PRACowniA

16 Maj 2018

Hasan Nasrallah: Syria narzuca nowe reguły starć z Izraelem

Filed under: Polityka,Wydarzenia bieżące — iza @ 07:27
Tags: , , ,

Hasan Nasrallah
sayed7asan.blogspot.com
10 maja 2018 13:00 UTC

Bliskowschodnia Oś Oporu

W czwartek, 10 maja 2018 roku, miała miejsce bezprecedensowa wymiana ataków między Izraelem i Syrią. Mainstreamowe media, a także niektóre media „alternatywne”, takie jak RT, szybko przekazały wersję armii izraelskiej, zgodnie z którą syjonistyczny twór „wziął odwet” za „irański atak, przeprowadzony przez siły Al-Kuds Gwardii Rewolucyjnej”, polegający na wystrzeleniu „dwudziestu rakiet” w pozycje izraelskie na okupowanych Wzgórzach Golan; cztery rakiety zostały „przechwycone przez Żelazną Kopułę”, pozostałe „spadły na terytorium Syrii”, a w Izraelu nie odnotowano żadnych strat. Podobno Izrael zareagował na ten bezprecedensowy „akt agresji” „operacją na wielką skalę”, która zniszczyła „całą irańską infrastrukturę w Syrii”, żeby odstraszyć Republikę Islamską od wszelkich błąkających się zapędów do przeprowadzenia ataków w przyszłości.

Narracja ta przyjmuje za pewnik postulaty, dane i mity syjonistycznej propagandy, która narzuca stałą cenzurę wojskową w izraelskich mediach, grożąc każdemu przestępcy karą więzienia. A czytając doniesienia zagranicznych mediów, można odnieść wrażenie, że – podobnie jak amerykańskie sankcje gospodarcze – cenzura ta jest eksterytorialna. Tak czy inaczej, ta narracja nie wytrzymuje analizy.

Agresorem jest niewątpliwie Izrael, który od początku konfliktu przeprowadził ponad sto ataków przeciwko Syrii. Po zainscenizowanych atakach chemicznych w Dumie jego agresja nasiliła się, obejmując atak 9 kwietnia na syryjską bazę T-4, w wyniku którego zginęło siedmiu irańskich Strażników Rewolucji. Po ogłoszeniu przez USA wycofania się z irańskiego porozumienia nuklearnego Izrael przeprowadził kolejne ataki: we wtorek (8 maja) na południowe przedmieścia Damaszku i w środę (9 maja) na Al-Kunajtirę na południu kraju. Niezaprzeczalnie Syria jedynie odpowiedziała na kolejny akt agresji – odpowiedziała zdecydowaniem, które wstrząsnęło Izraelem i zmusiło go do wyjścia z niemoty, do której zazwyczaj się ogranicza.

Komentarz SOTT: Podkreślamy powyższy fragment nie dlatego, że zgadzamy się z tą oceną, ale dlatego, że otwartość Izraela i gotowość wyrażania opinii w ubiegłym tygodniu rzeczywiście rzucała się w oczy w porównaniu z jego zwyczajowym zachowaniem.

Odpowiedzią Syrii – a nie Iranu – było ponad pięćdziesiąt – a nie dwadzieścia – rakiet wystrzelonych w cztery wrażliwe izraelskie bazy wojskowe na okupowanych Wzgórzach Golan; atak spowodował straty materialne, a nawet ofiary śmiertelne, jak podały media Hezbollahu, Al-Manar. Izraelska prasa nie doniosła o tych wydarzeniach z powodu drakońskiej cenzury wojskowej, zabraniającej jakiejkolwiek wzmianki o pierwotnej agresji Izraela – wystrzelono więcej niż dwadzieścia rakiet przeciwko Izraelowi; identyfikacja namierzonych celów i wszelkie wzmianki o wyrządzonych szkodach zostały wyciszone. żeby uspokoić izraelską ludność i umożliwić zachodnim wasalskim stolicom wykrzyczenie ich obrzydliwej śpiewki o świętym „prawie Izraela do obrony”.

Libański kanał Al-Mayadeen konkretnie wyliczył trafione stanowiska wojskowe:

  1. wojskowe centrum technicznego i elektronicznego rozpoznania;
  2. stacja bezpieczeństwa granicznego i wywiadu „9900”;
  3. wojskowe centrum zakłócania elektronicznego;
  4. wojskowe centrum szpiegowskie sieci bezprzewodowych i przewodowych;
  5. stacja przesyłowa;
  6. stanowisko obserwacyjne jednostki broni precyzyjnej;
  7. heliport bojowy;
  8. kwatera główna Regionalnego Dowództwa Wojskowego Brygady 810;
  9. centrum dowodzenia batalionu wojskowego na górze Hermon;
  10. zimowa kwatera główna specjalnej jednostki wysokogórskiej.

I jak doniósł ten kanał, nawet izraelscy dziennikarze i analitycy wyrazili wątpliwości co do tej nieprzekonującej wersji, zgodnie z którą ten zmasowany atak, o nasileniu niespotykanym od 1974 r., a zatem nieoczekiwany, był nieszkodliwy. Wyrazili również obawy co do eskalacji przemocy wobec Iranu, Syrii lub Hezbollahu. Co więcej, jak zauważył Norman Finkelstein, w wojnie Izraela z Gazą nic się nie zmieniło od 2008 do 2014 roku; podczas operacji „Protective Edge”, pomimo uruchomienia „Żelaznej Kopuły”, zostało przechwyconych tylko 5% – w  dużej mierze prymitywnych – rakiet Hamasu. Jeden z najlepszych specjalistów w dziedzinie obrony przeciwrakietowej, Theodore Postol z MIT, już ujawnił chroniczne braki tego systemu. Jest mało prawdopodobne, aby był on w stanie lepiej sobie radzić z o wiele bardziej wyrafinowanymi rosyjskimi, chińskimi i irańskimi wyrzutniami rakietowymi, jakimi dysponuje Syria.

Komentarz SOTT: Ziad Fadel napisał, że Monzer, jego źródło w Damaszku, przekazał mu następujące szczegóły:

„Jest dla nas wszystkich oczywiste, że reakcja Iranu na atak lotniczy na bazę lotniczą Tiyaas w ubiegłym tygodniu, który zabił około siedmiu irańskich doradców wojskowych, był testem determinacji Teheranu. Nie jesteśmy rozczarowani. Iran i Syria odpalili ponad 20 rakiet ziemia-ziemia w syjonistyczne pozycje na Wzgórzach Golan. Rakiety trafiły infrastrukturę inwigilacji, zabijając przebywających wewnątrz czterech syjonistycznych terrorystów, w tym dwóch z syjonistycznej społeczności druzów w północnej Palestynie. Rakiety trafiły również prosto w radarową stację wczesnego ostrzegania i radiolokacji, brak danych o ofiarach śmiertelnych. Inne pociski były wymierzone w batalion czołgów. W syryjskim ataku rakietowym wiele osób zginęło lub odniosło rany.

Wiemy o tym od mieszkańców wiosek na Wzgórzach Golan, którzy widzieli i słyszeli ponad 50 karetek pogotowia jadących na miejsce zniszczeń oraz helikoptery ewakuujące ofiary. W odróżnieniu od tego, co donoszą MSM tutaj, na Zachodzie, syjoniści mocno ucierpieli wskutek tego ataku, którego się w ogóle nie spodziewali”.

Sukces izraelskich ataków, które według izraelskiego ministra wojny Avigdora Liebermana niemal zniszczyły „całą irańską infrastrukturę w Syrii”, jest mocno przesadzony: Rosyjscy wojskowi, których radary śledziły tę walkę w czasie rzeczywistym, ogłosili, że przechwycono ponad połowę z 60 pocisków wystrzelonych przez 28 izraelskich F-15 i F-16 oraz 10 pocisków ziemia-ziemia. Straty odnotowane przez syryjskie wojsko to 3 zabitych i 2 rannych, zniszczenie stacji radarowej i składu amunicji, a syryjskie oddziały obrony przeciwlotniczej poniosły straty materialne. Ci ostatni zademonstrowali już swoją skuteczność podczas ataków z Tel Awiwu, Waszyngtonu, Londynu i Paryża, w przeciwieństwie do mitycznej „żelaznej kopuły”, której głównym zadaniem jest uspokojenie izraelskiej ludności.

Komentarz SOTT: Dla porównania, Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka donosi o 42 ofiarach w ciągu dwóch dni izraelskich ataków (8 i 10 maja), w tym 19 Irańczyków i co najmniej 6 żołnierzy syryjskich.

Sama obecność irańskich baz wojskowych lub dużych kontyngentów irańskich w Syrii jest bajką: Iran jest obecny jedynie w skromnym stopniu (zasadniczo są to doradcy wojskowi, faktycznie z szeregów Islamskiej Gwardii Rewolucyjnej), w odróżnieniu od Hezbollahu czy Rosji. Robert Fisk zwraca uwagę, że „izraelskie stwierdzenie o posiadaniu przez Irańczyków pocisków rakietowych w Syrii z pewnością zostało uzgodnione z administracją Trumpa”; że siły irańskie w Syrii są „o wiele skromniejsze, niż wyobraża to sobie Zachód”; i że o wszystkich oświadczeniach Izraela należy informować z najwyższą ostrożnością. Wszelkie obiektywne relacje z tych wydarzeń powinny być podobne do relacji Roberta Fiska: „O ostatnich izraelskich nocnych atakach lotniczych, przeprowadzonych rzekomo na irańskie wojska w Syrii po rzekomym irańskim ataku rakietowym na siły izraelskie na Wzgórzach Golan – to ważne, żeby używać określenia „rzekome”, a nie wierzyć wszystkiemu na słowo – Amerykanie musieli wiedzieć z wyprzedzeniem”. Rzeczywiście, te tak zwane nieoczekiwane ataki były przez wiele dni anonsowane przez armię izraelską, która już 8 maja przeprowadziła tak zwany „atak prewencyjny” – a raczej prowokację.

Syryjski zestaw obrony przeciwlotniczej

Sensowności „czerwonej linii”, jaką ta rzekoma obecność Iranu miałaby stanowić dla Izraela, przeczy fakt, że od samego początku konfliktu Tel Awiw konsekwentnie spowalnia postępy Syryjskiej Armii Arabskiej i, pod różnymi pretekstami (dostawy broni dla Hezbollahu, odpowiedź na faktyczny lub podejrzewany ostrzał Wzgórz Golan itp.), pomaga uzbrojonym grupom terrorystycznym na każdy możliwy sposób: dostarczając im broń, dane wywiadowcze, naloty skoordynowane z operacjami lądowymi, pomoc humanitarną itp.

Na oczach Izraela, jedynego kraju na świecie, który oficjalnie niczego się nie obawia (i nie ma się czego obawiać) ze strony ISIS, Al-Kaidy i im podobnych, sytuacja w Syrii zmieniła się z wyśnionej – kiedy niezliczone grupy terrorystyczne niszczyły jedyny antyizraelski rząd arabski, zbliżał się koniec Osi Oporu, a Hezbollah się wykrwawiał – w istny koszmar: Hezbollah oraz siły syryjskie i irańskie bardziej niż kiedykolwiek wcześniej zahartowały się w walce i wzmocniły, a do tego sprzymierzyły się z palestyńskim ruchem oporu, Irakiem i Jemenem oraz Rosją. Izrael jedynie kontynuuje swoje destabilizujące działania pod nowymi pretekstami i w sposób bardziej bezpośredni: jak już wcześniej wyjaśniłem, po klęsce sił zastępczych w Syrii ich sponsorzy mogli albo zrezygnować, albo wzmóc interwencje i prowadzić je bardziej otwarcie.

Iran, dla którego sprzeciw wobec rasistowskiego i kolonialnego projektu Izraela był zasadą, a nawet dogmatem od czasu triumfu rewolucji islamskiej w 1979 roku, nie daje się łatwo sprowokować do nieprzemyślanej reakcji i zawsze woli działać z cierpliwością w imię długofalowych celów. Przypomnijmy sobie jego powściągliwość po masakrze irańskich dyplomatów w Afganistanie w 1998 roku. Celem Iranu nie jest przeprowadzenie prostej operacji odwetowej dla pomszczenia rozmyślnego zabicia jego oficerów i żołnierzy (ani przypadkowego, jak miało to miejsce w Kunajtirze w styczniu 2015 r.) przez Izrael, ale praca na rzecz całkowitego wyzwolenia Palestyny poprzez położenie kresu nielegalnemu „reżimowi syjonistycznemu”, podobnemu do reżimu apartheidu w RPA, który, nawiasem mówiąc, upadł po klęsce wojskowej w Angoli i Namibii poniesionej w walkach z kubańskimi mulatami, postrzeganych wówczas z takim samym rasizmem, z jakim izraelski żydowski suprematyzm myśli o „Arabushim” [Sott.net ed: obraźliwe określenie Arabów].

Jak już wcześniej wskazałem, bezpośrednia agresja Izraela na siły irańskie w Syrii jest ważnym punktem zwrotnym w historii konfliktu izraelsko-arabskiego, czy raczej izraelsko-arabsko-perskiego, i Izrael musi się teraz liczyć z bezpośrednią konfrontacją z siłami irańskimi, czy to w Syrii, czy w okupowanej Palestynie, czy nawet gdzie indziej. Co więcej, kiedy do gry wchodzą irańskie rakiety, są one wystrzeliwane z terytorium Republiki Islamskiej i to z niezaprzeczalnym powodzeniem, jak pokazują uderzenia przeciwko ISIS w Dajr-az-Zaur 18 czerwca 2017 r., w odwecie za ataki terrorystyczne w Teheranie.

Jak widać, rzeczywistość nie może się bardziej różnić od bajki propagowanej przez większość mediów. „Dziennikarze”, którzy potulnie akceptują izraelskie argumenty, zamieniają się w głosicieli propagandy IDF i w zwykłych agentów „dyplomacji kłamstw” Netanjahu. Izrael rzeczywiście stale okłamuje świat ­– i w coraz większym stopniu także swój naród. A kiedy jego nierozważne działania mają katastrofalne reperkusje, publikuje pospieszne i wewnętrznie sprzeczne komunikaty, w których przedstawia się zarówno jako ofiara, jak i karzący jastrząb, a jednocześnie twierdzi, ustami Liebermana i za pośrednictwem Rosji, że nie zmierza do eskalacji i ma nadzieję, że na tym sprawa się skończy – ogłaszanie sukcesu swoich akcji odwetowych również jest sposobem na powiedzenie, że Izrael nie chce, bądź nie potrzebuje podejmować dalszych kroków.

Międzynarodowe media zadowoliły się powtórzeniem tych stwierdzeń natychmiast po pierwszych atakach, bez cienia krytycznego dystansu. Racjonalni uczestnicy, tacy jak Iran, Syria i Hezbollah – czy Rosja – nie spieszą się tak bardzo ze swoimi wypowiedziami i potwierdzeniem lub zaprzeczeniem cudzych stwierdzeń, pozwalając swoim przeciwnikom uwikłać się w kłamstwa, i ufają w prymat pola bitwy, które z każdym dniem staje się dla nich korzystniejsze. Co więcej, fakt, że gorzkie niepowodzenie Izraela, które dosłownie odwraca sytuację strategiczną, zostaje zmienione w militarny sukces przez syjonistyczną i proatlantycką propagandę, w połączeniu z izraelskimi protestami co do pozostawania w stanie wojny, może jedynie utwierdzić Oś Oporu w jej decyzjach.

Yoav Kish, cytowany przez Al-Manar członek Knesetu, podkreślił, że niezależnie od autora ataków i ich skutków – o których cenzura zakazała wspominać – jest to poważna zmiana w historii wojen Izraela, który jest atakowany z terytorium Syrii. Faktycznie, w rezultacie izraelskiej agresji celem ataków są teraz bezpośrednio instalacje wojskowe na Wzgórzach Golan, a nie tylko izraelskie siły powietrzne, które już zetknęły się 10 lutego 2018 roku z zestrzeleniem ich ślicznego F-16. Dziennikarze i izraelscy analitycy zwrócili również uwagę na psychologiczne i ekonomiczne konsekwencje tego incydentu, w którym ponad 20 tysięcy osadników z Golan musiało pospiesznie w środku nocy trafić do schronów (ilu ich będzie przy kolejnej eskalacji?), a sezon letni zaczął się falą odwoływania rezerwacji hotelowych z powodu obaw przed wojną między Izraelem a Iranem. Twór syjonistyczny, który bez wstydu i zakłopotania wyrządza Palestyńczykom i ich sąsiadom ogromne straty i szkody, jest poważnie wstrząśnięty najmniejszymi stratami, nie do zniesienia dla izraelskiego społeczeństwa.

Oskarżenie Iranu można wytłumaczyć istotnymi czynnikami (wrodzony rasizm społeczeństwa izraelskiego oraz jego premiera, który chętniej wierzy w „zagrożenie” ze strony perskiego Iranu niż arabskiej Syrii) i okolicznościami – odmową przyjęcia konsekwencji samobójczej polityki rządu Netanyahu, która doprowadziła go do bezpośredniej konfrontacji z całą Osią Oporu, nie wspominając już o Rosji. I co najważniejsze, Izrael chce wykorzystać wycofanie się Trumpa z irańskiego układu nuklearnego do zajęcia się swoją główną obsesją, znacznie starszą niż kryzys syryjski, a mianowicie programem balistycznym Teheranu, który Zachód ma dla niego ukrócić, wykorzystując do tego celu odwieczny pretekst nuklearny.

Przypomnijmy sobie, że według Imama Chomeiniego i Alego Chamenei, najwyższych autorytetów i przywódców Iranu, produkcja, posiadanie i używanie broni jądrowej jest nielegalne w islamie. Netanjahu jasno dał do zrozumienia, że wojna z Iranem jest nieunikniona i że lepiej, żeby stało się to teraz, a nie później. Od 2005 roku bezskutecznie dąży do tego, by wywołały ją dla niego Stany Zjednoczone, ale żadne negocjacje, sankcje czy agresja nie odwiodą Iranu od obranego kierunku. I tak jak było z izraelskimi atakami z 9 kwietnia, które miały zachęcić Waszyngton, Londyn i Paryż do przeprowadzenia zmasowanego uderzenia na Syrię, co zakończyło się gorzkim niepowodzeniem, tak po raz kolejny Izrael tylko pogorszył swoją sytuację i znalazł się sam na sam z katastrofalnymi konsekwencjami swoich działań i ślepej arogancji, która je wywołała.

A co z Rosją? Obecność Netanjahu w Moskwie na upamiętnieniu 73. rocznicy zwycięstwa ZSRR nad nazizmem i informacja, że Rosja nie dostarczy Syrii zestawów S-300, nie powinny nas zwieść. Rosja zbyt wiele zainwestowała w Syrię, żeby pozwolić komuś – czy to Waszyngtonowi, Tel Awiwowi, Rijadowi, czy Ankarze – zniwelować jej wysiłki. Moskwa powiedziała, że nie będzie już tolerować zachodnich ataków na Syrię w przypadku nowej maskarady z bronią chemiczną i że jest gotowa dostarczyć Damaszkowi niekoniecznie akurat system przeciwlotniczy S-300, ale, według Sergieja Ławrowa, „cokolwiek będzie potrzebne, żeby pomóc armii syryjskiej powstrzymać agresję”.

Obecne syryjskie systemy obrony już udowodniły swoją wartość – w tym Pancyr, który znacznie lepiej odpowiada potrzebom syryjskiej armii – i pozwalają nam wyobrazić sobie dzień, w którym Izrael straci swoją jedyną przewagę, a mianowicie przewagę w powietrzu, która już w 2006 roku była bezużyteczna przeciwko Hezbollahowi czy w 2014 roku przeciwko Gazie i bez której jego rzekomo „niezwyciężona” armia obdartusów dosłownie by się rozpadła. Wykorzystanie przez Izrael po raz pierwszy pocisków ziemia-ziemia oraz koncentracja ataków na syryjskiej obronie przeciwlotniczej (IDF opublikowało zapis kamery ze zniszczenia zestawu Pancyr-S1, prawdopodobnie nieaktywnego) dowodzą, że jest on w pełni świadomy swoich ograniczeń.

Oczywiste jest, że izraelska agresja wobec Syrii będzie coraz bardziej kosztowna, zarówno dla izraelskich sił powietrznych, jak i dla ich wewnętrznych baz wojskowych i ludności, ze względu na determinację Syrii i jej sojuszników (Hezbollahu i Iranu) do reagowania na każdą agresję, na ich doświadczenie i nowe możliwości, a także na ich sukcesy w terenie. Oś Oporu – do której Rosja nie należy – może teraz bezpośrednio stawić czoła Izraelowi, zjednoczonym frontem i bez strachu przed eskalacją.

Jeśli chodzi o Izrael, już przytłoczony pokojowymi demonstracjami w Strefie Gazy, które muszą osiągnąć kulminację 15 maja, to nie jest on gotowy na wojnę z jednym członkiem osi oporu, a co dopiero z kilkoma z nich jednocześnie. Nowa formuła narzucona przez syryjską armię 10 maja jest bardziej przerażająca dla Izraela niż perspektywa utraty kolejnego samotnego F-16, bo Damaszek pokazał swoją determinację oraz zdolność do prowadzenia wojny na terytorium wroga i do uderzenia w syjonistyczny twór w głębi, nawet w jego najbardziej strategiczne bazy wojskowe.

Oś Oporu wkrótce skupi się na okupowanych Wzgórzach Golan, z walki o które Syria nigdy nie zrezygnowała – i ma do tego pełne prawo, zagwarantowane przez prawo międzynarodowe, a terytorium to jest uznawane za syryjskie przez całą społeczność międzynarodową: każda przeprowadzana tam operacja syryjska jest legalnym i uzasadnionym aktem oporu wobec agresji Izraela z 1967 roku i późniejszej okupacji, nawet bez dalszych prowokacji. Już w maju 2013 roku zapowiedziałem udział Hezbollahu w otwarciu nowego frontu na Wzgórzach Golan. W marcu 2017 r. Brygada Wyzwolenia Golan został utworzona przez iracki Hezbollah, Harakat al-Nudżaba – ruch wspierany przez Iran i zaangażowany w wyzwolenie Iraku i Syrii od ISIS.

Atak syryjski na okupowane Wzgórza Golan w przededniu 70. rocznicy utworzenia uzurpującego tworu niewątpliwie otworzył nowy rozdział w historii izraelsko-arabskich wojen, gdzie Izrael będzie coraz bardziej zmuszany do przyjęcia pozycji obronnej. Czy zobaczymy, jak IDF buduje mur na granicy okupowanych Wzgórz Golan, aby utrudnić jakąkolwiek przyszłą inwazję, jak ma to już miejsce na granicy libańsko-izraelskiej w celu zapobieżenia obiecanemu wtargnięciu Hezbollahu do Galilei? Tak czy inaczej, następna wojna z Izraelem drastycznie zmieni mapę Bliskiego Wschodu.

O autorze
Al-Sajjid Hasan Nasrallah jest sekretarzem generalnym libańskiej partii politycznej Hezbollah

Komentarz SOTT: Podobną analizę przeprowadził Elijah Magnier, korespondent z Bliskiego Wschodu: Syria and Iran establish new rules of engagement with Israel: Golan Heights no longer off limits

Zob. też artykuł Joe Quinna:” The Real Story Behind Israel’s Attack on „Iranian” Targets in Syria and Trump’s Abandonment of the Iran Deal (Na Pracowni: Prawdziwe kulisy izraelskiego ataku na „irańskie“ instalacje w Syrii i wycofania się Trumpa z porozumienia z Iranem)

Tłumaczenie: PRACowniA

 

 

Reklamy

1 komentarz »

  1. […] Polecam – Szef Hezbollahu Hasan Nasrallah o ostatnich wydarzeniach w Syrii https://pracownia4.wordpress.com/2018/05/16/hasan-nasrallah-syria-narzuca-nowe-reguly-starc-z-izrael… […]

    Pingback - autor: 16.05.2018 – Syria: 957 dzień sprzątania świata… | KODŁUCH — 17 Maj 2018 @ 00:37


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: