PRACowniA

17 sierpnia 2015

USA, Brytania i Saudi blokują wprowadzenie wolności i demokracji w Jemenie. Znowu.

Zanim (wkrótce) zamieścimy bardziej aktualne informacje o sytuacji w Jemenie, trochę kontekstu historycznego.

Joe Quinn
Sott.net
28 marca 2015

Jemen – walka o kontrolę

Czteroletnia już rewolucja „Hutich” w Jemenie nie ma swojej kolorowej nazwy, ponieważ nie była wspierana przez zachodnie mocarstwa. W istocie, przez zachodnie rządy i prasę nie jest nawet nazywana rewolucją – jest nazywana „zbrojnym powstaniem” albo „rebelią”, jak w Iraku. A wszyscy wiemy, że walki z amerykańskim wojskiem w Iraku prowadzone są przez terrorystów, zgadza się?

Dla tych, którzy nie nadążają za obowiązującym leksykonem: powszechne rebelie miejscowej ludności przeciwko narzuconym przez USA władcom (jak w Jemenie) nazywane są „powstaniem” a ich uczestnicy – grupami bojówkarzy pod przywództwem „terrorystów”. Z drugiej strony, ograniczone rebelie, sprowokowane i inscenizowane przez siły amerykańskie i zwrócone przeciwko rządzącemu, którego Stany chcą usunąć (jak na Ukrainie), nazywa się rewolucją „zwolenników wolności”.

Jemen pod dyktaturą Brytyjczyków

W przeszłości Jemen był podzielony na dwie części – północną i południową. W latach 1839-1967 Południe było bezpośrednio kontrolowane przez Brytyjczyków, jako część ich Imperium. Po I wojnie światowej i upadku Imperium Otomańskiego Północ uzyskała niepodległość, podczas gdy Południe pozostało brytyjską kolonią.

Brytyjski żołnierz grzecznie prowadzi z Jemeńczykami lekcję gimnastyki

Portowe miasto Aden w Jemenie Południowym uważane było za kluczowy punkt dla obrony brytyjskich interesów imperialnych na Bliskim Wschodzie, w rejonie Zatoki Perskiej i na Oceanie Indyjskim. Dopiero w maju 1956 roku podsekretarz stanu w ministerstwie ds. kolonii, Lord Lloyd, powiedział, że „w najbliższej przyszłości nie byłoby rozsądnie ani sensownie, ani w interesie mieszkańców kolonii, aspirowanie do czegokolwiek więcej niż pewien stopień wewnętrznego samorządu” [1]. Oczywiście Jemeńczycy nie byli zbyt entuzjastycznie nastawieni do wiecznej służalczości wobec Brytyjczyków, którzy mieli skłonność do prowokowania osobliwego ludobójstwa w ramach swoich podbojów kolonialnych.

(more…)

Reklamy

26 marca 2015

Chaos w pełnym zakresie – kryzysy się mnożą, Stany spadają w przepaść

Niall Bradley
Sott.net
20 marca 2015

Przypomnijcie mi, jak przedstawia się polityka USA w sprawie Bliskiego Wschodu Azji Południowo-Zachodniej?

Zdezorientowało was pełne sprzeczności podejście USA do Iranu? Administracja Obamy zdaje się doń umizgiwać, natomiast Republikanie i zdominowany przez AIPAC Kongres amerykański prze w kierunku wojny. Rzecz w tym, że rząd USA stara się utrzymać Iran „na podorędziu”, w przeciwnym bowiem razie przepadnie, angażując się w euroazjatycką integrację. Wydaje im się, że „przejrzeli” Iran i mogą go uwieść, rozwiązując wydumaną „kwestię nuklearną” i szepcąc mu do ucha czułe słówka o wyrugowaniu Rosji jako głównego dostawcy energii, zaspokajającego potrzeby Europy. Mają z tym jednak pewien problem. Są wśród nich fundamentaliści, z natury niezdolni pojąć praktycznej, wykalkulowanej realpolitic. To dlatego Bibi słusznie miał paranoję na punkcie mieszania się „obcych mocarstw” w wybory w Izraelu. Bardziej „zrównoważone” elementy w waszyngtońskiej elicie wolałyby się go pozbyć, zwiększając tym samym swoje szanse „władania” centrum świata i utrzymania dominacji w regionie. Administracja Obamy wyciąga teraz macki w związku z rezolucją ONZ potępiającą izraelskie osadnictwo, grzebiąc swoją wieloletnią politykę wetowania każdej krytycznej wobec Izraela rezolucji ONZ. Ale nie ma co hołubić nadziei na istotną zmianę w amerykańsko-izraelskich relacjach – Dubya zrobił to samo pod koniec swojej ostatniej kadencji.

To historia podobna do prowokowania, a następnie „radzenia sobie” z konfliktem w odniesieniu do Syrii. John Kerry najpierw z determinacją oczekiwał pozbycia się Asada, a teraz jest gotów negocjować z nim waruki ugody, a przynajmniej tak mówi. Część amerykańskich mediów prawi Kerry’emu morały za jego „pacyfistyczne” propozycje. Ja bym ponownie ostrzegł przed postrzeganiem tych nagłych zwrotów jako oznaki słabości albo niekompetencji rządu USA. Ostatecznie sprawne balansowanie pomiędzy zalotami i wycofywaniem się, ostre oświadczenia i pojednawczy ton należą do repertuaru strategów przemawiających ustami takich postaci jak Kerry i dążących do osiągnięcia swojego celu, jakim oczywiście jest całkowita hegemonistyczna dominacja nad światem. Ogólnie mówiąc, nie należy wierzyć ani jednemu ich słowu.

(more…)

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: