W poprzednim wpisie pisaliśmy m.in o psychopatach i jest tam odsyłacz do artykułu SOTT “If The Sociopath Is Next Door – Move Upstairs“. Poniżej przetłumaczona spora jego część.
Problem w tym, że nawet jeśli mamy jakąś wiedzę na temat psychopatów, to ciągle nie mieści nam się w głowie, że istnieją na tej planecie istoty wyglądające jak wszyscy inni, a jednak ulepione z zupełnie innej gliny. Nie mówią nam o tym rodzice, nie uczy się nas tego w szkole, raczej się też o tym nie rozmawia, nie należy więc ta wiedza do naszego “systemu przekonań”. A ten kształtuje nasz sposób postrzegania rzeczywistości i nie jest łatwo naprawdę przyjąć do wiadomości coś, co z owym systemem przekonań stoi w sprzeczności. A że psychopaci stanowią istotny element naszego świata, element zły i niszczący, nie da się WIDZIEĆ rzeczy, jakimi są, dopóki ta wiedza nie stanie się immanentną częścią naszej świadomości.
Zacznijmy od fragmentu z książki Marthy Stout, “The Sociopath Next Door”. Jest to historia Tillie – psychopatycznej sąsiadki. Zwróćcie uwagę na jej sposób myślenia.
Fred wyjmuje z kieszeni latarkę, trzyma ją nisko przy ziemi i zapala. Po chwili znajduje kamień wielkości sporego melona, idzie łatwiej niż się spodziewali, bo kamień jest gładki i biały, a ziemia dookoła czarna. Catherine robi wydech i zakłada luźny kosmyk włosów za lewe ucho. Oboje z Fredem pochylają się i razem podnoszą głaz, odsłaniając zaskakująco mały otwór w ziemi, zapewne wejście do nory świstaka.
Catherine ma ochote poświecić w otwór latarką w poszukiwaniu mieszkańca nory. Ale szybko zdaje sobie sprawę, że nie zobaczy zbyt wiele, a dodatkowo może przestraszyć zwierzątko.
Ramię przy ramieniu, szepcząc do siebie i powstrzymując śmiech, wracają z Fredem do domu
Tillie ich nie widzi. Kiedy wracali do domu, ona od kilku już godzin popijała i dąsała się jak zwykle. Teraz siedzi na kanapie w salonie i nalewa sobie kolejną szklankę Glenliveta, próbując utopić w nim monotonię swojego życia i tych idiotów, z którymi bez przerwy ma do czynienia. Jedyne, co odróżnia ten wieczór od pozostałych, to sterta poustawianych dookoła kartonowych pudeł.Zamroczona alkoholem, gratuluje sobie genialnego pomysłu, żeby tym razem nie wystawić przed domem tablicy “NA SPRZEDAŻ”. “Wezmę ich przez zaskoczenie. Opadną im ze zdziwienia szczęki”, myśli.
Ten beznadziejny agent nieruchomości powtarzał jej, że nieoznakowanie domu mierzy w nią samą i że jego zdaniem powinna poczekać na lepszą ofertę. Ten kupiec oferuje niższą kwotę od wystawionej ceny. Ale Tillie nie może czekać. Nigdy nie lubiła czekania. Będzie miała swoją chwilę i nastąpi to jutro rano. A wtedy każdy w tym całym koszmarnym sąsiedztwie będzie w kompletnym szoku w związku z jej wyprowadzką. Jest tego pewna. Ten agent nie rozumie, dlaczego liczy się tajność, ale on jest durny, więc po co go słuchać? Już wcześniej wkalkulowała straty, chciała się wyprowadzić szybko. “Wszystko jest grą”, myśli sobie. “Wszystko jest grą. Nie możesz zostać tam, gdzie ludzie cię nie słuchają. A cios na pożegnanie jest bardzo ważny”.
Tak naprawdę, nic nie jest dostatecznie interesujące. Duszenie gryzonia [przez zatkanie kamieniem wylotu nory] było fajne przez kilka minut, no i miała nadzieję, że Catherine to widziała. Catherine dostanie zawału. Ale to już Tillie załatwiła i znowu nie miała nic do roboty. Nie może sobie wyobrazić, co ci śmieszni ludzie z sąsiedztwa robią, że wydają się tak tym kompletnie pochłonięci. Muszą mieć mózgi wielkości ziarnka grochu.
W tym domu na wzgórzu Greta ma wolny weekend i śpią z Jerrym do późna. Kiedy powoli się wygrzebali i wyszli na werandę napić się kawy, zauważyli dużą ciężarówkę do przewożenia dobytku na podjeździe przed domem Tillie.
“Czy to znaczy to co myślę?”, zapytał Jerry, gapiąc się na samochód. “A może to tylko sen?” “Musimy śnić” mówi Greta też wpatrzona. “Nie widziałam żadnej tablicy. Widziałeś cokolwiek?” “Nie”.
Właśnie dwóch mężczyzn w kombinezonach wynosi z domu Tillie sofę. Greta i Jerry spoglądają na siebie i wybuchają śmiechem. Jerry aż opluł się kawą.
Greta pyta: “Jak myślisz, dlaczego trzymała to w tajemnicy?” “ A dlaczego w ogóle coś robi? Ale to już nie ma znaczenia, prawda? Nie do wiary.”
Greta zamyśliła się, po czym powiedziała: “Jak myślisz, ile ona ma lat?” “Nie wiem. Nie jest młoda”. “Zastanawiam się, czy kiedykolwiek miała dzieci. Potrafisz wyobrazić, być jej dzieckiem?” “Albo jeszcze gorzej – być nią?” “Myślisz, że powinno nam być jej żal?”, pyta Greta.
Jerry pogardliwie się uśmiechął i machnął lekceważąco ręką, “Nie jestem pewien, kochanie. Ale jeśli ma nam być jej żal, to dopiero po śniadaniu, dobrze? Pamiętasz, mamy strudel!”
“Tak!” mówi Greta, oblizując się. Bierze filiżanki i oboje porzucają widok z werandy dla ciasta w kuchni.
Catherine i Fred – jako że mieszkają w domu obok Tillie – również zauważyli mężczyzn z ciężarówki od przeprowadzek i zastanawiają się, dlaczego nigdy nie udało im się zobaczyć tablicy “NA SPRZEDAŻ” ani nie słyszeli od Tillie, że się przeprowadza. Fred przewraca ponownie oczami, a Catherine potrząsa głową. Ale wtedy ich uwagę pochłania dzwoniący telefon, to od córki i zięcia, mówią, że za dwa tygodnie przylatują z czteroletnią Katie z kolejną wizytą. Catherine jest podekscytowana i zapomina o wyprowadzce Tillie.
Jak powiedziała Tillie – “wszystko jest grą”. Wszystkie myśli krążą wokół obserwowania i kalkulowania wyniku. Nie ma żadnych zakłóceń ze strony tych głupich i obcych “rzeczy” zwanych emocjami. Tillie postrzega emocje jako bufory, zawadę, coś, czego jej głupi sąsiedzi nie potrafili się pozbyć. Proces myślenia Tillie jest tak drastycznie różny od myślenia jej sąsiadów, że jedyne, co im zostaje, to potrząsać głową na widok czegoś tak absurdarnego.
Ale dla Tillie takie myślenie nie jest absurdem. Jest krystalicznie czyste i oczywiste. Wszystko wokół siebie widzi jako grę, coś jak szachy, ludzie są pionkami na szachownicy, a celem jej życia jest wygranie tej gry i zdobycie maksimum władzy. Nie ma nic, co by się bardziej liczyło.
I jest jeszcze nuda. Tillie musi czuć się sfrustrowana tym, że ci głupi sąsiedzi nie “tańczą” tak jak ona im gra, więc Tillie ma frajdę tylko od czasu do czasu.
Ale co ona robi i jak to widzi?
Wyobraź sobie bardzo dziwną i leniwą osobę siedzącą obok mrowiska. Siedzi tam już dość długo i jest okropnie znudzona (zbyt leniwa, żeby wstać i przenieść się w inne miejsce). Bierze więc gałązkę, wtyka ją w mrowisko i myśli: “O, świetnie! Te małe stworzonka zaczynają się ruszać. Koniec nudy! Zobaczmy, co się stanie, kiedy to zrobię” – i burzy konstrukcję jeszcze bardziej. “Och, po prostu cudownie! To ja mam kontrolę nad tym wszystkim. Zdecydowanie nie jest to nudne. Cóż za wspaniały sposób spędzania czasu”. I dalej zabawia się z mrówkami, za każdym razem wymyślając nowy sposób ich torturowania. Po chwili wszystkie mrówki albo są martwe, albo się wyniosły. Znowu nudno.
Szczęśliwym trafem pojawili się w pobliżu jacyś turyści i owa dziwna osoba decyduje się sprawdzić, czy może sobie z nimi pograć tak samo jak z mrówkami. Wyraźnie jest to tak łatwe, oni nie mają o niczym pojęcia! Znowu mniej nudno.
Z punktu widzenia Tillie bardzo ważne więc było, że Catherine widziała ją rzucającą kamień na wejście do nory świstaka, bez tego nie byłoby zabawy tylko nuda. Silna reakcja Catherine jest zabawna, ponieważ to Tillie spowodowała, że Catherine się skręcała i czuła w środku ten emocjonalny chaos. “Och, jak to dodaje sił!” To gra i Tillie gra po mistrzowsku. Dokładnie wie, co ludzi rusza. To łatwe dla niej i nie może zrozumieć, jak durni muszą być ludzie, że tego nie łapią. Dreszczyk emocji towarzyszący wygranej to wszystko, co się liczy.
Kiedy to zrozumiemy, zrozumiemy również dlaczego Tillie zdecydowała się trzymać swoją przeprowadzkę w tajemnicy.
Chciała po prostu na koniec szturchnąć to ludzkie mrowisko. Chciała, żeby zaczęli się gorączkowo poruszać, mieli w głowie zamieszanie. A Tillie, jako “mistrz gry”, jest powodem tego chaosu. To ona wprowadziła to niespodziewane wydarzenie w ich życie i teraz będzie się cieszyć widząc, jak sobie z tym radzą.
Gdyby Tillie nie była tak leniwa, mogłaby pracować np. jako urzędnik podejmujący decyzje imigracyjne. Och, to byłoby coś. Widzieć, jak ludzie płaczą, kiedy im mówi, że ich papiery gdzieś zginęły, a termin odwołania już upłynął! Jaki chaos, jaka frajda! Mogłaby trzymać w garści klucze i kontrolować ich życie. Mogłaby znacznie więcej, gdyby była prezydentem.
I dokładnie to się dzieje. Jesteśmy jak te mrówki, na łasce dziwnych, znudzonych kreatur, które nie są w stanie pojąć, co to takiego te emocje, sumienie czy empatia. Oto kim są – bezdusznymi mistrzowskimi graczami. Nie możemy przechytrzyć ich w bezpośredniej konfrontacji, bo ich sposób myślenia polega na kalkulacji oraz na analizowaniu naszej natury – perspektywa gry z zaangażowanymi mrówkami. Możemy jednak z nimi walczyć poznając ich naturę i unikając bycia ich “mrówkami” – to znaczy ucząc się, jak nie dać się wciągnąć w tę grę. Musimy nauczyć się, jak być ponad tę grę – takiej koncepcji oni po prostu nie pojmują.
Psychopaci mają zdolność “wyczuwania” zranionych dusz, bowiem ludzie, którzy zostali zranieni w dzieciństwie są bardziej podatni na manipulacje. Jest więc z nimi znacznie zabawniej, niż ze “zdrowymi” mrówkami! Najdrobniejsza sugestia wywołuje w zranionym umyśle totalny chaos, tak łatwo można go wtedy urabiać – jakież to bogate źródło frajdy.
Wszystko to przypomina mi dialog ze świetnego filmu “Piąty element”. To rozmowa Księdza z psychopatycznym Zorgiem:
Zorg: Miło cię znów widzieć, Ojcze.
Ksiądz Vito Cornelius: Teraz sobie przypominam, tak zwany marszand.
Zorg: Cieszę się, że wróciła ci pamięć, bardzo ci się przyda.
Zorg: Gdzie są kamienie?
Ksiądz Vito Cornelius: Nie wiem, a zresztą i tak bym ci nie powiedział.
Zorg: Czemu? Co mi zarzucasz?
Ksiądz Vito Cornelius: Ja ratuję życie … ty je niszczysz.
Zorg: Och, Ojcze, mylisz się. Zaraz ci to wyjaśnię.
[zamyka drzwi, stawia pustą szklankę na stole]
Zorg: Życie, któremu tak szlachetnie służysz, rodzi się z chaosu i zniszczenia. Choćby ta szklanka. Jaka ona spokojna, jaka nudna. Za to gdy ją…
[strąca szklankę ze stołu]
Zorg: zniszczymy…
[robot rusza, by sprzątnoć stłuczone szkło]
Zorg: Spójrz na te roboty, ile mają pracy. Widzisz jakie są przydatne. Cudowny balet, ile w nim ruchu i barw. Pomyśl o ludziach, które je stworzyli. O technikach, inżynierach, o setkach ludzi, którzy mogli dziś nakarmić swoje dzieci, żeby te dorosły i same miały dzieci. Tak powstaje wspaniały łańcuch… życia.
[Biurko przygotowuje szklankę wody i miskę z owocami]
Zorg: Powodując drobne zniszczenia, promuję życie. Tak naprawdę chodzi nam o to samo.
[pije wodę z wiśnią i zaczyna się dławić, kiedy wiśnia utknęła mu w gardle. Zorg gorączkowo naciska wszystkie guziki na biurku szukając czegoś, co odblokuje mu gardło.]
Ksiądz Vito Cornelius: Gdzie jest robot, który klepnie cię w plecy? Gdzie ten inżynier? Gdzie jego dzieci?
Ksiądz Vito Cornelius: Teraz rozumiesz, jak niewiele znaczy twoja potęga. I jak w jednej chwili pada całe twoje imperium zła. Z powodu małej… wisienki.
[Klepie Zorga w plecy, Zorg wypluwa wisienkę]
Zorg: [otwiera drzwi, wyrzuca Corneliusa prosto w ręce straży] Uratowałeś mi życie, w zamian daruję ci twoje… Chwilowo.
Ksiądz Vito Cornelius: Jesteś potworem, Zorg.
Zorg: Wiem.
[każe straży wyprowadzić Corneliusa]
Zorg: [pstryka palcami] Torturuj wszystkich, jeśli musisz. Nawet prezydenta, wszystko mi jedno, tylko sprowadź mi tu kamienie. Masz na to godzinę.

