PRACowniA

19 kwietnia 2012

Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz. 2

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
3 lutego 2012

(Część 1 artykułu: Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz. 1)

Jest to zdumiewająca obserwacja: że zagraniczne rządy nie zdają sobie sprawy z faktu, że USA mają wobec nich ukryte plany, zupełnie tak samo, jak nazistowskie Niemcy miały plany wobec całego świata. Aż trudno uwierzyć, że oni wciąż wierzą w te łgarstwa, że ktokolwiek jeszcze daje się przekonać, iż „islamscy terroryści są wrogami całej ludzkości”. Jeśli przedstawiciele rządów, którzy powinni wiedzieć, jak sprawy faktycznie wyglądają, są w stanie ciągle wierzyć w ten fałsz, to są zbyt głupi na to, aby być w jakimkolwiek rządzie.

Po tym wszystkim nie wydaje mi się, że można obarczać winą większość tych Niemców, którzy w 1933 r. uwierzyli, że spalenie Reichstagu było dziełem komunistów. Tym, za co można ich obwiniać i co namacalnie dowiodło ich straszliwej, zbiorowej słabości charakteru, po raz pierwszy w okresie rządów nazistowskich, jest fakt, że to przesądziło o całej sprawie. Niemieccy obywatele z bezwolną uległością zaakceptowali, że w następstwie pożaru każdy z nich utracił resztki osobistej wolności oraz godności, zagwarantowanych przez konstytucję, jakby były to konieczne konsekwencje. Jeśli to komuniści spalili Reichstag, podjęcie przez rząd „zdecydowanych kroków” przeciwko wszystkim było jak najbardziej w porządku!

Właśnie! Rząd USA odebrał obywatelom wszystkie wolności, za które rzekomo tak nas mieli nienawidzić “islamscy terroryści”. Dokładnie to samo robią rządy na całym świecie, tyle że czasami na swój własny sposób. We Francji rolę tę wzięła na siebie organizacja MIVILUDES, a jej mandatem wydaje się być to samo, co promuje Jewgienij Morozow, cytowany we wcześniej wzmiankowanym artykule „Quality Control” (O kontroli jakości Internetu).

Następnego ranka omawiałem tę sprawę z kilkoma innymi aplikantami. Każdego z nich interesowało, kto popełnił tę zbrodnię, i niejeden miał wątpliwości co do oficjalnej wersji, jednak żaden z nich nie widział nic nadzwyczajnego w fakcie, że od tego momentu nasze telefony będą na podsłuchu, nasza korespondencja otwierana i że można się będzie włamywać do naszych biurek.

„Uważam to za osobistą obrazę – powiedziałem – że uniemożliwia mi się czytanie dowolnej gazety, jaką sobie życzę poczytać, jedynie dlatego, że komuniści rzekomo podpalili Reichstag. A wy?” Jeden z nich radośnie i niewinnie odparł: „Nie. Dlaczego miałbym tak uważać? Czy do tej pory czytywałeś „Forwards” albo „The Red Fag”? […]

Tak też wydaje się być w USA. Tym, co wskazuje na straszną kolektywną słabość charakteru rozmiękłego i hedonistycznego społeczeństwa Ameryki, jest akceptacja utraty swobód obywatelskich w zamian za ochronę przed tymi, którzy rzekomo „nienawidzą nas z powodu naszych swobód”. Tę samą truciznę rozsiewa we Francji wspomniana wyżej organizacja MIVILUDES. Znajomy francuski lekarz pokazał mi ostatni numer magazynu medycznego, który zawiera artykuł objaśniający lekarzom, że muszą czujnie wypatrywać ludzi, którzy myślą lub działają „odmiennie niż nakazuje norma”. Są oni oczywiście zachęcani do łamania zawodowej przysięgi Hipokratesa i denuncjowania pacjentów, którzy mogą mieć „dziwne poglądy”, takie jak choćby o szkodliwości szczepionek, dobrodziejstwie przyjmowania witamin, wpływie diety na nasze zdrowie itd. Lekarzom francuskim oferuje się nawet specjalne bonusy za udział w kursach typu „rozpoznawanie członków kultu”. Nie żartuję! Tego samego typu artykuły zamieszczane są w magazynach prawniczych, prenumerowanych przez adwokatów i sędziów. A cała ta działalność MIVILUDES jest finansowana przez rząd francuski! Ale odchodzę od tematu…

Czym jest rewolucja? Prawnicy konstytucyjni określają ją jako zmianę konstytucji metodami pozakonstytucyjnymi. Według tej definicji, rewolucja nazistowska z marca 1933 r. nie była rewolucją. Wszystko odbyło się ”zgodnie z przepisami”, czyli przy użyciu środków dozwolonych przez konstytucję. Najpierw pojawiły się „zarządzenia w wyjątkowych wypadkach”, wprowadzone przez kanclerza Rzeszy, które zostały następnie zatwierdzone przez Reichstag większością 2/3 głosów, dając rządowi nieograniczone uprawnienia legislacyjne, a wszystko to w idealnej zgodzie z zasadami przewidzianymi dla zmian konstytucji. […]

Wydarzenia stanowiły kombinację najróżniejszych składowych. Kompletnie zabrakło jakiegokolwiek aktu odwagi czy ducha u któregokolwiek z uczestników.

W marcu było już widać, że naziści osiągnęli silną, niepodważalną pozycję – poprzez terror, celebracje i retorykę, zdradę, a ostatecznie zbiorowe załamanie – miliony ludzi jednocześnie cierpiało na załamanie nerwowe. Narodzinom szeregu państw europejskich towarzyszyło więcej przelanej krwi, ale żadne z nich nie zrodziło się w podlejszy sposób.

Historia europejska zna dwie formy terroru.

Pierwszą z nich jest niekontrolowany wybuch żądzy krwi w zwycięskim, masowym powstaniu. Drugą jest zimne, wykalkulowane okrucieństwo, popełnione przez zwycięskie państwo jako demonstracja siły i metoda zastraszania. Te dwie formy terroru zazwyczaj odpowiadają odpowiednio rewolucji i represji. Pierwsza z nich jest wywrotowa. Uzasadnia ją potężny gniew społeczny, furia i gorączka chwili, okresowe szaleństwo. Druga to polityczny system represyjny, usprawiedliwiający się uprzednim rewolucyjnym okrucieństwem.

Nazistom przypadło w udziale połączenie obydwu tych form terroru w sposób, który znosi oba te uzasadnienia. W 1933 r. terror był praktykowany przez autentycznie żądne krwi grupy (czyli SA – jako że SS przystąpiło do gry dopiero później) – jednakże grupy te działały jako „wsparcie policji”, bez żadnych emocji lub spontaniczności i bez żadnego ryzyka dla siebie samych. Działali z pozycji pełnego bezpieczeństwa, wypełniając rozkazy i przy zachowaniu ścisłej dyscypliny. Z zewnątrz był to obraz rewolucyjnego terroru – dziki, nieogładzony tłum wdzierający się w nocy do domów i wlokący bezbronne ofiary do komór tortur.

(more…)

10 kwietnia 2012

Chaos i przyzwolenie. Logistyka jednego rządu światowego – cz.1

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
3 lutego 2012 00:43 CST

©BBC

Czytanie artykułu „Columnist Calls for Internet „Quality Control” to Quash Dissent (Dziennikarz wzywa do „Kontroli jakości” Internetu w celu wytłumienia odmiennych poglądów) spowodowało, że dreszcz przebiegł mi po plecach. Jak napisałam na mojej tablicy facebookowej: „Czy tylko ja zauważam to narastające osaczenie, rosnącą propagandę w kierunku ograniczania i pozbawiania praw człowieka, podczas gdy ludzie en masse wydają się przechodzić przez to wszystko jakby we śnie?”

Wszakże to, co się dzieje, już się zdarzało. Tyle tylko, że obecnie wydaje się to rozprzestrzeniać na cały świat. Zaznaczam, że nie należę do osób, które dają się zwieść wyszczerzonym kłom propagandy wojennej. Dokąd sięgnąć pamięcią, wciąż jest tak samo. Zawsze ten sam trick, dramat rozgrywany pomiędzy rzekomymi wrogami w celu utrzymywania społeczeństw w strachu i napięciu, tak by chętnie poddawały się wszechobecnym drakońskim metodom narzucanej kontroli.

Inną rzeczą, która też miała miejsce już wcześniej, jest efekt końcowy takich dramatów: śmierć i zagłada na masową skalę, czyli „przypadkowe zniszczenia i straty wśród ludności cywilnej powstałe na skutek działań wojennych”. Kilka komentarzy na Facebooku wskazuje, że nie tylko ja to spostrzegam. Jeden z komentatorów napisał: „Nie tylko chodzą jak lunatycy, ale czołobitnie znajdują usprawiedliwienie dla gwałcenia ich podstawowych praw i bezmyślnie próbują „rozwiązywać” problemy za pomocą wiecznie tych samych, nieskutecznych metod z przeszłości. Powiada się, że „szaleństwo to powtarzanie w kółko tych samych działań i oczekiwanie odmiennych rezultatów”. (HB)

Otóż to. Psychopaci u władzy nigdy jakoś nie byli w stanie pojąć faktu, że efekt końcowy jest zawsze i wszędzie ten sam. Pasożyty nie zdają sobie sprawy, że spłoną żywcem w tym samym ogniu, w którym pali się zaatakowane i zabite przez nie ciało.

Inny z komentarzy brzmiał: “Jest to od dawna planowane i dokładnie koordynowane odradzanie się nazizmu na globalną skalę.” (DST)

Dokładnie. Oto dlaczego wskrzeszam temat, na który pisałam już w 2008 roku, kiedy to Bush – pamiętacie Busha, tę marionetkę, która rozpoczęła cały ten bajzel? – wciąż jeszcze był prezydentem USA. Artykuł skupiał się głównie na Bushu i USA, ale od tamtego czasu tak wielu innych przywódców światowych i tak wiele państw dosiadło tego totalitarno-faszystowsko-nazistowskiego konia, że nawet nie muszę specjalnie przerabiać tego artykułu, aby wciąż był na czasie.

Pisałam wówczas: Książka Roberta Parry’ego When a Great Power Goes Mad (Kiedy potężne państwo popada w szaleństwo) wywoływała u mnie ciarki, zwłaszcza gdy czytałam:

Z okazji piątej rocznicy wojny w Iraku i ponurego progu 4000 zabitych żołnierzy amerykańskich kraj zalały retrospektywne wiadomości o wojnie i przemówienia polityków, w większości oferujących złagodzone wersje wydarzeń.[…]

W mediach ukazały się wydania specjalne, w tym dwuczęściowy film pt. „Wojna Busha”, nadany w popularnym programie dokumentalnym „Frontline” amerykańskiej publicznej sieci telewizyjnej PBS, przedstawiający mainstreamową linię, w znacznej mierze aprobującą „dobre intencje” administracji Busha i obwiniającą za całą tę katastrofę wykonawców realizowanej polityki – tzn. brak planowania, biurokratyczną rywalizację, pospieszne decyzje oraz myślenie życzeniowe. […]

Poza zakresem amerykańskiej debaty głównego nurtu pozostała poważna analiza fundamentalnej kwestii nielegalności irackiej wojny.

Podczas procesów w Norymberdze po II wojnie światowej Stany Zjednoczone najsilniej ze wszystkich krajów potępiały wojnę napastniczą jako “największą międzynarodową zbrodnię, różniącą się od innych zbrodni wojennych tylko tym, że zawiera w sobie całe skumulowane zło”.

A jednak „Frontline” i inne główne media USA dyskretnie przemilczały ten najistotniejszy fakt wojny irackiej, a mianowicie, że dokonując inwazji na Irak bez aprobaty Rady Bezpieczeństwa ONZ i pod fałszywym pretekstem, administracja Busha sprowadziła na Irak to „całe skumulowane zło” i dopuściła się “najwyższej” zbrodni wojennej.

Oczywistym powodem, dla którego główny nurt prasy USA nie może sobie poradzić z tą prawdą, jest to, że prawda oznaczałaby jednocześnie, iż prezydent Bush, wiceprezydent Dick Cheney i wielu innych dostojników rządowych USA, jak również paru znanych dziennikarzy, mogłoby zostać uznanych za zbrodniarzy wojennych.

Zaakceptowanie tej rzeczywistości stworzyłoby w następstwie imperatyw moralny, zmuszający do podjęcia działań. A to z kolei wymagałoby obalenia istniejącej struktury władzy, która nie zmieniła się wiele od czasu, kiedy w październiku 2002 roku Bush zdobył upoważnienie Kongresu do użycia siły, po czym w marcu 2003 napadł na Irak.

Nie tylko Bush i Cheney pozostali na swych stanowiskach – oraz dwoje z trzech pozostałych kandydatów na prezydencki fotel, głosujących za wojną, John McCain i Hillary Clinton – ale i cała plejada czołowych dziennikarzy waszyngtońskich pozostała nietknięta przez ostatnie pięć lat.

(more…)

29 marca 2012

Zabójca z Tuluzy agentem francuskiego wywiadu

Alex Lantier
World Socialist Web Site
28 marca 2012

© AP Photo/Jacques Brinon -- Prezydent Francji Nicolas Sarkozy podczas uroczystości pożegnania ciał trzech żołnierzy zamordowanych przez podejrzanego zidentyfikowanego jako Mohamed Merah.

Doniesienia prasowe i komentarze wyższych urzędników wywiadu wskazują, że Mohamed Merah, domniemany zabójca, który zabił w Tuluzie siedem osób, w tym troje żydowskich uczniów, w ciągu dziewięciu dni morderczego szału, był agentem francuskiego wywiadu.

Te informacje prowadzą do pytania o fiasko francuskiego wywiadu w powstrzymaniu Meraha i czy fiasko to było podyktowane względami politycznymi. Śledztwo w sprawie Meraha prowadziła Centralna Dyrekcja Wywiadu Wewnętrznego (DCRI) pod kierownictwem Bernarda Squarciniego — bliskiego współpracownika obecnego prezydenta Nicolasa Sarkozy’ego. Sarkozy, wcześniej plasujący się daleko za kandydatem Partii Socjalistycznej (PS) François Hollandem w ankietach przed wyborami prezydenckimi, jakie mają się odbyć w przyszłym miesiącu, skorzystał na nagłośnieniu ataków w mediach i teraz dogania Hollande’a w rankingu.

23 marca w wywiadzie dla Le Monde Squarcini potwierdził, że Merah sporo podróżował po Bliskim Wschodzie, chociaż jego oficjalne zarobki były mniej więcej na poziomie płacy minimalnej: „Po podróżach po Bliskim Wschodzie – Turcji, Syrii, Libanie, Jordanii, a nawet Izraelu – przebywał przez jakiś czas z bratem w Kairze. … Następnie przez Tadżykistan udał się do Afganistanu. Obierał nietypowe trasy i nie pojawił się na naszych radarach – ani francuskich ani amerykańskich, ani lokalnych zagranicznych służb wywiadowczych”.

Squarcini najwyraźniej miał na celu wzmocnienie oficjalnego wyjaśnienia co do tego, jak Merah zdołał umknąć policji – był niewykrywalnym „samotnikiem, który sam się zradykalizował”. Ta historyjka rozpadła się po ujawnieniu, że francuskie agencje wywiadowcze były najwyraźniej w ścisłym kontakcie z Merahem, starając się zrobić z niego informatora wewnątrz islamskich sieci.

Wczoraj Les Inrockuptibles odnotował włoskie doniesienia, że Merah pracował dla głównej agencji wywiadu wojskowego Francji, Generalnej Dyrekcji Bezpieczeństwa Zewnętrznego (DGSE). Tygodnik zacytował gazetę Il Foglio:

„Według źródeł wywiadowczych, które rozmawiały z Il Foglio, Generalna Dyrekcja Bezpieczeństwa Zewnętrznego uzyskała dla niego prawo wjazdu do Izraela w 2010 roku, przedstawiając go jako informatora, przechodzącego przez punkt graniczny z Jordanią. … Jego wejście do Izraela, pod parasolem Francuzów, miało udowodnić sieci dżihadu, że może on przekraczać granice z europejskim paszportem”.

(more…)

24 marca 2012

Powrót Gladio i odrodzenie się terroru pod rządami francuskiego tyrana Nicolasa Sarkrejzy

Saman Mohammadi
The Return of Gladio And The Rebirth of Terror Under French Tyrant Nicolas Sarkrazy

The Excavator
21 marca 2012 13:11

Kto jest tym prawdziwym tyranem, który „zabija swoich ludzi”?

Kolejny dzień, kolejny akt terrorystyczny pod fałszywą flagą w jeszcze jednej nowoczesnej zachodniej demokracji. Tym razem to naród Francji jest obiektem zachodniego terroryzmu państwowego i strategii napięcia. Naiwniak nazywa się Mohammed Merah. Nazwiska ludzi, którzy zostali zamordowani przez państwo francuskie to Jonatan (Yonatan) Sandler plus dwoje jego młodych dzieci, Aryeh i Gabriel, i jeszcze jedno dziecko, Myriam Monsonego.

Jest to jest zwykła operacja terrorystyczna, przeprowadzona przez państwo w celu zwiększenia napięcia, strachu i nienawiści w zachodnim społeczeństwie. To właśnie robi faszystowskie państwo, gdy może swobodnie pisać historię od ręki i rozdmuchiwać sprawy. Zabija niewinne dzieci, żeby zdławione społeczeństwo z trudem łapało oddech, nienawidziło kozła ofiarnego i domagało się bezpieczeństwa i stalowych nerwów od przywódców państwa.

Vincenzo Vinciguerra, włoski neofaszysta i terrorysta, opisał w 1984 roku istnienie tajnej sieci obejmującej dowódców wojskowych i przywódców politycznych we Włoszech, którzy organizowali ataki terrorystyczne, żeby utrzymać kraj w strefie prawicowej polityki. Sieć ta była częścią większej struktury, znanej jako Gladio, która obejmowała rządowych faszystów w Europie, Ameryce i NATO. Vinciguerra, który był najemnikiem tej tajnej sieci państwowego terroryzmu, aż któregoś dnia podniósł świadomość jej istnienia. W słynnym filmie dokumentalnym „Operacja Gladio” powiedział:

(more…)

23 marca 2012

Protektorzy Sarkozy’ego wykorzystują ataki w Tuluzie żeby skraść francuskie wybory

Wybaczcie chropawe tłumaczenie i ewentualne błędy.

Joe Quinn
Sarkozy’s Backers To Use Toulouse Attacks To Steal French Election – UPDATE!
Sott.net
19 marca 2012

Sarkozy przemawia w Tuluzie 19 marca 2012. “Silny przywódca w sytuacji kryzysowej”. Tylko kto stoi za tym kryzysem?

Szanse francuskiego prezydenta Sarkozy’ego na ponowny wybór w 2012 słabły prawie odkąd był ‚wybrany’ w 2007. Przez długi czas postrzegany przez Francuzów jako samozwańczy kandydat na współczesnego Napoleona, jednak wielu nie rozumiało, jak w 2007 udało mu się wygrać wyścig po fotel prezydencki, biorąc pod uwagę fakt, że rok przed wyborami badania opinii publicznej stawiały go zdecydowanie na drugim miejscu, a pomiędzy tamtym czasem i wyborami nie zrobił on nic, co by usprawiedliwiało jego rzekomy wzrost popularności, przy jego podejściu do kampanii wyborczej, z tymi wszystkimi błyskotkami na sobie, co wywracało żołądki wielu Francuzów. W dodatku, w ciągu kilku miesięcy po jego ‚zwycięstwie’ w maju 2007, popularność Sarkozy’ego spadła do około 30%, kiedy ludzie zaczęli reagować na jego surowe reformy gospodarcze, na których, zwróćcie uwagę, otwarcie oparł kampanię. Jak wyjaśnić taki nagły zwrot tak szybko po jego zwycięstwie? Dopiero w dzień wyborów jakoś ten drobny syn węgierskiego imigranta i jego „księżna Paryża” dostali prezent w postaci 5 lat w Pałacu Elizejskim.

Sfałszowane wybory?

Dziś już powszechna wiadomo (albo powinno być), że wyniki wyborów, nawet w „największych demokracjach” na świecie, mogą być łatwo „odwrócone” dzięki elektronicznym urządzeniom rejestrującym oddane głosy. Fakt, że takie maszyny zostały wprowadzone przez samego Sarkozy’ego w 2004 r. (kiedy był ministrem spraw wewnętrznych) dla około 4% francuskiego elektoratu, wywołał u niektórych konsternację i dostarczył wiarygodnego wyjaśnienia dla niespodziewanego zwycięstwa Sarkozy’ego, zwłaszcza że oficjalne prognozy podawały 53.06 % poparcia dla Sarko i 46.94 % dla Royal, dając różnicę 4% łatwą do „odwrócenia”. Uderzyło mnie również, że badania opinii publicznej i sondy wśród opuszczających punkt wyborczy były tak dokładne (na kilka miesięcy przed wyborami) w przewidywaniu, że Sarkozy wygra z Rojal w stosunku 53% do 47%.

Od 2007 roku „Sarko-Amerykanin” wzbudził coś więcej niż tylko zniesmaczenie u większości społeczeństwa francuskiego. Kiedy w 2007 roku stało się jasne, że zgodnie z obietnicami przedwyborczymi planował stopniowo zniszczyć system opieki społecznej we Francji opiekuńczego, dając ulgi podatkowe korporacjom i bogatym, miliony pracowników sektora publicznego wyszło w proteście na ulice. We wrześniu i październiku 2010 r. miliony pracowników sektora publicznego i prywatnego demonstrowało ponownie przeciwko podwyższeniu wieku emerytalnego z 60 do 62 lat. W obu przypadkach Sarkozy arogancko zerwał z tradycją (i zasadami demokracji) lekceważąc protesty jako nieistotne i parł do przodu ze swoją elitarystyczną polityką. Dodatkowo, Sarkozy był zamieszany w kilka skandali finansowych i przestępczych. Jeśli chodzi o cechy osobiste, przemądrzałość francuskiego prezydenta, częsta niezdolność do kontrolowania gniewu oraz jego brak pokory postrzega się jako niestosowne dla męża stanu, i częstokroć wywoływały pogardę większości francuskich obywateli. Wskutek tego, szanse na jego legalną reelekcję w maju bieżącego roku mieszczą się w przedziale od marnych do żadnych.

Nawet komuś takiemu jak Sarkozy nie jest obojętna świadomość niezwykle niskiego wskaźnika poparcia i kilka tygodni temu wyglądało na to, że przewidywał swoją porażkę („Prędzej zostanę mnichem karmelitańskim niż pozostanę w polityce, jeśli przegram”). Podczas gdy jest mało prawdopodobne, że Sarko wyląduje w klasztorze, niewątpliwie bardzo chętnie znikłby z radaru, jeśli wyleci z Pałacu Elizejskiego w maju. Wiecie, jako prezydent Sarkozy nie podlega on ściganiu. Jako zwykły stary Sarko, podlega, i jest wielu ludzi (Jacques Chirac and Dominique de Villepin, żeby wymienić tylko dwoje), którzy byliby aż nadto szczęśliwi, umożliwiając śledztwo w sprawie jego niezwykle dyskusyjnego biznesu i umów politycznych sprzed 20 lat. To jest faktycznie dokładnie to, co stwierdził Manuel Valls, dyrektor kampanii kandydata Partii Socjalistycznej, Francois Hollande – że  Sarkozy panicznie boi się przegrania wyborów, ponieważ straciłby wówczas immunitet.

Ale, jak wszyscy powinni już wiedzieć, niewielu, zachodnich prezydentów i premierów (o ile w ogóle tacy są) jest wybranych na bazie prawdziwej opinii publicznej, nawet jeśli ludzie tacy jak Sarkozy pozwalają sobie na tę iluzję. W rzeczywistości, w wyborach chodzi o wymyślenie historii, co zapewniają bogate grupy lobbingu, organizacje i ludzie, żywotnie zainteresowani zwycięstwem jakiegoś szczególnego typu kandydata.

Niewielu zaprzeczy, że w ciągu ostatniej dekady wiele głównych zachodnich „demokracje” wprowadziło w życie polityczne i społeczne zasady, przypominające uregulowania państwa policyjnego, to jest państwa, w którym rząd sprawuje ścisłą i represyjną kontrolę nad społecznym, gospodarczym i politycznym życiem populacji. Zarówno powodem dla większości tych społecznych mechanizmów kontroli, jak i przyczyną ich akceptacji (przez społeczeństwo) jest mityczna „al-Kaida” i tzw. „wojna z terroryzmem”, która, dla ludzi ślepo podążającym za autorytetom jest „złem koniecznym”, jednak dla ludzi myślących samodzielnie jest dosłownym przekrętem mającym usprawiedliwić imperialną agresję i grabież oraz zmusić populację do zaakceptowania tego.

Potrzeba tu szczególnego typu prezydenta czy premiera do występowania w imieniu społeczeństwa i organizowania takiej linii politycznej. Muszą to być ludzie autorytatywni, którzy potrafią przekonująco przeprowadzić procedurę „silny w kryzysie” (głównie dlatego, że sami dają wiarę własnym kłamstwom). I kryzys, oczywiście, musi zostać stworzony.

(more…)

24 października 2011

Izrael i Ameryka deklarują wojnę totalną wobec Persji

Saman Mohammadi
The Excavator
23 października 2011 13:16 CDT
Izrael i Ameryka deklarują wojnę totalną

To niebezpieczne czasy.

Reżimy państw terrorystycznych – Izraela, Arabii Saudyjskiej i Waszyngtonu – wściekle prą do trzeciej wojny światowej na Bliskim Wschodzie. Poprowadzona do samego końca, wojna ta doprowadzi do upadku wielu narodów. Izrael, Ameryka i Iran zostaną zniszczone.

Ameryka zginie z powodów ekonomicznych, a Izrael i Iran będą tak długo wymieniać ciosy, aż oba padną. W tym momencie, kiedy wszystkie narody są sprowadzone na kolana i krwawią, nowy globalny rząd autorytarny, dzierżąc w ręce miecz światowego pokoju, jednym cięciem odetnie im głowy. Flaga nowej ery zostanie zatknięta na ruinach zarówno cywilizacji Zachodu, jak i cywilizacji islamskiej.

(more…)

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: