PRACowniA

22 sierpnia 2018

Waszyngtońscy „rewolucjoniści” w Iranie poniosą klęskę – ale wcześniej narobią szkód

Tony Cartalucci
New Eastern Outlook
10 lipca 2018

Popierana przez USA irańska opozycja nie jest ani „rewolucyjna”, ani nawet „w” Iranie. Mimo to wybrano ją na siłę zastępczą Waszyngtonu i nowy rząd, jaki USA chcą zainstalować w Teheranie.

W sytuacji, kiedy prowadzona przez USA wojna zastępcza w Syrii zaczyna osiągać martwy punkt, a czas gra na korzyść Damaszku i jego sojuszników, waszyngtoński plan wykorzystania tego konfliktu w drodze do zmiany reżimu w Iranie prowadzi do konfliktu znacznie większego.

Ekspert geopolityczny F. William Engdahl pokazał, w jaki sposób zachodnie koncerny naftowe wprowadziły w życie globalny plan podnoszenia cen ropy, tak żeby produkcja amerykańskiej ropy łupkowej przynosiła zyski. Jednocześnie Stany Zjednoczone od lat stosują sankcje przeciwko Iranowi, dywersję w Wenezueli, wojnę w Libii i wojnę zastępczą na Ukrainie, żeby uniemożliwić Teheranowi, Caracas, opozycji libijskiej i Moskwie czerpanie na dłuższą metę korzyści z podwyżek cen ropy.

Utrudnianie Iranowi czerpania dochodów z ropy naftowej oraz ponowne wprowadzanie sankcji i sankcji wtórnych wobec krajów odmawiających uznania wycofania się Ameryki z tak zwanego irańskiego układu nuklearnego odbywa się równolegle z bezpośrednią, skrytą dywersją wewnątrz samego Iranu.

Wszystko to ma na celu sparaliżowanie funkcjonowania Iranu jako państwa narodowego, a także zmniejszenie jego wpływów w regionie – na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej.

USA przedstawiają terrorystyczną sektę jako „irańską opozycję”

Jak miało to wcześniej miejsce w Libii i Syrii, USA wykorzystują w Iranie organizacje terrorystyczne, żeby zaatakować i osłabić państwo. Wspierane przez Iran milicje już walczą w Syrii i Iraku z Al-Kaidą i licznymi powiązanymi z nią ugrupowaniami, w tym z samozwańczym „Państwem Islamskim” (ISIS). W tej sytuacji prawdopodobieństwo eksportu terrorystów do samego Iranu jest wysokie, zwłaszcza kiedy milicje zostaną wypchnięte z Syrii i Iraku, a destabilizacja wewnątrz Iranu osiągnie odpowiedni poziom.

Jest też inna, mniej znana grupa, przedstawiana przez USA jako głos irańskiej opozycji, a która nawet według jej amerykańskich sponsorów jest niedemokratyczna, terrorystyczna i podobna do sekty.

Jest to Organizacja Mudżahedinów Ludowych Iranu, znana również jako Mudżahedin-e Khalq (MEK). Do 2012 roku MEK znajdował się na liście zagranicznych organizacji terrorystycznych amerykańskiego Departamentu Stanu i tylko dzięki ogromnemu lobbingowi został z niej wykreślony. Niemniej jednak nic nie wskazuje na to, żeby zmieniły się zasadnicze cechy MEK, które czyniły go organizacją terrorystyczną. Przyznały to nawet amerykańskie korporacyjno-finansowe think tanki, opowiadające się za użyciem MEK jako siły zastępczej przeciw Iranowi.

Komentarz: Na Pracowni artykuł Nialla Bradleya ze stycznia br.: Kult śmierci terrorystów MEK – poznajcie waszyngtońską „irańską opozycję” – polecamy!

W dokumencie programowym z 2009 roku zatytułowanym „Którędy do Persji – opcje nowej amerykańskiej strategii wobec Iranu” (PDF) Instytut Brookingsa (amerykański think tank z siedzibą w Waszyngtonie) otwarcie przyznał (podkreślenie dodano):

Prawdopodobnie najbardziej znaczącym (i na pewno najbardziej kontrowersyjnym) ugrupowaniem opozycyjnym, które przyciągnęło uwagę jako potencjalna amerykańska siła zastępcza, jest NCRI (Narodowa Rada Ruchu Oporu Iranu), ruch polityczny założony przez MEK (Mudżhedin-e Khalq). Krytycy uważają, że jest to ugrupowanie niedemokratyczne i niepopularne, a nawet antyamerykańskie.

Brookings rozwinął wątek dotyczący terrorystycznej przeszłości grupy, stwierdzając (podkreślenie dodano):

Nie da się zaprzeczyć, że MEK przeprowadzał ataki terrorystyczne, często usprawiedliwiane przez jego orędowników z racji tego, że były skierowane przeciw rządowi Iranu. Przykładowo w 1981 roku MEK dokonał zamachu bombowego na siedzibę Partii Republiki Islamskiej, będącej wówczas główną organizacją polityczną przywódców duchownych, zabijając około 70 wyższych rangą urzędników. Niedawno grupa przyznała się do kilkunastu ataków moździerzowych, zabójstw i innych napaści na irańskie cele cywilne i wojskowe w latach 1998-2001.

Instytut Brookingsa wspomina również o atakach MEK na amerykańskich żołnierzy i cywilnych podwykonawców, zauważając:

W latach 70. grupa zamordowała trzech amerykańskich oficerów wojskowych i trzech kontrahentów cywilnych w Iranie.

Brookings zaznaczył również (podkreślenie dodano):

Sama grupa jawi się jako niedemokratyczna i cieszy się niewielką popularnością w Iranie. Nie ma tam bazy politycznej, chociaż wydaje się mieć obecność operacyjną. Swoim aktywnym udziałem po stronie Saddama Husajna w zaciekłej wojnie irańsko-irackiej ściągnęła na siebie nienawiść. Ponadto wiele cech grupy przypomina kult, a jej przywódcy, Masud i Marjam Radżawi, są otoczeni czcią graniczącą z obsesją.

Instytut Brookingsa zauważył, że chociaż fakty dotyczące MEK mówią same za siebie, Stany Zjednoczone mogłyby rzeczywiście użyć tej organizacji terrorystycznej jako pośrednika w wojnie z Iranem, ale zauważa:

… żeby ściślej współpracować z grupą (przynajmniej w sposób jawny), Waszyngton musiałby co najmniej wykreślić ją z listy zagranicznych organizacji terrorystycznych.

Tak właśnie zrobiły Stany Zjednoczone w 2012 roku, po latach lobbingu. W oświadczeniu z 2012 roku pt. „Wykreślenie Mudżahedin-e Khalq z listy” tak o swojej decyzji wypowiedział się Departament Stanu USA:

Dzisiejszy krok nie oznacza, że Departament przymyka oko na terrorystyczną przeszłość MEK, czy zapomina o ich udziale w zamordowaniu obywateli USA w Iranie w latach 70. oraz o ataku dokonanym na terytorium USA w 1992 roku. Departament jest również poważnie zaniepokojony MEKiem jako organizacją, w szczególności w odniesieniu do zarzutów o maltretowanie członków własnej organizacji.

Podejmując tę decyzję, Sekretarz wziął pod uwagę publiczne wyrzeczenie się przez MEK używania przemocy, brak potwierdzonych aktów terroryzmu od ponad dekady oraz ich współpracę przy pokojowym zamknięciu obozu Aszraf, ich historycznej bazy paramilitarnej.

Nic w oświadczeniu Departamentu Stanu USA nie wskazuje, że MEK nie jest już organizacją terrorystyczną. Zauważono po prostu, że organizacja publicznie – w ramach politycznego oportunizmu – wyrzekła się używania przemocy. Zauważmy też, że MEK w dokumencie programowym Instytutu Brookingsa z 2009 roku pojawia się w rozdziale zatytułowanym „Inspirowanie powstania przeciw władzy”, sugerującym użycie przemocy zbrojnej, niemalże gwarantując, że MEK będzie jedną z frontowych sił zastępczych USA, przynoszących tę przemoc.

To właśnie z Marjam Radżawi, „sekciarską” przywódczynią MEK, współpracowali wybitni amerykańscy politycy i polityczne grupy lobbingowe przez wiele lat przed wykreśleniem grupy w 2012 roku z amerykańskiej listy zagranicznych organizacji terrorystycznych. Wśród nich znaleźli się czołowi podżegacze do wojen, zwłaszcza tej z Iranem: obecny doradca ds. bezpieczeństwa narodowego John Bolton, Newt Gingrich i obecny doradca prawny prezydenta USA Donalda Trumpa, Rudy Giuliani.

W tym roku, podczas dorocznej konferencji „Wolny Iran” w Paryżu, finansowane i nadzorowane przez amerykański Departament Stanu Radio Wolna Europa / Radio Swoboda zamieściło na swojej stronie artykuł zatytułowany „Na paryskim wiecu sojusznicy Trumpa mówią o ,bliskim końcu reżimu w Iranie’”, w którym czytamy:

Bliscy sojusznicy prezydenta USA Donalda Trumpa powiedzieli podczas paryskiego wiecu „Wolny Iran”, że koniec irańskiego reżimu jest bliski, a sankcje wobec tego kraju będą się stale nasilały.

„Zaczynamy już realnie dostrzegać koniec reżimu w Iranie”, powiedział 30 czerwca doradca prawny Rudy Giuliani podczas wiecu, zorganizowanego przez opozycjonistów na uchodźstwie, w tym byłych buntowników z organizacji Mudżahedinów Ludowych, zdelegalizowanej w Iranie.

Giuliani wskazał na niedawne protesty, jakie wybuchły w Iranie cierpiącym z powodu trudności finansowych, będących następstwem decyzji Trumpa o wycofaniu się z porozumienia nuklearnego z 2015 roku i o ponownym nałożeniu sankcji na Teheran.

Tak więc praktycznie każdy aspekt dokumentu Instytutu Brookingsa z 2009 roku jest otwarcie wcielany w życie w ramach amerykańskiej polityki zagranicznej. Dotyczy to również wsparcia USA dla MEK – organizacji, która wcześniej zamordowała amerykańskich żołnierzy i cywilnych kontrahentów i która według wypowiedzi jej własnych zwolenników nadal jest zaangażowana w terroryzm.

Szczytem ironii jest to, że amerykańscy zwolennicy MEK twierdzący, że MEK i jego polityczne skrzydło NCRI obalą „dyktatorskich ajatollahów” to ci sami, którzy przyznają, że MEK jest organizacją „niedemokratyczną” i „sekciarską”, czyli mającą te same cechy, o które amerykańscy politycy i eksperci oskarżają rząd Iranu.

MEK może pomóc w zniszczeniu Iranu, ale nigdy nie będzie nim rządzić

Wzorem innych „prodemokratycznych” grup promowanych przez Waszyngton w ramach poprzednich operacji zmiany reżimu, „irańscy” terroryści z MEK zostaną wykorzystani do destabilizacji kraju, wywarcia presji na irański rząd, a całkiem możliwe, że i obalenia go, tyle że w efekcie Iran rozsypie się na drobne kawałki.

MEK i jego polityczne skrzydło NCRI nigdy nie będą rządzić funkcjonalnym i zjednoczonym państwem irańskim, podobnie jak wspierani przez Stany Zjednoczone terroryści w Libii kontrolują – i to ledwo – tylko drobną część terytorium i zasobów Libii.

Demaskuje to jeszcze wyraźniej intencje USA w stosunku do Iranu, niemające nic wspólnego z poprawą życia i perspektyw irańskiego narodu – zwłaszcza zważywszy na to, że problemy, z którymi boryka się społeczeństwo Iranu, nie są dziełem aktualnie panującej władzy, ale kilkudziesięcioletniej amerykańskiej polityki, zmierzającej do osaczenia, powstrzymania i osłabienia kraju oraz obalenia irańskich instytucji.

I tym kontekście należy rozumieć amerykańską politykę zagraniczną wobec Iranu: jest to zwyczajnie kontynuacja waszyngtońskiego zwyczaju wykorzystywania terroryzmu jako przykrywki do podziału i zniszczenia wybranych krajów, żeby wyeliminować konkurentów i ich wpływy z regionów świata, które Stany chcą przejąć – i nic więcej.

Wysokie koszty przeciągającego się konfliktu z Iranem poniosą amerykańscy podatnicy, a jeśli konflikt się nasili, także amerykańscy żołnierze i towarzyszące im służby, w postaci przelanej w nim krwi. Rezultat, w razie utrzymania się takiej polityki zagranicznej, nie posłuży interesom żadnego z tych narodów; oba poniosą konsekwencje przyszłego konfliktu, tak jak naród amerykański i narody najechane przez USA ucierpiały w przeszłości.

Tony Cartalucci mieszka w Bangkoku, zgłębia zagadnienia geopolityki i pisze głównie dla magazynu internetowego „New Eastern Outlook.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Washington’s ‚revolutionaries’ in Iran will fail – but not without inflicting damage first

 

 

 

Reklamy

1 komentarz »

  1. […] Waszyngtońscy „rewolucjoniści” w Iranie poniosą klęskę – ale wcześniej narobią szkód https://pracownia4.wordpress.com/2018/08/22/waszyngtonscy-rewolucjonisci-w-iranie-poniosa-kleske-ale… […]

    Pingback - autor: 22.08.2018 – Syria: 1055 dzień sprzątania świata… | KODŁUCH — 23 sierpnia 2018 @ 00:21


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: