PRACowniA

30 Maj 2018

Jak w Korei Północnej powstało imperium USA

Filed under: Polityka,Różne — iza @ 19:26

Niall Bradley
Sott.net
6 maja 2017 14:40 UTC

Amerykańskie bombowce podczas wojny koreańskiej

W ciągu ostatnich 15 lat okresowo rozpalały się wojownicze debaty o tym, „co zrobić z tym szalonym azjatyckim dyktatorem” w Korei Północnej. Dzisiejsza brawurowa runda rozgrywana przez „głębokie państwo” USA i Zachodu przeciwko Korei Północnej – najprawdopodobniej – skończy się tak samo, jak w poprzednich odcinkach: wypali się. Gwarantem bezpieczeństwa Korei Północnej są Chiny, więc Stany Zjednoczone nie pójdą na wojnę z Koreą Północną. Koniec, kropka.

Jednak trwa walka między Trumpem a waszyngtońskimi szaleńcami o trzymanie wodzy imperium i ten „szalony Koreańczyk” ma w niej swoje miejsce. Chciałbym wrócić do tego w innym artykule, ale tymczasem zwróćcie uwagę na sprzeczne wiadomości, jakie docierają z USA. Raz grupy bojowe Marynarki Wojennej USA są w drodze do Korei Północnej, chwilę później zmierzają w przeciwnym kierunku. A to systemy rakietowe THAAD „są zainstalowane w Korei Południowej i gotowe do użycia”, to znów Trump chce, żeby Korea Południowa za nie zapłaciła. Raz ktoś z amerykańskiej Rady Bezpieczeństwa Narodowego mówi NBC News, że Stany Zjednoczone rozważają „dekapitację reżimu Korei Północnej”, po czym Trump informuje, że będzie zaszczycony spotkaniem z Kim Jung Unem… Wszystko to sprowokowało rządy Korei Południowej i Japonii do wytknięcia i potępienia mylących i sprzecznych wypowiedzi Trumpa. Czy w tym pozornym szaleństwie Trumpa jest jakaś metoda?

Niedawno przeczytałem książkę „The China Mirage: The Hidden History of American Disaster in Asia (Chiński miraż. Skrywana historia amerykańskiej katastrofy w Azji) Jamesa Bradleya – zapierającą dech w piersiach panoramę amerykańskich i chińskich trajektorii od wojen opiumowych w połowie XIX wieku do narodzin „komunistycznych” Chin i „Pax Americana” sto lat później. Naturalnie obejmuje to zaangażowanie Stanów Zjednoczonych w Korei, więc w tym artykule chciałbym podzielić się historycznym kontekstem, który w dostępnych w sieci podsumowaniach stosunków amerykańsko-koreańskich jest – o ile mi wiadomo – albo niekompletny, albo pomijany.

Stany Zjednoczone mają długą historię wspierania szalonych dyktatorów azjatyckich – od imperialnej Japonii, przez „chrześcijańskiego” Czang Kaj-szeka w „Nowych” Chinach, po katolickiego Ngo Dinh Diema w przelotnym amerykańskim wynalazku, Wietnamie Południowym. Podobnie wynalazkiem Stanów Zjednoczonych jest Korea Północna. Po setkach lat istnienia jako suwerenny kraj, pod koniec XIX wieku Korea dostała się pod wpływy imperium japońskiego. Japończycy stali się wtedy „jankesami Dalekiego Wschodu” i do tego stopnia zaakceptowali cywilizowane zachodnie zwyczaje (a w szczególności anglosaskie wartości), że imperia USA i Wielkiej Brytanii zdołały ich przekonać, że powinni rozszerzyć swoje imperium w celu powstrzymania rosyjskiej ekspansji gospodarczej na Dalekim Wschodzie i przybliżenia „amerykanizacji” Chin i szerszego regionu.

W 1882 r. USA podpisały traktat z cesarzem Korei, deklarując, że „między Koreą a USA będzie trwały pokój”. Gdyby kiedykolwiek Korea była zagrożona przez stronę trzecią, USA będą interweniować w jej imieniu. Na Wschodzie takie zobowiązania są prawnie i moralnie wiążące. Ale nie na Zachodzie. W 1905 roku, za plecami Korei, ówczesny prezydent USA Theodore Roosevelt (którego rodzina, podobnie jak wszystkie amerykańskie patrycjuszowskie rodziny, wzbogaciła się na nielegalnym przemycie opium do Chin), dał Japonii przyzwolenie na zajęcie Korei (pod pretekstem, że jeśli nie zrobi tego Japonia, zrobią to Rosjanie) i wykorzystania jej jako bazy przygotowawczej do rozpoczęcia wojny z Rosją. W The China Mirage Bradley opowiada o tej zdradzie:

W marcu 1905 r., kiedy podczas zwycięskiej japońskiej bitwy pod Mukdenem kolejne fale japońskich żołnierzy trafiały prosto pod rosyjskie kule, Roosevelt napisał: „Japończycy są najbardziej dziarskimi wojownikami na świecie!” Po raz pierwszy w nowożytnej historii państwo azjatyckie wygrywało z białym zachodnim chrześcijańskim krajem. Roosevelt napisał do [barona Kentarō] Kaneko [japońskiego wysłannika do USA] na oficjalnym papierze Białego Domu: „Sądząc po stanie rzeczy, wszystko idzie dobrze, a wasza armia posuwa się pełną parą. Banzai!!” Kiedy nieco później baron przybył do Białego Domu na uroczystość uczczenia zwycięstwa pod Mukdenem, twarz Roosevelta rozświetlała radość z powodu tego bezprecedensowego zwycięstwa. Po rozmowie z Kaneko Roosevelt powiedział sekretarzowi wojny Williamowi Howardsowi Taftowi: „Całym sercem zgadzam się z japońskimi warunkami pokoju, o ile obejmą one kontrolę Japonii nad Koreą”. [s.72]

Korea znalazła sobie niewielu rzeczników. John Ford, sekretarz Stowarzyszenia Amerykańsko-Azjatyckiego, największej [wówczas] grupy handlowej, bronił japońskiego przejęcia Korei, ponieważ „prawdziwym zagrożeniem dla Azji i świata jest Moskwa, a nie żółte niebezpieczeństwo”.

Termin „żółte niebezpieczeństwo” [yellow peril] odnosi się do faktu, że pod koniec XIX wieku angloamerykańskie kręgi władzy zdały sobie sprawę, że – wcześniej czy później – Azja Wschodnia, ze swoją znacznie większą populacją, uprzemysłowi się i zaćmi globalną dominację Zachodu. A jednak nie to ich najbardziej przerażało – to imperialna Rosja budziła strach, który odbija się echem do chwili obecnej.

Tak zaczęła się droga Korei do piekła i imperialny marsz Japonii przez cały region. Dopiero później Stany Zjednoczone zaczęły mieć z tym problem; póki co Roosevelt zachęcał Japonię do stosowania „japońskiej doktryny Monroe’a dla Azji” – doktryny, która była gwarantowana finansowo, militarnie i politycznie przez Angloamerykanów. Japończycy okupowali Koreę w stylu nazistowskim przez następne 45 lat, podczas których w 1931 r. zaatakowali także i zajęli Mandżurię, w północno-wschodnich Chinach. Następnie, w 1937 r., posunęli się dalej na południe Chin, zabijając po drodze miliony ludzi (według chińskich źródeł – 35 milionów).

Kiedy wybuchła II wojna światowa, japońska maszyna wojenna była już w dużej mierze uzależniona od kalifornijskiej ropy naftowej, której kurek ówczesny prezydent USA Franklin Roosevelt (kuzyn Theodora Roosevelta) niechętnie by przykręcił, z obawy przed wypowiedzeniem wojny USA przez Japończyków w czasie, kiedy Stany Zjednoczone koncentrowały się na sytuacji w Europie. Imperialna Japonia, żeby się zabezpieczyć, rozprzestrzeniła się na południe do Indochin i Indonezji, aby zawłaszczyć tamtejsze pola naftowe i inne surowce.

Generał Douglas MacArthur, który kierował siłami „ONZ” w Korei – zbyt szalony nawet dla Waszyngtonu

W ten sposób Japonia przekroczyła dozwolone granice, wyznaczone przez Angloamerykanów: wzięła na oko kluczowe zasoby w koloniach Zachodu. Tak zwani „mędrcy”, skupieni wokół Roosevelta (których dziś moglibyśmy uznać za uczestników „głębokiego państwa”), za plecami prezydenta nałożyli embargo na transport ropy naftowej do Japonii, która jeszcze nie zabezpieczyła sobie niezbędnych zasobów w Azji Południowo-Wschodniej i zrobili to z pełną świadomością, że takim posunięciem kładą łapę na regionalnych ambicjach Japonii i że będzie ono zinterpretowane przez Japończyków jako deklaracja wojny. W ten sposób sprowokowali decyzję Japonii o ataku na amerykańską Flotę Pacyfiku w Pearl Harbor na Hawajach. Wciąż toczy się debata, czy japoński niespodziewany atak na Pearl Harbor rzeczywiście zaskoczył Amerykanów, czy też nie, w każdym razie zapisy historyczne wskazują, że kiedy wojsko USA wkroczyło już na zachodni Pacyfik, planowało tam pozostać.

Podczas gdy reszta świata świętowała koniec drugiej wojny światowej, która „miała położyć kres wszystkim wojnom”, elity USA w osłupieniu przyglądały się, jak w 1949 roku „brudny komuch” Mao Tse-tung przejął kontrolę nad całymi Chinami i zmusił ich szalonego azjatyckiego dyktatora (tego prawdziwie chińskiego, Czang Kai-szeka) do ucieczki na Tajwan, który Stany Zjednoczone następnie uznały za „prawdziwe Chiny”.

I tak dochodzimy do drugiego „sprzedania” Korei przez USA. Po tym, jak Stany Zjednoczone zachęciły ZSRR, żeby na ich rzecz pokonał resztki japońskich wojsk w płn-wsch. Chinach („lepiej, żeby to zrobili ich chłopcy niż nasi”), Sowieci zepchnęli Japończyków na Półwysep Koreański, ale tylko w jego północną część, do 38. równoleżnika – arbitralną linię narysowaną przez USA, która rozdzieliła Koreę na pół. Jak wskazuje Bradley: „nikomu w Stanach Zjednoczonych nie przyszło nawet na myśl, żeby skonsultować się z Koreańczykami w sprawie podziału ich starożytnej ziemi”.

„Mędrcy” to przydomek nadany garstce amerykańskich strategów w Departamencie Stanu i poza nim, którzy najwięcej zrobili w kwestii nakreślenia amerykańskiej polityki zagranicznej (tak naprawdę – imperialnej) w trakcie drugiej wojny światowej i po jej zakończeniu. To ci „geniusze” wymyślili plan „ograniczenia” ZSRR i odseparowania go od Europy Zachodniej, podobnie w stosunku do Chin i oddzielenia ich od ich sąsiadów, poprzez przywrócenie Japonii roli dominującej potęgi w regionie. Bradley kontynuuje:

Koreańczycy jeszcze bardziej się oburzyli, kiedy dowiedzieli się, że amerykańscy urzędnicy będą rządzić Koreą Południową i to z pomocą koreańskich kolaborantów dawnych kolonistów japońskich. Mieszkańcy Korei Północnej ze zdenerwowaniem obserwowali, jak mieszkańcy Południa, którzy współpracowali z japońską okupacją, pomagali Stanom Zjednoczonym zdobyć wpływy na Półwyspie Koreańskim. Właśnie skończył się 40-letni okres dominacji Japończyków w stylu nazistowskim. Dowódca Korei Północnej Kim Ir Sen swoją karierę wojskową rozpoczął wiosną 1932 r. od walki z Japonią, a jego rząd był przede wszystkim antyjapoński.

Deana Achesona (ówczesnego sekretarza stanu USA) interesowało przede wszystkim ożywienie gospodarki światowej po dewastacji wskutek II wojny światowej. W Europie USA wprowadziły program pomocy gospodarczej zwany planem Marshalla; w Azji był on znany jako Polityka dla Azji, dokument Rady Bezpieczeństwa Narodowego nr 48/2 (NSC 48/2, Position of the United States with Respect to Asia z 30 grudnia 1949 r.). Zgodnie z NSC-48/2 Japonia miała stać się gospodarką przemysłową Azji, uruchomioną przez amerykańskie firmy. Waszyngton „podłączyłby” do japońskiej maszyny przemysłowej inne gospodarki azjatyckie, także jako rynki zbytu dla japońskich towarów (tym samym izolując i powstrzymując (containing) Chiny). […] Według ich planu Korea, Wietnam i inne kraje Azji miały stać się odbiorcami dostaw i machinami konsumpcyjnymi, pozostającymi w orbicie USA i Japonii. Amerykańskie wojsko zapewniłoby Japonii parasol bezpieczeństwa i trzymałoby w ryzach inne kraje azjatyckie.

Mędrcy nie rozumieli, że ich Polityka wobec Azji dla wielu Azjatów brzmiała tak samo przerażająco, jak niedawne japońskie aspiracje imperialne. Dla nich wyglądało to tak, jakby USA przyzwalały na kolejną erę japońskiej dominacji, tym razem z amerykańskim wsparciem. Kiedy przywódcy Korei Północnej zdali sobie sprawę, że Waszyngton chce, aby Japonia po raz kolejny zdominowała Koreę, dostrzegli w tym śmiertelne zagrożenie. […]

Acheson, bliski przyjaciel angielskiego ekonomisty Johna Maynarda Keynesa, zastanawiał się, czy ogromny keynesowski wzrost wydatków wojskowych USA może pobudzić aktywność gospodarczą na świecie.

Ściśle tajna polityka Achesona została przedstawiona w dokumencie 68 Rady Bezpieczeństwa Narodowego, w którym wezwano do czegoś nowego w dziejach Ameryki: potężnego opasania świata przez amerykańskie wojsko, mającego chronić „zdolności tworzenia wojen” przez sojuszników USA – ten eufemizm odnosił się do krajów bogatych w zasoby, potrzebne amerykańskiemu przemysłowi do produkcji broni, potrzebnej do powstrzymania komunizmu na całym świecie. […]

[Ściśle tajne Memorandum Bezpieczeństwa Narodowego NSC-68 z 1950 r., zatytułowane „Cele i programy USA w dziedzinie Bezpieczeństwa Narodowego” – jeden z najważniejszych dokumentów polityki USA, który dał początek Zimnej Wojnie i jej militaryzacji na okres od jego powstania do lat dziewięćdziesiątych ub. wieku. Odtajniony w 1975 r. To on nadał stosunkowo świeżej doktrynie powstrzymania najwyższy priorytet. – przyp.]

Acheson namawiał Trumana nie tylko do ruszenia na wojnę z Koreą bez konsultacji kongresowych, ale także do wysłania tajnej pomocy wojskowej Francuzom w Indochinach na wojnę z Ho Chi Minhem. I tak bez żadnej debaty – nie było nawet próby jej podjęcia – jakiś mędrzec, zaniepokojony wydarzeniami w Azji, które słabo rozumiał, narzucił USA zaangażowanie w bieżące i przyszłe wojny. [s. 344]

Szczytem ironii w tym planie „powstrzymania Chin” jest to, że Mao chciał, aby jego kraj znalazł się w amerykańskich planach rozwoju po II wojnie światowej; chciał, aby przemysł i kapitał USA rozwijał Chiny – co jednak zaczęło się dopiero kiedy Henry Kissinger „zobaczył światło” w 1972 roku.

Kim Ir Sen zdał sobie sprawę, że reanimacja jego arcywroga (Japonii) oznaczała, że wyimaginowana linia wyznaczona działaniami wojennymi stanie się trwałą, rzeczywistą granicą. Dobrze wiadomo, że wojska północnokoreańskie zaatakowały Południe (wyswobodzone, jak sądzili, od japońskich kolaborantów), wywołując tym wojnę koreańską 1950-1953. Nie jest ujęta w tej narracji natura „dobrych kolesi”, do obrony których rzuciły się Stany Zjednoczone. Australijski prawnik w zakresie praw człowieka James O’Neil pisze:

W 1948 roku Stany Zjednoczone poczuły, że mogą wyjechać z Korei Południowej, ponieważ zainstalowały tam wykształconego w USA Syngmana Rhee jako dyktatora. Rządził, jak rządzą dyktatorzy – zabijając, wtrącając do więzienia lub zmuszając do udania się na wygnanie dziesiątki tysięcy swoich politycznych przeciwników. Rhee został ostatecznie obalony w ludowej rewolucji w 1960 roku. W scenach, jakie miały później zostać powtórzone w Sajgonie w 1975 roku, został zabrany ze swojego pałacu przez helikopter CIA i wywieziony w bezpieczne miejsce, w czasie kiedy tłumy szły już na pałac.

Rhee miał także ambicje doprowadzenia siłą do zjednoczenia obu części Korei. Dzięki wnikliwym studiom prof. Bruce’a Cumingsa, przedstawionym w jego dwutomowej historii wojny koreańskiej, wiemy teraz, że standardowa zachodnia wersja, według której wojna koreańska rozpoczyna się od inwazji wojsk z Północy na Południe, jest w najlepszym razie przybliżeniem rzeczywistej historii konfliktu. Prawda jest znacznie bardziej skomplikowana.

Przez lata poprzedzające przekroczenie granicy w lipcu 1950 r. przez oddziały z Północy Rhee organizował najazdy na Północ, dokonując zabójstw, sabotażu oraz prowadząc inne działania typowe dla asymetrycznej wojny. Na przykład na wyspie Cheju-do (Czedżu) siły wojskowe Rhee zamordowały około 60 000 ludzi.

© AP — „Walcie we wszystko, co się rusza” – powiedziano amerykańskim pilotom. Kryte strzechą chaty płoną kiedy 10 maja 1951 r. na wioskę niedaleko Hanch’on w Korei Północnej bombowce B-26 zrzuciły bomby z napalmem.

Dając wyraz ówczesnej paranoi związanej z „teorią gier”, amerykańska elita błędnie odczytała inwazję Północy jako spisek uknuty w Moskwie i Pekinie w celu „przetestowania” nowej globalnej strategii Ameryki i „wyrwania się z powstrzymywania”. Acheson był pewien, że to podstęp, mający odwrócić uwagę od nieuchronnie zbliżającej się inwazji Stalina na zachodnią Europę. Tak nie było. Po prostu Koreańczycy chcieli mieć z powrotem cały swój kraj – i żeby zniknęły z ich półwyspu wpływy obcokrajowców.

Latem 1950 r. północni Koreańczycy szybko opanowali niemal całe Południe. Stany Zjednoczone podniosły wrzawę, zorganizowały pierwszą ONZ-owską „koalicję chętnych” i połączonymi siłami ponad 1,7 miliona żołnierzy przybyły bronić brutalnego reżimu Syngmana Rhee. Równie szybko koalicja zepchnęła północnych Koreańczyków poza 38 równoleżnik i zbliżyła się do granicy z Chinami. Pomimo wycieńczenia dziesiątkami lat wojny domowej i walką z Japonią, 2 miliony chińskich żołnierzy – ze stosunkowo niewielkimi siłami powietrznymi i bez broni nuklearnej – wkroczyły do Korei Północnej, wyparły oddziały generała Douglasa MacArthura z Korei Północnej i z końcem roku przywróciły status quo podziału północ-południe.

O’Neill wyjaśnia, co ta pierwsza „wojna z komunizmem” zrobiła Korei Północnej:

Na Zachodzie rzadko się przyznaje, jak potężną dewastację przyniosła Korei Północnej ta wojna. Dowództwo prowadzonych przez USA sił ONZ zrzuciło na Północ więcej bomb, niż USA zrzuciły w całym teatrze w Pacyfiku w czasie II wojny światowej. Łącznie z 20 tys. tonami napalmu, co jest szczególnie makabrycznym sposobem zabijania ludzi. Ta metoda została później wykorzystana w Wietnamie, z równie przerażającym skutkiem.

Teraz wiemy również, że Stany Zjednoczone prowadziły wojnę bakteriologiczną, czerpiąc wiedzę z japońskiego doświadczenia, zdobytego w wojnie z Chinami, oraz dalszych prac amerykańskich naukowców w Fort Detrick.

Zabito około dwóch milionów ludzi, czyli 20% ogółu populacji. Bombardowania zrównały z ziemią każde miasto w kraju. Bomby zrzucano też na tamy na rzece Amnok (Yalu), stanowiące część systemu irygacyjnego. Chodziło o to, aby zniszczyć uprawy ryżu, a tym samym głodem zmusić ludność do poddania się. Jedynie pomoc nadzwyczajna m.in. od Związku Radzieckiego i Chin zapobiegła powszechnemu głodowi i śmierci.

Zrównano z ziemią wszystkie 78 północnokoreańskich miast i tysiące wiosek. Stany Zjednoczone dosłownie wymazały „Koreę Północną” z powierzchni ziemi. Według innych oszacowań straty wśród północnokoreańskiej populacji to jedna trzecia ludności – około 3 milionów zabitych. Tak więc wojna koreańska była piekłem dla Koreańczyków, ale jeśli chodzi o głębokie państwo Stanów Zjednoczonych, to inwazja Korei Północnej na Koreę Południową nie tylko „potwierdziła” mu, że jego polityka powstrzymania Chin była słuszna, ale i stała się katalizatorem przekształcenia się Stanów Zjednoczonych w światowe imperium. Mędrcy mieli potężną motywację do odczytania sytuacji na swój własny sposób: jeśli był to globalny komunistyczny spisek, mający na celu „wyrwanie się z powstrzymywania”, to zarówno doktryna, jak i praktyka powstrzymywania były poprawne i uzasadniały rekonfigurację amerykańskiego wojska i przemysłu w stan permanentnego, globalnego toczenia wojny. Bradley kontynuuje:

Irracjonalny strach przed ogólnoświatowym komunizmem, powstały w wyniku błędnego zrozumienia przez Mędrców drobnej azjatyckiej wojny domowej, przekonał Kongres do znacznego zwiększenia funduszów dla wojska. Martin Walker napisał:

Pierwszy budżet obronny, przedstawiony przez prezydenta Trumana po rozpoczęciu wojny, wynosił 50 miliardów dolarów – dokładnie tyle, na ile liczył Acheson. Armia USA podwoiła się do ponad 3 milionów ludzi. Liczba grup lotniczych wzrosła dwukrotnie, do 95, i jednostki lotnicze zostały wysłane do nowych baz w Wielkiej Brytanii, Libii, Maroku i Arabii Saudyjskiej. Wszystko się zmieniło po Korei. Amerykańska dyplomacja, budżety obronne i zasięg wojskowy eksplodowały na całym świecie.

Bruce Cummings podsumowuje:

Wojna koreańska była kryzysem, który w końcu umocnił japońską i zachodnioniemiecką gospodarkę i silnie pobudził gospodarkę USA. Branże amerykańskiego przemysłu obronnego też praktycznie nie wiedziały, że przyjdzie Kim Ir Sen i je uratuje, tymczasem on niechcąco ocalił wiele dużych projektów. […]

Koreański konflikt przekształcił USA w zupełnie inny kraj – kraj z setkami stałych baz wojskowych zagranicą, dużą stałą armią oraz trwałym państwem bezpieczeństwa narodowego na własnej ziemi.

Ocalali ze zbombardowanej wioski w Korei Północnej

 

© Departament Obrony USA-USIA – Bombowce amerykańskich sił powietrznych niszczą magazyny i doki w Wonsan, w Korei Północnej, 1951 rok.

 

Atak Air Force na drogi na pd. od Wonsan na wschodnim wybrzeżu Korei Północnej.

 

Teraz rozumiemy, dlaczego Korea Północna tak bardzo nie ufa USA. Przesłanie, kryjące się za jej wyraźną wojowniczością, jest proste: „Trzymajcie się od nas z daleka!”.

I dlaczego dla tych po drugiej stronie Pacyfiku, przez pole zniekształceń amerykańskiego „myślenia strategicznego”, Korea Północna jest „darem niebios”: z ich perspektywy jest to miejsce, dzięki któremu „Ameryka stała się wielka”.

Dzisiejsza sytuacja, w której zamożna i zwesternizowana Korea Południowa wyraźnie kontrastuje z mniej zamożną Północą, jeszcze stosunkowo niedawno była dokładnie odwrotna. „Komunistyczna” Korea Północna odbudowała się po wojnie koreańskiej i była przykładem sukcesu gospodarczego. Przy całej swojej skrytości, izolacji i „dziwnych metodach”, Korea Północna jest wciąż dość wysoko rozwiniętym krajem.

Dopiero kiedy w 1960 r. Korea Południowa usunęła swojego (rzeczywiście) szalonego azjatyckiego dyktatora i stała się jednym z „azjatyckich tygrysów” uprzemysławiając się, w kraju pojawiły się inwestycje zagraniczne, rozwój i „demokratyzacja”. W połączeniu z późniejszymi sankcjami międzynarodowymi wprowadzonymi przez USA przeciwko Północy, trajektorie obu Korei zamieniły się kierunkami. Według wszystkich wskaźników ortodoksji ekonomicznej Południe świetnie sobie teraz radzi, ale można się spierać co do tego, które z tych społeczeństw cieszy się lepszą jakością życia. Południe może mieć bogate elity i mnóstwo dóbr konsumpcyjnych, ale ma także zapracowaną, przemęczoną i zestresowaną siłę roboczą, i przynajmniej na podstawie licznych wypowiedzi osób, które odwiedziły w ostatnich latach Północ, w umiłowaniu kraju przez ludność Korei Północnej jest więcej szczerości niż „wymuszenia”.

© dprk360.com / Aram Pan — Sariwon, miasto w Korei Północnej

9 maja Koreańczycy idą do lokali wyborczych. Jeśli pamiętacie batalię pomiędzy Trumpem i Clinton w kampanii na prezydenta Stanów Zjednoczonych, w tym samym czasie odbywały się masowe protesty przeciwko prezydent Korei Południowej, Park, kiedy okazało się, że zebrała jakąś dziwną klikę przeprowadzającą jakieś „ciemne sztuki”, aby wytyczyć kurs jej rządu. Teraz Park została usunięta z urzędu i oskarżona, co przyniosło przyspieszone wybory.

Ubiegłoroczny listopadowy skandal z Park i obecna kampania wyborcza pokazują, że po 10 latach bardzo proamerykańskich rządów w Seulu klimat polityczny w Korei Południowej ponownie sprzyja poszukiwaniu przyjaznych sąsiedzkich stosunków z Północą w miejsce ciągłego antagonizmu. Główny rywal do rządów w Korei Południowej nawołuje do odłożenia instalacji THAAD do zakończenia wyborów, dlatego właśnie USA naciskają na szybką instalację, zanim nowy rząd Korei Południowej będzie miał szansę zmienić zdanie.

Inni pisali o intrygach otaczających instalację amerykańskich zestawów przeciwrakietowych w Korei Południowej. Fakt jest taki, że to się dzieje – czy w Seulu urzęduje liberalny, propokojowy rząd, czy też nie, i niezależnie od tego, kto za to płaci. Tak jak wszyscy wiedzą, że amerykańskie systemy rakietowe w Europie Wschodniej do „obrony Europy przed Iranem” mają w rzeczywistości „powstrzymać” Rosję, tak i wszyscy wiedzą, że amerykańskie systemy rakietowe w Azji Wschodniej do „obrony jej przed Koreą Północną” są w rzeczywistości po to, by „powstrzymać” Chiny.

Jest to ta sama, stara, 70-już-letnia „Polityka wobec Azji”. I, sądząc po błyskawicznym wzroście Chin, wciąż nie działa i nigdy nie będzie działać. Ale dla dzisiejszych amerykańskich „mędrców” Korea Północna przechowuje pamięć swojej historii, ponieważ ich Nowy Ład Świata zrodził się pośród zwęglonych trupów milionów Koreańczyków z Północy.

© dprk360.com / Aram Pan — Widok na centrum Pjongjangu, 2000-letniej stolicy Korei, z przeciwległego brzegu rzeki Taedong.

Tłumaczenie: PRACowniA

Polecamy:

PRACowniA: Porozmawiajmy o Korei
Michel Chossudovsky w tłumaczeniu p. Tiamat na blogu Zygmunta Białasa: Co się działo w Korei w latach 1950-53

Reklamy

2 Komentarze »

  1. To tylko pozorna sprzeczność, niestety.. Ale mam nadzieję że coś się w końcu ruszy z pozytywnymi zmianami na świecie. Mimo wszystko jestem optymistą. 😉

    Komentarz - autor: Jarek Kefir — 1 czerwca 2018 @ 20:06


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: