PRACowniA

19 września 2017

Donald Trump i Kim Dzong Un nie chcą wojny, dlaczego więc prowadzą niebezpieczną grę?

Andrés Perezalonso
Sott.net
14 września 2017 11:06 UTC

Najwyższy przywódca Korei Północnej Kim Dzong Un nie szuka wojny. Jeśli chcemy zrozumieć motywy jego szokujących pogróżek – przebijanych tylko przez jego amerykańskich odpowiedników – musimy patrzeć dalej niż zachodni eksperci medialni i postacie ze świata polityki, którzy go zbywają, redukując do „szalonego tłustego bachora”.

Wiele wypowiedzi prasy zachodniej przeciwko reżimowi Korei Północnej to wyolbrzymienia albo fabrykacje z ziarnem prawdy, będące elementem zwykłej propagandy, jaką zachodni establishment rezerwuje sobie dla „budzących zastrzeżenia”. Z tego co wiadomo Kim Dzong Un jest dyktatorem, który, idąc w ślady swojego ojca i dziadka, ma ścisłą kontrolę nad swoim krajem i który w 2013 roku zarządził egzekucję swojego wujka Jang Song-thaeka (i być może całej wujka rodziny) po oskarżeniu go o zdradę i próbę wojskowego zamachu stanu.

Ale niezależnie od tego, jak bardzo bezwzględny może być Kim Dzong Un, nie ma powodu sądzić, że byłby skłonny zaangażować się w wojnę nuklearną ze Stanami Zjednoczonymi. Kim Dzong Un i jego ojciec nie mogli przeoczyć, jak Stany Zjednoczone i ich sojusznicy zniszczyli Irak i Libię pomimo podjętych przez Saddama Husajna i Muammara Kaddafiego prób zadowolenia Zachodu – i z pewnością wyciągnęli wnioski z tych wydarzeń.

W obliczu oskarżeń o prace nad bronią masowego rażenia Husajn współpracował z inspektorami ONZ od broni przez wiele miesięcy w okresie 2002-2003. Rząd Busha w prawdziwie psychopatycznym stylu zażądał, aby Saddam udowodnił, że oskarżenia są bezzasadne; zatem albo produkujcie BMR, albo zostaniecie zbombardowani za jej ukrywanie. Nigdy nie wzięto pod uwagę możliwości, że nie było żadnej broni masowego rażenia, ponieważ mogłoby to zepsuć zabawę w „szok i przerażenie”. I tak Irak został zbombardowany i najechany w marcu 2003 roku, a w 2005 roku pojmano Husajna i wykonano na nim wyrok.

Widząc, co się stało Irakowi, Kaddafi również zrezygnował ze swojej broni masowego rażenia. Jego próby pojednania się z Zachodem spowodowały, że w 2006 r. Stany Zjednoczone usunęły Libię z listy państw sponsorujących terroryzm, a w 2008 r. Włochy zaoferowały 5 miliardów dolarów w postaci reparacji historycznych i lukratywnych transakcji handlowych. W imię pokoju z Europą Kaddafi nawet zapłacił odszkodowanie za zamach bombowy nad Lockerbie i inne ataki terrorystyczne, za które nie był odpowiedzialny żaden Libijczyk.

Przez chwilę europejscy przywódcy chwalili Libię jako „modelowy” kraj, ale nie trwało to długo. W lutym 2011 r. do Libii wkroczyli najemnicy z Al-Kaidy, żeby rozpocząć „rewolucję”. W rzeczywistości ci najemnicy byli uzbrojeni, sfinansowani i przeszkoleni przez rząd Stanów Zjednoczonych. To jawne poparcie dla terrorystów zbiegło się z trwającym przez osiem miesięcy bombardowaniem libijskiego narodu przez lotnictwo amerykańskie, brytyjskie, francuskie i kilku innych potęg. Rezultatem było kompletne zniszczenie kraju i zlinczowanie pułkownika Kaddafiego – najbardziej brutalny przełom w wydarzeniach, który Hillary Clinton z radością uczciła oświadczeniem: „Przyszliśmy, zobaczyliśmy, nie żyje!

Donald Trump i Kim Dzong Un

Wydarzenia te jasno wskazały Korei Północnej, że jeśli znajdujesz się na amerykańskiej liście „budzących zastrzeżenia”, nie ma mowy, by się z tego wykręcić logicznymi argumentami. W istocie rząd Korei Północnej już doświadczył tej dynamiki. W kwietniu 2016 r. Obama odrzucił ofertę Korei Północnej, że zawiesi swój program nuklearny, jeśli USA zgodzą się zawiesić ćwiczenia wojskowe z Koreą Południową. Kto może winić Kim Dzong Una za dojście do wniosku, że program nuklearny Korei Północnej jest tylko pretekstem używanym przez podżegaczy wojennych w USA, którzy są zdecydowani zniszczyć jego kraj, niezależnie od wszystkiego.

Do tego dochodzi jeszcze jedna historyczna drobnostka – zamordowanie przez Stany Zjednoczone od 2 do 3 milionów Północnych Koreańczyków w latach 1950-51 (20-30% populacji) przez zrzucenie większej liczby bomb niż spadło w całym teatrze Pacyfiku podczas II wojny światowej, w tym 20 tysięcy ton napalmu. Czy możemy winić Kim Dzong Una za ujadanie na cały głos w nadziei, że zostawi się go w spokoju? Przecież taki jest cały sens broni nuklearnej: odstraszanie.

Czy ktoś myśli, że gdyby Korea Północna zdołała wyprodukować kilka bomb atomowych i miała zdolność przelecenia się z nimi na Guam czy jakieś inne terytorium Stanów Zjednoczonych, a nawet nad obszar samych USA, to zrobiłaby to, mając pełną świadomość, że chociaż mogłaby zetrzeć Guam albo jakieś amerykańskie miasto w z powierzchni ziemi, to w odpowiedzi Korea Północna i wszyscy jej mieszkańcy zostaliby obróceni w popiół przez ogień amerykańskich pocisków Minuteman? Oczywiście nie taki jest plan Korei Północnej, ponieważ przywódcy Korei Północnej nie marzą o śmierci.

Północnokoreańskie pociski nuklearne są środkiem na uniknięcie kampanii bombowej w stylu tej przeprowadzonej przez NATO w Libii i kartą przetargową, kiedy koreańskie przywództwo siądzie przy stole negocjacyjnym. Jak napisał Mike Whitney:

„Tym, czego chcą (północni Koreańczycy), jest zachowanie ich reżimu, pozyskanie od Waszyngtonu gwarancji bezpieczeństwa, zniesienie embarga, znormalizowanie stosunków z Południem, odsunięcie USA od politycznych spraw półwyspu i (miejmy nadzieję) zakończenie irytującej i nieustannie prowokacyjnej 64-letniej już amerykańskiej okupacji”.

Czy Donald Trump zdaje sobie sprawę z tego, że Kim Dzong Un gra z nim w Art of the Deal [czyli sztuka robienia interesów]? Być może, ale jak dotąd nie ma to znaczenia. Przez ostatnie dziewięć miesięcy Trump próbował twardo obstawać przy swoim stanowisku wbrew biurokratycznej strukturze w Waszyngtonie, przywykłej do dyktowania planów, czyli tak zwanemu „głębokiemu państwu”. Ewidentnie Trump przegrał tę konkretną bitwę i znalazł się teraz w tej samej sytuacji co wszyscy jego poprzednicy. Władimir Putin dość dobrze to wyjaśnił w rozmowie z Le Figaro:

„[Putin] ujawnił, że prezydent Stanów Zjednoczonych jest przeważnie zwykłym figurantem rządu. Kandydat na prezydenta może być wybrany przez społeczeństwo na podstawie jego zalet i ideałów, ale rzadko jest to ktoś, kto jest w stanie określić politykę. Wyjaśnił, że „biurokracja” w Stanach Zjednoczonych, powszechnie znana jako głębokie państwo, jest niezwykle potężna i jako taka nie pozwala na rzeczywistą zmianę kierunku.

Prezydenci przychodzą i odchodzą, ale polityka pozostaje bez zmian”. Taki człowiek, który nawet może mieć swoje własne szczere idee, zostaje wybrany do Białego Domu wyłącznie w celu podtrzymania iluzji procesu demokratycznego. W rzeczywistości, z każdą nowo przybyłą administracją, „faceci w ciemnych garniturach”, którzy pozostają anonimowi dla wyborców, nie przestają dążyć do realizowania ugruntowanych interesów amerykańskiej elity”.

Oto niektóre znaki wskazujące, że Trump wreszcie ugiął się przed głębokim państwem:

  • Trump niechętnie zatwierdza nowe sankcje wobec Rosji nałożone przez Kongres, nazywając je „obciążonymi istotnymi wadami”.
  • Trump robi w tył zwrot w zakresie obiecanego w kampanii wyborczej wycofania się z Afganistanu; żołnierze mają tam pozostać na czas nieokreślony. Wytłumaczył się tak: Mój pierwotny instynkt podpowiadał wycofanie… ale całe życie słyszałem, że decyzje wyglądają zupełnie inaczej, kiedy siedzi się za biurkiem w Gabinecie Owalnym; innymi słowy, kiedy jest się prezydentem Stanów Zjednoczonych”.
  • Sekretarz obrony USA James Mattis odwiedza Ukrainę i rozważa dostarczenie jej dodatkowej broni.
  • Główny strateg Białego Domu Steve Bannon opuszcza Biały Dom, kiedy wojsko zwiększa swoje wpływy w administracji. Później narzekał, że „grzechem pierworodnym” administracji Trumpa jest „zaakceptowanie establishmentu”.
  • Doradca ds. zwalczania terroryzmu Sebastian Gorka opuszcza Biały Dom w związku z tym, że udaremniano wysiłki tych pracowników, którzy naprawdę chcieli doprowadzić to tego, by „Ameryka znowu była wspaniała”.
  • Trump podpisuje przepis wykonawczy nakładający nowe sankcje finansowe skierowane przeciwko rządowi Wenezueli.

Należałoby zadać pytanie: dlaczego głębokie państwo ustami Trumpa grozi Korei Północnej „ogniem i furią”? Nie sądzę też, żeby USA chciały teraz wojny z Koreą Północną. Korea jest o wiele za blisko Chin, żeby możliwa była stosunkowo bezproblemowa operacja zbombardowania i rabunku, jak zrobili to w Iraku i Libii. Chiny są regionalnym supermocarstwem i wyraźnie określiły swoje stanowisko na łamach swojej sponsorowanej przez państwo gazety Global Times: nie pozwolą USA i Korei Południowej zaatakować Korei Północnej i podjąć próby obalenia jej przywództwa, jednak pozostaną neutralne, jeśli Pjongjang jako pierwszy wystrzeli pociski w amerykańskie cele.

Ambasador USA w ONZ Nikki Haley poinformowała na Twitterze, że [USA] „patrzą” na partnerów biznesowych Korei Północnej:

Zobacz na Twitterze

Czy to oznacza, że USA nałożą sankcje na Chiny? Wydaje się to mało prawdopodobne, ale jeśli to zrobią, życzę im szczęścia z drażnieniem kraju, który posiada ponad 1 bilion dolarów długu Stanów Zjednoczonych. Jest wiele sposobów, na jakie Chiny mogłyby zaszkodzić Stanom Zjednoczonym gospodarczo, a właściwie być może już coś takiego planują.

Choć Stany Zjednoczone wiedzą, że nie mogą sobie pozwolić na doprowadzenie do bezpośredniej konfrontacji z Chinami i Rosją, nadal starają się je w jak największym stopniu osłabić i przy każdej okazji blokować ich ekspansję. Retoryka wojny przeciwko Korei Północnej daje Stanom usprawiedliwienie do dalszej militaryzacji tego regionu Azji w celu otaczania Chin, tak jak od lat otaczają Rosję bazami i pociskami NATO w Europie Wschodniej. Mogą też skorzystać z okazji, aby osiągnąć spore zyski dzięki sprzedaży większej ilości broni do Korei Południowej i Japonii:

 

Ponieważ żadna ze stron w rzeczywistości nie chce angażować się militarnie – przynajmniej jeszcze nie teraz – czy to oznacza, że w najbliższej przyszłości nie będzie wojny między USA a Koreą Północną? Niestety nie ma gwarancji. Putin miał absolutną rację, kiedy niedawno stwierdził:

Zwiększanie wojskowej histerii w takich warunkach jest bezsensowne, to ślepy zaułek. Może to prowadzić do globalnej, planetarnej katastrofy i ogromnych strat życia ludzkiego. Jedynym sposobem na rozwiązanie kwestii nuklearnej Korei Północnej jest pokojowy dialog”.

Jeśli ci, których to dotyczy, będą nieustannie eskalować swoje wypowiedzi i zachowanie, może się zdarzyć wypadek. Ktoś może podjąć niewłaściwą decyzję, pociągnąć za spust lub nacisnąć guzik, prowadząc do konsekwencji, których cały świat może żałować.

 

Andrés Perezalonso jest jednym z redaktorów SOTT w jego angielskiej oraz hiszpańskiej wersji od 2007 roku. Był również członkiem redakcji Dot Connector Magazine od 2010 r. Andrés ma stopień doktora w dziedzinie polityki i magistra w dziedzinie studiów międzynarodowych, licencjat z komunikacji, oraz doświadczenie zawodowe w zakresie analizy mediów. Jego pasją są aktualne wydarzenia na świecie i jest przekonany, że zrozumienie ich jest możliwe tylko przy interdyscyplinarnym podejściu i niestandardowym myśleniu. Urodził się i dorastał w Meksyku, obecnie mieszka w Wlk. Brytanii.

 

Tłumaczenie: PRACowniA

Reklamy

2 Komentarze »

  1. Bardzo trafny i rzeczowy artykuł, ale obawiam się niestety, że to zawracanie Wisły medialnej propagandy kijem rozsądnej analizy.

    Komentarz - autor: Herstoryk — 22 września 2017 @ 06:30

  2. Branie w obronę Kim Dzong Una jest bezcelowe. W oczach opinii publicznej już został skompromitowany. Ale tłumaczenie mechanizmów zaistniałej sytuacji jest jak najbardziej potrzebne.

    Trocha tak jak w przypadku Husajna zastawiono na niego psychologiczną pułapkę i sam w nią wpadł.

    Kim Dzong Una i generałowie stojący za nim, zafascynowani potęgą broni jądrowej, wymachują szabelką nie zdając sobie sprawy, że taki styl uprawiania dyplomacji nie jest akceptowany na całym świecie.

    Czemu się tak zachowuje? Prawdopodobnie został wyprowadzony z równowagi jakimiś działaniami USA w pobliżu lub wewnątrz jego kraju i teraz się odgraża.

    Komentarz - autor: mowiacprawde — 22 września 2017 @ 22:11


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: