PRACowniA

7 września 2012

Harmonia społeczna w czasach globalnego dysonansu

Timothy C. Trepanier
Sott.net
24 sierpnia 2012 10:47 CDT

Czasy się zmieniają
Wszystko jest zepsute
Noc jeszcze nie nastała, ale się zbliża

~ Bob Dylan

Wygląda to tak:

Wyobraźcie sobie, że jesteście na imprezie domowej.

Dom się pali, lecz wszyscy tańczą. Obojętni na rosnącą w pokoju  temperaturę, dym snujący się po ścianach i płomienie za drzwiami, oni ciągle tańczą, śpiewają, piją i zabawiają się.

Wyobraźcie sobie, że jest tam też parę osób, które dostrzegły dym, wyjrzały przez drzwi, zobaczyły płomienie i próbują ostrzec tańczących o niebezpieczeństwie. Może kilku z nich otrząśnie się i rozejrzy, ale większość imprezowiczów ignoruje ostrzeżenia i wraca do zabawy.

Możecie uważać mnie za jednego z bijących na alarm, a niniejszy esej za ostrzeżenie. Jak długo jeszcze możecie sobie pozwolić na tańce?

Każdy, kto spojrzy obiektywnie na dzisiejsze społeczeństwo, będzie musiał zastanowić się, czy świat aby zupełnie nie oszalał. Nieuzasadnione i niekończące się wojny. Ekstremalna pogoda, wymieranie gatunków, wybuchy wulkanów, trzęsienia ziemi, tsunami i powodzie. Nie wspominając już o niemal codziennym bombardowaniu meteorami i innym kosmicznym śmieciem.

Przypadkowe strzelaniny i gwałt na bezprecedensową skalę. Masowe rozruchy i protesty, w miarę jak światowa gospodarka wali się na łeb na szyję. Klęski nieurodzaju, toksyczne wycieki, niedobory żywności, skrajne ubóstwo, bezrobocie, masowe głodowanie i pandemie grypy. Wzrost fundamentalizmu we wszystkich religiach oraz faszyzmu we wszystkich rządach.

Wojsko na ulicach, kamery monitorujące każdy nasz ruch, porozrzucane punkty kontrolne, gdzie żąda się okazania dokumentów, pasażerowie samolotów mający do wyboru albo skanery ciała uszkadzające geny, albo obmacywanie intymnych części przez funkcjonariuszy TSA. To szokujące, jak błyskawicznie wszystko się pogorszyło.

(more…)

Reklamy

12 czerwca 2012

Skolonizowani przez korporacje

Chris Hedges
TruthDig
14 maja 2012

© Mr Fish

W swojej książce The Developing Nations Robert E. Gamer zatytułował jeden z rozdziałów „Dlaczego ludzie się nie buntują”. Autor zauważa w nim, że wprawdzie represjonowani często wszczynają rewolucje, to są one wymierzone przeciwko niewłaściwym osobom. Ludzie ci kierują swoją frustrację w stronę politycznych marionetek, osób maskujących kolonialną władzę, znienawidzonej grupy rasowej lub etnicznej, czy też odszczepieńca spośród ich własnej klasy politycznej. Ta bezmyślna walka służy za efektywną maskę dla systemu nazywanego przez Gamera układem „patron-klient” – systemu odpowiedzialnego za podtrzymywanie kolonialnych represji. Spory między represjonowanymi, polityczne kampanie między kandydatami w równym stopniu zależnymi od sił kolonialnych, zwalniają faktyczne ośrodki władzy, pisze Gamer, od konieczności zajęcia się przyczynami frustracji społeczeństwa. Nierówność społeczna i polityczna oraz niesprawiedliwość to tematy, których się nie porusza. „Rząd praktycznie bez wysiłku potrafi uniemożliwić i tak nielicznym aktywistom politycznym organizowanie się w grupy o jakimś znaczeniu politycznym”, pisze.

Zarówno Gamer, jak i wielu innych badaczy natury władzy kolonialnej, oferują niezwykle trafne spojrzenie na funkcjonowanie naszego korporacyjnego państwa. Zostaliśmy bowiem, podobnie jak narody na peryferiach imperiów, skolonizowani. Jesteśmy kontrolowani przez malutkie korporacyjne organizmy, w których nie ma za grosz lojalności w stosunku do narodu, a mówiąc językiem tradycyjnego patriotyzmu – są zdrajcami. Ogołacają nas z surowców, utrzymują nas w stanie politycznej bierności i bogacą się naszym kosztem. Owe mechanizmy kontroli są znane tym, których urodzony na Martynice francuski psychiatra i pisarz Frantz Fanon nazwał „wyklętym ludem ziemi”, z Afroamerykanami włącznie. Kolonizowani pozbawieni są gwarancji stałego zatrudnienia. Płace są ograniczane do minimum. Biedni wpadają w rozpacz. Rozwiązuje się masowe ruchy, takie jak związki zawodowe. Degeneruje się szkolnictwo, w związku z czym jedynie elity mają dostęp do edukacji na wyższym poziomie. Prawo uchwala się po to, by ułatwić korporacjom realizowanie polityki rabunkowej i popełnianie gwałtów, a także by zdelegalizować wszelkie sprzeciwy. Cała ta atmosfera strachu i niepewności – którą mocno odczułem na własnej skórze w miniony weekend, kiedy na ulice wyszło 200 tysięcy bezrobotnych Amerykanów pozbawionych zasiłku – umacnia polityczną bierność społeczeństwa, gdyż całą energię musi ono poświęcić na przetrwanie. To już bardzo stara gra.

Komentarz SOTT.net: Każdy baczny obserwator widzi, że powyższe zdania już nie są teorią, czymś co może się zdarzyć w odległej i mrocznej przyszłości. To brutalna rzeczywistość, która rozgrywa się tu i teraz.

Zmiana władzy nie wymaga elekcji Mitta Romneya lub Baracka Obamy, większości Demokratów w Kongresie, próby reformy systemu albo wyboru postępowych kandydatów, ale raczej obalenia korporacyjnej dominacji nad procesem politycznym – owych związków „patron-klient”, mówiąc słowami Gamera. Wymaga stworzenia nowych mechanizmów rządzenia, które umożliwią wspólny podział dóbr i ochronę zasobów naturalnych, ograniczą władzę korporacji, powstrzymają degradację ekosystemu oraz zapewnią ogólny dobrobyt. Najpierw musimy jednak dostrzec w sobie ofiary kolonializmu. Musimy uświadomić sobie, że nasz głos się nie liczy w obecnym systemie rządzenia. Musimy uznać realność pustki systemu wyborczego i bezcelowości politycznego teatrzyku, aby móc zburzyć korporacyjną strukturę.

Komentarz SOTT.net: Ale żeby to się udało, potrzebne jest dobre zrozumienie problemu psychopatii, zwłaszcza kwestii psychopatów u władzy. Organizacje, znalazłszy się w kręgu oddziaływań psychopatycznych jednostek, same zaczynają działać jak psychopatyczne twory korporacyjne. Ich struktury władzy, „zasady partnerstwa” czy bezlitosny egoizm przenikają każdy szczebel organizacji. Tak więc problemem są nie tyle duże korporacje i podobne im struktury, co oddziaływania wywierające wpływ za ich pośrednictwem.

Bez pełnego zrozumienia, jak działa umysł tych, którzy stworzyli obecny światowy kryzys, każda próba obalenia systemu skończy się jego ponownym odrodzeniem. Jak głosi przysłowie, ci, którzy nie wyciągają wniosków z historii, skazani są na jej powtarzanie.

Dla lepszego zrozumienia problemu odsyłamy do Ponerologii politycznej Andrzeja Łobaczewskiego.

Zagrożeniem dla korporacji nie jest wcale biedota. Ci, których Karol Marks obelżywie nazwał lumpenproletariatem, nie wszczynają rewolucji, chociaż przyłączają się do nich, często stając się mięsem armatnim. Prawdziwe zagrożenie dla elit stanowią zdeklasowani intelektualiści –  wykształceni ludzie z klasy średniej, którym skostniały system uniemożliwił dalszy rozwój. Artyści bez studia czy teatru, nauczyciele bez własnych klas, prawnicy bez klientów, doktorzy bez pacjentów, czy dziennikarze bez posady w gazecie, spadają w ekonomiczną przepaść. Mieszając się z klasą niższą, znajdują się w zawieszeniu między światem elit a światem represjonowanych. I właśnie oni są dynamitem dla rewolucji.

(more…)

16 Maj 2012

Chris Hedges: Siła Prawdy

truthdig.com
22 kwietnia 2012

Siła prawdy i siła miłości – nie tej sentymentalnej, lecz tej o której mówił Martin Luther King – to siła, którą posiada ruch Occupy Wall Street. Przemówienie Chrisa Hedgesa kończące niedawne Left Forum w Nowym Jorku.

Zostało nam naprawdę niewiele czasu. Mówiąc językiem teologii – nie ucieknę od własnej przeszłości w seminarium duchownym – stajemy do bitwy o życie przeciwko siłom śmierci. Aleksander Hercen ponad sto lat temu mówił anarchistom, że ich zadaniem nie jest reformowanie, lecz obalenie systemu. „Uważamy się za lekarzy, ale tak naprawdę jesteśmy chorobą”. I o to właśnie chodzi – jeśli mamy przetrwać jako gatunek. Pisałem relacje o ruchach społecznych na całym świecie, w Europie Wschodniej: w NRD, Czechosłowacji i Rumunii, o demonstracjach ulicznych, które obaliły reżim Slobodana Milosevica, o pierwszej palestyńskiej intifadzie w roku 1987 i o drugim ich powstaniu, pięć lat później. Nauczyłem się, że ruchy te mają własne życie, swoistą siłę odśrodkową, której nawet jego rzekomi liderzy nie rozumieją i nie są w stanie przejąć.

Aparaty bezpieczeństwa i nadzoru w państwach, gdzie działały te ruchy, często stosowały drakońskie środki, jak np. enerdowska Stasi – choć, nawiasem mówiąc, uważam, że to aparat właśnie naszego państwa jest zapewne najbardziej wścibski i represyjny w historii. Niemniej, ich podstawowym i zasadniczym celem było zawsze odcięcie ruchu głoszącego prawdę – takiego jak Occupy Wall Street – od mainstreamu.

Jak zapewne wielu z Was wie, byłem głęboko krytyczny wobec tzw. czarnego bloku. Tu ważne zastrzeżenie – moja krytyka nie była wymierzona w anarchizm jako taki; choć nie lubię etykietek, to gdybym koniecznie miał sobie jakąś przykleić, nazwałbym się właśnie anarchistą. Wierzę w nieuniknioną alienację władzy i ciągłym konflikt z ośrodkami władzy, niezależnie od tego, kto ją sprawuje. Akceptuję wizję świata, jaką w swej książce Zdrada klerków zawarł Julien Benda. Stwierdził on tam, że albo służymy przywilejom i władzy, albo sprawiedliwości i prawdzie. Im bardziej skłaniamy się na rzecz koncesji wobec tych sprawujących władzę i cieszących się przywilejami, tym bardziej zmniejszamy szanse prawdy i sprawiedliwości. W swojej własnej książce Death of a Liberal Class zdaję raport z postępującej destrukcji ruchów populistycznych i radykalnych, których siła przyniosła niegdyś demokratyczne swobody temu społeczeństwu – wszystkie realne ulepszenia amerykańskiej demokracji nie pochodziły bowiem od szeroko rozumianej elity, one przyszły z dołu. Partia Wolności, walcząca z niewolnictwem, sufrażystki, ruch robotniczy, ruch na rzecz praw obywatelskich – żaden z tych ruchów nigdy nie zajmował formalnie pozycji władzy. Nie zmienia to faktu, że w kwietniu 1968 najbardziej wpływowym człowiekiem w kraju był – aż do zamachu – Martin Luther King. Bo kiedy przyjechał do Memphis, razem z nim przyjechało 50 tysięcy ludzi.

Ruch Occupy Wall Street, obok jawnych środków represji, spotkał się również z represją głębszego rodzaju. Celem tej represji jest, jak już wspomniałem, odcięcie tego ruchu od głównego nurtu, odstraszenie od niego ludzi środka. Tym, co najbardziej przeraziło elity, był widok rodzin z przedmieść Nowego Jorku, matek i ojców którzy pokazywali się w Zucchotti Park z wózkami dziecięcymi. Oni wiedzą, że kiedy ten ruch zacznie przyciągać takie tłumy, jakie widziałem niegdyś w Lipsku, na berlińskim Alexanderplatz, na praskim placu Wacława – najważniejsi poplecznicy władzy, włącznie z szeregowymi żołnierzami elity, tj. policją, mogą się podzielić. A wewnętrzny podział oznacza paraliż.

(more…)

19 listopada 2011

Tak wygląda rewolucja

Chris Hedges
Truthdig
15 listopada 2011

© Todd Heisler / The New York Times - Nowy Jork, 15 listopada 2011. Demonstrujący w ramach akcji Occupy Wall Street wymachują decyzją sądu zezwalającą im na powrót do Zuccotti Park, a policja blokuje im drogę. Setki policjantów aresztowało około 200 demonstrantów we wtorek rano w operacji likwidowania prawie dwumiesięcznego obozu.

Witamy w rewolucji. Elity odkryły swoje karty. Nie mają nic do zaoferowania. Mogą niszczyć, ale nie mogą budować. Mogą uciskać, ale nie mogą prowadzić. Mogą kraść, ale nie mogą udostępniać. Mogą gadać, ale nie mogą nic powiedzieć. Są tak martwe i nieużyteczne dla nas jak te nasiąknięte wodą książki, namioty, śpiwory, walizki, pudła żywności i odzieży, jakie we wtorek rano pracownicy sanitarni wrzucili do śmieciarek w Nowym Jorku. Władza nie ma żadnych pomysłów, żadnych planów i żadnej wizji na przyszłość.

W Portland, Oakland i Nowym Jorku nasz rozkładający się reżim korporacyjny wkroczył dumnie ze swoimi uzbrojonymi w pałki policjantami do raju głupców. Myślą, że mogą posprzątać „bałagan” – używając terminów z zakresu higieny osobistej i bezpieczeństwa publicznego – zmuszając nas do zniknięcia. Myślą, że wszyscy pójdziemy do domu i zaakceptujemy ich korporacyjny kraj – kraj, w którym nie da się już odróżnić zbrodni od polityki rządu, w którym nic amerykańskiego – w tym obywatele – nie jest uważane przez tych u władzy za warte ochrony lub zachowania, w którym korporacyjnym oligarchom, opływającym w setki milionów dolarów, wolno złupić i zagrabić ostatnie strzępy bogactwa narodowego, kapitał ludzi i zasoby naturalne kraju, w którym ludzie biedni nie jedzą, a robotnicy nie pracują; kraj, gdzie chorzy umierają, a dzieci głodują, kraj, w którym zgoda rządzonych i głos ludu są okrutnym żartem.

Wracajcie do swoich klatek, mówią nam. Wróćcie do oglądania kłamstw, absurdów, ciekawostek i plotek o znanych postaciach, jakimi karmimy was 24 godziny na dobę w telewizji. Zainwestujcie swoje emocje w rozległy system popularnej rozrywki. Uruchomcie zadłużenie ze swojej karty kredytowej. Spłacajcie pożyczki. Bądźcie wdzięczni za ochłapy, jakie wam rzucamy. Powtarzajcie za nami nasze frazesy o demokracji, wielkości i wolności. Głosujcie w naszym sfałszowanym teatrze politycznym. Wysyłajcie młodych mężczyzn i kobiety na walkę i śmierć w niepotrzebnych wojnach nie do wygrania, które korporacjom zapewniają ogromne zyski. Czekajcie w milczeniu, kiedy nasza dwupartyjna superkomisja Kongresu – albo w drodze konsensusu, albo cynicznej dysfunkcji – zmienia was w społeczeństwo pozbawione podstawowych usług społecznych, w tym zasiłków dla bezrobotnych. Płaćcie za zbrodnie Wall Street.

(more…)

8 listopada 2011

Manifest nadchodzącej Drugiej Amerykańskiej Rewolucji

Carmen Yarrusso
Information Clearinghouse
19 października 2011

© cnbc.com

Ogromna niesprawiedliwość społeczna, tak widoczna na całym świecie, wreszcie osiągnęła punkt krytyczny. Można już wyczuć w powietrzu rewolucję. My, mieszkańcy Ziemi, mamy w końcu dosyć. Wielkie cierpienie, wywołane przez skorumpowane rządy na całym świecie, lada chwila obudzi całą ludzkość dla wspólnej sprawy.

Dokonując próby samospalenia, Tunezyjczyk Mohammed Bouazizi rozniecił iskrę rewolucji na rzecz sprawiedliwości społecznej, która ostatecznie obejmie każdy skorumpowany rząd na świecie. Ogień ten nie zgaśnie, dopóki my, mieszkańcy Ziemi nie połączymy się w tej rewolucji i nie odbierzemy władzy elicie oligarchów, którzy kontrolują rządy.

Niedługo ten ogień rozgorzeje w Ameryce, światowym epicentrum skorumpowanych rządów. Każdego roku lobbyści korporacyjnych grup interesu przekazują milionowe łapówki naszym rządowym „przedstawicielom” w zamian za miliardy dolarów z naszych podatków. Przykładowo, tylko w zeszłym roku koncerny paliwowe – najbogatsze spośród wszystkich gałęzi przemysłu – dały naszym „przedstawicielom” 28 milionów dol. w zamian za zwolnienia podatkowe o równowartości 3,8 miliarda dol.

Elita oligarchów zbija bajeczne fortuny, podczas gdy rekordowa liczba 44 milionów Amerykanów żyje w ubóstwie, równie rekordowa liczba 40 milionów Amerykanów korzysta z bonów na żywność, 30 milionów jest bezrobotnych lub pracuje na okrojonym etacie, 6 milionów przestało szukać pracy, miliony straciły swoje domy przez długi u tych samych bankierów, którym państwo rzuciło miliardy dolarów podatników na ratunek, i, w przeciwieństwie do naszych uprzywilejowanych „reprezentantów” w Waszyngtonie, 51 milionów Amerykanów nie ma ubezpieczenia zdrowotnego. Ameryka  jest gotowa do rewolucji.

(more…)

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: