PRACowniA

24 września 2017

Wspierana przez Zachód sekta Boko Haram i jej „patriotyczne” przeciwstawianie się chińsko-nigeryjskiej współpracy

Bahar Azizi
Sott.net
13 września 2017 21:50 UTC

© Stratfor 2015 — Wspierani przez Zachód bojownicy Boko Haram ulokowali się wygodnie w pobliżu bogatego w ropę jeziora Czad. (Kliknij, aby powiększyć.)

We wtorek, 25 lipca, północno-wschodnia prowincja Borno w Nigerii została zaatakowana przez terrorystów z Boko Haram. W ataku z zasadzki na konwój przewożący specjalistów z krajowej korporacji naftowej Nigerian National Petroleum Corporation (NNPC) zginęło ponad 50 osób, a 83 odniosły obrażenia.

Co ciekawe, atak ten nastąpił wkrótce po tym, jak Nigeria ogłosiła, że wznawia poszukiwanie ropy naftowej – z pomocą Chin – na północnym wschodzie kraju. Dwa dni po ataku nigeryjski rząd federalny zapowiedział, że wstrzyma poszukiwania ropy naftowej w dorzeczu jeziora Czad.

Obszar ten i inne północne części kraju były celem terrorystów od 2009 r. Jednakże kraj borykał się z atakami na ropę (rurociągi i zespoły poszukiwawcze) jeszcze zanim Boko Haram, po założeniu organizacji w 2002 r., „oficjalnie” rozpoczął działania w 2009 r.

Nigeria od dziesięcioleci była ważnym dostawcą ropy naftowej i jej pochodnych do Chin, a oba kraje współpracowały w zakresie poszukiwań ropy naftowej co najmniej od 2006 roku. Eksploracja ropy na bogatym w surowiec południu była jednak utrudniona przez obecność tym regionie Boko Haram i grup bojowników.

(more…)

Reklamy

19 września 2017

Donald Trump i Kim Dzong Un nie chcą wojny, dlaczego więc prowadzą niebezpieczną grę?

Andrés Perezalonso
Sott.net
14 września 2017 11:06 UTC

Najwyższy przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un nie szuka wojny. Jeśli chcemy zrozumieć motywy jego szokujących pogróżek – przebijanych tylko przez jego amerykańskich odpowiedników – musimy patrzeć dalej niż zachodni eksperci medialni i postacie ze świata polityki, którzy go zbywają, redukując do „szalonego tłustego bachora”.

Wiele wypowiedzi prasy zachodniej przeciwko reżimowi Korei Północnej to wyolbrzymienia albo fabrykacje z ziarnem prawdy, będące elementem zwykłej propagandy, jaką zachodni establishment rezerwuje sobie dla „budzących zastrzeżenia”. Z tego co wiadomo Kim Dzong Un jest dyktatorem, który, idąc w ślady swojego ojca i dziadka, ma ścisłą kontrolę nad swoim krajem i który w 2013 roku zarządził egzekucję swojego wujka Jang Song-thaeka (i być może całej wujka rodziny) po oskarżeniu go o zdradę i próbę wojskowego zamachu stanu.

Ale niezależnie od tego, jak bardzo bezwzględny może być Kim Dzong Un, nie ma powodu sądzić, że byłby skłonny zaangażować się w wojnę nuklearną ze Stanami Zjednoczonymi. Kim Dzong Un i jego ojciec nie mogli przeoczyć, jak Stany Zjednoczone i ich sojusznicy zniszczyli Irak i Libię pomimo podjętych przez Saddama Husajna i Muammara Kaddafiego prób zadowolenia Zachodu – i z pewnością wyciągnęli wnioski z tych wydarzeń.

(more…)

16 września 2017

Kiedy Rosja wyswobadza Syrię od ISIS, USA ratują ISIS przed Rosją, a zachodnie media wszystko to ignorują

Joe Quinn
Sott.net
8 września 2017 23:44 UTC

We wrześniu 2015 r. ISIS panoszyło się po Syrii, od czterech lat zabijając ludność cywilną i niszcząc miasta i wsie. W owym czasie istniały uzasadnione obawy, że wkrótce Syryjska Arabska Armia zostanie pokonana przez ISIS i siły „rebelianckie”, a rząd Asada obalony. Było tak pomimo faktu, że koalicja skupiona wokół USA już od niemal roku „bombardowała ISIS”, czego dziwnym skutkiem było umacnianie się dżihadystów i powiększanie się kontrolowanych przez nich obszarów w Syrii i Iraku. Oczywiście teraz jest zupełnie jasne, że ta banda płatnych najemników, zwana ISIS, w ogóle była w stanie zagrozić Syrii wyłącznie dzięki potężnym środkom finansowym, zbrojeniu i szkoleniu dostarczanym przez USA i ich sprzymierzeńców znad Zatoki Perskiej.

Jednak od kiedy 30 września 2015 r. rozpoczęła się interwencja wojsk rosyjskich, liczebność ISIS i innych grup dżihadyjskich „rebeliantów” oraz kontrolowane przez nich terytorium zaczęły się gwałtownie kurczyć, pomimo ciągłego wsparcia dla ISIS i rebeliantów ze strony rządu USA. Po wyzwoleniu Aleppo przez siły rosyjskie pod koniec ubiegłego roku wojsko syryjskie, z rosyjskim wsparciem, odniosło następne zwycięstwa, łącznie z najnowszym, i być może ostatecznym, jakim było wyzwolenie w ubiegłym tygodniu syryjskiego miasta Dajr az-Zaur.

(more…)

12 września 2017

Jak USA i ich sojusznicy z regionu Zatoki Perskiej wysyłali terrorystom broń pod przykrywką poczty dyplomatycznej

Joe Quinn
Sott.net
4 września 2017 19:33 UTC

Dzięki, ‘Merika! Jesteś najlepsza!

Bułgarska dziennikarka śledcza Diljana Gajtandżijewa, pracująca dla gazety Trud, została zwolniona po opisaniu tajnej operacji CIA (i innych), w ramach której kontrahenci amerykańskiego departamentu obrony są wykorzystywani do pozyskiwania broni od bułgarskich i innych wschodnioeuropejskich producentów i wysyłania jej ugrupowaniom terrorystycznym, m.in. Al-Kaidzie/ Al-Nusrze /ISIS w Syrii.

Kiedy w grudniu 2016 roku Gajtandżijewa była w Aleppo, udało jej się uzyskać dostęp do podziemnych magazynów broni, należącej do frontu Al-Nusra – grupy terrorystycznej, która została rozgromiona i przegnana z okolic Aleppo przez Syryjską Arabską Armię i wojska rosyjskie. W składach tych Gajtandżijewa znalazła skrzynie z bronią, na których widniały numery lotniczych listów przewozowych, specyfikacja zawartości i inne oznaczenia, dowodzące, że towar pochodził od bułgarskich producentów.

(more…)

5 września 2017

Czy istnieje związek pomiędzy polityką zagraniczną i terroryzmem?

Steve Hewitt
Fair Observer
4 czerwca 2017

@SOTT

 

Lider Partii Pracy Jeremy Corbyn został ostro skrytykowany za sugerowanie takiego związku podczas kampanii w niedawnych wyborach powszechnych w Wlk. Brytanii.

Co jest jednak przyczyną terroryzmu? Nieuniknionym skutkiem krwawego ataku na koncert w Manchesterze podczas wyborów do Parlamentu było zdominowanie dyskursu politycznego i medialnego przez to pytanie. I bardzo słusznie! Zwrócono bowiem po raz któryś z rzędu uwagę na rolę polityki zagranicznej Zachodu (w tym Wlk. Brytanii), jako motywatora ekstremistycznych ataków.

W pierwszym publicznym przemówieniu [2]  po ataku w Manchesterze [3], Corbyn poruszył kwestię tych konsekwencji polityki zagranicznej UK. Rezultatem były wielokrotne ostre ataki ze strony Konserwatystów i części mediów za rzekome zrzucanie na Wlk. Brytanię [4] winy za ten akt terroru.

Równie nieuniknione jak te zarzuty było sprowadzanie całej debaty do formułki „albo-albo” – albo zamach w Manchesterze był w 100% winą brytyjskiej polityki zagranicznej [5], albo ta polityka nie miała absolutnie nic wspólnego z zamordowaniem 22 osób i okaleczeniem wielu innych.

Jedno jest pewne – wszystkie bez wyjątku rządy Wlk. Brytanii, bez względu na orientację, głośno i kategorycznie zaprzeczały istnieniu jakiegolwiek tego typu związku [6], co nie powinno nikogo dziwić. Począwszy od lejburzystowskiego gabinetu Tony’ego Blaira, poprzez koalicję Konserwatystów i Liberałów Dawida Camerona, a kończąc na obecnej ekipie Theresy May, żaden nie jest zainteresowany otwartym dyskutowaniem tej kwestii.

Wojna w Iraku, polityka zagraniczna i terroryzm

Co jednak mówią na ten temat osoby i organizacje odpowiedzialne za ochronę Zjednoczonego Królestwa przed terroryzmem? Ich opinia jest od wielu lat o wiele bardziej wycieniowana oraz potwierdza znaczącą rolę polityki zagranicznej jako motywatora terroryzmu. Twierdzą też, że podsyca ona poczucie wiktymizacji, które jest wykorzystywane przez werbowników ekstremizmu do zasilania szeregów ich organizacji.

Jak ostatnio przypomniała witryna „The Intercept” [7], w 2003 roku Joint Intelligence Committee (Komitet Agencji Wywiadowczych), reprezentujący brytyjskie agencje wywiadu, jednoznacznie i zdecydowanie ostrzegł rząd Tony’ego Blaira, że napaść na Irak spowoduje „poważny wzrost” zagrożenia terroryzmem, łącznie z atakami na terenie Wlk. Brytanii, ze strony Al-Kaidy i innych „organizacji terrorystycznych i niezależnych operatorów”.

Wkrótce potem, w 2004 roku, angielski rząd opublikował raport pt. „Young Muslims and Extremism” („Młodzi muzułmanie i ekstremizm”) [8]. Został on rozesłany do urzędników państwowych wyższych szczebli, zanim, rok później, w wyniku przecieku, dostał się do mediów. Raport w jednoznaczny sposób odniósł się do brytyjskiej i zachodniej polityki zagranicznej jako źródła gniewu i frustracji wśród młodych brytyjskich muzułmanów:

„Wydaje się, że szczególnie silną przyczyną rozczarowania i niezadowolenia muzułmanów, a szczególnie muzułmańskiej młodzieży, jest obserwowany przez nich  ‘podwójny standart’ w polityce zagranicznej zachodnich rządów, a szczególnie USA i Wlk. Brytanii (często także rządów krajów muzułmańskich). Ma to szczególne odniesienie do konceptu ‘Ummy’, tj. wiary, że wszyscy wyznawcy należą do jednego ‘meta-narodu’ [interesującym faktem jest, że podobne podejście mają też żydzi – przyp. tłum]. Idea ta wywarła, jak się zdaje, silny wpływ na opinię niektórych muzułmanów nt. polityki rządu JKM wobec krajów muzułmańskich.”

Dodatkowo raport stwierdził, że „powszechnie obserwowana stronniczość Zachodu wobec Izraela w konflikcie palestyńskim” podsyca „wśród światowej społeczności muzułmanów od dawna zakorzenione poczucie krzywdy i niesprawiedliwości”. Zasugerował też, że po ataku 9/11 poczucie to znacznie się zaostrzyło i że szeroko rozpowszechniona jest wiara, iż Wlk. Brytania stanęła po stronie prześladowców, biorąc udział w „Wojnie z Terrorem” w Iraku i Afganistanie.

Inny paragraf raportu, mający związek z polityką zagraniczną, jest wciąż bardzo aktualny. Stwierdza, że „Rozczarowanie i gniew mogą umocnić poczucie bezsilności wobec trudnej sytuacji muzułmanów, zwłaszcza gdy brak jest jakichkolwiek ‘wentyli bezpieczeństwa’, pozwalających na otwarte i legalne wyrażanie frustracji, gniewu, czy sprzeciwu”.

Sugeruje to, że tłamszenie dyskusji na temat brytyjskiej polityki zagranicznej nie tylko przynosi efekt przeciwny do zamierzonego, ale jest potencjalnie bardzo niebezpieczne [9].

W 2005 roku, kilka tygodni przed samobójczymi zamachami 7/7 w londyńskim metrze, w których zginęły 52 ofiary, Joint Terrorism Analysis Centre przekazało rządowi Blaira kolejne ostrzeżenie. Organizacja, złożona z reprezentantów brytyjskich służb wywiadowczych i policji, stwierdziła [10], że wydarzenia w Iraku „w dalszym ciągu są źródłem motywacji i centralnym aspektem działalności terrorystów w Zjednoczonym Królestwie”.

A wreszcie, najbardziej otwarta ze wszystkich jest wypowiedź byłej szefowej MI5, Elizy Mannigham-Buller,  w cyklu transmitowanych w 2011 roku przez radio BBC Reith Lectures. Pierwszy z tych wykładów, p.t. „Terror” [11], zdecydowanie powiązał ataki 7/7 z napaścią na Irak:

„[Napaść na Irak] zwiększyła zagrożenie terroryzmem, gdyż przekonała wielu ludzi, że Osama Bin Laden mówi prawdę głosząc,  że islam jest obiektem zachodniego ataku. Stworzyła arenę dla głoszonego przez niego dżihadu, skłaniając wielu jego zwolenników, w tym obywateli brytyjskich, do udania się do Iraku, by atakować zachodnie wojska okupacyjne. Wykazała też jasno, że polityka zagraniczna i krajowa są ze sobą powiązane. Interwencje za granicą mają echo na gruncie domowym. Nasz udział w irackiej awanturze skłonił niektórych młodych brytyjskich muzułmanów do zasilenia szeregów organizacji terrorystycznych”.

Słuchałem tego wykładu na żywo, w wypakowanej sali, a wsród audytorium byli liczni brytyjscy politycy. W pierszym rzędzie krzeseł siedziała ówczesna Minister Spraw Wewnętrznych Theresa May. Nie przypuszczam, by mogła przegapić podstawową tezę Elizy Mannigham-Buller, że „zagraniczna i wewnętrzna polityka są ze sobą splecione”.


Artykuł został pierwotnie opublikowany przez „The Conversation

O Autorze

Steve Hewitt jest starszym wykładowcą na Wydziale Historii uniwersytetu w Birmingham. Był prezesem Brytyjskiego Towarzystwa Studiów Kanady. Jest autorem wielu książek i artykułów nt. historii Kanady oraz spraw bezpieczeństwa i wywiadu, zarówno historycznych jak i współczesnych. Zajmuje się badaniami naukowymi nt. tych kwestii w USA, Wlk. Brytanii i Kanadzie oraz analizą kontr-terroryzmu, taktyk policyjnych, szpiegowskich i wywiadowczych przy użyciu informatorów i tajnych operatorów. Studiuje również i wykłada historię Kanady i anty-amerykanizmu.

Od Tłumacza

Jest prawie pewne, że rządzący na Zachodzie politycy, a także sprzymierzone z nimi media głównego nurtu, świetnie zdają sobie sprawę, że przemoc stosowana na Bliskim Wschodzie i w Afryce ma ścisły związek z wewnętrznym zagrożeniem terrorystycznym i że zagraniczne interwencje oraz sytuacja w Palestynie są znaczącymi, choć nie jedynymi źródłami terroryzmu. Zarówno jednak imperialne elity polityczne amerykańskiego hegemona, jak i elity jego krajów satelickich są do tego stopnia uzależnione od niezbędnego im do wygrywania wyborów poparcia finansowych, przemysłowych, wojskowych i syjonistycznych grup nacisku, że zaprzestanie awanturniczej i hegemonistycznej polityki zagranicznej jest obecnie niemożliwe. Tak więc polityka zachodnia ma dwa drastycznie sprzeczne ze sobą nurty – z jednej strony niekończące się i nieograniczone interwencje zbrojne w świecie islamu, z drugiej przyjmowanie uchodźców i uciekinierów przed ich skutkami.  Sprzeczność ta, jeśli będzie kontynuowana, doprowadzić może prędzej czy później do konsekwencji politycznych o wiele bardziej tragicznych niż pojedyncze zamachy terrorystyczne, w których ginie ułamkowa w porównaniu z innymi przyczynami śmierci na Zachodzie liczba ofiar.

Przypisy

[1] https://theconversation.com/uk/topics/manchester-attack-38954

[2] http://www.newstatesman.com/politics/staggers/2017/05/jeremy-corbyn-speech-terrorism-and-foreign-policy-full-text

[3] https://www.fairobserver.com/region/europe/manchester-attack-islamic-state-terrorism-uk-news-53901/

[4] http://www.telegraph.co.uk/news/2017/05/26/jeremy-corbyn-condemned-crass-appalling-timing-speech-linking/

[5] https://medium.com/@jonasspooner/blowback-in-manchester-and-why-quilliam-must-be-investigated-f9472be1f26c

[6] http://www.middleeasteye.net/essays/proving-link-between-british-foreign-policy-and-domestic-terrorism-516596279

[7] https://theintercept.com/2017/05/23/british-intelligence-warned-tony-blair-of-manchester-like-terrorism-if-the-west-invaded-iraq/

[8] http://www.globalsecurity.org/security/library/report/2004/muslimext-uk.htm

[9] Książka Aruna Kundnani „The Muslims Are Coming! Islamophobia, Extremism, and the Domestic War on Terror”, szczegółowo omawia podejście rządów zachodnich do zagrożenia radykalizacją muzułmańskiej młodzieży i metody używane do jej zapobiegania, które, polegając na zastraszaniu, procesach pokazowych będących często wynikiem prowokacji, po pierwsze przypominają walkę z opozycją w krajach dawnego Bloku Wschodniego, po drugie, całkowicie blokują kanały legalnej dyskusji i opozycji. (przyp. tłum).

[10] https://www.theguardian.com/uk/2005/jul/19/july7.uksecurity4

[11] http://downloads.bbc.co.uk/rmhttp/radio4/transcripts/2011_reith3.pdf

Tłumaczenie nadesłane: Herstoryk

31 sierpnia 2017

To nie jest kraj dla starych pomników

J. Martin
Sott.net
17 sierpnia 2017

Nie przyszedłem tu, by zręcznie dyskutować o niuansach praw stanów czy społeczno-gospodarczych przyczynach amerykańskiej wojny secesyjnej. Nie przyszedłem ani by potępiać, ani popierać, ani też bronić którejś ze stron. Przyszedłem, by przedyskutować znaczenie pomnika (monumentu), tego dziwnego słowa, które weszło do naszego języka z łaciny i pochodzi od czasownika monēre, przypominać, poprzez średnioangielskie monumentum, oznaczające miejsce pochówku.
(more…)

27 sierpnia 2017

Charlottesville – nie dajcie się złapać na haczyk

Joe Quinn
Sott.net
18 sierpnia 2017 21:59 UTC

Za dużo dramatyzmu?

Marsz „białych suprematystów” i atak samochodem na uczestników kontrdemonstracji w Charlottesville w ubiegłym tygodniu były przedstawione przez media jako oczywisty dowód chorobliwego rasizmu w Ameryce, szczególnie wśród Konserwatystów i tych, którzy głosowali na Donalda Trumpa albo go wspierają. Mamy obecnie poważny problem w „Ameryce z rasizmem i dyskryminacją w stosunku do Murzynów, Latynosów, homoseksualistów i osób transseksualnych”, w każdym razie tak się nam wmawia. Dlatego trzeba coś w tej sprawie zrobić i każdy powinien wstawić się za tymi „mniejszościami” i wspierać ich walkę o „równe prawa”.

W tak rozhisteryzowanej atmosferze do szykanowanych ofiar przyłączyli się rzekomi „przedstawiciele” mniej więcej co drugiej mniejszości spośród wszystkich, jakie mogą wam przyjść do głowy. Jeśli należycie do jakiejś mniejszości i czujecie się dyskryminowani, jesteście aktywnie zachęcani do wyjścia na ulice i protestowania. Jeśli należycie do jakiejś mniejszości i nie czujecie się dyskryminowani, to prawdopodobnie zinternalizowaliście i zaakceptowaliście dyskryminację, i musicie się przebudzić i zacząć protestować.

Wszystko to ujawnia nie powszechność dyskryminacji w dzisiejszych Stanach Zjednoczonych, ale fakt, że status ofiary niesie ze sobą wszelkiego rodzaju niezapracowane sobie przywileje, a nawet władzę, więc tylko głupcy nie uszczknęliby sobie co nieco z tego tortu, kiedy branie jest promowane jako coś dobrego.

Ale wróćmy do Charlottesville. W skrócie sekwencja wydarzeń była taka, że jakaś grupa niedorozwiniętych intelektualnie osobników, aspirujących w swojej zarozumiałości do miana „białych suprematystów”, zorganizowała w mieście marsz, żeby zaprotestować przeciwko usunięciu pomnika generała konfederatów Roberta E. Lee. Lewicowi aktywiści zorganizowali przeciwko nim swój marsz. Zaczęły się bijatyki, a policjanci zdecydowali się przeczekać i pozwolić im się nieco poobijać, aż będą mieli dość i rozejdą się do domów.

Jednak sprawy przybrały śmiertelny obrót, kiedy jeden z tych „białych suprematystów” postanowił wjechać samochodem w grupę ludzi z antify, zabił jedną kobietę i zranił kilka osób. Taki rozwój wypadków był darem niebios dla tych, których zawsze cieszy społeczny chaos szerzący się w USA, ponieważ stanowił „dowód”, że maleńka mniejszość „białych suprematystów” – i spora populacja jakoby wspierających ich Konserwatystów, z „ich prezydentem” na czele – naprawdę stanowi śmiertelne zagrożenie dla multikulturowej Ameryki. Dodatkowo, dostarczył on radykalnej lewicy kolejnego argumentu do forsowania ich niebezpiecznego planu narzucenia równości wszystkim i starcia z powierzchni amerykańskiej ziemi wszelkiej dyskryminacji.

 

Ci faceci mieli po swojej stronie armię narodową.

 

Ci kolesie mają manię wielkości.

 

Oprócz absurdalnych zarzutów stawianych Trumpowi o zdradliwe koligacje z Rosją, był on demonizowany przez Clinton i jej przyjaciół z głębokiego państwa jako „rasista” i „biały suprematysta”, który cieszy się poparciem jedynie podobnych mu „gnid”. Zatem wydarzenia w Charlottesville przysłużyły się też realizowanemu planowi głębokiego państwa wzmocnienia tego wizerunku, sparaliżowania jego prezydentury i zniszczenia wszelkiej nadziei na wprowadzenie w życie polityki – zarówno wewnętrznej, jak i zagranicznej – która mogłaby rzeczywiście poprawić życie większości Amerykanów.

In short, both ‚sides’ in this phony debate have been further ‚radicalized’ by events in Charlottesville, while the crooked psychos in the deep state are only too happy to see the American people divided against each other rather than united against them.

Krótko mówiąc, obie „strony” tej pozornej debaty zostały dodatkowo „zradykalizowane” przez wydarzenia w Charlottesville, tymczasem szemrani psychole z głębokiego państwa z radością obserwują, jak podzieleni Amerykanie zwracają się przeciw sobie nawzajem, zamiast zjednoczyć się przeciwko nim.

Ustawka?

Jest powód, żeby uważać, że Charlottesville było ukartowanym „punktem zapalnym”, mającym służyć interesom „głębokiego państwa”, które zarysowałem powyżej. Pierwszym ku temu wskazaniem jest beznadziejnie głupi i oklepany charakter marszu „białych suprematystów”. Obraz kilkuset młodzieńców z bambusowymi pochodniami w ręku w nocnej procesji w kampusie University of Virginia natychmiast przywołuje skojarzenia z paradami nazistów z zapalonymi pochodniami w latach trzydziestych – i dokładnie o to chodziło. Jest to czysta propaganda, wykorzystanie naładowanego emocjami języka i wizerunku w celu sprowokowania emocjonalnej, a nie racjonalnej, reakcji ze strony społeczeństwa, co ma służyć ukrytym celom. Na wypadek, gdyby ktoś pozostał niewzruszony głównie komicznym widokiem młodych niedoszłych neonazistów, niosących bambusowe pochodnie, ciężaru sytuacji miał dodać atak samochodem, w efekcie którego zginęła kobieta, i nadać przekazowi osobisty i emocjonalny charakter.

Drugim czynnikiem, skłaniającym do konkluzji, że sytuacja w Charlottesville dalece odbiegała od wersji przedstawianej przez media, jest kontrast pomiędzy Christopherem Cantwellem w wersji pokazanej w reportażu filmowym/ filmie dokumentalnym Vice News – mocnym w gębie, noszącym broń „rzecznikiem” marszu pod hasłem „Zjednoczmy prawicę” w Charlottesville – a tym samym Cantwellem w późniejszym wideo, gdzie beczy przed kamerą i wypiera się swoich zasad tylko dlatego, że myśli, że został na niego wydany nakaz aresztowania (nie został). Jeśli Cantwell jako lider protestu w Charlottesville jest jakimkolwiek wskaźnikiem kalibru i przekonań dla najlepszego, co „biały suprematyzm” w USA ma do zaoferowania, nie bardzo jest czego się obawiać ze strony tego konkretnego sektora społeczeństwa i nie ma absolutnie żadnego powodu, dla którego lewica miałaby się dalej być tak zagorzała.

Trzeci dowód na to, że Charlotttesville to kolejne wiele hałasu o nic (nothing-burger) CNN, można znaleźć w przeszłości organizatora marszu „Zjednoczmy prawicę”, Jasona Kesslera. Do października 2016 roku, kiedy to „ujawnił się” jako biały nacjonalista, był zwolennikiem Obamy. Dalsze dowody jego liberalnego rodowodu można znaleźć w fakcie, że podczas przemawiania w lutym br. w obronie statusu Charlottesville jako miasta schronienia (sanctuary city), kiedy Kessler na żywo transmitował swoje wystąpienie, jedna z uczestniczek pytała go o jego wcześniejsze zaangażowanie w ruch Okupuj Wall Street.

W listopadzie 2015 r. Kessler napisał na swoim blogu:

„Uważam się za zwolennika wolności słowa i prawa do aborcji, przeciwnika polityki dyskryminacji pozytywnej (specjalne przywileje dla kobiet i mniejszości), ekologa, przeciwnika interwencjonizmu i marksizmu kulturowego, wegetarianina, ateistę i zwolennika równości, który ma muzułmańskich przyjaciół, ale uznaje zagrożenie ze strony radykalnego islamu i docenia wartości, jakie wnoszą imigranci przybywając do Stanów Zjednoczonych, ale rozumie jednocześnie, jak ważne jest, żeby przybywali do kraju legalnie”.

W grudniu 2015 r. Kessler napisał na swoim blogu także to:

Nie przychodzi mi do głowy lepsza i bardziej zachwycająca praca niż zawodowy prowokator, który odważnie i z samozaparciem, pomimo wszelkich przeciwności, świadomie wywołuje kontrowersje”.

Ostatni, wyrazisty dowód: możliwość obecności informatorów FBI na zgromadzeniach w Charlottesville. Po obydwu stronach. Infiltracja FBI ultraprawicowych grup białych suprematystów jest od dawna dobrze znana. Ale, według True Pundit, służby zinfiltrowały także antifę – rzecz oczywista dla każdego z elementarną wiedzą na temat FBI i „lokalnych” grup ekstremistycznych.

Wziąwszy pod uwagę zawieruchę polityczną w ciągu ostatnich kilku, można zrozumieć, że ktoś mógł zmienić swoje polityczne sympatie. Sam przez większość dorosłego życia miałem, formalnie rzecz biorąc, „lewicujące” poglądy, a ostatnio zauważyłem, że teraz bardziej pasuję do „prawicowego” profilu (aczkolwiek dziś taka uproszczona terminologia jest praktycznie pozbawiona sensu). Mimo to trudno mi uwierzyć, że zwolennik Obamy i orędownik aborcji, równości i imigracji, mający bliskich przyjaciół wśród muzułmanów, mógł w ciągu niecałego roku szczerze przemienić się w człowieka na czele marszu ultraprawicowych nazistów z zapalonymi pochodniami.

Ale dlaczego ktokolwiek z nas miałby być zaskoczony, że tego typu podstępna (jeśli nie idiotyczna) propaganda jest wykorzystywana do manipulowania społeczną percepcją? Dlaczego ktokolwiek miałby myśleć, że ludzie, którzy sprokurowali i podsunęli nam bujdę o BMR Saddama, co rozpoczęło wojnę w obcym kraju, nie skorzystają z tej samej taktyki w celu zasiania zamieszania w społeczeństwie i podziału w kraju, jeśli służyłoby to ich celom? Bez względu na to, jaką macie na ten temat opinię, jest jedna zasada, która stosuje się do wszystkich i wszystkim wyjdzie na dobre: Nie wchodźcie w bańkę masowej histerii – nigdy.

 

Joe Quinn jest współautorem książek 9/11: The Ultimate Truth (z Laurą Knight-Jadczyk, 2006 r.) i Manufactured Terror: The Boston Marathon Bombings, Sandy Hook, Aurora Shooting and Other False Flag Terror Attacks (z Niallem Bradleyem, 2014 r.), autorem i prezenterem The Sott Report Videos i współgospodarzem cotygodniowej audycji radiowej „Behind the Headlines” w ramach Sott Talk Radio network.

Uznany internetowy eseista od 10 lat pisze wnikliwe analizy dla Sott.net. Jego artykuły ukazały się na wielu alternatywnych stronach poświęconych wydarzeniom na świecie, internetowe stacje radiowe przeprowadzały z nim wywiady, gościł też w irańskiej telewizji Press TV. Jego artykuły można również znaleźć na jego prywatnym blogu JoeQuinn.net.

Tłumaczenie: PRACowniA

Następna strona »

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: