PRACowniA

22 stycznia 2018

Porozmawiajmy o pieniądzach

Filed under: Różne — iza @ 07:30
Tags:

Herstoryk
20 stycznia 2018

Od 11 września 2001 roku Stany Zjednoczone i ich kraje satelickie toczą tzw. „Długą Wojnę” z „terrorem/terroryzmem” i islamizmem, a „cały świat jest polem bitwy” [1]. Nie będę tu się rozwodził nad absurdem toczenia wojen z taktyką i ideologią, pisałem już na ten temat wiele razy. Zajmę się natomiast wyjaśnieniem, kto korzysta z „Długiej Wojny” i ile ona kosztuje.

Jak wynika z wypowiedzi amerykańskich przywódców politycznych i wojskowych, wojna będzie „długa” (czyli bezterminowa), gdyż nie istnieje żadna przewidywalna data jej zakończenia, nie ma też żadnego precyzyjnie określonego wydarzenia, skutku, czy celu politycznego wyznaczonego jako warunek zakończenia wojowania. Padały i padają różne bombastyczne i ogólnikowe obietnice, jak np. zwalczenia „zła” przez G.W. Busha, „zmuszenia do ucieczki Al-Kaidy” i „osłabienia i wyniszczenia Daesz/ISIS” przez Obamę, czy obiecywane w kółko „ustabilizowanie Afganistanu i Iraku”. Żadna nie została spełniona, zresztą USA i ich wasale są zamieszani w tyle innych konfliktów, że nawet gdyby udało im się np. ustabilizować Afganistan, wojny toczyłyby się dalej.

Nie będę się tu zajmował ludzkimi kosztami tych konfliktów – setkami tysięcy zabitych na Bliskim Wschodzie cywili, milionami uchodźców i problemami, które tworzą. Pominę też koszty zniszczonej w krajach na celowniku Stanów Zjednoczonych infrastruktury oraz sumy chcąc nie chcąc wydawane na uczestnictwo w amerykańskich wojnach przez wasali Hegemona. Nie będę też się rozwodził nad kosztami finansowymi i społecznymi spowodowanymi przez wielomilionową falę uchodźców wewnętrznych i zewnętrznych z Bliskiego Wschodu i Afryki, uciekających przed konsekwencjami „długiej wojny”. Skoncentruję się natomiast na finansach wojennych USA, bo to one są jej motorem napędowym. Jak powszechnie od dawna wiadomo, fundamentem polityki są pieniądze, a zatem analiza ich przepływu może pomóc w zrozumieniu prawdziwych motywów „szerzenia wolności i demokracji” przez Amerykę i toczenia „długiej”/bezterminowej wojny.

Płynie rzeka zielona

Jak w tej piosence kabaretowej z czasów Solidarności. Otóż w latach 2001 – 2017 USA wydały na swe wojny i na „bezpieczeństwo domowe” ponad 4 biliony (anglosaskie tryliony)  dolarów. Różne źródła podają sumy od 3 do 6 bilionów, za podstawę mych rozważań przyjąłem więc z lekka środkowe cztery. Są to sumy przybliżone, bo po pierwsze wydatki na cele związane z wojnami są księgowane przez różne departamenty rządowe, często w kategoriach nie mających otwartego związku z armią i wojnami, po drugie pewna ich część to tzw. „czarne” (czyli utajnione sumy), po trzecie wreszcie, bo nie obejmują bieżących i przyszłych pośrednich i długoterminowych kosztów wojowania.

Bilion to jednak tylko słowo, określające sumę, która jest trudna lub nawet niemożliwa do ogarnięcia dla przeciętnego umysłu. Oto kilka ilustracji, które mogą w tym dopomóc:

  • Bilion to jedynka z dwunastoma zerami – 1.000.000.000.000.
  • Bilion to milion milionów.
  • 4 Biliony jednodolarowych banknotów, ułożonych jeden na drugim sięgałyby Księżyca (ok. 240 tysięcy kilometrów) [2].
  • Gdyby wydawać te 4 biliony
    • po milionie dolarów dziennie, zajęłoby to blisko 11 tysięcy lat – 10.996.
    • po tysiącu, potrzebne byłoby ponad 10 milionów lat.
    • po setce – ponad 100 milionów lat.

Komu złote rybki, komu

Kto jednak łowi najwięcej złotych rybek w tej wyciśniętej z podatników rzece „zielonych”? Odpowiedź jest bardziej skomplikowana, niż się to wydaje. Lista oczywistych odbiorców wojennej rozrzutności obejmuje bowiem nie tylko „typowych podejrzanych” czyli:

  • koncerny zbrojeniowe wraz z ich subkontraktorami
  • stały korpus oficerski i regularne armie najemnych obecnie żołnierzy zwerbowanych przez państwo oraz ich służb pomocniczych
  • wciąż rosnące w liczebność i uprawnienia służby wywiadowcze i bezpieczeństwa
  • miliony szeregowych cywilnych amerykańskich pracowników, obsługujących gigantyczną maszynę wojenną, ale oni tylko zarabiają w ten sposób na życie

ale też działające w cieniu liczne prywatne firmy, robiące po cichu kokosy na zatrudnianiu co najmniej kilkudziesięciu tysięcy wojennych najemników i sprzedawaniu ich „usług” rządowi USA.

Przyjrzyjmy się po kolei największym beneficjentom

Koncerny zbrojeniowe [3]:

Oto wykaz czystych zysków siedmiu największych, tylko w 2016 r., tylko z produkcji i sprzedaży uzbrojenia:

  1. Lockheed Martin, USA – 43,5 mld USD
  2. Boeing, USA – 29,5 mld USD
  3. BAE Systems, Wlk. Brytania – 23,6 mld USD (większość ich produkcji na terenie USA).
  4. Raytheon, USA – 22, 4 mld USD
  5. Northrop Grumman, USA – 20,2 mld USD
  6. General Dynamics, USA – 19,7 mld USD
  7. Airbus, Holandia/Francja – 12,3 mld USD

Armia i jednostki specjalne

Liczebność personelu armii USA (w aktywnej służbie i rezerwie) oceniana jest na ok. 2,4 miliona [4]. Średnia płaca aktywnych, łącznie z dodatkami to ok. 58 tysięcy USD rocznie [5].

Po roku 2001 (9/11) nastąpiła gwałtowna rozbudowa sił specjalnych. I tak np. liczebność elitarnych komandosów – Zielonych Beretów, wzrosła w tym czasie od kilku do ok. 70 tysięcy i działają oni obecnie, wraz z innymi oddziałami specjalnymi, w 172 ze 190 krajów świata [6]. Płace i premie są oczywiście wyższe niż w innych formacjach.

Służby wywiadowcze i bezpieczeństwa

Dane dot. ich liczebności i zarobków są trudno dostępne i mało precyzyjne z powodu tajemnicy okrywającej kwestie „bezpieczeństwa narodowego”.

Jednakże wiadomo, że ok. 4 milionów obywateli USA ma obecnie certyfikat dostępu do informacji najwyższego stopnia tajności [7]. W latach 2001 – 2013 Stany Zjednoczone wydały na działalność wywiadowczą i inwigilację ok. 500 mld USD. Łączny budżet Narodowego Programu Wywiadowczego i Wojskowego Programu Wywiadowczego w roku 2016 to 70,7 miliarda dolarów [8], więcej niż najwyższa suma wydawana rocznie na ten cel podczas Zimnej Wojny, gdy USA miały do czynienia z atomowym supermocarstwem, a nie, jak teraz, z uzbrojonymi w Kałasznikowy i granatniki partyzantami-terrorystami.

Koszty śledzenia jednej osoby 24/7 przez cały rok są bardzo wysokie, ok. 6 mln USD. Ogranicza to wydatnie, ze względów finansowych, możliwości inwigilacyjne państwa. Jak się ocenia, amerykańskie Federalne Biuro Śledcze analizowało w latach 2001 – 2015 ponad 10 milionów poszlak. Nawet przy zastosowaniu najnowszych technologii, inwigilacja jest jednak fragmentaryczna, losowa i nieprecyzyjna. Dlatego też rezultaty były znikome, zaledwie ok. 100 przewodów sądowych rocznie w USA, w przytłaczającej większości dot. błahych lub zachciankowych „terrorystów”, często „podkręconych” przez prowokacje FBI. Równocześnie w wyniku zamachów terrorystycznych w latach 2001 – 2015 traciło rocznie życie zaledwie średnio 1 – 2 obywateli USA i Francji (nieco więcej w Wlk. Brytanii), a dla przeciętnego mieszkańca Zachodu statystyczne prawdopodobieństwo śmierci z rąk terrorystów to ok. 1 na 8 milionów [9]. A zatem coraz szersza i bardziej kosztowna inwigilacja ma w praktyce niedostrzegalny wpływ na mikroskopijny zasięg zagrożenia, sprzedaje się jednak doskonale zastraszonym propagandą wyborcom.  Dlatego wydatki na nią wciąż rosną, a pieniądze są bogatym wypasem dla setek tysięcy biurokratów, „analityków”, „ekspertów”, agentów, szpicli i prowokatorów, stworzonym z jednej strony przez polityczną retorykę podżegaczy wojennych i populistycznych „obrońców ojczyzny” oraz propagandę sprzymierzonych z nimi koncernów medialnych, z drugiej – przez zasiane w ten sposób obawy.

Najemnicy

Zamachy 9/11 i wzniecone w odpowiedzi wojny drastycznie przyspieszyły prywatyzację akcji militarnych USA. W Afganistanie „kontraktorzy” stanowili ok. 70% sił amerykańskich, w Iraku ok. 50%. W 2010 r. Pentagon wydał na najemników 366 mld USD. Od tego czasu ich rola nie tylko nie zmalała, ale wręcz wzrosła, bo za każdym razem, gdy rząd USA głośno proklamuje redukcje amerykańskich wojsk w „wyzwalanych dla demokracji krajach”, zastępuje je po cichu rzeszami najemników, zatrudnianych przez prywatne firmy w rodzaju Academi Inc. (dawniej Blackwater) [10]. Używanie prywatnych najemników ma ogromną wartość propagandową – polegli z regularnej armii rządowej muszą być celebrowani przez media i rodziny, zabitych najemników grzebie się po cichu.

Alternatywy

Jak się jednak mają koszty amerykańskich wojen do finansów i dochodów w krajach napadanych, atakowanych czy okupowanych przez Stany Zjednoczone? Oto jak wygląda, wg. Wikipedii, tabela rocznego Produktu Krajowego Brutto na głowę mieszkańca:

Irak Populacja 25 mln PKB/na osobę $5695,7
Libia Populacja 6 mln PKB/na osobę $5449,03
Syria Populacja 22 mln PKB/na osobę $1700,39 (dane za 2010)
Afganistan Populacja 33 mln PKB/na osobę $1739,6
Jemen Populacja 28 mln PKB/na osobę $679,7
Łącznie  114 mln Średnia PKB     $3052,9

Otóż gdyby podzielić te 4 biliony pomiędzy wszystkich 114 mln mieszkańców tych krajów, od niemowlaków do staruszków, każdy dostałby 35136,4 USD na głowę, ponad dziesięcioletni średni dochód, albo, dla Jemeńczyka na dnie tabeli, dochód za 51 lat. Gdyby rozdzielić te pieniądze pomiędzy wszystkich uchodźców świata – ich liczbę ocenia się na 66 mln, każdy jeden dostałby ponad 60 tysięcy dolarów.

Jak wyliczył kiedyś znany ekonomista Jeffrey Sachs [11], do zlikwidowania skrajnej nędzy na całym świecie wystarczyłoby wydawać 175 mld USD rocznie przez 20 lat. Czyli w sumie ok. 3,5 biliona. Gdyby więc USA zamiast na prowadzenie swych bliskowschodnich kolonialnych wojen i finansowanie związanego z nimi państwa policyjnego w domu, przeznaczyły pieniądze na likwidację światowej nędzy, zostałoby im w kieszeni co najmniej 500 miliardów, i, optymistycznie rzecz biorąc, skończyły by się bliskowschodnie wojny, a także zalew uchodźców, terroryzm i głód. Wymagałoby to jednak rozmontowania w USA machiny „warfare state” – Państwa Dobrobytu Wojennego, którego gospodarka opiera się w znacznym stopniu na jedynej znaczącej gałęzi produkcji pozostawionej w kraju – broni, i na wojnach, które zapewniają jej zbyt. W którym dobrobyt i zarobki milionów ludzi-wyborców pochodzą z pracy dla gigantycznej maszyny wojennej i wywiadowczej. W którym największe zyski dla 1% mogą pochodzić, poza spekulacjami finansowymi, z wojen i ich obsługi.

Taka drastyczna zmiana kursu jest jednak w praktyce niemożliwa i wymagałaby albo rewolucji, albo bankructwa obecnego systemu.

Podsumowanie

Toczone obecnie, w znacznym stopniu na kredyt, wojny USA i ich satelitów z „terroryzmem” i islamizmem są w gruncie rzeczy gigantycznym syfonem, ciągnącym rzekę pieniędzy z kieszeni dzisiejszych i przyszłych podatników. Większość tych pieniędzy trafia do wielkich korporacji, generalicji i mniejszych, wyspecjalizowanych w czerpaniu zysków z wojen firm. Część ląduje ostatecznie w funduszach wyborczych i kieszeniach polityków, którzy nadają kierunek działaniom państwa. Biorąc pod uwagę klęskę wszystkich amerykańskich interwencji zbrojnych i zerową szansę na ich ostateczne powodzenie, należy dojść do wniosku, że służą one przede wszystkim beneficjentom płynących z nich zysków, kosztem reszty społeczeństwa i ofiar, czyli są prywatyzacją zysków i nacjonalizacją kosztów. W podsumowaniu, rządzącym oligarchiom toczenie bezterminowych wojen przynosi tylko korzyści i nie mają one żadnej motywacji, żeby je zakończyć.

 

[1] Jeremy Scahill „Dirty War: The World is a Battlefield”,
[2] Stacking One Trillion Dollars
[3] DefenseNews, Top 100 Defense Companies
[4] Global Fire Power, 2017 United States Military Strength
[5] PayScale, Average Salary for U.S. Army Employees
[6] Nick Turse i Tom Engelhardt, A Wider World of War
[7] Antony Loewenstein „The Disaster Capitalism: Making a Killing out of Catastrophe”,
[8] Wikipedia, United States intelligence budget
[9] Canberra Times, Fear and budgets: scrutinising the costs of counterterrorism
[10] Military,com, 10 Things You Don’t Know About Mercenaries
[11] Vision of Earth, How much would it cost to end extreme poverty in the world?

Komentarz Pracowni:

Tyle wynika z danych oficjalnych. Nikt nie wie, na co DoD wydaje pieniądze, nawet sam Pentagon, który od dawna jest znany z notorycznego nierozliczania się ze swoich funduszy i kuchcenia swoich ksiąg rachunkowych. Na przykład mniej więcej półtora roku temu było głośno o audycie, który stwierdził brak udokumentowania wydatków na kwotę 6,5 biliona dolarów (działający link do raportu inspektora gen. DoD).

Zob. też:
Amerykańskie wojsko wykorzystuje MFW i BŚ do ,,prania” 85% swojego czarnego budżetu

The US War on Terror Has Cost $5 Trillion and Increased Terrorism by 6,500%

Reklamy

21 stycznia 2018

Wstrętna, arogancka, imperialistyczna Ameryka w Syrii

Joe Quinn
Sott.net
15 stycznia 2018 19:39 UTC

© AP Photo/ Hammurabi’s Justice News — Wykorzystując kluczowe zasoby, po jednym dżihadyście na raz: oddziały amerykańskie gdzieś w północno-wschodniej Syrii, lipiec 2017 roku.

Kiedy amerykański rząd, czy głębokie państwo, po raz pierwszy zdecydował (circa 2006), że w Syrii konieczna jest „zmiana reżimu” – przede wszystkim jako droga do zakończenia konfliktu w Iranie – postanowił (wraz z sojusznikami z Zatoki Perskiej i Izraelem) użyć do walki sił zastępczych w postaci dziesiątek tysięcy dżihadyjskich najemników wraz z frakcjami kurdyjskimi, wyposażonych w broń dostarczoną przez USA, łącznie ze szkoleniami. Celem było zniszczenie syryjskiego wojska, obalenie demokratycznie wybranego rządu Asada i zainstalowanie tam wasalskiej administracji. Przykrywkę dla tego imperialnego podboju zapewniło zainicjowanie w 2011 roku „kolorowej rewolucji”, która miała niewielkie poparcie wśród Syryjczyków – wbrew zachodniej propagandzie medialnej – po czym rozpoczęła się zastępcza wojna.

Latem 2015 r. projekt był bliski osiągnięcia założonych celów: Syryjska Armia Arabska był mocno przyciśnięta i o włos od poniesienia klęski. Jednak pod koniec września 2015 r. w konflikt włączyło się wojsko rosyjskie i w ciągu ostatnich dwóch lat rozgromiło wspierane przez Zachód siły zastępcze i zdecydowanie przechyliło szalę na korzyść Syryjskiej Armii Arabskiej, zapewniając tym samym bezpieczeństwo rządowi Asada. Można by pomyśleć, że USA, których plany w Syrii zostały udaremnione, zgrabnie się ukłonią, ale mówimy tu o „wyjątkowym kraju”, który nie zna ani nie uznaje porażki.

Fakt rosyjskiego zaangażowania w Syrii zniweczył jednak imperialistyczny plan zmiany reżimu, więc imperium zmuszone było odwołać się do „planu B”, który obejmował wykorzystanie resztek sił zastępczych do zajęcia jak największej części północno-wschodniej części Syrii z zamiarem ostatecznego uznania jej za „niepodległe państwo”, być może zawierające w swojej nazwie słowo „kurdyjskie” albo kombinacje kurdyjskiego z jakimiś innymi „buntowniczymi” i plemiennymi frakcjami.

(more…)

13 stycznia 2018

Pakistan i Afganistan – epicentra geopolitycznej intrygi

Filed under: Polityka — iza @ 19:58
Tags: ,

Chris Kanthan
Sott.net
9 stycznia 2018 15:01 UTC

Polityka zagraniczna USA coraz bardziej przypomina ostatnią scenę z filmu „Człowiek z blizną”. Po Korei Północnej, Rosji, Chinach, Wenezueli, Mjanmie, Syrii, Hezbollahu, Palestynie i Iranie ostatnio na celowniku globalistów znalazł się Pakistan. Jednak, jak zwykle, ta historia różni się od oficjalnej propagandy. Prawdziwym, pomijanym milczeniem, powodem tego przedstawienia jest antychińska strategia Ameryki, przeanalizujmy więc jego szerszy kontekst.

Oficjalnie USA obrały sobie Pakistan za kozła ofiarnego i obarczają go winą za terroryzm w Afganistanie. Zgodnie z uporczywie powtarzaną mantrą siatka terrorystyczna talibów i ugrupowania Hakkaniego wślizguje się z Pakistanu i przeprowadza w Afganistanie ataki na amerykańskich żołnierzy. Chociaż jest w tym trochę prawdy, nierzetelni eksperci zupełnie ignorują fakt, że w tej chwili 40% obszaru Afganistanu jest kontrolowane przez talibów.

Po 17 latach obecności USA w tym kraju, 2300 poległych amerykańskich żołnierzy i 20 tysiącach innych, którzy zostali ranni, oraz po wydaniu przez Stany Zjednoczone 800 miliardów dolarów… talibowie są silniejsi niż kiedykolwiek dotąd. W samym tylko roku 2017 talibowie zabili ponad 10 tysięcy afgańskich żołnierzy i policjantów. W kraju, gdzie 70% dorosłych nie umie czytać ani pisać, a ponad jedna trzecia populacji żyje w skrajnym ubóstwie – za mniej niż 2 dolary dziennie – nie jest trudno zwerbować bojowników i terrorystów-samobójców.

(more…)

9 stycznia 2018

Kult śmierci terrorystów MEK – poznajcie waszyngtońską „irańską opozycję”

Niall Bradley
Sott.net
5 stycznia 2018 21:42 UTC

© Mohammad ALI MARIZAD / AFP – Prorządowa demonstracja w irańskim świętym mieście Kom, 3 stycznia 2018 r.

Kiedy setki tysięcy Irańczyków wychodzą na ulice, by wyrazić wsparcie dla swojego rządu i sprzeciwić się niedawnym brutalnym demonstracjom w kraju, główny dowódca irańskiego Korpusu Strażników Rewolucji Islamskiej (IRGC) informuje, że zamieszki, jakie miały miejsce w kilku irańskich miastach w ciągu ostatniego tygodnia, są obecnie pod kontrolą. Stwierdzając, że „naród irański stał się celem ataku z powodu swojego oporu wobec USA i ich sługusów oraz wsparcia dla uciskanych narodów na całym świecie”, generał major Mohammad Ali Dżafari dodał, że „wielu spośród aresztowanych wichrzycieli, którzy byli w centrum prób wywrotowych, zostało przeszkolonych przez kontrrewolucjonistów i terrorystyczną organizację Mudżahedin-e Khalq” [MKO/MEK – Organizacja Mudżahedinów Ludowych Iranu aka Narodowa Rada Ruchu Oporu Iranu].

Podczas wczorajszej rozmowy z prezydentem Francji Macronem prezydent Rouhani wezwał Francję do zaprzestania goszczenia u siebie organizacji MEK, która od czasu ucieczki przywódców z Iranu po rewolucji w 1979 roku ma swoją siedzibę w Paryżu. Macron nie potwierdził poparcia swojego kraju dla MEK, ale wezwał USA, Arabię Saudyjską i Izrael do uspokojenia ich agresywnej retoryki. Tak jak Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka karmi zachodnie media fałszywymi danymi na temat wydarzeń w Syrii i podobnie jak Turcja, która ma problem z piątą kolumną siatki Gulena, działającej z terenu USA, tak Iran musi zmagać się z szemraną organizacją emigrancką, którą w 2012 roku Hillary Clinton usunęła z amerykańskiej listy organizacji terrorystycznych.

Amerykańskie media, niezrażone czystą fantazją, że w kraju, w którym odbywają się regularne wybory, może pojawić się „demokratyczna rewolucja”, pełną parą „katapultują propagandę” przeciwko irańskiemu „islamskiemu reżimowi”. Wczoraj Fox News gościł na antenie Alirezę Dżafarzadeha, zastępcę dyrektora waszyngtońskiego biura MEK, który wezwał rząd Trumpa do nałożenia paraliżujących sankcji (zapewne dodatkowych, dołożonych do już istniejących) i uznania jego organizacji za nowy rząd Iranu.

(more…)

7 stycznia 2018

Jerozolimska karta atutowa Trumpa i skandal Obamy z Hezbollahem w tle

Filed under: Polityka,Wydarzenia bieżące — iza @ 08:20
Tags: ,

Niall Bradley
Sott.net
3 stycznia 2018 20:07 UTC

Na krótko przed świętami Bożego Narodzenia z bagien Waszyngtonu wydobył się wyraźny smród metanu w postaci „rewelacji”, że Obama zablokował dziesięcioletnie dochodzenie amerykańskiej agencji ds. walki z narkotykami (DEA) w zakresie globalnej afery kokainowej, rzekomo prowadzonej przez samego Hassana Nasrallaha, sekretarza generalnego libańskiego ruchu oporu Hezbollah. Celem administracji Obamy było „udobruchanie” Irańczyków i zagwarantowanie sobie „porozumienia nuklearnego z Iranem” na początku 2016 roku.

Choć media amerykańskie nie posunęły się do sugerowania, że były prezydent USA zrobił to, ponieważ jest zatwardziałym komunistą i muzułmaninem, to jednak takie nastroje wyraźnie dawały się wyczuć, gdy New York Post grzmiał o „ogłuszającej ciszy medialnej”, jaka nastała po owej „rewelacji”, a Bloomberg trąbił, że Obama rozpowszechnia „alternatywne fakty”. Epizod ten stanowił więc co najmniej krótki, ale porażający zwrot w stosunku mediów do ulubionego liberała globalistów.

(more…)

17 grudnia 2017

Produkowanie niezgody – nowa wojna kulturowa

Filed under: Polityka,Różne,Świat wokół nas — iza @ 08:34

Chris Kanthan
Sott.net
12 grudnia 2017 23:18 UTC

Noam Chomsky jest znany z opisania produkowania zgody jako propagandowego narzędzia elit, służącego kontrolowaniu ludzi. Tymczasem równie skutecznym sposobem kontrolowania ludzi jest wytwarzanie niezgody. Ta strategia, określana też mianem „dziel i rządź”, zwykle ogranicza się do polityki zagranicznej, ale obecnie amerykańskie elity używają jej przeciwko amerykańskiemu narodowi. Neonaziści, alt-right, Antifa, niszczenie pomników i rzucanie się ludzi jeden na drugiego są oznakami podzielonego narodu, ogarniętego gorączką sztucznie wyprodukowanej „wojny kulturowej”. Podczas gdy klasa rządząca śmieje się z tego do rozpuku, klasy średnie i pracujące złapały tak zwaną społeczną chorobę autoimmunologiczną (Societal Autoimmune Disorder. S. A. D.). Gdzieś pomiędzy 2008 r. i chwilą obecną zostaliśmy sprytnie przekierowani z „Okupuj Wall Street” na „Okupujmy się nawzajem”.

W zjednoczonej Ameryce ludzie koncentrowaliby się na gospodarce stanowiącej  odwrotność Robin Hooda, która: zepchnęła 78% Amerykanów w życie od wypłaty do wypłaty i skazała ich na niemożliwe do udźwignięcia zadłużenie, trzymające w okowach studentów i cały naród; przyniosła złodziejstwo Wall Street, banksterów i Banku Rezerw Federalnych; niekończące się, maniakalne wojny, których domaga się kompleks wojskowo-przemysłowy; erozję swobód obywatelskich i prywatności; sztuczną żywność produkowaną z GMO i toksycznych związków chemicznych; wzrost zapadalności na różne chroniczne choroby i bezwzględny wzrost kosztów opieki zdrowotnej – żeby wymienić choćby część jej skutków.

(more…)

13 grudnia 2017

Armagedon? Reakcje na decyzję Trumpa w sprawie Jerozolimy – Hamas, Fatah, Hezbollah ostrzegają przed nową intifadą

Harrison Koehli
Sott.net
7 grudnia 2017 20:03 UTC

© Abbas Momani / AFP — 7 grudnia 2017. Protestujący Palestyńscy kulą się przed gazem łzawiącym podczas starć z izraelskim wojskiem przy żydowskim osiedlu Beit El, w pobliżu Ramalli na Zachodnim Brzegu Jordanu

Wczoraj Trump spełnił obietnicę i uznał Jerozolimę za stolicę Izraela. Jako że ma przeciwko sobie cały świat (minus Izrael) – tak jak i prawo międzynarodowe – nieco zmodyfikował swoją decyzję, opóźniając o sześć miesięcy przeniesienie tam ambasady USA. Jak było do przewidzenia, jego decyzja została jednomyślnie potępiona przez niemal każdego, kto nie jest skończonym syjonistą – co obejmuje również tak zwanych sojuszników USA (ponownie, z wyjątkiem Izraela).

Jak zauważył wczoraj Piers Morgan na łamach Daily Mail,

„Dzisiaj prezydent Donald Trump wziął wielką beczkę ropy i oblał nią cały Bliski Wschód”.

(more…)

Następna strona »

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: