PRACowniA

24 kwietnia 2017

Psychologia i konsekwencje neomaccartyzmu i demonizacji Rosji

Storm Clouds Gathering
28 marca 2017

Amerykańskie społeczeństwo jest uwarunkowane, aby bać się i nienawidzić Rosji, ale dlaczego?

Ten artykuł nie ma w żaden sposób na celu zmiany waszego stanowiska na temat Donalda Trumpa. To, czy go kochacie, czy nienawidzicie, nie jest kwestią globalnej wagi, a jego polityczne przetrwanie nie jest przedmiotem tej analizy. Jednak niektóre taktyki, używane w parciu do pozbycie się Trumpa – są.

Stawka

Zanim zanurzymy się w bagnie, jakim stał się temat Rosji, Trumpa i wyborów w USA w 2016 r., trzeba zaznaczyć, jaka jest stawka: Rosja jest potęgą nuklearną. Demonizacja obcych państw jest prekursorem do wojny, a nawet ograniczony konflikt między Stanami Zjednoczonymi i Rosją zabiłby miliony (jeśli nie miliardy) ludzi, sprawiając, że znaczna część planety nie nadawałaby się do zamieszkania przez całe dekady. Używanie stosunków amerykańsko-rosyjskich jako politycznej piłki futbolowej jest w tym kontekście co najmniej głupie i nieodpowiedzialne.

Zmienna, jaką jest Trump

Kampania prezydencka Hillary Clinton w 2016 r. obrała sobie próby powiązania Trumpa z Rosją za centralny filar swojej strategii komunikacyjnej. Ta linia ataku została oparta na komentarzach wypowiadanych przez Trumpa na przestrzeni lat, wyrażających szacunek dla Putina. Na przykład:

„Popatrzcie na Putina – to co robi z Rosją – mam na myśli, no wiecie, to, co się tam dzieje. Mam na myśli to, co ten facet zrobił – nie ważne, czy go lubicie, czy nie lubicie – robi kawał świetnej roboty, odbudowując wizerunek Rosji i również odbudowując Rosję, kropka”.
~ Trump do Larry’ego Kinga w CNN, październik 2007

~

„Myślę, że świetnie dogadałbym się  z Władimirem Putinem. Po prostu tak mi się wydaje”.
~ Trump, 31 lipca 2015

Clinton użyła tych i innych oświadczeń do sklecenia narracji, że Trump jest „marionetką Putina”. Media głównego nurtu i skłaniająca się na lewo sfera blogerów podchwyciły tę narrację i pociągnęły ją dalej. Ci, którzy tego nie zrobili, dostali etykietkę „fałszywych wiadomości” i byli atakowani jako kolaboranci. Chodziło o wykorzystanie istniejących antyrosyjskich sentymentów poprzez powiązanie go z Trumpem i jego zwolennikami (i wywarcie nacisku na tych, którzy jeszcze się wahali).

To nie insynuacja. Weźmy na przykład ten nagłówek z serwisu Buzzfeed: Zwolennicy Trumpa kochają Rosję i myślą, że CNN i New York Times są „fałszywymi wiadomościami”. Albo ten z The Week: Dlaczego Republikanie tak ślepo popierają Trumpa w sprawie Rosji?

Jest to stara taktyka polityczna. Wina poprzez powiązanie i honor poprzez powiązanie (tzw. nabyta równoważność) mogą być błędami logicznymi w rozumowaniu, ale są bardzo skuteczne… przeważnie.

Badania wykazały, że stosowanie obarczania winą przez powiązanie nie tylko przenosi negatywne odczucia z osoby, która jest nielubiana, na osobę docelową, ale także na każdego innego z nią powiązanego.

Powiązanie osoby docelowej z osobą (nie)lubianą nie tylko wpływa na ocenę uprzednio neutralnej osoby, ale rozprzestrzenia się na inne osoby (już wcześniej) powiązane z namierzonym celem (efekt rozprzestrzeniania się podejścia).

Ta linia ataku znalazła spore poparcie na neoliberalnej lewicy i ze strony starej reprezentacji neokonserwatystów pod przywództwem Johna McCaina (który długo naciskał na konfrontację z Rosją) i jemu podobnych, ale pozostała niemal bez odpowiedzi w obozie Trumpa. Dlaczego? Ponieważ zwolennicy Trumpa nie uważają Putina za takiego potwora, jakim z uporem przedstawiają go media korporacyjne. Widzą w nim konserwatystę, genialnego stratega i silnego lidera. Nie mają go za idealnego, ale uważają go za lepszego niż Obama (i to dużo lepszego).

Oczywiście wielu „postępowców” nie zgadza się z taką percepcją i uznało za bardzo frustrujące, że nie są w stanie przejść nad tym do porządku dziennego. Ich odpowiedzią na to i inne tego typu niepowodzenia było stwierdzenie, że żyjemy w epoce „post-prawdy”. To temat sam  w sobie, ale dla tych, którzy uważnie śledzili rozwój geopolitycznych wydarzeń przez ostatnie 8 lat, ironia jest spora.  [„post-prawda” już się utarła, a szkoda, bo powinna być: „poprawda”; ang. „Post-Truth Era” – tłum.]

Bezpodstawne pomówienia o rosyjski hacking

Kiedy wybory w 2016 r. nie poszły tak, jak się spodziewano, ludzie szukali kogoś, na kogo można by zrzucić winę. Oczywiście obwinianie Hillary za to, że była okropnym kandydatem (każdy uczciwy progresista zgodzi się z tym), czy też że prowadziła okropną kampanię, nie wchodziło w grę i oczywiście nie mogli uznać, że w pewnym stopniu przyczyniło się do tego wyeliminowanie Berniego Sandersa przez Krajowy Komitet Partii Demokratycznej (DNC). Więc oczywiście obwinili Rosję.

Rozległe manipulowanie faktami w celach politycznych jest filarem amerykańskiej partyzantki, ale kiedy dorzuca się do tego politykę zagraniczną, a „liderzy” zaczynają oskarżać potęgę militarną o „akt wojny”, fakty mają znaczenie.

Do dzisiaj, wiele miesięcy po wyborach, nikt nie podał żadnych dowodów na to, że Rosja dokonała hackingu na  cokolwiek, co miało związek z wyborami. Żadnych. Najbliższą rzeczą, chociażby przypominającą dowody, jest słowo CrowdStrike, firmy wynajętej przez DNC w celu zbadania ich serwerów, kiedy ktoś upublicznił e-maile z informacją, że urzędnicy Partii Demokratycznej działali za kulisami, żeby zdyskredytować i zdyskwalifikować kampanię Berniego Sandersa.

Jest jednak kilka problemów z CrowdStrike. Pierwszym jest to, że DNC nie udzielił FBI zezwolenia na zbadanie samych serwerów. Więc FBI po prostu uwierzyło im na słowo. Drugi problem polega na tym, że CrowdStrike ma w tej sytuacji ZNACZĄCY konflikt interesów. Głównym udziałowcem CrowdStrike jest Google, a Eric Schmidt, prezes wykonawczy Alphabet (firmy macierzystej Google), pracował bezpośrednio nad kampanią Clinton. Zapewnił on pomoc techniczną, przygotowywał plan kampanii i został nawet sfotografowany z zawieszoną na szyi plakietką z napisem „personel” w ekskluzywnej części budynku podczas nocy wyborczej.

 

 

Nie pachnie to ładnie. Nic a nic.

Co więcej, propagowany przez CrowdStrike antyrosyjski kierunek opierał się na „fakcie”, że szkodliwe oprogramowanie, użyte do ataku, było pochodzenia rosyjskiego. Jak powie wam każdy ekspert ds. bezpieczeństwa, gdy szkodliwe oprogramowanie zostanie gdzieś użyte i wyjdzie w świat, każdy może je podchwycić i używać (w tym inne podmioty państwowe).

 

[WikiLeaks: CIA kradnie wirusy i złośliwe oprogramowanie innych grup,
umożliwiając ataki pod fałszywą flagą
]

 

Aby wzmocnić swoje twierdzenia, CrowdStrike próbował wykazać podobieństwa do rzekomego zhackowania ukraińskiej aplikacji do obsługi artylerii przy użyciu tej samej techniki. To jednak nie wyszło im na dobre, kiedy zarówno ukraińskie wojsko, jak i Międzynarodowy Instytut Studiów Strategicznych zaprzeczyły prawdziwości ich argumentów i obaliły ich ocenę.

Poza tym jest też faktem, że Wikileaks bardzo wyraźnie stwierdziło, że ich źródło nie było pochodzenia rosyjskiego.

„Możemy powiedzieć, powiedzieliśmy to wielokrotnie w ciągu ostatnich dwóch miesięcy, że naszym źródłem nie jest rosyjski rząd ani nie jest nim podmiot państwowy”.

Królicza nora w tym temacie idzie głębiej i oczywiście jest o czym żywo debatować, ale do tego, żeby traktować to jako wygraną w stylu „trafiony, zatopiony”, gdzie złoczyńca jest jednoznacznie zidentyfikowany, potrzeba umyślnego aktu nieuczciwości intelektualnej.

Każdy, kto studiował psychologię tłumu, wie, że jedną z najważniejszych zasad ideologicznej infekcji jest powtarzanie. Nie ma znaczenia, czy coś jest prawdziwe, czy fałszywe. Jeśli powtórzy się to wystarczającą ilość razy, ludzie zaczną w to wierzyć. A kiedy już pomysł stanie się zaakceptowanym przekonaniem, przyjmuje on cechy ortodoksji religijnej. Kwestionowanie go staje się herezją.

Poniższy cytat jest charakterystyczny dla antyrosyjskiej retoryki i teorii konspiracyjnych, które były papugowanie bez końca po wyborach.

Ale próby złagodzenia amerykańskiej polityki w stosunku do działań Rosji na obszarze jej sąsiadów, bez wyraźnego uzasadnienia politycznego i w zamian za pomoc rosyjskiego wywiadu w pokonaniu krajowego przeciwnika politycznego, byłyby bezprawne, a być może nawet zdradzieckie. „Obiecajcie pomóc nam na Ukrainie, a my wam pomożemy wygrać z Hillary Clinton, upubliczniając skradzione e-maile, które stawiają ją w złym świetle” – FBI bada ten i inne możliwe akty zmowy między Rosją a kampanią Trumpa.
~ Damon Linker, The Week

Kłopot z tego typu oskarżeniami polega na tym, że kiedy wystarczająco dużo ludzi w nie uwierzy, zaczynają one żyć własnym życiem. Żądania zbadania powiązań Trumpa z Rosją zostały postawione, machina ruszyła, ale nie znaleźli tego, czego szukali.

„Jeśli chodzi o kampanię Trumpa i jej spiskowanie z Rosjanami, jest dym, ale w ogóle nie ma ognia. Nie ma nawet malutkiego ogniska obozowego, nie ma małej świecy, nie ma iskry. A wielu ludzi ich szuka”.
~ Były pełniący obowiązki dyrektora CIA Michael Morell (i wybitny stronnik Clinton)

Ukraińskie i syryjskie zmienne

Demonizacja Rosji nie zaczęła się wcale od kryzysu ukraińskiego w 2014 roku, ani nawet w od kryzysu syryjskiego. Gdzieś tam, na tyłach zawsze było paru szaleńców (jak John McCain i Mitt Romney), próbujących przepchnąć tę narrację, ale nikt ich nie słuchał. Jednak udany rosyjski opór wobec USA w Syrii i na Ukrainie wywołał coś w rodzaju wybuchu temperamentnego gniewu ze strony elity rządzącej Stanów Zjednoczonych i Europy. W szczególności Obama dostał kilkakrotnie jajem w twarz podczas tych kryzysów, co stworzyło emocjonalną więź z tymi, którzy zaangażowali się w popieranie administracji Obamy bez względu na wszystko. Rosja sprawiła, że ich lider wyglądał źle. Dlatego Rosja była wrogiem. To zjawisko jest wyrazem instynktu stada. Alfa musi być chroniony za wszelką cenę.

Kontratak stał się kwestią powtórzeń i psychologii, czyniąc fakty nieistotnymi. Zamiast przyznać, że ponad 95% obywateli Krymu głosowało za zjednoczeniem z Rosją w referendum, którego nikt nie był w stanie zdyskredytować w jakikolwiek znaczący sposób, albo uznać fakt, że zgodnie z prawem międzynarodowym prawo do samookreślenia się jest ważną przesłanką dla takiego zjednoczenia, media głównego nurtu rozmydliły tę kwestię zwykłym bełkotem, papugowanym bez końca: rosyjska agresja, agresja rosyjska, agresja rosyjska.

Długoterminowe konsekwencje

Krótkoterminowa przydatność polityczna powiązywania Trumpa z Rosją zaślepiła wielu na lewicy co do długoterminowego efektu, jaki ta strategia na pewno będzie miała. Zastanówcie się przez chwilę nad implikacjami tego, że w Stanach Zjednoczonych całe dorastające teraz pokolenie marynuje się w wiadomościach i komentarzach, robiących z Rosji wroga numer 1 (lub nr 2, w zależności od tego, gdzie w tej hierarchii lokuje się Trump). Fakty i konkrety nie mają znaczenia dla tych formujących się umysłów. Wszystko sprowadza się do nastrojów. Nastrój ten może być (i prawdopodobne będzie) wykorzystywany w sposób, jakiego ci, którzy do niego podżegali, nigdy się nie spodziewali.

Ankieta przeprowadzona niedawno przez Reuters wykazała, że oszałamiające 82% Amerykanów postrzega Rosję jako zagrożenie. To tykająca bomba zegarowa.

Błędem strategicznym jest przyjmowanie, że antyrosyjska propaganda będzie zawsze działać na korzyść lewicy politycznej. Przypomnijcie sobie oryginalny maccartyzm. Największym marzeniem neokonserwatywnych Republikanów, takich jak John McCain i Mike Pence, jest szansa na podcięcie skrzydeł Putinowi, i w sprzyjających okolicznościach właśnie to będą próbowali zrobić. Łącząc Rosję z Trumpem (prawdopodobnie jedną z najbardziej znienawidzonych postaci politycznych w dziejach USA), lewica bezwiednie kładzie psychologiczne podwaliny dla wojny.

Kiedy nadejdzie moment (o ile nadejdzie), w którym republikański prezydent zdecyduje się na eskalację napięć z Moskwą (poprzez bezpośrednią lub zastępczą interwencję), „progresiści” staną przed bardzo nieprzyjemnym dylematem: albo dadzą się ponieść wraz ze swoimi wrogami (Republikanami) fali antyrosyjskich nastrojów, które sami pomogli stworzyć, albo spróbują zrobić zwrot i grać opozycję.

Odwrót nie byłby w żadnym wypadku łatwy, ale w samym środku kryzysu nie byłby niemożliwy, a takie opozycyjne protesty łatwo dałoby się ustrzelić strzępami ich własnych słów. Hipokryzja jest w końcu sama w sobie słabością i obosiecznym mieczem.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: The psychology and consequences of Neo-McCarthyism and the demonization of Russia

Advertisements

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: