PRACowniA

22 Styczeń 2010

Gluten: To, czego nie wiesz, może cię zabić

Filed under: Nauka,Zdrowie — iza @ 23:57
Tags: , ,

Chociaż poniższy artykuł napisany został z myślą o społeczeństwie amerykańskim, w równym stopniu dotyczy i nas.

Mark Hyman
The Huffington Post
02 stycznia 2010

Coś, co jecie, może was zabijać, a wy prawdopodobnie nawet tego wiecie!

Jeśli ciągle jecie cheeseburgery albo frytki, bądź pijecie sześć napojów gazowanych dziennie, to najprawdopodobniej wiecie, że skracacie sobie życie. Ale jak to możliwe, żeby szkodliwe mogło być zjedzenie smacznej, ciemnej, chrupiącej kromki pełnoziarnistego chleba?

Otóż chleb zawiera gluten – białko występujące w pszenicy, jęczmieniu, życie, orkiszu, kamucie i owsie. Znaleźć go można w pizzy, spaghetti, chlebie, tortilli, bułkach i większości przetworzonej żywności. Gluten jest bez wątpienia podstawą amerykańskiej diety.

Większość ludzi jednak nie wie, że gluten może powodować poważne powikłania zdrowotne u wielu osób. Możecie być zagrożeni, nawet jeśli nie macie zaawansowanej celiakii.

W dzisiejszym artykule zamierzam ujawnić prawdę na temat glutenu, wyjaśnić zagrożenia i zapoznać was z prostym systemem, który pomoże wam określić, czy gluten jest dla was problemem, czy też nie.

Zagrożenia związane z glutenem

Ostatnie obszerne badania zamieszczone w „Journal of the American Medical Association” wykazały, że osoby ze zdiagnozowaną, niezdiagnozowaną oraz „utajoną” celiakią albo uwrażliwieniem na gluten wykazywały większe ryzyko śmierci, głównie z powodu choroby serca i raka.[1]

Badaniem objęto blisko 30 tysięcy pacjentów w latach 1969-2008 i przebadano zgony w trzech grupach: osób z zaawansowaną celiakią, osób z zapaleniem jelit, ale bez zaawansowanej celiakii, oraz tych z utajoną celiakią albo wrażliwością na gluten (z podniesionym poziomem przeciwciał wyzwalanych po spożyciu glutenu, lecz z negatywnym wynikiem biopsji jelit).

Wyniki były dramatyczne. Wykazały one o 39 procent zwiększone ryzyko śmierci u osób z celiakią, 72 procent u osób z zapaleniem jelit wywołanym przez gluten i 35 procent zwiększonego ryzyka u osób z wrażliwością na gluten, ale bez celiakii.

Są to przełomowe badania, które dowodzą, że nie trzeba mieć zaawansowanej celiakii z pozytywnym wynikiem biopsji jelit (jak powszechnie się uważa), aby mieć poważne problemy zdrowotne i powikłania – nawet prowadzące do śmierci – w wyniku spożywania glutenu.

Jednak około 99 procent ludzi, dla których gluten jest problemem, nawet o tym nie wie. Swój zły stan zdrowia bądź różne objawy przypisują czemuś innemu niż wrażliwość na gluten, która jest w 100 procentach uleczalna.

A oto trochę bardziej szokujące informacje…

Inne badanie, w którym zestawiono wyniki sprzed 50 lat analizy krwi 10 tysięcy osób z wynikami 10 tysięcy osób żyjących obecnie, wykazało, że liczba przypadków zaawansowanej celiakii wzrosła w tym czasie o 400 procent (podniesiony poziom przeciwciał TTG)[2]. Jeśli wykryto by 400-procentowy wzrost ilości zachorowań na choroby serca lub na raka, byłaby to sensacja opisywana na pierwszych stronach gazet. Jednak o tym nie słyszymy prawie nic. Wytłumaczę dlaczego, według mnie, w pewnym momencie pojawił się ten wzrost. Najpierw spróbujmy dowiedzieć się, jakie są koszty tej ukrytej epidemii.

Niezdiagnozowane problemy związane ze spożywaniem glutenu kosztują amerykańską służbę zdrowia ogromne pieniądze. Dr Peter Green, profesor medycyny klinicznej z College of Physicians and Surgeons na Uniwersytecie Columbia, przebadał wszystkich 10 milionów klientów firmy ubezpieczeniowej CIGNA i wykrył, że te osoby, u których poprawnie zdiagnozowano celiakię, w mniejszym stopniu korzystały z usług medycznych i zredukowały swoje zdrowotne wydatki o ponad 30 procent.[3] Problem w tym, że w rzeczywistości tylko jeden procent osób z tą dolegliwością został zdiagnozowany. Oznacza to, że 99 procent cierpi, nie znając prawdziwych tego przyczyn i kosztując system opieki zdrowotnej miliony dolarów.

I nie jest to tylko parę cierpących osób, ale miliony. Zdecydowanie więcej ludzi niż wam się wydaje jest uczulonych na gluten, a szczególnie ci, którzy są chronicznie chorzy. Najpoważniejsza forma alergii na gluten, celiakia, dotyka jedną osobę na sto, albo trzy miliony Amerykanów, z których większość nie wie, że ją ma. Jednak łagodniejsze formy wrażliwości na gluten są jeszcze bardziej powszechne i mogą dotyczyć jednej trzeciej amerykańskiej populacji.

Czemu o tym nie słyszeliście?

Właściwie to słyszeliście, tylko nie zdajecie sobie z tego sprawy. Celiakia i wrażliwość na gluten ukrywają się pod postacią dziesiątek innych, różnie nazwanych chorób.

Uczulenie na gluten: jedna przyczyna, wiele chorób

Praca przeglądowa, zamieszczona w The New England Journal of Medicine”, wymienia 55 „chorób”, które mogą być spowodowane spożywaniem glutenu.[4] Na liście znalazły się: osteoporoza, zespół jelita drażliwego, nieswoiste zapalenie jelit, anemia, rak, chroniczne zmęczenie, afty[5] oraz reumatoidalne zapalenie stawów, toczeń, stwardnienie rozsiane i niemalże wszystkie inne autoagresyjne (autoimmunizacyjne pl) choroby. Gluten jest również kojarzony z wieloma schorzeniami psychicznymi[6] i neurologicznymi, takimi jak stany lękowe, depresja[7], schizofrenia[8], demencja[9], migreny, epilepsja, neuropatia (zapalenie nerwów)[10]. Dostrzeżono też jego związek z autyzmem.[11]

Zwykło się uważać, że dolegliwości związane z glutenem albo celiakią dotyczą tylko dzieci, które mają biegunkę, tracą na wadze i przestają rosnąć. Obecnie wiadomo, że można być starym, grubym i mieć zaparcia i cierpieć jednocześnie na celiakię lub wrażliwość na gluten.

Wrażliwość na gluten jest w rzeczywistości autoagresyjną chorobą, która powoduje zapalenie w całym ciele z wielostronnymi skutkami dla wszystkich narządów, włączając w to mózg, serce, stawy, przewód pokarmowy i inne. Ta jedna przyczyna może kryć się za wieloma różnymi „chorobami”. Aby wyleczyć te choroby, należy leczyć nie objawy, a przyczynę, którą często jest uczulenie na gluten.

Nie oznacza to oczywiście, że wszystkie przypadki depresji i chorób autoagresyjnych bądź którejkolwiek z pozostałych dolegliwości są u każdego spowodowane przez gluten. Jest jednak ważne, aby to sprawdzić, jeśli cierpicie na jakiekolwiek chroniczne dolegliwości.

Przez błędy w diagnozowaniu wrażliwości na gluten i celiakii, powoduje się niepotrzebne cierpienie i śmierć milionów Amerykanów. Problemów zdrowotnych wywołanych wrażliwoścą na gluten nie da się wyleczyć stosując lepsze leki. Można to osiągnąć jedynie poprzez wyeliminowanie z diety 100 procent glutenu.

Pozostaje jednak pytanie: Dlaczego jesteśmy tak wrażliwi na tę „podstawę życia”, podstawowy składnik naszej diety?

Jest wiele powodów…

Wśród nich jest brak genetycznej adaptacji do traw, a zwłaszcza do glutenu, w naszej diecie. Pszenica została sprowadzona do Europy w średniowieczu i 30 procent ludzi pochodzenia europejskiego jest nosicielami genu celiakii (HLA DQ2 lub HLA DQ8)[12], który zwiększa podatność na problemy zdrowotne wynikające ze spożywania glutenu.

Amerykańskie odmiany pszenicy zawierają znacznie więcej glutenu (który jest potrzebny do robienia lekkiego, puszystego Wonder Bread [popularnego w USA rodzaju białego chleba] i gigantycznych bajgli) niż odmiany tradycyjnie rosnące w Europie. Ten super-gluten został ostatnio wprowadzony do naszych rolnych zasobów żywieniowych i “zainfekował” niemalże wszystkie odmiany pszenicy w Ameryce.

Aby dowiedzieć się, czy jesteście wśród milionów ludzi cierpiących na niezidentyfikowaną wrażliwość na gluten, zastosujcie prostą procedurę.

Dieta eliminacyjno-reintegracyjna

Podczas gdy przeprowadzenie testów może pomóc w zidentyfikowaniu nadwrażliwości na gluten, jedynym sposobem, aby się przekonać, czy rzeczywiście jest to wasz problem, jest wyeliminowanie całego glutenu na krótki okres (2 do 4 tygodni) i sprawdzenie, jak się czujecie. Wyrzeknijcie się następujących składników potraw:

  • Gluten (jęczmień, żyto, owies, orkisz kamut, pszenica, pszenżyto – zajrzyj na www.celiac.com [polska strona: http://www.celiakia.org.pl] po kompletną listę produktów spożywczych, które zawierają gluten, jak również często zaskakujących i ukrytych źródeł glutenu).
  • Ukryte źródła (zupy w proszku i instant, dresingi do sałatek, sosy, jak również szminki, pewne typy witamin, lekarstwa, znaczki i koperty, które musicie polizać, a nawet ciasolina Play-Doh).

[Polska Wiki wymienia również: piwo, konserwy, aromaty np w herbatach, skrobia modyfikowana znajdująca się w różnych produktach, przyprawy, ocet spirytusowy, alkohole otrzymane ze zbóż, wędliny, parówki, śmietany; w rzeczywistości ta lista jest jeszcze dłuższa – przyp.]

Aby test ten był skuteczny, MUSICIE usunąć z diety 100 procent glutenu – żadnych wyjątków, żadnego ukrytego glutenu i ani jednego okruszka chleba.

Potem zacznijcie jeść go ponownie i zobaczcie, co się wydarzy. Jeśli choć w najmniejszym stopniu poczujecie się gorzej, to powinniście na stałe unikać glutenu. Ten sprawdzian powie wam więcej niż jakikolwiek test wykrywający wpływ glutenu na wasz organizm.

Jeśli jednak będziecie wciąż zainteresowani testami, oto parę rzeczy, które warto zapamiętać.

Testy na celiakię i uwrażliwienie na gluten

Istnieją testy wykrywające celiakię oraz alergię na gluten, które można przeprowadzić w Labcorp albo Guest Diagnostics. Wszystkie te testy pomagają zidentyfikować różne formy alergii albo wrażliwości na gluten bądź pszenicę. Przeprowadzane są w kierunku obecności:

  • Przeciwciał przeciwgliadynowych w klasie IgA
  • Przeciwciał przeciwgliadynowych w klasie IgG
  • Przeciwciał przeciwendomyzjalnych w klasie IgA
  • Przeciwciał przeciw transglutaminazie tkankowej (IgA i w niepewnych przypadkach IgG)
  • Sumy przeciwciał IgA
  • Genotypów HLA DQ2 i DQ8, charakterystycznych dla celiakii (wykorzystywanych czasem przy wykrywaniu genetycznej podatności)
  • Biopsja jelita (okazjonalnie potrzebna, jeśli test na przeciwciała przeciwglutenowe daje wynik pozytywny – w oparciu o moją interpretację ostatnich badań)

Jest parę rzeczy, które warto mieć na uwadze, kiedy już poddacie się tym testom.

W świetle nowych badań nad zagrożeniami nadwrażliwością na gluten bez zaawansowanej celiakii, każdy podwyższony poziom przeciwciał przeciwgliadynowcyh uważam za ważny i istotny powód do próby wyeliminowania glutenu. Podniesiony poziom przeciwciał przecigliadynowych przy braku pozytywnej biopsji jelit wykazującej uszkodzenia wielu lekarzy uważa za „fałszywie pozytywny”. Oznacza to, że wynik testu wygląda na pozytywny, ale w rzeczywistości jest niemiarodajny.

Nie możemy już tak mówić. Pozytywny oznacza pozytywny i, jak przy wszystkich chorobach, istnieje całe spektrum dolegliwości – od łagodnej nadwrażliwości na gluten do zaawansowanej celiakii. Jeśli macie podwyższony poziom przeciwciał, powinniście odstawić gluten i zobaczyć, czy to on prowadzi do waszych problemów zdrowotnych.

Teraz widzicie – ten kawałek chleba może wcale nie być tak zdrowy! Posłuchajcie moich rad i przekonajcie się, czy gluten może być ukrytą przyczyną waszych problemów zdrowotnych. Proste wyeliminowanie z diety tej zdradzieckiej substancji może pomóc wam w osiągnięciu witalności i zdrowia na całe życie.

To tyle na dzisiaj. Teraz chciałbym od was usłyszeć…

Czy należycie do tych zwiedzionych milionów, którym przyszło uwierzyć, że gluten jest całkowicie bezpieczny?

Jak wpływają na was pokarmy zawierające gluten?

Jakimi wskazówkami na temat wyeliminowania glutenu z diety możecie podzielić się z innymi?

Bibliografia

[1] Ludvigsson JF, Montgomery SM, Ekbom A, Brandt L, Granath F. “Small-intestinal histopathology and mortality risk in celiac disease.” JAMA. 2009 Sep 16;302(11):1171-8.

[2] Rubio-Tapia A, Kyle RA, Kaplan EL, Johnson DR, Page W, Erdtmann F, Brantner TL, Kim WR, Phelps TK, Lahr BD, Zinsmeister AR, Melton LJ 3rd, Murray JA. “Increased prevalence and mortality in undiagnosed celiac disease.” Gastroenterology. 2009 Jul;137(1):88-93

[3] Green PH, Neugut AI, Naiyer AJ, Edwards ZC, Gabinelle S, Chinburapa V. “Economic benefits of increased diagnosis of celiac disease in a national managed care population in the United States.” J Insur Med. 2008;40(3-4):218-28.

[4] Farrell RJ, Kelly CP. Celiac sprue. N Engl J Med. 2002 Jan 17;346(3):180-8. Review.

[5] Sedghizadeh PP, Shuler CF, Allen CM, Beck FM, Kalmar JR. “Celiac disease and recurrent aphthous stomatitis: a report and review of the literature.” Oral Surg Oral Med Oral Pathol Oral Radiol Endod. 2002;94(4):474-478.

[6] Margutti P, Delunardo F, Ortona E. “Autoantibodies associated with psychiatric disorders.” Curr Neurovasc Res. 2006 May;3(2):149-57. Review.

[7] Ludvigsson JF, Reutfors J, Osby U, Ekbom A, Montgomery SM. “Coeliac disease and risk of mood disorders–a general population-based cohort study.” J Affect Disord. 2007 Apr;99(1-3):117-26. Epub 2006 Oct 6.

[8] Ludvigsson JF, Osby U, Ekbom A, Montgomery SM. “Coeliac disease and risk of schizophrenia and other psychosis: a general population cohort study.” Scand J Gastroenterol. 2007 Feb;42(2):179-85.

[9] Hu WT, Murray JA, Greenaway MC, Parisi JE, Josephs KA. “Cognitive impairment and celiac disease.” Arch Neurol. 2006 Oct;63(10):1440-6.

[10] Bushara KO. “Neurologic presentation of celiac disease.” Gastroenterology. 2005 Apr;128(4 Suppl 1):S92-7. Review.

[11] Millward C, Ferriter M, Calver S, Connell-Jones G. “Gluten- and casein-free diets for autistic spectrum disorder.” Cochrane Database Syst Rev. 2004;(2):CD003498. Review.

[12] Green PH, Jabri B. “Coeliac disease.” Lancet. 2003 Aug 2;362(9381):383-91. Review.

Mark Hyman, doktor medycyny, praktykujący lekarz i założyciel The UltraWellness Center jest pionierem w medycynie funkcjonalnej. Dr Hyman dzieli się 7 sposobami na wykorzystanie naturalnej umiejętności samolecznia ciała.


źródło:
Gluten: What You Don’t Know Might Kill You
na SOTT.net
przekład: PRACowniA

42 komentarzy »

  1. Coś mi tu z tym glutenem śmierdzi!?Moja mama całe życie spożywała dużo potraw mącznych-i żyje do tej pory
    w całkiem dobrym zdrowiu.Ma 80 lat.Mnie,jako małe dziecko karmiono kaszkami zbożowymi,a i obecnie też lubię
    potrawy mączne.Chleb jest podstawą/i ziemniaki/ mojego wyżywienia – i też cieszę doskonałym zdrowiem,a mam 50+.

    komentarz - autor: Mamag — 23 Styczeń 2010 @ 13:20

  2. Znaczy to tyle, że Twoja mama i Ty nie jesteście osobami z celiakią albo wrażliwością na gluten, a właśnie o zdrowiu tych osób mowa w powyższym artykule.

    pozdrawiam,

    komentarz - autor: Darek — 23 Styczeń 2010 @ 23:41

  3. @Mamag
    No to należysz do szczęściarzy, pozostaje Ci się z tego cieszyć. Serdecznie życzę Tobie i Twojej rodzinie, abyście dalej w zdrowiu żyli.

    W sumie to i ja mogłabym to samo o sobie powiedzieć, nie uskarżałam się na zdrowie, a moje nieliczne dolegliwości nie były na tyle dotkliwe, żeby traktować je poważnie. Ale odstawiłam gluten ponad rok temu, zmieniłam dietę, odtrułam organizm (zostały jeszcze do pozbycia się metale ciężkie) i… myśli mi się lepiej, pamięć wyraźnie się poprawiła, nastrój się ustabilizował, mam jeszcze więcej energii. Jak to mówią, nigdy nie jest tak dobrze, żeby nie mogło być jeszcze lepiej :)

    komentarz - autor: iza — 24 Styczeń 2010 @ 22:32

  4. Dopóki chleb był produkowany jako chleb, nikt nie uskarżał się na dolegliwości spowodowane jego spożywaniem. Dzisiejsze chleby, zwłaszcza te które zachowują świeżość przez trzy miesiące, są demonstracją możliwości petrochemii i farmacji. Czasem odnoszę wrażenie że oferowane nam produkty spożywcze celowo preparowane są dla wywołania dolegliwości. Jeśli branża spożywcza współdziała w jakiś sposób z farmaceutyczną (koncerny spożywcze i farmaceutyczne), to sprawa staje się jasna. Chodzi o pieniądze (jednak pod hasłem troski o nasze zdrowie). Gdzieś w sieci czytałem artykuł “Żywność jako broń”. Skłonny jestem uwierzyć, że w stanach wyjątkowych skonsumowanie pokarmu stałego o nazwie “X” i popicie go napojem o nazwie “Y”, może prowadzić do obezwładnienia określonej liczby ludzi na terenie podlegającym cichej inwazji.

    komentarz - autor: Debil — 26 Styczeń 2010 @ 00:09

  5. Biotechnologiczny gigant Monsanto produkuje co najmniej trzy typy kukurydzy które uszkadzają nerki i wątroby. Skutki na zwierzętach laboratoryjnych zaobserwowano już w po trzech miesiącach – czytamy na “The Daily Mail”. Urzędnicy każdy z nich dopuścili do sprzedaży. Jemy je w Europie, jedzą je Amerykanie. W efekcie testowania ich na szczurach podnosił się w ich organizmach poziom cukru we krwi, poziom triglicerydów był na poziomie szkodliwym dla wątroby a w urynie i krwi stwierdzano nadmierne stężenie hormonów. Dopiero długa kampania przeciwników genetycznie modyfikowanej żywności sprawiła, że korporacja musiała ujawnić pełny raport na ten temat. Jeden z typów kukurydzy zmieniono tak, by stał się odporny na preparaty chwastobójcze a pozostałe dwa zabezpieczono przed atakami pasożytów. (CIA)
    Komentarze nie pojawiają się od razu? Zaznaczyłem pole “powiadom”, jednak powiadomienie przyszło w jęz. angielskim, taj jakbym zaznaczył “notify”.

    komentarz - autor: Debil — 26 Styczeń 2010 @ 00:48

  6. Nareszcie w Polsce zaczyna się powolutku zauważać ten bagatelizowany dotąd problem-gluten w żywności.Ja gdybym nie wyjechała do Anglii i tam nie trafiła na lekarza, który od razu skojarzył problem moich nawracających anemii(i jak sie poźniej okazało innych schorzeń) właśnie z celiakią, to pewnie do tej pory męczyłabym się i nie wiem jakby to się skończyło.Niestety, ale polscy lekarze bagatelizują sprawę twierdząc,że celiakia to choroba małych dzieci i się z niej wyrasta!!!
    Jak się okazuje nie tylko się z niej nie wyrasta, ale nieleczona z wiekiem powoduje mase groźnych schorzeń do raka i schizofremii włącznie!Ma ona wpływ na cały Twój organizm a w moim przypadku były to ciężkie anemie(mimo,iż odżywiałam się bardzo zdrowo), depresje i brak siły do życia.Była ukryta do 22 roku życia a chleb-zwłaszcza razowy był moim ulubionym pokarmem i też wydawało mi sie że nie mogłabym bez niego żyć.Dieta bezglutenowa to najtrudniejsza ze wszystkich diet!Gluten jest wszędzie,może dlatego tak wiele osób nie wiem o tej chorobie, bo firmy produkujące glutenową żywność mają to w interesie.Na zachodzie w sklepach pojawia się coraz więcej bezglutenowych produktów, alergeny sa prawie zawsze oznaczane.W Polsce niestety jeszcze trzeba na to poczekać-mam nadzieję że juz niedługo.
    Choruje jedna osoba na 100, a prawie 99% nie wiem o tym że jest chora.Celiakia nie zawsze ujawnia sie odrazu na zewnątrz, często powoli niszczy Twój organizm od środka.Dziwne, że chleb powszedni może być dla kogoś trucizną.Też na początku byłam tym zirytowana, ale wprowadzając diete moje samopoczucie zmieniło sie diametralnie.

    komentarz - autor: moniczka — 4 Luty 2010 @ 21:20

  7. @iza
    A nie slyszalas o czyms takim, jak efekt placebo, w twoim przypadku mogla to byc atosugestia, nic wiecej.

    komentarz - autor: asdf — 10 Luty 2010 @ 22:38

  8. co jak co ale z piwka zrezygnować to już przesada. Mam wrażenie, że żyjemy w czasach obsesji, zastraszania coraz to nowymi informacjami, jakbyśmy się tym wszystkim przejmowali to prędzej na zawał zejdziemy z powodu nerwicy niż z powodu glutenu. Prawda jest taka, że żyjemy coraz dłużej. Nie dajmy się zwariować.

    komentarz - autor: joko — 29 Marzec 2010 @ 09:12

  9. Prawda jest taka, że żyjemy coraz dłużej.

    I coraz bardziej jesteśmy chorzy – na ciele i na umyśle. Nie jestem pewna, czy to rzeczywiście takie wielkie osiągnięcie.

    Swoją drogą, ciekawa jestem, czy zastanawiałeś się kiedyś nad tym, PO CO żyjemy? Po co TY żyjesz? Nie ‘dlaczego’, ale ‘w jakim celu’?

    komentarz - autor: iza — 29 Marzec 2010 @ 22:10

  10. zastanawiam się i to często. Niestety nie ma na to uniwersalnych odpowiedzi i prawdopodobnie nigdy nie będzie. A takie skrajne artykuły utwierdzają mnie, że na razie mamy chaos przynajmniej umysłowy (to odnośnie zmowy firm farmaceutycznych z firmami FMCG) Jaki ma to związek z glutenem? Co do niego samego to inne badania pokazują całkiem coś innego a nawet zaleca się podawanie go w małych dawkach niemowlętom już od 4mc aby zmniejszyć nietolerancję glutenu. http://www.rodzice.pl/niemowle/rozszerzanie-diety/Wielka-glutenowa-rewolucja!.html Jeszcze raz – nie dajmy się zwariować.

    komentarz - autor: joko — 30 Marzec 2010 @ 09:39

  11. I coraz bardziej jesteśmy chorzy – na ciele i na umyśle.
    Iza – jak myślisz czemu tak może być? Może jedną z przyczyn jest brak zrozumienia otoczenia. Może za dużo nieuporządkowanych informacji mamy w głowie co powoduje, że czujemy się po prostu głupi a co za tym idzie bardziej chorzy. Z każdej strony sensacje walą prosto w nas a my z tym sobie nie radzimy. Jeszcze teraz muszę się zastanawiać czy chleb mi szkodzi ;) bo mleko już przerabiałem. Pozdrawiam.

    komentarz - autor: joko — 30 Marzec 2010 @ 09:49

  12. Wszystkim tym, którzy chcą stawać się coraz bardziej świadomi tego, co jedzą, polecam przeczytanie dwóch innych artykułów, które jeszcze szerzej i dokładniej omawiają problem niespodzianek, które kryją się w różnego rodzaju zbożach.

    http://www.sott.net/articles/show/205205-Opening-Pandora-s-Bread-Box-The-Critical-Role-of-Wheat-Lectin-in-Human-Disease

    http://www.sott.net/articles/show/205172-The-Dark-Side-of-Wheat-New-Perspectives-on-Celiac-Disease-and-Wheat-Intolerance

    Wypowiedzi Joko przekonują mnie, że to bardzo dobrze, iż ten artykuł został przetłumaczony i opublikowany. Jak widać, takie informacje mogą być dla niektórych naprawdę szokujące, skoro u Joko, co wnioskuję z jego wypowiedzi, wywołały one strach. Może to dobry objaw. Prawda bywa bolesna, a często wręcz przerażająca i trudna do zniesienia, ale to nie oznacza, że należy przed nią uciekać. Wręcz przeciwnie, czasem warto spojrzeć jest prosto w oczy.

    Artykuł podany przez Joko niewiele mówi i dla mnie mnie nie ma żadnej wartości. Gdzie są w nim odnośniki do badań, gdzie jakieś solidne, naukowe informacje, które dałoby się zweryfikować, zestawić z innymi danymi? Ja niczego takiego tam nie widzę.

    Pozdrawiam

    komentarz - autor: Michal — 30 Marzec 2010 @ 13:33

  13. Michał nie bądź śmieszny – to nie strach (zaufaj mi diety nie zmieniłem eksperymentów nie robię) tylko zmęczenie kolejnymi sensacjami. Problem glutenu ma już swoje lata, jeśli masz dzieci powinieneś o tym wiedzieć. Jakbyś zajrzał na etykietę serka który zjadłeś na kolację to mógłbyś się przestraszyć przynajmniej połową wpisów a bez gruntowej wiedzy medycznej zapewne w necie znajdziesz mnóstwo artykułów, badań utwierdzających ciebie, że właśnie najadłeś się chemii i jeszcze tyle samo artykułów, że nic ci nie będzie. Chińska kuchnia tradycyjna zużywa największe ilości glutaminianu sodu aby wzmocnić smak, żyją mają się dobrze nie są otyli a poczytaj sobie jakie to chemiczne świństwo. Chodzi o proporcje jak we wszystkim. Skrajności niczego dobrego nie przynoszą. Radzę poczytać sobie artykuły które wylinkowałeś oraz parę innych i dostosować swoje życie do wskazówek w nich zawartych. Założę się, że zabrniesz w kozi róg. Pzdr.

    komentarz - autor: joko — 30 Marzec 2010 @ 22:22

  14. Joko, pozostaje mi życzyć ci, aby twój organizm jak najlepiej zniósł twoje wybory żywieniowe.

    a skoro już wspomniałeś o glutaminianie sodu, to zachęcam do lektury poniższych artkułów:

    http://www.sott.net/articles/show/199087-Glutamate-Can-Play-Key-Role-in-Drug-Impact-on-Brain

    http://www.sott.net/articles/show/186147-MSG-Is-This-Silent-Killer-Lurking-in-Your-Kitchen-Cabinets

    http://www.sott.net/articles/show/183799-Protect-Yourself-from-MSG-and-Aspartame-Excitotoxicity

    http://www.sott.net/articles/show/140383-The-Shocking-Dangers-of-MSG-You-Don-t-Know

    Pozdrawiam

    komentarz - autor: Michal — 31 Marzec 2010 @ 12:47

  15. Za duże dawki glutaminianu działają podobnie szkodliwie jak za duże dawki soli. Michał jesteś w stanie napisać na forum swoje dzisiejsze menu :) Podeślę ci parę linków może nawet ze scott.net (które jak widzę po linkach jest centrum wiedzy wszelakiej i niepodważalnej) o tym jak bardzo się trułeś dzisiejszego dnia. Pzdr.

    komentarz - autor: joko — 31 Marzec 2010 @ 15:46

  16. Postawa joko wydaje się być typową dla ludzi, którzy od ciężkiej do przełknięcia prawdy wolą wygodne kłamstwo. Kim jestem żeby ich potępiać, kiedy sama wiem, jak ciężko jest odmawiać sobie tych wszystkich pysznych trucizn, które nam serwują fast-foody i producenci żywności? Bo naprawdę jest ciężko. A jednak nadchodzi taki moment, w którym człowiek musi zadać sobie pytanie, czy dalej chce żyć w wesołej nieświadomości i być traktowany jak nic nie warty odpad, czy też w końcu wziąć sprawy we własne ręce, nawet jeśli droga, jaka się przed nim wyłoni, będzie wyczerpująca.

    Wiele razy spotkałam się już z argumentem, że po co przechodzić na dietę, skoro w tych czasach wszystko, co jemy jest mniej lub bardziej szkodliwe. I fakt, człowiek czasami może zgłupieć od nawału tych wszystkich sprzecznych ze sobą artykułów.
    Tu jednak przydaje się trochę wiedzy, by rozróżnić, w co wierzyć, a w co nie. Zawsze można zadać sobie pytanie, kto ma interes w publikowaniu takich, a nie innych wyników badań. Kto naprawdę na tym zyskuje. A kto nie zyska nic, poza krytyką własnego środowiska (bo ludzkie zdrowie nie przelicza się na pieniądze – to choroby zarabiają).

    Ja sama cierpiałam na wiele dolegliwości, zarówno natury psychicznej, jak i fizycznej i to właśnie popchnęło mnie do zmiany swojego żywienia. Wcześniej negowałam wszystkie dobre rady i artykuły, które mi podsuwano, bo było mi wygodnie jeść kanapki, a na obiad wcinać mielone z ziemniakami. Nawet mimo tego, że odczuwałam częste bóle wątroby, że często bolała mnie głowa i brzuch, że miałam problemy z trawieniem i nie mogłam schudnąć. A przy tym cierpiałam na chroniczną depresję i właściwie nie miałam chęci do życia. Zresztą to tylko niektóre z całej gamy objawów.

    Zaczęłam od wyeliminowaniem glutenu. Na diecie byłam przez pół roku. Zdecydowanie czułam się o wiele lepiej, a moja matka, która od niepamiętnych czasów chorowała na nogi, co objawiało się bólem nie do zniesienia, po przejściu razem ze mną na dietę przestała go odczuwać zupełnie. Mimo wszystko w moim wypadku wiedziałam, że eliminacja glutenu to wciąż za mało. Zdawałam sobie sprawę, że problem musi leżeć gdzieś jeszcze – i wtedy trafiłam na artykuł o kandydozie. Przeczytałam go i pomyślałam – bingo! To właśnie to, co mi dolega.
    Dietę przeciwgrzybiczą (która polega z grubsza na eliminacji glutenu, mleka i jego przetworów, cukru i wszystkich chemicznych polepszaczy) rozpoczęłam zaraz po tym półrocznym bezglutenowym przygotowaniu, a efekty były wręcz niebywałe. Przestałam odczuwać jakiekolwiek bóle, zaczęłam chudnąć i znacznie zmniejszyły się objawy natury psychicznej, wraz z chronicznym zmęczeniem, mgłą umysłową i całą gamą innych “fajnych” rzeczy.
    Niestety… Wytrzymałam tylko dwa miesiące. Zaczęła się kalendarzowa jesień i w którymś momencie zapragnęłam zjeść sobie marcepana. Chociaż ten jeden jedyny raz. Biorąc pod uwagę, że cukier ma podobne właściwości uzależniające, co narkotyki – moja wola nie okazała się dość silna. Wróciłam do starej diety i trwało to do końca zimy. W między czasie wróciły wszystkie stare objawy plus kilka nowych, a moja depresja nasiliła się do takiego stopnia, że byłam gotowa odebrać sobie życie (oto do czego prowadzi nieleczona kandydoza!). I wtedy jakaś cząstka mnie się zbuntowała. Codziennie przed pójściem spać prosiłam o pomoc, i któregoś dnia – po bardzo dziwnym śnie – wstałam jako człowiek z nową siłą, by zacząć wszystko od początku. I tym sposobem znowu jestem na diecie anty-kandydozowej. Znowu zaczęłam czuć się lepiej, ale walka nadal trwa. Bo walka ze swoimi słabościami nigdy tak naprawdę się nie kończy.

    Moje doświadczenia bez wątpienia wskazują, że prawidłowy sposób żywienia ma wpływ na zdrowie. I to kolosalny. Co zazębia się z historiami wielu innych ludzi.

    Żyjemy w czasach, w których takie choroby cywilizacyjne, jak otyłość, cukrzyca, osteoporoza i kandydoza właśnie są prawdziwą plagą. Cierpią na nie miliony ludzi, a wiele z nich nawet nie zdaje sobie sprawy, co im dolega. A jeśli już, często leczą to niewłaściwymi sposobami.

    Jeśli człowiek przez całe życie zjada potężne ilości chleba i przetworów mącznych i nie równoważy tego dobrymi węglowodanami, jak nieoczyszczone ziarna i nie zjada odpowiedniej ilości warzyw (że już nie wspomnę o stosunku tłuszczów nienasyconych do nasyconych) – to cóż, nie bardzo chce mi się wierzyć, że po takim czasie wszystko z jego organizmem jest w porządku. Nawet jeśli z zewnątrz wygląda dobrze.

    I na koniec. Zanim zaczniemy coś negować, najlepiej byłoby wypróbować to na własnej skórze. W końcu nic nie zastąpi doświadczenia.

    PS. Trochę dziwny był ten komentarz o sott. net, jako “centrum wiedzy wszelakiej i niepodważalnej” skoro znaczna większość artykułów i wiadomości tam publikowanych pochodzi z innych stron. Po prostu redakcja wskazuje nam rzeczy warte przeczytania. Co innego SOTT Focus – to akurat artykuły pisane przez członków QFS (o ile dobrze rozumiem).

    komentarz - autor: zhenqing — 31 Marzec 2010 @ 17:36

  17. Zhenqing, dzięki za to, że opowiedziałaś o swojej przygodzie z dietą. Wiedza o tym, że są na świecie takie osoby, którym przejście na dietę pomogło, może zachęcić niektórych ludzi do zastanowienia się nad swoim jadłospisem, a może nawet do jego zmiany.

    Mnie też zmiana diety bardzo pomogła. Chociażby z alergią. Zawsze od wczesnego dzieciństwa, bez względu na porę roku, miałem zatkany nos, uciążliwe swędzenie oczu i co chwila kichałem. Zużywałem tonę chusteczek dziennie – 365 dni w roku. Wykryto u mnie alergię na wszelkie możliwe wziewne alergeny – byliny, drzewa, pleśnie, sierść psów i kotów. A jakimś dziwnym “zbiegiem okoliczności” okazało się, że wraz z przejściem na dietę mogłem coraz częściej i coraz dłużej oddychać nosem – po raz pierwszy od lat, a dzisiaj zużyłem tylko jedną chusteczkę i to do wytarcia zlewu w kuchni :) Bardzo poprawiła się też moja cera, z którą miałem problemy. fakt, że nie jest łatwo zrezygnować z pyszności, do których jesteśmy od dzieciństwa przyzwyczajani. Spróbujcie odstawić wyroby glutenowe na dłuższy czas, a przekonacie się, jaka to uzależniająca substancja – objawy mogą podobne jak przy odstawianiu ciężkich narkotyków. Tak, odstawienie wymaga wysiłku i samozaparcia, co wiele osób odstrasza, ale relacje dziesiątek ludzi, który przeszły na podobną dietę wskazują na to, że naprawdę warto.

    To jasne, że zawsze pozostaną ludzie, których nic nie zachęci do refleksji nad własnym sposobem odżywiania. Tak jest łatwiej żyć, nie trzeba rezygnować z przyjemności, wystarczy wyjść na dół do sklepu, zahaczyć o pobliski supermarket i kupić w nim cokolwiek “na przegryzkę” nie musząc się zastanawiać nad tym, co w tej przegryzce się znajduje. Nie trzeba czytać, nie trzeba eksperymentować na sobie metodą prób i błędów, badając, co naprawdę szkodzi, a co nie, ustalać plany żywienia, skoro można zjeść zupkę w pięć minut i mieć więcej czasu na przyjemności. To bardzo miło i przyjemnie wierzyć, że nie jesteśmy zatruwani. Argument przeciwko dietom znajdzie się więc zawsze. Wystarczy chwilę pogłówkować żeby wymyślić argument, który ma na celu przede wszystkim uspokojenie samego siebie.

    A co do SOTT, a właściwie co do artykułów z różnych innych źródeł, które są tam zamieszczane to nikt, nigdzie nie napisał, że jest to źródło wiedzy wszelakiej i niepodważalnej. Warto szukać samemu, gdzie tylko się da. Badać, zestawiać, analizować samemu wszędzie tam, gdzie się da, ale tak się składa, że przy SOTT pracuje grupa ludzi, którzy poświęcili swoje życie temu, żeby pomóc innym w poszukiwaniach. Jednak nikomu nie warto wierzyć, także SOTT i Pracowni, a co dopiero mnie i ja nigdzie nie zachęcam do wiary w to, co jest w zalinkowanych artykułach napisane. Jedyne, do czego mogę zachęcić to do włożenia wysiłku w to, żeby spróbować zacząć uczyć się oddzielać ziarna od plew.

    “Za duże dawki glutaminianu działają podobnie szkodliwie jak za duże dawki soli” To ciekawe, tylko gdzie źródło?

    Za propozycję wyszukania za mnie informacji o szkodliwości tego, co jem gorąco dziękuję. Na szczęście potrafię robić to sam, co więcej robię to codziennie i jeszcze zdarza mi się natrafić na jakieś cenne informacje o moich błędach, do których to błędów nie wstydzę się przed sobą przyznać.

    komentarz - autor: Michal — 31 Marzec 2010 @ 19:27

  18. “Zaczęła się kalendarzowa jesień i w którymś momencie zapragnęłam zjeść sobie marcepana. Chociaż ten jeden jedyny raz. Biorąc pod uwagę, że cukier ma podobne właściwości uzależniające, co narkotyki – moja wola nie okazała się dość silna.”

    Zhenqing,

    Znam ten ból. Wystarczy, że pada słowo marcepan, a ja już mam przed oczami wszystkie słodkości świata i aż ślinka mi cieknie na samą o nich myśl , a nie miałem cukru w ustach od ponad roku. Na szczęście jest ksylitol i stevia. Wiesz o nich? Podejrzewam, że tak, ale pytam na wszelki wypadek, bo z tego, co piszesz wynika, że najtrudniejsze było dla ciebie odstawienie cukru.
    Tanie nie są, zwłaszcza ksylitol, ale stevia starcza na długo. Chociaż z nią też staram się nie przesadzać, bo jak wszystko co słodkie, nakręca apetyt.

    POzdrawiam

    komentarz - autor: Michal — 31 Marzec 2010 @ 19:52

  19. Dzięki, Zhenqing i Michal za podzielenie się swoimi doświadczeniami. Mam okazję obserwować wiele osób, które zdecydowały się odtruć i zadbać o sposób odżywiania się. Zauważyłam, że są z grubsza dwie grupy – jedni reagują na szkodliwy dla nich pokarm wyraźnie i niemal natychmiast – bólem głowy albo bólem brzucha, fatalnym nastrojem albo opuchlizną… Mimo ich cierpienia, nazywam ich szczęściarzami, bo po pierwsze łatwiej im się zorientować, co im szkodzi, a po drugie łatwiej o motywację. U drugich objawy są skryte, poprawa zdrowia pozornie nieznaczna i trudno zauważalna – ci nieszczęśnicy muszą zaufać wiedzy i wytrzymać na diecie mimo braku zauważalnych rożnic.

    Ja sama należę do “nieszczęśników”. Przez długich kilka miesięcy diety nie dostrzegałam żadnej różnicy w samopoczuciu. Pierwszą istotną zmianę zauważyłam po zwalczeniu kandidy – całkowicie zniknęła chęć na słodycze, które stanowiły przez długi czas podstawę mojej diety, i na alkohol, którego wcześniej używałam, a z rzadka i nadużywałam. Zero. Nul. Czasem zjem kostkę gorzkiej czekolady, alkoholu nie tykam – spróbowałam raz czy dwa i jakoś nie przyszła mi jeszcze chęć na kolejną próbę. Myślę, że poza kandidą-wiecznym głodomorem, znaczenie ma również zmiana świadomości, a ta z kolei może mieć dwa źródła: chemia, czyli odtrucie również mózgu, oraz wykonana praca i wzięcie na siebie odpowiedzialności za swoje postępowanie.

    Okazuje się też, że potrzebowałam ponad roku, żeby moje ciało zaczęło znowu się do mnie odzywać i demonstrować, co mu służy, a co nie. Powoli przechodzę do grupy szczęśliwców :)

    Co do otyłości – bardzo, bardzo często otyłość to głównie chroniczny stan zapalny całego organizmu. Wystarcza wyeliminowanie z diety składników wywołujących zapalenie i bez głodzenia się, liczenia kalorii i innych tego typu wynalazków problem sam się rozwiązuje, przynajmniej w znacznym stopniu. A o diecie przeciwzapalnej można poczytać np. na Forum (ang).

    komentarz - autor: iza — 31 Marzec 2010 @ 20:18

  20. Zhenqing, Iza życzę powrotu do zdrowia. Nie chodzi o to aby się nie leczyć bądź udawać, że nic się złego nie może przytrafić. Nigdzie w swoim poście nie pisałem też, że się boje glutenu albo, że uczęszczam do fast foodów. Nie wiem skąd takie wnioski. Piszę tylko aby nie popadać w paranoje, nie wyszukiwać sobie na siłę chorób. Jeśli coś faktycznie złego dzieje się z organizmem to na pewno nas o tym poinformuję. Pytanie czy to zignorujemy. Jeśli jest OK to trzeba żyć. A żyć na prawdę to niebywała sztuka. Nie zaproponowałbym nikomu od tak bez wiedzy medycznej, dietetycznej żeby przeszedł sobie na jakąkolwiek dietę. Pisze, że artykuł jest mocno skrajny wręcz sensacyjny (jak wiadomości w RMF) zaczyna od frytek potem, że chleb może cię zabić wiec przejdź na dietę i wyeliminuj 100% glutenu. Ciekaw jestem na ile obiektywne są wyniki osoby która taką dietę przeszła. Może stwierdź, że czuje się lepiej ale nie najlepiej wiec teraz zrezygnuje z … i tak dalej. Trochę mi to przypomina bulimię.

    komentarz - autor: joko — 1 Kwiecień 2010 @ 09:34

  21. Joko,
    Nie znam cię i nie wiem, co jesz. Stwierdziłam tylko, że po tym, co wcześniej napisałeś wydajesz się być jednym z tych: “ludzi, którzy od ciężkiej do przełknięcia prawdy wolą wygodne kłamstwo”. A mówiąc o “tych” ludziach miałam na myśli konsumentów przetworzonej żywności i często również fast-foodów. Bowiem oni najczęściej stosują taką właśnie retorykę. Ale przecież mogę się mylić. Jeśli moje wnioski poszły za daleko – wybacz.

    “Nie zaproponowałbym nikomu od tak bez wiedzy medycznej, dietetycznej żeby przeszedł sobie na jakąkolwiek dietę.”

    Cóż, ja akurat bardziej polegam na samej sobie niż na konkretnym lekarzu czy dietetyku. Dlaczego? Podam ci przykład. Pisałam powyżej, że leczę się na kandydozę, prawda? Że własnymi siłami odkryłam, że cierpię na tę chorobę; przede wszystkim dlatego, że mogłam się podpisać pod każdym objawem. Mimo wszystko postanowiłam potwierdzić moją własną teorię u lekarki. Więc umówiłam się na wizytę. Ta pani jest moim lekarzem od przynajmniej czterech-pięciu lat. Wie, że miałam wcześniej nowotwór, że przeszłam dwie poważne operacje i przez cały rok brałam chemioterapię. Już samo to – zgodnie z ogólną wiedzą o kandydozie – powinno ją zaalarmować, że w moim wyjałowionym dzięki cytostatykom organizmie rozwinięcie się grzybicy było więcej niż pewne. A gdy dodać do tego okazyjne terapie antybiotykami, złą dietę i ogromną ilość stresów – sukces murowany. A jednak nigdy nie przyszło jej to do głowy. Nigdy nawet o tym nie napomknęła. Dopiero, gdy później sama się do niej zgłosiłam, twierdząc, iż wiem co mi jest, stwierdziła, że faktycznie, biorąc pod uwagę, że brałam chemię, to bez wątpienia kwalifikuję się do leczenia kandydozy. To mówiąc wydrukowała mi receptę na bardzo drogie antybiotyki przeciwgrzybiczne i pomachała mi na do widzenia. Ani słowem nie napomknęła jak ważna jest przy tym odpowiednia dieta, jak ważne są probiotyki i jak naprawić mój słaby układ odpornościowy, by mógł zacząć zwalczać grzyby i neutralizować ich toksyny. Ależ oczywiście, że nie – w końcu lekarze nie są od tego, by leczyć pacjenta, są od wypisywania recept. Ty nic ich nie obchodzisz. I żeby rozwiać wszelkie wątpliwości – to nie był jedyny lekarz, na którego tak się nacięłam. Każdy jeden był dokładnie taki sam. Natomiast dietetycy… U nich też byłam. Diety okazały się kompletną porażką, prowadząc mnie na skraj rozpaczy i wcale nie było mi po nich lepiej. Co ciekawe, odkąd sama wzięłam się za własne zdrowie, obserwuje niesamowite efekty. Nikomu nie wierzę, sprawdzam każdą informację. Czytam dużo różnych opracowań, artykułów i książek, zarówno medycznych jak i z zakresu medycyny naturalnej. A mój szybko reagujący organizm od razu pokazuje mi, czy jestem na dobrej drodze, czy nie.

    Poza tym nie chodzi o jakąkolwiek dietę. Pomijając te osoby, które namiętnie zrzucają kilogramy i stosują różne diety-cud, ludzie po prostu chcą poczuć się lepiej, bądź też, jeśli teraz nic im nie dolega, zmieniają sposób żywienia aby zapobiec chorobom, które mogłyby się rozwinąć. Jednym słowem, należą do tych, których dla odmiany obchodzi własne ciało. Nie tylko wałeczki tłuszczu na biodrach.

    Jeśli zaś chodzi o gluten, nie uważam, żeby powyższy artykuł był skrajny. Jeśli już, to ewentualnie za mało wyczerpujący. Choć z drugiej strony, kto będzie chciał się dowiedzieć więcej, zrobi to.
    Nie uważam, by dieta bezglutenowa mogła wyrządzić jakiekolwiek szkody. Jeśli dana osoba nie ma celiakii, alergii na gluten, lub też zespołu przeciekającego jelita – to nawet wtedy ta dieta wyjdzie mu tylko na dobre. Dieta bezglutenowa sprawdza się też przy autyzmie. Dzieci, którym rodzice eliminują z pożywienia gluten (a także mleko i jego przetwory) wykazują znacznie więcej prawidłowych reakcji, niż dzieci na normalnej diecie. To samo dotyczy osób chorujących na depresje i mających inne dolegliwości natury psychicznej – po przejściu na dietę ich samopoczucie ulega znacznemu poprawieniu.

    Komentarz: “Trochę mi to przypomina bulimię” sprawił, że poczułam się szczerze zdumiona…

    komentarz - autor: zhenqing — 1 Kwiecień 2010 @ 19:31

  22. Michał,

    Twój przypadek z alergią był bardzo podobny do mojego.

    “Zawsze od wczesnego dzieciństwa, bez względu na porę roku, miałem zatkany nos, uciążliwe swędzenie oczu i co chwila kichałem. Zużywałem tonę chusteczek dziennie – 365 dni w roku. Wykryto u mnie alergię na wszelkie możliwe wziewne alergeny – byliny, drzewa, pleśnie, sierść psów i kotów.”

    Mogę się podpisać pod każdym jednym słowem. Choć ja przy tym się jeszcze dusiłam. Mój katar był tak silny, że przez wiele lat nie oddychałam nosem, tylko ustami. Kiedy spojrzeć na mój nos, można zauważyć, że nie zdołał się normalnie wykształcić – jest węższy niż nos przeciętnego człowieka.

    O dziwo jednak, najcięższe objawy mojej alergii minęły po pobycie w szpitalu i całej “przygodzie z rakiem”. Kiedy wyszłam na dobre, nie miałam z tym już takich problemów. Pozostał tylko chroniczny katar. I faktycznie – odkąd przeszłam na dietę, ten katar znacznie osłabł. Choć na ostateczny werdykt poczekam jeszcze kilka miesięcy.

    Odpowiadając na twoje pytanie: tak, wiem o ksylitolu i stevi. Kupiłam nawet ksylitol raz czy dwa, ale faktycznie jest drogi, więc zazwyczaj staram się obejść bez. Natomiast stevia w moich lokalnych sklepach ziołowych pojawia się bardzo rzadko. Musiałabym zamówić ją sobie przez internet, ale na razie jest wiele innych rzeczy, na które muszę przeznaczyć pieniądze.

    W zasadzie mój problem nie dotyczył samego cukru. Nawet na długo przed dietą właściwie go nie używałam. Nie słodziłam herbaty, ani kawy etc. Gubiły mnie tylko same słodycze, głównie żelki. Mimo wszystko głód słodkiego po pewnym czasie stosowania diety znika, ale gorzej z psychiką. W sięgnięciu po marcepan i zrezygnowaniu z diety nie brał udziału łaknący cukru organizm, a moje stare programy.
    Dlatego jak już pisałam, walka nigdy nie ustaje :>

    Pozdrawiam!

    komentarz - autor: zhenqing — 1 Kwiecień 2010 @ 19:52

  23. @zhenqing
    Domyślam się, że znasz wątki na forum o depresji, jak choćby ten: Depression As A Stepping Stone (to Soul Growth), wiesz, że warto rozważyć możliwość cierpienia na zmęczenie nadnerczy (adrenal fatigue, czemu tak mało jest na ten temat po polsku???), że pomocna może być GABA, nie wspominając o Eiriu Eolas, programie, który jest po prostu niesamowity!

    Jeśli nawet dla Ciebie nic to nowego, zawsze jest szansa, że zajrzy tu ktoś zwabiony słowem “depresja”, zdecyduje się którymś z tych słów-haseł bliżej zainteresować i może znajdzie coś, co mu pomoże po pierwsze zrozumieć, a po drugie – przekroczyć ten stan. I Tobie serdecznie życzę siły i powodzenia na Twojej drodze.

    komentarz - autor: iza — 5 Kwiecień 2010 @ 22:00

  24. Hej!
    Na badaniu histopatologicznym )czy jak to tam się nazywa) wyszło mi że mogę mieć celiakie albo colitis. Stosuje diete bezglutenową. Produkty są bardzo drogie ale nic mi to nie daje. Diete stosuje ok 1 miesiąca. Na początku było dobrze nie miałam biegunek i przytyłam pół kilo a potem coś zgrzytnęło pogarsza się dalej mam biegunki i to dość ostre bez krwi. Nie wiem co robić.

    Oprócz tego mam jeszcze inne przewlekłe choroby:
    Młodzieńcze idiopatyczne zapalenie stawów
    zaćme
    łuszczyce
    i kiedyś miałam problemy z nerkami ale są już wyleczone
    Łuszczyca i zaćma związana jest z MIZS.
    Już mam dość. W mojej rodzinie nikt nie choruje i nie chorował bo sprawdzaliśmy przodków.

    Nie wiedziałam że celiakia jest powodem niskiego wzrostu. Czy jak będzie się stosować diete (która pomoże i będzie dawała efekty) to urosnę?

    Proszę o odpowiedź.

    komentarz - autor: beata — 8 Styczeń 2011 @ 20:07

  25. To ja wam coś powiem.
    Gluten = NIE
    Produkty bezglutenowe z kukurydzy,soji czy innych mączek poludniowo-amerykańskich = NIE
    CUKIER = NIE
    SÓL taka prawdziwa gruba (nie jodowana i bez anty zbrylaczy) albo morska czy Himalayan = jak najbardziej TAK
    Piwo = jak robione ze zbóż fermentowanych = TAK

    komentarz - autor: bez_świnki_i_nabiału — 18 Październik 2011 @ 16:53

  26. Dr Mercola prowadzi bardzo dobra strone jak i ma kanal na YTube.
    Chcesz byc zdrowy jedz OSTROPEST

    komentarz - autor: bez_świnki_i_nabiału — 18 Październik 2011 @ 16:55

  27. mleko nie, zboza nie, cukier nie…to co wy jecie? jakos w ideę wsuwania mleczyku zapijania herbatka z pokrzywy i wsuniecia na deser kłacza perzu nie wierzę… od kapustnych, fasolowych, jabłek, gruszek, sliwek mam wzdęcia więc nie moge tego jeśc w tygodniu gdy jestem miedzy ludźmi, wynajdujecie w sieci egzotyczne cudenka i epatujecie ich nazwami ( ciecierzyca to tylko inna odmiana grochu)… a co tak normalnie dla zwykłych ludzi zyjacych w Polsce z dochodami 1500 netto i sklepami bez egzotycznych nazw i obsługi? co im proponujecie? dla normalnie pracujacego fizycznie męzczyzny przecietnej Polki i trójki dzieci w wieku 7-19? moga byc linki – bede bardzo wdzieczna – mam do dyspozycji normalne zycie nie mam tyle czasu co chorzy na rentach by móc zajmowac sie godzinami soba i swoimi schorzeniami wiec dobre byłyby proste i w miare rozsądne przepisy na kilka zestawów jedzenia. Z góry dziekuję.

    komentarz - autor: inka — 23 Październik 2011 @ 14:06

  28. @Inka
    Dla mnie codzienne śniadanie( około 7:30) to Jajecznica z dwóch jajek, szczypiorek, dużo boczku, i to kładę na ryż. Do tego sałatka z ogórków i pomidorów.
    Na Obiad dopiero o 14:00 bo wcześniej nie jestem głodny, duży schabowy, trochę ziemniaków i gotowana marchewka. Na kolację to już lekko 2 mielone, ryż, tofu, albo zasmażane warzywa. Co dzień zmienia się raczej mięso czasami stek czasami pieczona kaczka lub pulardy. Dowiedziałem się że w ryżu też występuje gluten ale na razie nie
    znalazłem alternatywy. pozdrawiam.

    komentarz - autor: Miyamoto Musashi (@Miyamoto_Kaigen) — 24 Październik 2011 @ 12:25

  29. Tofu???

    Soy: Dark Side of a “Health Food”

    The Truth about Soy:

    According to a study done by Dr. Lon White of the Hawaii Center for Health Research, senior citizens who consumed a lot of tofu in mid-life were more likely to experience accelerated brain aging and a more pronounced loss of cognitive function.

    Confused About Soy?: Soy Dangers Summarized

    To tylko trzy z całego mnóstwa artykułów o soi. Skorzystaj z wyszukiwarki, jak chcesz się dowiedzieć więcej. W największym skrócie: Soja jest EVIL!!!

    komentarz - autor: iza — 24 Październik 2011 @ 12:43

  30. Wow, nie tylko tofu ale miso, natto, tempeh, tamari and shoyu. Iza dzięki za te linki, trzeba będzie rozejrzeć się za czymś innym zamiast Miso zupy może być rosół.

    komentarz - autor: Miyamoto Musashi (@Miyamoto_Kaigen) — 24 Październik 2011 @ 13:06

  31. Dowiedziałem się że w ryżu też występuje gluten ale na razie nie znalazłem alternatywy.

    To łatwe: zrezygnuj z ryżu :)
    A w następnej kolejności z ziemniaków. Jeśli już musisz napychać się węglowodanami, spróbuj tzw. “słodkimi ziemniakami“.

    komentarz - autor: iza — 24 Październik 2011 @ 15:42

  32. Nie straszcie tak ludzi… chleb zabija… Bóg truciciel… :D Piszcie prawdę, ale nie popadajcie też w przesadę i jasno określajcie poziom zagrożenia. Nie katujmy się aż tak bardzo ;)
    A sprawdzenie przez usuwanie wszystkiego z glutenem z diety to metoda jawne podejrzana (w końcu skąd pewność, że nam się nie polepszy od usunięcia innego składnika albo użycia zamiennika?), tylko nie wiem kto by miał na takiej radzie zarobić ;) Lobby ziemniaczane? Pewnie lobby antyglutenowe skoro taka branża zaczyna się rozwijać… :P

    Trzeba od razu jasno pisać, że dotyczy to 10% ludzi, więcej jeśli jedzą wyroby “pieczywopodobne”.

    Kocham jeść świeży chleb i nawet gdybym był w tych 10%tach to bym z niego nie zrezygnował :)
    Chleb z masłem, dobry ser, mleko prosto od krowy, naturalny miód i życie staje się piękne :)
    Masło też niby miało szkodzić, a tu nagle okazuje się, że nie ma nic lepszego i nawet wysoki cholesterol bywa dobry ;)

    komentarz - autor: BlueKnight — 17 Grudzień 2011 @ 17:34

  33. “Nie straszcie tak ludzi…”

    Jeżeli wystraszyłeś się czytając ten artykuł, może to oznaczać, że Twoje emocje wzięły górę nad umysłem podczas czytania.

    “Piszcie prawdę, ale nie popadajcie też w przesadę i jasno określajcie poziom zagrożenia”

    Równie dobrze mogłeś napisać, piszcie prawdę, ale nie całą prawdę. Poziom zagrożenia został w artykule jasno określony, tak myślę.

    komentarz - autor: koliber — 19 Grudzień 2011 @ 15:47

  34. Mięsa nie jadam, mleka ani jajek również. Weganizm, innymi słowy. Unikam cukru, rok temu przestałam jeść gluten. I co? Jest cudnie:)

    Do tych, którzy zapytają – “co ty jesz?” – jest mnóstwo produktów bezglutenowych. Fakt, baza mojej diety to warzywa, owoce i mąka ryżowa oraz kukurydziana, a także wszelkie kasze. Ale to wystarcza do życia pełnią, w dobrym zdrowiu, z prawidłową wagą i mnóstwem energii…

    komentarz - autor: shamaan — 10 Styczeń 2012 @ 14:37

  35. Szukam ludzi, którzy mieli niniejsze objawy i byli odsyłani “od lekarza do lekarza”:
    - obrzęk naczynioruchowy małżowin nosowych czyli wodnisty katar i jednostronna niedrożność nosa,
    - lekki tępy ból między oczodołami, nasadą nosa i czołem,
    - brak zajętości zatok czołowych nosowych szczękowych itp. czyli czyste zatoki – gdyby ktoś sądził, że to w/w objawy są skutkiem zapalenia zatok,
    - ociężałość umysłowa, zapominalstwo, brak koncentracji,
    - silne zgagi, szczególnie po słodyczach, chlebach, bułkach itp.,
    - uczucie “kamieni w żołądku” po zjedzeniu niektórych produktów żywnościowych,
    - nawracające afty na języku,
    - tzw. język geograficzny,
    - nadmierne gazy jelitowe.

    Jeśli ktoś miał/ma powyższe objawy (wszystkie lub którąś z kombinacji), lekarze leczą na każdą z osobna błądząc po omacku i temu komuś pomogła dieta bezglutenowa to proszę odezwać się (antek-81@tlen.pl)

    komentarz - autor: Ant — 19 Marzec 2012 @ 17:38

  36. Ant chyba masz alergię.

    komentarz - autor: brand — 27 Kwiecień 2012 @ 13:07

  37. U mnie jest wiele podobnych objaw
    - katar , który nie daje mi spokoju
    - ociężałość umysłowa
    - częst jestem zmęczona a nie powinnam mieć do tego powodów
    - pleśniawka na jężyku i nawracające afty też
    - nadmierne gazy jelitowe
    - częste óle brzucha
    - zatoki są czyste

    Będąc noworodkiem jakieś 24 lata temu byłam dzieckiem bezglutynowy – karmiono mnie humaną i póżniej było oki
    Teraz jakoś od dwóch lat mam wiele dolegliwości i niewiem co to może być. Lekarze cały czas mnie wysłaja na jakieś badania…
    Alergolog wykluczył alergię i skierował mnie do laryngologa on tez nie wie co to może być…. kazał mi zrobić gastroskopie….
    Czekam na badanie…
    Wydaje mi sie, że może to mieć związek z uczuleniem na gluten…może mi to wróciło??
    Sama niewiem co o Tym wszystkim myśleć…
    Może wypróbuje sobie dietę bezglutynową i będzie mi lepiej

    komentarz - autor: malwa88 — 21 Maj 2012 @ 16:08

  38. Piszcie co o tym myslicie
    Do Gastroskopii mam jeszcze 2 tygodnie czasu…a nie chciał bym mieć robionego tego badania jeśli problem tkwi faktycznie w glutenie

    komentarz - autor: malwa88 — 21 Maj 2012 @ 16:10

  39. @malwa
    A co Ci szkodzi spróbować? Trzy tygodnie można wytrzymać nawet na pełnej głodówce, więc poeksperymentowanie powinno być i łatwiejsze, i dostarczyć trochę rozrywki. :)

    Co ja bym zrobiła w takiej sytuacji? Gdybym nie chciała albo nie mogła przejść całkowicie na dietę paleo, przeszłabym na rosołki (prawdziwe, najlepiej z mięsa “eko” i z niewielkim dodatkiem warzyw), może trochę brązowego ryżu, ewentualnie sałata, buraczki, fasolka szparagowa w niewielkich ilościach.

    Po trzech tygodniach objawy powinny minąć. Jeśli nie miną, nie widzę innego wyjścia niż ograniczenie się do mięsa i tłuszczu zwierzęcego, przynajmniej na jakiś czas – te raczej nie uczulają, przynajmniej ja nie słyszałam o takim przypadku.

    A jak objawy miną, można zacząć stopniowo dodawać składniki, po jednym i nie częściej niż co trzy dni, bo reakcja może nie pojawić się od razu. Najlepiej wtedy bacznie się obserwować i robić notatki. NIE należy wracać do: glutenu, nabiału, cukru, alkoholu, kawy przynajmniej przez kilka miesięcy. Dobrze by było na zawsze zapomnieć o soi, wszelkich przetworzonych pokarmach i napojach i ograniczyć się do tego, co sama możesz upichcić z prostych, naturalnych składników. Chemia truje!

    Taki eksperyment powinien dać Ci odpowiedź na pytanie, co Ci szkodzi, pod warunkiem, że nie będziesz oszukiwać. Wiesz, że gluten eliminuje się całkowicie z organizmu dopiero po 6 miesiącach? No i gorąco polecam przeczytanie książki Atkinsa “Życie bez pieczywa” – jest wydana po polsku i można ją dostać. Nie jest to biblia i Atkins nie we wszystkim pewnie miał rację, ale jest to jedna z najlepszych książek na ten temat wydana w kraju.

    Życzę powodzenia i oczywiście zdrowia! :)

    komentarz - autor: iza — 21 Maj 2012 @ 16:58

  40. Witam ponownie, jestem już na diecie trzeci miesiąc i muszę powiedzieć bardzo wiele się zmieniło. Mianowicie:
    - minęły zgagi,
    - minęły wiatry i wzdęcia,
    - dużo lepiej myśli mi się,
    - schudłem 3 kg i bardzo dobrze czuję się.

    Z katarem nie jest już tak wesoło – mam dalej często zatkany nos (powiększone małżowiny nosowe) ale prawie nie ma wydzieliny.

    Oczywiście ciężko jest utrzymać ścisłą dietę ale dzięki temu wiem, że (tzw. prowokacje):
    - jak zjem duuużo pierogów (mąka pszenna!) równo 24 godz. później boli mnie masakrycznie głowa i czuję się jak z pralki wyjęty,
    - zjem chleb, bułki, drożdzówki itp. to mam po 1 godz. palącą zgagę a po 3-4 godz. wiatry i przelewanie się w jelitach,
    - napiję się piwa to mam totalnie zatkany nos.

    komentarz - autor: Ant — 21 Maj 2012 @ 20:20

  41. @malwa

    Cóż mogę dodać, paleo wymiata! Najpierw jakieś dwa lata temu wyeliminowałem gluten i nabiał, a jakiś już chyba dłuższy czas temu ograniczyłem praktycznie do zera węglowodany i uwolniłem się nareszcie od kawy. Z kawą było najtrudniej, naprawdę cholernie trudno, ale udało się i wiem już na pewno, że nie oddam za żadne skarby tego wszystkiego co udało mi się wypracować, nie ma szans, nie warto. Wracając do diety, minęły jakieś dwa-trzy miesiące od przejścia na tłuszcze, zanim w jakiś cudowny sposób pojawiło się mnóstwo energii i dobrego samopoczucia. Jem dwa lub trzy posiłki dziennie. Wcześnie rano po 5:00 (teraz do 30min po przebudzeniu) wędzony boczek, kiełbasa i kawałek pieczonego karczku, albo jak jest chwila czasu w weekend to smażę pokrojoną w plasterki kiełbasę i wrzucam do tego kilka jajek. Potem od czasu do czasu koło 10:00, jak jest sposobność, raczę się jajecznicą z trzech jajek, jakoś więcej nie wchodzi. Ostatni posiłek zjadam około 17:00 i jest to zazwyczaj kawałek pieczonego karczku, czasem udko, a ostatnio rosołek z kawałkiem wołowiny. Tyle. Jeżeli sporadycznie pojawi się coś mięsnego lub tłustego to na pewno nie pogardzę, ale generalnie takie menu i ilość posiłków są dla mnie wystarczające. Dorzucam jeszcze trochę suplementów typu magnez, tran, potas, witamina D, multiminerały, kelp i oczywiście witamina C. Nie chodzę głodny, zgubiłem już 8kg sadła (plus wcześniejsze 10kg) i czuję się fantastycznie, mam mnóstwo sił i zauważyłem zdecydowaną poprawę jeżeli chodzi o pamięć i myślenie. Nie jest aż tak trudno, żeby nie spróbować i nie dać sobie samemu szansy, trzymam kciuki. Jeżeli będziesz miał/miała z czymś problem, możesz tutaj zajrzeć i podpytać, pozdrawiam

    komentarz - autor: koliber — 21 Maj 2012 @ 23:55

  42. Jestem od pięciu miesięcy na diecie bezglutenowej. Poziom ALT, AST, i trójglicerydów nareszcie w normie, pierwszy raz od 3 lat. Ustąpił uporczywy trwający 15 lat trądzik. Ustąpiła opuchlizna ciała.
    Kto chce to spróbuje diety, komu się nie chce jego sprawa, tu nie ma co namawiać.

    komentarz - autor: jaśmina — 29 Maj 2012 @ 10:39


Kanał RSS z komentarzami do tego wpisu. Adres TrackBack

Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out / Zmień )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out / Zmień )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Theme: Rubric. Blog na WordPress.com.

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 45 other followers