PRACowniA

2 marca 2011

Szamanizm jako medycyna ewolucyjna

Filed under: Nauka,Psychologia — iza @ 00:01
Tags: , , , ,

Jako że miesiąc temu doczekaliśmy się wreszcie wznowienia książki „Szamanizm i archaiczne techniki ekstazy” Mircei Eliadego, to dziś artykuł związany z tematyką szamanizmu.

Ale wcześniej, fragment notki o książce zaczerpnięty z w24

„Ta obszerna monografia licząca ponad 400 stron, to niezapomniana wędrówka poprzez kultury, religie i odkrywanie praktyk oraz zwyczajów szamanów. Napisana przez wybitnego religioznawcę przeznaczona jest jednak dla szerszego kręgu odbiorców, a nie wyłącznie dla osób szukających naukowych wyjaśnień i koncepcji związanych z szamanizmem.

Publikacja przybliża takie zagadnienia jak choroby i sny inicjacyjne, metody rekrutacji i szkolenie na „technika sacrum” (polegające m.in. na symbolicznej wymianie narządów). Zawiera liczne opisy ekstatycznych wędrówek, których celem jest odnalezienie duszy lub wizyty w zaświatach, w krainach bóstw i zmarłych (w tym wędrówki wykorzystujące schemat drzewa życia). Jednocześnie przez całą książkę przewija się motyw otrzymania mocy szamańskich (nieodzownych dla praktycznego używania magii). Eliade łączy te pierwotne wierzenia szamańskie z późniejszymi mitami: rzymskimi, arabskimi czy greckimi. Licznie nawiązuję również do ludowych materiałów baśniowych.”

Shamanism As Evolutionary Medicine
Don
Primal Wisdom
18 lutego 2011 06:52 EST

© Wikipedia - Chakaski Szaman

Choć wydaje się, że naszych paleolitycznych przodków, zamieszkujących umiarkowane i tropikalne ekosystemy nie dosięgały choroby związane z dietą, to jednak cierpieli oni z powodu różnych dolegliwości i powszechnie mieli „uzdrawiaczy”, znanych wśród antropologów jako „szamani”. Szamanizm jako system medyczny utrzymuje, że wiele pozornie fizycznych dolegliwości ma przyczyny duchowe. Tubylcze (szamańskie) kultury plemienne „wierzą”, że duchy istnieją i odgrywają istotną rolę zarówno w indywidualnym, jak i plemiennym oraz ekologicznym zdrowiu. Interwencje szamanów dotyczą urazów dotykających duszy, czy też ducha, i dokonywane są drogą bezpośredniegokontaktu ze sferą duchową, osiąganego poprzez odmienne stany świadomości, umożliwiające wejście do niecodziennej rzeczywistości.

Wszelkie wzmianki o duchach z pewnością wywołują niepokój tak u nowoczesnych „naukowych” ateistów, jak i u wyznawców judeo-chrześcijańskich religii. Ci pierwsi odrzucą je jako bzdury pozbawione jakiejkolwiek empirycznej podstawy i stanowiące zagrożenie dla racjonalności i logiki. Będą próbowali odrzucić szamanizm jako zajmujący się nieistniejącymi „nadprzyrodzonymi” bytami. Ci drudzy z kolei uważają, że z jakiegoś dziwnego powodu Jedyny Prawdziwy Bóg zdecydował objawić siebie i Zasady Właściwego Życia wyłącznie członkom kilku pustynnych plemion Bliskiego Wschodu, a całą resztę pozostawić w ciemności. Wierzą także, że ów Bóg dał tym wybranym ludziom nie tylko prawo, ale i obowiązek nawrócenia wszystkich innych plemion na swoją wiarę i sposób życia, jeśli nie drogą perswazji, to na siłę. Ci ludzie nadają niewierzącym różne nazwy, takie jak heretycy, niewierni, nieokrzesani, poganie i tak dalej, a kulturę szamańską nazywają „demoniczną”.

(more…)

Reklamy

2 lutego 2011

Czarownice, komety i kataklizmy planetarne – 1

Laura Knight-Jadczyk
The Dot Connector Magazine
Sobota, 30 października 2010, 16:59 CDT

© Dot Connector Magazine

Artykuł pochodzi z 12 numeru czasopisma The Dot Connector Magazine, oficjalnej publikacji witryny Sott.net.

Kiedy myślicie o Halloween, jaki obraz przychodzi wam jako pierwszy do głowy? Przeprowadziłam wśród moich przyjaciół, rodziny i znajomych krótką, nieformalną ankietę. Zgadniecie jakie wyobrażenie zajęło pierwsze miejsce? Lampion z dyni! Założę się, że myśleliście, że powiem „czarownice”. No cóż, też byłam o tym przekonana, ale czarownice pojawiły się dopiero na drugim miejscu!…

Kiedy sama rozmyślam o Halloween, przypomina mi się projekt plastyczny ze szkoły podstawowej, gdzie wycinaliśmy czarownice z papieru i przylepialiśmy je do ogromnych, żółtych księżyców wyciętych z kolorowej tektury. Czarownica zawsze leciała na miotle w towarzystwie siedzącego za nią kota, a jej czarna suknia powiewała na wietrze. Nawet zastanawiałam się, jakim cudem kot był w stanie utrzymać się na miotle i dlaczego ludziom wydawało się, że siedzenie na niej okrakiem może być w jakimkolwiek stopniu wygodne.

Ale jak wyraźnie widać, Halloween jest w istotny sposób kojarzony z czarownicami – złymi kobietami spółkującymi z diabłem i krzywdzącymi ludzi, na przykład więżąc zagubione dzieci, żeby je podtuczyć ich i zjeść, rozdając zatrute jabłka, czy rozstawiając wrzeciona, które mają zatruć odrzucone lub nieszczęsne księżniczki poszukujące prawdziwej miłości.

Słowo “witch” (czarownica, wiedźma) pochodzi od staro-angielskiego słowa wicca, które jest rodzaju męskiego i oznacza “wizard” (czarnoksiężnik). Rodzajem żeńskim tego słowa było wicce, wymawiane “wɪtʃ”. To z kolei wywodzi się ze średnio-wysoko-niemieckiego słowa wicken – “bewitch” (rzucić czar, urok, zaczarować…), czy jeszcze starszego, staro-wysoko-niemieckiego słowa wīh oznaczającego “holy” (święty). Słownik podaje, że czarownica to osoba, która z pomocą diabła lub zwierzęcego towarzysza – familiara – posiadła zgubne moce nadprzyrodzone i rzuca zaklęcia i uroki. Oznacza ono także brzydką staruchę lub piękną, młodą kobietę. “Czarownica” to epitet określający każdą kobietę, która nie ma zamiaru być popychadłem dla każdego, komu zachce się podporządkować ją sobie lub nią pomiatać. Na samym końcu listy czarownica jest adeptem tradycji wicca.

(more…)

30 kwietnia 2010

Studium przypadku – sprawozdanie z „alternatywnej konferencji”

SOTT Editors
Sott.net
28 lutego 2010

Studium przypadku COINTELPRO i poneryzacji – sprawozdanie z „alternatywnej konferencji”

© The Christian Science Monitor / Bennett

Parę dni temu otrzymaliśmy od czytelnika list. Postanowiliśmy go opublikować z dodatkiem paru własnych uwag, aby zilustrować rozmiar dezinformacji, z którą musi się zmierzyć przeciętny poszukiwacz prawdy.

Czytelnik: […]Pod koniec ubiegłego tygodnia wziąłem udział w konferencji Alternative Research Community (Arc) (Stowarzyszenia Alternatywnych Badań) w Bath i chciałbym przedstawić krótkie sprawozdanie. Dobrze było porozmawiać z ludźmi, którzy szukają odpowiedzi, lecz jednocześnie było to dla mnie załamujące doświadczenie. Wygląda na to, że poziom umiejętności odróżniania prawdy od kłamstwa jest tutaj… niski, wręcz zerowy. Wielu ludzi, włącznie z organizatorami, sprawiało sympatyczne wrażenie osób szczerze szukających drogi do wiedzy i próbujących zapanować nad wszystkimi informacjami, które zalewają alternatywną scenę, lecz była to naprawdę ciężka praca – poradzić sobie z prawdziwe wielkimi problemami, jakimi są zarówno dezinformacja, jak i naiwność. To tak, jakby żyli oni w zupełnie innym świecie. To prawda – dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Ludzie po prostu zakładają, że skoro są po „alternatywnej” stronie, to znają Prawdę i nikt im jej nie odbierze. Szkoda, ponieważ część z nich wygląda na szczerych, a jednak są jak te owce prowadzone przez wilki. Słuchanie tak wielu bzdur wygłaszanych przez niektórych prelegentów – podczas gdy inni byli z kolei zbyt powierzchowni i spekulatywni – oraz patrzenie na to, ile publiczność jest w stanie bezkrytycznie zaakceptować, sprawiło, że pod koniec miałem ochotę wziąć solidny prysznic.

Bardzo zasmuca również to, że osoby, z którymi tam rozmawiałem, podobno czytały Dana Wintera czy też Drunvalo Melchizedeka, a Projekt Camelot uważają za coś powszechnie znanego, ale nie słyszały o pracy Laury ani o SOTT. Cieszę się, że PC ogłosił, że wkrótce przeprowadzi wywiad z Laurą. [przeprowadził: link]

[…] Chyba najbardziej szokującym dla mnie zdarzeniem był fragment dyskusji, którą przypadkiem usłyszałem w kawiarni. Rozmowa toczyła się pomiędzy jednym z mówców, Ralphem Ellisem, i grupką ludzi. Rozmawiali o Palestynie i Ellis zasadniczo bronił syjonistycznego punktu widzenia. Był niezwykle spokojny i charyzmatyczny oraz używał zimnej jak lód, pozbawionej emocji argumentacji, czyniąc to dobitnie i z pewnością siebie.

(more…)

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: