PRACowniA

12 Maj 2008

Uwięziony w lustrze

Filed under: Psychologia — iza @ 14:41
Tags:

Dziś wstęp do książki „Trapped In The Mirror” – dr Elan Golomb

Dorosłe dzieci narcystycznych rodziców i ich walka o prawdziwe Ja

Istnieje bardzo liczna grupa niezauważanych ofiar. Często nie szukają one pomocy, której potrzebują, nie rozpoznają bowiem, że cierpią z powodu problemu, dla którego istnieje rozwiązanie. Są to dzieci narcystycznych rodziców. Znam ich sytuację od środka, sama bowiem jestem jedną z nich.

Kiedyś przyjaciel zapytał mnie: “Kim są narcyzi? Czyż nie są to ludzie, który uważają siebie za kogoś wyjątkowego?” Odpowiedź brzmi: tak i nie. Wszyscy zdrowi ludzie mają się za szczególne, wyjątkowe jednostki, zdolne do osiągnięć i godne miłości, i nie jest przypadkiem, że dokładnie w ten sposób postrzegali ich w dzieciństwie rodzice. Ludzie stosunkowo wolni od cech narcystycznych (większość z nas jest nimi w pewnym stopniu obciążona) nie próbują wynosić się ponad innych. Nie są zainteresowani taką konkurencją. Mają kontakt ze swoimi emocjami i starają się postępować jak najlepiej i robić wszystko, co leży w ich możliwościach. Ich wzorce, zgodne z ich wewnętrznymi cechami, są realistyczne, bo ludzie ci mają dobre pojęcie o tym, kim są i co mogą osiągnąć (taka obiektywnosć nie jest bez znaczenia).

Narcyzi są zupełnie inni. Nieświadomie zaprzeczają nieujawnionemu i nieakceptowalnemu nędznemu obrazowi siebie poprzez napompowanie go. Zmieniają się w błyszczące, wspaniałe postacie, otoczone psychicznie nieprzenikalnym murem. Celem tego samooszustwa jest odgrodzenie się od dla budzącego grozę zewnętrznego krytycyzmu oraz od własnego morza wątpliwości.

Ta pełna paradoksów postać potrzebuje być przez wszystkich uważana za doskonałą. Osiągnięcie tego celu wymaga stworzenia dopracowanej persony (społecznej maski, objawianej światu). Persona potrzebuje publiczności, która ją będzie doceniać i oklaskiwać. Jeśli robi to wystarczająca ilość osób, narcyz odczuwa ulgę, że nikt nie jest w stanie przejrzeć jego charakteryzacji. Persona jest schematem obronnym, za którym można się skryć, jest jak sceniczne dekoracje w starych westernach. Kiedy spoglądasz za ten mur, znajdujesz… pustkę, nic. Podobnie narcyz, za swoim wspaniałym obnoszonym wizerunkiem czuje się pusty i pozbawiony wartości.

Ponieważ życie zorganizował sobie tak, żeby zaprzeczało jego negatywnym uczuciom na własny temat i utrzymywało iluzję wyjątkowości, rodzinie narcyza na siłę wyznaczona jest rola osób wspierających. Nie mają wyboru, jeśli zależy im na dobrych ukladach. Partner narcyza, żeby utrzymać małżeństwo, musi być nim oczarowany i uległy, a dzieci będą automatycznie powielać każdy obraz, który jest na nie projektowany.

Tu zaczyna się dramat. Narcyz nie może widzieć swoich dzieci takimi, jakie są, a wyłącznie jako odbicie swoich nieświadomych potrzeb. Nie pyta, dlaczego dzieci są takie wspaniałe (lepsze od wszystkich innych) albo takie okropne (najgorsze pod każdym względem), albo dlaczego w jego oczach ich wizerunek przeskakuje z jednej skrajności do drugiej, nie przyjmując wartości pośrednich. Dla niego one po prostu takie właśnie są.

Kiedy je idealizuje, ich zdolności postrzega jako wręcz mityczne. Takie napompowanie wskazuje, że dzieci wykorzystywane są jako przedłużenie jego imponującego ego. Kiedy je nienawidzi, a ich cechy są według niego nie do przyjęcia, to projektuje na nie własne znienawidzone przez siebie cechy. Czy je idealizuje, czy oczernia, pozostaje całkowicie nieświadomy, że to co widzi jest projekcją i że jego wizje nakładają na jego dziecko ogromny ciężar.

To niesamowite, jak wcześnie rozpoczyna się proces projekcji. Zanim dziecko zostało poczęte, już narcystyczny umysł przydzielił rolę swojemu potomkowi. Oczekiwane cechy potwierdzane są przez subtelne zachowania płodu w łonie, a kiedy dziecko przychodzi na świat, rodzic zaczyna zatwierdzać swoje projekcje przez interakcje z dzieckiem.

Przykładem tego może być narcystyczny ojciec, który był w stanie powstrzymać doświadczanie własnej słabości, odnajdując ją w osobowości swojej czterotygodniowej córki. Nigdy nie zakwestionował słuszności swoich spostrzeżeń – takie myśli pojawiały się sporadycznie, ale były natychmiast odrzucane, a najlepszą obroną przed nimi jest skupienie się na wadach innych, włącznie z wadami własnego dziecka. Narcyz podpiera swoją tezę oceniając fizyczne ruchy córki jako słabowite i pozbawione energii. Oczywiście córka jest “biologicznie gorsza”. Charakterystyka dziecka zostaje przyklepana, a jego los przesądzony.

Matka powiela pogląd partnera, nieświadomie tłumiąc własne wątpliwości i odmienne spostrzeżenia. Na jej myślenie wpłynął fakt, że mąż będzie ją akceptował tylko wtedy, kiedy ona się z nim zgodzi. Jest w nim teraz zakochana i nade wszystko chce go zadowolić. Dodajmy, że ten, kto poślubia narcyza, robi to często po to, żeby poprawić kiepskie poczucie własnej wartości przez podpięcie swojego ego pod ego kogoś, kto promieniuje wspaniałością. Takie osoby przeraża perspektywa odrzucenia przez partnera i zawsze gotowe są odpowiadać w wymagany sposób.

Dziecko dorastało zgodnie z planem rodziców. Dziewczynka stała się wyraźnie uległa, często zwracając się do swojego narcystycznego ojca o podjęcie za nią decyzji. Po matce przejęła uległość – jako właściwy sposób wyrażania kobiecości i relacji z mężczyznami. Tylko taką bowiem rolę mógł zaakceptować u kobiety narcystyczny ojciec.

Jedną z cech dziecka narcystycznego rodzica jest tendencja do hurtowego przyjmowania wartości od rodziców zamiast tworzyć je na miarę własnej osobowości. Narcyzi cenią dzieci będące dokładnymi ich kopiami, jakakolwiek bowiem zmiana czy różnica w stosunku do prototypu odbierana byłaby jako krytycyzm.

Młoda kobietka staje się “idealną” córką, posłusznie powielając dorobkiewiczowskie wartości rodzica. Gra w tenisa, uczy się żeglarstwa, zna francuski, wakacje spędza podróżując po Europie. Nie wybija się w żadnej z dziedzin, prawdopodobnie dlatego, że niczemu nie towarzyszy pasja. Jej jaźń nie jest zaangażowana w nic, co ona robi. Martwi się, że mimo wkładanych wysiłków, nie przejawia żadnego talentu. Mimo że nieco przy kości, jest niewątpliwie dziewczyną atrakcyjną, a jednak prawie nigdy nie umawia się na randki. Żaden z młodzieńców, których spotkała w życiu, nie mógł mierzyć się z jej tatą.

Jest zgodna, zawsze uśmiechnięta i przytakująca, podejrzanie wolna od wszelkich złośliwości. Prawdę powiedziawszy, jest nieco nudna. Z niezrozumiałych powodów ten chodzący ideał uprzejmości zaczyna nękać coraz silniejsze uczucie furii, co wprawia ją w zakłopotanie. Dlaczego odczuwa złość, skoro wszystko w jej świecie jest takie doskonałe? Nigdy nie widziała nic szkodliwego w wywieranej na nią presji stania się nienagannym egzemplarzem pokazowym. Takie myśli stanowiły tabu.

Straciła kontrolę nad swoją złością. Uczucie przybrało formę lęku, lęku, że cały świat legnie w gruzach, a wszystko zostanie zdmuchnięte jak w nuklearnej zagładzie. Obsesja ta odzwierciedlała projekcję jej stłumionych wybuchowych uczuć. Na szczęście lęki te zaprowadziły ją na psychoterapię. Rodzice byli zdenerwowani faktem, że córka potrzebuje pomocy, uderzało to bowiem w wizerunek ich jako rodziców. Dziecko musiało znaleźć się na skraju obłędu, żeby ktokolwiek z rodziny zdecydował się przyznać, że coś jest nie w porządku.

Potomstwo narcystycznych rodziców dorasta wypełniając wyznaczone role. Mogą wyczuwać, że żyją w kłamstwie, nie wiedzą jednak, co z tym uczuciem nieautentyczności zrobić. Próbują więc ze wszystkich sił stać się tym, czego się po nich spodziewa, jakby ich uczucie niepokoju wynikało z niewłaściwego wypełniania roli. Jeśli rodzice postrzegają ich jako sromotną porażkę czy nieszczęsne ofiary losu – od ich wyglądu po siłę umysłu – to tym właśnie się stają. Jeśli pokazuje im się, że są wspaniali i stać ich na wiele, to – szczególnie kiedy mają wrodzoną zdolność do wypełnienia silnej roli – stają się siłą napędową społeczeństwa.

W głębi duszy dzieci narcystycznych osób, gloryfikowane albo poniżane przez nieustannie wartościujących rodziców, czują się nikim, ponieważ muszą czymś „być”, żeby zaskarbić sobie rodzicielską miłość. Uwarunkowana miłość nie zapewnia wsparcia wewnętrznemu Ja. Tworzy ludzi, którzy nie mają osobistej wartości. Wychowywane na warunkowej miłości, dzieci osób narcystycznych same stają się warunkowe. Mają się za nierzeczywiste.

Jak rozpoznać narcyzm i narcyza

Jak powiedzieliśmy, narcyzm jest powszechną cechą współczesnego, nowoczesnego społeczeństwa (dawniej też zdarzali się narcyzi, ale nigdy w takiej obfitości). Ludwik XIV, wypowiadając swoją słynną kwestię „L’etat, c’est moi” (państwo to ja), wyraził typowy narcystyczny punkt widzenia osoby opętanej ideą egocentryzmu. Jego narcystyczne racje doprowdziły do wybuchu Rewolucji Francuskiej. Jego ego było tak nadęte, że wydawało mu się, iż reprezentuje potrzeby całej Francji. Kiedy Ludwik jadł, Francja miała czuć się zaspokojona. Podobnie Marie Antoinette – na błagania o chleb głodującego ludu odpowiedziała wykrzykując niefrasobliwie „niech jedzą ciastka!” – prezentując w ten sposób swoją narcystyczną reakcję. Ponieważ jej żołądek był pełen, prośba ludu o zwykłe jedzenia wyglądała śmiesznie. Te dwa komentarze ilustrują tę samą postawę – „moje potrzeby są wszystkim, nic i nikt poza tym się nie liczy„.

Narcyza interesuje tylko to, co się w nim odbija. Wszystko, co robi albo czego doświadcza, jest odbierane jako odbicie własnego Ja. Nazwa tego psychicznego zniekształcenia zaczerpnięta jest ze starożytnego greckiego mitu Narcyza – urodziwego młodzieńca, ulubieńca nimf. Nimfa Echo zakochała się w pięknie Narcyza, ale on nie zwracał uwagi na jej coraz bardziej żałosny płacz. Dla bogów przyglądających się grom ludzi, nieodwzajemnienie miłości było przestępstwem. Ukarali więc Narcyza w symboliczny sposób, powodując, że zakochał się we własnym odbiciu i wiecznie wyciągał ręce, by wziąć w objęcia… iluzję.

Za każdym razem, gdy Narcyz sięgał po uwielbiany obraz siebie odbity w spokojnej wodzie stawu, obraz rozmywał się w niezliczone zmarszczki. Narcystyczna osoba, która swoje zranione poczucie własnej wartości próbuje ratować przez przyozdabianie i podziwianie pozłoconego Ja, jest jednocześnie nawiedzana przez horror psychicznej fragmentacji. Powinna uświadomić sobie, że wbrew jej przekonaniu, to “ja” nie jest wszystkim.

[Olchanowski w swojej książce „Duchowość i narcyzm” pisze:

„Charakterystyczną cechą osoby narcystycznej jest to, że, paradoksalnie, nie interesuje się ona swym rzeczywistym ja, ponieważ zamiast siebie uwielbia i ceni swój własny obraz.(…) Jednym z efektów jest rozszczepienie ciała od uczuć. Zatem już nie tylko ego mentalne zostaje oddzielone od ja cielesnego, lecz również od tego ja zostają oddzielone uczucia. Wówczas poczynamy budować naszą tożsamosć w oparciu o wyobrażenia innych na nasz temat, słowa autorytetów, własne wyobrażenia o sobie (często zbyt maniakalne bądź zbyt depresyjne), zależne od wszelkich uwarunkowań kulturowych i rodzinnych, nagromadzonych opinii, wiedzy, pojęć, ideałów i zaczynamy wierzyć, że jesteśmy obrazem, ponieważ cały proces, który doprowadził do jego utworzenia, uległ poprzez wyparcie zapomnieniu. Jeżeli nawet zdarzy się, że własny obraz darzymy nienawiścią, nie możemy kochać własnego ja, ponieważ sądzimy, że ja to obraz i jesteśmy przekonani, że innego ja nie ma.” ]

Według DSM-III, dla narcystycznego zaburzenia osobowości charakterystyczne są następujące cechy: napompowane poczucie wysokiego mniemania o sobie, fantazje o nieograniczonym sukcesie, sławie, mocy, pięknie i doskonałej miłości (bezkrytyczna adoracja), ekshibicjonizm (potrzeba bycia dostrzeganym i podziwianym), skłonność do uczucia wściekłości na ogół bez obiektywnego powodu, odnoszenie się do ludzi z chłodną obojętnością jako kara za krzywdzące potraktowanie albo jako wyraz tego, że aktualnie danej osoby nie potrzebują, skłonność do silnego poczucia niższości, wstydu i pustki, poczucie uprzywilejowania ze skłonnością do wykorzystywania innych, tendencja do idealizowania albo dewaluowania ludzi, oparta w dużej mierze na niezdolności do empatii.

Ta lista, choć długa, nie jest jeszcze wyczerpująca. Mówi się, że żyjemy w epoce narcyzmu. Niewielu z nas jest całkowicie wolnych jego cech. Idea narcyzmu zawiera się w takich wyrażeniach jak “the Me Generation”, „co z tego będę mieć?” czy „dbać o własny interes”.

Jeśli społeczeństwo oddaje cześć takim zewnętrznym atrybutom jak prezencja, status, władza i pieniądze, można dojść do przekonania, że to co wewnętrzne – uczucia i czyny, o których tylko samemu się wie – nie liczą się. Jednak jedyne prawdziwe i trwałe poczucie własnej wartości, pochodzi z wyczuwania własnego Ja-esencji, z uczucia bycia realnym, z robienia tego, co prawdopodobnie tylko samemu uważa się za właściwe. Uznanie dla tej subiektywnej, nieuchwytnej rzeczy jest tym, co mamy na myśli, kiedy mówimy, że ktoś ma „charakter” – tę tak rzadką dziś cechę.

Stosowanie zewnętrznych wartości społeczeństwa do własnego Ja powoduje narcystyczne zranienie. Słowo “narcystyczny” ma tu za zadanie pokazać, że to miłość własna zostaje skrzywdzona. Gdy miłość własna zależy od rzeczy zewnętrznych, od cudzych opinii na temat tego czym jesteś i co robisz, własne Ja zostaje zdradzone. Pewna kobieta, charakteryzująca się niecodzienną naturalną urodą, została przedstawiona towarzystwu przez chełpliwą matkę słowami „piękna jak gwiazda filmowa”. Usłyszawszy te słowa, kobieta skuliła się ze wstydu czując się nic nie wartą, ponieważ oceniona została tylko za swój wygląd zewnętrzny.

Zdrowa jaźń nie ma nic wspólnego z gwiazdorstwem. Psychiczne zdrowie bierze się z akceptacji mającej swój początek we wczesnym dzieciństwie, akceptacji obejmującej całość tego, jakim jesteś – dobry i zły, brudny i czysty, grzeczny i nieposłuszny, bystry i głupi. U osoby dorosłej zdrowie przejawia się poprzez harmonię między ideałami a czynami, przez umiejętność docenienia siebie w równej mierze za to, co próbujesz robić, jak i za osiąganie celu. Oznacza to przyznanie, że pomimo iż nie jesteś doskonały, to wciąż zasługujesz na miłość.

W szkole trenerzy często próbują umocnić charakter podopiecznych sugerując, żeby robili, co w ich mocy i nie zwracali uwagi, czy odnoszą zwycięstwo czy porażkę. Nasze nastawione na zewnętrzność społeczeństwo jest tak uzależnione od wygrywania, że taka rada jest słabym antidotum na presję wywieraną na najmłodszych przez histerycznych rodziców i kadrę nauczycielską – ich ego zawsze bowiem potrzebuje zwycięstwa, żeby zaprzeczyć zasadniczo niepewnemu wyobrażeniu o sobie.

Żeby dorosnąć do bycia pełną osobą, niemowlęta, maluchy i dzieci w okresie kształtowania się potrzebują doświadczać prawdziwej akceptacji, muszą wiedzieć, że postrzegane są takimi jakimi są i nie przestają być doskonałe i warte miłości w oczach rodziców. Muszą się potykać, czasem nawet upaść, i spotkać się wtedy z ojcowskim lub matczynym współczującym uśmiechem. Dzięki rodzicielskiej akceptacji dzieci dowiadują się, że ich istność, ich wewnętrzne Ja, zasługuje na miłość. Miłości do siebie uczymy się przez identyfikację. Pozytywny szacunek do samego siebie jest czymś przeciwnym do tego, co znają osoby narcystyczne. Narcyz jest „zakochany” w sobie dokładnie dlatego, że nie potrafi siebie kochać.

Przyszły narcyz doświadcza jako dziecko, że jego Ja odrzucone zostaje przez narcystycznego rodzica. Rany rodzica stanowią szablon dla ranienia dziecka. Każdy narcystyczny rodzic w każdym kolejnym pokoleniu powtarza zbrodnię, która była popełniona przeciwko niemu. Tą zbrodnią jest brak akceptacji. Narcyz więcej wymaga i bardziej deformuje to dziecko, z którym silniej się identyfikuje, aczkolwiek wszystkie jego dzieci zostają wciągnięte w jego sieć subiektywności. Jak może akceptować potomstwo, które jest produktem jego własnego ja, którym nieświadomie gardzi? Jego nastawienie jest odmianą Syndromu Groucho Marxa – „nie zapisałbym się do żadnego klubu, który miałby mnie za swojego członka” – w tym przypadku zmienionego w „nie kochałbym żadnego dziecka, które miałoby mnie za swojego rodzica”. Przyrodzonym prawem takiego dziecka jest odrzucenie.

Dziecko, które ostatecznie wyrasta na pełnowymiarowego narcyza, przeważnie miało narcystyczną matkę. Ponieważ to matka na ogół roztacza nad dzieckiem opiekę, która definiuje wczesny świat dziecka, dlatego matka-narcyz częściej ma szansę zmienić swoje dziecko w kolegę- narcyza. W układzie, kiedy to ojciec jest narcystyczny, a nie matka, jego traumatyczny wpływ nie jest tak silny w okresie kształtowania przez dziecko poczucia własnego Ja.

Przyszły narcyz odwraca się od świata, który w jego oczach pozbawiony jest troskliwości, ciepła i miłości (ponieważ sposób, w jaki matka się nim opiekuje, dostarcza dziecku pierwszą wersję świata). Zamyka się w sobie i wycofuje w pompatyczne, ambitne fantazje, by ochronić się przed głębokim uczuciem bezwartościowości wywołanym przez fakt, że matka nie kocha go naprawdę. Gigantomania pozwala mu wierzyć, że jest pełny i doskonały, odgradzając go jednocześnie od skrytego poczucia, że jest żarłoczną bestią, gotową mordować, żeby tylko się najeść i przeżyć. Pożywieniem tej bestii jest podziw.

Narcystyczna matka, ta osoba czuwająca nad pierwszymi latami dziecka, jest wspaniała, chronicznie zimna, ale nadopiekuńcza. Narusza autonomię swojego dziecka i manipuluje nim dostosowując je do swoich życzeń. Odrzuca tę jego część, która wydaje jej się nie do przyjęcia, wywołując w dziecku strach, że straci jej sympatię, jeśli wyrazi niezadowolenie. Na jego dziecięce wybuchy złości odpowiada gniewem albo wycofaniem. Dziecko nie jest w stanie poradzić sobie ze swoimi „brzydkimi” uczuciami, które grożą wybuchem i zniszczeniem więzi między nim a matką, więzi, od której zależy jego życie.

Wspaniałość matki wskazuje dziecku – i kształtuje – sposób na wyjście z rozterek. Matka sadza dziecko obok siebie na wspólnym tronie, dzieląc się z nim własną wielkością. Przyswajając sobie tę aurę specjalności, którą go otoczyła matka, dziecko może tworzyć sobie imponujące fantazje na swój temat, w które następnie ucieka. Fantazje te ostatecznie krystalizują się w strukturę psychiczną, którą nazywamy imponującym Ja. W tym momencie rodzi się nowy narcyz.

Jeśli chodzi o samowystarczalność, matka-narcyz jest przepełniona interpersonalnymi potrzebami. Złakniona ich jest bardziej niż większość ludzi, którzy czują, że mają w sobie coś dobrego. Jeśli ma przeżyć, musi znaleźć sposób na zaspokojenie swoich potrzeb, bez jednoczesnego uznania niezależnego istnienia osoby, na której chce się żywić. Przyznanie, że ktoś jest jej niezbędny, prowadzi do uczucia niedoboru, a to z kolei wiedzie wprost do pustki trudnej do zniesienia, zazdrości i złości. Żeby tego doświadczenia uniknąć, zamieszkuje w jednoosobowym świecie. Albo istnieje ona, a inni ludzie są wymazani, albo odwrotnie. W jej umyśle ona stoi na środku sceny, a reszta ludzi to zwykłe cienie za kurtyną. Takie rozwiązanie stwarza nową łamigłówkę: „jak mogę się nakarmić nie przyznając racji bytu żywicielowi?” Rozwiązanie polega na przeanalizowaniu ludzi i zrobieniu z nich częściowo obiektów nieożywionych. Taka osoba zaczyna spełniać funkcję „zaspokajacza potrzeb”, jak dowolny organ ciała. Nie trzeba brać pod uwagę całego człowieka.

Pomimo napompowanej wspaniałości, matka-narcyz nie jest gruboskórna, wręcz przeciwnie. Wiecznie czuje się urażona i źle potraktowana, zwłaszcza kiedy ludzie zdają się ignorować jej nadzwyczajność. Pomijanie jej szczególności natychmiast sugeruje narcyzowi, że ktoś może myśleć, że cesarz jest nagi, a dokładnie tego najbardziej się boi. Deptanie jej po odciskach doprowadza ją do wściekłości.

Rani ją, kiedy dziecku, które uważa za wyjątkowe, nie udaje się spełnić jej oczekiwań. Reaguje wtedy wściekłością, taką samą, jaką można by czuć do kończyny niezapewniającej podparcia. Jej dzieci i współmałżonek uczą się, że można ją uspokoić wspierając jej gigantomanię, a dziecko uczy się jej nie zawodzić.

Narcystyczna matka ma skłoność do przelotnych społecznych relacji, niewiele bowim osób chce stosować się do jej zasad. Ma entuzjastów, znajomych z pracy, ale niewielu przyjaciół. Najbliższe osoby to inni narcyzi, którzy utrzymują wygodny dystans, wymieniając jednocześnie gesty wzajemnego podziwu. Żadna ze stron nie wysuwa emocjonalnych żądań.

To jak życie w automacie, w którym różne emocjonalne smakołyki wyłożone są za szybą – z jedną zasadniczą różnicą. W tym automacie klient nie musi płacić. On ma prawo do jedzenia. Zachowuje dystans wobec ludzi w swoim świecie-automacie. Ponieważ nie jest psychotyczna i zupełnie pozbawiona kontaktu z rzeczywistością, od czasu do czasu zmuszona jest zauważyć obecność dobroczyńcy. Wtargnięciu tej idei w sferę emocjonalną zapobiec można przez umniejszenie wartości prezentu albo ofiarodawcy. Jeśli prezent jest niewiele wart, nie ma potrzeby odczuwania wdzięczności. Nie trzeba dodawać, że narcyz rzadko dziękuje. Narcyz potrafi być niezwykle czarujący, kiedy chce wywrzeć dobre wrażenie, ale jego słowa brzmią płytko.

Narcystyczna matka nie widzi na ogół potrzeby posunięcia się aż tak daleko, kiedy chodzi o rodzinę. Członkowie rodziny należą do niej i mają zaspokajać jej potrzeby. Jej dzieci, z racji braku uznania dla ich prób sprawienia matce przyjemności, czują się szczególnie rozbite – jest ona bowiem główną postacią w ich świecie. Kiedy oferują coś, co jest poniżej jej standardów, zawsze mogą liczyć na krytykę i zniewagi, pogłębiające i tak już dotkliwe zranienie.

Jeśli chodzi o dobór partnera – o ile nie wybierze sobie narcyza – będzie żyć z osobą, która ma poczucie niższości i musi się ukryć w związku. To jej odpowiada, bo nie nie chce udzielać głosu innej istocie. Często jej partner sam jest dzieckiem narcystycznej matki, jest już więc zindoktrynowany, i wykorzystywanie oraz lekceważenie bierze za miłość. Inni, dający się zwabić przez narcystyczną aurę, to ci, których zdrowy dziecięcy ekshibicjonizm został stłumiony. Okres zdrowego ekshibicjonizmu to czas, kiedy chłopczyk popisuje się swoimi mięśniami przed mamą, która ma okazać uznanie, albo kiedy dziewczynka pokazuje się tacie w swojej nowej sukience, by wzbudzić jego podziw. Jeśli rodzic zawstydzi dziecko za popisywanie się, potrzeba uwagi zostaje stłumiona i zepchnięta do podświadomości. Zepchnięcie takie oznacza, że potrzeba nie zostaje zaspokojona i będzie próbowała się wyrażać w wieku dorosłym w sposób nieuświadomiony. Taka osoba może wybrać sobie ekshibicjonistycznego partnera, żeby niejako z drugiej ręki osiągnąć zaspokojenie tej potrzeby.

Należy zrozumieć, że osobowość narcystyczna wykazuje poważną nieprawidłowość, coś, co w kategoriach medycznych można by nazwać chorobą. Ponieważ jednak medyczny model nie zajmuje się opisem ludzkiej osobowości, lepszą miarą skłonności narcystycznych może być stopień, w jakim dana osoba zdolna jest do prawdziwej opiekuńczości i miłości. Narcyz może być skuteczny zawodowo, ale często powstrzymuje go (albo ją) strach przed okazaniem się niedoskonałym. Taki niepokój może obniżyć inwencję twórczą, a na pewno podkopuje relacje z innymi ludźmi.

Imponująca matka-narcyz może w swoim świecie-automacie nie czuć pustki swojego życia, pomimo że jej narcystyczne cechy powodują cierpienia wszystkich, z którymi jest w zażyłym kontakcie. Zaczyna zdawać sobie sprawę, że coś jest nie tak (niekoniecznie z nią), dopiero wtedy, kiedy otoczenie przestaje podtrzymywać jej wybujałe iluzje, a jej nie udaje się spełnić oczekiwania wielkości. W tym momencie może wpaść w depresję i szukać ulgi w bólu poprzez psychoterapię.

Narcyz, który ma nadzieję zmienić się poprzez psychoterapię nie ma przed sobą łatwego zadania. Proces musi być żmudny, ponieważ wymaga przyznania się do ludzkich wad, dostrzeżenia, że potrzebuje innych ludzi, a ci mają wybór, czy chcą dawać, czy nie (nie można komenderować miłością). Oznacza to konieczność ponownego doświadczenia uczuć bezradności i bycia manipulowanym dzieckiem, które doznało znacznej krzywdy od niekochających rodziców. Będzie musiała zobaczyć tę pustkę życia kompulsywnie kontrolowanego przez potrzebę bycia przedmiotem podziwu i przez ostentacyjne osiągnięcia. Efektem jej walki o odkrycie prawdziwego Ja będzie umiejętność prowadzenia zwykłego życia, życia pełnego prawdziwych radości i smutków, a nie fikcyjnych przyjemności płynących z odbitego obrazu.

[przekład – PRACowniA]
Advertisements

21 komentarzy »

  1. Mega trafione !
    Wydaje się, że zakłamanie jest twórcą ludzkich nieszczęść.
    ciorba

    Komentarz - autor: ciorba — 22 Maj 2008 @ 11:44

  2. Jest to dokładny opis mojej (byłej) teściowej. Zawsze miałam wrażenie, że uczestniczę w jakimś spektaklu z góry przypisaną mi rolą klakiera, że biorę udział w konkursie, którego wynik z góry był wiadomy – była „lepsza”. A po kilku latach okazało się, że mam to u siebie w domu w osobie męża. Żaden normalny człowiek tego nie wytrzyma.

    Komentarz - autor: 266iek — 23 czerwca 2008 @ 22:07

  3. Dobry artykuł. Dla szukających pomocy polecam psychoterapię psychoanalityczną jako jeden ze sposobów wydobycia się z tego stanu. Sam jestem w trakcie i po 3 latach jest już poprawa.

    Komentarz - autor: gustaw — 6 września 2008 @ 17:07

  4. Dzięki za ten artykuł. Teraz dużo mi się rozjaśniło. Jestem dzieckiem narcystycznej matki i sama byłam narcyzem . Wszystko się zgadza.

    Komentarz - autor: agnieszka — 26 stycznia 2009 @ 19:23

  5. Byłam dzieckiem narcystycznej matki i sama jestem narcyzem 🙂

    Komentarz - autor: a. — 4 czerwca 2009 @ 20:11

  6. u mnie chyba oboje rodzice byli narcyzami.. wszystko poasuje..dziękuje:)

    Komentarz - autor: wojtass — 21 sierpnia 2009 @ 00:49

  7. MOJ PSYCHOLOG STWIERDZIL ZE NARCYZM TO POWAZNY DEFEKT OSOBOWOSCI.MYSLE ZE MOJA BABCIA ,MATKA MOJEJ MATKI NIE JEST WOLNA OD TEGO ROWNIEZ. MAM WRAZENIE ZE SPORO OSOB W MOJEJ RODZINIE MA TE PRZYPADLOSC(PIEKNI LIDZIE).MIALEM PROBLEM Z MATKA ZOSTAWILA MNIE GDY URODZILA CORKE, JEJ LUSTREM(MEDIUM)STALA SIE CORKA.MATKA UWIELBIALA BYC PODZIWIANA,POWIEDZIALA DO MNIE ZE POWINIENEM CZUC SIE LEPSZYM OD INNYCH…?

    Komentarz - autor: NARCYZM — 3 marca 2010 @ 06:28

  8. Mam takiego narcyza jako szefa w pracy. Najpierw donosił na poprzedniego szefa, teraz mści się za to, że nikt z zespołu nie chce go podziwiać.
    Sam jest miernotą dziennikarską (pracujemy w redakcji), powiedzenie, że jego artykuły są niskiego poziomu wywołało taki wybuch wściekłości jakich mało – oskarżenia o „podłość” itp.

    Komentarz - autor: Tomala — 29 lipca 2010 @ 17:56

  9. Witajcie,
    sama jestem narcyzem i wiem jakie to „cholerstwo”. Zawsze mówiłam ludziom wszystko prosto z mostu.Nie widziałam w tym nic złego:(.Przepraszam wszystkich za to:) Nie zdając sobie sprawy, że mogę kogoś urazić. Wiem to dziś, ale dopiero po przebytej ppsychoterapii grupowej.Czasem mam takie „doły” gdy się w czymś pomylę, że faktycznie AUTENTYCZNIE CZUJĘ się BEZ WARTOŚCI (żadnej), pusta.Tacy ludzie nawet nie wiedzą, że kogoś ranią. Różne są rodzaje i intensywności narcyzmu. Ja , np. na zewnątrz uchodziłam za osobę pewna siebie, odważną, że zawsze da sobie radę, ale wewnątrz czułam ,że nikt mnie nie pokocha jeśli :nie odniosę jakiegoś sukcesu, będę na „topie”, czyli że jak będę przeciętna to jestem niewartościowa i nudna.Ostatnio nawet zauważyłam że dzwonię do kogoś tylko , gdy mam jakiś problem. Brak symbiozy, istne pasożytnictwo z mojej strony.Bo jak jestem w dobrym humorze nikt mi niepotrzebny jest, nie odzywam się do momentu aż wpadnę w dołek.
    Artykuł polecam. Szczególniee przytoczone zachowania rodziców chowających swoje dzieci na narcyzów są bardzo przydatne.
    A i jeszcze jedno narcyzm to zaburzenie osobowości i podobnie jak depresja takich osób nie powinno się traktować jak chorych psychicznie. Wg mnie to nie choroba.Zresztą, zdrowie to stan zmienny,i bardzo chwiejny. Osoby, które nie cierpiały na duszy pewnie nie zrozumieją ocb. Ale każdy smutek można już traktować jako odchylenie od stanu pełnego zdrowia psychicznego.
    Przypomniało mi sie, że faktycznie(nie wiem czy ten artykuł o tym wspominał) miałam momenty, gdy czułam się nierealnie, na ludzi patrzyłam jak na masę zza jakąś zaporą/szybą, z którymi nie mam wspólnego języka,że zachowują się jakoś dziwnie, tak zwyczajnie(zwyczajność dla narcyzów to stan anormalny/przeciętność, pogarda dla takich).
    A jeśli chodzi o terapię takich osób to mówią że jest to niezwykle produktywna praca dla terapeutów/psychologów. Hmmm…ja osobiście polecam takich terapeutów, którzy są milczący, mało mówią, tylko pytają. Nie oceniają, nie mówią że to dobrze a to nie. Co może wkurzać, bo ja np lubiłam wszystko wiedzieć i kontrolować, he tylko że mój terapeuta i tak się nie ugiął.Chwała mu za to;)Są nadzwyczaj mili, empatyczni, wrażliwi. Łagodni. Słuchający uważnie. Można powiedzieć, że nic nie mówią. Obserwują.
    U mnie relacja rozpoczęła się od idealizacji terapeuty do jego dewaluacji. Kolejna cecha narcyzów- albo białe albo czarne/nie ma nic pośredniego.Tak też robiłam z przyjaciółmi. Albo miałam wrogów albo przyjaciół.

    Dzięki za artykuł.
    Pozdrawiam:)

    Komentarz - autor: lupitka — 1 grudnia 2010 @ 13:08

  10. O Matko! I Babko! No i Córko niestety również!

    Idealni Rodzice, idealne dzieci, idealna wręcz tragedia.
    Nie brzmi to może radośnie ale te informacje to dla mnie krok milowy.
    Dlatego dziękuję jak umiem najpiękniej (no a jakże? 😉

    Komentarz - autor: masaja80 — 11 grudnia 2010 @ 23:34

  11. Kolejny świetny artykuł… czytając to wszystko wynika, że moja mama była narcyzem a ja czy jestem echo czy narcyzem? Wygląda na to, że czeka mnie długa psychoterapia. Ale ten artykuł tylko upewnił mnie w tym, że tego potrzebuję.

    Dziękuję.

    Komentarz - autor: Singielka w Łodzi — 8 lutego 2012 @ 22:39

  12. Cały wieczór czytam o „narcyzach” „wampirach emocjonalnych” i co raz to zamieram … jakbym czytała o swoim mężu, o relacjach w naszym domu! Jakiś czas temu zupełnie nieświadomie zdiagnozowałam „problem” ale nie umiałam nazwać go po imieniu, dlatego bardzo dziękuję za artykuł i Wasze komentarze bardzo mi pomogły zwłaszcza w podjęciu decyzji co dalej. Jestem od dłuższego czasu w separacji – nie wytrzymałam :/ ale ze względu na naszego synka spróbuję pokazać problem mężowi , tylko jak nakłonić go do ewentualnej terapii- przecież on wie najlepiej wszystko a lekarze są głupkami ??? ;(

    Komentarz - autor: Syllvia — 18 lipca 2012 @ 00:46

  13. Ja jestem narcyzem „doskonałym”, że aż strach się bać. Natomiast JA mam sie całkiem nieźle….Kaskada pokoleń na to pracowała zawzięcie- głównie perfekcyjnie dąsające się mama , babcia i cholera wie , kto jeszcze był ciągle przy mnie z …. siebie niezadowolony!

    Komentarz - autor: narcyz do kwadratu — 11 marca 2013 @ 02:22

  14. Narcyz wcale nie musi być atrakcyjny fizycznie aby być narcyzem. Znałam kilka kobiet i kilku mężczyzn narcyzów i byli wręcz paskudni z wyglądu, o jednym pomyślałam sobie nawet, że jest najbrzydszym człowiekiem świata To amatorskie i płytkie nazywanie osoby narcyzem tylko dlatego bo jest atrakcyjna fizycznie, ktoś kto tak postępuje nie ma pojęcia czym jest narcyzm.

    Komentarz - autor: STOKROTKA — 19 kwietnia 2013 @ 20:46

  15. teraz wiem,że wyzwoliłam się spod matki narcyza…wyzwalałam całe życie,często buntem,walka o siebie inna,sama siebie inna niezadowalającą matkę akceptowałam…..uciekałam,usuwałam się w swój świat,żyjąc po swojemu mimo dużej krytyki ,ze jestem tak niedoskonała,chora inna,…ona wstydziła się,że jestem chora/mam lekki zespół touretta,wciąż mnie napominała,krytykowała,wyśmiewała,przedrzeżniała moje tiki…to bolało….jako nastolatce powiedział ,że jeśli nie przestanę się trząść/chodziło o tiki głową, ramionami…przy większym stresie i zmęczeniu/..nie znajdę nigdy chłopa/…hm…znalazła…jedyny pech,że po ślubie okazał się facetem przemocowym..przez 13 lat patrzała jak mnie bije, trzymając to w tajemnicy przed światem i powtarzała mi ,że inne mają jeszcze gorzej ,bo chłop jeszcze pije…patrzała a ja się czułam jakby chciała aż mnie zatucze i stanę się świętą… męczennicą..odeszłam od męża…wyszłam z domu z dziećmi na ulicę…tułaczka parę lat…..ale udawało się..głód był….ale ….nigdy nikomu nie powiedziała dlaczego rozeszłam się z mężem..wstydziła się..?..w sądzie na sprawie rozwodowej też z trudem coś nie coś powiedział…..jeśli coś pomogła jak brakowało jedzenia..robiła to „bo tak każe religia,bóg/Bóg…..i dziś nie potrafię przeżywać żałoby…..jest tak samo…zawsze byłam sama..bez niej…..dla Niej liczyła się tylko Ona i moje siostry..ja nie….byłam,bo się urodziłam……………e.

    Komentarz - autor: e.63. — 6 czerwca 2013 @ 19:44

  16. Bardzo dobry artykuł, jak też cały blog! Odkryłam w sobie narcyza. Jestem od pół roku na psychoterapii, ale mój terapeuta jeszcze tego nie zdiagnozował, w każdym razie nie nazwał. A tutaj, zwłaszcza też w komentarzach, znajduję dokładnie opisy swojego świata, jak się czułam, jaka jestem. To jest gdzieś głęboko we mnie ukryte. Sądziłam, że jestem wyjątkowa, tylko nie rozumiałam, dlaczego życie mi się nie układa i oglądam je jak przez szybę. Bardzo dziękuję!:)

    Komentarz - autor: Ewa — 15 lipca 2013 @ 12:44

  17. Drodzy czytelnicy, którzy piszecie te komentarze czy możecie pomóc narcyzowi, który ma prawie 60 lat i dopiero się o tym dowiedział. Trzeci związek mi się rozpada i dopiero teraz żona mi to uświadomiła. Żona chce mnie zostawić a ja bez NIEJ nie potrafię żyć. Mam do wszystkich wielką prośbę – jeżeli ktoś może to PROSZĘ o podanie mi namiarów (adres nr telefonu i-meila, czy strony internetowej) do psychoterapeuty, który wyleczył ludzi z narcyzmu, a od razu do niego pojadę lub pójdę.

    Komentarz - autor: Narcyz 2 — 31 sierpnia 2013 @ 05:52

  18. Super artykuł.
    Mam tylko 18 lat a już cierpię na narcyzm i do tego nerwicę.
    Boje się czegokolwiek podejmować, różnych działań, interakcji z innymi ludźmi, mój każdy ruch musi być idealny, czuje się jak byłbym w gablotce w muzeum, że wszyscy mnie obserwują.
    W szkole muszę być idealnym uczniem oraz grzecznym dzieckiem w domu( w końcu były to jedyne rzeczy za które byłem kochany i chwalony).
    W moim przypadku kołem napędowym był tata, który zachowywał się i ciągle to robi w sposób nie akceptujący moich wad, muszę być idealny we wszystkim co robię, przedłużeniem jego idealnego prezesowskiego ego, muszę być lepszy od innych.
    Rozpocząłem terapię, mam nadzieję że uda mi się wyleczyć a jednocześnie uświadomić coś mojemu tacie, który stoi już na granicy więzi ze swoją rodziną.
    Pozdrawiam 🙂

    Komentarz - autor: Michał — 31 sierpnia 2013 @ 19:11

  19. A ja jestem tez narcyzem. Mam 27 lat i cale zycie nieszczesliwa , czulam ze cos mi brakuje, ze to nie wszystko co moglismy dostac od boga i teraz jest mi wszystko jasne. Mam syna 7 lat jedziemy na pol roku do kliniki. Teraz jak rozumie to wszystko widze ze on jest juz prawie jak ja. Bedziemy razem miec terapie i bedziemy zdrowi… kochani narcyzi cwiczcie koncentracje i skupienie najlepiej medytujcie albo modlcie sie kolejny raz sprawdza sie slowo Bog bo to ma duzy wplyw na to. Pordrawiam wszystkich

    Komentarz - autor: monika — 6 stycznia 2014 @ 17:59

  20. Brawo! Wreszcie coś o narcyzach kobietach. Bo zazwyczaj natrafiałem na opisy mężczyzn, wykazujących te okrutne cechy. Okrutne dla ludzi, którzy muszą z nimi żyć

    Komentarz - autor: Mąż narcyzy — 2 marca 2017 @ 10:21

  21. Pytanie do świadomych narzyzów! Jak z Wami żyć? Mam taką żonę. Dawno bym odszedł bo mam dość świętej męczennicy, najlepszej na świecie puszącej się przy byle fałszywym komplemencie innych. Ale stracę wtedty syna, a syn straci możliwość innego wychowania.

    Jak was okiełznać?

    Komentarz - autor: Mąż narcyzy — 2 marca 2017 @ 10:23


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: