PRACowniA

31 sierpnia 2017

To nie jest kraj dla starych pomników

J. Martin
Sott.net
17 sierpnia 2017

Nie przyszedłem tu, by zręcznie dyskutować o niuansach praw stanów czy społeczno-gospodarczych przyczynach amerykańskiej wojny secesyjnej. Nie przyszedłem ani by potępiać, ani popierać, ani też bronić którejś ze stron. Przyszedłem, by przedyskutować znaczenie pomnika (monumentu), tego dziwnego słowa, które weszło do naszego języka z łaciny i pochodzi od czasownika monēre, przypominać, poprzez średnioangielskie monumentum, oznaczające miejsce pochówku.
(more…)

Reklamy

18 lutego 2013

Kosmiczne intencje. Komety i rogi Mojżesza.

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
15 lutego 2013 04:55 CST

[Od redakcji: Zważywszy na naprawdę alarmujący wzrost liczby meteorów i kometarnych fragmentów, jakie wpadały w naszą atmosferę w ciągu ostatnich 10 lat, oraz zadziwiającą detonację meteoru nad Rosją dziś rano, zdecydowanie najwyższy już czas, żeby każdy uświadomił sobie realne i oczywiste zagrożenie, jakie dla całego życia na Ziemi stanowią ci kosmiczni “goście’. W tym celu Laura Knight-Jadczyk wydała ostatnio pierwszą książkę z nowego cyklu, przedstawiającego niepodważalne dowody, że nie tylko ludzka historia była regularnie przerywana (czy też ‘przebijana’) “deszczami ognia z niebios”, ale kolejna tura kosmicznej katastrofy może już być spóźniona.

Poniżej prezentujemy krótki urywek na ten temat, zaczerpnięty z tego tomu: Comets and the Horns of Moses [Komety i rogi Mojżesza] (książka jest dostępna na wszystkich stronach Amazon).]

Kiedy w poszukiwaniu materiału do tego cyklu przebijam się przez stosy książek o archeologii, historii (tej hipotetycznej i tej racjonalnie zrekonstruowanej na podstawie danych), a zwłaszcza przez wkład w naukę takich jej dziedzin, jak astronomia, geologia i genetyka – które powinny dokładnie iść w parze z archeologią i historią, ale zazwyczaj tak nie jest z tych wszystkich powodów, które omówiliśmy do tej pory – coraz bardziej oczywiste staje się, że wciąż i wciąż od nowa nasza planeta jest bombardowana przez różne ciała, wśród których najbardziej powszechnymi są te typu Tunguskiej, czyli napowietrzne wybuchy fragmentów komet. Wydarzenia te wielokrotnie rzuciły na kolana całe kultury, narody, a nawet cywilizacje. Nieuchronnym tego efektem są Wieki Ciemne, a potem, kiedy społeczeństwo zaczyna się odradzać, powstają mity, rodzą się religie – albo odradzają, w przekręconej, pełnej wypaczeń wersji – i zawsze – zawsze – fakty z poprzedniej ery zniszczenia są tuszowane i ukrywane za zasłoną metafor i alegorii.

Dlaczego? Co to za obłęd?

To bardzo proste. Dawniej, kiedy ludzie zaczynali dostrzegać atmosferyczne, geologiczne i klimatyczne zakłócenia oraz wszystkie nieszczęścia, jakie sprowadzają one na społeczeństwo, w tym głód, plagi i zarazy, zaczynali – indywidualnie i zbiorowo – oglądać się na swoich przywódców w oczekiwaniu, że ci wszystko naprawią. Stąd właśnie wzięło się pojęcie boskiego króla – król miał być w stanie wstawić się za swoim ludem do bogów. Jeśli królowi nie powiodło się wstawiennictwo, trzeba było znaleźć jakieś rozwiązanie. Składano ofiary, odprawiano rytuały i, oczywiście, kiedy i to nie działało, a bogowie wciąż byli zagniewani, król musiał umrzeć. Za taką reakcją stał prawdopodobnie ten sam mechanizm, swego rodzaju przełącznik w mózgu, który napędza do szukania ulgi w stresie: jeśli bogowie są źli, należy znaleźć kozła ofiarnego. A kiedy zagrożony jest naród, najbardziej oczywistym winnym są król i jego elity. Co więcej, oni instynktownie wiedzą, jak nieodporni są na taką reakcję ludu.

Zważywszy na to, że ludzka historia wydaje się być definiowana przez kolejne mniej lub bardziej zdegenerowane elity rządzące, i jeśli przyjmiemy, że taka degeneracja (oraz jej rozprzestrzenianie się w całym społeczeństwie) jest mechanizmem odpowiedzialnym za to, że cywilizacja ściąga na siebie kosmiczną katastrofę, obwinianie i usuwanie elity jest dobrym rozwiązaniem. Problem jednak w tym, że ludzie nie rozumieją tego mechanizmu, innymi słowy ​​brakuje im wiedzy, że – jeśli mają zapobiec dalszym zniszczeniom – muszą za wszelką cenę nie dopuścić do tworzenia się w przyszłości zdegenerowanych elit.

(more…)

20 grudnia 2012

Przepowiednie o końcu czasów

Gregory James
Sott.net
30 września 2012 11:10 CDT

Wraz z pojawieniem się Internetu nadeszła era informacji, kiedy stało się możliwe swobodne i łatwe rozprzestrzenianie i znajdowanie informacji na niemal każdy temat – takich, do których dotarcie byłoby niezwykle trudne, o ile nie wręcz niemożliwe, jeszcze kilkadziesiąt lat temu. W zasięgu naszych palców znajduje się obecnie więcej danych, niż jesteśmy w stanie przyswoić, a wiadomości o wydarzeniach z całego świata pojawiają się praktycznie natychmiast. Nawet kiedy informacje są skrywane, i tak jakoś wypływają na powierzchnię i to na ogół dość szybko. Dzięki laptopom i innym przenośnym urządzeniom nosimy internet przy sobie. Spędzamy w nim obecnie większość życia, czy to pracując, czy też dla rozrywki.

Wszystko jest podłączone! W stosunkowo krótkim czasie nasze globalne społeczeństwo zmieniło się w rozległą sieć dostarczycieli informacji, jak gigantyczna sieć mózgowa, przetwarzająca i przekazująca sobie nawzajem dane w obrębie tego wielkiego organizmu. Nic więc dziwnego, że zmienia się nasz zbiorowy paradygmat i że najgłębsze wzorce naszej podświadomości, naszych archetypów – rozumianych jako starożytne tajemne nauki i proroctwa, opowieści o mocy i duchowe alegorie, epickie opowieści o przygodach i stare legendy – trafiają do naszej świadomości i stają się dla nas ważnymi, wzbudzającymi zainteresowanie tematami.

Wystarczy wrzucić w wyszukiwarkę Google „21 grudnia 2012”.  Nieważne, że to dzień jak każdy inny. Nawet bez dalszego precyzowania Google poda około 460 milionów stron [dla angielskiej wersji: “Dec. 21, 2012” – przyp.] traktujących o końcu świata – jak choćby przepowiednie Majów, powrót Chrystusa, teorie zbiorowego oświecenia itp. Naprawdę 460 milionów! Spójrzmy na to z perspektywy – to co najmniej o 150 milionów stron więcej, niż wynosi populacja Stanów Zjednoczonych. Zdecydowanie mówi nam to coś o tym, co ostatnio zajmuje ludzi. Nawet zapytanie Googli o pornografię daje jedynie 296 milionów stron, co samo w sobie jest już jest ogromną ilością, ale ciągle nie dorównuje przepowiedniom o końcu świata i teoriom o zbiorowym przebudzeniu. A mówimy tu tylko o zjawisku 21 grudnia 2012. Poszukajcie „return of Jesus” (powrót Chrystusa), a dostaniecie 524 miliony wyników! Poszukajcie „End-Times” (koniec czasów), a dostaniecie ich niemal 2 miliardy! „Apocalypse” (apokalipsa) daje 102 miliony stron. W sumie to ponad 3 miliardy wyników dla 4 haseł (bez pornografii, oczywiście). Nie spróbowaliśmy jeszcze poszukać armagedonu, wzniesienia, sądnego dnia, potopu, czy całej masy innych terminów, wiążących się z mitami i końcem świata. Abstrahując od wiarygodności tych miliardów stron, chodzi mi o to, że dla wielu ludzi tematy te są atrakcyjne, w przeciwnym bowiem razie nie byłoby tak ogromnego zapotrzebowania na ich mnożenie się w sieci. A to oznacza, że temat jest ważny – dla mnóstwa ludzi.

Skąd tak duże zainteresowanie końcem świata? Czy naprawdę aż tak źle się dzieje, że ludzie chcą go? To możliwe. Czy studiowanie tematu końca świata stało się wyjątkowo popularnym hobby? Raczej nie. Czy połowa populacji planety życzy sobie śmierci? Wątpię. Jednak nawet pobieżne przejrzenie tego materiału nie pozostawia wątpliwości co do tego, że ogromna jego część to czyste wariactwo i hiper podżeganie, a spora część zawartości tych stron to rozmyślna dezinformacja, zaplanowana jako narzędzie kontroli społecznej i propagandy myślenia grupowego, mająca na celu albo odciągnięcie was od tego, co faktycznie się dzieje, albo skłonienie do wzięcia rozwodu z waszymi pieniędzmi – wiecie, “zanim będzie za późno!!!” (ta perełka zdaje się nigdy nie tracić impetu). Niemniej jednak zainteresowanie zdecydowanie istnieje, a najbardziej prawdopodobnym jego powodem jest – moim zdaniem – fakt, że wszyscy jesteśmy połączeni, z sobą nawzajem i z Kosmosem, i ci spośród nas, w których żyłach wciąż płynie krew, wiedzą, że coś się dzieje.

© Sean Heavey, National Geographic – Superkomórka burzowa

Nie sposób tego przeoczyć, jeśli odwiedza się wiarygodne źródła wiadomości (jakkolwiek niewiele ich jest) i przegląda informacje o wszystkich tych zmianach na Ziemi, ekstremalnej pogodzie na biblijną skalę, ogromnym wzroście przemocy i osobliwych zbrodni, nieustannych wojen toczonych bez powodu, suszach i powodziach, niewytłumaczalnej masowej śmierci zwierząt na całym świecie, potężnym napływie szczątków meteorów, niewytłumaczalnych dziurach w ziemi, tajemniczych dźwiękach dochodzących z nieba, globalnych protestach i zamieszkach na bezprecedensową skalę, wykładniczym wzroście ubóstwa i bezrobocia, jawnej militaryzacji policji, nieskrępowanej cenzurze w mediach i propagandzie, nie zapominając o stopniu korupcji w naszych patokratycznych rządach oraz o systemie finansowym tak jawnie bezwstydnym, że równie dobrze mogliby nosić koszulki z nadrukiem „Oligarchia grupowa” – jestem przekonany, że mają już takie metki na bieliźnie.

Nic więc dziwnego, że ludzie myślą, iż koniec jest bliski. Wygląda na to, że powszechnie uznaje się, że nasza wspólna walka ostatecznie doprowadzi do pewnego konkretnego wyniku, wymienianego w proroctwach o końcu świata, jakie wpisywały się głęboko w naszą kulturę i zbiorową nieświadomość od zarania dziejów ludzkości. Czy te liczne, tak do siebie podobne przepowiednie pochodzą z wrodzonej ciekawości nieodzownego, acz niejawnego, ostatecznego rezultatu? Co ma początek, musi mieć i koniec, czyż nie? Dla ludzi myślących stawianie pytań jest rzeczą zupełnie naturalną. Skoro tu jesteśmy, to jakoś musieliśmy zostać stworzeni, a w takim wypadku musi również istnieć jakiś moment w przyszłości, kiedy przestaniemy istnieć. Ale skoro już przy tym jesteśmy, załóżmy, że tylko źli kolesie dostają to, co nadchodzi, a ci dobrzy – “wybrani” – mogą żyć dalej w odnowionym raju, tak? A może chodzi o coś więcej, o coś głębszego?

(more…)

18 grudnia 2012

Precyzyjne proroctwa warto traktować z dozą sceptycyzmu: kapłani Majów prostują przekłamania przepowiedni “Końca świata” w 2012 roku

George Washington
Zero Hedge
10 grudnia 2012

„Wystarczyło mi miejsca tylko do 2012 roku. Ha! Pewnego dnia napędzi to komuś stracha”.

Tłumy dzieciaków i nastolatków o skłonnościach samobójczych trzęsą portkami na myśl o apokaliptycznym “proroctwie” Majów na rok 2012. 1 na 10 osób wierzy, że Majowie przewidzieli koniec świata (zajrzyjcie również tu). Google dla frazy „Maya 2012” (Majowie 2012) wyrzuca aktualnie 325 milionów wyników – to tylko nieznacznie mniej, niż w przypadku najbardziej popularnych słów.

Niniejszy tekst  jest swoistym społecznym ogłoszeniem –  zawierającym wypowiedzi kapłanów Majów pokazujące, że świat nie skończy się w 2012 roku – skierowanym do dzieci i dorosłych, przerażonych wspomnianym proroctwem.

Wiele osób rozmawia na temat proroctwa Majów.

Ale niewiele z nich wie, co rzeczywiście na temat roku 2012 powiedzieli kapłani Majów.

W gruncie rzeczy starszyzna Majów mówi coś zupełnie innego niż to, co mogliście usłyszeć.

Na przykład według Wakatela Utiwa – szefa Krajowej Rady Starszyzny Majów, Xinca i Garifuna, Strażnika Dni Kalendarza Majów oraz duchowego przywódcy Majów z 13-ej Generacji Quiche – zakończenie kalendarza Majów nie ma nic wspólnego z końcem świata.

(more…)

19 kwietnia 2012

Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz. 2

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
3 lutego 2012

(Część 1 artykułu: Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz. 1)

Jest to zdumiewająca obserwacja: że zagraniczne rządy nie zdają sobie sprawy z faktu, że USA mają wobec nich ukryte plany, zupełnie tak samo, jak nazistowskie Niemcy miały plany wobec całego świata. Aż trudno uwierzyć, że oni wciąż wierzą w te łgarstwa, że ktokolwiek jeszcze daje się przekonać, iż „islamscy terroryści są wrogami całej ludzkości”. Jeśli przedstawiciele rządów, którzy powinni wiedzieć, jak sprawy faktycznie wyglądają, są w stanie ciągle wierzyć w ten fałsz, to są zbyt głupi na to, aby być w jakimkolwiek rządzie.

Po tym wszystkim nie wydaje mi się, że można obarczać winą większość tych Niemców, którzy w 1933 r. uwierzyli, że spalenie Reichstagu było dziełem komunistów. Tym, za co można ich obwiniać i co namacalnie dowiodło ich straszliwej, zbiorowej słabości charakteru, po raz pierwszy w okresie rządów nazistowskich, jest fakt, że to przesądziło o całej sprawie. Niemieccy obywatele z bezwolną uległością zaakceptowali, że w następstwie pożaru każdy z nich utracił resztki osobistej wolności oraz godności, zagwarantowanych przez konstytucję, jakby były to konieczne konsekwencje. Jeśli to komuniści spalili Reichstag, podjęcie przez rząd „zdecydowanych kroków” przeciwko wszystkim było jak najbardziej w porządku!

Właśnie! Rząd USA odebrał obywatelom wszystkie wolności, za które rzekomo tak nas mieli nienawidzić “islamscy terroryści”. Dokładnie to samo robią rządy na całym świecie, tyle że czasami na swój własny sposób. We Francji rolę tę wzięła na siebie organizacja MIVILUDES, a jej mandatem wydaje się być to samo, co promuje Jewgienij Morozow, cytowany we wcześniej wzmiankowanym artykule „Quality Control” (O kontroli jakości Internetu).

Następnego ranka omawiałem tę sprawę z kilkoma innymi aplikantami. Każdego z nich interesowało, kto popełnił tę zbrodnię, i niejeden miał wątpliwości co do oficjalnej wersji, jednak żaden z nich nie widział nic nadzwyczajnego w fakcie, że od tego momentu nasze telefony będą na podsłuchu, nasza korespondencja otwierana i że można się będzie włamywać do naszych biurek.

„Uważam to za osobistą obrazę – powiedziałem – że uniemożliwia mi się czytanie dowolnej gazety, jaką sobie życzę poczytać, jedynie dlatego, że komuniści rzekomo podpalili Reichstag. A wy?” Jeden z nich radośnie i niewinnie odparł: „Nie. Dlaczego miałbym tak uważać? Czy do tej pory czytywałeś „Forwards” albo „The Red Fag”? […]

Tak też wydaje się być w USA. Tym, co wskazuje na straszną kolektywną słabość charakteru rozmiękłego i hedonistycznego społeczeństwa Ameryki, jest akceptacja utraty swobód obywatelskich w zamian za ochronę przed tymi, którzy rzekomo „nienawidzą nas z powodu naszych swobód”. Tę samą truciznę rozsiewa we Francji wspomniana wyżej organizacja MIVILUDES. Znajomy francuski lekarz pokazał mi ostatni numer magazynu medycznego, który zawiera artykuł objaśniający lekarzom, że muszą czujnie wypatrywać ludzi, którzy myślą lub działają „odmiennie niż nakazuje norma”. Są oni oczywiście zachęcani do łamania zawodowej przysięgi Hipokratesa i denuncjowania pacjentów, którzy mogą mieć „dziwne poglądy”, takie jak choćby o szkodliwości szczepionek, dobrodziejstwie przyjmowania witamin, wpływie diety na nasze zdrowie itd. Lekarzom francuskim oferuje się nawet specjalne bonusy za udział w kursach typu „rozpoznawanie członków kultu”. Nie żartuję! Tego samego typu artykuły zamieszczane są w magazynach prawniczych, prenumerowanych przez adwokatów i sędziów. A cała ta działalność MIVILUDES jest finansowana przez rząd francuski! Ale odchodzę od tematu…

Czym jest rewolucja? Prawnicy konstytucyjni określają ją jako zmianę konstytucji metodami pozakonstytucyjnymi. Według tej definicji, rewolucja nazistowska z marca 1933 r. nie była rewolucją. Wszystko odbyło się ”zgodnie z przepisami”, czyli przy użyciu środków dozwolonych przez konstytucję. Najpierw pojawiły się „zarządzenia w wyjątkowych wypadkach”, wprowadzone przez kanclerza Rzeszy, które zostały następnie zatwierdzone przez Reichstag większością 2/3 głosów, dając rządowi nieograniczone uprawnienia legislacyjne, a wszystko to w idealnej zgodzie z zasadami przewidzianymi dla zmian konstytucji. […]

Wydarzenia stanowiły kombinację najróżniejszych składowych. Kompletnie zabrakło jakiegokolwiek aktu odwagi czy ducha u któregokolwiek z uczestników.

W marcu było już widać, że naziści osiągnęli silną, niepodważalną pozycję – poprzez terror, celebracje i retorykę, zdradę, a ostatecznie zbiorowe załamanie – miliony ludzi jednocześnie cierpiało na załamanie nerwowe. Narodzinom szeregu państw europejskich towarzyszyło więcej przelanej krwi, ale żadne z nich nie zrodziło się w podlejszy sposób.

Historia europejska zna dwie formy terroru.

Pierwszą z nich jest niekontrolowany wybuch żądzy krwi w zwycięskim, masowym powstaniu. Drugą jest zimne, wykalkulowane okrucieństwo, popełnione przez zwycięskie państwo jako demonstracja siły i metoda zastraszania. Te dwie formy terroru zazwyczaj odpowiadają odpowiednio rewolucji i represji. Pierwsza z nich jest wywrotowa. Uzasadnia ją potężny gniew społeczny, furia i gorączka chwili, okresowe szaleństwo. Druga to polityczny system represyjny, usprawiedliwiający się uprzednim rewolucyjnym okrucieństwem.

Nazistom przypadło w udziale połączenie obydwu tych form terroru w sposób, który znosi oba te uzasadnienia. W 1933 r. terror był praktykowany przez autentycznie żądne krwi grupy (czyli SA – jako że SS przystąpiło do gry dopiero później) – jednakże grupy te działały jako „wsparcie policji”, bez żadnych emocji lub spontaniczności i bez żadnego ryzyka dla siebie samych. Działali z pozycji pełnego bezpieczeństwa, wypełniając rozkazy i przy zachowaniu ścisłej dyscypliny. Z zewnątrz był to obraz rewolucyjnego terroru – dziki, nieogładzony tłum wdzierający się w nocy do domów i wlokący bezbronne ofiary do komór tortur.

(more…)

10 kwietnia 2012

Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz.1

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
3 lutego 2012 00:43 CST

©BBC

Czytanie artykułu „Columnist Calls for Internet „Quality Control” to Quash Dissent (Dziennikarz wzywa do „Kontroli jakości” Internetu w celu wytłumienia odmiennych poglądów) spowodowało, że dreszcz przebiegł mi po plecach. Jak napisałam na mojej tablicy facebookowej: „Czy tylko ja zauważam to narastające osaczenie, rosnącą propagandę w kierunku ograniczania i pozbawiania praw człowieka, podczas gdy ludzie en masse wydają się przechodzić przez to wszystko jakby we śnie?”

Wszakże to, co się dzieje, już się zdarzało. Tyle tylko, że obecnie wydaje się to rozprzestrzeniać na cały świat. Zaznaczam, że nie należę do osób, które dają się zwieść wyszczerzonym kłom propagandy wojennej. Dokąd sięgnąć pamięcią, wciąż jest tak samo. Zawsze ten sam trick, dramat rozgrywany pomiędzy rzekomymi wrogami w celu utrzymywania społeczeństw w strachu i napięciu, tak by chętnie poddawały się wszechobecnym drakońskim metodom narzucanej kontroli.

Inną rzeczą, która też miała miejsce już wcześniej, jest efekt końcowy takich dramatów: śmierć i zagłada na masową skalę, czyli „przypadkowe zniszczenia i straty wśród ludności cywilnej powstałe na skutek działań wojennych”. Kilka komentarzy na Facebooku wskazuje, że nie tylko ja to spostrzegam. Jeden z komentatorów napisał: „Nie tylko chodzą jak lunatycy, ale czołobitnie znajdują usprawiedliwienie dla gwałcenia ich podstawowych praw i bezmyślnie próbują „rozwiązywać” problemy za pomocą wiecznie tych samych, nieskutecznych metod z przeszłości. Powiada się, że „szaleństwo to powtarzanie w kółko tych samych działań i oczekiwanie odmiennych rezultatów”. (HB)

Otóż to. Psychopaci u władzy nigdy jakoś nie byli w stanie pojąć faktu, że efekt końcowy jest zawsze i wszędzie ten sam. Pasożyty nie zdają sobie sprawy, że spłoną żywcem w tym samym ogniu, w którym pali się zaatakowane i zabite przez nie ciało.

Inny z komentarzy brzmiał: “Jest to od dawna planowane i dokładnie koordynowane odradzanie się nazizmu na globalną skalę.” (DST)

Dokładnie. Oto dlaczego wskrzeszam temat, na który pisałam już w 2008 roku, kiedy to Bush – pamiętacie Busha, tę marionetkę, która rozpoczęła cały ten bajzel? – wciąż jeszcze był prezydentem USA. Artykuł skupiał się głównie na Bushu i USA, ale od tamtego czasu tak wielu innych przywódców światowych i tak wiele państw dosiadło tego totalitarno-faszystowsko-nazistowskiego konia, że nawet nie muszę specjalnie przerabiać tego artykułu, aby wciąż był na czasie.

Pisałam wówczas: Książka Roberta Parry’ego When a Great Power Goes Mad (Kiedy potężne państwo popada w szaleństwo) wywoływała u mnie ciarki, zwłaszcza gdy czytałam:

Z okazji piątej rocznicy wojny w Iraku i ponurego progu 4000 zabitych żołnierzy amerykańskich kraj zalały retrospektywne wiadomości o wojnie i przemówienia polityków, w większości oferujących złagodzone wersje wydarzeń.[…]

W mediach ukazały się wydania specjalne, w tym dwuczęściowy film pt. „Wojna Busha”, nadany w popularnym programie dokumentalnym „Frontline” amerykańskiej publicznej sieci telewizyjnej PBS, przedstawiający mainstreamową linię, w znacznej mierze aprobującą „dobre intencje” administracji Busha i obwiniającą za całą tę katastrofę wykonawców realizowanej polityki – tzn. brak planowania, biurokratyczną rywalizację, pospieszne decyzje oraz myślenie życzeniowe. […]

Poza zakresem amerykańskiej debaty głównego nurtu pozostała poważna analiza fundamentalnej kwestii nielegalności irackiej wojny.

Podczas procesów w Norymberdze po II wojnie światowej Stany Zjednoczone najsilniej ze wszystkich krajów potępiały wojnę napastniczą jako “największą międzynarodową zbrodnię, różniącą się od innych zbrodni wojennych tylko tym, że zawiera w sobie całe skumulowane zło”.

A jednak „Frontline” i inne główne media USA dyskretnie przemilczały ten najistotniejszy fakt wojny irackiej, a mianowicie, że dokonując inwazji na Irak bez aprobaty Rady Bezpieczeństwa ONZ i pod fałszywym pretekstem, administracja Busha sprowadziła na Irak to „całe skumulowane zło” i dopuściła się “najwyższej” zbrodni wojennej.

Oczywistym powodem, dla którego główny nurt prasy USA nie może sobie poradzić z tą prawdą, jest to, że prawda oznaczałaby jednocześnie, iż prezydent Bush, wiceprezydent Dick Cheney i wielu innych dostojników rządowych USA, jak również paru znanych dziennikarzy, mogłoby zostać uznanych za zbrodniarzy wojennych.

Zaakceptowanie tej rzeczywistości stworzyłoby w następstwie imperatyw moralny, zmuszający do podjęcia działań. A to z kolei wymagałoby obalenia istniejącej struktury władzy, która nie zmieniła się wiele od czasu, kiedy w październiku 2002 roku Bush zdobył upoważnienie Kongresu do użycia siły, po czym w marcu 2003 napadł na Irak.

Nie tylko Bush i Cheney pozostali na swych stanowiskach – oraz dwoje z trzech pozostałych kandydatów na prezydencki fotel, głosujących za wojną, John McCain i Hillary Clinton – ale i cała plejada czołowych dziennikarzy waszyngtońskich pozostała nietknięta przez ostatnie pięć lat.

(more…)

26 lutego 2011

„Wszechmocny wąż postanowił skrzywdzić ludzi”: Ostatnich 12000 lat

Filed under: Nauka,Zagrożenia dla Ziemi — iza @ 20:18
Tags: , ,

Bob Kobres
University of Georgia Libraries
Mon, 01 Jan 1996 01:47

Wszechmocny wąż postanowił skrzywdzić ludzi. [z Walam Olum]

Choć nie możemy jeszcze powiedzieć konkretnie, jak na przestrzeni minionych 12000 lat z okładem wpłynęły na naszych przodków oddziaływania Ziemi z dużą, krótkookresową kometą, istnieją pewne aspekty, które można dostrzec łącząc elementy tego, co odkryliśmy o naszej przeszłości. Dość powszechnie są na przykład znane przekazy o tym, że ludzkość żyła kiedyś w świecie dostatku i nie musiała ciężko pracować, aby dobrze żyć. W większości kultur, które przechowały pamięć tego szczęśliwego, łatwego życia, dobre czasy skończyły się za sprawą pewnej potężnej wężowej istoty. Takie przekazy o dobrobycie nie stoją bynajmniej w sprzeczności z tym, co obecnie wiemy o warunkach panujących w plejstocenie. Badania rdzeni lodowych oraz inne, dotyczące datowania, wykazały niedawno, że ta era obfitująca w florę i faunę zakończyła się nagle mniej więcej 11 000 lat temu. Jeśli założymy, że z tą gwałtowną zmianą miała coś wspólnego duża kometa, stanie się jasne, dlaczego historie naszych przodków przywołują wizerunek wężowego stwora niszczącego ten sympatyczny czas.

(more…)

Następna strona »

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: