PRACowniA

17 czerwca 2017

Najwyższy czas, by po atakach w Manchesterze i Londynie rozważyć inne podejście do kwestii bezpieczeństwa

Od Tłumacza

Liczba zamachów terrorystycznych w krajach zachodnich szybko rośnie. Służby wywiadowcze i policja wydają się być w znacznym stopniu nieskuteczne wobec zamachowców – „samotnych wilków”, niemających żadnych oficjalnych powiązań z ISIS, wbrew jego przechwałkom.

Jeśli liczba ataków będzie rosła, rządy krajów zachodnich mogą stanąć w obliczu klęski w wojnie 4 generacji z bliskowschodnimi rewolucjonistami-rebeliantami, spowodowanej kosztami politycznymi i pieniężnymi zamachów. Być może to właśnie doprowadziło do przełamania tabu przez Jeremy’ego Corbyna. Po raz pierwszy wysokiej rangi polityk wielkiej zachodniej partii politycznej powiedział otwarcie coś, o czym eksperci mówią od dawna – że jedną z głównych przyczyn terroryzmu są zachodnie interwencje na Bliskim Wschodzie i wywołany przez nie krwawy chaos. Czy będzie to miało jakikolwiek wpływ na realną politykę, nie wiadomo.

Andrew Smith
6 Czerwca 2017
Open Democracy

Tradycyjna reakcja na ataki terrorystyczne wcale nie poprawia naszego bezpieczeństwa.

Ćwiczenia RAF. Flickr/Defence Images. Some rights reserved.

 

O wiele za często politycy koncentrują się nad kwestią bezpieczeństwa dopiero po tragicznych atakach jak te w Manchesterze i Londynie. Typowe reakcja jest militarystyczna i „siłowa”, ale czy zwiększa to w jakimkolwiek stopniu nasze bezpieczeństwo?

Przywódca angielskich lejburzustów, Jeremy Corbyn, miał rację twierdząc – po potępieniu sprawców – że to kombinacja cięć socjalu i ciągłych zagranicznych interwencji prowadzi wzrostu zagrożenia terroryzmem [1].

Nie zostało to przychylnie przyjęte przez Sekretarza Obrony, Michaela Fallona, który nazwał wypowiedź „nieprzemyślaną” i „niebezpieczną”. Zawtórował mu Sekretarz Spraw Zagranicznych, Boris Johnson, nazywając ją „ohydną”, choć sam używał podobnych argumentów przed objęciem stanowiska [2].

Opinię Corbyna zdaje się podzielać większość społeczeństwa Wlk. Brytanii. Jest ona również echem licznych analiz osób i organizacji, związanych z brytyjskim „establiszmentem”, np. byłej dyrektorki MI5, baronesy Mannigham-Buller, Joint Intelligence Committee (Połączonego Komitetu DS. Wywiadu) i Defence Academy – zespołu ekspertów (think tank), pracującego dla Ministerstwa Obrony – wszystkie one potwierdziły, że zagraniczne wojny, a zwłaszcza ta w Iraku, zwiększyły zagrożenie terroryzmem na terenie Zjednoczonego Królestwa.

Tymczasem jednak politycy i media traktują „Wojnę z terrorem” i wywołane przez nią konflikty, jak gdyby należały do przeszłości, choć jest ona wciąż aktualną strategią polityczną, a jej skutki są jak najbardziej na czasie dla mieszkańców bombardowanych, zrujnowanych i zdestabilizowanych krajów. Tylko podczas ostatnich dwóch tygodni:

  • doszło do dwóch krwawych zamachów samobójczych w Afganistanie, które zabiły 90 osób;
  • potwierdzono, że amerykańskie bomby zabiły ponad 100 cywilów w Iraku;
  • dziesiątki ludzi straciły życie w starciach w Libii [3].

Jeśli celem naszej „Wojny z terrorem” było wyzwolenie tych narodów i zapewnienie im bezpieczeństwa, to stała się ona sromotną porażką.

Wszystkie te kraje są obecnie „państwami upadłymi”, z bezsilnymi rządami i ciągłym zagrożeniem terrorystycznym. Najbardziej efektywnym lekarstwem do naprawy tej sytuacji byłaby poprawa infrastruktury i sensowne inwestycje. Tymczasem jednak w ciągu czterech lat od brytyjskiego bombardowania Libii angielski rząd wydał na odbudowę tego kraju 13 razy mniej pieniędzy niż na samo bombardowanie. Brak poważnego podejścia do budowy instytucji państwowych po zbrojnej interwencji wydatnie zwiększa prawdopodobieństwo powstania wylęgarni terrorystów.

Zamiast tego jednak mamy politykę prowadzenia niekończących się wojen i nieograniczonego interwencjonizmu, z równoczesnym intensywnym zaopatrywaniem w broń i popieraniem arabskich dyktatur.

Angielskie uzbrojenie i poparcie polityczne odegrały kluczową rolę w dwuletniej, brutalnej, agresywnej wojnie toczonej przez Arabię Saudyjską w Jemenie. Brytyjskie samoloty aktywnie uczestniczyły tam w bombardowaniach, zrzucając bomby „Made in Great Britain”. Bombardowania lotnicze zabiły już w Jemenie ponad 10 tysięcy ludzi, podsycając wojnę domową i prowadząc do  humanitarnej katastrofy, będącej wyjątkowo żyznym gruntem dla ugrupowań w rodzaju Al-Kaidy.

Wielka Brytania zbroi nie tylko Arabię Saudyjską, ale także inne brutalne i represyjne reżymy regionu, bez oglądania się na los ludzi, przeciw którym ta broń jest używana. Obecnie 2/3 angielskiego eksportu broni trafia na Bliski Wschód. Zanosi się na to, że po Brexicie eksport ten jeszcze wzrośnie, sądząc po serii wizyt brytyjskich ministrów w Arabii Saudyjskiej, Bahrajnie, Zjednoczonych Emiratach, Omanie i Turcji, podczas których z całą pewnością omawiano handel uzbrojeniem.

Tymczasem jednak nie wiadomo, w czyje ręce ta broń może trafić. Niedawny audyt rządowy wykrył, że Stany Zjednoczone „zagubiły” w Iraku uzbrojenie warte ponad miliard USD, a problemy tego typu nie ograniczają się do Amerykanów. Amnesty International zdobyła w zeszłym roku dowody, że broń angielskiej produkcji znalazła się w rękach ISIS, co nie powinno nikogo dziwić, biorąc pod uwagę, że region obfituje zarówno w uzbrojenie jak i w niestabilne rządy.

Wszystkie te interwencje i dostarczanie broni nie poprawiły w najmniejszym stopniu bezpieczeństwa na gruncie domowym. Nie ma też szans na taką poprawę, jak długo brytyjski rząd trzyma się kurczowo zdyskredytowanych doktryn i polityki. Jeśli Londyn chce odegrać konstruktywną rolę na Bliskim Wschodzie i gdzie indziej, musi wypracować nowe podejście do bezpieczeństwa narodowego, bez względu na to, kto wygra czwartkowe wybory – podejście, które skoncentruje się nie na zyskach z eksportu broni, pojektowaniu siły militarnej zagranicą i katastrofalnych, kończących się chaosem interwencjach, mających przeciwny do zamierzonego wpływ na bezpieczeństwo wewnętrzne [4].

O Autorze
Andrew Smith jest rzecznikiem Campaign Against Arms Trade.

Przypisy Tłumacza

[1]  Tekst przemówienie Corbyna

[2] W obecnych warunkach jest to typowe zachowanie polityków na usługach rządzącej oligarchii.

[3] Politycy i media wydają się nie przejmować liczbą ofiar cywilnych zachodnich interwencji na Bliskim Wschodzie, mimo że jest ona wielokrotnie większa niż liczba ofiar terroru na Zachodzie. Społeczeństwom nikt więc nie uświadamia i nie przypomina, że dla ludzi poczuwających się do wspólnoty kulturowej i plemiennej z tamtymi bezsilnymi i przemilczanymi ofiarami może to być, obok instrumentalnie traktowanej religii, motywem do drastycznych aktów odwetu tak ślepego, jak ślepe są zachodnie bomby i rakiety z dronów.

[4] Ani opinie ekspertów, ani poglądy większości społeczeństwa nie odgrywają roli w polityce wasali hegemonicznych Stanów Zjednoczonych. Jak długo elity krajów satelickich posłusznie idą na pasku imperialnej oligarchii USA, tak długo ich polityka się nie zmieni, interwencje i „Wojna z terrorem” będą kontynuowane, a gwałt na Bliskim Wschodzie będzie odciskał się gwałtem na Zachodzie.

 
Tłumaczenie nadesłane: Herstoryk
Bezpośredni odnośnik

This article is published under a Creative Commons Attribution-NonCommercial 4.0 International licence. If you have any queries about republishing please contact us. Please check individual images for licensing details.

13 czerwca 2017

Koncepcja tożsamości gender pochodzi od pedofila, człowieka eksperymentującego na ludziach

Słowem wstępu (fragment pochodzi stąd)

Aby zrozumieć określenie gender [czyt. dżender] i całą ideę, która się za nim kryje, trzeba odwołać się do języka angielskiego (pośrednio także do łacińskiego źródłosłowu). W języku polskim słowo gender tłumaczy się jako ‘płeć’, bez różnicowania pomiędzy płciowością „genderowską” a „tradycyjną”. Chociaż więc stosowanie wyrazu gender na określenie płci jest zgodne z logiką, to staje się mylące dla osoby nieobeznanej w temacie. W języku angielskim bowiem gender nie jest jednoznaczne z sex, chociaż w polskim jest oddawane tym samym sformułowaniem „płeć”.

Słowo gender pochodzi z języka angielskiego, gdzie oznacza rodzaj jakiegoś słowa w sensie gramatycznym. Wywodzi się z łacińskiego wyrazu genus, który – jak angielskie gender – odpowiada polskiemu wyrażeniu ‘rodzaj’. W znaczeniu podstawowym mówimy o trzech rodzajach: męskim, żeńskim i nijakim (łacińskie: masculinum, femininum i neutrum).

Wyraz gender nie jest prostym, nowocześniej brzmiącym językowym zamiennikiem słowa sex. Za jednym i drugim kryje się cała koncepcja płciowości, a nawet szerzej: antropologii. Myślenie w kategoriach genderyzmu oznacza zupełnie inne postrzeganie płci (a w konsekwencji i człowieka) niż „tradycyjne”, tzn. widziane z perspektywy potwierdzonej naukowo (przez różne dziedziny naukowe, m.in. medycynę, psychologię, filozofię i teologię) i do niedawna uznawanej za jedyną teorię seksualności, w której przyjmuje się podział na dwie płcie: żeńską i męską. Bazując na tym doświadczeniu, w klasycznej seksualności wyróżnia się konsekwentnie kobiety i mężczyzn. Dostrzegając ich inność na poziomie biologicznym (cielesnym) i psychicznym, wyraźnie wskazuje się na ich ontologiczną równość, identyczną godność. Używając wyrażenia gender mówi się o takiej płci, którą nieraz określa się mianem płci kulturowej albo społecznej. Taką płeć zaś można utożsamić z przyjętą w społeczeństwie i kulturze rolą (nieraz mówi się o roli płciowej), która nie wynika z naturalnych i w tym sensie niepodważalnych oraz trwałych uwarunkowań (np. biologicznych i psychicznych), ale jest efektem przyjętych w toku rozwoju cywilizacji i kultury modeli zachowań i funkcji społecznych. […]

Ważnym źródłem genderyzmu, obok „troski o naturalność” wyrażającej się w odrzucaniu kultury jako czegoś sztucznego, są też koncepcje filozoficzne, wśród których istotne miejsce zajmuje marksizm z wezwaniem do walki klas, która w genderyzmie wyraża się w feministycznym wezwaniu „uciemiężonych przez mężczyzn kobiet” do walki o swoje prawa. Nietrudno się zorientować, że genderyzm jest nie do pogodzenia z antropologią personalistyczną, przede wszystkim dlatego, że w myśl tej ostatniej człowiek „od początku” nie jest bezpłciową istotą, ale „mężczyzną i niewiastą”. Nie może się też zgodzić z klasyczną antropologią, zgodnie z którą tworzenie kultury jest wyrazem bycia człowiekiem, a radykalne odrzucanie jej osiągnięć jawi się jako działanie destrukcyjne przeciwne rozwojowi naturalnemu, a więc i celowi ludzkiej ziemskiej egzystencji.

Alex B. Gavin
The American Revenant
21 listopada 2016

Współczesny „postępowiec” z reguły promuje ideę, że należy tolerować każdego. Takie podejście jest niebezpieczne w przypadku osób z zaburzeniami psychicznymi. Szczególnym tego przykładem są często osoby transgender. Każdy, kto proponuje inne [niż bezwarunkowa tolerancja] rozwiązanie tego problemu, jest z miejsca nazywany dogmatykiem i transfobem, bez jakiejkolwiek próby wysłuchania jego argumentów, bądź przyjrzenia się obiektywnym danym medycznym.

Żeby lepiej zrozumieć sedno tego problemu, musimy cofnąć się do źródeł idei tożsamości gender.

Pomysł ten zrodził się w 1955 roku w umyśle seksuologa Johna Moneya. Osią koncepcji tożsamości gender jest przekonanie, że to, kim się czujesz w kontekście społecznym, jest ważniejsze od tego, kim jesteś przy uwzględnieniu zarówno odbioru społecznego, jak i osobistych poglądów. W powszechnym przekonaniu, stojącym w sprzeczności z taką ideą, pomiędzy pojęciami „płeć” i „gender” nie ma istotnych różnic. Money miał inny pomysł. Twierdził, że jeśli będzie się wychowywać chłopca jak dziewczynkę, zasadniczo stanie się on kobietą, oraz że – wbrew stanowisku biologii – nie istnieją żadne wewnątrzpochodne różnice pomiędzy płciami.

(more…)

11 czerwca 2017

Katar, Arabia Saudyjska, islamski terroryzm i angloamerykański establishment

Joe Quinn
Sott.net
7 czerwca 2017 10:09 UTC

„Cudnie jest robić z wami interesy wojenne, wasza najwyższa głowoodrąbywaczość”

W ciągu ostatnich kilku dni „zbiegi okoliczności” i powiązania sypały się gęsto, jedno po drugim. W mrugnięcie oka można coś przeoczyć, więc polecam śledzenie codziennych analiz na Sott.net.

Najpierw mieliśmy atak terrorystyczny na moście w Londynie, zaledwie dwa tygodnie po bombie w Manchesterze i na tydzień przed być może najważniejszymi w tym pokoleniu brytyjskimi wyborami parlamentarnymi.

W ostatnich dniach niespodziewanie zafundowano nam groteskowy spektakl z „wystawieniem” Kataru jako sponsora dżihadyjskiego terroryzmu przez arcysponsora dżihadyjskiego terroryzmu. To zupełnie jakby McDonalds oskarżał Burger Kinga o sprzedawanie niezdrowej żywności, więc rzecz jasna za tą „sprzeczką” kryje się coś więcej, niż się na pierwszy rzut oka wydaje (lub niż donoszą media). Oskarżenia rzucone przez Saudów zaledwie kilka dni po ataku terrorystycznym na londyńskim moście najwyraźniej miały na celu przekazanie przesłania: „Obwiniać Katar, a nie nas!”

Nie bez związku ze sprzeczką tych miłośników dżihadyjskiego terroryzmu jest długo już odkładany „drażliwy” raport brytyjskiego rządu w sprawie finansowania przez Saudów terroryzmu w Wlk. Brytanii. Ten raport jest oczywiście jeszcze bardziej „drażliwy”, jeśli wziąć pod uwagę zbliżające się wybory w Wielkiej Brytanii, w których rząd Konserwatystów [establishment] (który ma niezwykle bliskie relacje z saudyjskimi obcinaczami głów i bardzo lubi sprzedawać duże ilości broni) usiłuje uzyskać „mandat” Brytyjczyków na kolejnych pięć lat finansowanego przez Arabię terroryzmu na brytyjskiej ziemi, nie mówiąc już o Syrii, Libii, Iranie i wszędzie tam, gdzie masowe mordowanie cywilów może być z pożytkiem wykorzystane do geopolitycznych celów.

 

(more…)

8 czerwca 2017

„ISIS” ingeruje w wybory w Wlk. Brytanii. Zadziała? Tylko przy potężnym sfałszowaniu głosów

Niall Bradley
Sott.net
7 czerwca 2017 12:09 UTC

5 czerwca 2017 – Jeremy Corbyn przemawia do zgromadzonego tłumu, tym razem w Gateshead, w północno-wschodniej Anglii

Od kiedy Jeremy Corbyn zwyciężył w zeszłym roku w batalii o przywództwo Partii Pracy (będącą w rzeczywistości próbą zamachu stanu zorganizowaną przez byłego lidera Blaira i brytyjski establishment) – i wygrał ją większą różnicą głosów niż w swoim pierwszym zwycięskim podejściu w 2015 roku – pomyślałem, że jeśli May zwoła przedterminowe wybory parlamentarne, Corbyn je wygra. Wiatr zmiany mu sprzyja, nie ma co do tego wątpliwości. Zapomnijcie o sondażach, Corbyn przyciąga większe tłumy niż Blair 20 lat temu, a przecież w 1997 r. „Nowa” Partia Pracy tego potwora wygrała przytłaczającą większością głosów. Tymczasem Theresa May niemal zniknęła z oczu, odmawiając uczestnictwa nawet w debatach telewizyjnych, a jej przedwyborcze zgromadzenia świeciły pustkami.

Zwycięstwo „populistycznego” Corbyna zdobyte dla „starej” Partii Pracy w Wielkiej Brytanii byłoby najnowszym w serii politycznych trzęsień ziemi na Zachodzie, jakie miały miejsce w ostatnich latach. Nieustanne marudzenie brytyjskich mediów, że Corbyn jest „nie do przyjęcia” i jak to nikt na niego nie zagłosuje, okazało się stać w sprzeczności z a) jego ogromną popularnością i b) z tym, do jakiego stopnia większość Brytyjczyków gardzi utrwalonymi elitami. Ludzie, którzy wcześniej nie interesowali się polityką, nie mówiąc już o głosowaniu, opowiadają teraz się za mówiącym zwykłym językiem i zwyczajnie ubranym Corbynem.

(more…)

30 Maj 2017

Polityczny kontekst czasu ataku terrorystycznego w Manchesterze jest podejrzany

Joe Quinn
Sott.net
23 maja 2017 14:30 UTC

Biorąc pod uwagę fakt, że islamski terroryzm był najbardziej wpływowym politycznym i społecznym memem ostatnich 17 lat, motywy „muzułmańskiego ataku terrorystycznego” w brytyjskiej hali koncertowej na dwa tygodnie przed brytyjskimi wyborami powszechnymi mogą być bardziej złożone, niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

Co jeszcze bardziej podejrzane, okoliczności tego wydarzenia wydają się być celowo zaplanowane, co z kolei jasno wskazuje, że celem był bezpośredni atak na reputację lidera Partii Pracy Jeremy’ego Corbyna. Bezpośrednio po tym, jak w 2015 roku został on przewodniczącym Partii Pracy, brytyjskie media uznały, że dążenie Corbyna do ustanowienia pokoju w północnoirlandzkim konflikcie pomiędzy irlandzkimi katolikami i państwem brytyjskim czyni z niego łatwy cel. W styczniu b.r. brytyjski Minister Spraw Zagranicznych Boris Johnson bronił prowadzenia rozmów z Donaldem Trumpem argumentem, że jest to lepsze niż rozmowy z Jeremym Corbynem, który „namawia do rozmawiania z IRA”.

(more…)

20 Maj 2017

Obsesyjna antyrosyjska propaganda Anne Applebaum nie znajduje już słuchaczy, ale królicza nora sięga dużo głębiej

Daniel McAdams
Ron Paul Institute
8 maja 2017 16:43 UTC

Anne Applebaum, członkini CFR*, chałturzystka medialna, fanatyczna rusofobka, posiadaczka podwójnego obywatelstwa – polskiego i amerykańskiego – i żona byłego ministra spraw zagranicznych Polski, Radosława Sikorskiego

Neokonserwatystka Anne Applebaum nigdy jeszcze nie widziała łóżka, spod którego nie zerkałby zły Rosjanin. Ponad ćwierć wieku po zakończeniu Zimnej Wojny nadal nie może pozbyć się histerycznego uczucia, że „idą Rosjanie, idą Rosjanie!” U Applebaum, od krzykliwych wypocin do wrzaskliwej tyrady, wszystko jest – jak u całej reszty neokonów – na jedno kopyto: rząd USA musi przeznaczyć więcej pieniędzy na zażegnanie zagrożenia miesiąca. Zazwyczaj jest nim Rosja lub Putin. Ale mogą to być również Chiny, Iran, Asad, Kaddafi, Saddam, itd.

Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że Applebaum naprawdę wierzy, że Putin chce zniszczyć nasze instytucje demokratyczne, ale jest też bardziej prozaiczne wytłumaczenie jej niekończącej się obsesji: nagłaśnianie i rozdmuchiwanie „ogromnych zagrożeń” bardzo się opłaca.

Rzeczywiście, według obowiązkowego dla członków polskiego rządu oświadczenia majątkowego (jej mąż był polskim ministrem obrony i ministrem spraw zagranicznych, zanim został zmuszony do rezygnacji ze stanowiska w atmosferze hańby po skandalu podsłuchowym), Applebaum, obłowiła się jak bandzior, a nie jak skromna dziennikarka i think-tankerka.

Jak napisałem, kiedy wybuchł skandal z jej udziałem:

Co interesujące, Applebaum domaga się jawności od wszystkich poza sobą samą. Z ostatnio złożonego oświadczenia majątkowego jej męża wynika, że jej dochody znacząco wzrosły z 20 000 dolarów w 2011 roku do ponad 800 000 dolarów w 2013 roku. Nie podano żadnego wyjaśnienia tego ogromnego napływu środków pieniężnych, aczkolwiek kilka przedsięwzięć, w których ma swój udział, ma powiązania z CIA i organizacjami spokrewnionymi z Narodową Fundacją na rzecz Demokracji (NED)**. Czy Applebaum może być jednym z tych dobrze płatnych propagandystów, na których sama tak agresywnie narzeka?

Ten felieton Applebaum w Washington Post jest na temat… zgadliście: zagrożeń płynących z rosyjskiej dezinformacji! Oto streszczenie najnowszego dzieła propagandowego Zimna Wojna 2.0 firmy Applebaum, które ukazało się w ten weekend:

1) Media głównego nurtu dostały w kość. Dotychczasowy model biznesowy już nie działa. Dostępnych jest zbyt wiele nowych źródeł informacji, co utrudnia ludziom ocenę prawdziwości tego, co czytają.

Mój komentarz: Rzeczywiście, amerykańskie media głównego nurtu już nie kontrolują tego, co widzimy, czytamy i myślimy. Applebaum nie może znieść, że istnieją strony internetowe, kwestionujące centralny neokonserwatywny paradygmat polityki zagranicznej. Nie cierpi organizacji takich jak Instytut Rona Paula na Rzecz Pokoju i Dobrobytu (posunęła się nawet do zablokowania nas na Twitterze!).

Tęskni za dniami, kiedy w sprzedaży dostępny był tylko Washington Post lub, do wyboru, New York Times, a czytelnicy nie mieli możliwości dotarcia do przeciwstawnych opinii.  Innymi słowy, Anne Applebaum tęskni za monochromatycznymi mediami w stylu sowieckim, udając przy tym, że tak bardzo nimi gardzi.

2) W wyniku utraty monopolu na kształtowanie opinii na temat polityki zagranicznej przez media głównego nurtu, takie jak Washington Post, pisze Applebaum, „autorytarne reżimy, pod przywództwem Rosji i tuż za nią Chin, zaczęły intensywnie inwestować w produkcję rozwiązań alternatywnych”.

Mój komentarz: Applebaum mówi tutaj, że to z naszej winy Rosjanie nadciągają, ponieważ kiedy tylko Internet oraz alternatywne serwisy informacyjne i analityczne zaczęły oferować punkt widzenia, różniący się od opinii Applebaum i jej neokonserwatystów, ułatwialiśmy zadanie Rosjanom, ignorując Washington Post i zwracając się w stronę alternatyw. Gdybyśmy tylko zachowali naszą wiarę w neokonserwatywny światopogląd, Rosjanie raczej nie próbowaliby nami zawładnąć.

3) Ta nowa zimna wojna jest jeszcze gorsza od starej! W przeciwieństwie do starej zimnej wojny, jak pisze Applebaum, tym razem „Rosja nie dąży do promowania się, ale raczej do podważenia instytucji Zachodu, często wykorzystując w tym celu rozbieżne komunikaty”.

Mój komentarz: Anne Applebaum nie podaje żadnych dowodów, ani nawet wskazówek, na uzasadnienie swojej tezy. Ale mówi, że pozwalając na zabranie głosu źródłom przeciwstawnym do paradygmatów polityki zagranicznej Washington Post i neokonserwatystów, media finansowane przez Rosję, takie jak RT, starają się „zdezorientować” zachodnich słuchaczy i czytelników. Applebaum nie chce, żebyśmy byli „zdezorientowani” przez komunikaty sprzeczne z neokonserwatywnym poglądem na temat imperium USA i jego niekończących się wojen ze sztucznie stworzonymi wrogami. Bylibyśmy znacznie mniej „zdezorientowani”, gdybyśmy tylko wszyscy czytali Anne Applebaum i przestali kwestionować neokonserwatystów!

4) Nie martwcie się, podejmuje się działania przeciwko takiemu zasiewaniu „dezorientacji”.

Applebaum pisze:

Niektóre kraje powoli to sobie uświadamiają, szczególnie te, które zostały najciężej doświadczone. Inwazja, okupacja i rozczłonkowanie Ukrainy w 2014 roku były poprzedzone wysoce skutecznym atakiem propagandowym, który wywołał zamieszanie na obszarach rosyjskojęzycznych i zaślepił zarówno Ukraińców, jak i mieszkańców Zachodu w ich oglądzie rzeczywistej sytuacji. W odpowiedzi na to organizacje ukraińskie, takie jak StopFake, zaczęły demaskować i wyśmiewać rosyjską propagandę.

Mój komentarz: Applebaum nie precyzuje, jak dokładnie wyglądał ten „atak propagandowy”. Czy było nim upublicznienie nagrania rozmowy Asystentki Sekretarza Stanu Wiktorii Nuland, planującej obalenie demokratycznie wybranego rządu w Kijowie? Cóż, zdaniem Applebaum przynajmniej teraz w całej Europie zupełnie spontanicznie wyrastają szlachetne, niezależne organizacje pozarządowe, żeby przeciwdziałać temu rosyjskiemu atakowi propagandowemu!

Jest tylko jeden problem: organizacja StopFake, którą zachwala, nie jest ukraińską organizacją oddolną, jak mielibyśmy myśleć. W rzeczywistości jest to sterowana, sztuczna organizacja George’a Sorosa, finansowana przez jego Międzynarodową Fundację Odrodzenia [wspomnianą tutaj – przyp.]. Innymi słowy, „StopFake” jest fake.

5) W rzeczywistości, jeśli chodzi o finanse, Anne Applebaum umie zadbać o swoje interesy i wie, kto jej daje zarobić. Jak zauważa Washington Post w notce o autorach artykułu: „Anne Applebaum, felietonistka Post, i Edward Lucas, długoletni redaktor tygodnika The Economist, uruchamiają w tym tygodniu inicjatywę antydezinformacyjną  „Information Warfare Initiative” amerykańskiego think-tanku The Center for European Policy Analysis CEPA (Centrum Analiz Polityki Europejskiej), gdzie pełnią oni funkcje, odpowiednio, stałego współpracownika (Senior Adjunct Fellow) i wiceprezesa (Senior Vice President).” [co do Applebaum, może tylko pełniła]

Mój komentarz: Kto finansuje (mieszczące się w Waszyngtonie) Center for European Policy Analysis (CEPA)? Departament Obrony Stanów Zjednoczonych i garść amerykańskich kontrahentów zbrojeniowych!

Z ich własnej strony internetowej:

Niedawnymi darczyńcami dla CEPA są między innymi:

Bell Helicopter [śmigłowce; należy do Textrona]
Boeing [branża zbrojeniowa, lotnictwo]
Chevron Corporation [branża energetyczna i paliwowa]
FireEye [bezpieczeństwo informatyczne]
Lockheed Martin Corporation [koncern zbrojeniowy]
New Vista Partners [Don Lothrop, obecnie branża nieruchomości i demokracji w Rumunii]
Raytheon Company [branża zbrojeniowa, zob. Raytheon i PISM]
Sikorsky Aircraft [od 2015 r. własność Lockheed Martin, wraz z PZL Mielec]
Textron Systems [zbrojeniówka, drony, bezpieczeństwo i In.]
East Tennessee Foundation [pojawia się wśród partnerów U.S.-Central Europe Strategy Forum, obok PISM i niektórych podmiotów z niniejszej listy]
The Hirsch Family Foundation
The Hungarian Initiatives Foundation
Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki
The Poses Family Foundation
The Smith Richardson Foundation [wspiera m.in. projekty demokratyzacji obcych krajów, a następnie ich odbudowy]
Amerykański Departament Obrony

Na powyższej liście znajduje się jedna lub dwie niespodzianki. Węgierski rząd Viktora Orbana jest dość ostrożny, jeśli chodzi o przyjęcie podejścia neokonserwatywów, zgodnie z którym wszelki opór wobec masowych napływów uchodźców z Bliskiego Wschodu jest oznaką niewybaczalnej ksenofobii, a Rosji i Putinowi należy się opierać za wszelką cenę. Opozycja Orbana na Węgrzech jest wręcz wściekła, że nie potępia on, przykładem neokonserwatystów, Rosji. Dlaczego więc Hungarian Initiatives Foundation (Fundacja Inicjatyw Węgierskich), finansowana przez rząd węgierski, wspiera neokonserwatywną inicjatywę Anne Applebaum demonizowania Rosji? Dobre pytanie. Może zwolennicy Fideszu zechcą zapytać swój rząd, dlaczego pieniądze z ich podatków wydawane są na tak bezwartościową, antyFideszową sprawę.

6) I jeszcze raz o finansowaniu, gdzie docieramy do sedna problemu Anne Applebaum: rząd Stanów Zjednoczonych nie wydaje wystarczająco dużo pieniędzy na tworzenie własnej propagandy, aby przeciwdziałać propagandzie rosyjskiej. Rosjanie przewyższają nas pod względem wydatków i przechytrzają!

Applebaum pisze:

Nie ma współczesnego odpowiednika Amerykańskiej Agencji Informacyjnej, organizacji zajmującej się radzeniem sobie z radziecką propagandą i dezinformacją podczas Zimnej Wojny. Chociaż przeznaczono pewne dodatkowe fundusze na finansowanie wspieranych przez USA zagranicznych mediów, takich jak Radio Wolna Europa / Radio Wolność, nie mogą one jednak stanowić kompletnej odpowiedzi.

Mój komentarz: Ale to wcale nie jest prawdą. Pomysł, że rząd Stanów Zjednoczonych skąpi grosza na propagandę, podczas gdy Rosjanie idą na całość ze swoimi fałszywymi wiadomościami, nie znajduje poparcia w tych złośliwych drobiazgach, zwanych faktami. W rzeczywistości w 2016 roku rząd rosyjski wydał na RT około 300 milionów dolarów. Proszę to porównać z amerykańskim ramieniem propagandowym, radą nadzorczą nadawców radiowych i telewizyjnych (Broadcasting Board of Governors), której budżet na rok 2017 wyniósł 777,8 miliona dolarów, czyli ponad dwuipółkrotnie więcej niż budżet RT.

Co więcej, Kongres w swoim doraźnym pakiecie ustaw budżetowych właśnie zgodził się na przeznaczenie kolejnych 100 milionów dolarów na „przeciwdziałanie rosyjskim wpływom”. Przewyższamy ich pod względem wydatków w stosunku 3 do 1. Dlaczego więc wciąż „przegrywamy”?

Anne Applebaum to zgorzkniała neokonserwatystka. Jest wściekła, że ludzie przestali już czytać Washington Post jako autorytatywny głos polityki zagranicznej USA. Najwyraźniej na ostrzeganiu nas przed nadciągającymi Rosjanami zbiła porządną fortunę, ale chce jeszcze więcej. Washington Post ma ją za eksperta, ale Amerykanie, jak sama się skarży, nie są zainteresowani jej zużytymi fantazjami. Siedzi zagrzebana po uszy w think-tankach finansowanych przez sektor przemysłu obronnego i wypełnia polecenia swoich panów i władców. Każdy inteligentny amerykański czytelnik powinien wyśmiać ją jako propagandystkę, którą w istocie jest.

Z rosyjską „propagandą” jest podobnie jak ze wszystkim innym w tym rogu obfitości szczęśliwie nam dostępnych dóbr konsumpcyjnych. Powinniśmy czytać wszystko, co się da, mając się równocześnie na baczności. Nie ma jednego w pełni miarodajnego, bezstronnego źródła informacji. To wiemy. Ale wiemy też, że teraz, kiedy neokonserwatywni dróżnicy, tacy jak Anne Applebaum, zostali pokonani na rynku poglądów, jesteśmy w stanie myśleć bardziej samodzielnie.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Anne Applebaum throws conniption fit because American people no longer buy into her obsessive anti-Russia propaganda

* CFR – Council on Foreign Relations (amerykański think-tank, Wiki pl, skromnie); Radosław Sikorski jest członkiem jej europejskiego odpowiednika, Europejskiej Rady Spraw Zagranicznych, ECFR, utworzonego z pomocą m.in. Open Society Foundations

** Podlinkowany artykuł jest wart uważnego przeczytania. Interesujące kółko wzajemnych powiązań. Rzeczywiście potrzeba silnej wiary i dużego samozaparcia, żeby nie zwątpić w niezależność decyzji podejmowanych przez ówczesnego ministra.

Komentarz Pracowni: Na polskim podwórku CEPA to polsko-amerykańska grupa lobbingowa w przebraniu. Bliskie związki osobowe i ideologiczne pomiędzy CEPA i PISM (organizacją oficjalnie finansowaną z kieszeni polskich podatników, mniej oficjalnie przez koncerny zainteresowane kontraktami), i innymi, nie polskimi podmiotami zdają się pasować do definicji V kolumny (i to bynajmniej nie rosyjskiej!). Poniżej linki do wybranych artykułów, ot, żeby mieć je zebrane w jednym miejscu i pod ręką:

Po polsku

Linkowany już w przypisie Polityka zagraniczna na sprzedaż, 13.09.2015

„Polski Instytut Spraw Międzynarodowych [PISM] – państwowa i w założeniu jedna z najważniejszych instytucji analitycznych i doradczych rządu – przyjmował setki tysięcy złotych od firm zainteresowanych robieniem interesów w Polsce i wyrażał stanowiska zgodne z ich oczekiwaniami”.

PISM i Fundacja Dyplomacji Publicznej: Dyplomatyczny folwark, 21.08.2015

Cykl artykułów na portalu mGospodarka, w kontekście kontaktów zbrojeniowych, chronologicznie:
22.10.2015 BEZBRONNA POLSKA: komu się opłaca wciskanie złomu Siłom Zbrojnym RP?
7.11.2015 BEZBRONNA POLSKA: Siły Zbrojne RP na tarczy – odsłaniamy kulisy przeciwlotniczego przetargu stulecia
12.11.2015 BEZBRONNA POLSKA: Sikorski, Zaborowski i inni ludzie CEPA na celowniku rządu PiS

W tym ostatnim czytamy:

– Znam sprawę – stwierdził Witold Waszczykowski, zapytany o komentarz do artykułu, w którym odsłoniliśmy kulisy przeciwlotniczego przetargu stulecia. – To się nadaje na audyt, a nie wykluczam, że i dla prokuratora – dodał stanowczym tonem nowy szef polskiej dyplomacji w rządzie Beaty Szydło, który za chwilę zostanie zaprzysiężony.

27.11.2015 Amerykańska firma Raytheon, producent rakiet Patriot proponuje rozmowy ws. zastrzeżeń szefa MON Antoniego Macierewicza
28.11.2015 BEZBRONNA POLSKA: 47 mld złotych za „Patrioty” czyli PO tarczy antyrakietowej

Co zrobiono w tej sprawie?

Najpierw, jak podaje portal wGospodarce (26.02.2016),

„doszło do twardego resetu relacji polskiej strony z takimi organizacjami, jak CEPA czy GLOBESEC, których Raytheon używał w Polsce do lobbowania na rzecz zakupu systemu Patriot. W zeszłym tygodniu w MSZ, prawdopodobnie w ramach tych działań wymieniono dyrektora Biura do spraw szczytu NATO. Był nim Tomasz Chłoń, były dyrektor sekretariatu ministra za czasów Radosława Sikorskiego, a potem ambasador na Słowacji (zaanagażowany tam w działalność GOLBESEC – think tanku finansowanego przez Raytheon).

Jednak później MSZ zatwierdziło grant dla CEPA:

„Posłów PiS najbardziej zaskoczył Waszczykowski, któremu zarzucali, że nie zrobił porządku w swym resorcie, że jest reprezentantem „korporacji dyplomatów”, że ma słabość do ludzi Radosława Sikorskiego i że polską dyplomację w ponad rok od wygranych wyborów tworzą w dużej mierze ludzie, których lojalności nie możemy być pewni.  […] spory grant z Funduszu Wyszehradzkiego dostał, za zgodą polskiego MSZ, amerykański think-tank Center for European Policy Analysis” (CEPA)Warszawska Gazeta, 01.03.2017

Exposé min. Waszczykowskiego (styczeń 2016), dalsze negocjacje z Raytheonem i dziwna wizyta amerykańskiej delegacji (marzec 2016) .

W lutym b.r. minister Waszczykowski spotkał się z dyrektorem CEPA Wessem Mitchellem, wyrażając „nadzieję  na aktywne zaangażowanie CEPA” w proces „wdrażania decyzji szczytu NATO w Warszawie”.

W marcu MSZ próbował wcisnąć Jacka Saryusz-Wolskiego, byłego wiceszefa Rady PISM (od lutego 2014 do końcówki 2015 r.), członka Rady Fundacji Centrum Europejskie Natolin, wymieniającej wśród swoich partnerów CEPA, na stanowisko przewodniczącego Rady Europejskiej.

Wygląda więc na to, że zajęto się problemem z kontraktem zbrojeniowym, ale jakoś nie słychać o żadnym śledztwie czy walce z tą V kolumną.

Zupełnie na marginesie, dla potomnych, obszerna biografia Radosława Sikorskiego (m.in. nieco inaczej przedstawiająca ów zagadkowy szczegół z wpisu na polskiej Wikipedii, jakoby Sikorski w wieku 25 lat był „doradcą” Ruperta Murdocha).

O CEPIE pisał też Balcerac.

I znacznie szersza perspektywa, j. ang.:

Cykl artykułów na stronie DANCES WITH BEARS, chronologicznie:

05.11.2014 Anne Applebaum Is Not A War Profiteer, But Her Husband Reveals That She Was Paid More Than $800,000 In 2013 – And That Was Before The Shooting Started In Ukraine (Applebaum, Sikorski,  Legatum Institute, Cristina Odone i Edward Lucas, CIA i Alexander Herzen Foundation, Paweł Chodorkowski, Ukraina)
06.11.2014 EDWARD LUCAS GETS HIS REWARD, AND HIS SAY (Lucas-Sikorski, spór o Bene Merito)
02.02.2015 The Think-Tank That Blasts From The Past – The Case Of Case, Cronies Against Self-Sacrifice In Europe  (CASE – Centrum Analiz Społeczno-Ekonomicznych, CASE Ukraine, Jonathan Hay i CIA, Marek Dąbrowski – były wiceminster finansów, małż. Balcerowicz, broń USA na Ukranie, Wojciech Paczyński i Ośrodek Studiów Wschodnich OSW, think-tanki Wiktora Pinczuka, Władimir Mau)
21.07.2015 Radexit And Appoplexit – Radoslaw Sikorski And Anne Applebaum Are Booted Out Of Poland (Applebaum, Sikorski, afera taśmowa i cisza lub kłamstwa na ten temat w zachodnich mediach)
22.09.2015 Sikkie & Sakkie, Bim & Bom – Radoslaw Sikorski And Mikheil Saakashvili Make A Clown Show, But The Money Is No Joke (Sikorski, Poroszenko, Saakaszwili, PISM, CEPA, Marcin Zaborowski, Raytheon, Gregory Maniatis, Migration Policy Institute – finansowany m.in. przez Dept Stanu USA i Sorosa, Alex Rondos i wątek grecki)
06.07.2016 Radoslaw Sikorski Sees The Light In Eastern Ukraine – Why He Dumped Kiev For Washington (Sikorski porzuca Poroszenkę i spotyka się z Condoleezzą Rice, plus trochę spekulacji z CEPA w tle)

Mark Amens, Neocons 2.0: The problem with Peter Pomerantsev, 17.05.2015 – o trzecim pionku na tej szachownicy, Peterze Pomerantsevie (CEPA, Information Warfare Initiative, Legatum): polityczni technolodzy z Richardem Dresnerem na czele i wirtualna rzeczywistość: od „wygranych” wyborów Jelcyna, przez Billa Brondera do paskudnych interesów Omidyara i Legatum w Indiach; Legatum i bracia Chandler, Michael Weiss; NED, Freedom House; Ben Judah

O Pomerantsevie, Weissie i Legatum na stronie The Nation: Neo-McCarthyism and the US Media, 19.05.2015

I na koniec We The People, Prop Or Not: A False Flag of The Establishment, 5.12.2016 – CEPA Infowar Project, Janusz Bugajski (NED, CSIS), o CSIS, AEI, PNAC i Bilderberg Goup

PS/ Strona inicjatywy IWI z naprawdę żałosną chałturą, udającą korygowanie dezinformacji: infowar.cepa.org

15 Maj 2017

Dzień Katastrofy – kolejna rocznica

Filed under: Polityka,Różne — iza @ 12:58
Tags:

Palestyna 1948, początki wysiedlania

Zbliża się kolejna rocznica Dnia Nakby albo, patrząc z drugiej strony lustra, prawie równoczesna rocznica proklamowania niepodległości Izraela, czternastego maja 1948.

Nakba to po arabsku „katastrofa” – يوم النكبة Yawm an-Nakba, dosłownie  „Dzień Katastrofy”, przypada dzień później, piętnastego maja. Przypominanie o niej jest tępione w Izraelu, a w krajach zachodnich zwalczane przy pomocy intensywnej propagandy oraz przepisów prawnych, skierowanych rzekomo przeciw „antysemityzmowi”, ale sformułowanych w taki sposób, że mogą być również stosowane do tłamszenia krytyki ideologii Syjonizmu i politycznych wybryków państwa Izrael.

W 2011 roku Knesset uchwalił prawo, pozwalające na zaprzestanie finansowania z budżetu instytucji upamiętniających Nakbę. Przepis, wraz z zakazem wspominania o niej w izraelskich podręcznikach szkolnych, wymierzony jest głównie w szkoły dla 20% arabskich obywateli Izraela, ale także w żydowsko-arabskie organizacje pozarządowe, próbujące budować pomosty pomiędzy żydami i Palestyńczykami.

Na terenie własnym izraelska policja i służby rutynowo odmawiają wydawania zezwoleń na publiczne upamiętnianie rocznicy katastrofy przez izraelskich Palestyńczyków.

Na Terenach Okupowanych izraelska armia bezlitośnie i bez ograniczeń rozbija i tłumi wszelkie rocznicowe demonstracje.

(more…)

Następna strona »

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: