PRACowniA

21 Maj 2016

Czy matka natura nie jest niesamowita? Ludziom odbija, bo lew zjadł płód wyszarpany z brzucha bawolicy – nic więc dziwnego, że nie mają pojęcia, co się dzieje w Syrii

Joe Quinn
Sott.net
14 maja 2016

 

© Can’t Believe Eyes / YouTube – Niewiarygodne. Lew niesie w zębach płód, wyszarpany z brzucha zabitej bawolicy, i zamierza go zjeść. Takie są prawa natury. Jeśli nie chcesz przyjąć tego do wiadomości, to jak możesz kiedykolwiek zrozumieć, co naprawdę dzieje się w krajach takich jak Syria czy Irak?

 

Czy ludzie są schizofrenikami? To poważne pytanie. Ogólnie rzecz ujmując, schizofrenik to osoba, której zachowania społeczne odbiegają od normy i która w opaczny sposób postrzega rzeczywistość. Możesz twierdzić, że oba te kryteria są mniej więcej takie same, że właściwie niczym się nie różnią, a przynajmniej jedno wynika z drugiego. Jeśli nie jesteś w stanie zrozumieć rzeczywistości, to twoje interakcje społeczne siłą rzeczy nie mogą być normalne, a gdy twe stosunki z innymi nie są prawidłowe, oznacza to, że w twoim pojmowaniu otaczającej cię rzeczywistości brakuje jakiegoś elementu.

Tak naprawdę „niepowodzenie we właściwym postrzeganiu rzeczywistości” cechuje niemalże każdego przeciętnego człowieka, a także niektórych z grona wybijających się ponad przeciętność. To prawda, że są różne stopnie błędnego pojmowania rzeczywistości oraz że prawdziwi schizofrenicy, co oczywiste, stanowią ekstremum na tej skali, niemniej jednak w każdym wypadku chodzi o tę samą przypadłość. A zatem nic dziwnego, że bardziej racjonalne i obiektywne analizy schizofrenii definiują ją raczej jako chorobę społeczną, aniżeli schorzenie czysto genetyczne czy fizjologiczne. Oznacza to, że jest ona konsekwencją toksycznego wpływu naszych wspaniałych społecznych obyczajów i „norm” na ludzki umysł, ciało i duszę. W schizofrenii istnieją przypadki ekstremalne, ale de facto wszyscy jesteśmy nią dotknięci, wszyscy na nią cierpimy.

Czy istnieje jakaś zasadnicza różnica pomiędzy schizofrenikiem, który uwierzył w coś tylko dlatego, że powiedziały mu o tym głosy w jego głowie, a całym amerykańskim narodem utrzymującym, iż Stany Zjednoczone najechały na Irak, by upowszechniać tam wolność i demokrację, tylko dlatego, że tak powiedziały Amerykanom gadające głowy z ich rządu? W obydwu wypadkach mamy do czynienia z manipulacją ze strony fałszywego autorytetu, który rozmyślnie wprowadza ludzi w błąd. Jedyna istotna różnica, jaka przychodzi mi na myśl, polega na tym, iż w pierwszym przypadku negatywnymi skutkami schizofrenii w gruncie rzeczy dotknięta jest jedynie cierpiąca na nią jednostka, natomiast w drugim – miliony istnień ludzkich, na których życiu cudza schizofrenia nie tylko odbija swe złowrogie piętno, ale wręcz je unicestwia.

W moim odczuciu wszyscy w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy schizofrenikami, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, powinien zgłosić się do psychiatry. Konkretnym przykładem braku adaptacji człowieka do prawdy i obiektywnej rzeczywistości – który przykuł moją uwagę w trakcie lektury historii opublikowanej na portalu RT.com – była reakcja na niezwykłe zdarzenie, jakie niedawno miało miejsce w parku Krugera w RPA: lew pożarł bawoła. Nie robi to na tobie wrażenia? W takim razie dodam, że „główną atrakcją” dla świadków tego incydentu (i połowy internetu) było to, iż lew rozszarpał brzuch ciężarnej bawolicy, by wyciągnąć z niego płód, a następnie zaniósł go w zębach kilku innym lwom, które wspólnie z nim to zjadły.

Lew zanurza łeb w zakrwawionym brzuchu nieżywego zwierzęcia, a zaraz po tym widać, jak wyciąga z niego jakiś mięsisty kawałek.

„Co to jest?”, zastanawia się jeden z obserwujących. „Wygląda na fragment żołądka”.

Aż tu nagle, gdy wielki kot oddala się ze swoją zdobyczą, jakaś kobieta doznaje szoku i wydaje z siebie stłumiony okrzyk: „To jest dziecko!”.

„Ona była w ciąży, on wyciągnął jej dziecko” – mówi z obrzydzeniem. „O mój Boże, fuj”.

Zakładam, że ludzie wybierają się na safari do takich miejsc jak Narodowy Park Krugera po to, by zobaczyć tam „cuda natury” w ich niesamowitej (zwykle okrojonej) „krasie”. Ale czy natura jest naprawdę tak niesamowita? Gros osób zapewne tak uważa. W rzeczywistości wszystko zależy od tego, co przez to słowo rozumiemy oraz na co w gruncie rzeczy zwracamy uwagę, gdy przyglądamy się naturze. Problem w tym, że dla większości określenie „niesamowita” oznacza coś pozytywnego: zdumienie i zachwyt przepełnione czcią i podziwem – zero obrzydzenia i strachu. Broszury reklamujące przygody wakacyjne tego typu zwykle nie zawierają informacji o możliwości zobaczenia małego bawoła wyrywanego przedwcześnie z łona matki. Właściwie wcale mnie to nie dziwi, iż świadkowie takiego zdarzenia są na nie zupełnie nieprzygotowani, gdyż oczekują czegoś w rodzaju odkażonej, złagodzonej wersji natury – lew i bawół w dobrej komitywie, niczym w disnejowskiej kreskówce.

Tego typu zachowania wynikają z praw natury (w każdym razie na tym poziomie). Zajrzyj pod dowolny kamień w swym ogrodzie, a zobaczysz, że jeden byt zjada inny. Unieś dach domu, a ujrzysz to samo – i nie chodzi mi wyłącznie o czysto przyziemną konsumpcję typu śniadanie, obiad czy kolacja. Istnieje więcej sposobów „zjadania” czy „konsumowania”, bez udziału przewodu pokarmowego. To powinno wystarczyć, by wzbudzić prawdziwe osłupienie i respekt zmieszany ze strachem. Jak by nie było, wyraz awe (zdumienie, respekt, cześć, obawa) pochodzi od staroangielskiego słowa ege, oznaczającego „terror i trwogę”. Analogiczne doświadczenie opisała w drugim tomie serii „Fala Laura Knight-Jadczyk:

„Biorąc swój pierwszy oddech w nowej rzeczywistości, dokonałam świadomego wyboru ograniczenia swego udziału w tym oszustwie narzuconym ludzkości. Świadomie zdecydowałam, że […] już nigdy więcej nie będę oszukiwać samej siebie w czymkolwiek, co dotyczy rzeczywistości.

Gdy spoglądałam na kwiat, rozmyślnie pamiętałam też o procesie rozpadu i śmierci, jaki zachodzi w glebie, z której roślina czerpie swój pokarm. Kiedy patrzyłam na kota lub psa, myślałam również o pchłach i pasożytach oraz o zabijaniu i zjadaniu innych stworzeń, co nieustannie zachodzi w świecie zwierząt. Gdy obserwowałam piękne, spokojne jezioro, miałam też na uwadze całe pokłady organizmów chorobotwórczych, mnożących się urodzajnie pod błyszczącym lustrem wody.

Brzmi dość dziwnie, prawda? Ale przyniosło zadziwiający skutek.

Ponieważ nie okłamywałam się już w kwestiach powiązanych z wszelakimi przejawami egzystencji – a zwłaszcza jeśli chodzi o mnie samą, moją naturę, moje istnienie – miałam wolność wyboru co do tego, jaką siebie objawię w danym momencie. Wiedząc, że wszystkie ciemnie strony natury istnieją również we mnie, w moim własnym DNA, w moim ciele, w mojej ukształtowanej jaźni, oraz mając świadomość tego, że doświadczyłam wielu wcieleń, kiedy sama zadawałam śmierć i szerzyłam destrukcję lub cierpiałam to samo z rąk innych, miałam swobodę wyboru. Co więcej – wiedziałam, że jest to wolny wybór! […] Nie było już żadnej winy za cokolwiek. Było tylko to, co jest. Czyli natura. Czyli Bóg. A Bóg ma dwie twarze: Dobro i Zło. Możemy kochać obydwie, jednak możemy zdecydować, którą z nich sami będziemy objawiać, manifestować, jednocześnie zawsze bezwarunkowo kochając obie”.

Ludzie niestety nie są w stanie dokonać tego fundamentalnego wyboru, gdyż nie chcą zaakceptować rzeczywistości. Nieustająco zwodzą się w małych i dużych sprawach. Najpierw wmawiają sobie, że natura jest niesamowita – w pozytywnym tego słowa znaczeniu – a następnie postrzegają ją selektywnie, pomijają jej nieprzyjemne aspekty oraz podstawową prawdę, a mianowicie to, iż istotną częścią natury tego świata – i nas to też dotyczy – jest konsumowanie innych bytów, bez względu na to czy chcą one być zjedzone, czy nie. W większości przypadków te „inne byty” nie chcą stać się pożywieniem. Właściwie to jestem prawie pewien, że zawsze są temu przeciwne. Za każdym razem podmiot, będący celem ataku kogoś wygłodniałego, będzie uciekał tak szybko, jak to tylko możliwe, albo podejmie walkę. Jednak my, ludzie, dzięki technologicznym cudeńkom, do mistrzostwa opanowaliśmy „wyższą” sztukę osaczania i zaganiania tych innych do zagród, z których nie ma szans na ucieczkę. I robimy to tylko w celu konsumpcji, z której czerpiemy przyjemność, a także po to, by niektóre jednostki mogły na tym zarobić. Nierzadko wśród tych „innych” są również nasi bracia, ludzie, a owe „niektóre jednostki” stają się obrzydliwie bogate.

Drapieżnicy w obrębie gatunku

Nie twierdzę, że istnieją ludzkie farmy, założone przez członków jakieś „elitarnej” frakcji (pomijając Dicka Cheneya). Kiedy jednak spojrzeć na wojny prowadzone w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci przez Stany Zjednoczone i ich sojuszników, trudno nie zauważyć pewnych podobieństw pomiędzy hodowlą ludzi a wykorzystywaniem i ubojem zwierząt. Weźmy dla przykładu Syrię: w tym kraju zostało uwięzionych 26 milionów ludzi. Dzięki „międzynarodowej społeczności” nie mogli go opuścić, bo ograniczono liczbę wniosków wizowych. Następnie nasłano na nich spuszczone ze smyczy hordy ludzkich drapieżców, w efekcie czego zaszlachtowano setki tysięcy Bogu ducha winnych ludzi. A tych, którym udało się uciec i dotrzeć do świętej ziemi Unii Europejskiej, obecnie wyrzuca się z niej i kieruje z powrotem do zagrody ubojowej.

Nasuwa się pytanie: czy ludzie odpowiedzialni za wykalkulowane doprowadzenie do takiej rzezi zostali zasileni energią lub w jakiś sposób „nakarmieni” taką brutalnością w stosunku do innymi ludzi? Dla przykładu – jeśli prezes Raytheona otrzymał wyższy bonus, bo udało mu się sprzedać więcej broni dla amerykańskiej armii, którą następnie wykorzystano do zbombardowania ludności cywilnej w Syrii (tudzież w Iraku, Afganistanie czy Libii), i za część tej premii kupił sobie więcej kawioru, to czy tym samym został on niejako nakarmiony, choćby pośrednio, przez ubój ludzi? A co ze wszystkimi żołnierzami piechoty, otrzymującymi comiesięczną wypłatę za wzbudzanie wśród irackiej ludności „szoku i przerażenia”?

Nie należy, co oczywiste, zapominać też o przyjemności, jaką wiele osób zdaje się czerpać z „prostego” faktu torturowania i zabijania słabszych od siebie. Rzecz jasna nie mam żadnych twardych dowodów na to, że zachodni politycy i wojskowy personel planują inwazje na inne kraje oraz masowe mordowanie cywilów faktycznie z przyjemnością, lecz trzeba przyznać, iż częstotliwość i entuzjazm, z jakim te typy realizują właśnie takie scenariusze, oraz podejmowane przez nich wysiłki na rzecz zmanipulowania wyborców, by im na to pozwolili, pokazuje, że w istocie coś jest na rzeczy, że naprawdę coś z tego mają.

Zasadniczo chodzi mi oto, że jeśli człowiek nie jest w stanie przyjąć do wiadomości dość przyziemnej prawdy o istocie natury (a własnej w szczególności) – tj. że zasadza się ona na konsumpcji jednych bytów przez inne i że odbywa się to na skalę masową – to jak może on oczekiwać, że ogarnie ideę, iż obok fizycznej konsumpcji istnieją też inne sposoby „spożywania” oraz że są one nieustająco stosowane wśród ludzkiej populacji na naszej planecie? Jeśli nie potrafimy zrozumieć rzeczywistości na jej najbardziej podstawowym dostępnym nam poziomie – tj. na poziomie natury – to jest mało prawdopodobne, iż zrozumiemy inny aspekt rzeczywistości, ten, którego potencjał oddziaływania na nas i na naszą przyszłość jest najsilniejszy – czyli sferę naszych osobistych i społecznych relacji.

Poza naszym zasięgiem będzie również inna oczywista prawda, mianowicie ta, że niektórzy ludzie przypominają wewnątrzgatunkowych drapieżców i żerują na innych ludziach w morderczych ucztach, organizowanych regularnie pod przykrywką hasła: „wolność i demokracja”.

Jeden z użytkowników Tweetera tak oto podsumował „zajście w parku Krugera”:

 

Okrutne…lecz lew zawsze będzie lwem

 

Gdyby tylko ludzie potrafili zastosować taki sam sposób rozumowania w stosunku do pewnych tak zwanych „ludzi” sprawujących władzę na tym świecie, może sytuacja by się poprawiła. Ale dopóki to nie nastąpi, zwracaj uwagę wyłącznie na jasną stronę rzeczywistości. Jeśli kiedykolwiek prawda o naturze rządzących naszym światem w pełni objawi się w twojej okolicy i znajdziesz się w samym środku „strefy działań wojennych”, to jak znalazł będziesz miał pod ręką punkt odniesienia, który, miejmy nadzieję, pomoże ci zrozumieć, o co do cholery w tym wszystkim chodzi, co tak naprawdę się wokół nas dzieje.

Tłumaczenie: PRACowniA

Reklamy

39 Komentarzy »

  1. Błąd w rozumowaniu wszelkich chwalców okrucieństwa natury polega na tym, że żaden lew ani krokodyl nie stworzył szpitali i przytułków dla starych krokodyli, lecz chorych i starych współbraci spokojnie konsumował. Nawet do łbów im nie przyszło, żeby ułomne osobniki chronić. Człowiekowi jakoś przyszło. Ale jeśli Joe Quinn uważa, że to schizofrenia, to mam nadzieję, że zostanie z apetytem skonsumowany przez któregoś z tych normalnych.

    Komentarz - autor: tarbagann — 21 Maj 2016 @ 18:17

  2. @tarbagann
    Odnoszę wrażenie że umknął Ci najważniejszy punkt powyższego artykułu. Rzecz w tym, że wśród ludzi istnieje taka grupa osobników którzy niejako ZJADAJĄ słabszych od siebie, czerpiąc profity z cudzego cierpienia. W tym sensie nie jesteśmy lepsi jako gatunek od lwów ani krokodyli. Myślę że właśnie to Joe chciał powiedzieć, że przyglądając się tego typu „barbarzyńskim” i „niehumanitarnym” zachowaniom w przyrodzie możemy się czegoś również dowiedzieć o ludzkiej naturze (lub konkretniej o naturze psychopatów). Większość ludzi jednak od takich obrazów odwraca wzrok, narażając się samemu na „pożarcie”.

    Komentarz - autor: Janek — 22 Maj 2016 @ 14:38

  3. Jako jedyny gatunek na ziemi ludź ma wybór. Jesteśmy traktowani właśnie beznamiętnie bo określani jesteśmy właśnie jaki zwierzęcoludzie. Dopiero na wyraźną prośbę i gdy coś już zaczynamy wyczuwać dostajemy ochronę (przykłady są na początku ery wśród „zwolenników drogi” jak sami się określali i sami się zgłaszali na pożarcie lwów gdzie wprowadzali w tym w zakłopotanie rzymian). Ochronę gdy widzimy ze już nie możemy mieć innej natury. Lew dostał to wszystko szybkość pazury kły itp. ale on tak samo jest traktowany jak inne składniki materialnej natury. Tylko ludzie mają tą możliwość wczuwania się (Wyższej Świadomości) i lotu na skrzydłach rozumu.

    Komentarz - autor: The son of the Sun — 22 Maj 2016 @ 18:08

  4. @Janek
    Co do ludzkiej natury, to wystarczy przypomnieć łowców głów, wojowników zjadających serce wroga, palenie czarownic, zwyczaj sati – przykłady okrucieństwa wśród ludzi można mnożyć, a jednak większość tych zachowań została wyeliminowana i uznana za barbarzyństwo. Nie wiadomo, na jak długo, ale paręset lat to działało. Nastąpiło złagodzenie obyczajów. U zwierząt taki proces nie nastąpił nigdy. Dlatego protestuję przeciwko porównywanie gatunku ludzkiego do innych gatunków. Lew pożerający płód wprost z brzucha bawolicy nie jest uznawany przez stado za psychopatę. Po prostu jest lwem. Ty sam piszesz, że wśród ludzi ISTNIEJĄ osobniki o naturze lwów, nie zaś, że wszyscy jesteśmy lwami ale jednak ogół/stado nie akceptuje ich i wręcz uważa za zagrożenie. Nie gloryfikuję tu człowieka, po prostu mózg ludzki wyposażony jest w dodatkowe funkcje, których nie posiadają mózgi zwierząt. Żadna to nasza zasługa. Niektórzy ludzie albo są jednak upośledzeni i funkcjonują wyłącznie jako drapieżniki, bo inaczej nie umieją, albo świadomie rezygnują z wykorzystywania tych funkcji. Obserwowanie natury nic nie daje, bo tylko prowadzi do błędnego wniosku, że wszyscy ludzie to kanibale. Nie pozwala też rozpoznawać psychopatów, gdyż są oni mistrzami kamuflażu, wykorzystującymi właśnie fakt, że na ogół ludzie mają mózgi wyposażone w bardziej złożone mechanizmy niż jeść/spać/polować/kopulować i odwołują się do tych innych uczuć – jak współczucie, przywiązanie, tęsknota. Ale odwołują się do tych ostatnich uczuć nie tylko psychopaci.

    Komentarz - autor: tarbagann — 22 Maj 2016 @ 18:12

  5. @tarbagann
    Łowców głów może i już nie ma, nikt nikomu serc nie zjada, a jednak przemysł zbrojeniowy kwitnie w najlepsze. To że im powodzi się lepiej, oznacza że tam gdzie toczą się wojny ludzie giną i cierpią. W tym sensie Ci drudzy są „zjadani” przez tych pierwszych. A mimo tej rażącej niesprawiedliwości ludzie na codzień wolą odwracać od tego swój wzrok. Myślę, że to autor miał na myśli, tak w skrócie. Cytując powyższy artykuł:

    „Zasadniczo chodzi mi oto, że jeśli człowiek nie jest w stanie przyjąć do wiadomości dość przyziemnej prawdy o istocie natury (a własnej w szczególności) – tj. że zasadza się ona na konsumpcji jednych bytów przez inne i że odbywa się to na skalę masową – to jak może on oczekiwać, że ogarnie ideę, iż obok fizycznej konsumpcji istnieją też inne sposoby „spożywania” oraz że są one nieustająco stosowane wśród ludzkiej populacji na naszej planecie? Jeśli nie potrafimy zrozumieć rzeczywistości na jej najbardziej podstawowym dostępnym nam poziomie – tj. na poziomie natury – to jest mało prawdopodobne, iż zrozumiemy inny aspekt rzeczywistości, ten, którego potencjał oddziaływania na nas i na naszą przyszłość jest najsilniejszy – czyli sferę naszych osobistych i społecznych relacji.”

    Komentarz - autor: Janek — 23 Maj 2016 @ 12:44

  6. @Janek
    A czy nie sądzisz, że przyglądanie się okrucieństwom przyrody znieczula ludzką wrażliwość i jednocześnie usprawiedliwia mroczną stronę ludzkiej natury? Przypomnij sobie eksperyment Zimbardo – jak łatwo jest obudzić bestię w człowieku. W Danii na oczach dzieci poćwiartowano młodą żyrafę, którą zdecydowano „wyeliminować z puli genetycznej”, i wcześnuej uśpiono. Jak sądzisz – kto prędzej poćwiartuje kotka – czytelnik „Kubusia Puchatka” czy widz tego spektaklu, ponoć zgodnego z naturą? Męczy mnie, że nie pamiętam tytułu książki, która chyba legła u podstaw teorii, iż człowiek nie różni się od zwierzęcia. Było tam o rozmaitych strategiach zwierząt, m.in. o kłamstwie – że kłamstwo nie jest wymysłem ludzkim, który należy zwalczać, ale że jest częścią przyrody i jako takie jest nie tylko dopuszczalne, ale i korzystne. Mnie się wydaje, że jest dokładnie odwrotnie niż pisze Autor artykułu – że celowy i świadomy kontakt z okrucieństwem zrywa bezpiecznik i wyzwala okrucieństwo. Zdaje mi się, że np. ludzie tacy jak p. Albright doskonale wiedzą, jak działa przyroda i dlatego właśnie bez mrugnięcia okiem oznajmiają, że tak – warto było poświęcić pół miliona irackich dzieci. A czym się różnią irackiej dzieci od Syryjczyków , na których Autor artykułu się skupia? Że nie wspomnę o ludności Donbasu?
    Oczywiście, wybieranie z życia samych rodzynek poprzez oglądanie i czytanie wyłącznie pogodnych, ładnych rzeczy to przegięcie w drugą stronę i utrata kontaktu z rzeczywistością. Ale w moim odczuciu skupianie się wyłącznie na mrocznych stronach jest jeszcze bardziej szkodliwe. Gdy słucham śpiewu słowika, nie wyobrażam sobie, że opodal czai się kot, który zaraz rozszarpie ptaszka na strzępy. Słucham z zachwytem śpiewu.I nie myślę też o tym, ile ten słowik przed chwilą uśmiercił owadów. Wiem, że obie te sytuacje zachodzą, a mimo to cieszę się słowiczym śpiewem. I nie lubię patrzeć, jak kot poluje na ptaka. Jednocześnie rozumiem, że istnieją ludzie, którzy chcieliby potraktować mnie jak pokarm, w sensie symbolicznym rzecz jasna. Jak do tej pory udało mi się przed nimi obronić. Ale babcia, która 40 lat temu chwaliła 3-letniego wnuczka jaki on sprytny, bo przychodzi do niej i mówi „babka, daj pieniądze!” – dziś daje się łatwo okradać „na wnuczka”. Może to w tym tkwi problem, a nie w oglądaniu, jak polują lwy? Gdy zobaczyłem słynne zdjęcie Gudzowatego „Pierwsza lekcja zabijania”, pomyślałem, że świat zmierza w złą stronę, że to jest tworzenie nowej rzeczywistości. Zresztą…drapieżniki ludzkie nie rozumieją, że z łatwością mogą stać się ofiarami, podobnie jak lwy nie rozumieją, że ich siła, kły, pazury są niczym wobec polowania na nie z helikoptera. Nie sądzę więc, że przyczyną tego, że ludzie nie dostrzegają ” pożeraczy” jest wyłącznie unikanie widoku okrucieństw natury. Trochę chaotycznie, ale to temat na grubą księgę. Pozdrawiam,

    Komentarz - autor: tarbagann — 23 Maj 2016 @ 18:04

  7. PS. Zresztą mój punkt widzenia siłą rzeczy jest odmienny od stanowiska amerykańskiego autora, wynika to ze skrajnie odmiennych przeżyć. Amerykanie nie doświadczyli wojen na swoim terytorium, poza Secesyjną.Wojenne przeżycia są udziałem stosunkowo niewielkiej części amerykańskiego społeczeństwa, czyli żołnierzy, wśród których niemało jest urodzonych wojowników, którzy po prostu lubią zabijać. Ale oni roztapiają się w społeczeństwie. Może dlatego Amerykanie mają problem ze zrozumieniem, co dzieje się w Syrii i nie tylko w Syrii. Ja nie mam tego problemu, IIWŚ zostawiła swoje piętno na mojej rodzinie, tyle że niewiele mogę zrobić dla ludzi, których wojna dotyka teraz tak samo,jak oni nic nie mogli zrobić, gdy wojna trwała w Europie.

    Komentarz - autor: tarbagann — 23 Maj 2016 @ 18:52

  8. @ tarbagann

    Błąd w rozumowaniu wszelkich chwalców okrucieństwa natury polega na tym

    „Chwaców okrucieństwa”? Rozumiem, że komentarz miał odnosić się do artykułu. Ale czy na pewno do tego?

    Co do ludzkiej natury, to wystarczy przypomnieć łowców głów, wojowników zjadających serce wroga, palenie czarownic, zwyczaj sati – przykłady okrucieństwa wśród ludzi można mnożyć, a jednak większość tych zachowań została wyeliminowana i uznana za barbarzyństwo.

    Obawiam się, że nie tylko oodnosisz się do innego artykułu, ale i żyjesz w jakimś innym świecie. A może podobnie jak odwracasz wzrok od kota polującego na słowika, tak dalekim łukiem omijasz bieżące relacje z palenia ludzi żywcem i mordowania na wszelkie możliwe sposoby na masową skalę? Właśnie o tym jest ten artykuł, ale przesiałeś go przez sito i zerknąłeś na odbicie tego, co się ostało, w krzywym zwierciadle. Po czym wyłowiłeś coś, na czego temat mogłeś wyrazić swoją „opinię”, oczywiście odmienną. Można i tak, tylko po co?

    Zresztą mój punkt widzenia siłą rzeczy jest odmienny od stanowiska amerykańskiego autora

    „Amerykańskiego autora”? Autora czego? A że Twój punkt widzenia jest odmienny od punktu widzenia Joe Quinna, to widać. Tym bardziej przydałoby Ci się ponowne, tym razem uważne przeczytanie i przemyślenie. Ale pewnie tego nie zrobisz. Tak jak z założenia nic nie robisz „dla ludzi, których wojna dotyka”.

    Robisz całą masę bezpodstawnych założeń, nawet tego nie zauważając, i na nich opierasz swoje wywody, a zapewne i życie. No cóż, Twój wybór. Tylko potem się nie dziw.

    Komentarz - autor: iza — 24 Maj 2016 @ 00:14

  9. @Iza
    Nie, nie omijam wojennych relacji. To gołosłowne, co napiszę, bo jestem sieciowym anonimkiem, ale w 2005 r. przedstawiłem moim znajomym przybliżony scenariusz przyszłych wydarzeń, bo logika jest nieubłagana. Zostałem wyśmiany i zarzucono mi czytanie nadmiernej ilości kryminałów. Ten scenariusz obecnie się realizuje. Żeby przewidzieć możliwy rozwój sytuacji nie było mi potrzebne przyglądanie się krwawym widowiskom.
    Ja Was czytam od niedawna, więc nie znam całego archiwum, ale z pewnością pisaliście o rzezi w Rwandzie, czy możesz mi wskazać odnośnie artykuły? O wojnie w Jugosławii? W Iraku?
    Ja dla ludzi, których dotyka wojna robię tyle, ile mogę – sprzeciwiam się wojnom i piszę o tym tam, gdzie pojawiają się zwolennicy wojen. Jestem za stary, żeby walczyć bezpośrednio. Nie jestem mocarzem, który może powiedzieć „stop” lobby zbrojeniowému, ale to, co robię ja i wielu innych nawet w tym głupim internecie powoduje, że władcy świata widzą opór i koszty ich przyjemności rosną.
    Natomiast nie rozumiem, w jaki sposób przyglądanie się wzajemnemu zabijaniu się zwierząt miałoby wpłynąć na zakończenie zabijania się nawzajem ludzi. Obserwacja, że zarabianie na dodatkowy kawior poprzez sprzedaż broni to rodzaj kanibalizmu nie jest specjalnie odkrywcza. Przynajmniej dla tych, których rodziny dotknęła wojna i śmierć.

    Komentarz - autor: tarbagann — 24 Maj 2016 @ 07:07

  10. @tarbagann

    „Ja Was czytam od niedawna, więc nie znam całego archiwum, ale z pewnością pisaliście o rzezi w Rwandzie, czy możesz mi wskazać odnośnie artykuły? O wojnie w Jugosławii? W Iraku?”

    Na temat wymienionych przez Ciebie krajów i nie tylko ich pojawiało się wiele artykułów na Pracowni, nie wiem skąd w ogóle wziąłeś pomysł, że tematy te były ignorowane. Między innymi Joe Quinn (notabene Irlandczyk, nie Amerykanin) pisywał o tym co się tam wyprawia/wyprawiało. Artykułów poszukaj sobie sam, nikt w tym względzie nie będzie Ciebie wyręczał. Podobnie jak Iza, nadal uważam że Twoje komentarze odnośnie tego artykułu są po prostu nietrafione, zbyt pochopnie podjąłeś się jego oceny. No i nadal odnoszę wrażenie, że gdzieś umknęło Ci jego sedno. To tyle ode mnie.

    Komentarz - autor: Janek — 24 Maj 2016 @ 09:55

  11. @ tarbagann

    /Natomiast nie rozumiem, w jaki sposób przyglądanie się wzajemnemu zabijaniu się zwierząt miałoby wpłynąć na zakończenie zabijania się nawzajem ludzi./

    Ja też nie rozumiem. Problem tylko w tym, że tego w artykule się nie sugeruje.

    Skojarzeniowa „schozofrenia” w artykulej to tak zwany „doublethinking”, czyli przykładanie różnych standardów do tych samych zjawisk. Tutaj jest to „żal” po zjedzonym płodzie, przy jednoczesnym braku „żalu” ( chodzi nawet o niezauważanie problemu) po mordowanych ludziach.

    „Podwójne myślenie” może być nieuświadomione. ( nieuświadomiona własnie ta „podwójność”).
    Tym się ono różni od dysonansu poznawczego, który, jak sama nazwa wskazuje, wywołuje w nas reakcję, a więc jest już uświadomiony.

    Komentarz - autor: Art — 24 Maj 2016 @ 10:56

  12. @Art
    Ja nie widzę braku żalu po mordowanych ludziach, poczytaj choćby komentarze na popularnych portalach, a w Sieci pisze się o tych zbrodniach naprawdę dużo, tylko jest to rozproszone.
    Lecz nie należy oczekiwać, że te okrucieństwa dostrzegą osoby odpowiedzialne za ich wywołanie,
    Ja artykuł Joe Quinna odebrałem jako wezwanie do przyjrzenia się dramatowi natury by lepiej poznać człowieka i zrodził mi się właśnie dysonans poznawczy, a nawet całkiem banalny zgrzyt.
    Może nie najszczególniej wybrałem autora motta, które przyświeca moim wyborom, ale jedną mądrą rzecz on powiedział : „Pamiętaj, że gdy patrzysz w otchłań, ona też patrzy na ciebie”, stąd moja alergiczna reakcja.

    Komentarz - autor: tarbagann — 24 Maj 2016 @ 11:56

  13. @ tarbagann

    „Ja nie widzę braku żalu po mordowanych ludziach, poczytaj choćby komentarze na popularnych portalach, a w Sieci pisze się o tych zbrodniach naprawdę dużo, tylko jest to rozproszone.”

    Skoro tak, powinniśmy żyć w raju. A nie żyjemy. Z tego prosty wniosek, że wystarczająca liczba ludzi ma na sumieniu przynajmniej zaniechanie działania. ( nie o „żal” w istocie chodzi, a o działanie)

    Poza tym pisałem wyranie o nieuświadomieniu. Jak ktoś nie zna faktów, nie może proporcjonalnie reagować. Ilu zna skalę zbrodni US-ańskich na przykład ? Ilu potrafi wymienić liczbę i skutki interwencji zbrojnych, za którymi stali?
    =======================================

    Ja widzę inny rodzaj niekonsekwencji czy może niedopowiedzenia :

    „W moim odczuciu wszyscy w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy schizofrenikami, a jeśli ktoś twierdzi inaczej, powinien zgłosić się do psychiatry.”

    i

    „Ponieważ nie okłamywałam się już w kwestiach powiązanych z wszelakimi przejawami egzystencji – a zwłaszcza jeśli chodzi o mnie samą, moją naturę, moje istnienie – miałam wolność wyboru co do tego, jaką siebie objawię w danym momencie.”

    Ja tu widzę sprzeczność.
    Albo jesteśmy schizofrenikami ( choćby w minimalnym stopniu), albo „już się nie okłamywałam”.
    Jedno albo drugie.
    Chyba, że chodzi o intencje i świadomość „bycia czujnym”. Skutek – to inasza inszość.
    Nobody’s perfect 😉

    Komentarz - autor: Art — 24 Maj 2016 @ 13:10

  14. @Janek
    Odpowiem Ci tak: szedł raz sobie pan Gombrowicz plażą i zobaczył tysiące bezradnych żuczków. Wiele z nich leżało na grzbiecie. Zaczął więc je odwracać, żeby mogły odlecieć. Przy setnym zrozumiał, że wszystkich nie uratuje. Grecja i Włochy duszą się od uchodźców. W Niemczech też narasta problem. Czego jeszcze chcecie? Na polskiej prowincji szaleje bieda i bezrobocie, ludzie pracują na czarno za nędzne stawki po 12 godzin na dobę. Mają jeszcze żywić dodatkowo przybyszów? Czy nimi zespół Pracowni w jakikolwiek sposób się przejmuje? Czy w ogóle wie o ich dramatach, o tym, jak żyją?

    Komentarz - autor: tarbagann — 24 Maj 2016 @ 14:03

  15. @tarbagann
    Ale czy ktoś tu proponuje jakieś rozwiązanie problemu uchodźców lub biedy na polskiej prowincji? Twoje komentarze są coraz bardziej oderwane od treści powyższego artykułu. Zresztą żeby rozwiązać taki problem to najpierw trzeba uświadomić sobie jakie jest jego źródło, a nawet jeżeli ja sobie je uświadomie, to sam też nie znajdę rozwiązania. Mi jako jednostce pozostaje jedynie obserwować co się dzieje (nie odwracać wzroku jak ktoś napisał) i próbować to zrozumieć, sam osobiście mogę pomóc jedynie w niewielkim stopniu. Aby coś realnie zmienić taką świadomość musiała by uzyskać, że tak się wyrażę, masa krytyczna ludzi, którzy nie chcieli by dłużej żyć w takiej rzeczywistości.

    Komentarz - autor: Janek — 24 Maj 2016 @ 16:38

  16. @Janek
    Z tym, co napisałeś 24.05.2016 16:38 zgadzam się absolutnie. Trzeba wyleczyć przyczynę, nie skutek. Ludzi, którzy to rozumieją jest wbrew pozorom na świecie sporo, ale błędem jest tracenie energii na edukowanie zjadaczy popcornów przy telewizorze.

    Komentarz - autor: tarbagann — 25 Maj 2016 @ 07:14

  17. Wielkie mi halo, lew to lew jak jest głodny to i zje nienarodzone cielę. A my jako ludzkość to co? Nie jadamy wprawdzie płodów, ale np jajka z ,,wkładką”, jagnięcina, cielęcina to co? Nie zabijamy? Taka jest kolej rzeczy i natura, ale np. taki lew nie czepi się nagle np trawy, czy marchewki i nie zostanie z dnia na dzień wegetarianinem, bo jego instynkt mu mówi, że to nie jest dla niego odpowiedni pokarm, a niektórzy durni ludzie – owszem. Mamy się za mądrych, panujących nad światem zwierząt, ale można nam wciskać żywność zmodyfikowaną genetycznie, faszerowaną wszelką możliwą chemią, niezdrowe tłuszcze, cukry, zatrutą wodę i zjemy to chociaż ma fatalny wpływ na nasz organizm, a zwierzę nie zje, bo ma instynkt, a my ludzie nie!! A co pomyśli o nas gęś, którą się tuczy na stłuszczone wątroby, jaką katorgę przechodzi żeby żabojad mógł to zjeść i powiedzieć, że to jest wysublimowane jedzenie dla smakosza? A co pomyśli o nas sarna, jeleń, dzik, zając spokojnie żyjący w lesie kiedy ,,człowieki” walą do nich z broni długiej w dzień i w nocy i wcale nie są zainteresowani jego mięsem, bo nie są głodni – oni tylko chcą postrzelać do żywego celu. Tak jakby tarcza im nie wystarczała. Można tak wymieniać dalej, chociażby kraje afrykańskie organizują dla bogatych ,,białasów” z Zachodu polowania na wszystko co się rusza np słonie, lwy, krokodyle, hipopotamy, nosorożce, byle tylko gotówka się zgadzała. I to jest ludzkie i humanitarne?

    Komentarz - autor: obudzony — 26 Maj 2016 @ 16:20

  18. „Trzeba wyleczyć przyczynę, nie skutek.”- tarbagann
    Mam pytanie, czy Ty wiesz jaka jest przyczyna tego wszystkiego co się dzieje między ludźmi , o czym napisałeś.
    Jaki jest świat tzw. zwierząt dzikich, każdy może zobaczyć więc nie ma co dyskutować o tej rzeczywistości bo to oczywistość ,tak po prostu jest.
    Natomiast ciekawi mnie Twoje zdanie odnośnie ludzi będących ,co by tu nie powiedzieć na wyższym poziomie ewolucyjnym, że tak powiem.
    Czy może wiesz jak „wyleczyć przyczynę”?
    Skutki jakich doświadczamy w różnym stopniu nie pozostawiają złudzeń ,że czasami człowiek to brzmi…. durnie a nie dumnie.

    Komentarz - autor: OPTY — 28 Maj 2016 @ 00:09

  19. @OPTY
    Ja się od nosiłem do postu @Janka i do rozmowy o uchodźcach z Syrii, nie do ludzi jako gatunku, tylko do konkretnej sytuacji. A co do ludzi – nie mam gotowej recepty na naprawę świata. I problem jest nie tylko z przywódcami stada, ale i z tym, że stado daje przyzwolenie na destrukcyjne zachowania rządzących.

    Komentarz - autor: tarbagann — 28 Maj 2016 @ 22:51

  20. My Materialni zablokowani i spłaszczani nawet nie próbujemy zrozumieć świata Energii.
    Organizm jest wstanie przekształcać 3 typy energii tzn. pożywienia.
    Bo pożywienie to też forma energii która jest nieustanie przekształcana.
    Zadaniem ludzkiego organizmu jest Transformacja gęstej w subtelną i to jest robione automatycznie.
    Ale nie wszystko, bo możliwe jest wzbogacenie tego procesu w celu wzbogacenia swojego ubogiego procesu myślowego.
    Ale proces ten zachodzi też w odwrotną stronę tzn. z subtelnego w gęstą w większości i większej skali w świecie zew.
    Np ludzkość posiada/jest pewien/ym poziom wibracji energii tzn. posiada określone miejsce na Skali.
    To nie jest tak ze jesteśmy zjadani, bo ciągle coś się testuje i bardziej powinno się myśleć co jest wymagane.

    Komentarz - autor: The son of the Sun — 3 czerwca 2016 @ 21:52

  21. Dla mnie sprawa jest prosta – człowiek jest mimo wszystko zwierzęciem i jego podstawowymi potrzebami są jedzenie, wydalanie i mnożenie się/seks i ot, cała filozofia życia. Wbrew pozorom, życie jest prostsze, gdy się to przyjmie do wiadomości

    Komentarz - autor: angielskapolka — 16 lutego 2017 @ 15:06

  22. @ angielskapolka
    Wbrew pozorom? To zupełnie oczywiste, że takie życie jest bardzo proste – tak proste, jak życie ślimaka albo takiego na przykład poczciwego karalucha. To filozofia redukcjonizmu, a redukcjoniści mają żywotny interes w sprowadzeniu wszystkiego do swojego poziomu.

    Na szczęście nie wszyscy mają tak prosto.

    Komentarz - autor: iza — 17 lutego 2017 @ 02:08

  23. Dla tych, którzy od redukcjonizmu trzymają się z daleka, człowiek jest jedną z form istnienia, które biorą udział w rozwoju i ewolucji świadomości. Co do tego, jest raczej konsensus. Pytanie, na które chciałoby się znać odpowiedź: czy do puli świadomości dokładają się tylko jednostki świadome, czy również „świadome inaczej”?

    Komentarz - autor: iza — 19 lutego 2017 @ 17:25

  24. Pytań, na które chciałoby się znać odpowiedz, jest znacznie więcej. Dla mnie fundamentalnym pytaniem, prawdopodobnie poza ludzką percepcją, jest pytanie: po co?
    Po co „świadomość” zdeewoluowała, aby teraz ewoluować?
    Po co „rozwinęła się”, aby się teraz „zwijać”?
    Nudziła się..? 😉
    Po co ta „zabawa” ?

    No tak, „stworzył”, a potem zobaczył, że to „było dobre” 😉

    Odpowiadając na pytanie..: „dokładają się” – negatywnie, czyli rozkładają, biorąc pod uwagę ten kontekst, co powyżej.

    Komentarz - autor: Art — 19 lutego 2017 @ 19:29

  25. Redukcjonizm jest błędem, ale czyż błędem nie jest „nadmierna” emergencja?
    Pytanie się ciśnie natychmiast: na jakiej podstawie sformułowana? Czyż nie jest to „pobożne życzenie”, skoro sprawdzić nie potrafimy..?
    I następne pytanie: jak „daleko” w takim razie powinna sięgać nasza „hipoteza robocza” ..?

    Komentarz - autor: Art — 19 lutego 2017 @ 20:16

  26. Ależ oczywiście, że pytań jest znacznie więcej. Na jedno z nich może znasz odpowiedź, więc od niego zacznę. Po co, dlaczego, skąd wziąłeś założenie, że „świadomość zdeewoluowała”?

    Dla mnie wcale to nie jest oczywiste, a wręcz skłaniałabym się raczej ku założeniu przeciwnemu – świadomość ewoluuje cały czas, na swój sposób. Inaczej jednak może być z naszym do niej dostępem, być może kanał odbioru się skiepścił. Może się kiepści cyklicznie. No i się też naśmieciło…. Świadomość może mieć jakieś filtry przeciw śmieciom, my musimy na własne ciężko pracować.

    Komentarz - autor: iza — 20 lutego 2017 @ 02:44

  27. skąd wziąłeś założenie, że „świadomość zdeewoluowała”?
    —-

    Czysty duch do materii, czyż nie..? Nie mógł „czystym duchem” pozostać?
    Inaczej mówiąc „Bóg” zawołał: „znajdz mnie”. Pytanie „po co” ta ciuciubabka – pozostaje…

    Komentarz - autor: Art — 20 lutego 2017 @ 03:06

  28. Dyskusja o absolucie jest jałowa. Wszystko co „wymyślimy” jest palcem na wodzie pisane i raczej wyrazem naszych pobożnych życzeń, a nawet naszego chciejstwa, niż czymś, co ma jakiekolwiek „realne” podstawy.

    Dlatego postawiłem pytanie o hipotezę roboczą, bo jak sama nazwa wskazuje jest ona „robocza”, czyli czymś, nad czym się
    pracuje i weryfikuje regułą sprzężeń zwrotnych. A jakie sprzężenia zwrotne, potwierdzone, otrzymaliśmy od „absolutu” ? 😉

    Natomiast rozumiem ludzką potrzebę w tym zakresie.
    Ludzie proszą się o „tabletkę” na swoje egzystencjalne rozterki i je otrzymują. W pakiecie 😉

    Komentarz - autor: Art — 20 lutego 2017 @ 03:31

  29. Podsumowując, hipoteza robocza ściśle dotyczy najbliższego kroku, dwóch, trzech.
    Rzecz jasna trudno na tym poprzestać nie mając jakiegoś „najdalszego celu”.
    Ale to już nie jest „hipoteza robocza”, tylko, według mnie, czysta wiara po prostu 🙂

    Komentarz - autor: Art — 20 lutego 2017 @ 03:45

  30. 🙂
    Czysty duch do materii, czyż nie..?

    A jeśli ‚na początku’ duch wcale nie był czysty? Jeśli był chaosem? A zadaniem istot rozumnych (i czujących) jest wprowadzanie porządku w tym chaosie? Światło na prawo, ciemność na lewo… Wybierasz i dokładasz się do jednej puli albo do drugiej.

    Dyskusja o absolucie jest jałowa
    Czasem jest, czasem nie jest. Jeśli potrąci u kogoś jakąś uśpioną strunę – nie jest. Tak myślę.

    Jakiż sens miałoby życie, gdyby wszystko było nam podane na tacy? Wieczny status quo, nic od niczego nie zależy, nic się nie zmienia.

    A jakie sprzężenia zwrotne, potwierdzone, otrzymaliśmy od „absolutu” ?
    To zależy od tego, co się uważa za potwierdzenie i w jakim stopniu zwraca się uwagę na sygnały. Czysta wiara, mówisz? W niczym nie gorsza od wiary w „czysty zbieg okoliczności”, acz znacznie mniej produktywna. 🙂

    Komentarz - autor: iza — 20 lutego 2017 @ 14:44

  31. „A jeśli …?”

    A jeśli nie? Żadnego, „pewnego” sygnału za życia nie otrzymasz. Pewnego w ścisłym sensie, bo sygnały możesz otrzymywać przeróżne. Tylko – przez kogo wysyłane? Skąd pewność, że nie przez „Ciemną Stronę Mocy”? 😉

    „Jeśli potrąci u kogoś jakąś uśpioną strunę – nie jest”

    Jeśli potrąci nutę fałszywą..?

    „To zależy od tego, co się uważa za potwierdzenie i w jakim stopniu zwraca się uwagę na sygnały.”

    Na przykład „objawienia” 😉
    Ale ogólnie, jakkolwiek byśmy nie „uważali”, możemy uważać błędnie, zgodnie z naszym chciejstwem, naszym „pobożnym życzeniem”. I co najważniejsze, jest to nieweryfikowalne 🙂

    „Czysta wiara, mówisz? W niczym nie gorsza od wiary w „czysty zbieg okoliczności”…”

    A tego z kolei nie mówiłem. Zakładam, że nie jest to „czysty zbieg okoliczności”. Zakładam, że istnieją „sygnały”. Zakładam, że istnieją „zaburzenia”. Tyle tylko, że nie znam i nie poznam ich pierwotnej genezy.
    Stąd można wyciągnąć praktyczny wniosek: zająć się tym, co w naszym zasięgu, a jałowe dyskusje pozostawić filozofom 🙂

    Komentarz - autor: Art — 20 lutego 2017 @ 15:40

  32. Art
    Jeśli masz otwarty umysł i dość dużo wolnego czasu, to być może znajdziesz odpowiedzi na niektóre swoje pytania. Popko.pl – gdy zastanowisz się nad tym co on mówi o naszej rzeczywistości i to poruszy w Tobie, jakąś „uśpioną nutkę”:) to byłoby to czymś w rodzaju „sygnału” co ową nutkę poruszając wprowadza pewnego rodzaju „zaburzenie” w dotychczasowej percepcji otoczenia, a co pozwoli w znacznym stopniu, w miarę doskonalenia swego człowieczeństwa (wzrostu świadomości), na weryfikację tego co mówią inni – we własnym doświadczeniu.

    Komentarz - autor: Ram — 20 lutego 2017 @ 17:58

  33. @ Ram

    Nie chodzi mi o niezauważanie „znaków”. Chodzi mi o ich interpretację.
    Ustalmy jedno ponad wszelką wątpliwość. Są „sygnały” weryfikowalne i nieweryfikowalne.
    Jak zamierzasz na przykład zweryfikować to, ile jest „gęstości”? 2, 7, czy 37 ..? To jest poza Twoją czy moją percepcją. Możesz tylko przyjąć do wiadomości, wzruszyć ramionami i odłożyć na półkę.

    Mówisz o „doświadczeniu”, Otóż doświadczenie wcale nie musi być obiektywne.
    Co jest tym doświadczeniem? Na przykład tak zwanym „doświadczeniem mistycznym”? Ono jest nieprzekazywalne z jednej strony, ponieważ jest udziałem tylko mistyka, a z drugiej strony może być złudą dla samego mistyka. Może być on po prostu wprowadzany w błąd ( doświadczany przez doświadczającego)

    Załóżmy przez chwilę, że jesteś ( naprawdę przez chwileczkę 😉 ) wyjątkowo złośliwym „wyższym bytem”, który chce trochę zamieszania wprowadzić tutaj, na tym padole. Co robisz? Czy działasz wprost, czy raczej owijasz rzecz w bawełnę?
    Na przykład w tym celu dokonujesz spektakularnego ozdrowienia ofiary ze śmiertelnej choroby i jednocześnie w przekazanej jej wizji sprzedajesz pakiecik, w którym umieszczasz 30% prawdy i 70% nieprawdy. Czyż nie jest wówczas bardziej prawdopodobne, że w takim scenariuszu ofiara łyknie wszystko jak młody pelikan ? 😉

    Motto: weryfikowalne weryfikujmy, nieweryfikowalnym się nie zajmujmy i nie przejmujmy zbytnio.
    Nazywanie nieweryfikowalnego „hipotezą roboczą” jest, moim zdaniem, oszukiwaniem samego siebie.
    To czysta wiara.

    Komentarz - autor: Art — 21 lutego 2017 @ 01:27

  34. Art
    A co jeśli nieweryfikowalność i subiektywizm jest naturalną cechą świadomego życia czyli drogi ku pewnemu punktowi, który nazwałbym celem duchowej pielgrzymki, do którego prowadzi tyle dróg ile jest istnień ludzkich i gdzie dopiero suma tych wszystkich doświadczeń daje pełny obraz rzeczywistości? Wtedy pojawiające się znaki są przeznaczone jedynie dla Ciebie i wtedy każdy człowiek, w zależności od subiektywnej interpretacji (wynikającej z wiedzy, doświadczenia, inteligencji) docierającego do niego strumienia informacji, dostaje te właściwe dla siebie czyli takie, które wytworzą odpowiednie skojarzenia i interpretacje (więc nie mogą być w identyczny sposób odebrane przez kogoś innego) popychające go w jakimś konkretnym kierunku.
    Związane z tym jest pewne ryzyko (w rzeczywistości wygląda to znacznie gorzej bo 10/90), o którym wspomniałeś, ale w każdym momencie życia ryzykujemy poniesieniem przykrych konsekwencji na skutek błędnych wyborów, a ryzyko to zmniejsza się w miarę wzrostu wiedzy i doświadczenia.

    Komentarz - autor: Ram — 21 lutego 2017 @ 12:13

  35. @ Ram

    Subiektywizm jest nieodłączną cechą ludzkich działań i ja nie mam problemu z jednostkowym doświadczeniem.
    Chodzi o ostrożność w wyciąganiu wniosków.
    Zresztą podobnie jest przecież z doświadczeniami powtarzalnymi i założeniem z góry, że powtórzenie będzie mieć miejsce w KAŻDYM przypadku.

    Nieweryfikowalne natomiast, według mnie, jest czymś zupełnie innym. Jest nieweryfikowalne z definicji. Jest poza percepcją.
    To nie nasza przestrzeń działania. To tak jakbyś chciał odkryć naturę „Boga”.
    Za wysokie progi i … szkoda czasu 😉

    Komentarz - autor: Art — 21 lutego 2017 @ 17:06

  36. @Art
    „Pytań, na które chciałoby się znać odpowiedz, jest znacznie więcej. Dla mnie fundamentalnym pytaniem, prawdopodobnie poza ludzką percepcją, jest pytanie: po co?
    Po co „świadomość” zdeewoluowała, aby teraz ewoluować?
    Po co „rozwinęła się”, aby się teraz „zwijać”?
    Nudziła się..? 😉
    Po co ta „zabawa” ?

    No tak, „stworzył”, a potem zobaczył, że to „było dobre” 😉”

    Osobiście rozumiem to tak, że Kosmiczny Umysł (czy jakiś inny „nadrzędny” Byt) jest w stanie stwarzać nieskończenie wiele teoretycznych możliwości, w tym warunków życia, sposobów istnienia, porządków rzeczy itp. Natomiast sam z siebie nie jest w stanie określić, co się będzie działo w wyniku spotkania się osadzonej wewnątrz tej kreacji świadomości z otaczającą ją konstrukcją, czyli otaczającym nas wszechświatem, jak byśmy mogli to powiedzieć patrząc z naszej perspektywy.

    Tak żeby to było łatwiej sobie wyobrazić, przykładem może być to, jak ludzie konstruują samochody. Inżynierowie mają swoje plany, mają wszystko wyliczone, zbudowali nawet prototyp, tylko że zanim, tak naprawdę, nie posadzą za nim kierowcy, nie mogę powiedzieć, że auto jeździ i się spisuje.

    Tak też jest z wszechświatem. Kosmiczny Umysł tworzy kolejne światy, osadza nas w nich, a my jako jego pracownicy zbieramy doświadczenie, które powstaje w wynika starcia się naszej świadomości z otaczającą rzeczywistością. Poprzez to doświadczanie my sami nabieramy świadomość, a zarazem poprzez połączenie z Kosmicznym Umysłem on również.

    Świadomość nie tyle „deewoluuje”, co eksperymentuje z samą sobą. Tworząc nowe hipotetyczne możliwości i testując to w praktyce. Powiedziałbym, że celem życia jest właśnie wzrost świadomości, poprzez nabywanie wiedzy i doświadczenia. Myślę, że z naszego punktu widzenia, najlepsze to co możemy zrobić, to po prostu wybrać sobie jakieś pole działania, jakiś zakres doświadczeń i starać się wyciągnąć z tego jak najwięcej, to znaczy z tych doświadczeń, które płyną z interakcji z otoczeniem, bo to buduje naszą świadomość, co jest pozytywne dla nas, a zarazem wykonujemy pracę dla Kosmicznego Umysłu, który utrzymuje nas przy życiu. Wiedza, to lina za którą możemy się złapać, doświadczenie, to my wciągający się po tej linie, a świadomość to sędzia, który decyduje czy lina była dość mocna, by nas utrzymać.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 25 lutego 2017 @ 18:57

  37. @ Corran Horn

    No dobrze, ale gdzie dowód na to „myślenie życzeniowe” ?

    Spośród możliwości:

    „tak też jest z wszechświatem.”
    vs
    „nie tak jest z wszechświatem”
    vs
    „jak jest z tym wszechświatem ? ”

    Ty już wybrałeś. 😉

    Komentarz - autor: Art — 25 lutego 2017 @ 20:02

  38. @Art
    „No dobrze, ale gdzie dowód na to „myślenie życzeniowe” ?

    Spośród możliwości:

    „tak też jest z wszechświatem.”
    vs
    „nie tak jest z wszechświatem”
    vs
    „jak jest z tym wszechświatem ? ”

    Ty już wybrałeś. 😉”

    To zdanie miało na celu połączyć dwa akapity, aby pomóc mi wyrazić się w miarę zgrabny sposób, na tyle ile potrafię. W bardziej ogólnym sensie, nie mogę bezwzględnie powiedzieć, jak jest z tym wszechświatem, to tylko moje przekonania dotykające sferę religijną i filozoficzną. Te przekonania ewoluują, a ja daję sobie pozwolenie na ich tworzenie i dobrze wiem, że to nie matematyka. Napisałem ten post, by dać wyraz swoim poglądom i dać Ci okazję, do porównania swoich poglądów z tymi jakie mają inni czytelnicy. Nie po to żeby się z Tobą spierać.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 25 lutego 2017 @ 20:37

  39. @ Corran Horn

    I ja to rozumiem. Nie mam wiele przeciwko „czystej wierze”, takiej, czy innej, bo nasze działania i tak mierzymy ludzką miarą, ludzkim wyobrażeniem „dobra” i „zła”. Jeśli mam coś przeciwko, to tylko to, że tak czy owak musimy „zanurzyć się” w jakimś
    życzeniowym świecie, aby psychicznie „wytrzymać” i działać.

    Ale na tej samej zasadzie inne „życzeniowe światy”i, które prowadzą do podobnego, czy wręcz takiego samego działania – są równie dobre.

    A jest jeszcze jeden problem z „wyrywaniem” ludzi z ich „życzeniowego świata”. Jest kontekst i wypadkowa działania. Moim zdaniem nie zawsze takie „wyrywanie” zmieni wypadkową działania na lepsze. To skrajnie indywidualny proces. Zbiorowo można więcej popsuć, niż naprawić. To dotyczy tez religii.

    Komentarz - autor: Art — 26 lutego 2017 @ 01:18


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: