PRACowniA

17 grudnia 2012

USA i Syria: Fakty, które powinniście znać

WorkersWorld.com
The U.S. & Syria: Facts you should know
27 czerwca 2012
[czytaj na SOTT.net]

Poniższy przegląd procesu interwencji USA-NATO w Syrii stanowi przeciwwagę dla Wielkiego Kłamstwa propagowanego przez korporacyjne media, mającego na celu przygotowanie otwartej imperialistycznej militarnej napaści na naród syryjski.

Sankcje wprowadzone po powołaniu opozycji

• Waszyngton zasilał finansowo prawicową syryjską grupę opozycyjną co najmniej od 2005 roku. (Washington Post, 16 kwietnia 2011)

• Po sześciu latach, w styczniu 2011, USA ponownie otworzyły swoją ambasadę w Damaszku. Nie była to żadna odwilż we wzajemnych stosunkach. Nowy ambasador, Robert S. Ford, który zajmował to stanowisko do października 2011, jest protegowanym Johna Negroponte, który w latach 70. zorganizował szwadrony śmierci w Salwadorze, a   w latach 2004-05 również i w Iraku, kiedy to pełnił funkcję ambasadora w tym kraju. Tam oddziały terrorystyczne zabiły dziesiątki tysięcy ludzi. Ford pracował w ambasadzie USA w Bagdadzie pod bezpośrednim nadzorem Negroponte’a.

• Ford „odegrał kluczową rolę w położeniu podwalin w Syrii, a także w nawiązaniu kontaktów z grupami opozycyjnymi”. Zbrojna rebelia rozpoczęła się dwa miesiące po jego przybyciu do Damaszku. (Global Research, 28 maja)

• Zbrojna opozycja wobec Baszara al-Assada rozpoczęła się w marcu 2011 roku w miasteczku na granicy z Jordanią, Daraa. Masowe protesty zwykle wybuchają najpierw w gęsto zaludnionych centrach. Arabia Saudyjska przyznała się później do wysyłania przez Jordan broni dla opozycji. (RT, 13 marca)

• USA i jego sojusznicy z NATO wykorzystują protesty ludności w Egipcie, Syrii i innych miejscach jako pretekst do budowania wsparcia dla prawicowych rebelii, których celem wcale nie była pomoc syryjskiemu narodowi, ale zmiana Syrii w proimperialistyczny obóz. Zupełnie nie chodziło o ewentualne wybryki czy błędy popełniane przez rząd Assada.

• W listopadzie 2011 roku, pod pretekstem zamiaru powstrzymania usankcjonowanej przez państwo rosnącej przemocy stosowanej wobec protestujących, Liga Arabska, Unia Europejska i USA zaczynają nakładać na Syrię sankcje gospodarcze, będące formą wojny. Wprowadzone sankcje oraz zamrożenie syryjskich aktywów doprowadziły do spadku wartości syryjskiego funta w stosunku do dolara o 50 procent, przy jednoczesnym częstokroć trzykrotnym wzroście cen artykułów pierwszej potrzeby.

• Szeregi Syryjskiej Rady Narodowej zasilili uchodźcy, którzy otrzymali wsparcie finansowe od USA. Burhan Ghalioun z SRN powiedział, że otworzy Syrię na Zachód, zakończy strategiczne partnerstwo Syrii z Iranem (oraz z ruchem oporu w Libanie i Palestynie) oraz przywróci dawne układy Syrii z reakcyjnymi arabskimi rządami w rejonie Zatoki Perskiej. (Wall Street Journal, grudzień 2011)

(more…)

Reklamy

21 listopada 2012

Katalog izraelskiego bestialstwa

Filed under: Różne,Świat wokół nas — koliber @ 16:43
Tags: , , , ,

Lawrence Davidson
Redress Information & Analysis
27 października 2012

Lawrence Davidson przedstawia litanię izraelskiego bestialstwa – od czystek etnicznych, które rozpoczęły się na dobre w 1948 roku i trwają do dzisiaj, aż do wojny głodowej toczonej przeciw Gazie – oraz wymienia inne liczne akty bezmyślnego, małostkowego okrucieństwa.

Nieprzerwane zdziczenie i barbarzyństwo

W moim artykule ”America’s billboard wars: Zionists vs. the truth” powiedziałem, że organizacja syjonistyczna prowadzona przez islamofobkę Pamelę Geller zajmuje się zamieszczaniem przesłań w autobusach i metrze, wzywających do poparcia dla Izraela. Te komunikaty twierdzą, że Izrael reprezentuje “cywilizowanego człowieka” w walce z dżihadem i jego “dzikością”. Zakwestionowałem w nim zakwalifikowanie izraela do statusu cywilizowanego państwa, ale wracam ponownie do tematu wskutek niemal codziennych objawień nie mających precedensu bandyckich zachowań tego syjonistycznego tworu. To nie jest tak, że dżihadyści nie mogą czasem okazać się dzikusami; to polega na tym, że izraelski rząd wydaje się zupełnie być niezdolny do stania się czymś cywilizowanym. Na przykład:

Czystki etniczne

W dniu 16 października 2012 r. izraelska organizacja Yazkern gościła dziesiątki weteranów wojny z 1948 r., rzekomej izraelskiej “wojny o niepodległość”, aby wyrobić sobie pogląd, czym była ta walka. Weterani snuli opowieści, jakie można określić wyłącznie świadomym działaniem w celu dokonania czystki etnicznej – systematycznego niszczenia całych palestyńskich wiosek i wielu masakr. Film dokumentalny izraelsko-rosyjskiej dziennikarki, Lia Tarachansky, zajmujący się tym samym problemem, Pelestyńską Nakbą lub katastrofa, właśnie dobiega końca realizacji. Również zawiera zeznania izraelskich żołnierzy z tej wojny. Te najnowsze rewelacje uwiarygodnić mają w zamyśle twierdzenia “nowych historyków” izraela, jak np. Ilan Pappe, którzy napisali książki na podstawie błyskotliwych „dowodów” z rządowych archiwów pokazując, że jeszcze przed wybuchem wojny, która doprowadziła do powstania państwa izrael, władze syjonistyczne planowały przeprowadzenie etnicznych czystek, mających oczyścić tak bardzo, jak to tylko możliwe Palestynę z ​​nie-żydów.

Celem działań organizacji Yazkern jest przebicie się do mediów z oczyszczoną z “nacjonalistycznej mainstreamowej narracji” wersji wydarzeń z 1948 r. i towarzyszącego temu monologowi zaprzeczeniu wszelkich praw do istnienia Palestyńskiej kontr-narracji.

OK. Izraelczycy byli dzikusami w 1948 roku i tylko niewielka mniejszość będzie w stanie to przyznać. Co po się działo po “wojnie o niepodległość”? Jak się okazuje, czystki etniczne nigdy się nie skończyły.

Dogodne, długotrwałe zaprzeczanie, że one kiedykolwiek się zaczęły, pomogło ukryć fakt ich nieprzerwanego charakteru. Jednak właśnie w tym tygodniu otrzymaliśmy wiadomość, że minister obrony Ehud Barak dał rozkaz do wyburzeń 8 Palestyńskich wiosek, w jakich mieszka 1500 mieszkańców, na południowych wzgórzach Hebronu. Pretekstem do wyburzeń było to, że ziemia jest potrzebna do ćwiczeń wojskowych. Według “nowych historyków”, jest to standardowy środek rządu izraelskiego do przeprowadzania kolejnych czystek etnicznych. Jasne, że przez kilka lat izraelska armia będzie używać tej ziemi, na jakiej teraz znajdowały się zniszczone wsie. Potem nieuchronnie, powierzchnia ta stanie się miejscem nowego izraelskiego osadnictwa żydowskiego.

Głód

W dniu 20 października 2012 Al-Jazeera doniosła o izraelskich dokumentach wskazujących, że pomiędzy 2008 a 2010 izraelska armia pozwalała docierać do Strefy Gazy dostawom żywności w oparciu o przelicznik dziennego zapotrzebowania na liczbę kalorii, co stanowiło dietę minimum dla półtora miliona ludzi, doprowadzając do stanu niedożywienia.

Według izraelskiej organizacji praw człowieka Gisha “celem politycznym urzędników było toczenie wojny gospodarczej, jaka miała sparaliżować gospodarkę Strefy Gazy, a według ministerstwa obrony, tworzyć presję na rząd Hamasu”.

W zasadzie ten kęs bestialstwa miał miejsce przed 2008 r. Wróciwszy do roku 2006, Weissglass Dov, ówczesny doradca premiera Ariela Szarona, stwierdził że “chodzi o to, aby umieścić Palestyńczyków na diecie, ale nie dać im umrzeć z głodu”. Oczywiście precedensów takich można się doszukiwać w rzekomym traktowaniu europejskich żydów w latach 1930 i 1940-tych. Można zakładać, że to na podstawie tego pan Weissglass był świadomy takiej możliwości.

Jednak, podobnie jak z niehamowanym barbarzyństwem praktykowanym w “wojnie o niepodległość”, także w tym przypadku mamy do czynienia ze zdolnością do narodowego zaprzeczania faktom. Wg Gideona Levy piszącego dla Haaretz, “kraj ma wiele sposobów … zakopać głęboko szkielety albo ukryć je w szafie tak, żeby izraelczycy zbytnio się tym nie przejmowali”. Wojskowi autorzy dokumentu, który wprawił ohydny „pomysł” Weissglassa w bestialską praktykę, działają przecież w “kraju dotkniętym zupełną ślepotą”. Tak więc, obecny izraelski rząd nie musi się martwić o publiczne niepokoje w związku z powolnym, ale skutecznym niszczeniem systemu kanalizacji Gazy i uczynienia jej wody pitnej nie do spożycia.

(more…)

13 listopada 2012

Ameryka – mit, rzeczywistość, szwadrony śmierci i Al-Kaida

Joe Quinn
Sott.net
10 listopada 2012

Zwolennicy Obamy podekscytowani jego reelekcją i amerykańskim snem

Muszę przyznać, że jeśli chodzi o prezydenckie przemówienia po zwycięstwie w wyborach, to mowa akceptacyjna Obamy była imponująca. Emocjonalnie prowokacyjna (podobnie dla Amerykanów, jak i nie-Amerykanów), pełna nadziei, wzywała do działania i zbiorowej odpowiedzialności „nas, narodu”. Chodziło w niej o napompowanie powszechnej dumy ze wspaniałych Stanów Zjednoczonych Ameryki jako najwspanialszego kraju na świecie. Uderzyła we wszystkie emocjonalne struny Amerykanów i przypomniała im na temat kraju, w którym żyją, bez mała o wszystkim, w co od dzieciństwa uczono ich wierzyć. Była odwołaniem się do amerykańskiego snu i amerykańskiego mitu. Obama twierdził, że „nigdy nie miał więcej nadziei co do naszej przyszłości, nigdy nie miał więcej nadziei co do Ameryki” i ogłosił, że „najlepsze jeszcze przed nami”. W skrócie, była to masa hurrapatriotycznego nonsensu, stojącego w jawnej sprzeczności z realiami życia w USA i z tym, co Stany zrobiły i nadal robią z resztą świata.

Mit Ameryki i „amerykański sen”, w wersji promowanej przez polityków i speców od mass mediów, były bardzo skuteczne w trzymaniu przeciętnego Amerykanina z dala od prawdy o tym, czym Ameryka była i jest. Ale górnolotne słowa samych polityków nie wystarczają, aby utrzymać obywateli w zadowoleniu i posłuszeństwie. Żeby roszczenia do amerykańskiej wyjątkowości i wyższości były naprawdę skuteczne, musiałyby być poparte twardymi dowodami, i w tym sensie Ameryka faktycznie była przez długi czas najbardziej zamożnym i rozwiniętym krajem na świecie.

I tu wkracza amerykański mit.

„Jakość życia” przeciętnego Amerykanina w ciągu ostatnich 100 lat stała wyżej niż w innych „rozwiniętych” krajach i znacznie wyżej niż w pozostałych częściach świata. Ten wysoki poziom standardu życia był zapewniony przede wszystkim przez dostęp do nowoczesnych technologii oraz łatwy dostęp do miejsc pracy i „osobistej zamożności”. Jak jednak Amerykanie uzyskali dostęp do technologii i dlaczego w USA praca i osobiste bogactwo były tak obfite w porównaniu do innych krajów?

Amerykanom powiedziano, a oni skrzętnie uwierzyli, że są „najwspanialszym narodem na ziemi” z racji jakości swojego życia, a z kolei jakość ich życia wynika z ich „wyjątkowego” ducha przedsiębiorczości, gdzie osobiste bogactwo i „sukces” obywatela jest bezpośrednio związany z tym, jak wiele pracy włożył w dorobienie się i odniesienie sukcesu. W Ameryce każdy może zostać prezydentem. To jest mit. Prawda o pochodzeniu amerykańskiego bogactwa i gdzie ono naprawdę spoczywa, jest mniej imponująca.

Przynajmniej od początku 1940 roku amerykańska elita na dobre rozpoczęła proces zastąpienia imperium brytyjskiego amerykańskim, a w ciągu następnych dziesięcioleci projekt mniej więcej ukończono. Podczas gdy brytyjska elita ukierunkowana była na utrzymanie swojego imperium przez bezpośrednią okupację innych narodów i ludobójczą politykę wobec ludności tubylczej, elita amerykańska wybrała głównie „tajne” wojny zastępcze o „niskiej intensywności” z udziałem finansowanych przez USA szwadronów śmierci do wykonywania brudnej roboty, i obejmujące manipulowanie zagranicznymi przywódcami lub ich usuwanie i instalowanie ich bardziej „przyjaznych” odmian. Niemniej jednak, ten nowy amerykański styl budowania imperium był równie destrukcyjny dla lokalnych populacji wziętego na celownik kraju. Były agent CIA John Stockwell szacuje, że od czasu II wojny światowej do roku 1990 zostało zabitych 6 milionów ludzi w bezpośrednim związku z interwencjami CIA (i sił zbrojnych USA) w ponad 50 krajach. Jeśli dodamy do tego operacje CIA i wojsk amerykańskich od 1990 roku, liczba ofiar będzie prawdopodobnie bliższa 12 milionów zabitych, z kolejnymi milionami cierpiącymi z powodu wysiedlenia, głodu i ucisku.

(more…)

27 września 2012

Nadchodzi! Amerykańskie wojsko tuszuje podniebną eksplozję

Czyli o tym, jak wybuch meteoru lub fragmentu komety zmusił amerykańskie wojsko do użycia „rakietowych” wymówek.

Niall Bradley
Sott.net
16 września 2012

© Trish Van Housen – Zdjęcie śladu meteoru lub fragmentu komety, który eksplodował nad południowo-zachodnią częścią USA 13 września 2012, zrobione w pobliżu Phoenix w Arizonie.

Wczesnym rankiem w czwartek, 13 września 2012, ranne ptaszki z południowo-zachodniej części USA – Kalifornii, Newady, Utah, Kolorado i Nowego Meksyku – oszołomiło pojawienie się wysoko w atmosferze jaskrawego świetlistego śladu. Zdjęcia zrobione przez okoliczną ludność przypomniały mi o jarzącym się śladzie, widzianym 7 czerwca 2012 r. nad całym Kaukazem (o czym pisałem tutaj). Moje podejrzenie, że mamy do czynienia z przelotem i napowietrzną eksplozją kolejnego meteoru albo fragmentu komety (MoCF), wzmocniło się, kiedy przeczytałem niedorzeczne oświadczenia sił zbrojnych USA, że 13 września o 5.30 rano czasu lokalnego przeprowadzali test w wystrzeleniem rakiety.

Ludzie kontaktowali się z policją w północnej części Nowego Meksyku oraz południowej części Kolorado, aby zgłosić „katastrofę”.  Zastępca szeryfa w płn. Nowym Meksyku powiedział, że był świadkiem „eksplozji” i widział, jak od obiektu oderwała się jakaś część. Nie było zgłoszeń, że ktoś widział ślad wznoszący się od ziemi w górę, mówiono jedynie o szybko poruszającym się punkcie na niebie, który pozostawiał za sobą bardzo jasną smugę w atmosferze, co wskazywałoby na to, że nic nie zostało wystrzelone z ziemi.

Szybko przystąpiono do akcji wykręcania kota ogonem, rozpoczynając od doniesienia  Associated Press:

“Eksplozja” była normalnym oddzieleniem się pierwszego i drugiego członu nieuzbrojonej rakiety balistycznej Juno, która została wystrzelona o 6.30 rano czasu górskiego z Fortu Wingate w pobliżu miasta Gallup w Nowym Meksyku – powiedział Drew Hamilton, rzecznik amerykańskiego wojska z poligonu rakietowego Białe Piaski (White Sands Missile Range). Odrzucony człon rakiety spadł w wyznaczonym rejonie, na terenie Służb Leśnych USA.

Problem w tym, że nie sposób znaleźć żadnych informacji na temat jakiegoś „pocisku balistycznego Juno”. Był Juno I, duża rakieta nośna, która w latach 50. ubiegłego wieku służyła do wynoszenia satelitów na orbitę, a w późnych latach 50. i wczesnych 60 w użytku była amerykańska rakieta nośna Juno II. Jest też coś, co nazywa się „Juno Target Missile” – rakieta-cel Juno” – i jest zmodyfikowaną wersją starszych i sprawdzonych pocisków i rakiet nośnych zaprojektowanych przez amerykańską firmę Orbital Science Corporation.

Co jeszcze dziwniejsze, baza Fort Wintage została podobno zamknięta w 1993 roku.

Dalej doniesienie Associated Press stało się jeszcze dziwaczniejsze, opisano bowiem nie jedną, ale TRZY rakiety wystrzelone przez amerykańskie wojsko:

Rakieta Juno została następnie namierzona przez nowoczesną wersję rakiety Patriot, wystrzeloną z White Sands, ok. 560 km dalej, w ramach testu. Wystrzelono dwie takie rakiety i obie trafiły w nadlatujący pocisk Juno – powiedział Dan O’Boyle, rzecznik Arsenału Redstone w Alabamie, który był odpowiedzialny za rakiety Patriot użyte w tym teście.

Rakiety Patriot niszczą nadlatujące cele przez bezpośrednie uderzenie i nie eksplodują.

Jakkolwiek rzecz się ma z tymi przechwytującymi rakietami Patriot, które „niszczą nadlatujące cele przez bezpośrednie uderzenie i nie eksplodują”, ponownie naciąga się tutaj granice wiarygodności historyjką o amerykańskim wojsku, kierującym rakiety na bardzo kosztowny cel po to tylko, aby go rozbić na kawałki nad terytorium USA. Wystarczy obejrzeć i posłuchać, jak pani rzecznik gładko kłamie, jakoby ten incydent był „jednym z bardzo wysokiej klasy, bardzo poważnych działań, jakie tu przeprowadzamy… a nie czymś, co robimy codziennie”:

(more…)

27 lipca 2012

FBI i DHS ostrzegały w maju o planowanych atakach terrorystycznych na kina

Niall Bradley i Joe Quinn
Sott.net
21 lipca 2012

© Karl Gehring / The Denver Post via AP — Kino „The Century 16”, wczesny piątkowy poranek 20 lipca 2012. 24-letni mężczyzna oddał się w ręce policji po przekazaniu informacji o „możliwych” ładunkach wybuchowych w swoim mieszkaniu.

Z bilansem 70 ofiar – 12 zabitych i 58 rannych – piątkowa strzelanina w kinie w mieście Aurora w stanie Kolorado, jakieś 18 km od Denver, jest najtragiczniejszą strzelaniną w historii Stanów Zjednoczonych. Minęło pół godziny od rozpoczęcia długo wyczekiwanej nocnej premiery najnowszej, trzeciej części trylogii o Batmanie The Dark Knight Rises (Mroczny rycerz powstaje), kiedy ktoś, według opisu świadków, ubrany „cały na czarno” i w pełnym ekwipunku komandosa sił specjalnych – włączając w to maskę gazową, hełm balistyczny, kuloodporną kamizelkę i spodnie, ochraniacze szyi i pachwin oraz czarne rękawice taktyczne – wszedł na salę przez wyjście ewakuacyjne kina.

Po rozrzuceniu zdetonowanych pojemników z gazem łzawiącym po wypełnionej sali kinowej, zaczął z zimną krwią zabijać widzów, strzelając do każdego, kto próbował uciekać, przeciskając się między rzędami foteli. Większość widzów była w wieku od 15 do 25 lat. Kiedy bandyta uznał, że zrobił już swoje, wyszedł tą samą drogą, którą wszedł, opuścił broń i oddał się w ręce policji. Zgodnie z informacjami przekazanymi telewizji CBC News przez źródła policyjne, podejrzany był dobrze uzbrojony i miał przy sobie jeden karabin, dwa pistolety i nóż. W jego samochodzie znaleziono bliżej nieokreślone ładunki wybuchowe. Poinformował również policjantów o „możliwych” ładunkach wybuchowych w jego mieszkaniu. Kiedy policjanci z Aurory przybyli pod wskazany adres w kampusie studentów medycyny na Uniwersytecie Kolorado, odkryli, że jego mieszkanie jest naszpikowane pułapkami z ponaciąganych linek, są w nim tysiące naboi, słoiki wypełnione łatwopalnymi cieczami, które mogą wybuchnąć po zamieszaniu zawartości, oraz 30 zaimprowizowanych granatów. Komendant policji w Aurorze Dan Oates powiedział, że jeszcze nigdy nie widział czegoś podobnego do tego, co tam zastali.

24-letni student James Holmes realizował program studiów doktoranckich na wydziale neurobiologii, kiedy w czerwcu nagle przerwał naukę.

Głównym podejrzanym jest 24-letni James Holmes, absolwent medycyny, realizujący program studiów doktoranckich w dziedzinie neurobiologii na Uniwersytecie Kolorado. Nigdy wcześniej nie wszedł w konflikt z prawem.

Zszokowani koledzy i przyjaciele nie mogli uwierzyć, że Holmes mógł mieć coś wspólnego z tą strzelaniną. Billy Kromka, który zeszłego lata przez trzy miesiące pracował z Holmesem, powiedział w wywiadzie udzielonym gazecie New York Times, że „to po prostu szokujące, w najśmielszych snach nie mógłbym przypuszczać, że byłby on zdolny do popełnienia takiej potworności”. Dawny kolega ze szkoły średniej, Keith Goodwin, nazwał Holmesa „generalnie bardzo uprzejmym chłopakiem” i stwierdził, że „absolutnie nigdy nie przyszłoby mu do głowy, że James jest w stanie do kogokolwiek strzelić”. Dan Kim, 23-letni student na Uniwersytecie Kalifornijskim w San Diego, określił Holmesa jako „super miłego dzieciaka”, „raczej cichego” i „naprawdę zdolnego”.

Profesorowie również wypowiadali się pozytywnie o Holmesie – był wzorowym studentem i „jeśli chodzi o naukę, zaliczał się zdecydowanie do ścisłej czołówki”. Kelly Huffman, asystentka profesora psychologii na Uniwersytecie Kalifornijskim w Riverside, opisała go jako „zdolnego i spokojnego chłopaka”.

Ile to już razy przerabialiśmy temat rażącego braku spójności, kiedy porówna się twarde, niezbite dowody dotyczące strzelaniny z faktycznym charakterem głównego podejrzanego? „Szalony samotny strzelec”, który nigdy wcześniej nie używał siły, bez żadnych psychopatycznych skłonności, jest ewidentnie bardzo inteligentny i cieszy się znakomitą opinią wśród przyjaciół i kolegów. Zawsze istnieje możliwość, że skrywał przed wszystkimi swoją ciemną naturę, ale student medycyny planujący taki zamach przy użyciu wartej dziesiątki tysięcy dolarów broni, ekwipunku i wymyślnych ładunków wybuchowych, działający na własną rękę i z własnej woli, to jak dla nas zjawisko zdecydowanie z jakiejś dziwacznej rzeczywistości.

(more…)

19 kwietnia 2012

Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz. 2

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
3 lutego 2012

(Część 1 artykułu: Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz. 1)

Jest to zdumiewająca obserwacja: że zagraniczne rządy nie zdają sobie sprawy z faktu, że USA mają wobec nich ukryte plany, zupełnie tak samo, jak nazistowskie Niemcy miały plany wobec całego świata. Aż trudno uwierzyć, że oni wciąż wierzą w te łgarstwa, że ktokolwiek jeszcze daje się przekonać, iż „islamscy terroryści są wrogami całej ludzkości”. Jeśli przedstawiciele rządów, którzy powinni wiedzieć, jak sprawy faktycznie wyglądają, są w stanie ciągle wierzyć w ten fałsz, to są zbyt głupi na to, aby być w jakimkolwiek rządzie.

Po tym wszystkim nie wydaje mi się, że można obarczać winą większość tych Niemców, którzy w 1933 r. uwierzyli, że spalenie Reichstagu było dziełem komunistów. Tym, za co można ich obwiniać i co namacalnie dowiodło ich straszliwej, zbiorowej słabości charakteru, po raz pierwszy w okresie rządów nazistowskich, jest fakt, że to przesądziło o całej sprawie. Niemieccy obywatele z bezwolną uległością zaakceptowali, że w następstwie pożaru każdy z nich utracił resztki osobistej wolności oraz godności, zagwarantowanych przez konstytucję, jakby były to konieczne konsekwencje. Jeśli to komuniści spalili Reichstag, podjęcie przez rząd „zdecydowanych kroków” przeciwko wszystkim było jak najbardziej w porządku!

Właśnie! Rząd USA odebrał obywatelom wszystkie wolności, za które rzekomo tak nas mieli nienawidzić “islamscy terroryści”. Dokładnie to samo robią rządy na całym świecie, tyle że czasami na swój własny sposób. We Francji rolę tę wzięła na siebie organizacja MIVILUDES, a jej mandatem wydaje się być to samo, co promuje Jewgienij Morozow, cytowany we wcześniej wzmiankowanym artykule „Quality Control” (O kontroli jakości Internetu).

Następnego ranka omawiałem tę sprawę z kilkoma innymi aplikantami. Każdego z nich interesowało, kto popełnił tę zbrodnię, i niejeden miał wątpliwości co do oficjalnej wersji, jednak żaden z nich nie widział nic nadzwyczajnego w fakcie, że od tego momentu nasze telefony będą na podsłuchu, nasza korespondencja otwierana i że można się będzie włamywać do naszych biurek.

„Uważam to za osobistą obrazę – powiedziałem – że uniemożliwia mi się czytanie dowolnej gazety, jaką sobie życzę poczytać, jedynie dlatego, że komuniści rzekomo podpalili Reichstag. A wy?” Jeden z nich radośnie i niewinnie odparł: „Nie. Dlaczego miałbym tak uważać? Czy do tej pory czytywałeś „Forwards” albo „The Red Fag”? […]

Tak też wydaje się być w USA. Tym, co wskazuje na straszną kolektywną słabość charakteru rozmiękłego i hedonistycznego społeczeństwa Ameryki, jest akceptacja utraty swobód obywatelskich w zamian za ochronę przed tymi, którzy rzekomo „nienawidzą nas z powodu naszych swobód”. Tę samą truciznę rozsiewa we Francji wspomniana wyżej organizacja MIVILUDES. Znajomy francuski lekarz pokazał mi ostatni numer magazynu medycznego, który zawiera artykuł objaśniający lekarzom, że muszą czujnie wypatrywać ludzi, którzy myślą lub działają „odmiennie niż nakazuje norma”. Są oni oczywiście zachęcani do łamania zawodowej przysięgi Hipokratesa i denuncjowania pacjentów, którzy mogą mieć „dziwne poglądy”, takie jak choćby o szkodliwości szczepionek, dobrodziejstwie przyjmowania witamin, wpływie diety na nasze zdrowie itd. Lekarzom francuskim oferuje się nawet specjalne bonusy za udział w kursach typu „rozpoznawanie członków kultu”. Nie żartuję! Tego samego typu artykuły zamieszczane są w magazynach prawniczych, prenumerowanych przez adwokatów i sędziów. A cała ta działalność MIVILUDES jest finansowana przez rząd francuski! Ale odchodzę od tematu…

Czym jest rewolucja? Prawnicy konstytucyjni określają ją jako zmianę konstytucji metodami pozakonstytucyjnymi. Według tej definicji, rewolucja nazistowska z marca 1933 r. nie była rewolucją. Wszystko odbyło się ”zgodnie z przepisami”, czyli przy użyciu środków dozwolonych przez konstytucję. Najpierw pojawiły się „zarządzenia w wyjątkowych wypadkach”, wprowadzone przez kanclerza Rzeszy, które zostały następnie zatwierdzone przez Reichstag większością 2/3 głosów, dając rządowi nieograniczone uprawnienia legislacyjne, a wszystko to w idealnej zgodzie z zasadami przewidzianymi dla zmian konstytucji. […]

Wydarzenia stanowiły kombinację najróżniejszych składowych. Kompletnie zabrakło jakiegokolwiek aktu odwagi czy ducha u któregokolwiek z uczestników.

W marcu było już widać, że naziści osiągnęli silną, niepodważalną pozycję – poprzez terror, celebracje i retorykę, zdradę, a ostatecznie zbiorowe załamanie – miliony ludzi jednocześnie cierpiało na załamanie nerwowe. Narodzinom szeregu państw europejskich towarzyszyło więcej przelanej krwi, ale żadne z nich nie zrodziło się w podlejszy sposób.

Historia europejska zna dwie formy terroru.

Pierwszą z nich jest niekontrolowany wybuch żądzy krwi w zwycięskim, masowym powstaniu. Drugą jest zimne, wykalkulowane okrucieństwo, popełnione przez zwycięskie państwo jako demonstracja siły i metoda zastraszania. Te dwie formy terroru zazwyczaj odpowiadają odpowiednio rewolucji i represji. Pierwsza z nich jest wywrotowa. Uzasadnia ją potężny gniew społeczny, furia i gorączka chwili, okresowe szaleństwo. Druga to polityczny system represyjny, usprawiedliwiający się uprzednim rewolucyjnym okrucieństwem.

Nazistom przypadło w udziale połączenie obydwu tych form terroru w sposób, który znosi oba te uzasadnienia. W 1933 r. terror był praktykowany przez autentycznie żądne krwi grupy (czyli SA – jako że SS przystąpiło do gry dopiero później) – jednakże grupy te działały jako „wsparcie policji”, bez żadnych emocji lub spontaniczności i bez żadnego ryzyka dla siebie samych. Działali z pozycji pełnego bezpieczeństwa, wypełniając rozkazy i przy zachowaniu ścisłej dyscypliny. Z zewnątrz był to obraz rewolucyjnego terroru – dziki, nieogładzony tłum wdzierający się w nocy do domów i wlokący bezbronne ofiary do komór tortur.

(more…)

10 kwietnia 2012

Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz.1

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
3 lutego 2012 00:43 CST

©BBC

Czytanie artykułu „Columnist Calls for Internet „Quality Control” to Quash Dissent (Dziennikarz wzywa do „Kontroli jakości” Internetu w celu wytłumienia odmiennych poglądów) spowodowało, że dreszcz przebiegł mi po plecach. Jak napisałam na mojej tablicy facebookowej: „Czy tylko ja zauważam to narastające osaczenie, rosnącą propagandę w kierunku ograniczania i pozbawiania praw człowieka, podczas gdy ludzie en masse wydają się przechodzić przez to wszystko jakby we śnie?”

Wszakże to, co się dzieje, już się zdarzało. Tyle tylko, że obecnie wydaje się to rozprzestrzeniać na cały świat. Zaznaczam, że nie należę do osób, które dają się zwieść wyszczerzonym kłom propagandy wojennej. Dokąd sięgnąć pamięcią, wciąż jest tak samo. Zawsze ten sam trick, dramat rozgrywany pomiędzy rzekomymi wrogami w celu utrzymywania społeczeństw w strachu i napięciu, tak by chętnie poddawały się wszechobecnym drakońskim metodom narzucanej kontroli.

Inną rzeczą, która też miała miejsce już wcześniej, jest efekt końcowy takich dramatów: śmierć i zagłada na masową skalę, czyli „przypadkowe zniszczenia i straty wśród ludności cywilnej powstałe na skutek działań wojennych”. Kilka komentarzy na Facebooku wskazuje, że nie tylko ja to spostrzegam. Jeden z komentatorów napisał: „Nie tylko chodzą jak lunatycy, ale czołobitnie znajdują usprawiedliwienie dla gwałcenia ich podstawowych praw i bezmyślnie próbują „rozwiązywać” problemy za pomocą wiecznie tych samych, nieskutecznych metod z przeszłości. Powiada się, że „szaleństwo to powtarzanie w kółko tych samych działań i oczekiwanie odmiennych rezultatów”. (HB)

Otóż to. Psychopaci u władzy nigdy jakoś nie byli w stanie pojąć faktu, że efekt końcowy jest zawsze i wszędzie ten sam. Pasożyty nie zdają sobie sprawy, że spłoną żywcem w tym samym ogniu, w którym pali się zaatakowane i zabite przez nie ciało.

Inny z komentarzy brzmiał: “Jest to od dawna planowane i dokładnie koordynowane odradzanie się nazizmu na globalną skalę.” (DST)

Dokładnie. Oto dlaczego wskrzeszam temat, na który pisałam już w 2008 roku, kiedy to Bush – pamiętacie Busha, tę marionetkę, która rozpoczęła cały ten bajzel? – wciąż jeszcze był prezydentem USA. Artykuł skupiał się głównie na Bushu i USA, ale od tamtego czasu tak wielu innych przywódców światowych i tak wiele państw dosiadło tego totalitarno-faszystowsko-nazistowskiego konia, że nawet nie muszę specjalnie przerabiać tego artykułu, aby wciąż był na czasie.

Pisałam wówczas: Książka Roberta Parry’ego When a Great Power Goes Mad (Kiedy potężne państwo popada w szaleństwo) wywoływała u mnie ciarki, zwłaszcza gdy czytałam:

Z okazji piątej rocznicy wojny w Iraku i ponurego progu 4000 zabitych żołnierzy amerykańskich kraj zalały retrospektywne wiadomości o wojnie i przemówienia polityków, w większości oferujących złagodzone wersje wydarzeń.[…]

W mediach ukazały się wydania specjalne, w tym dwuczęściowy film pt. „Wojna Busha”, nadany w popularnym programie dokumentalnym „Frontline” amerykańskiej publicznej sieci telewizyjnej PBS, przedstawiający mainstreamową linię, w znacznej mierze aprobującą „dobre intencje” administracji Busha i obwiniającą za całą tę katastrofę wykonawców realizowanej polityki – tzn. brak planowania, biurokratyczną rywalizację, pospieszne decyzje oraz myślenie życzeniowe. […]

Poza zakresem amerykańskiej debaty głównego nurtu pozostała poważna analiza fundamentalnej kwestii nielegalności irackiej wojny.

Podczas procesów w Norymberdze po II wojnie światowej Stany Zjednoczone najsilniej ze wszystkich krajów potępiały wojnę napastniczą jako “największą międzynarodową zbrodnię, różniącą się od innych zbrodni wojennych tylko tym, że zawiera w sobie całe skumulowane zło”.

A jednak „Frontline” i inne główne media USA dyskretnie przemilczały ten najistotniejszy fakt wojny irackiej, a mianowicie, że dokonując inwazji na Irak bez aprobaty Rady Bezpieczeństwa ONZ i pod fałszywym pretekstem, administracja Busha sprowadziła na Irak to „całe skumulowane zło” i dopuściła się “najwyższej” zbrodni wojennej.

Oczywistym powodem, dla którego główny nurt prasy USA nie może sobie poradzić z tą prawdą, jest to, że prawda oznaczałaby jednocześnie, iż prezydent Bush, wiceprezydent Dick Cheney i wielu innych dostojników rządowych USA, jak również paru znanych dziennikarzy, mogłoby zostać uznanych za zbrodniarzy wojennych.

Zaakceptowanie tej rzeczywistości stworzyłoby w następstwie imperatyw moralny, zmuszający do podjęcia działań. A to z kolei wymagałoby obalenia istniejącej struktury władzy, która nie zmieniła się wiele od czasu, kiedy w październiku 2002 roku Bush zdobył upoważnienie Kongresu do użycia siły, po czym w marcu 2003 napadł na Irak.

Nie tylko Bush i Cheney pozostali na swych stanowiskach – oraz dwoje z trzech pozostałych kandydatów na prezydencki fotel, głosujących za wojną, John McCain i Hillary Clinton – ale i cała plejada czołowych dziennikarzy waszyngtońskich pozostała nietknięta przez ostatnie pięć lat.

(more…)

« Poprzednia stronaNastępna strona »

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: