PRACowniA

10 stycznia 2019

Autohemoterapia: reaktywowanie naturalnej zdolności organizmu do samoleczenia

Filed under: Nauka,Zdrowie — iza @ 08:15

Dr Gabriela Segura
Health Matrix
3 listopada 2018 17:14 UTC

Autohemoterapia to termin powstały na początku ubiegłego wieku (1912), którego autorstwo przypisuje się drowi Paulowi Ravautowi. Zabieg ten polega na wstrzyknięciu krwi pobranej z przedramienia za pomocą strzykawki i igły – jak przy pobraniu próbki krwi do analizy laboratoryjnej – oraz natychmiastowym wstrzyknięciu jej domięśniowo w pośladek.

Aby zilustrować przydatność tej prostej techniki na przestrzeni całej historii medycyny, przyjrzymy się jednemu z najbardziej zdumiewających artykułów naukowych na ten temat. „Autohemoterapia w psychiatrii” została opublikowana w Dzienniku Medycznym Stanu Maryland (Maryland State Medical Journal) w 1955 roku przez Roberta Reddicka, ówczesnego prezesa Stowarzyszenia Medycznego Hrabstwa Dorchester (Dorchester County Medical Society). Reddick napisał:

W ciągu ostatnich trzech dekad korzystne efekty stosowania autohemoterapii odnotowano w leczeniu następujących schorzeń: gruźlica płuc, narkomania, szkarlatyna, trądzik, czyrak gromadny [karbunkuł], gorączka reumatyczna, choroby dermatologiczne, niepowściągliwe wymioty ciężarnych, niedobory hormonów, ziarnica weneryczna, opryszczka pospolita, półpasiec, różne rodzaje alergii, trwałe reakcje serologiczne [najprawdopodobniej chodzi o choroby autoimmunologiczne], stany septyczne po poronieniu i aborcji, czyraczność [furunkuloza], różne zakażenia wirusowe, pokrzywka, choroba posurowicza, porażenie połowicze [hemiplegia], astma oskrzelowa, ostra postać pląsawicy, owrzodzenie nóg, malaria, zapalenie opłucnej, wścieklizna, żółtaczka wszczepienna [wirusowe zapalenie wątroby typu B], artretyzm, ostre zapalenie korzonków nerwowych Landry’ego [zespół Guillaina-Barrégo], ostre porażenie dziecięce [polio], błonicze zapalenie wielonerwowe, przetoka dwunastnicza, gruźlicze zapalenie otrzewnej, choroby układu krążenia, dolegliwości miesiączkowe i menopauzalne, różnego rodzaju zapalenia płuc, łuszczyca i inne.

To dość przekonująca lista i tych osiągnięć nie powinno się bagatelizować. Niektórym jej pozycjom przyjrzymy się później, najpierw jednak wróćmy do raportu Reddicka na temat efektów autohemoterapii wśród pacjentów psychiatrycznych:

Wstępne spostrzeżenia autora na temat zastosowania autohemoterapii w przewlekłych zaburzeniach psychicznych w 1950 roku obejmowały informację o dwudziestu pięciu przewlekle chorych pacjentach szpitala publicznego, których przez sześć miesięcy leczono zastrzykami z ich własnej krwi. W pierwotnej grupie znalazło się trzynaście przypadków schizofrenii, sześć depresji inwolucyjnej, trzy „stany paranoidalne” oraz po jednym przypadku psychozy maniakalno-depresyjnej, miażdżycowej i alkoholowej.

Dziewiętnastu spośród tych pacjentów, czyli 76 % leczonych, wykazało uzdrowienie społeczne na tyle, że byli w stanie opuścić szpital i wrócić do normalnego życia. Wśród sześciu pacjentów wymagających dalszej hospitalizacji po zakończeniu kuracji stan trzech znacznie się poprawił, a jednego pozostał niezmieniony.

Stan jedenastu z trzynastu schizofreników, czyli 85% pacjentów, poprawił się na tyle, że dalsza hospitalizacja była zbędna, a dwie trzecie melancholików inwolucyjnych i pacjentów cierpiących na „stany paranoidalne” również wykazało rehabilitację społeczną.

Nie znam żadnego innego podejścia terapeutycznego, które pozwoliłoby w dzisiejszych czasach osiągnąć podobne rezultaty. Być może udałoby się tego dokonać w klinice specjalistycznej stosującej multidyscyplinarne podejście holistyczne, ale z pewnością nie w szpitalu publicznym, stosującym konwencjonalne leczenie objawowe.

Autohemoterapię stosowano raz w tygodniu przez 6 miesięcy. Początkowo leczenie polegało na pobraniu 5ml (cm3) krwi z jednej ze środkowych żył przedramienia w warunkach aseptycznych, oraz natychmiastowym wstrzyknięciu jej głęboko w górny mięsień pośladka. Średni czas, przez jaki krew pozostawała w strzykawce wynosił 55 sekund.

Jeśli nie wystąpiła negatywna reakcja na autohemoterapię przy dawce 5 cm3, po trzecim zabiegu ilość krwi zwiększono do 10 ml (cm3). Po pobraniu krwi z lewego przedramienia wstrzykiwano ją w prawy pośladek i odwrotnie.

Krew jest pobierana z przedramienia za pomocą strzykawki i igły, jak przy pobraniu próbki krwi do analizy laboratoryjnej

 

Żeby być w zgodzie ze standardem jakości w badaniach naukowych, do badania włączono grupę kontrolną, której zamiast krwi wstrzyknięto izotoniczny chlorek sodu, czyli tzw. roztwór fizjologiczny. Jak pozostałym uczestnikom badania, im również pobrano krew z przedramienia.

Większość pacjentów z grupy eksperymentalnej miała zdiagnozowaną schizofrenię; w niektórych przypadkach uprzednio bezskutecznie stosowano elektrowstrząsy bądź leczenie śpiączką insulinową, czasem obie te terapie. Zaburzenia psychiczne trwały od dwóch do czterdziestu dziewięciu lat. Dwudziestu trzech pacjentów, czyli 92% leczonych, wykazało rehabilitację społeczną na tyle, że mogli opuścić szpital i wrócić do normalnego życia. W pozostałych przypadkach również odnotowano poprawę. Stan pacjentów z grupy kontrolnej, otrzymującej zastrzyki z roztworu fizjologicznego, nie zmienił się, z jednym wyjątkiem, gdzie stan się pogorszył i pacjent zmarł w czasie hospitalizacji.

Analiza laboratoryjna wykazała obniżenie odczynu opadania krwinek (OB, markera stanu zapalnego) oraz normalizację poziomu białka we krwi. W kilka godzin po każdej sesji autohemoterapii odnotowano u pacjentów wyraźną limfocytozę (wzrost ilości białych krwinek, sygnał stanu zapalnego). U jednej pacjentki wystąpiła nietypowa reakcja – krótkotrwała wysypka krostkowa, która znikała samoistnie po spontanicznym osuszeniu poza dwiema sytuacjami, kiedy wykwity trzeba było zdrenować. U tejże pacjentki odnotowano 22-punktowy wzrost Ilorazu Inteligencji (IQ), co oznaczało poprawę sprawności mentalnych z poziomu ułomnego na wysoki w kategoriach myślenia abstrakcyjnego i umiejętności formułowania koncepcji. Towarzyszyła temu zauważalna poprawa nastawienia pacjentki oraz zdolność wglądu w swój stan, co dało się zauważyć po trzeciej sesji autohemoterapii. Gorąco zachęcam do lektury szczegółowego opisu tego przypadku w oryginalnym artykule. Warto tam zajrzeć!

Powstało wiele teorii, próbujących wyjaśnić skuteczność autohemoterapii. Niektórzy twierdzą, że krew wstrzykiwana do mięśnia działa jak ciało obce, aktywując układ fagocytarny – sieć komórek różnych tkanek w całym organizmie i krwi (tj. ogólna tkanka łączna, śledziona, wątroba, płuca, szpik kostny i węzły chłonne). Taka aktywacja stymuluje układ odpornościowy i szpik kostny do zwiększenia produkcji makrofagów, które oczyszczają organizm ze szkodliwych drobnoustrojów, komórek nowotworowych i zanieczyszczeń. Dla przykładu, kosztowne leczenie białkiem GcMAF przypisuje swoje rezultaty zwiększeniu ilości makrofagów, a autohemoterapia zwiększa ich poziom w krwiobiegu na 5 dni. Jak wyjaśnia mgr Dina Soliman:

Gdy w mięśniu znajdzie się krew, układ fagocytarny jest wzmacniany czterokrotnie, a maksymalny poziom kończy się dopiero po pięciu dniach. Normalnie makrofagi stanowią we krwi 5% [1], w ciągu 8 godzin autohemoterapia podnosi ich poziom z 5% do 22% na okres pięciu dni [3]. Od 5 do 7 dnia ich poziom zaczyna spadać, powracając do 5% siódmego dnia. Dlatego autohemoterapię należy powtarzać co 7 dni, a można ją stosować bez żadnych przeciwwskazań przez 10, 15 czy 20 lat.

Proces ten jest korzystny w chorobach przewlekłych i może wyjaśnić pozytywne rezultaty autohemoterapii. Soliman przeprowadził badanie na 176 pacjentach cierpiących na choroby takie jak cukrzyca typu 1, astma oskrzelowa, przewlekłe zapalenie zatok, alergiczne zapalenie spojówek, alergiczny nieżyt nosa, problemy skórne (pęcherzyki, egzema, owrzodzenie), problemy z paznokciami (infekcja, zanokcica), trądzik pospolity, problemy żołądkowo-jelitowe, nietolerancja laktozy, choroby tkanki łącznej, zmęczenie, miastenia rzekomoporaźna, fibromialgia, dna moczanowa, choroba zwyrodnieniowa stawów, dolegliwości bólowe w lędźwiowym odcinku kręgosłupa ze zmianami Modica typu 1, widocznymi na rezonansie magnetycznym (ze zwężeniem kanału kręgowego lub bez), choroby autoimmunologiczne (zesztywniające zapalenie stawów kręgosłupa, reumatoidalne zapalenie stawów) oraz infekcja pochwy z upławami. W ramach badania wykonano od 8 do 12 iniekcji od 3 do 10 cm3 krwi pacjenta w ciągu 4-6 tygodni. Wyniki uzyskane u pacjentów z cukrzycą typu 1 naprawdę przykuły moją uwagę:

Przed rozpoczęciem leczenia zmierzono poziom hemoglobiny HbA1c u tych dwóch [osób] i wynosił on odpowiednio 8,5 i 8,9 (poziom prawidłowy: 4,6-6). W trakcie leczenia pacjenci nie zmienili ani nawyków żywieniowych, ani ilości przyjmowanej insuliny. Po 7 miesiącach cotygodniowych zabiegów zaprzestali ich, ponieważ znudziło im się. Po 4-miesiącach od ostatniej sesji zmierzono im ponownie poziom HbA1c i wynosił on odpowiednio 6,3 i 6,9. Po kolejnych pięciu miesiącach jeszcze raz zmierzono HbA1c, uzyskując odpowiednio 8,5 i 9,5.

Hemoglobina glikowana (HbA1c) jest pośrednim wskaźnikiem poziomu cukru we krwi w ciągu ostatnich 3 miesięcy. Wydaje się, że samą autohemoterapią można osiągnąć rezultaty, jakich czasem nie daje się uzyskać ani lekami na cukrzycę, ani terapią insulinową. W badaniu Solimana stan zdrowia każdego z pacjentów uległ poprawie.

Być może najlepiej udokumentowaną w ostatnich latach korzyścią ze stosowania autohemoterapii jest jej leczniczy wpływ na zakażenie półpaścem. U osób w podeszłym wieku objawy są często bardzo wycieńczające, zwłaszcza przewlekły i uporczywy ból, który czasami nie ustępuje nawet po podaniu opioidów. W 1997 roku dr John H. Owlin opublikował artykuł podsumowujący jego doświadczenia z autohemoterapią w leczeniu półpaśca. Doniósł on:

Półpasiec dotyka wielu osób powyżej 50 roku życia. Do tej pory nie znaleziono zadowalającego sposobu leczenia. Autor klinicysta (JHO) był świadkiem dramatycznej reakcji pacjenta z półpaścem na autohemoterapię: ból został całkowicie uśmierzony [w ciągu 48 godzin], a zmiany chorobowe ustąpiły w ciągu 5 dni, bez nawrotów. W rezultacie leczenie innych pacjentów z półpaścem rozpoczynano od autohemoterapii. Na dwudziestu pięciu pacjentach zaatakowanych przez wirusa VZV dokonano autologicznej transfuzji 10ml krwi z żyły zgięcia łokciowego do mięśnia pośladka, a następnie obserwowano objawy kliniczne. U 20 pacjentów poddanych autohemoterapii w ciągu 7 tygodni od pojawienia się objawów klinicznych zakażenia wystąpiła w 100 procentach korzystna reakcja, a u jednego pacjenta – po 9 tygodniach. Nie wystąpiły żadne niepożądane objawy lub symptomy. Wykazano skuteczność autohemoterapii w eliminacji następstw klinicznych w powyższych przypadkach infekcji i wyniki te uzasadniają dalsze rygorystyczne badania kliniczne.

Badanie to obejmowało przypadki półpaśca ocznego. Poniższa tabela pokazuje przebieg każdego przypadku:

 

Istnieje również bardzo stary artykuł naukowy pokazujący, że autohemoterapia jest łagodnym stymulatorem kory nadnerczy, co skutkuje zwiększeniem wydzielania jej hormonów i zmniejszeniem liczby eozynofilów [granulocytaty kwasochłonne, jeden z rodzajów leukocytów] w obiegu. Może to być szczególnie istotne dla osób cierpiących na pokrzywkę lub reakcje alergiczne.

Obecnie autohemoterapię stosuje się w medycynie sportowej i ortopedii. W przypadku chronicznych zwyrodnień, jak schorzenia kończące się na „oza”, autohemoterapia może być bardziej użyteczna niż standardowe leczenie. W 2003 roku dr Scott G. Edwards i James H. Calandruccio opublikowali swoje doświadczenia z autohemoterapią przy zapaleniu nadkłykcia bocznego, czyli tzw. łokciu tenisisty, w Journal of Hand Surgery. Wyjaśniają oni:

Cel: Większość niechirurgicznych metod leczenia stosowanych przy zapaleniu nadkłykcia bocznego kości ramiennej skupia się na hamowaniu procesu zapalnego, który w rzeczywistości nie występuje przy uszkodzeniach ścięgien. Wstrzyknięcie krwi autologicznej może dostarczyć mediatorów komórkowych i humoralnych niezbędnych do przyspieszenia procesu zdrowienia. Celem tego badania była prospektywna ocena wyników leczenia uporczywego zapalenia nadkłykcia bocznego autologicznymi zastrzykami krwi.

Metoda: Dwudziestu ośmiu pacjentom z zapaleniem nadkłykcia bocznego wstrzyknięto 2ml krwi autologicznej pod prostownik promieniowy krótki nadgarstka [mięsień, który prostuje rękę i wspomaga zginanie w stawie łokciowym]. U wszystkich z nich zawiodło wcześniejsze leczenie niechirurgiczne, polegające na zastosowaniu jednej lub kilku z poniższych metod: fizjoterapii, szynowania, podania niesteroidowych leków przeciwzapalnych i aplikowania zastrzyków sterydowych. Pacjenci prowadzili dzienniki, oceniając natężenie bólu (0-10) oraz codziennie kategoryzując się według skali Nirschla (0-7).

Wyniki: Średni okres obserwacji po zakończeniu terapii wynosił 9,5 miesiąca (pełny zakres to 6-24 miesięcy). Po autologicznej iniekcji krwi średnia ocena bólu zmalała z 7,8 do 2,3. Średni stopień Nirschla spadł z 6,5 do 2,0. U dziewięciu pacjentów, którzy otrzymali więcej niż jeden zastrzyk z krwi, średnia ocena bólu i stopień Nirschla przed wstrzyknięciem wynosiły odpowiednio 7,2 i 6,6. Po drugim wstrzyknięciu zarówno ocena bólu jak i skala Nirschla wyniosły 0,9. Dwóch pacjentów otrzymało trzeci zastrzyk, w wyniku którego zarówno ból jak i punktacja Nirschla osiągnęły wartość 0.

Wnioski: Po iniekcji krwi autologicznej u 22 pacjentów (79%), u których nie powiodły się wcześniejsze zabiegi niechirurgiczne, ból całkowicie ustąpił, nawet podczas intensywnego wysiłku fizycznego. Badanie to oferuje obiecujące rezultaty przy zastosowaniu alternatywnego, małoinwazyjnego leczenia patofizjologii bocznego zapalenia nadkłykcia, nie reagującego na tradycyjne metody niechirurgiczne.

Rezultaty autohemoterapii podczas całego okresu jej stosowania są tak przekonujące, że moją ulubioną hipotezą jest aktywacja komórek macierzystych przez autohemoterapię. Nie musi to wcale być daleko idący wniosek, biorąc pod uwagę, że badanie opublikowane w 2017 roku wykazało, iż elektroakupunktura (EA) poprzez aktywację układu nerwowego stymuluje uwolnienie do krwi obwodowej mezenchymalnych komórek macierzystych (MSC). Stawianie baniek i akupunkturę niekiedy uważa się za pośrednie metody autohemoterapii.

Moja matka chrzestna poddała się terapii komórkami macierzystymi w specjalistycznej klinice, a korzystne efekty uzyskane dzięki tej metodzie niekoniecznie były lepsze niż te, które zaobserwowała przy autohemoterapii i innych niekonwencjonalnych zabiegach. Autohemoterapia jest znacznie mniej inwazyjna niż leczenie komórkami macierzystymi, które polega na ekstrakcji komórek tłuszczowych z tkanki brzusznej lub ze szpiku kostnego kości biodrowej.

Rozważmy następujący cytat z przeglądu historycznego opublikowanego przez S.H. Shakmana w Podręczniku do autohemoterapii:

Co najmniej dwa niedawno opublikowane artykuły:

  • wykazały, że stosowanie zastrzyków z krwi pełnej jest porównywalne z wykorzystaniem komórek macierzystych krwi, a zatem jest to metoda preferowana ze względu na znacznie większą prostotę i szybkość podania; oraz
  • potwierdziły, że stosowanie krwi pełnej lub [pozyskanych z niej] komórek macierzystych jest lepsze niż użycie szpiku kostnego

Brazylijski lekarz dr Luiz Moura opowiada o swoich doświadczeniach klinicznych z autohemoterapią w wywiadzie dostępnym na YouTube. Warto posłuchać jego obserwacji, od potwierdzonej przez angiografię klinicznej poprawy stanu zdrowia w chorobie tętnic obwodowych po wyleczenie trądziku:

 

 

Niezależnie od powodów czyniących autohemoterapię tak przydatną, historia pomyślnych rezultatów jej stosowania jest rzeczywiście zadziwiająca, i zarówno ja sama, jaki i kilkoro moich przyjaciół, możemy potwierdzić jej skuteczność.

Czy autohemoterapia ma niepożądane skutki uboczne? Poza opisanym wyżej przypadkiem psychiatrycznym odnotowano również tymczasowo występujące krosty, pokrzywkę, gorączkę i ból wędrujący. Objawy te zdają się być znakiem kryzysu ozdrowieńczego [głównie z powodu oczyszczania się organizmu z toksyn], zazwyczaj ustępują po kilku dniach i zdarzają się głównie na początku terapii. W niektórych przypadkach nasiliła się łuszczyca. Więc jak zawsze, róbcie, co do was należy: pogłębiajcie wiedzę i skonsultujcie się z lekarzem przed rozpoczęciem jakiejkolwiek terapii.

Literatura

Scott G. Edwards, James H. Calandruccio, „Autologous Blood Injections for Refractory Lateral Epicondylitis” (Zastrzyki z krwi autologicznej przy uporczywym zapaleniu nadkłykcia bocznego). The Journal of Hand Surgery, 2003. doi:10.1053/jhsu.2003.50041

John H. Owlin, Helen V. Ratajczak, Robert V. House. „Successful Treatment of Herpetic Infections by Autohemotherapy” (Skuteczne leczenie zakażeń herpetycznych przez autohemoterapię). The Journal of Alternative and Complementary Medicine, tom 3, nr 2, 1997, str. 155-158.

Robert H. Reddick, „Autohemotherapy in Psychiatry” (Autohemoterapia w psychiatrii). Maryland State Medical Journal (1955).

Gordon C. Sauer, „Evidence of Adreno-Cortical Stimulation by Autohemotherapy” (Dowody stymulacji nadnerczy przez autohemoterapię). The Journal of Investigative Dermatology. 1950.

Sale Shakman (1998)  „Autohemotherapy Reference Manual: Definitive Guide & Historical Review. From Bloodletting to Stem Cells” (Podręcznik autohemoterapii. Przewodnik i przegląd historyczny, od upuszczania krwi do komórek macierzystych). Createspace

Dina Soliman, „New Erra with Auto-Haemotherapy” (Nowa era z autohemoterapią). Journal of Physical Science and Application 7 (2) (2017) 31-35. doi: 10.17265/2159-5348/2017.02.005

Artykuł na SOTT: Autohemotherapy: Re-Activating Your Body’s Natural Capacity to Heal
Tłumaczenie: PRACowniA

Reklamy

17 Komentarzy »

  1. „Normalnie makrofagi stanowią we krwi 5% [1], w ciągu 8 godzin autohemoterapia podnosi ich poziom z 5% do 22% na okres pięciu dni [3]. Od 5 do 7 dnia ich poziom zaczyna spadać, powracając do 5% siódmego dnia. Dlatego autohemoterapię należy powtarzać co 7 dni, a można ją stosować bez żadnych przeciwwskazań przez 10, 15 czy 20 lat.”

    Aha.
    Pani mgr Dina Soliman usiłuje wmówić ludziom, że ponad czterokrotnie podwyższony poziom makrofagów we krwi przez 20 lat – nie ma przeciwwskazań?
    Przecież to jest permanentnie podwyższony stan zapalny.
    Ciekawe w dodatku, w jaki sposób pani mgr Soliman ustaliła brak przeciwwskazań przez 20 lat..? 😉

    Przeczytałem pracę pani mgr Soliman:
    http://www.davidpublisher.org/Public/uploads/Contribute/5927a41dc380d.pdf

    Dawno takich „kwiatków” nie czytałem. Np:

    „Auto-haemotherpay is the most useful tool in the world to help the smokers in decreasing the number of
    cigarettes and stopping smoking. ”

    Ponawiam pytanie; skąd ona to wie? Dość stanowcze stwierdzenie, jak na stwierdzenie nie poparte cieniem choćby „danych”, nie sądzicie? 😀

    albo:

    „Obesity is due to overwhelming connection of the large intestine with pathogenic bacteria which make
    the patient hungry and eat all the time. ”

    Znów, dość kategoryczne stwierdzenie, redukujące złożony problem do jednego aspektu.
    W dodatku to: ” eat all the time” 😉

    albo

    „In sports, Beckenbauer (a German former professional footballer and manager), attributed his physical performance to auto-haemotherapy. ”

    Patrząc na świat sportu i chęć, nomen-omen, „żyłowania” wyników, to albo metoda nie działa, albo szprycują się w zmowie milczenia, albo… są lepsze metody po prostu.

    A poważniej, szkoda, że z jednej strony metoda pewnie nie doczeka się gruntownych badań na szeroką skalę ( kto miałby je finansować zresztą? ), a z drugiej strony szkoda, że pada na grunt sprzyjający, delikatnie mówią, hurraoptymizmowi.

    Natomiast Autorce tekstu dziwię się, że słowem nie wspomniała o metodach modyfikowanych.
    W metodach tych zamiast po prostu wstrzykiwać pobraną krew delikwenta z powrotem domięśniowo, stosuje się różne metody „modyfikacji” krwi: ozonowania, odwirowywania, napromieniowania. Można się spodziewać, że skoro na „normalną” krew organizm odpowiada reakcją układu immunologicznego, to na modyfikowaną krew – tym bardziej. Co może mieć plusy lub minusy, zależnie od konkretnego przypadku.

    Do mnie metoda ta nie przemawia jako permanentne panaceum własnie dlatego, że wiąże się z permanentnie podwyższonym stanem zapalnym. W przypadku zaawansowanych chorób może to mieć sens… ( ale zawsze skutki uboczne również)
    Natomiast jako środek na nagłe infekcje wygląda obiecująco, jak wszystkie metody gwałtownie zwiększające zdolności obronne organizmu.

    Komentarz - autor: Art — 10 stycznia 2019 @ 12:11

  2. @ Art

    „Pani mgr Dina Soliman usiłuje wmówić ludziom, że ponad czterokrotnie podwyższony poziom makrofagów we krwi przez 20 lat – nie ma przeciwwskazań?
    Przecież to jest permanentnie podwyższony stan zapalny.”

    Coś mi się wydaje, że tym razem trochę nabzdurzyłeś.

    Po pierwsze, „makrofagi we krwi” to uproszczenie. W krwi są monocyty, różne, z których część zmienia się w makrofagi (czyli odkurzacze sprzątające toksyny, bakterie, zdechłe komórki, komórki rakowe itp itd.) w tkankach. To tak dla jasności, bo zabrakło tego w artykule. Po drugie, podwyższony poziom monocytów we krwi lub makrofagów w tkankach nie jest stanem zapalnym ani go nie powoduje, tylko oznacza, że wzmocniony oddział żołnierzy został oddelegowany do walki ze zjawiskiem chorobowym, które istniało m.in. dlatego, że układ odpornościowy sam z siebie nie działał jak powinien. Więc nie bij na alarm, kiedy nadchodzi pomoc.

    W syryjskim badaniu nad zastosowaniem autohemoterapii w przypadku chronicznego zapalenia gruczołu krokowego (bardzo pozytywny wynik!) odnotowano wzrost poziomu monocytów do 80% w teście okienkowym skóry. Nie wnikam, jak się ma poziom monocytów we krwi do ich poziomu w wysięku. Faktem jest, że po iniekcji ich liczba dramatycznie wzrasta. I dobrze, o to właśnie chodzi.

    Evaluation of the using of autohemotherapy in the treatment of chronic prostatitis (PDF)

    Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie się bawił w kłucie, kiedy nie ma ku temu powodu, ani kontynuował to przez 20 lat. Nie czepiaj się dla samego czepiania.

    Co do „metod modyfikowanych” – czyżbyś naprawdę przeoczył główną ideę? Jak Ty sobie wyobrażasz odwirowywanie krwi w warunkach domowych? W wirówce do sałaty? Napromieniowywanie, ozonowanie to samo – to metody do stosowania w warunkach szpitalnych. Piękno autohemoterapii polega na tym, że działa prawdopodobie nie gorzej (albo niewiele gorzej), a może być stosowana prawie za darmo i samodzielnie w domu przez każdego, kto ma głowę na karku i podstawową wiedzę z zakresu pielęgniarstwa, a tego nietrudno się nauczyć.

    Przy okazji wrzucam jeszcze jeden link:
    Autohemotherapy to Treat Sports Injuries

    Zdrowia i wszystkiego dobrego w Nowym Roku! 🙂

    Komentarz - autor: iza — 10 stycznia 2019 @ 21:14

  3. @ iza

    Po pierwsze definicja.

    Stan zapalny vs infekcja. Stan zapalny per se definiuje się jako podwyższony poziom komórek układu odpornościowego właśnie, niezależnie od infekcji i niezależnie od tego, co spowodowało ten wzrost:

    „Inflammation on the other hand describes purely the body’s immunovascular response, whatever the cause may be.”
    https://en.wikipedia.org/wiki/Inflammation

    Była akcja w postaci wstrzyknięcia i była odpowiedź? Jest stan zapalny. Stąd może nieporozumienie.

    Ale pal licho definicje
    Jeśli chodzi o odpowiedź zapalną na realną i zagrażającą zdrowiu infekcję, to oczywiście większa armia żołnierzy zwiększa szansę, choć nie zawsze. Przypadki sepsy, niektóre, są związane z nieproporcjonalnie wysoką odpowiedzią zapalną organizmu we wczesnej fazie. Niektóre przypadki.

    Poza tym komórki żerne, jak sama nazwa wskazuje, nie muszą być dla organizmu obojętne. Analogia z żołnierzami patrolującymi ulicę wydaje mi się nietrafna w tym sensie, że niekoniecznie większa ilość żołnierzy zwiększy bezpieczeństwo
    Permanentna zwiększona obecność tym bardziej.

    Na przykład w odniesieniu do miażdżycy. Ciekawe byłyby badania długoletnie, które badałyby związek między podwyższonym poziomem makrofagów a wielkością złogów cholesterolowych, powstałych przecież. jako warunek sine qua non, dzięki reakcji makrofagów właśnie. Być może w związku ze stężeniem makrofagów we krwi ich „próg reakcji” na lipoproteiny LDL (ich uszkodzenia lub po prostu ich liczbę,wg dwóch konkurencyjnych teorii) byłby obniżony..?

    Ale nie o to chodzi, bo to spekulacje.Chodzi o to, że pani Soliman nawet nie spekuluje, tylko wygłasza NICZYM nie poparte hurraoptymistyczne wnioski, jakoby metoda ta była bezpieczna przy permanentnym stosowaniu przez 20 lat.
    To typowe bajdurzenie i myślenie życzeniowe, na który, jak już napisałem, nie przedstawiła w swej pracy cienia dowodu nawet.

    Jeszcze raz, ja nie mówię że tak nie jest, mówię że Soliman nie wykazała dowodów na takie twierdzenie.

    Wracając do meritum.
    Na chłopski rozum rzecz biorąc, permanentnie podwyższony poziom monocytów we krwi nie wydaje się korzystny.
    Ideą jest minimalny, ale wystarczający poziom. To teoria.

    Ale… oczywiście mowa tutaj o zdrowym organizmie i prewencji. Na dodatek przy założeniu, że ewolucyjnie człowiek w ogóle wypracował optymalne rozwiązanie.

    Ty mówisz za to o przewlekłych chorobach, o czym i ja napisałem, choć nie wyartykułowałem najwyraźniej dobrze:

    „W przypadku zaawansowanych chorób może to mieć sens..”

    Tak jak piszesz, w przypadkach „…itis”, czyli chorób, metoda daje wyniki, jest obiecująca, tania i łatwa w zastosowaniu.
    Byłbym jednak ostrożny przed bagatelizowaniem skutków ubocznych, szczególnie w dłuższej perspektywie. Oczywiście są nierzadkie sytuacje, że jakiekolwiek skutki uboczne, potencjalnie mniejsze od skutków choroby, muszą być do przyjęcia.

    Podsumowując, według mnie, z 3 przypadków:

    prevention – ryzykowne, nie zbadane.
    acute – obiecujące, łatwe, tanie
    chronic – pros and cons do rozważenia.

    Pozdrawiam również w Nowym Roku 🙂

    Komentarz - autor: Art — 11 stycznia 2019 @ 04:43

  4. P.S. Pisząc o miażdżycy i makrofagach miałem oczywiście na myśli całą sekwencję zdarzeń: podwyższone monocyty i potencjalnie niższy próg reakcji związany z przekształceniem ich w makrofagi. Spekulacje.

    Pisząc szybko też używam zamiennie i błędnie monocyty/makrofagi,

    Niemniej „inflammation” jest zdefiniowane jako podwyższone stężenie komórek układu odpornościowego, w tym nieprzekształconych jeszcze monocytów. Nazwa kompletnie nieintuicyjna, sugerująca „zapalenie”, a więc już toczący się proces „uzdrawiania” uszkodzonych tkanek.
    I choć niemal zawsze para infection/inflammation jest nierozłączna, to w definicji jest jednak rozłączna. Na dodatek mamy przypadek, gdzie akurat ma to znaczenie 😉

    Komentarz - autor: Art — 11 stycznia 2019 @ 05:37

  5. @ iza

    Jeszcze:

    „Nikt przy zdrowych zmysłach nie będzie się bawił w kłucie, kiedy nie ma ku temu powodu, ani kontynuował to przez 20 lat. Nie czepiaj się dla samego czepiania.”

    Kiedy to nie ja nie wymyśliłem „prewencyjne kłucie”, tylko pani Soliman:

    „Geriatric is the area where auto-haemotherapy should be widely used because this is the time when
    the immune system is in decline ”

    Jak widać sam wiek jest dla Soliman wystarczającym powodem. Po prostu autorytarne „should be”.
    I mówisz, że się czepiam dla czepiania.,,?

    Co do tych 20 lat, to faktycznie założenie Soliman w przypadku geriatrii może być kontrowersyjne 😉
    Przynajmniej bez stosownych definicji 😉

    Komentarz - autor: Art — 11 stycznia 2019 @ 09:21

  6. 🙂

    Jedna uwaga: „widely” to nie to samo co „in all cases” czy „applied without consideration”. To odnośnie geriatrii.

    Komentarz - autor: iza — 11 stycznia 2019 @ 16:14

  7. Iza, jasne.
    Próbuję znaleźć słabe strony. „Do your homework”. No to robię. Idę do źródła, a tam znajduję dość kategoryczne stwierdzenia i się zastanawiam, skąd kobieta je wzięła..?
    Drugiego zalecenia, czyli skontaktowania się z lekarzem, nie wykonam. 😉
    W polskich warunkach zostałbym wzięty za wariata. Nie żeby mnie to obeszło, ale po prostu szkoda czasu 😉

    Niewykluczone, że kobieta ma rację. Do mnie bardziej przemawia zresztą „prewencja” w starszym wieku, niż w młodszym. A to dlatego, że od pewnego wieku przeważają czynniki nowotworowe, niż udarowo/zawałowe. A układ odpornościowy, rzecz jasna – słabnie.
    Oczywiście w rozkładzie statystycznym, abstrahując od pojedynczych przypadków. ( konkretnych stanów)
    Ale to wciąż gdybanie, nawet jeśli na dość racjonalnych, teoretycznych przesłankach. A nawet pojedynczych, rzeczywistych przypadkach.

    Co do samego kłucia… ludzie kłują się dwa razy dziennie wstrzykując insulinę, więc raz w tygodniu mając korzystne perspektywy… czemu nie..? 🙂

    Uogólniając, odsyłając do lamusa definicje i mówiąc obrazowo: jeżeli zwiększona liczba policjantów reaguje dokładnie tylko wtedy, kiedy reagować powinna, to ok. Jednak być może zwiększona ich liczba powoduje pewnego rodzaju szkodliwą nadreaktywność, szczególnie szkodliwą w dłuższej perspektywie.
    Wydaje mi się, że takie dywagacje, nawet jeśli miałyby zostać odrzucone, mają sens…

    Komentarz - autor: Art — 11 stycznia 2019 @ 17:04

  8. Nie jestem ani lekarzem, ani osobą z przeszkoleniem medycznym, więc o uzasadnienie medyczne spierać się nie będę. Jednak z powodów zdroworozsądkowych zgadzam się, że autohemoterapia w celach prewencyjnych to jednak dobry pomysł. Pozwólcie, że uzasadnię swoją opinię:

    Iza napisała:

    „„[M]akrofagi we krwi” to uproszczenie. W krwi są monocyty, różne, z których część zmienia się w makrofagi (czyli odkurzacze
    sprzątające toksyny, bakterie, zdechłe komórki, komórki rakowe itp itd.) w tkankach.”

    Po pierwsze, uważam że bezpiecznie można wywnioskować, że zastosowanie autohemoterapii ma pozytywne skutki nie tylko w przypadku schorzeń opisanych w artykule. Są też inne schorzenia których warto starać się uniknąć, a które nie dają o sobie znać z dnia na dzień. Mam na myśli raka, demencję, czy chorobę Parkinsona. Kiedy pojawią się pierwsze objawy, bądź postawiona została diagnoza może być za późno na 100% skuteczną interwencję medyczną. Wszak stare przysłowie mówi, że lepiej zapobiegać niż leczyć. A biorąc pod uwagę sposób działania monocytów / makrofagów, ich wzrost pomóc może i w jednym i w drugim, właśnie dzięki wspomnianej przez Izę funkcji „odkurzania”.

    Po drugie, ilość zachorowań na powyższe schorzenia (jak i wiele innych „chorób cywilizacyjnych”) stale wzrasta. Aby nie być gołosłowną podam kilka źródeł:

    Różne rodzaje raka: http://onkologia.org.pl/k/epidemiologia/
    Choroba Alzheimera: https://www.alz.co.uk/research/statistics
    Choroba Parkinsona: https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC5004732/

    Choć wiele z powyższych chorób ma podłoże genetyczne, moim zdaniem stwierdzenie, że “to geny ładują broń, ale to styl życia pociąga za spust” ma w sobie sporo prawdy.

    A jak wygląda ten nasz “pociągający za spust” styl życia?

    Zawierający glifosat Roundup w Polsce sprzedaje się świetnie, podczas gdy w zeszłym roku firma Monsanto przegrała sprawę w sądzie ponieważ wiedziała, a nie ostrzegła o ryzyku zachorowania na raka związanym z jego stosowaniem: https://www.sott.net/article/393234-Landmark-case-Jury-orders-Monsanto-to-pay-man-289-million-for-failure-to-warn-of-Roundup-cancer-risks
    Pestycydy podnoszą również ryzyko zachorowania na chorobę Parkinsona: https://www.sott.net/article/169664-Pesticide-Exposure-Boosts-Parkinsons-Risk-by-60-Percent

    Dorzućmy do tego żywność spryskiwaną pestycydami, środki zaburzające gospodarkę hormonalną w kosmetykach i żywności, mięso nafaszerowane chemią i antybiotykami, wszechobecny sygnał wi-fi, 3g, 4g, a niedługo również diabelskie 5G, niebieskie światło, fluor w wodzie i całą masę innych „udogodnień” cywilizacyjnych stopniowo pociągających za wyżej wymieniony spust. Wspomnę też o establishmencie medycznym z uporem maniaka zlecającym dietę niskotłuszczową, opartą na węglowodanach, a to już skrót do kłopotów.

    Osobiście jestem po piątej sesji autohemoterapii. Trzy pierwsze wykonała zaprzyjaźniona pielęgniarka, dwie następne zrobiłam już sama i zamierzam kontynuować tą terapię ile się da. Zgodnie z definicją, od ponad 4 tygodni utrzymuję „stan zapalny” w organiźmie, a czuję się bardzo dobrze. Rzekłabym nawet, że podejrzanie dobrze bo ze zdrowiem u mnie pod górkę.

    A czy autohemoterapię można bezpiecznie stosować przez 5, 10 czy 20 lat? Cóż, dam znać jak mi pójdzie 🙂

    Komentarz - autor: Aneta Vol — 14 stycznia 2019 @ 19:28

  9. @ Aneta Vol

    Jeżeli „ze zdrowiem u Ciebie pod górkę”, to raczej trudno mówić o „czystej” prewencji…
    Prawdopodobnie ( jak mnóstwo ludzi dzisiaj) masz jakiś rodzaj chronicznej infekcji, powodującej albo tak zwany „low grade systemic inflammation” albo patogeny kryją się skutecznie przed systemem immunologicznym. Albo jedno i drugie.
    Czy zwiększona liczba monocytów je wszystkie ( odnajdzie) zniszczy..? Oby. Czy ten stan „zapalny” powinien być permanentny? Teoria głosi, że trzeba dążyć do likwidacji „root cause”, ale jeżeli jest to niemożliwe, to być może ten sposób jest optymalny, w konkretnej, relatywnej sytuacji ( choć niekoniecznie „dobry” w sensie absolutnym).
    Powodzenia 🙂

    Jeszcze…

    „Wspomnę też o establishmencie medycznym z uporem maniaka zlecającym dietę niskotłuszczową, opartą na węglowodanach, a to już skrót do kłopotów.”

    To jest jedna strona medalu.
    Z drugiej nie daj sobie wmówić „wrodzonej” szkodliwości węglowodanów. Ani nawet „szkodliwości” ich konkretnych proporcji w diecie.
    Dzisiejsza nietolerancja glukozy i wręcz toksyczność nadmiaru fruktozy, to efekt beznadziejnej diety, a nie węglowodanów per se. To efekt nadmiaru kalorii, w tym nadmiaru węglowodanów i tłuszczów razem wziętych. Wśród których dominują złe węglowodany i złe tłuszcze.

    Dobrze jest mieć organizm przystosowany ( wytrenowany) do efektywnego spalania tłuszczów. Czyli większą ilość wydajnych mitochondriów oraz skuteczną ekspresję enzymów potrzebnych do ich metabolizmu. Ale też dobrze jest mieć organizm przystosowany do efektywnego spalania węglowodanów. To nie jest albo albo. To może współistnieć w konkretnych przedziałach czasowych.

    Silny sygnał insulinowy jest człowiekowi potrzebny. Właśnie między innymi do skutecznie działającego systemu immunologicznego. Krótkotrwałe, wyższe stężenia, zarówno glukozy jak i insuliny, to coś diametralnie różnego od ich permanentnie podwyższonych i szkodliwych wartości.

    Można wchodzić w szczegóły, ale spójrzmy z „metapoziomu”: aktywność – odpoczynek, sen – czuwanie, uczta – post, przypływ – odpływ , yin – yang… Dlaczego akurat glukoza i insulina mają być tutaj wyjątkiem…?

    Albo jeszcze inaczej… stan ketozy można osiągnąć na trzy sposoby i ich kombinację: dietę, ćwiczenia i post. Post i ćwiczenia są z definicji tymczasowe. Dlaczego dieta, jako jedyna, miałaby być „stała”..?

    Jeszcze raz, to nie ma nic wspólnego z aprobowaniem dzisiejszej diety, pełnej oczyszczonych węglowodanów i
    rafinowanych tłuszczów n-6, Ani przeciwko diecie niskowęglowodanowej per se.
    Jestem za to przeciwko błędnemu identyfikowaniu zagrożeń, podnoszonych przez różnych „guru”, których celem jest podtrzymywanie własnej narracji, która ich żywi. Poprzez klikalność i sprzedaż własnych produktów.

    Ja bez problemu mogę zjeść 300 g ziemniaków po południu ( wtedy kiedy mogę, kontekst się liczy), a rano mieć poziom ciał ketonowych 1,5 mmol/l + .
    Nie sztuka jest obchodzić problem naokoło ( dieta niskowęglowodanowa na nietolerancję glukozy).
    Sztuką jest przywrócić tolerancję glukozy ( insulinosensytywność) i następnie umiejętnie z niej korzystać.
    To może byś kluczem, szczególnie w dłuższym okresie…

    Komentarz - autor: Art — 16 stycznia 2019 @ 09:20

  10. Hej Art, dzięki za odpowiedź.

    “Jeżeli „ze zdrowiem u Ciebie pod górkę”, to raczej trudno mówić o „czystej” prewencji…”

    Hmmm…w sumie to słuszna uwaga 😊

    “Prawdopodobnie ( jak mnóstwo ludzi dzisiaj) masz jakiś rodzaj chronicznej infekcji, powodującej albo tak zwany „low grade systemic inflammation”
    albo patogeny kryją się skutecznie przed systemem immunologicznym. Albo jedno i drugie. Czy zwiększona liczba monocytów je wszystkie (
    odnajdzie) zniszczy..? Oby. Czy ten stan „zapalny” powinien być permanentny? Teoria głosi, że trzeba dążyć do likwidacji „root cause”, ale jeżeli
    jest to niemożliwe, to być może ten sposób jest optymalny, w konkretnej, relatywnej sytuacji ( choć niekoniecznie „dobry” w sensie absolutnym).”

    Widzisz, teoretycznie kompletnie nic mi nie dolega. Nic a nic. Miałam robione wszystkie możliwe testy i za każdym razem “przegląd techniczny” zdaję śpiewająco. Jak więc znaleźć tą “root cause”?

    Moim zdaniem kluczowy zwrot to “mnóstwo ludzi”. Takie mnóstwo, że dolegliwości podobne do moich spowszedniały do tego stopnia, że nie uważa się ich za problem. Wszyscy są ciągle zmęczeni, nie mogą spać, łamie w kościach, mają problemy trawienne, jakieś tam wysypki, albo przeziębienie co 5 minut. Ot, tak już jest. To pewnie stres.

    Pierwsze co mi pomogło to jodyna (protokół Brownsteina). Biorę codziennie od grudnia 2015 i nie zamierzam przestawać. Drugie to powrót do diety opartej na mięsie bo przez 12 lat byłam wegetarianką (dlatego o diecie opartej na węglowodanach wiem aż za dużo). Dzisiaj żyję głównie na mięsie, tłuszczu i warzywach i jest dużo lepiej.
    Ple pierwsze słyszę, żeby jodyna i dieta mięsna leczyły stres, więc dla utrzymania estetyki lingwistycznej mojego postu dyplomatycznie pominę co sądzę o lekarzach którzy wciskali mi ten kit.

    A ponieważ do ideału sporo mi brakuje, nadal będę się trzymać AHT. Sądząc po wynikach opisanych w artykule, myślę, że warto. Mam w rodzinie jeszcze jednego pasjonata zdrowego stylu życia, który również zdecydował się na autohemoterapię. No ten to już okaz zdrowia, więc prewencyjnej natury jego motywacji nie można mu odmówić. Jestem ciekawa jak mu pójdzie.

    “Powodzienia 🙂”

    A dziękuję ślicznie 💐

    Co do Twoich uwag na temat węglowodanów i ketozy, w moim przypadku im mniej cukrów tym weselej, ale całkiem pozbyć się ich trudno. Próbowałam diety ketogenicznej w wersji 70-80% tłuszczu, ale chociaż coś tam się poprawiło, to na dłuższą metę mój organizm ją troszkę oprotestował. Na chwilę obecną jem mięso, warzywa i praktycznie codziennie stosuję post przerywany. Rano ketony potrafią dojść nawet do 4 mmol/l.
    Następna na tapetę idzie dieta “carnivore”. Dietetycy pukają się w czoło, a mnie zaintrygowały wyniki jakie usyskała Mikhaila Peterson: https://www.sott.net/article/385713-Jordan-Peterson-and-daughter-Mikhaila-are-ruffling-feathers-promoting-all-meat-diet-as-cure-for-autoimmune-diseases-and-depression

    Podsumowując, nie jestem w stanie bezspornie udowodnić, że podniesiony poziom monocytów / makrofagów jest dobrą metodą prewencyjną, ale zaimponowały mi wyniki opisane w artykule. Na moje laickie oko, wszyscy jesteśmy jak te żabki które nie zauważyły stopniowo podkręcanej temperatury wody i powoli dajemy się ugotować.

    Dla przykładu, rzuciłam ostatnio okiem na skład kremu na odparzenia dla niemowlaków. Czy taka mała pupa naprawdę nie może się obyć bez zaburzających gospodarkę hormonalną parabenów? Dlatego właśnie mimo wszystko nadal będę się trzymać wersji, że AHT w celach prewencyjnych to wcale nie głupi pomysł.

    Komentarz - autor: Aneta Vol — 16 stycznia 2019 @ 18:11

  11. @ Aneta Vol

    Tak, Mikhaila Peterson jest ostatnio na medialnym topie, a jej ojciec zaraz zacznie wyskakiwać z lodówki 😉

    Dla mnie nie ulega najmniejszej wątpliwości, że dieta „carnivore” może pomóc. Ale czy jest do stosowania przez całe życie?
    Jest faza „odkręcania” problemów, szczególnie związana z dysbiozą jelitową. Jednak później mogą pojawić się „własne” problemy. Mamy układ trawienny, jaki mamy. On zamyka usta wszelkim „antropologom”, domyślaczom wszelakim, jak wyglądała dieta „ancestral”, Przez proste porównanie układu trawiennego do zwierząt i ich diety, korygując o wielkość mózgu, możemy wysnuć, moim zdaniem, całkiem racjonalne i długofalowe wnioski.
    ——————-

    Co do węglowodanów, uważam, że w fazie długofalowej, docelowej, znacznie, znacznie lepiej jest dostarczać glukozę ( i odrobinę fruktozy) z diety, niż produkować ją samemu. To kosztowny energetycznie proces, wymagający udziału hormonów „stresu”. Stąd możliwe kłopoty ze snem. Ale nie tylko.
    Natomiast ich ilość jest ściśle związana z ilością aktywności fizycznej. No i timing jest niezwykle istotny, jeśli nie najważniejszy. Moją strategią jest jedzenie węglowodanów „na pustą wątrobę”, czyli po to, aby uzupełnić zapasy glikogenu wątrobowego. Ta strategia wymaga jednak braku insulinooporności, bowiem w przypadku, gdy wątroba jest insulinooporna, to zamiast budować glikogen z niewielką zmianą tempa uwalniania glukozy do krwi ( ale jednocześnie konkretnym „sygnałem” insulinowym „netto”), zaczyna „przeciekać” i uwalniać glukozę w znacznie większym tempie.

    Powszechnie mówi się o anabolicznych cechach insuliny, a to jest fundamentalny brak rozumienia biochemii i fizjologii ludzkiego organizmu. Rolą insuliny „pierwszoczasową” jest hamowanie, zarówno lipolizy z tkanki tłuszczowej jak i glikogenolizy z wątroby. Tylko ten sygnał musi być „słyszalny” przez tkanki.

    Po treningu siłowym można sobie pozwolić na jeszcze więcej węglowodanów, ponieważ do uzupełnienia jest także glikogen mięśniowy.
    ———————

    Co do chemii w kosmetykach, masz całkowitą rację. Ja nie stosuję praktycznie żadnej „ochrony”, a od czasu, gdy ( mam nadzieję) mój organizm pozbył się już nadmiaru kwasów tłuszczowych wielonienasyconych ze skóry ( a to proces wieloletni niestety), nie mam problemu z „oparzeniami słonecznymi” ( przy rozsądnym korzystaniu ze słońca)
    Ten problem dotyczy również na przykład siatkówki oka i zawartości w niej toksycznych kwasów tłuszczowych. Okularów
    „przeciwsłonecznych” nie potrzebuję.
    ———————-

    Również wciąż stosuję jod, ale znacznie mniejszą dawkę. Po prostu celem bieżącego uzupełnienia, a już nie wyrównywania wieloletnich niedoborów i wypierania bromków ( chleba nie jem)
    ———————–

    Coraz bardziej też do mnie dociera fakt, że mnóstwo procesów w organizmie ma swoje drugie dno i jest mieczem obusiecznym. Jak choćby właśnie miażdżyca, która buduje się jako „mniejsze zło”. Po czasie jednak może stanowić pierwszoplanowy problem. Ten czas jest tutaj kluczowy, czyli spowolnienie procesu na tyle, aby ostatecznie nie okazała się problemem w ogóle.

    Generalnie, istnieje problem „life span” vs „health span”. Teoretycznie możemy postępować tak, żeby żyć bardzo długo, ale to jest strategia „patykiem na wodzie pisana”. Ponieważ żyjemy w realnym świecie i nie udajemy się ” w miejsce odosobnienia”, aby medytować w pozycji kwiatu lotosu 😉 Cóż z tej medytacji zresztą miałoby wyniknąć dla świata…?

    Potrzebujemy silnych mięśni, z wiekiem coraz bardziej. Szczególnie mięśni typu II-B/X, które ochronią nas przed upadkami podczas tak zwanej „starości”. Ochronią przed bólem, błędnie przypisywanym innym przyczynom, a czasem w
    ogóle „niezidentyfikowanym” ( bóle w „krzyżu” np )
    A to z kolei wymaga regularnej aktywacji tych szlaków metabolicznych, które stoją w pewnej sprzeczności z teoretyczną długowiecznością. ( mTOR, IGF-1 np)
    Dodaj do tego nie poruszany w ogóle problem ” po co to wszystko” i już wiadomo, że „health span” jest także tylko środkiem do celu, a nie celem samym w sobie.

    Komentarz - autor: Art — 17 stycznia 2019 @ 06:51

  12. A, jeszcze zapomniałem odnieść się do „Jak więc znaleźć tą “root cause?” ”

    Nie wiem w czym problem, bo o sobie piszesz trochę sprzecznie, że z jednej strony „nic Ci nie dolega”, a z drugiej, że „ze zdrowiem pod górkę”.
    Jak rozumiem, to wyniki badań są ” w porządku”, ale problemy ze zdrowiem jednak są…

    Jeszcze ogólnie… moim zdaniem w ogóle procentowy udział makroskładników energetycznych jest problemem drugorzędnym. W zdrowym organizmie. Mamy organizmy pierwotnie przystosowane do spalania i tłuszczów i węglowodanów. O czym świadczą do dziś żyjące plemiona o tak skrajnie różnorodnej diecie. Gdzie nawet szerokość geograficzna nie jest decydującym wyznacznikiem w tym sensie, że w strefie umiarkowanej jest duża różnorodność. Może jej brakować dopiero zdecydowanie bliżej biegunów…

    Najistotniejsze, moim zdaniem, jest dostarczanie każdej witaminy, każdego minerału, każdego związku w taki sposób, aby nie było niedoborów i nadmiarów. Proste w założeniach, trudniejsze w wykonaniu.
    Szczególnie uwzględniając stan aktualny i nieuchronne zmiany w czasie.

    Dlatego denerwują mnie te medialne przekazy, że jedz to, bo coś tam ma „dużo”… i tu następuje litania witamin i minerałów.
    „Dużo” to znaczy ile właściwie? A ile powinno być?
    No naprawdę, dzieci we wczesnej podstawówce uczą się sumować, a dorosłych w kwestii własnego zdrowia karmi się takimi ogólnikami w stylu „dużo”. A może „za dużo”… wymagam..? 😉

    Przecież dziś każdy jest uwiązany do chomąta, to znaczy do komórki 😉 , a są całkiem niezłe aplikacje, gdzie można sobie sprawdzić, ile to jest „dużo”, zsumować całą dzienną dietę i zobaczyć czarno na białym gdzie mogą być niedobory i nadmiary.
    Trudne?
    Jasne, lepiej gadać, gadać, gadać…. 😉

    Komentarz - autor: Art — 17 stycznia 2019 @ 10:43

  13. I na koniec.. wiedzieć to oczywiście nie znaczy stosować.
    Szczególnie, gdy tyle pokus czyha na wyciągnięcie ręki lub tuż za rogiem. Tanio, smacznie i uzależniając

    Dlatego myślę, że obronić się jest w stanie „garstka” ludzi. I dlatego winnym nie jest ani wyłącznie, ani nawet znacząco człowiek. Winnym jest tak zwany „food industry”, którego celem jest przecież zwiększenie konsumpcji. Inżynierowie, przed którymi postawiono takie zadanie, świetnie się z niego wywiązują. Jak inżynierowie w ogóle, którzy rozwiązują konkretne problemy. No i rozwiązują.

    Więcej, każde drążenie szczegółów, wnikanie w zawiłości ludzkiego metabolizmu, ma swoją ciemną stronę.
    Którą jest odwracanie problemu od „root cause” na poziomie populacji, czyli „przemysłu żywnościowego”.

    Z drugiej strony, to się znacząco nie zmieni. Niby w jaki sposób mogłoby? Zakazy? Przeczą „wolnorynkowemu” paradygmatowi. Podatki? Musiałyby być ogromne, aby odnieść skutek..

    Jako ludzkość, jesteśmy w baaaardzo ciemnym tunelu.. co widać naocznie na ulicy.

    Komentarz - autor: Art — 17 stycznia 2019 @ 11:31

  14. Nie wnikajac w merytoryczna strone tej hipotezy, chcialabym dodac ze w latach piedziesiatych moja mama cierpiala na silna egzeme, ktorej owczesna medycyna nie mogla wyleczyc.
    I wlasnie u niej zastosowano ten rodzaj leczenia zasugerowany przez starszego wiejskiego lekarza. Wynik byl fenomenalny w bardzo krotkim czasie egzema znikla zupelnie i nigdy nie powrocila.
    Moja mama ma juz 87 lat i jakkolwiek ma inne problemy zwiazane z wiekiem,od tamtego czasu nigdy nie bylo juz najmniejszych problemow z egzema.

    Komentarz - autor: EWA — 18 stycznia 2019 @ 02:35

  15. @ EWA, ciekawa sprawa, dzięki za info. Początkowo zaprzyjaźniona pielęgniarka która miała mi robić pierwszą sesję powiedziała ‚nie’. Bała się ewentualnych powikłań bo jednak moja prośba, aby pobrać mi krew i wstrzyknąć w pośladek musiała zabrzmieć dziwnie. Zapytała jednak koleżankę, inną pielęgniarkę, a ta zgodziła się mi pomóc mówiąc, że kiedyś AHT stosowano nawet w szpitalach właśnie przy leczeniu alergii. Jak dawno to było, nie wiem, ale na moje oko pielęgniarka nie mogła mieć więcej niż 50 lat. Nie wiem też czy odnosiła się do swojego doświadczenia czy o tym słyszała.

    @ Art, dzięki za odpowiedź, odpiszę później, bo czas już zbierać się do pracy 🙂

    Komentarz - autor: Aneta Vol — 18 stycznia 2019 @ 10:48

  16. @ EWA

    Ciekawa historia. Sugerująca albo zlikwidowanie jednorazowej infekcji „podkręcając” działanie układu immunologicznego, albo infekcja się powtarza, ale do pamięci „operacyjnej” układu została ( i to na trwałe) wprowadzona informacja o patogenie, co pozwala likwidować infekcję w zarodku już bez „sztucznego” podkręcania układu…

    Komentarz - autor: Art — 18 stycznia 2019 @ 11:54

  17. P.S. Napisałem „infekcja”, choć w literaturze piszą, że przyczyny są „nieinfekcyjne”, Ale nie do końca poznane. 😉

    I znów definicje… infekcja->patogen->drobnoustroje chorobotwórcze->nieożywione-> chemiczne, fizyczne
    Ech.. i wyszło im, że… „nieinfekcyjne” 😉

    Komentarz - autor: Art — 18 stycznia 2019 @ 12:39


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: