PRACowniA

20 lipca 2011

Zderzenie Światów – Immanuel Velikovsky

Piotr Gordon
19 lipca 2011

Chciałbym zainteresować czytelników niezwykłą książką. Natrafiłem na nią ponad 30 lat temu i przeczytałem jednym tchem. A potem następne książki tego autora.

Autor, dr Immanuel Velikovsky, pracował nad nią 10 lat. Kiedy ukazała się w 1950 r., natychmiast stała się bestsellerem. U nas nie mogła się wtedy ukazać (nie ze względów politycznych). Tak się stało, że nie ukazała się do dziś. Przetłumaczyłem ją, a pewne zachodnie wydawnictwo, entuzjaści idei dr Velikovskiego, postanowili wydać ją po polsku. Jej tytuł polski to „Zderzenie światów”.

O czym książka traktuje, zorientujecie się Państwo po przeczytaniu mego wstępu, który załączam poniżej.

Argumenty dr Velikovskiego przekonały mnie, że coś się zdarzyło w starożytności, a nasi przodkowie to opisali, a także przekazali w opowieściach, w swoich kalendarzach, w starożytnych zegarach, w usytuowaniu budowli, wierzeniach itp. Idee dr Velikovskiego ujmują fakty w logiczny związek i tłumaczą je w bardzo sugestywny sposób. A co ciekawe, badania i odkrycia naukowe, dokonane wiele lat po ukazaniu się książki, potwierdziły wiele przewidywań dr Velikovskiego, które w momencie opublikowania książki traktowano jako herezję zaprzeczającą ustaleniom nauki.

Kiedy czytałem książkę po raz pierwszy, znałem już wyniki niektórych późniejszych badań i wiedziałem że pewne zjawiska musiały mieć inny przebieg niż opisał to dr Velikovsky. A jednak nawet gdyby dr Velikovsky mylił się całkowicie, warto tę książkę przeczytać.
– Piotr Gordon

(more…)

Velikovsky – Zderzenie światów

Filed under: — koliber @ 08:57

„Zachęcam do przeczytania książki „Zderzenie światów”. Natrafiłem na nią ponad 30 lat temu i przeczytałem jednym tchem. A potem następne książki tego autora. Kiedy książka ukazała się w 1950 r., natychmiast stała się bestsellerem. U nas nie mogła się wtedy ukazać (nie ze względów politycznych). Przetłumaczyłem ją, a pewne zachodnie wydawnictwo, entuzjaści idei dr Velikovskiego, postanowili wydać ją po polsku” – Piotr Gordon.

Osoby zainteresowane nabyciem książki Zderzenie Światów proszę o kontakt e-mailowy: piotr.gordon@wp.pl
lub telefoniczny: 22 628 74 35; 603 875 094

Dr Piotr Gordon

Immanuel Velikovsky – życiorys:

Immanuel Velikovsky urodził się w Witebsku na Białorusi w 1895 r. Na Uniwersytetach w Montpellier (Francja), Edynburgu (Wielka Brytania), Moskwie (Rosja) i Charkowie (Ukraina), w trudnych warunkach spowodowanych dyskryminacją i prześladowaniem Żydów, jak też politycznym i wojennym chaosem okresu powojennego, studiował medycynę i nauki przyrodnicze, jak np. filozofię, historię starożytną i prawo. Po uzyskaniu magisterium w Moskwie w 1921 r. wyemigrował do Niemiec, gdzie w Berlinie założył czasopismo naukowe Scripta Universitatis. Dzięki temu poznał Alberta Einsteina, który był redaktorem działu matematyczno-fizycznego. Działalność ta doprowadziła do powstania Uniwersytetu Hebrajskiego w Jerozolimie, którego prezydenturę zaoferowano Immanuelowi Velikovskiemu. Po zawarciu małżeństwa (na zdjęciu z żoną Eliszewą), w 1923 r. Velikovsky osiadł w Palestynie gdzie rozpoczął praktykę lekarską. Jednocześnie podjął studia psychoanalizy u Wilhelma Stekela, pierwszego ucznia Freuda, którego kilkakrotnie odwiedził w Wiedniu. Otworzył pierwszą praktykę psychoanalityczną w Palestynie i opublikował szereg artykułów w tej dziedzinie.

Pracując nad książką o freudowskiej interpretacji snów i nad nowym podejściem do bohaterów Freuda – Edypa i Echnatona, Velikovsky badał wiele źródeł literackich. W tym celu w 1939 r. udał się wraz z rodziną do New Yorku. Wkrótce potem wybuchła II Wojna Światowa i zmuszony był przedłużyć pobyt. Niezwykłe odkrycia jakich dokonał zadecydowały, że ostatecznie pozostał już na stałe w USA. Następne dziesięć lat spędził na intensywnych badaniach odkrytych przez siebie faktów geologicznych i antropologicznych, które przedstawił opinii publicznej w swojej książce Worlds In Collision (Zderzenie Światów). Książka ta, ze względu na swoją treść, jak też z powodu skandalicznej reakcji na nią przedstawicieli świata nauki, spowodowała dalekosiężny i rewolucyjny rozwój wielu dziedzin nauki, których znaczenie i waga z czasem rosły. Velikovsky, nawet po opublikowaniu kolejnych 4 książek, spotkał się z huśtawką zarówno entuzjastycznego przyjęcia jak i niszczącego – niestety często niepoważnego – odrzucenia, co stanowiło dla niego ogromne psychologiczne obciążenie. Po przeniesieniu się do Princeton w latach pięćdziesiątych, pozostawał w bliskich i przyjacielskich stosunkach z Albertem Einsteinem, z którym dyskutował o swoich teoriach. Po śmierci Einsteina, na jego biurku znaleziono otwarty egzemplarz Worlds In Collision.

Mimo licznych odkryć w dziedzinie geologii i planetologii, które potwierdzały jego idee, Velikovsky aż do swojej śmierci pozostał ofiarą dyskredytującej go kampanii, niepozostającej w proporcji ani do ścisłej naukowej metodologii, ani do treści i wagi jego prac. Velikovsky zmarł w Princeton w 1979 r.

Immanuel Velikovsky – działalność:

Dzięki swym studiom związanym z psychoanalizą, a szczególnie z bohaterami Freuda – Edypem i Echnatonem, Immanuel Velikovsky zaangażował się głęboko w badania historii starożytnej, a w szczególności Bliskiego Wschodu. Przy tej okazji zetknął się z egipskim papirusem, który opisywał zdarzenia zaskakująco podobne do opisanych w Księdze Exodus w Starym Testamencie. Idąc tym śladem, Velikovsky, w czasie 10-letnich skrupulatnych badań przestudiował źródła pochodzące od wszystkich kultur. Wszędzie znalazł doniesienia o wielkich katastrofach naturalnych, zaskakujących swoim podobieństwem, co pozwalało mu przyjąć, że te dramatyczne wydarzenia objęły całą kulę ziemską. Pozostawało to w sprzeczności z powszechną teorią jednorodności, według której obecny stan Ziemi jest wynikiem niewielkich zmian zachodzących w długim okresie czasu, przy uwzględnieniu tylko takich procesów, jakie można zaobserwować obecnie. Ale co było jeszcze bardziej zaskakujące, to datowanie tych katastrof w czasach historycznych, kiedy według przyjętych poglądów naukowych panował spokój i wszystko pozostawało w normie.

W tym samym czasie kiedy Velikovsky dowiedział się o globalnych katastrofach, odkrył też, że powszechnie przyjęta chronologia historii starożytnego Egiptu myli się o szereg wieków. W szczegółowych badaniach, przypominających dochodzenie kryminalne, zrekonstruował rzeczywisty bieg wydarzeń i znalazł proste i przekonujące wyjaśnienie wielu sprzeczności.

Chcąc zweryfikować swoje odkrycia oparte na starożytnych źródłach, Velikovsky podszedł wszechstronnie do geologicznych, paleontologicznych i archeologicznych faktów, i wykazał, że – mimo sprzeczności z obowiązującą wiedzą – prowadzą one do tych samych wniosków.

Unikalne podejście Velikovskiego polegało na tym, że potraktował dosłownie spisane starożytne świadectwa, zamiast interpretować je w znaczeniu metaforycznym.
To podejście doprowadziło go do dalekosiężnych wniosków dotyczących przyczyn opisanych katastrof. Okazało się, że planety Wenus i Mars odegrały decydującą rolę w tych naturalnych katastrofach, co pozostaje całkowicie w sprzeczności z ich obecnym statusem spokojnych sąsiadów Ziemi. Mitologiczne i historyczne przekazy naszych przodków opisują zdarzenia na niebie, które całkowicie obalają poglądy dotyczące początku i historii naszego układu planetarnego.

Velikovsky zdawał sobie sprawę ze znaczenia swych odkryć i wniosków, dlatego opublikował tylko te elementy które mógł jasno udowodnić, często opierając się na szeregu niezależnych przesłankach. Mimo to jego pierwsza książka Worlds In Collision (Zderzenie Światów) wywołała wrzawę wśród specjalistów oraz w społeczeństwie, jaka nie miała miejsca w historii nauki od czasów Galileusza. Po cząstkowych wstępnych publikacjach, Macmillan, wydawnictwo które miało właśnie opublikować książkę, zostało zmuszone do wycofania się z powodu połączonej oszczerczej kampanii głównych amerykańskich uniwersytetów. I mimo że książka w późniejszym okresie pozostawała przez szereg tygodni na szczycie listy bestsellerów i miała ponad 20 wydań w samych Stanach Zjednoczonych, opór i wrzawa nie ustały aż dopiero po śmierci Velikovskiego. Największy stres w tej kampanii spowodowały oszczercze zarzuty o charakterze osobistym oraz dyskryminacje, niegodne naukowego podejścia, a często dokonywane przez osoby które nie czytały książek Velikovskiego. Z drugiej strony, teorie Velikovskiego znalazły entuzjastycznych i licznych stronników, co spowodowało w rezultacie namiętne publiczne polemiki przez szereg dekad.

Sam Velikovsky pragnął poważnej, naukowej (we właściwym sensie) dyskusji swoich teorii i czynił stale wysiłki aby zainicjować określone eksperymenty, szczególnie w powstającym programie badania przestrzeni kosmicznej, które to usiłowania były jednak w większości odrzucane. Jednak badania Wenus, Marsa, jak też Saturna i Jowisza, dokonane przez sondy kosmiczne, przyniosły odkrycia, które Velikovsky – w oparciu o swoje studia – przewidział wiele lat przedtem. Kiedyś zostały one wydrwione, a obecnie potwierdzenia jego przewidywań zostały potraktowane jako przypadkowe zbieżności. Nawet od lat 80-tych, kiedy naturalne katastrofy zostały uznane jako część historii Ziemi, w dalszym ciągu Velikovskiego szkaluje się i pomija milczeniem. Jednym z niewielu naukowców, którzy obiektywnie i poważnie potraktowali pracę Velikovskiego, był Albert Einstein. W ciągu ostatnich dwóch lat życia Einsteina spotykali się obaj w celu prowadzenia naukowych dyskusji i nawet nawiązała się między nimi przyjaźń. Po śmierci Einsteina, na jego biurku znaleziono otwarty egzemplarz Worlds In Collision.

W ciągu ostatnich dekad, taktyka usuwania w cień niepokornego umysłu jeszcze się nasiliła. Współczesnym naukowcom nazwisko „Velikovsky” przeważnie nic nie mówi, tym bardziej że żadna encyklopedia go nie wymienia. Dlatego szczególnie ważne jest, aby jego pełne prace zostały znowu opublikowane. Wydawnictwo Paradigma Ltd podjęło się zadania, aby te prace, które są tak ważne dla sposobu w jaki postrzegamy i rozumiemy siebie, stały się dostępne dla społeczeństwa i dla naukowców, mając nadzieję, że zostaną dzięki temu poważnie i obiektywnie zbadane i ocenione, tak jak na to zasługują.

Immanuel Velikovsky – książki:

  • Worlds in Collision (Zderzenie Światów) (original edition 1950, new edition 2009: 978-1-906833-11-4)
  • Earth in Upheaval (original edition 1955, new edition 2009: 978-1-906833-12-1)
  • From the Exodus to King Akhnaton, Vol. I of Ages in Chaos (original edition 1952, new edition 2009:
    978-1-906833-13-8)
  • Ramses II and His Time, Vol. II of Ages in Chaos (original edition 1978, new edition 2010: 978-1-906833-14-5)
  • Peoples of the Sea, Vol. III of Ages in Chaos (original edition 1977, new edition 2011: 978-1-906833-15-2)
  • Oedipus and Akhnaton: Myth and History (original edition 1960)
  • Mankind in Amnesia (original edition 1982, new edition 2010: 978-1-906833-16-9)
  • Stargazers and Gravediggers: Memoirs to Worlds in Collision (original edition 1984)

O Immanuelu Velikovskim:


źródło: velikovsky.org

Wpis na blogu: Zderzenie Światów – Immanuel Velikovsky – parę słów od tłumacza oraz Wstęp do książki jego autorstwa

13 kwietnia 2015

Wstyd dla nauki – komety nie są brudnymi śnieżnymi kulkami

Filed under: Nauka — iza @ 17:11
Tags: ,

W poprzednim wpisie było m.in. wspomniane, że komety nie są tym, czym oficjalna nauka uparcie chce je widzieć. Poniżej zapożyczone tłumaczenie artykułu jednego z twórców hipotezy Elektrycznego Wszechświata. Zanim Thornhill wraz z kolegami opracował tę hipotezę, był zafascynowany Velikovskim, którego zresztą spotkał na konferencji w 1974 roku. Rok temu SOTT przeprowadził wywiad z Walem Thornhillem, plik audio do ściągnięcia tutaj: SOTT Radio Network – The Electric Universe – Wallace Thornhill Interview

Wal Thornhill
Pioruny Bogów
Brawa dla Rosetty, wstyd dla nauki
18 grudnia 2014

Gratulacje dla zespołu odpowiedzialnego za sukces misji Rosetta do komety 67P Churyumov-Gerasimenko. Szkoda jednak, że naukowcy wprowadzili w błąd inżynierów swoją umiłowaną opowieścią o lodowych kometach, co zaowocowało nieodpowiednim projektem lądownika, Philae. Chris Reeve napisał:

Trenujemy wszystkich fizyków, aby zaadoptowali ten sam podstawowy naukowy framework – kosztem uczenia ich, jak analizować to samo zjawisko z różnych perspektyw – a potem dziwimy się, że pewne problemy pozostają nierozwiązane pomimo zaangażowania ogromnych środków, czasu i ludzi. Sam akt sztywnego trenowania wszystkich wg tego samego wzorca wydaje mi się problemem, który uniemożliwia rozwiązanie.

Misja Rosetta otrzymała nazwę po Kamieniu z Rosetty, który pozwolił odcyfrować egipskie hieroglify. Określenie Kamień z Rosetty oznacza obecnie szczególną wskazówkę do poznania nowej dziedziny wiedzy. Ale kontekst jest problemem, ponieważ daleka przeszłość jest niedostępna. Zatem po prostu robimy projekcję naszej współczesności na przeszłe dzieje, i tworzymy historie zaspokajające nasze pragnienie porządku i pewności. Nauka o kometach i egiptologia wciąż obfitują w tajemnice, ale nie występują one w historiach, których tak pewnie się nas uczy.

(more…)

21 września 2011

Strażnicy Bramy

Strażnicy Bramy to tytuł 10. rozdziału fascynującej książki Richarda Miltona pt. „Alternative Science”, w części poświęconego napaści naukowego establishmentu na Immanuela Velikovskiego i jego dzieło – i tę część przetłumaczyliśmy i zamieszczamy poniżej.

Przypominamy, że najbardziej znana książka Velikovskiego, „Zderzenie światów” (Worlds in Collision) została przetłumaczona na j. polski i jest wciąż dostępna. Dzięki uprzejmości jej tłumacza, p. Piotra Gordona, Czytelnicy Pracowni mieli okazję zapoznać się  ze wstępem do książki, napisanym przez pana Piotra. Zajrzyjcie też do naszych lektur.

Strażnicy Bramy

Ludzie nie dostają tego, na co zasługują,
ale to, co sobą przypominają.
– Jacques Riviere

W rozdziale 5 wskazałem na schemat, który powtarza się w badaniu zjawisk niezgodnych z obecnym paradygmatem naukowym, obejmujących ośmieszenie, ostracyzm i karanie odkrywcy. Kluczową postacią w tym procesie jest aktor, który obsadza się w roli obrońcy ludzkości albo wybawiciela od machinacji szarlatanów, fałszywych proroków, czy też wszelkiego rodzaju odszczepieńców.

W XVII wieku taka postać mogłaby z powodzeniem być Pogromcą Czarownic. Dzisiaj, na całe szczęście, już nie wrzucamy ludzi w ogień, by zmniejszyć dysonans poznawczy. Jak jednak widzieliśmy w Rozdziale 4, wciąż w tymże celu palimy ich książki. I dzisiejszym podpalaczem książek okazuje się być nie kto inny, jak agent samego rządu – amerykańska Agencja ds. Żywności i Leków (FDA). Wielu ludzi może pocieszać się myślą, że książki Wilhelma Reicha spalono ponad 30 lat temu, w 1960 roku – i że obecnie nie mogłoby się to zdarzyć. Niestety, duch Salem jest ciągle żywy i kiedy w 1981 roku profesor Rupert Shaldrake opublikował swoją szokującą nowymi pojęciami książkę A New Science of Life, redaktor magazynu Nature, John Maddox, zamieścił w nim artykuł wstępny, w którym napisał, że książka ta jest „najlepszym od wielu lat kandydatem do spalenia”.

Policja myśli Orwella jest aż nadto realna. Nie jeżdżą co prawda złowieszczymi czarnymi motocyklami ani nie zamykają ludzi w więzieniach (chociaż, jak widzieliśmy, nawet i takie przypadki są znane), ale ich moc karania tych, którzy wychodzą przed szereg, potrafi być bardzo namacalna. A ich wpływ na społeczność jest nie mniej poważny, ci osobnicy są bowiem często samozwańczy. To nie naszą myśl polityczną kontrolują, ale powszechnie obowiązujący paradygmat.

Dzisiaj Policja Paradygmatu pojawia się w różnych niepozornych przebraniach. Najczęściej nazywają siebie takimi czy innymi pogromcami mitów lub stróżami bram niedorzeczności – poznaliśmy ich w końcówce poprzedniego rozdziału. Niezależnie jednak od przywdzianego przebrania, Policja Paradygmatu jest niezmiennie obecna wszędzie tam, gdzie wyszydza się i atakuje innowatorów i odkrywców czegoś nowego. Ich metody, przekonania i motywacje są zatem dość istotne dla każdego, kto chce zrozumieć występowanie w nauce reakcji typu tabu.

Policja Paradygmatu bywa nieszkodliwa, ponieważ swoim porywczym zachowaniem niweluje wszelkie efekty, jakie mogłaby uzyskać. Jedną z najbardziej powszechnych cech osoby autorytarnej jest niezdolność kontroli lub powściągnięcia swojej reakcji w obliczu dysonansu poznawczego. Potrzeba zaatakowania takiego gorszącego agenta dysonansu, z użyciem wszelkich dostępnych metod, sprawia, że taki człowiek jest obezwładniająco niepohamowany i nietolerancyjny, zdradzając w ten sposób swoje machinacje. W innych jednak wypadkach skutki takiego kontrolowania mogą być bardzo destrukcyjne i dalekosiężne.

(more…)

24 lipca 2011

Richard Milton o Velikovskim w książce „Alternative Science”

Filed under: — iza @ 16:04

Z braku tzw. (brzydko) wolnych mocy przerobowych, zamieszczamy ten tekst wyjątkowo w oryginale. Jest to fragment Rozdziału 10. świetnej książki  Richarda Miltona pt. „Alternative Science: Challenging the Myths of  the  Scientific Establishment„, Park Street Press, 1996
Rzuca on sporo światła na zakulisowe manewry, które doprowadziły do takiej atmosfery otaczającej postać i dzieło Velikovskiego, jaką znamy po dziś dzień. Sprzeniewierzenie się świata nauki, kłamstwa, ostracyzm i cierpienie. Velikowsky jest tylko jednym z wielu, których to spotkało. (wytłuszczenia – nasze)

Guardians of the Gate

Men do not get what they deserve
but what they resemble.
~ Jacques Riviere

In Chapter 5, I pointed to a pattern that recurs in the investigation of phenomena that are dissonant with the current scientific paradigm, involving the ridicule, ostracism and punishment of the discoverer. A key figure in these proceedings is the actor who casts himself or herself in the role of the people’s protector or saviour from the machinations of charlatans, false prophets and weirdos of every sort.

In the seventeenth century this figure would very likely have been a Witchfinder General; today, mercifully, we no longer consign people to the flames to reduce our cognitive dissonance. But, as we saw in Chapter 4, we still burn people’s books to achieve the same end. And the present-day book burner turned out to be none other than an agent of the government itself — the US Food and Drug Adminis­tration. Many people may draw comfort from the reflection that Wilhelm Reich’s books were burned more than thirty years ago in 1960 — it couldn’t happen today. Sadly, however, the spirit of Salem is still alive and as recently as 1981 when Professor Rupert Sheldrake published his concept-shattering A New Science of Life, editor of Nature, John Maddox, ran an editorial saying the book was ‚the best candidate for burning there has been for many years’.

Orwell’s Thought Police are all too real. They do not ride sinister black motorcycles nor throw people in jail (although, as we have seen, even that is not unknown). But their powers to punish those who step out of line can be very real. And their effects on the community are no less profound because these individuals are often self-appointed. It is not our political thoughts they police, but the current paradigm.

Today, the Paradigm Police crop up in a variety of unremarkable guises. Most often, it is to style themselves as myth busters of one sort or another or as the guardians of the gates of unreason who we met at the end of the last chapter. Whatever their guise, the Paradigm Police are invariably present wherever innovators and discoverers of the new are derided and attacked. Their methods, their beliefs and their motivations are thus of considerable interest to anyone who wants to understand the taboo reaction in science.

The Paradigm Police are sometimes harmless, because their intemperate behaviour negates any effects they might have. One of the most common characteristics of the authoritarian person is an inability to control or moderate his or her reaction to being confronted by cognitive dissonance. The need to attack the offending agent of dissonance, by any and every means to hand, makes such a person overwhelmingly intemperate and intolerant and gives the game away. But in other cases, the effects of this policing can be very destructive and very far reaching.

One of the best-documented modern examples of the Paradigm Police in action is provided by the case of Dr Immanuel Velikovsky, the American psychologist whose 1950 book Worlds in Collision caused a storm of controversy in the US academic world. In 1963, the magazine American Behavioral Scientist thought the way in which Velikovsky was mugged by the scientific community of sufficient interest to devote a special issue to three papers on the subject, one by Professor Alfred de Grazia of New York University and two others by Ralph Juergens and Livio Stecchini. The papers, together with additional material were published in book form under the title The Velikovsky Affair.

According to de Grazia, Velikovsky’s book

gave rise to a controversy in scientific and intellectual circles about scientific theories and the sociology of science. Dr Velikovsky’s historical and cosmological concepts, bolstered by his acknowledged scholarship, constituted a formidable assault on certain established theories of astronomy, geology and historical biology, and on the heroes of those sciences. Newton himself, and Darwin were being challenged, and indeed the general orthodoxy of an ordered uni­verse.

What must be called the scientific establishment rose in arms, not only against the new Velikovsky theories but against the man himself. Efforts were made to block the dissemination of Dr Veli­kovsky’s ideas, and even to punish supporters of his investigations. Universities, scientific societies, publishing houses, the popular press were approached and threatened; social pressures and professional sanctions were invoked to control public opinion. There can be little doubt that in a totalitarian society, not only would Dr Velikovsky’s reputation have been at stake, but also his right to pursue his enquiry, and perhaps his personal safety.

As it was, the ‚establishment’ succeeded in building a wall of unfavourable sentiment around him: to thousands of scholars the name Velikovsky bears the taint of fantasy, science-fiction and publicity.

The central theme of the book that caused such a furore is that between the fifteenth and eighth centuries BC the earth underwent a series of global catastrophes. Parts of the surface were heated until they melted and the seas boiled and evaporated. Some mountain ranges disappeared while others were thrown up elsewhere. Con­tinents were raised, causing global flooding. Velikovsky supported this picture of worldwide catastrophe with a wealth of quotations from such ancient sources as the Hebrew Bible, the Hindu Vedas, Roman and Greek mythology and the myths and legends of many ancient races. He also supported it with physical evidence from geology and palaeontology.

The cause of these tremendous upheavals, according to Velikovsky, was an extraordinary series of astronomical events. He brought for­ward evidence to suggest that in the past there have been collisions or near collisions between planets in the solar system and that the earth itself experienced a collision with the tail of a comet that ended up as the planet Venus. These events, said Velikovsky, were responsible for repeated changes in the Earth’s orbit and the inclination of its axis. Interactions between the magnetic fields of the earth and other planets played a major role in these events.

The story of what happened when the book was published was told by Ralph Juergens in his article ‚Minds in Chaos’. Velikovsky first signed a contract for a book on this subject with Macmillan Company in 1946. By 1950, the book was ready for publication. In January of that year Harper’s Magazine published two articles condensed from the book, under the heading ‚The day the Sun stood still’, and the magazine was a sell-out. Papers in America and abroad reprinted the articles and further popular articles followed in Reader’s Digest and Collier’s Magazine. Most of the articles were highly sensationalised and Velikovsky threatened to disown the articles unless they were toned down.

When these sensational stories caught the public imagination, the scientific establishment began to react. Just before the book was to be published, Macmillan received two letters from Harlow Shapley, professor of astronomy at Harvard University. In the first Shapley described his astonishment that Macmillan should even consider a venture into the ‚black arts’, but expressed his satisfaction that the publisher had come to its senses and decided not to publish after all. When the firm wrote back to explain that Shapley was the victim of a rumour and that publication was to go ahead as scheduled, Shapley (who had still not seen the manuscript) replied that: ‚It will be interesting a year from now to hear from you as to whether or not the reputation of the Macmillan Co. is damaged by the publication of Worlds in Collision. He ended by saying that Velikovsky’s background should be investigated as it was quite possible that the book was ‚intellectually fraudulent’.

In February 1950, an issue of Science News Letter which was edited by Shapley, printed denunciations of Velikovsky’s ideas by five scientific authorities in the fields of archaeology, oriental studies, anthropology, geology and with Shapley himself speaking for astronomy. This broadside was published to coincide with the publication of the book —which none of the critics had yet seen.

Perhaps if Velikovsky’s book had been of a purely speculative nature then academics would merely have dismissed it as fantasy and not troubled themselves about its content. But Velikovsky backed up his theories with immensely detailed scholarly research in many dif­ferent disciplines — history, anthropology, geology, astronomy and biology being only some. In fact, he displayed a grasp of his subject that was clearly beyond some of his most vociferous critics, with the predictable consequence that they did not reply to or even address the scientific issues raised, but instead attacked him personally.

In the next few months, newspapers around the country were barraged with abusive reviews contributed by big-name scientists. Virtually none of the reviewers confronted the scientific issues but simply derided Velikovsky. Paul Herget, director of the observatory at the University of Cincinnati, concluded that the book’s astronomical ideas were ‚dynamically impossible’ but offered no reasoned explana­tion of this conclusion. Californian physicist H.P. Robertson wrote, `This incredible book . . . this jejune essay [is] too ludicrous to merit serious rebuttal’, thus saving himself the trouble of writing any such rebuttal. Nuclear physicist Harrison Brown told the readers of the Saturday Review of Literature that the list of errors in fact and conclusion contained in Velikovsky’s book would fill a thirty-page letter, although he neglected to specify even one of them.

Despite (perhaps because of) this campaign, the book went to the top of the best-seller list and stayed there for twenty successive weeks. However, in May, when book sales were at their peak, Velikovsky was summoned to Macmillan’s offices and told that professors in certain large universities were refusing to see Macmillan’s salesmen. This was a serious threat to the company because a substantial part of its rev­enue derived from the sale of textbooks to universities. In addition, letters had been received from scientists demanding that Macmillan cease publication. Macmillan told Velikovsky that they had no alternative but to respond to this commercial pressure and that they had worked out a deal under which Doubleday would take over publication of the book. Doubleday had few textbook titles and so was relatively immune to academic blackmail.

On 11 June 1950, the New York Times carried an article by columnist Leonard Lyons who broke the news.

The greatest bombshell dropped on Publisher’s Row in many a year exploded the other day. . . . Dr Velikovsky himself would not comment on the changeover. But a publishing official admitted, privately, that a flood of protests from educators and others had hit the company hard in its vulnerable underbelly — the textbook division. Following some stormy sessions by the board of directors, Macmillan reluctantly succumbed, surrendered its rights to the biggest money-maker on its list.

Lyons went on to report that the suppression had been engineered by Harlow Shapley of Harvard, although Shapley later denied this to Newsweek. Other scientists were not so shy about admitting their part. Paul Herget said, ‚I am one of those who participated in this campaign against Macmillan’, while Michigan astronomer Dean McLaughlin wrote, ‚Worlds in Collision has just changed hands . . . I am frank to state that this change was the result of pressure that scientists and scholars brought to bear on the Macmillan Company.’

Even after the change of publisher, ripples of the affair continued to be felt. James Putnam, the editor who had been twenty-five years with Macmillan and who had bought Velikovsky’s book, was summarily dismissed. And Macmillan sent a representative to placate the power­ful American Association for the Advancement of Science at its annual meeting in Cleveland in December. Charles Skelley, for Macmillan, duly appeared before a committee specially appointed to study means for ‚evaluating new theories before publication’ — in other words, scientific censorship.

As well as behind-the-scenes pressure on Macmillan, there was also ‚nobbling’ of senior academics who took Velikovsky’s book seriously. According to Alfred de Grazia:

Several scientists and intellectuals who attempted [Velikovsky’s] defence were silenced or sanctioned severely. I. Bernard Cohen, Professor of the History of Science at Harvard University, wrote sympathetically, almost enthusiastically, of Velikovsky’s work in the advance summary of his address before the American Philoso­phical Society in April 1952, but changed his approach markedly in the published version of his address in the Proceedings of the American Philosophical Society (October 1952).

Perhaps Professor Cohen was referring to the pressure that had been applied to him to change his mind when he wrote in the same issue of the Proceedings his view that, ‚Any suggestion that scientists so dearly love truth, that they have not the slightest hesitation in jettisoning their beliefs, is a mean perversion of the facts.

At the time that Velikovsky wrote, astronomers believed that the planet Venus was an old planet, that its surface was cool like the Earth’s, and that its atmosphere consisted largely of water vapour or carbon dioxide. When he had completed the manuscript of the book in 1946, Velikovsky had tried to enlist the help of scientists in con­ducting experiments that would crucially test his thesis. He made three specific predictions relating to the planet Venus, all of them in principle falsifiable by experiment. First, he said that if Venus were a relatively young planet, its surface temperature would still be very hot. Second, that it would be enveloped in hydrocarbon clouds — the remains of a hydrocarbonaceous comet tail. And third, that it would have anomalous rotation movement, perturbations remaining from its settling relatively recently into orbit.

In 1953, while addressing graduate students at Princeton Uni­versity, Velikovsky suggested two further testable phenomena: that the Earth’s magnetic field reaches as far out into space as the Moon’s orbit and is responsible for the libratory or rocking movements of the moon. And he suggested that the planet Jupiter (from which he said the Venus-comet had originated) radiates in the radio frequency range of the electromagnetic spectrum.

These predictions were taken by scientists of the 1950s as being tantamount to proof of Velikovsky’s ignorance, insanity or both. Harlow Shapley refused to become involved in any experimental research to confirm his ideas. When, for instance, it was suggested that Shapley might use the Harvard observatory to search for evidence of hydrocarbons in the Venusian atmosphere, Shapley replied that he wasn’t interested in Velikovsky’s ‚sensational claims’ because they violate the laws of mechanics and ‚if Dr Velikovsky is right, the rest of us are crazy’.

Within little more than a decade of publication, all of Velikovsky’s key predictions were confirmed by experiment. The Mariner spacecraft of 1963 determined that the surface temperature of Venus is in the region of 800 degrees Fahrenheit and that the planet’s fifteen-mile thick atmosphere is composed of heavy hydrocarbon molecules and possibly more complex organic compounds as well.

In April 1955, Drs B.F. Burke and K.L. Franklin announced to the American Astronomical Society their accidental discovery of radio noise broadcast by Jupiter. In 1962, the US Naval Research Laboratory in Washington and the Goldstone Tracking Station in southern California announced that radiometric observations showed Venus to have a slow retrograde motion. In the same year, the Explorer satellite detected the Earth’s magnetic field at a distance of at least twenty-two Earth radii, while in 1965 it was reported that the tail extends at least as far as the moon’.

Considering that the main thrust of science’s attack on Velikovsky was a personal attack on his integrity, the behaviour of some of his most vociferous critics in the scientific community makes interesting reading. In August 1963, Harper’s Magazine which had carried the original announcement of Velikovsky’s theories, now did a retro­spective piece pointing out how all his main predictions had been borne out. The author of both articles, Eric Larrabee, made a reference which drew a thunderous response from Donald Menzel, director of Harvard College Observatory. At the height of the controversy a decade earlier, Menzel had tried to shoot Velikovsky down by cal­culating that for his astronomical theory to be right, the Sun would have to have a surface potential of 10 billion billion volts. Obviously, said Menzel, this is impossible so Velikovsky must be wrong. By an extraordinary chance, in 1960, V.A. Bailey, emeritus professor of physics at Sydney University (who knew nothing of the Velikovsky controversy) claimed to have discovered that the Sun is electrically charged and has a surface potential of 10 billion billion volts — exactly the value calculated by Menzel.

Feeling that Bailey’s discovery made him look foolish, Menzel now sent off a strongly worded response to Harper’s and a letter to Bailey in Australia asking him to revoke his theory of the electric charge on the Sun as it was assisting the enemy.

According to Ralph Juergens:

Professor Bailey, taking exception to the idea that his own work should be abandoned to accommodate the anti-Velikovsky forces, prepared an article in rebuttal to Menzel’s piece and submitted it to Harper’s for publication in the same issue with Menzel’s. Bailey had discovered a simple arithmetical error in Menzel’s calculations, which invalidated his argument.

It is equally interesting to see how the Harvard astronomer dealt with the fact that most of Velikovsky’s predictions had been confirmed. On the radio emissions from Jupiter, he wrote that, since most scientists do not accept Velikovsky’s theory then it follows that ‚any seeming verification of Velikovsky’s prediction is pure chance‚. As far as the high surface temperature of Venus is concerned, Menzel argued that ‚hot is only a relative term‚. Later in the article he referred back to this statement saying ‚I have already disposed of the question of the temperature of Venus’. Actually, in 1950, Menzel had estimated the temperature of Venus to be about 120 degrees Fahrenheit when it is really more like 800 degrees. On the extent of the Earth’s magnetic field, Menzel wrote that Velikovsky ‚said it would extend as far as the moon; actually the field suddenly breaks off at a distance of several earth diameters’. In fact, Menzel was wrong; the field had been detected as extending at least twenty-two Earth radii a year earlier by the Explorer satellite.

To their credit, a few scientists did support Velikovsky against the climate of hysteria and intimidation including Princeton’s Professor H.H. Hess, who was later chairman of the National Academy of Science’s space board. In 1962, Princeton physicist Valentin Barg­mann and Columbia astronomer Lloyd Motz wrote a joint letter to the editor of Science magazine calling attention to Velikovsky’s priority in predicting Venus’s high surface temperature, Jupiter’s radio emissions and the great extent of the Earth’s magnetosphere, but Science’s editor, Dr Philip Abelson, was not interested in Velikovsky. Instead, he printed a letter from science fiction writer Poul Anderson satirising Velikovsky on the grounds that science fiction writers and hoaxers also made fantastic predictions that were sometimes verified. When the editor of Horizon magazine wrote to Abelson protesting at the exclusion of an article by Velikovsky, Abelson replied:

Velikovsky is a controversial figure. Many of the ideas that he expressed are not accepted by serious students of earth science. Since my prejudices happen to agree with this majority, I strained my sense of fair play to accept the letter by Bargmann and Motz, and thought that the books were nicely balanced with the rejoinder of Anderson.

Scientific American showed that it had not moved on editorially since it ridiculed the Wright Brothers fifty years earlier. The magazine had refused to carry advertising for Worlds in Collision and in 1956 it carried a strongly critical article by physicist Harrison Brown. When Velikovsky asked for the right to reply he was told by Scientific American editor Dennis Flanagan that:

I think you should know my position once and for all. I think your books have done incalculable harm to the public understanding of what science is and what scientists do. There is no danger whatever that your arguments will not be heard; on the contrary they have received huge circulation by scientific standards. Thus I feel that we have no further obligation in the matter.

De Grazia highlights an essential issue from this reply when he points out that the editor has picked up a misapprehension common among scientists: that the media of the general public can substitute for the scientific media. Not only is this idea false but, as de Grazia points out, scientists themselves insist upon a distinct separation of the two types of media.

Overall, the attitude of science and scientists during the Velikovsky affair was best summed up by Laurence Lafleur, associate professor of philosophy at Florida State University. Lafleur wrote to Scientific Monthly in November 1951 proposing seven diagnostic criteria that would enable anyone to spot the difference between a crank and a scientist. He concluded that Velikovsky qualified as a crank ‚perhaps by every one’ of them. Lafleur’s seven criteria are examined in detail in the next chapter, which is devoted to the question of how to tell a real crank from a real innovator. As far as the present examination of the activities of the Paradigm Police is concerned, the last word should go to Professor Lafleur, since it so accurately sums up the central credo of the ‚guardians’ of science:

The odds favour the assumption that anyone proposing a revolu­tionary doctrine is a crank rather than a scientist.


powiązane wpisy:
Velikovsky – Zderzenie światów – o polskim wydaniu książki
Zderzenie Światów – Immanuel Velikovsky – Tłumacz, Piotr Gordon, o swojej przygodzie z książką oraz napisany przez niego wstęp do polskiego wydania

20 Maj 2011

Łączenie Punktów: Nadchodzą zmiany na Ziemi

Witamy ponownie po długiej przerwie w cyklu Łączenia Punktów. Jak wskazuje tytuł, ten artykuł jest o zmianach na Ziemi. Następny poświęcony jest ruchom i wydarzeniom społecznym, jednak na polski przekład musicie jeszcze troszkę poczekać. Zapraszamy do lektury.

18 kwietnia 2011
Sott Editors
Sott.net

Ci, którzy zwracają baczną uwagę na to, co dzieje się wokół, zapamiętają 2010 jako rok, w którym przekroczony został istotny próg, a drzwi się zamknęły. Skromnym zdaniem redaktorów SOTT.net kości zostały rzucone i los naszej planety jest już przesądzony.

Jakie były tego oznaki:

  • Kompletne lekceważenie przez rządy licznych praw obywateli i pasażerów linii lotniczych, wraz z nieskrywanie aroganckim narzucaniem środków orwellowskiej kontroli
  • Kontynuowanie coraz bardziej absurdalnych sztuczek z fałszywym terroryzmem, mających zastraszyć ludzi i skłonić ich do uległości
  • Coraz brutalniejsze rozładowywanie powszechnego gniewu w ulicznych akcjach, w wyniku presji gospodarczej i innych form nadużyć ze strony władzy
  • Ogromna łatwość, z jaką dzięki widowisku Wikileaks i oczywistym pominięciu Izraela w ich „przeciekach” globalne media przejęły, osłabiły i wypaczyły dążenia tych, którzy starają się dojść prawdy w polityce
  • Zbyt nieśmiały sprzeciw świata wobec zbrodni przeciwko ludzkości, takich jak ludobójstwo na pokładzie Mavi Marmara
  • Trwająca imperialistyczna kampania mocarstw zachodnich na Bliskim Wschodzie i w Azji

Szczególnie katastrofalna była reakcja łańcuchowa zapoczątkowana przez ekologiczną zbrodnię BP w Zatoce Meksykańskiej – dzięki uprzejmości korporacyjnej psychopatii i współudziałowi naszych rządów. Poprzez przerwanie prądów oceanicznych, a w konsekwencji także prądów powietrznych, ta ropiejąca rana może jeszcze znacząco przyczynić się do zmiany globalnego klimatu i sprowadzenia epoki lodowej. Zatokowy prąd pętlowy jest już przerwany, co doprowadziło do zakłóceń północnego prądu strumieniowego i sprowadzenia kolejnej ostrej zimy na znaczną część półkuli północnej.

Według powszechnej opinii obwinianie wycieku ropy w Zatoce o kilkumetrowe opady śniegu w Stanach Zjednoczonych i Europie ostatniej zimy jest czystą spekulacją. Jeśli jednak szukacie konkretnych i oczywistych konsekwencji tej katastrofy na bezprecedensową skalę, zapytajcie ludzi mieszkających nad Zatoką od Teksasu po Florydę i pracowników zatrudnionych tam przy usuwaniu skutków wycieku.

© Unknown - Latarnia morska obrasta lodem. Symbolicznie?

(more…)

2 lutego 2011

Czarownice, komety i kataklizmy planetarne – 1

Laura Knight-Jadczyk
The Dot Connector Magazine
Sobota, 30 października 2010, 16:59 CDT

© Dot Connector Magazine

Artykuł pochodzi z 12 numeru czasopisma The Dot Connector Magazine, oficjalnej publikacji witryny Sott.net.

Kiedy myślicie o Halloween, jaki obraz przychodzi wam jako pierwszy do głowy? Przeprowadziłam wśród moich przyjaciół, rodziny i znajomych krótką, nieformalną ankietę. Zgadniecie jakie wyobrażenie zajęło pierwsze miejsce? Lampion z dyni! Założę się, że myśleliście, że powiem „czarownice”. No cóż, też byłam o tym przekonana, ale czarownice pojawiły się dopiero na drugim miejscu!…

Kiedy sama rozmyślam o Halloween, przypomina mi się projekt plastyczny ze szkoły podstawowej, gdzie wycinaliśmy czarownice z papieru i przylepialiśmy je do ogromnych, żółtych księżyców wyciętych z kolorowej tektury. Czarownica zawsze leciała na miotle w towarzystwie siedzącego za nią kota, a jej czarna suknia powiewała na wietrze. Nawet zastanawiałam się, jakim cudem kot był w stanie utrzymać się na miotle i dlaczego ludziom wydawało się, że siedzenie na niej okrakiem może być w jakimkolwiek stopniu wygodne.

Ale jak wyraźnie widać, Halloween jest w istotny sposób kojarzony z czarownicami – złymi kobietami spółkującymi z diabłem i krzywdzącymi ludzi, na przykład więżąc zagubione dzieci, żeby je podtuczyć ich i zjeść, rozdając zatrute jabłka, czy rozstawiając wrzeciona, które mają zatruć odrzucone lub nieszczęsne księżniczki poszukujące prawdziwej miłości.

Słowo “witch” (czarownica, wiedźma) pochodzi od staro-angielskiego słowa wicca, które jest rodzaju męskiego i oznacza “wizard” (czarnoksiężnik). Rodzajem żeńskim tego słowa było wicce, wymawiane “wɪtʃ”. To z kolei wywodzi się ze średnio-wysoko-niemieckiego słowa wicken – “bewitch” (rzucić czar, urok, zaczarować…), czy jeszcze starszego, staro-wysoko-niemieckiego słowa wīh oznaczającego “holy” (święty). Słownik podaje, że czarownica to osoba, która z pomocą diabła lub zwierzęcego towarzysza – familiara – posiadła zgubne moce nadprzyrodzone i rzuca zaklęcia i uroki. Oznacza ono także brzydką staruchę lub piękną, młodą kobietę. “Czarownica” to epitet określający każdą kobietę, która nie ma zamiaru być popychadłem dla każdego, komu zachce się podporządkować ją sobie lub nią pomiatać. Na samym końcu listy czarownica jest adeptem tradycji wicca.

(more…)

Następna strona »

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: