PRACowniA

22 czerwca 2010

Łączenie Punktów: Powrót samolotowego szaleństwa i lustrzana pogoda (2)

Sott Editors
Sott.net
8 Maja 2010 21:05 EDT

Katastrofa w Smoleńsku – Czas na pobudkę?

© EPA

Po raz drugi w ciągu 70 lat Polacy z przerażeniem dowiedzieli się, że w podsmoleńskim lesie zginęła – w nagłej i tragicznej katastrofie samolotu – znaczna część przywódców ich kraju.

10 kwietnia samolot polskich Sił Powietrznych Tu-154M, przewożący na pokładzie prezydenta Lecha Kaczyńskiego, jego żonę oraz wysokiej rangi delegatów, rozbił się podczas wykonywania w gęstej mgle podejścia na rosyjskie, do niedawna wojskowe lotnisko. Zginęli wszyscy obecni na pokładzie – 88 pasażerów i 8 członków załogi.

Wszystko wskazuje na to, że już od etapu organizowania wyjazdu na czele listy priorytetów znajdowały się osobiste i polityczne interesy, przy jednoczesnym braku wystarczającej troski o bezpieczeństwo.

Katastrofa jest wciąż przedmiotem dochodzenia, prowadzonego przez rosyjskie i polskie komisje i prokuratorów. Znalezione zostały czarne skrzynki samolotu z nieuszkodzonymi rejestratorami parametrów lotu. Załoga 20-letniego Tupolewa była powiadomiona o złych warunkach atmosferycznych, m. in. przez kontrolerów ruchu ze Smoleńska. Piloci wiedzieli, że widoczność była znacznie gorsza od wymaganej, a kontrolerzy, kierując się względami bezpieczeństwa odradzali lądowanie w Smoleńsku, zalecając skierowanie się na jedno z zapasowych lotnisk. Załodze znany był również stan lotniska i jego wyposażenie, oraz fakt, że jedynym możliwym na nie podejściem będzie nieprecyzyjne podejście NDB (co w nawigacji lotniczej oznacza konieczność lądowania z widocznością terenu). Mimo to ktoś na pokładzie polskiego samolotu – albo pilot albo ktoś z członków delegacji – zadecydował o podjęciu próby lądowania.

Podczas podejścia samolot zszedł poniżej wyznaczonej ścieżki schodzenia i przekroczył dopuszczalne minima wysokości zapewniające bezpieczne podejście i lądowanie. W rezultacie około 1200 metrów od płyty lotniska, gdzie samolot powinien znajdować się na wysokości co najmniej 60 metrów, Tu-154M znalazł się na tyle nisko, że zahaczył o koronę drzewa. Lecąc dalej, ścinał czubki kolejnych drzew, na jednym z nich stracił fragment skrzydła, zaczął przechyliać się w lewo, aż przewrócony podwoziem do góry spadł na ziemię w odległości 350-500 metrów od pasa startowego, doszczętnie się roztrzaskując.

(more…)

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: