tutaj dochodzimy do kwestii, czy państwo może usprawiedliwiać swoje opresyjne działania np ułatwieniem pracy policji, jak się wyraził Morawiecki. Przecież nawet członkowie rodzin mieszkających ze sobą, mają chodzić w oddaleniu od siebie, bo to ułatwia pracę policji. To ma być argument?

    Problem jest bardziej ogólny, bowiem działania rządów w ogóle, biorą oczywistą poprawkę na głupotę ludzką.
    Która skądinąd jest faktem przecież. Ale stoi to w jawnej sprzeczności z deklarowanym publicznie zachwytem dla „odpwiedzialności” i „roztropności” ludzi. A więc wybrzmiewa oczywisty fałsz.

    Komentarz - autor: Art — 25 kwietnia 2020 @ 10:58

  36. W przypadku grypy w Polsce 2018/19
    Liczba zgonów na grypę w stosunku do potwierdzonych przypadków grypy ( testem na obecność wirusa)

    150 / 368 a więc 40,7 % !! 😉

    Liczba zgonów na grypę w stosunku do podejrzeń zachorowań na grypę

    150 / 4491879, a więc 0,0033%

    To jest ta skala, która pozwala mediom na bełkot powszedni. Ale jednoczęśnie testowanie ma małe znaczenie kliniczne, bowiem postępowanie się nie różni między objawami, a faktyczną infekcją.

    W przypadku sars-cov-2 może być inaczej.

    Komentarz - autor: Art — 25 kwietnia 2020 @ 11:42

  37. @ Ufoludek

    W przypadku palenia odróżniłbym jednak kilka istotnych elementów:

    1. Istotna jest nikotyna, a nie palenie.
    2. nikotyna jest trucizną, rzecz więc w dawce, którą można uznac za profilaktyczną,

    Z tego, że nikotyna może utrudniac wirusowi zadanie, bynajmniej nie oznacza, że można usprawiedliwiać palenie kilknastu/kilkudziesięciu papierosów dziennie „profilaktycznie”. Czy nawet ekwiwalentu w czystym tytoniu.

    Parafrazując, to jak różnica między rytualną i niecodzienną „fajką pokoju”, a fajakmi codziennego niepokoju 😉

    Jeszcze inną kwestią jest dawka w stanach nadzwyczajnych. Zawsze lepiej byc trochę podtrutym ( skutek uboczny), niż martwym 😉 Co nie zwalnia przed nieuwzględnianiem skutków ubocznych na co dzień.

    Komentarz - autor: Art — 25 kwietnia 2020 @ 13:55

  38. @ Ufoludek

    Nie wnikałem bardzo dokładnie w temat, ale zakładam, że to przyklad konsekwencji działania „J lub U – kształtnych”, gdzie optymalna dawka może być ponadto uzależniona od wielu czynników genetyczno–patologiczno-metabolicznych.
    Realnie np pomiedzy jednym skrętem raz na kilka dni, a kilkoma dziennie.

    Z drugiej strony zarówno mechanizm negatywnego oddziaływania na płuca jak i „adjustowana” statystyka są znane.
    I nie sposób tego odrzucać, nawet wtedy, gdy pojawiają się takie bzdury jak „czarne płuca palacza po zapaleniu papierosa”.

    Komentarz - autor: Art — 25 kwietnia 2020 @ 14:19

  39. Weź po uwagę także to, że efekt „J” moze dotyczyć nie tylko jednej choroby czy zespołu chorób ( np ogólnie – chorób płucnych), ale miec wpływ na inne choroby. Np miażdzycę czy choroby neurologiczne.
    Mechanizm wpływu palenia na miażdzycę znam.

    Ale znów, miażdżyca z efektem śmiertelnym w teoretycznym wieku 150 lat – nie ma praktycznego znaczenia. Nie dotyczy to ani mnie, ani nikogo innego.

    Rzecz w tym, aby wszystkie czynniki, których są setki, spróbować sprowadzić do wspólnego mianownika w celu optymalizacji. Ba, mianownika chwilowego i zmiennego w czasie. Trudne i obarczone ryzykiem błedów.
    Dlatego tak fascynujące 😉

    Komentarz - autor: Art — 25 kwietnia 2020 @ 15:03

  40. To wszystko prowadzi do ogólengo problemu. Różnicy między „life span”, a „health span”.
    I tutaj się zgadzam z „memento mori”.
    Inaczej mówiąc, jestem za optymalizacją jakości życia ( sprawność umysłowa połączona z jak najdłuższą sprawnością fizyczną) a nie długości. Tak właśnie jest definiowane „zdrowie”.
    Długość życia tylko wtedy, gdy nie stoi w sprzeczności z pierwszym.

    ” Drop dead healthy” 😉

    Komentarz - autor: Art — 25 kwietnia 2020 @ 15:29

  41. Przy czym to siłą rzeczy i póki co – deklaracje tylko. Czas wszystko zweryfikuje.

    Komentarz - autor: Art — 25 kwietnia 2020 @ 15:36

  42. @ Ufoludek

    Anegdotalne przykłady zawsze znajdziesz zarówno na potwierdzenie, jak i zaprzeczenie.

    Bertrand Russell na przykład utrzymywał, że fajka uratowała mu życie. Podczas katastrofy samolotu, którą przeżył, był w nienaruszonej części dla palących 😉

    Niemniej jednak przeżył 98 lat, a o jego paleniu ktoś napisał: „He declared that he had smoked during every waking hour of his adult life.”

    Sam Russell napisał esej ” How to get old”.Kilka fragmentów

    An individual human existence should be like a river: small at first, narrowly contained within its banks, and rushing passionately past rocks and over waterfalls. Gradually the river grows wider, the banks recede, the waters flow more quietly, and in the end, without any visible break, they become merged in the sea, and painlessly lose their individual being.”

    O starzeniu się:

    This, I think, is the proper recipe for remaining young. If you have wide and keen interests and activities in which you can still be effective, you will have no reason to think about the merely statistical fact of the number of years you have already lived, still less of the probable shortness of your future.

    O zdrowiu:

    As regards health, I have nothing useful to say as I have little experience of illness. I eat and drink whatever I like, and sleep when I cannot keep awake. I never do anything whatever on the ground that it is good for health, though in actual fact the things I like doing are mostly wholesome.

    Komentarz - autor: Art — 25 kwietnia 2020 @ 21:51

  43. Zdaje się, że przez pomyłkę stworzyłem nowe słowo: „anegdotalne” 😀
    Ale podoba mi się. Jest w nim jakaś „totalność”, z kórą ludzie wyciągają wnioski z anegdotycznych przykładów 😉

    Komentarz - autor: Art — 25 kwietnia 2020 @ 22:01

  44. @Art
    Dzięki za Twoje komentarze.
    Jeśli chodzi o palenie, to trudno o optymalizowanie dawki nikotyny i innych substancji „towarzyszących”, jeśli jest się uzależnionym palaczem.
    Tak jest w moim przypadku.
    Podziwiam natomiast moją żonę, która może sobie zapalić dla towarzystwa kilka razy w tygodniu.

    Cytat z Russella, o rzece rozpływającej się w morzu – raczej bliżej mi do krystalizacji prawdziwego niepodzielnego JA (nauki Gurdżijewa, Gnoza Murawiewa) jako zwieńczenie życia.
    Zamiast rozpłynięcia w morzu świadomości 🤔

    Komentarz - autor: ufoludek — 26 kwietnia 2020 @ 15:17

  45. @ Ufoludek

    Russell uważał siebie za ateistę, więc jego opis jest bardziej poetycki, niż odnoszący się do rzeczywistości.

    Różnym ludziom jest bliżej do różnych wiar, ale wiara wiarą pozostanie.
    Choćby ne wiem jak bardzo próbowali nazywać ją inaczej.

    Pytanie zasadnicze: czy substancja albo produkt, który uzależnia, mogą być „dobre”? Dla tego konkretnie człowieka, bo niekoniecznie muszą uzależniać kogoś innego.
    Russel palił jak smok i wątpię czy mógłby odstawić fajkę. Cokolwiek o tym by nie napisał.

    „….though in actual fact the things I like doing are MOSTLY wholesome.”

    Ciekawe co miał na myśli jako dopełnienie „mostly wholesome”? 😉

    Komentarz - autor: Art — 27 kwietnia 2020 @ 00:39

  46. @ Ufoludek.

    Ludzie, którzy wygrali los na loterii i zestawem swoich bazowych genów czy szlaków metabolicznych, znajdują się na „rondzie kapelusza rozkładu”, będą żyć dłużej w stosunku do średniej i jeden czynnik może tego nie zmienić.

    Niemniej jednak, być może Russell dożyłby 110 lat, gdyby nie palił…
    U wiekszości ludzi są to bardziej „przyziemnie” liczby. Różnica między 80, a 70 na przykład.

    BTW, piszą, że Russell zmarł na grypę. Ciekawe czy zrobili mu test..? 😉

    Komentarz - autor: Art — 27 kwietnia 2020 @ 01:05


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: