PRACowniA

18 lutego 2013

Kosmiczne intencje. Komety i rogi Mojżesza.

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
15 lutego 2013 04:55 CST

[Od redakcji: Zważywszy na naprawdę alarmujący wzrost liczby meteorów i kometarnych fragmentów, jakie wpadały w naszą atmosferę w ciągu ostatnich 10 lat, oraz zadziwiającą detonację meteoru nad Rosją dziś rano, zdecydowanie najwyższy już czas, żeby każdy uświadomił sobie realne i oczywiste zagrożenie, jakie dla całego życia na Ziemi stanowią ci kosmiczni “goście’. W tym celu Laura Knight-Jadczyk wydała ostatnio pierwszą książkę z nowego cyklu, przedstawiającego niepodważalne dowody, że nie tylko ludzka historia była regularnie przerywana (czy też ‘przebijana’) “deszczami ognia z niebios”, ale kolejna tura kosmicznej katastrofy może już być spóźniona.

Poniżej prezentujemy krótki urywek na ten temat, zaczerpnięty z tego tomu: Comets and the Horns of Moses [Komety i rogi Mojżesza] (książka jest dostępna na wszystkich stronach Amazon).]

Kiedy w poszukiwaniu materiału do tego cyklu przebijam się przez stosy książek o archeologii, historii (tej hipotetycznej i tej racjonalnie zrekonstruowanej na podstawie danych), a zwłaszcza przez wkład w naukę takich jej dziedzin, jak astronomia, geologia i genetyka – które powinny dokładnie iść w parze z archeologią i historią, ale zazwyczaj tak nie jest z tych wszystkich powodów, które omówiliśmy do tej pory – coraz bardziej oczywiste staje się, że wciąż i wciąż od nowa nasza planeta jest bombardowana przez różne ciała, wśród których najbardziej powszechnymi są te typu Tunguskiej, czyli napowietrzne wybuchy fragmentów komet. Wydarzenia te wielokrotnie rzuciły na kolana całe kultury, narody, a nawet cywilizacje. Nieuchronnym tego efektem są Wieki Ciemne, a potem, kiedy społeczeństwo zaczyna się odradzać, powstają mity, rodzą się religie – albo odradzają, w przekręconej, pełnej wypaczeń wersji – i zawsze – zawsze – fakty z poprzedniej ery zniszczenia są tuszowane i ukrywane za zasłoną metafor i alegorii.

Dlaczego? Co to za obłęd?

To bardzo proste. Dawniej, kiedy ludzie zaczynali dostrzegać atmosferyczne, geologiczne i klimatyczne zakłócenia oraz wszystkie nieszczęścia, jakie sprowadzają one na społeczeństwo, w tym głód, plagi i zarazy, zaczynali – indywidualnie i zbiorowo – oglądać się na swoich przywódców w oczekiwaniu, że ci wszystko naprawią. Stąd właśnie wzięło się pojęcie boskiego króla – król miał być w stanie wstawić się za swoim ludem do bogów. Jeśli królowi nie powiodło się wstawiennictwo, trzeba było znaleźć jakieś rozwiązanie. Składano ofiary, odprawiano rytuały i, oczywiście, kiedy i to nie działało, a bogowie wciąż byli zagniewani, król musiał umrzeć. Za taką reakcją stał prawdopodobnie ten sam mechanizm, swego rodzaju przełącznik w mózgu, który napędza do szukania ulgi w stresie: jeśli bogowie są źli, należy znaleźć kozła ofiarnego. A kiedy zagrożony jest naród, najbardziej oczywistym winnym są król i jego elity. Co więcej, oni instynktownie wiedzą, jak nieodporni są na taką reakcję ludu.

Zważywszy na to, że ludzka historia wydaje się być definiowana przez kolejne mniej lub bardziej zdegenerowane elity rządzące, i jeśli przyjmiemy, że taka degeneracja (oraz jej rozprzestrzenianie się w całym społeczeństwie) jest mechanizmem odpowiedzialnym za to, że cywilizacja ściąga na siebie kosmiczną katastrofę, obwinianie i usuwanie elity jest dobrym rozwiązaniem. Problem jednak w tym, że ludzie nie rozumieją tego mechanizmu, innymi słowy ​​brakuje im wiedzy, że – jeśli mają zapobiec dalszym zniszczeniom – muszą za wszelką cenę nie dopuścić do tworzenia się w przyszłości zdegenerowanych elit.

(more…)

Reklamy

23 września 2012

Smugi chemiczne, dezinformacja i Szóste Wymieranie

Niall Bradley
Sott.net
12 sierpnia 2012

© Leigh, P. Lancaster University – Smugi kondensacyjne wskazują, że coś stało się z atmosferą

Obok projektu HAARP, broni skalarnej i ufo, tak zwane smugi chemiczne (chemtrails) są chyba jednym z najgorętszych tematów wśród alternatywnej społeczności internetowej. Ten pseudonaukowy nonsens rozrósł się na taką skalę, że przy każdej niemal okazji, kiedy trafia się jakieś niezwykłe zjawisko pogodowe lub katastrofa naturalna, prędzej czy później zjawia się ktoś, kto obwinia o to HAARP, chemtrails, czy obie rzeczy naraz. Dobrze wiem, że program badań zórz polarnych wysokimi częstotliwościami jest zaawansowanym wojskowym cackiem, tym niemniej celem jego jest mieszanie ludziom w głowach, a nie mieszanie w pogodzie. Co więcej, owo mieszanie w głowach równie dobrze może obejmować perswazję, by ludzie – wbrew wszelkim dowodom – uwierzyli, że rząd „kontroluje pogodę”. Z pewnością jakieś opryskiwanie atmosfery w różnych miejscach globu ma miejsce, jednak ma to na celu głównie 1) stworzyć ekran odbijający fale HAARP, służące do kontroli umysłu; 2) napędzać teorie, że rząd trzyma nas w szachu spryskując wszystkich toksycznymi substancjami, które 3) pogarszają nasze zdrowie, przez co jesteśmy bardziej podatni na fale kontroli umysłu.

Laura otrzymała dziś [tj. 12 sierpnia – przyp. tłum.] pytanie od czytelnika jej książek, który nie znał materiału SOTT.net. prezentującego obraz tego, co faktycznie dzieje się na świecie, a że pytanie i odpowiedź idealnie pasują do naszego tematu, chciałbym je przytoczyć, zanim przejdę do szczegółów.

Pytanie czytelnika: Czy trzęsienia ziemi w Iranie [link] i „susza” mogły być spowodowane przez zaawansowaną broń sejsmiczną i klimatyczną?

Odpowiedź: Prawdopodobnie jakaś broń satelitarna może wywołać trzęsienia ziemi. Co do zmian pogodowych, przykro mi, ale raczej nie. Pogoda nie jest zjawiskiem linearnym i nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie przy niej majstrował. Oczywiście niektórzy próbują, ale z bardzo ograniczonym skutkiem, a na dodatek zwykle obraca się to przeciwko nim. Ich działania są na tyle ograniczone, że nie stwarzają poważnego zagrożenia całemu systemowi. (Tak samo rzecz się ma z „antropogenicznym globalnym ociepleniem”.) Ponadto, proszę zwrócić uwagę na najważniejszą sprawę, a mianowicie, że dramatycznym zmianom ulega również pogoda na innych planetach Układu Słonecznego, co wskazuje na bardziej „kosmiczną” przyczynę. Proszę też zwrócić uwagę na inne ciekawe zjawiska: wzrost erupcji wulkanów (warto dodać, że 75% wulkanów na Ziemi znajduje sie pod wodą i one również zdają się wybuchać coraz częściej), dziury w ziemi, ulewne deszcze, osuwiska spotykane na całym świecie i na nieznaną dotąd skalę, podgrzewanie troposfery ciepłem z wnętrza Ziemi, w połączeniu z ochładzaniem się i obniżaniem stratosfery oraz nawarstwianiem się w stratosferze pyłu z komet i meteorów, skutkującym obłokami srebrzystymi pojawiającymi się na coraz niższych szerokościach geograficznych. Mamy jeszcze zakręcający prąd strumieniowy. Dodajmy do tego bardzo słabe maksimum aktywności słonecznej, zaskakujące osłabienie pola magnetycznego Ziemi oraz wzrost aktywności zjawisk elektrycznych, w tym dobrze już znanych „tajemniczych dźwięków”. Wobec tego wszystkiego odnosi się wrażenie, jakby coś spoza Układu Słonecznego, albo przynajmniej z jego obrzeży, działało jak „uziemienie” dla wszystkich planet tego układu – a to oznacza, że będzie się robić jeszcze ciekawiej.

(more…)

10 marca 2011

Smugi chemiczne? Kondensacyjne? Dziwne niebo

Laura Knight-Jadczyk
Sott.net
09 stycznia 2011

© NASA - Smugi kondensacyjne widziane z kosmosu. Fakt, że smugi kondensacyjne utrzymują się tak długo, jest sam w sobie znakiem, że nie dzieje się nic dobrego, ale to jeszcze NIE dowód, że są to „smugi chemiczne” (chemtrails).

Rozmawiając o tak zwanych „smugach chemicznych”, powinno się mieć na uwadze kilka rzeczy:

1) Oczywiste jest, że istnieją przypadki „opryskiwania” i nie robi się tego dla dobra ludzkości. Słyszałam od ludzi kilka historii o bardzo nisko latających samolotach, rozpylających coś, co osadza się na wszystkich powierzchniach albo jest powodem zachorowań. Tak, mówię o NISKO latających samolotach.

2) Opryski, które rzeczywiście mają mieć wpływ na wyznaczony obszar pod spryskiwaczem (wspomniany samolot), muszą być wykonywane z dość niskiego pułapu, w przeciwnym bowiem razie to, co zostało rozpylone, nie osiądzie na terenie poniżej. Wiąże się to z tym, że nasza atmosfera ma kilka warstw, a każda z nich charakteryzuje się swoją własną temperaturą, prędkością i kierunkiem wiatrów. Bardzo często też substancje znajdujące się w jednej warstwie przebywają w niej długo i przemierzają ogromne odległości, zanim wnikną do innych warstw i wymieszają się z nimi, JEŚLI w ogóle do tego dojdzie. Najczęściej prędkość wiatrów w górnych warstwach atmosfery jest tak duża, że jeśli cokolwiek zostałoby tam umieszczone, mogłoby się przedostać do niższych, pogodowych warstw, dopiero po przebyciu wielu tysięcy kilometrów. Jest to bardzo nieliniowa sytuacja, a zatem wysoce nieprzewidywalna.

3) Jeśli jest więc mowa o widocznym na niebie rozpylaniu chemikaliów, które następnie osadzają się na obszarze poniżej, musi to dotyczyć niskopułapowego spryskiwania.

4) Dlatego też nazywanie smug, które znajdują się wysoko na niebie i nie mają żadnej szansy na oddziaływanie z gruntem poniżej, „chemicznymi” nie może być poprawne, być może z wyjątkiem sytuacji, kiedy rozpraszany jest związek chemiczny mający wpłynąć na pogodę (a nawet to odbywa się na dość niskich pułapach). Zasiewanie chmur polega na rozpraszaniu w atmosferze, za pomocą samolotów lub stacji naziemnych, takich substancji, jak kryształki suchego lodu czy jodek srebra. Ma to podobno wspomagać kondensację kropelek wody, a tym samym wywoływać deszcz.

(more…)

30 kwietnia 2010

Studium przypadku – sprawozdanie z „alternatywnej konferencji”

SOTT Editors
Sott.net
28 lutego 2010

Studium przypadku COINTELPRO i poneryzacji – sprawozdanie z „alternatywnej konferencji”

© The Christian Science Monitor / Bennett

Parę dni temu otrzymaliśmy od czytelnika list. Postanowiliśmy go opublikować z dodatkiem paru własnych uwag, aby zilustrować rozmiar dezinformacji, z którą musi się zmierzyć przeciętny poszukiwacz prawdy.

Czytelnik: […]Pod koniec ubiegłego tygodnia wziąłem udział w konferencji Alternative Research Community (Arc) (Stowarzyszenia Alternatywnych Badań) w Bath i chciałbym przedstawić krótkie sprawozdanie. Dobrze było porozmawiać z ludźmi, którzy szukają odpowiedzi, lecz jednocześnie było to dla mnie załamujące doświadczenie. Wygląda na to, że poziom umiejętności odróżniania prawdy od kłamstwa jest tutaj… niski, wręcz zerowy. Wielu ludzi, włącznie z organizatorami, sprawiało sympatyczne wrażenie osób szczerze szukających drogi do wiedzy i próbujących zapanować nad wszystkimi informacjami, które zalewają alternatywną scenę, lecz była to naprawdę ciężka praca – poradzić sobie z prawdziwe wielkimi problemami, jakimi są zarówno dezinformacja, jak i naiwność. To tak, jakby żyli oni w zupełnie innym świecie. To prawda – dobrymi chęciami piekło jest wybrukowane.

Ludzie po prostu zakładają, że skoro są po „alternatywnej” stronie, to znają Prawdę i nikt im jej nie odbierze. Szkoda, ponieważ część z nich wygląda na szczerych, a jednak są jak te owce prowadzone przez wilki. Słuchanie tak wielu bzdur wygłaszanych przez niektórych prelegentów – podczas gdy inni byli z kolei zbyt powierzchowni i spekulatywni – oraz patrzenie na to, ile publiczność jest w stanie bezkrytycznie zaakceptować, sprawiło, że pod koniec miałem ochotę wziąć solidny prysznic.

Bardzo zasmuca również to, że osoby, z którymi tam rozmawiałem, podobno czytały Dana Wintera czy też Drunvalo Melchizedeka, a Projekt Camelot uważają za coś powszechnie znanego, ale nie słyszały o pracy Laury ani o SOTT. Cieszę się, że PC ogłosił, że wkrótce przeprowadzi wywiad z Laurą. [przeprowadził: link]

[…] Chyba najbardziej szokującym dla mnie zdarzeniem był fragment dyskusji, którą przypadkiem usłyszałem w kawiarni. Rozmowa toczyła się pomiędzy jednym z mówców, Ralphem Ellisem, i grupką ludzi. Rozmawiali o Palestynie i Ellis zasadniczo bronił syjonistycznego punktu widzenia. Był niezwykle spokojny i charyzmatyczny oraz używał zimnej jak lód, pozbawionej emocji argumentacji, czyniąc to dobitnie i z pewnością siebie.

(more…)

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: