PRACowniA

Dwie jaźnie

Fragment książki Daniela Kahnemana „Pułapki myślenia. O myśleniu szybkim i wolnym”. Rozdział 35 – Dwie jaźnie:

W swojej długiej historii pojęcie użyteczności (utility) miało dwa różne znaczenia. Jeremy Bentham rozpoczął Wprowadzenie do zasad moralności i prawodawstwa (1781) słynnym zdaniem: „Natura oddała rodzaj ludzki we władanie dwóm udzielnym władcom: przykrości i przyjemności”. W przypisie Bentham niezręcznie przeprasza, że doznania te określa mianem „użyteczności”, tłumacząc, że nie udało mu się znaleźć lepszego terminu. Aby odróżnić Benthamowską interpretację tego pojęcia, będę ją nazywał „użytecznością odczuwaną” (expeńenced utility).

Przez ostatnie sto lat ekonomiści używali tego samego poję­cia w innym znaczeniu. Dla ekonomistów i teoretyków decyzji użyteczność oznacza „pożądaność” – ja nazywam ją użyteczno­ścią decyzyjną (decision utility). Na przykład teoria użyteczności oczekiwanej w całości składa się z racjonalnych zasad służących do wyznaczenia odpowiedniej użyteczności decyzyjnej; ta teoria nie ma nic do powiedzenia na temat doznań przyjemnościowych. Oczywiście te dwa pojęcia użyteczności spotykają się, kiedy ludzie pragną tego, co sprawia im przyjemność, i reagują przyjemnością na to, co sobie wybrali – takie założenie jest milcząco wpisane w ogólną ideę, że uczestnicy rynku są racjonalni. Racjonalny uczestnik rynku powinien znać własny gust teraz i w przyszłości oraz podejmować dobre decyzje, które w maksymalnym stopniu posłużą jego interesom.

Użyteczność odczuwana

Moja fascynacja możliwymi rozbieżnościami pomiędzy użyteczno­ścią odczuwaną a użytecznością decyzyjną sięga wiele lat wstecz. Kiedy jeszcze pracowaliśmy z Amosem nad teorią perspektywy, wymyśliłem następującą zagadkę: wyobraź sobie, że pewien czło­wiek musi codziennie otrzymywać bolesny zastrzyk. Nie zachodzi przy tym adaptacja; każdego dnia ból jest taki sam. Czy ludzie przypiszą taką samą wartość zmniejszeniu liczby planowanych zastrzyków z 20 do 18, jak z 6 do 4? Czy między tymi dwiema sytuacjami zachodzi uzasadniona różnica?

Nie próbowałem gromadzić danych, bo wynik był oczywisty. Możesz go zweryfikować sam, bo zapłaciłbyś więcej za skrócenie serii bolesnych zastrzyków o jedną trzecią (z 6 do 4) niż za skró­cenie jej o jedną dziesiątą (z 20 do 18). W pierwszym przypadku uniknięcie dwóch zastrzyków ma większą użyteczność decyzyjną niż w drugim, czyli każdy zapłaci więcej za pierwsze skrócenie serii niż za drugie. Jednak taka różnica jest absurdalna. Skoro ból odczuwany w poszczególnych dniach nie ulega zmianie, dlac­zego mielibyśmy przypisać różną użyteczność w zależności od liczby zastrzyków, skoro i w jednej, i drugiej sytuacji łączna ilość doznawanego bólu zmienia się o dwa zastrzyki? Używając dzisie­jszej terminologii, zagadka zasygnalizowała ideę, że użyteczność odczuwania może być mierzona liczbą zastrzyków. Zasugerowała też, że przynajmniej w niektórych przypadkach użyteczność odczuwana staje się kryterium wpływającym na podejmowaną decyzję. Osoba, która postanawia zapłacić dwie różne kwoty za uzyskanie dokładnie takiej samej użyteczności odczuwanej (albo za uniknięcie takiej samej straty), popełnia błąd. Być może to spostrzeżenie jest dla ciebie oczywiste, jednak w teorii decyzji jedyną podstawą do oceny błędności decyzji jest jej niespójność z innymi preferencjami. Poruszyliśmy ten problem z Amosem, jednak nie zajęliśmy się nim bliżej. Wiele lat później postanowiłem do niego wrócić.

Odczucie a pamięć

Jak mierzyć użyteczność odczuwaną? Jak odpowiedzieć na pytania w rodzaju „Ile bólu doznała Helen podczas zabiegu?” albo „Ile przyjemności doznała, wylegując się przez 20 minut na plaży?”. Brytyjski ekonomista Francis Edgeworth, który zastanawiał się nad tym problemem w xix wieku, wysunął ideę „hedonometru” – wyimaginowanego instrumentu stanowiącego odpowiednik ter­mometrów w stacjach meteorologicznych – który mierzyłby aktu­alny poziom przyjemności lub przykrości odczuwanej przez osobę. Użyteczność odczuwana ulegałaby wtedy zmianom, tak samo jak zmienia się w ciągu dnia temperatura czy ciśnienie atmosferyczne, a wyniki można by nanosić na wykres w funkcji czasu. Wtedy moglibyśmy odpowiedzieć napytanie, ile bólu (albo przyjemności) odczuła Helen podczas zabiegu (albo na wakacjach), mierząc powierzchnię pola znajdującego się pod krzywą funk­ cji. W koncepcji Edgewortha kluczową rolę odgrywa czas. Jeżeli Helen będzie leżała na plaży nie dwadzieścia, lecz czterdzieści minut, cały czas czerpiąc z tego taką samą przyjemność, całkowita użyteczność odczuwana takiego epizodu ulegnie podwojeniu, podwojenie liczby zastrzyków zaś sprawi, że seria zastrzyków stanie się dwa razy bardziej przykra. Tak wyglądała teoria Edgewortha i obecnie wiemy dokładnie, w jakich warunkach jego teoria się sprawdza.

Wykresy na rysunku 15 pokazują profile doznań dwóch pacjentów przechodzących bolesną kolonoskopię (wykresy pochodzą z badania, które zaprojektowaliśmy z Donem Redelmeierem). Redelmeier, lekarz i badacz z University of Toronto, przeprowadził badanie na początku lat dziewięćdziesiątych. Obecnie kolonoskopię rutynowo przeprowadza się pod znieczu­leniem i przy użyciu leków wywołujących niepamięć, jednak kiedy zbieraliśmy nasze dane, takie środki nie były jeszcze powszechne. W badaniu pacjenci co 60 sekund mieli określić poziom bólu odczuwanego w danej chwili. Dane ukazane są na skali, gdzie zero oznacza „zupełny brak bólu”, a 10 to „nieznośny ból”. Jak widać, doświadczenia obu pacjentów różniły się znacznie w trak­cie zabiegu, który trwał przez 8 minut u pacjenta A i 24 minuty u pacjenta B (końcowy odczyt określający zerowy ból był notowany po zakończeniu zabiegu). W badaniu łącznie wzięło udział 154 pacjentów; najkrótszy zabieg trwał 4 minuty, najdłuższy 69 minut.

Teraz zastanów się nad łatwym pytaniem: zakładając, że obaj pacjenci stosowali podobną skalę, który z nich doznał większego bólu? Nie ma tu nawet porównania. Wszyscy się zgodzą, że pacjent B miał gorzej. Każdego poziomu bólu pacjent B doświadczał przez co najmniej tyle samo czasu co pacjent A, a pole pod krzywą u B jest wyraźnie większe niż u A. Oczywiście czynnikiem kluc­zowym jest to, że u B zabieg trwał dłużej. Miary opierające się na okresowym notowaniu poziomu bólu zgłaszanego w danym momencie będę nazywał pojęciem „sumy hedonometrycznej”.

Po zabiegu każdego uczestnika proszono o ocenę „całkowitej ilości bólu” doznanego w trakcie zabiegu. Takie sformułowanie miało zachęcić pacjentów do myślenia o doznanym bólu w sposób całościowy, odzwierciedlający sumę hedonometryczną. Ku nasze­mu zaskoczeniu pacjenci zachowywali się zupełnie inaczej. Anali­za statystyczna pomogła wychwycić dwa ustalenia, które ilustrują prawidłowość zaobserwowaną także w innych eksperymentach:

Rysunek 15.

  • Zasada szczytu i końca (peak-end rule): Dobrym czynnikiem prognozującym całościową ocenę retrospektywną była śred­nia wartości bólu w najgorszym momencie oraz pod koniec badania.
  • Ignorowanie czasu trwania (duration neglect): czas trwania zabiegu nie miał absolutnie żadnego wpływu na łączną ocenę doznanego bólu.

Teraz możemy zastosować te zasady do profili pacjentów A i B. Dla obu pacjentów ocena najgorsza była taka sama (8 w skali od o do 10), jednak ostatnia ocena przed zakończeniem zabiegu wynosiła 7 dla pacjenta A i tylko i dla pacjenta B. Oznacza to, że średnia ocen dla punktów szczyt/koniec dla pacjenta A wynosiła 7,5, a dla pacjenta B tylko 4,5. Zgodnie z oczekiwaniami pacjent A zacho­wał z tego epizodu znacznie gorsze wspomnienie niż pacjent B. Pacjent A miał pecha, że zabieg zakończył się w złym momencie, pozostawiając przykre wspomnienie.

Pod względem miar użyteczności odczuwanej mamy zatem klęskę urodzaju w postaci dwóch różnych miar – sumy hedonometrycznej i oceny retrospektywnej – między którymi występuje systemowa różnica. Sumy hedonometryczne są wyliczane przez obserwatora na podstawie doznań zgłaszanych przez pacjenta w trakcie zabiegu. O takich ocenach mówimy, że są ważone czasem trwania, bo przy wyliczaniu wielkości pola pod krzywą funkcji wszystkim momentom przypisuje się taką samą wartość: dwie minuty bólu doznawanego na poziomie 9 są dwa razy gorsze niż jedna minuta takiego samego bólu. Jednak ustalenia płynące z tego i innych eksperymentów wskazują, że ocena retrospekty­wna jest niewrażliwa na trwanie doznania, za to nadaje o wiele wyższą wagę dwóm konkretnym momentom: szczytowi bólu oraz końcowi doznania. Która miara powinna więc decydować? Co ma zrobić lekarz? Wybór będzie istotny dla praktyki medycznej. Zauważyliśmy, że:

  • Jeżeli celem ma być zredukowanie u pacjenta wspomnienia bólu, to zmniejszenie szczytowej intensywności bólu może być ważniejsze od maksymalnego skrócenia czasu trwania za­biegu. Z kolei biorąc pod uwagę, że pacjentowi pozostaje lepsze wspomnienie z zabiegu, jeśli ból jest stosunkowo łagodny pod jego koniec, stopniowa ulga może być lepsza od ulgi nagłej.
  • Jeżeli celem ma być zmniejszenie ilości rzeczywiście dozna­wanego bólu, wskazane może być szybkie przeprowadzenie za­biegu, nawet jeśli miałoby to podnieść szczytową intensywność bólu i pozostawić u pacjenta bardzo przykre wspomnienie.

Który z tych celów wydaje ci się bardziej przekonujący? Nie przeprowadziłem na ten temat porządnego badania, ale wydaje mi się, że znaczna większość wybierze ograniczenie wspomnienia bólu. Pomocne będzie myślenie o tym dylemacie z punktu widzenia konfliktu pomiędzy dwiema jaźniami (które nie są tym samym, co znane nam już dwa systemy). Jaźń doznająca (experiencing self) to ta, która odpowiada na pytanie „Czy teraz cię boli?”. Jaźń pamiętająca (remembering self) to ta, która odpowiada na pytanie „Jaki ogólnie był to ból?”. Jedyną rzeczą, którą zachowu­jemy z doświadczenia życia, są wspomnienia, dlatego jedyną perspektywą, z jakiej potrafimy myśleć o własnym życiu, jest perspektywa jaźni pamiętającej.

Po jednym z moich wykładów pewien słuchacz powiedział coś, co doskonale ukazuje trudność odróżnienia doznań od wspomnień. Opowiedział, jak z zachwytem słuchał długiej sym­fonii nagranej na cd. Pod koniec nagrania dysk był zadrapany, więc zamiast muzyki odtwarzacz zaczął wydawać nieprzyjemne dźwięki. Popsute zakończenie – stwierdził słuchacz – „zrujnowało całe doznanie”. Jednak to nie doznanie zostało zrujnowane, lecz jego wspomnienie. Doświadczenie jaźni doznającej było prawie w całości dobre: fatalne zakończenie nie może tego unieważnić, bo doznanie już miało miejsce. Ze względu na złe zakończenie słuchacz skreślił całe zdarzenie, jednak taka ocena w praktyce ignoruje czterdzieści minut muzycznej przyjemności. Czy rzec­zywiste doznanie zupełnie się nie liczy?

Mylenie doznania ze wspomnieniem jest silnym złudzeniem poznawczym. Zjawisko zastępowania doznań wspomnieniami każe nam myśleć, że da się popsuć już zaistniałe doznanie – jaźń doznająca nie ma głosu. Jaźń pamiętająca niekiedy się myli, ale to właśnie ona prowadzi umysłową punktację, to ona decyduje, ja­kie lekcje wyciągniemy z życia, i to ona podejmuje decyzje. Lekcje, które czerpiemy z przeszłości, służą temu, żeby mieć jak najlepsze wspomnienia w przyszłości, a niekoniecznie temu, żeby mieć jak najlepsze doznania. Tak wygląda tyrania jaźni pamiętającej.

Która jaźń powinna się liczyć?

Aby pokazać ogromny wpływ jaźni pamiętającej na podejmowanie decyzji, zaprojektowaliśmy ze współpracownikami eksperyment, w którym wykorzystaliśmy łagodną formę tortury, mianowicie marznięcie dłoni. Uczestnicy mieli trzymać dłoń zanurzoną do nadgarstka w nieprzyjemnie zimnej wodzie, dopóki nie zostaną poproszeni o jej wyjęcie i wytarcie w ciepły ręcznik. W trakcie eksperymentu uczestnicy mieli stale notować poziom bólu, naciskając wolną ręką strzałki na klawiaturze komputera: w ten sposób uzyskiwaliśmy bezpośredni sygnał od jaźni doznającej. Dobraliśmy temperaturę powodującą umiarkowany, ale znośny ból: uczestnikom wolno było w każdej chwili wyjąć dłoń z wody, jednak nikt nie skorzystał z tej możliwości.

Każdy z uczestników doświadczył dwóch epizodów chłodu:

Epizod krótki obejmował 60 sekund zanurzenia dłoni w wodzie o tem­peraturze 14 stopni Celsjusza, która jest odbierana jako bolesne, ale dające się wytrzymać zimno. Po upływie 60 sekund eksperymentator prosił uczestnika o wyjęcie dłoni z wody i podawał mu ciepły ręcznik.

Epizod długi trwał przez 90 sekund. Pierwsze 60 sekund wyglądało identycznie jak epizod krótki. Po upływie 60 sekund eksperymentator nic nie mówił, tylko odkręcał zawór, który wpuszczał do naczynia nieco cieplejszą wodę. W ciągu dodatkowych 30 sekund temperatura wody podnosiła się o mniej więcej jeden stopień Celsjusza, dzięki czemu więk­szość uczestników mogła odczuć niewielki spadek intensywności bólu.

Uczestnikom powiedzieliśmy, że eksperyment składa się z trzech epizodów zimna, ale w rzeczywistości przeprowadzaliśmy tylko dwa – długi i krótki, jeden na lewej, drugi na prawej dłoni. Między epizodami robiliśmy siedmiominutową przerwę. Siedem minut po drugim epizodzie pytaliśmy uczestników, który z dwóch epizodów chcieliby powtórzyć jako trzeci: powiedzieliśmy im, że wybrane doznanie zostanie powtórzone w dokładnie takiej samej formie i kazaliśmy wybrać, czy wolą doświadczenie, którego doznali w prawej, czy w lewej ręce. Oczywiście eksperyment odbył się w starannie kontrolowanych warunkach: połowa ucz­estników doświadczyła epizodu krótkiego w dłoni prawej, połowa w lewej; połowa najpierw doświadczyła epizodu krótkiego, połowa długiego itp.

W eksperymencie chodziło o wywołanie konfliktu między jaźnią doznającą i pamiętającą, a także pomiędzy użytecznością odczuwaną i decyzyjną. Z perspektywy jaźni doznającej dłuższy epizod zimna był oczywiście gorszy. Spodziewaliśmy się jednak, że jaźń pamiętająca będzie innego zdania. Zasada szczytu i końca pozwala przewidzieć, że epizod krótki pozostawi po sobie gorsze wspomnienie niż długi, a zjawisko ignorowania czasu trwania pozwala przewidzieć, że różnica pomiędzy 90 i 60 sekundami zostanie zignorowana. Przewidywaliśmy więc, że uczestnicy będą lepiej wspominać epizod długi i właśnie ten postanowią powtórzyć w trzeciej próbie. Tak też się stało. Aż 80 procent uc­zestników, którzy zauważali słabnięcie bólu w końcowej fazie epizodu długiego, wybierało powtórzenie tego właśnie epizodu, czyli stwierdzali, że w oczekiwanym teście trzecim chcą niepotrze­bnie cierpieć 30 sekund dłużej.

Uczestnicy, którzy wybierali powtórzenie długiego epizodu, nie byli masochistami i nie chcieli celowo narażać się na gorsze doświadczenie: po prostu popełniali błąd. Gdyby ich zapytać, czy wolą doświadczyć pełnego 90-sekundowego epizodu zimna, czy tylko jego pierwszej części, z pewnością wybraliby krótszą opcję. Jednak celowo nie użyliśmy takich słów, więc uczestnicy zrobili coś, co im przyszło naturalnie: wybrali powtórzenie epizodu, którego wspomnienie budziło w nich mniejszą niechęć. Uczestnicy mieli świadomość, który z epizodów był dłuższy – wiemy to, bo ich pytaliśmy – jednak nie wykorzystywali tej wiedzy. Ich decyzją rządziła prosta zasada wyboru intuicyjnego: wybierz tę opcję, która ci najbardziej odpowiada (albo najmniej nie odpowiada). 0 niechęci odczuwanej do poszczególnych opcji decydowały za­sady działania pamięci, a więc to one zadecydowały o wyborze. Podobnie jak moja dawna zagadka z zastrzykami, eksperyment zmarzniętej dłoni pokazał rozbieżność między użytecznością decyzyjną i odczuwaną.

Preferencje zaobserwowane w tym eksperymencie były kolejnym przykładem działania zaobserwowanej już wcześniej zasady „mniej znaczy więcej” – to samo działo się we wspomnia­nym wcześniej badaniu Christophera Hsee’ego (w którym dodanie naczyń do kompletu złożonego z 24 sztuk obniżało wartość całego zestawu, bo niektóre z dodanych naczyń były uszkodzone) albo w pytaniu o aktywistkę Lindę (gdy uznano, że bardziej prawdopo­dobne jest, żeby Linda była kasjerką feministką niż kasjerką). Podobieństwo jest nieprzypadkowe. Wszystkie trzy sytuacje wyjaśnia jedna i ta sama cecha działania Systemu 1: System 1 reprezentuje zbiory i zestawy nie za pomocą sum, lecz średnich, wzorców i norm. Każdy epizod zimna jest zbiorem momentów, które jaźń pamiętająca zachowuje w pamięci jako jeden moment wzorcowy. Tak powstaje konflikt: dla obiektywnego obserwato­ra – oceniającego epizod na podstawie zgłoszeń jaźni doznającej -liczyć się będzie pole pod krzywą funkcji, które łączy w całość całe doznanie bólu w czasie, a zatem ma charakter sumy. Tymczasem wspomnienie jaźni pamiętającej to jeden reprezentatywny mo­ment wzorcowy, na który silnie wpływają doznanie szczytowe oraz doznanie końcowe.

Oczywiście ewolucja mogła sprawić, żeby pamięć u zwierząt przechowywała wspomnienia w formie zsumowanej, i z pewnością tak właśnie robi w niektórych przypadkach. Dla wiewiórki ważne jest, żeby „znać” całkowitą ilość ukrytej żywności – wiewiórka nie miałaby wielkiego pożytku, gdyby jej pamięć przechowywała wspomnienie zapasów w postaci średniej wielkości zgromad­zonych orzechów. Jednak na ogół zsumowane wspomnienie bólu czy przyjemności jest mniej znaczące z biologicznego punktu widzenia. Wiemy np., że u szczurów zachodzi zjawisko ignorow­ania czasu trwania zarówno w stosunku do przyjemności, jak i bólu. W pewnym eksperymencie szczury stykały się z ciągiem zdarzeń, w którym zapalenie światła oznaczało, że wkrótce nastąpi wstrząs elektryczny. Szczury szybko nauczyły się bać światła, przy czym intensywność ich lęku dało się mierzyć za pomocą kilku reakcji fizjologicznych. Najważniejsze ustalenie badania polegało na tym, że czas trwania wstrząsu praktycznie nie wpływał na lęk – liczyła się wyłącznie bolesna intensywność bodźca.

Inne klasyczne badania wykazały, że stymulacja niektórych obszarów mózgu szczurów za pomocą prądu elektrycznego
(a także odpowiadających im obszarów w mózgu ludzkim) wywołuje doznanie intensywnej przyjemności – w niektórych
przypadkach tak intensywnej, że szczury, które miały możliwość samodzielnego stymulowania swoich mózgów przez naciśnięcie dźwigni, umierały z głodu, bo nie robiły przerw na posiłek. Przyjemna stymulacja prądem elektrycznym może być dostarc­zana w postaci epizodów różniących się intensywnością i czasem trwania. Tu także liczy się tylko intensywność. Jak się wydaje, do pewnego momentu wydłużanie stymulacji nie zwiększa chęci jego uzyskania przez zwierzę. Zasady rządzące jaźnią pamiętającą u ludzi mają długą historię ewolucyjną.

Biologia kontra racjonalność

W zagadce z serią zastrzyków, nad którą zastanawiałem się przed laty, najbardziej przydatną ideą było to, że użyteczność odczuwaną serii jednakowo bolesnych zastrzyków można mierzyć po prostu liczbą zastrzyków. Jeśli każdy zastrzyk budzi jednakową niechęć, 20 zastrzyków będzie dwa razy gorsze niż 10, a zmniejszenie ich liczby z 20 do 18 równie wartościowe jak zmniejszenie z 6 do 4. Jeżeli użyteczność decyzyjna nie zgadza się z odczuwaną, to z użytecznością decyzyjną coś musi być nie tak. Ta sama logika stosuje się do eksperymentu zmarzniętej dłoni: bolesny epizod trwający 90 sekund jest gorszy niż pierwsze 60 sekund tego samego epizodu. Jeśli ludzie z własnej woli chcą znosić epizod dłuższy, z ich decyzjami jest coś nie tak. W mojej pierwszej za­gadce przyczyną rozbieżności pomiędzy doznaniem i decyzją jest malejąca wrażliwość: różnica pomiędzy 18 a 20 zastrzykami robi mniejsze wrażenie i wydaje się mniej warta niż różnica pomiędzy sześcioma a czterema. W eksperymencie zmarzniętej dłoni błędna decyzja odzwierciedla dwie zasady działania pamięci: ignorowanie czasu trwania doznań oraz zasadę szczytu i końca. Mechanizmy są różne, ale wynik jest ten sam: podejmujemy decyzję niepasującą do doznania.

Decyzje nieprowadzące do najlepszych możliwych doznań czy błędne prognozy dotyczące przyszłych uczuć oznaczają kłopot dla osób wierzących w racjonalność ludzkich wyborów. Jak pokazał eksperyment zmarzniętej dłoni, nie możemy mieć pewności, że nasze preferencje będą zgodne z naszym interesem – nawet jeśli opierają się na własnym doświadczeniu, a ich wspomnienie jest świeże i nie ma nawet kwadransa! Gusta i decyzje są kształtowane przez wspomnienia, a wspomnienia mogą się mylić. Te dane czynią poważny wyłom w koncepcji będącej fundamentem modelu racjonalnych uczestników rynku: że ludzie mają trwałe prefer­encje i wiedzą, jak je maksymalizować. W nasze umysły wpisana jest niekonsekwencja. Mamy silne preferencje dotyczące trwania doznań przyjemności i bólu. Chcemy, żeby ból trwał krótko, a przyjemność długo. Jednak ewolucja tak ukształtowała naszą pamięć – będącą funkcją Systemu i – że reprezentuje tylko najin­tensywniejszy moment epizodu bólu lub przyjemności (szczyt) oraz doznania pod koniec epizodu. Pamięć, która ignoruje czas trwania doznania, nie jest zgodna z naszą preferencją, każącą wybierać długą przyjemność i krótki ból.

Jak rozmawiać o dwóch jaźniach

..Myślisz o swoim nieudanym małżeństwie tylko z perspektywy jaźni pa­miętającej. Rozwód jest jak symfonia, która kończy się nieprzyjemnym zgrzytem – nawet jeśli coś się źle kończy, to jeszcze nie znaczy, że było złe od początku do końca”.

,,Kiedy tak mówisz, ignorujesz czas trwania. Jedne rzeczy były dobre, inne złe i teraz nadajesz im taką samą wagę, nie patrząc, że dobre trwały dziesięć razy dłużej od złych”.

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: