PRACowniA

Jak myślimy o życiu

Fragment książki Daniela Kahnemana „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”. Rozdział 38 – Jak myślimy o życiu:

Rysunek 16 pochodzi z analizy, której dokonali Andrew Clark, Ed Diener i Yannis Georgellis z Niemieckiego Panelu Socjoekonomiczne­go, po tym jak tych samych respondentów proszono co roku o ocenę zadowolenia z własnego życia. Respondenci mieli także zgłaszać poważniejsze zmiany w swojej sytuacji życiowej, które nastąpiły w ostatnim roku. Poniższy wykres ukazuje poziom zadowolenia dla okresu, w którym respondenci zawierali małżeństwa.Wykres za każdym razem wywołuje na widowni nerwowy śmie­szek. Łatwo zrozumieć nerwowość widzów: w końcu ludzie pobierają się, bo liczą, że małżeństwo zapewni im szczęście, ewentualnie po­zwoli utrzymać jego aktualny poziom. Pozwolę tu sobie użyć przy­datnego pojęcia, które wprowadzili Daniel Gilbert i Timothy Wilson:

Rysunek 16.

decyzja o zawarciu małżeństwa jest dla wielu ludzi olbrzymim błędem prognozowania afektywnego. Pobierając się, państwo młodzi wiedzą, że odsetek rozwodów jest wysoki, a liczba osób rozczarowa­nych małżeństwem jeszcze wyższa, jednak nie wierzą, że te statystyki dotyczą także ich samych.

Niepokojący na rysunku 16 jest stromy spadek zadowolenia z życia. Wykres jest często interpretowany jako ukazujący proces dostosowa­nia, który polega na tym, że początkowe radości małżeństwa szybko znikają, a doświadczenie przynosi rutynę. Jednak można na to spoj­rzeć inaczej, z punktu widzenia heurystyk osądu. Tutaj zadajemy sobie pytanie, co dzieje się w umyśle ludzi, kiedy mają oceniać własne życie. Pytania „Ogólnie rzecz biorąc, czy jesteś zadowolony ze swojego życia?” i „Czy jesteś aktualnie szczęśliwa?” nie są tak proste jak pyta­nie Jaki jest do ciebie numer telefonu?”. Jak uczestnikom udaje się na nie odpowiedzieć w ciągu kilku sekund (bo tyle to zawsze trwa)? Łatwiej będzie to zrozumieć, jeśli potraktujemy to pytanie jak każdy inny osąd. Tak jak to bywa z innymi pytaniami, niektórzy ludzie mogą już mieć gotową odpowiedź, którą sformułowali poprzednim razem, kiedy mieli dokonać oceny własnego życia. Inni – zapewne większość – nie znajdują szybkiej odpowiedzi na zadane pytanie, dlatego automatycznie ułatwiają sobie zadanie, zastępując je innym pytaniem. Działa tu System 1. Kiedy spojrzymy na rysunek 16 w takim świetle, nabiera on innego znaczenia.

Kiedy dokonujemy całościowej oceny życia, możemy ją podmienić na różne pytania. Czy pamiętasz badanie, w którym studenci zapytani, na ilu randkach byli w poprzednim miesiącu, a następnie poprosze­ni o ocenę aktualnego zadowolenia z życia, odpowiadali tak, jakby randki były jedyną istotną rzeczą w ich życiu? W podobnym znanym eksperymencie Norbert Schwarz z zespołem poprosili uczestników badania w laboratorium o wypełnienie kwestionariusza oceniającego zadowolenie z życia. Przed wykonaniem zadania uczestnicy mieli jednak skserować leżącą przed nimi kartkę. Połowa respondentów znajdowała na kopiarce dziesięć centów, które celowo zostawił tam eksperymentator. To drobne szczęśliwe zdarzenie sprawiało, że uczestnicy zgłaszali znacznie wyższe zadowolenie z życia w ogóle!

Jednym z możliwych mechanizmów u podłoża pytań o zadowolenie z życia jest więc heurystyka nastroju.

Zgodnie z oczekiwaniami badanie z pytaniem o randki oraz eks­peryment z monetą na kopiarce wykazały, że całościowe oceny zado­wolenia z życia należy traktować ostrożnie. Ale oczywiście aktualny nastrój nie jest jedyną rzeczą, która przychodzi nam do głowy, kiedy mamy ocenić własne życie. Prawdopodobnie na myśl nasuną się nam też ważne zdarzenia z niedawnej przeszłości albo bliskiej przyszłości; uporczywe problemy, takie jak stan zdrowia bliskiej osoby albo złe towarzystwo, w które wpadło nasze nastoletnie dziecko; ważne osiąg­nięcia i bolesne porażki. Do głowy przyjdzie ci kilka idei mających związek z pytaniem; o wielu innych nie pomyślisz. Nawet kiedy o oce­nie nie decydują losowe okoliczności – takie jak moneta znaleziona na kopiarce – to i tak punktacja, którą przyznajemy własnemu życiu, będzie zależeć od drobnej próbki najbardziej dostępnych idei, a nie od starannego rozważenia poszczególnych sfer życia.

Kiedy pytamy o ogólne zadowolenie z życia osobę będącą świeżo po ślubie albo mającą wkrótce zawrzeć małżeństwo, taka osoba praw­dopodobnie przypomni sobie ten właśnie fakt. Ponieważ małżeństwo w Stanach Zjednoczonych jest prawie zawsze zawierane dobrowolnie, prawie każdy, komu przypomnimy o niedawnym albo zbliżającym się ślubie, odczuje na tę myśl radość. Kluczem do zagadki jest uwaga. Rysunek 16 można zinterpretować jako wykres prawdopodobieństwa, że ludzie zapytani o zadowolenie z życia pomyślą o swoim niedawnym albo zbliżającym się ślubie. Z upływem czasu nowość takiej myśli słabnie, a razem z nią maleje jej dobitność.

Wykres pokazuje nietypowo wysoki poziom zadowolenia z życia rok, półtora przed ślubem i po nim. Jeśli jednak ten pozorny skok zadowolenia jest tylko odbiciem tego, jak zmienia się w czasie wpływ heurystyki na udzieloną odpowiedź, to wykres niewiele nam mówi o szczęściu czy przystosowaniu do małżeństwa. Nie możemy na tej podstawie wnioskować, że fala zwiększonego szczęścia utrzymuje się przez kilka lat, po czym stopniowo ustępuje. Kiedy prosimy o oce­nę życia, osoba, która z przyjemnością wspomni swoje małżeństwo, nie musi być tak samo zadowolona z życia w innych momentach. Małżeństwo nie wpływa bezpośrednio na szczęście, chyba że ktoś umie nieustannie cieszyć się myślą o nim. Nawet szczęśliwi nowo­żeńcy z głowami zaprzątniętymi miłością w końcu wrócą na ziemię, a doznawany dobrostan znowu będzie u nich zależeć od aktualnego otoczenia i czynności wykonywanych w danej chwili, tak jak to jest u reszty ludzi.

W badaniach drm nie stwierdziliśmy ogólnej różnicy pomiędzy doznawanym dobrostanem u kobiet żyjących w stałych związkach i samotnych. Wyjaśnienie kryje się w szczegółowych danych doty­czących sposobu spędzania czasu. Kobiety żyjące w związkach mniej czasu spędzają same, ale też o wiele rzadziej widują się z przyjaciółmi. Częściej uprawiają seks, co jest wspaniałe, ale też więcej czasu zaj­mują im domowe obowiązki, przygotowywanie posiłków i opieka nad dziećmi, a więc czynności stosunkowo niepopularne. Do tego oczy­wiście długi czas spędzany z mężem nie jest jednakowo przyjemny dla wszystkich kobiet. Statystycznie rzecz biorąc, małżeństwo nie wpływa na doznawany dobrostan – nie dlatego, że małżeństwo nie wpływa na szczęście, ale dlatego, że zmienia jedne aspekty życia na lepsze, a inne na gorsze.

Jedną z przyczyn niskiej korelacji pomiędzy sytuacją życiową osoby a jej zadowoleniem z życia jest to, że doznawany dobrostan i całościo­we zadowolenie z życia w dużej mierze zależą od usposobienia zapisa­nego w genach. Skłonność do odczuwania dobrostanu jest dziedziczna jak wzrost czy inteligencja, co wykazały badania prowadzone na bliźniętach rozdzielonych po urodzeniu. Ludzie, których życie wydaje się jednakowo szczęśliwe, mogą się bardzo różnić poziomem odczu­wanego szczęścia. W niektórych przypadkach, takich jak małżeństwo, korelacja z dobrostanem jest niska, bo u różnych osób poszczególne aspekty się równoważą. Ta sama sytuacja może być dla jednej osoby dobra, a dla innej zła, nowe warunki życiowe zaś wiążą się nie tylko z korzyściami, ale też z kosztami. W innych przypadkach, takich jak wysoki dochód, skutki dla zadowolenia z życia są ogólnie pozytywne, jednak sprawę komplikuje fakt, że nie każdy przywiązuje taką samą wagę do pieniędzy.

Przeprowadzone w innym celu duże badanie znaczenia wyższego wykształcenia przyniosło pewien uderzający wynik, ukazując długo­terminowe efekty celów stawianych sobie przez młodych ludzi. Dane pochodziły z kwestionariuszy, które wypełniło w latach 1995-1997 około 12 000 osób, które rozpoczęły studia na elitarnych uczelniach w 1976 roku. W wieku 17 czy 18 lat uczestnicy wypełniali kwestiona­riusze, w których mieli ocenić własne podejście do celu polegającego na „osiągnięciu wysokiego poziomu zamożności”. Cel oceniany był w czteropunktowej skali (od „nieistotny” do „kluczowy”). Dwadzieścia lat później respondenci wypełnili kolejny kwestionariusz, w którym mieli ocenić własne dochody w 1995 roku i dokonać całościowej oceny zadowolenia z życia.

Cele robią ogromną różnicę. Dziewiętnaście lat po określeniu swo­ich finansowych aspiracji wielu ludziom, którzy pragnęli wysokich dochodów, udało się je osiągnąć. Na przykład wśród 597 lekarzy i spe­cjalistów medycznych, którzy znaleźli się w próbie, każdy dodatkowy punkt na skali ważności przypisany pieniądzom oznaczał dodatkowy dochód w wysokości ponad 14 000 dolarów rocznie (w dolarach z 1995 roku)! Zaspokojenie ambicji finansowych dotyczyło również kobiet niepracujących zawodowo. Każdy punkt na skali ważności pieniędzy przekładał się u nich na ponad 12 000 dolarów dodatkowego dochodu gospodarstwa domowego rocznie, które oczywiście uzyskiwały dzięki dochodom męża.

Waga przywiązywana do pieniędzy w wieku 18 lat pozwalała przewidywać dochody tych samych osób w dorosłości. Porówna­liśmy zadowolenie z życia w grupie o wysokich zarobkach (ponad 200 000 dolarów rocznie na gospodarstwo domowe) oraz w grupie o zarobkach niskich i średnich (poniżej 50 000 dolarów rocznie). Wpływ wysokości dochodów na poziom zadowolenia z życia był sil­niejszy u osób, które wcześniej uznały zamożność za swój główny cel, i wynosił 0,57 punktu w skali pięciostopniowej. U osób, które zaznaczyły, że pieniądze nie są dla nich ważne, różnica wynosiła tylko 0,12 punktu. Ludzie, którzy pragnęli pieniędzy i zdobyli je, osiągali znacząco większe zadowolenie z życia od średniej; ludzie, którzy pragnęli pieniędzy, ale ich nie zdobyli, byli znacząco bardziej nieza­dowoleni. Ta sama zasada dotyczy też innych celów – dobrą receptą na niezadowolenie w dorosłości jest wyznaczenie sobie wyjątkowo trudnych do zrealizowania celów. Z punktu widzenia zadowolenia z życia po dwudziestu latach najmniej obiecującym celem, jaki mogła sobie postawić młoda osoba, było osiągnięcie „wysokiego poziomu w dziedzinie aktorstwa lub muzyki”. Cele, które stawiają sobie nastolatkowie, mają wpływ na to, co będzie się z nimi działo, dokąd zajdą i czy będą z siebie zadowoleni.

Częściowo ze względu na te wyniki zmieniłem zdanie na temat definicji dobrostanu. Cele stawiane sobie przez ludzi mają tak duże znaczenie dla ich działań i związanych z nimi uczuć, że nie ma sensu skupianie się wyłącznie na dobrostanie doznawanym. Nie można formułować koncepcji dobrostanu, która ignoruje ludzkie pragnienia. Z drugiej strony nie ma też sensu koncepcja dobrostanu, kiedy igno­rujemy uczucia, których ludzie doznają w trakcie życia, i skupiamy się wyłącznie na tym, co ludzie czują na myśl o swoim życiu jako takim. Musimy się pogodzić ze złożonością i używać koncepcji hybrydowej, która uwzględni dobrostan obu jaźni.

Myślenie wyrywkowe

Ludzie odpowiadają na pytania dotyczące ich życia bardzo szybko, a na ich odpowiedzi duży wpływ ma nastrój, co wskazuje, że nie mogą się opierać na starannej ocenie faktów. Muszą korzystać z heurystyk, będących przykładem zarówno zjawiska zastępowania, jak i efektu „Istnieje tylko to, co widzisz”. Choć na mniemanie uczestników o włas­nym życiu ma wpływ to, czy wcześniej zapytamy ich o randki albo pozostawimy monetę na kserokopiarce, to jednak nie zapominają oni, że życie to coś więcej niż randki czy poczucie, że uśmiechnął się do nas los. Pojęcie szczęścia nie zmienia się nagle pod wpływem znalezienia dziesięciocentówki, jednak System i chętnie zastępuje pojęcie szczęścia jego drobną częścią. Przy całościowej ocenie dużego znaczenia nabiera dowolny aspekt życia, na którym akurat skupiamy uwagę. Na tym polega błąd myślenia wyrywkowego {focusing illusion), który można opisać jednym zdaniem:

Nic nie jest tak ważne, jak ci się wydaje, kiedy o tym myślisz.

Zacząłem o tym myśleć, kiedy dyskutowaliśmy w rodzinie, czy prze­prowadzić się z Kalifornii do Princeton, choć zdaniem żony w Kalifor­nii żyje się szczęśliwiej niż na Wschodnim Wybrzeżu. Ja podkreślałem, że dowiedziono naukowo, iż klimat nie wpływa na dobrostan: kraje skandynawskie należą do prawdopodobnie najszczęśliwszych na świecie. Zauważyłem, że trwałe okoliczności życiowe słabo wpływają na dobrostan i na próżno starałem się przekonać żonę, że jej intuicja na temat szczęśliwości Kalifornijczyków jest błędem prognozowania afektywnego.

Wkrótce potem, gdy rodzinna dyskusja ciągle jeszcze siedziała mi w głowie, brałem udział w warsztatach dotyczących socjologii w kontekście globalnego ocieplenia. Jeden z kolegów mówił o swoich poglądach na temat dobrostanu ludzkości w nadchodzącym stuleciu. Ja twierdziłem, że jest niedorzecznością prognozować, jak będą się czuli ludzie żyjący na gorętszej planecie, skoro nawet nie wiemy, jak to jest mieszkać w Kalifornii. Wkrótce po tej wymianie zdań razem z kolegą, Davidem Schkadeem, otrzymaliśmy grant na zbadanie dwóch kwestii: czy ludzie mieszkający w Kalifornii są szczęśliwsi, a także jakie zdanie mają ludzie na temat szczęścia Kalifornijczyków w porównaniu z innymi.

Pozyskaliśmy do badania duże grupy uczestników spośród studen­tów dużych stanowych uczelni w Kalifornii oraz w sąsiadujących ze sobą stanach Ohio i Michigan na północnym wschodzie kraju. Nie­których uczestników poprosiliśmy o przygotowanie szczegółowego raportu na temat ich zadowolenia z różnych aspektów własnego życia. Innych poprosiliśmy o podanie prognozy, jak na tę samą ankietę od­powiedziałaby osoba „mająca takie same zainteresowania i wartości jak ty”, ale mieszkająca gdzie indziej.

Kiedy przeanalizowaliśmy dane, stało się jasne, że zwyciężyłem w rodzinnym sporze. Tak jak się spodziewaliśmy, studenci w obu re­gionach bardzo różnili się nastawieniem do klimatu: Kalifornijczycy cenili sobie miejscowy klimat, mieszkańcy Ohio i Michigan zaś nie znosili swojej pogody. Jednak klimat nie był istotnym czynnikiem de­cydującym o dobrostanie. Nie było absolutnie żadnej różnicy pomię­dzy zadowoleniem z życia wśród studentów z Kalifornii i Środkowego Zachodu [*Nieco paradoksalnie, północno-wschodni region USA nosi nazwę Środkowego Zachodu (the Midwest)]. Przekonaliśmy się też, że moja żona nie jest jedyną osobą uważającą, że Kalifornijczycy cieszą się wyższym dobrostanem od innych. To samo błędne zdanie podzielali studenci w obu regionach i udało nam się połączyć ich błąd z przesadną wiarą w znaczenie klimatu. Błąd ten nazwaliśmy „myśleniem wyrywkowym” (focusing illusion).

Sednem myślenia wyrywkowego jest to, że „Istnieje tylko to, co widzisz”, przez co zbyt wielką wagę przywiązujemy do klimatu, a za małą do pozostałych czynników wpływających na dobrostan. Aby docenić siłę myślenia wyrywkowego, zastanów się przez kilka sekund nad następującym pytaniem:

Ile przyjemności sprawia ci twój samochód?

Do głowy natychmiast przyszła ci odpowiedź; wiesz, jak lubisz swój samochód i ile sprawia ci przyjemności. A teraz zastanów się nad in­nym pytaniem: „Kiedy twój samochód sprawia ci przyjemność?”. Od­powiedź na to pytanie może cię zaskoczyć, ale jest prosta: samochód sprawia nam przyjemność (albo przykrość), kiedy o nim myślimy, czyli zapewne niezbyt często. Zazwyczaj podczas jazdy nie myślisz wiele o samochodzie. Myślisz o innych rzeczach, a twój nastrój zależy od tego, o czym myślisz. Próbując ocenić, ile przyjemności sprawia ci samochód, w rzeczywistości tu także odpowiadasz na inne, znacz­nie węższe pytanie: „Ile przyjemności sprawia mi mój samochód, kiedy  o  nim  myślę?”.

Wskutek zastąpienia pytania ignorujesz to, że rzadko myślisz o swoim samochodzie (co jest odmianą zjawiska ignorowania czasu trwania). Wynikiem tego jest błąd myślenia wyrywkowego. Jeśli lubisz swój samochód, zapewne przeceniasz czerpaną z niego przyjemność, co zmusi cię do błędów, gdy będziesz myśleć o jego zaletach albo zastanawiać się nad kupnem nowego.

Skrzywione osądy na temat szczęścia Kalifornijczyków biorą się z podobnego błędu poznawczego. Kiedy zadaję pytanie o poziom szczęścia u Kalifornijczyków, zapewne wyobrażasz sobie osobę ro­biącą coś charakterystycznie kalifornijskiego, np. chodzącą po gó­rach w lecie lub cieszącą się łagodną pogodą w zimie. Błąd myślenia wyrywkowego polega na tym, że te aspekty w rzeczywistości nie zajmują wiele miejsca w życiu Kalifornijczyków. Co więcej, ktoś, kto mieszka w Kalifornii od dłuższego czasu, raczej nie pomyśli o klima­cie, mając dokonać całościowej oceny życia. Dla kogoś, kto spędził całe życie w Kalifornii i niewiele podróżował, życie w Kalifornii jest jak posiadanie dziesięciu palców u nóg: to miłe, ale za bardzo o tym nie myślimy. Myśli o konkretnym aspekcie życia stają się istotne i dobitne dopiero wtedy, kiedy łatwo nam przychodzi do głowy jego przeciwieństwo.

Dlatego ludzie, którzy niedawno sprowadzili się do Kalifornii, od­powiedzą na to pytanie inaczej. Weźmy przedsiębiorczą osobę, która przeprowadziła się z Ohio, żeby szukać szczęścia w lepszym klimacie. Zapewne przez kilka lat po przeprowadzce pytanie o zadowolenie z życia będzie jej przypominać o przeprowadzce, a tym samym wywo­ła u niej myśli o różnicy klimatu w obu stanach. W takim porównaniu Kalifornia na pewno wypadnie lepiej, a uwaga wyrywkowo skupiona na tym jednym aspekcie życia wypaczy wagę, jaką przywiązujemy do niego w codziennym życiu. Jednak błąd myślenia wyrywkowego potrafi też działać kojąco. Niezależnie od tego, czy taka osoba jest rzeczywiście szczęśliwsza po przeprowadzce, uzna, że tak właśnie jest, bo do takiego wniosku doprowadzi ją myślenie o klimacie. Błąd myślenia wyrywkowego może sprawiać, że ludzie mylą się na temat swojego aktualnego poziomu dobrostanu, szczęścia innych i własnego szczęścia w przyszłości.

Przez jaką część dnia osoby ze sparaliżowanymi nogami pozostają w złym nastroju?

To pytanie prawie na pewno przywiodło ci na myśl osobę sparaliżowa­ną, która właśnie zastanawia się nad jakimś aspektem swojego stanu. Dlatego twoja ocena nastroju takiej osoby będzie prawdopodobnie trafna wkrótce po wypadku; przez pewien czas ofiara paraliżu prawie nie myśli o niczym innym. Jednak kiedy zaczynamy się przyzwyczajać do nowej sytuacji, prawie zawsze przestaje ona zwracać naszą uwagę. Głównymi wyjątkami od tej zasady są chroniczne bóle, przebywanie w ciągłym hałasie i ciężka depresja. Ból i hałas są biologicznie od­bierane jako sygnał przyciągający uwagę, a depresja łączy się z samowzmagającym się cyklem nieszczęśliwych myśli, dlatego w tych sytuacjach adaptacja nie następuje. Jednak paraliż kończyn dolnych nie zalicza się do tych wyjątków: szczegółowe obserwacje pokazu­ją, że osoby ze sparaliżowanymi nogami już miesiąc po wypadku spędzają ponad połowę czasu w dość dobrym nastroju – choć kiedy myślą o swoim stanie, są oczywiście przybite. Jednak poza tym takie osoby przez większość czasu pracują, czytają, słuchają dowcipów, spędzają czas ze znajomymi czy denerwują się, czytając w gazecie o polityce. Zajmując się tym wszystkim, osoby sparaliżowane nie różnią się zbytnio od innych i należy się spodziewać, że przez dużą część dnia ich dobrostan doznawany nie odbiega za bardzo od normy. Przystosowanie do nowej sytuacji, czy to dobrej, czy złej, w dużej mierze polega na tym, że coraz mniej o niej myślimy. W tym sensie większość naszych długoterminowych uwarunkowań życiowych – czy to będzie paraliż nóg, czy małżeństwo – są stanami „na pół etatu”, w których przebywamy tylko wtedy, kiedy o nich myślimy.

Jednym z przywilejów wykładania na Uniwersytecie Princeton jest przeprowadzenie inteligentnych studentów przez proces ich pracy badawczej. Jednym z moich ulubionych doświadczeń był pro­jekt badawczy, w którym Beruria Cohn zebrała i przeanalizowała dane sondażowni, która poprosiła respondentów o ocenę, ile czasu osoby dotknięte paraliżem nóg pozostają w złym nastroju. Beruria podzieliła respondentów na dwie grupy: jednym uczestnikom powie­dziano, że osoba jest sparaliżowana od miesiąca, drugim, że od roku. Do tego uczestnicy mieli zaznaczyć, czy znają osobiście taką osobę. Obie grupy bardzo podobnie oceniły nastrój osoby sparaliżowanej od niedawna: ci, którzy znali taką osobę, ocenili, że osoba sparaliżowana będzie w złym nastroju przez 75 procent czasu; ci, którzy musieli polegać tylko na wyobraźni, powiedzieli, że przez 70 procent. Duża różnica między grupami pojawiła się jednak w ocenie nastroju osoby sparaliżowanej od roku. Respondenci znający taką osobę osobiście szacowali, że będzie w złym nastroju przez 41 procent czasu. Re­spondenci nieznający takiej osoby statystycznie uznawali, że będzie w złym nastroju przez 68 procent czasu. Najwyraźniej ci, którzy znali sparaliżowaną osobę, mieli okazję zauważyć, że stopniowo odwraca ona uwagę od swojego stanu, jednak pozostali nie przewidywali takiej adaptacji. Dokładnie taka sama prawidłowość pojawia się w osądach na temat nastroju zwycięzców w loteriach pieniężnych miesiąc i rok po wygranej.

Należy się spodziewać, że ocena zadowolenia z życia u osób do­tkniętych paraliżem nóg albo innymi chronicznymi i uciążliwymi chorobami będzie niska w porównaniu z ich dobrostanem doznawa­nym, bo prośba o ocenę na pewno przypomni im, jak żyją inni i jak żyli oni sami, kiedy byli zdrowi. Potwierdzają to niedawne badania wśród pacjentów po kolonostomii, ukazujące dramatyczny rozrzut pomiędzy dobrostanem doznawanym a całościową oceną życia. Bada­nie wykonane metodą pobierania próbek doświadczenia nie wykazało żadnej różnicy w poziomie szczęścia, którego doznają tacy pacjenci i osoby zdrowe. Mimo to pacjenci po kolonostomii byliby gotowi oddać całe lata życia, gdyby tylko mogli żyć krócej, ale bez kolonostomii. Mało tego, pacjenci u których później zamknięto stomię, wspominają fatalnie okres, w którym ich jelito było wyprowadzone na zewnątrz brzucha, i oddaliby jeszcze więcej lat życia, żeby nie musieć tego przechodzić ponownie. Tu również wydaje się, że jaźń wspominająca ulega potężnemu błędowi myślenia wyrywkowego w odniesieniu do życia, które jaźń doznająca znosi bez większego problemu.

Daniel Gilbert i Timothy Wilson stworzyli pojęcie „chybionych pragnień” (miswanting), żeby opisać złe wybory, które popełniamy pod wpływem błędów w prognozowaniu afektywnym. Jest to słowo, które powinno się znaleźć w języku codziennym. Myślenie wyrywkowe, które Gilbert i Wilson nazywają „fokalizmem” (focalism), stanowi niewyczerpane źródło chybionych pragnień. W szczególności spra­wia ono, że przeszacowujemy konsekwencje płynące dla naszego przyszłego dobrostanu z poważnych zakupów lub zmian w okolicz­nościach życiowych.

Porównajmy dwa zobowiązania, które zmienią pewien aspekt twojego życia: zakup nowego, wygodnego samochodu oraz zapisanie się do grupy zbierającej się raz w tygodniu, powiedzmy kółka poke­rowego albo klubu czytelniczego. Na początku oba doświadczenia będą nowe i emocjonujące. Istotna różnica polega na tym, że z czasem przestaniesz zwracać uwagę na samochód w czasie jazdy, jednak nie przestaniesz zwracać uwagi na towarzyskie interakcje, do których się zobowiązujesz. Zgodnie z zasadą „Istnieje tylko to, co widzisz”, zapewne przeszacujesz długoterminowe korzyści z posiadania sa­mochodu, ale ten sam błąd raczej ci nie grozi w stosunku do spotkań towarzyskich i innych czynności z natury wymagających uwagi, ta­kich jak gra w tenisa czy nauka gry na wiolonczeli. Błąd myślenia wyrywkowego każe nam tendencyjnie preferować dobra i doświad­czenia, które są ekscytujące na początku, nawet jeśli z czasem tracą urok. Czas trwania zostaje zignorowany, przez co doświadczenia, które na dłuższą metę zachowują wartość dzięki poświęcanej im uwadze, będą cenione mniej, niż powinny.

Problem czasu

Znaczenie czasu powtarzało się w tej części książki niczym refren. Logika nakazuje opisywać życie jaźni doznającej jako szereg chwil, z których każda ma pewną wartość. Wartość dłuższego epizodu -czyli coś, co nazywam sumą hedonometryczną – to po prostu suma wartości chwil, z których się składa. Jednak umysł przedstawia sobie epizody inaczej. Jaźń pamiętająca, którą opisałem, także tworzy opowieści i dokonuje wyborów, przy czym te opowieści i wybory nie przedstawiają czasu w sposób prawidłowy. Kiedy przestawiamy się na tryb myślenia o życiu jako opowieści, epizod jawi nam się w postaci kilku ważnych chwil, zwłaszcza początku, szczytu i końca. Czas jego trwania zostaje zignorowany. Widzieliśmy, jak umysł skupia się na pojedynczych chwilach zarówno w badaniu ze zmarzniętymi dłońmi, jak i w opowieści o Violetcie.

W teorii perspektywy widzieliśmy inną formę ignorowania czasu trwania, mianowicie zjawisko, które każe nam patrzeć na zmieniony stan rzeczy tylko pod kątem momentu przejścia do nowego stanu. Wygrana na loterii sprawia, że tworzy się nowy stan posiada­nia, który będzie się utrzymywał przez pewien czas – jednak patrząc na wygraną z punktu widzenia użyteczności decyzyjnej, bierzemy pod uwagę tylko spodziewaną intensywność naszej reakcji na wieść o wygranej. Ignorujemy fakt, że z czasem nasza uwaga skupi się na czymś innym albo nastąpią inne formy adaptacji do nowego stanu. Skupianie się na przejściu do nowego stanu rzeczy oraz ignorowanie czasu trwania widzimy w prognozach dotyczących reakcji pacjentów na przewlekłe choroby oraz w błędzie myślenia wyrywkowego. Błąd myślenia wyrywkowego polega na tym, że cała uwaga zostaje skie­rowana na wybrane chwile, a pozostałe chwile zostają zignorowane. Umysł świetnie radzi sobie z opowieściami, jednak najwyraźniej nie najlepiej przetwarza pojęcie czasu.

Przez ostatnie dziesięć lat poznaliśmy wiele nowych faktów na temat szczęścia. Ale dowiedzieliśmy się też, że słowa „szczęście” nie da się zdefiniować w prosty sposób i nie powinno być używane tak jak do tej pory. Czasami postęp w nauce potrafi jeszcze bardziej zbić nas z tropu.

Jah rozmawiać na temat myślenia o życiu

„Myślała, że jak sobie kupi drogi samochód, będzie szczęśliwsza, ale to był błąd prognozowania afektywnego”.

„Jest wkurzony, bo po drodze do pracy popsuł mu się samochód. To nie jest dobry dzień, żeby go pytać o zadowolenie z pracy!”

„Na ogół wygląda na zadowoloną, ale kiedy ją zapytasz, twierdzi, że jest bar­dzo nieszczęśliwa. To pytanie chyba jej przypomina o niedawnym rozwodzie”.

„Na dłuższą metę kupno większego domu wcale nie musi sprawić, że będziemy szczęśliwsi. Może po prostu popełniamy błąd i myślimy wyrywkowo”.

„Postanowił, że trochę będzie mieszkał w jednym mieście, a trochę w drugim. To pewnie chybiony pomysł”.

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: