PRACowniA

14 kwietnia 2017

Porozmawiajmy o Korei

Caleb Maupin
New Eastern Outlook
3 maja 2016

Często, kiedy ktoś po raz pierwszy spotyka mnie albo poznaje moje poglądy polityczne, pyta, czy popieram Koreę Północną. Zawsze odpowiadam tak samo: „Nie, nie popieram Korei Północnej. Popieram całą Korę”.

Wśród przeciętnych Amerykanów, a nawet wśród wielu z tych, którzy mają się za aktywistów i lewicowców, panuje spora dezorientacja, jeśli chodzi o Koreańską Republikę Ludowo-Demokratyczną (KRLD) i jej historię. Za każdym razem, kiedy następuje eskalacja napięć na Półwyspie Koreańskim, poziom niezrozumienia jakby się podwyższa. Amerykańskie media nie podejmują prób edukacji społeczeństwa i wytłumaczenia, dlaczego Korea jest podzielona – a często wręcz wypaczają informacje bądź rażąco kłamią.

Dlaczego Korea jest podzielona?

Przed II wojną światową Półwysep Koreański był okupowany przez Japonię, która dopuszczała się tam przerażających zbrodni. Koreanki były zmuszane przez japońskie wojsko do niewolnictwa seksualnego.

Kiedy w marcu 1919 roku pacyfistycznie nastawieni chrześcijanie w Korei zaczęli protestować przeciwko Japonii, zabito ponad 7 tys. z nich. Na pokojowy akt społecznego nieposłuszeństwa wojsko japońskie odpowiedziało podpaleniem losowo wybranych szkół i skazało setki niewinnych dzieci, które nie miały nic wspólnego z protestami, na śmierć w ogniu. Japończycy uwięzili i poddali torturom dziesiątki tysięcy Koreańczyków – wystarczył cień podejrzenia o powiązania z pacyfistycznym antyjapońskim ruchem protestacyjnym.

Kiedy pokojowe próby nie powiodły się, Koreańczycy chwycili za broń i zwrócili się przeciwko japońskiemu okupantowi. W latach 20. i 30. ubiegłego wieku Kim Ir Sen i kilku innych przeszli polityczne i wojskowe przeszkolenie przeprowadzone przez Związek Radziecki. Partie komunistyczne chińska i koreańska często blisko ze sobą współpracowały. Uzbrojeni koreańscy i chińscy komuniści, kiedy walczyli o swoje podstawowe prawa przeciwko japońskim okupantom, otrzymali od ZSRR broń i fundusze.

Kiedy w 1945 roku skończyła się II wojna światowa, północna część Półwyspu Koreańskiego została wyzwolona przez wojska radzieckie. Południowa część Półwyspu dość szybko znalazła się pod okupacją wojsk amerykańskich. W północnej części kraju główne partie ruchu oporu wobec Japonii – w tym komuniści, socjaldemokraci, rewolucjoniści ludowi, chrześcijanie i wiele innych – połączyły się w 1948 roku w Partię Pracy Korei (PPK).

Po zakończeniu wojny w Korei panowało powszechne przekonanie, że odbędą się powszechne wybory, w ramach których każda partia polityczna, z bardzo popularną PPK włącznie, będzie mogła uczestniczyć w stworzeniu nowej konstytucji.

Jednak na południowej części Półwyspu została ustanowiona dyktatura wojskowa. Władzę przejął Li Syng Man (Syngman Rhee) [który w okresie 1905-1945, z kilkuletnią przerwą, mieszkał i studiował w USA] i brutalnie zdusił całą opozycję. Dyktatura Li Syng Mana była otwarcie wspierana przez Stany Zjednoczone, m.in. przy wykorzystaniu przysłanych w tym celu tysięcy amerykańskich żołnierzy.

Kiedy aktywiści – demokraci i działający na rzecz pracowników – mieszkający na wyspie Czedżu powstali przeciwko Li Syng Manowi, domagając się obiecanych im pod koniec wojny wolnych wyborów, siły Syng Mana, z pomocą amerykańskiego wojska, wspólnie dokonały rzezi tysięcy niewinnych cywilów. W odpowiedzi na powstanie zabito 30 tysięcy ludzi – mniej więcej co dziesiątego mieszkańca wyspy.

W reakcji na amerykańską okupację wojskową południowej części Korei, anulowanie wolnych wyborów i rzeź niewinnej ludności cywilnej przez wojsko amerykańskie, Koreańska Republika Ludowo-Demokratyczna, stworzona na północnej części półwyspu, wysłała na południe wojsko w nadziei na zjednoczenie kraju i pozbycie się wojsk USA.

Odpowiedź na próbę ponownego zjednoczenia kraju przyszła w postaci makabrycznej „akcji policyjnej” ONZ, lepiej znanej pod nazwą wojna koreańska. USA zbombardowały w północnej części Półwyspu każdy budynek, który miał więcej niż jedną kondygnację. W celu wywołania masowych powodzi na terenach cywilnych zbombardowane zostały zapory wodne. Zabito 3-4 miliony Koreańczyków.

W 1953 roku ogłoszono rozejm, ale Stany Zjednoczone, wbrew wcześniejszej umowie, nigdy nie podpisały traktatu pokojowego. Formalnie wojna koreańska nigdy się nie zakończyła, a USA nawet nie uznały rządu KRLD za legalny [wciąż uznają rząd Korei Południowej za jedyny legalny rząd koreański].

„Demokracja” w Korei Południowej?

Od 1945 roku południowa część Półwyspu Koreańskiego była przez większość czasu rządzona przez zatwardziałych dyktatorów wojskowych. Li Syng Man i Park Chung-hee nawet nie stwarzali pozorów bycia demokratami. Byli brutalnymi, represyjnymi wojskowymi autokratami, w pełni wspieranymi przez Stany Zjednoczone. Od zakończenia II wojny światowej w południowej Korei przebywały dziesiątki tysięcy amerykańskich żołnierzy, często wykorzystywanych do brutalnego zduszania demokratycznych buntów przeciwko dyktaturze Li Syng Mana i Parka.

W 1980 roku, po serii buntów studenckich, protestów robotników i innych przejawów eskalacji napięć wśród społeczeństwa, Korea zmieniła kurs w stronę mniej opresyjnego rządu. Jednak nawet dzisiaj rządu w południowej Korei nie można uważać za wzór obrońcy „praw człowieka”.

Zjednoczona Partia Postępu (ZPP), jedyna rzeczywiście opozycyjna partia w południowej Korei, została siłą rozłamana przez rząd w 2013 roku.  Pięciu kandydatom z ZPP, którzy wygrali miejsca w parlamencie, nie pozwolono pełnić funkcji. Deputowany z ZPP Lee Seok-ki został skazany na 12 lat więzienia. Wyrok opierał się na zapisie dźwiękowym rozmowy na temat możliwych opcji w hipotetycznej sytuacji wybuchu wojny pomiędzy USA i KRLD.

W 2012 roku młody Koreańczyk Park Jung-geun został skazany na 10 miesięcy więzienia za zwykłe zacytowanie na Twitterze oficjalnej informacji podanej przez media KRLD. Park dodał sarkastyczne, antykomunistyczne komentarze i w oczywisty sposób nie był zwolennikiem swoich rodaków z północy. A mimo to trafił do więzienia.

Ustawodawstwo dotyczące bezpieczeństwa narodowego w południowej części Półwyspu narusza wszelkie „prawa człowieka” i „swobodę wypowiedzi”. W południowej Korei wszelkie wypowiedzi wspierające KRLD, a nawet te ogólnikowo pozytywnie odnoszące się do marksizmu albo socjalizmu, są bardzo poważnym przestępstwem. Koreańczycy żyją w strachu – boją się otwarcie mówić o historii swojego kraju, nieprzerwanej obecności amerykańskich żołnierzy czy nawet o powszechnie dyskutowanych koncepcjach politycznych, takich jak walka klasowa. Powiedzenie czegokolwiek o rodakach z północy, co w jakikolwiek sposób da się zinterpretować jako pozytywne, może zgodnie z koreańskim prawem oznaczać więzienie albo tortury.

Obecnie prezydentem „Republiki Korei” w południowej części kraju jest Park Geun-hye, córka wspomnianego wcześniej dyktatora wojskowego Parka Chung-hee, który jest odpowiedzialny nie tylko za śmierć dziesiątek tysięcy niewinnych ludzi, ale też rutynowo stosował tortury, odpowiedzialność zbiorową i takież kary, odwet na członkach rodzin i inne skrajne pogwałcenia praw człowieka.

Park Guen-hye nie próbuje zdystansować się od ojca ani od jego autokratycznych praktyk i dobrze udokumentowanych zbrodni przeciwko ludzkości. Zamach stanu ojca, kiedy ten przemocą usunął legalnie wybrany rząd i ustanowił brutalną dyktaturę, przedstawia jako „rewolucję w celu ocalenia kraju” od komunizmu.

Pomimo tak paskudnego ucisku, media USA rutynowo nazywają „Republikę Korei” na południu „demokratyczną”.

Warunki na północy

W latach 60., 70., a nawet wczesnych 80. ubiegłego wieku KRLD, w północnej części kraju, miała bardzo silną gospodarkę.

Oczywiście ten fakt był automatycznie odrzucany przez przeciętnego Amerykanina jako oburzająca propaganda, ale jest on potwierdzony przez BBC.

Artykuł na stronie internetowej BBC obwieszcza:

„W pewnym okresie centralnie planowana gospodarka dobrze działała – rzeczywiście, w początkowych latach po utworzeniu po wojnie Korei Północnej rezultaty były znakomite.

Po zakończeniu dewastującej wojny koreańskiej (1950-53) masowa mobilizacja społeczeństwa, wraz z radzieckim i chińskim wsparciem technicznym i pomocą finansową, spowodowały wzrost gospodarczy z rocznym współczynnikiem sięgającym 20, a nawet 30 procent.

Jeszcze w latach 70. Korea Południowa bladła w cieniu ‘cudu gospodarczego’ po północnej stronie granicy”.

Kryzys niedożywienia w KRLD w latach 90. był rezultatem rozpadu ZSRR. Obszary rolne Korei w całości znajdują się na południu Półwyspu, natomiast jego północna część  to głównie obszary górskie. Bez ropy ze Związku Radzieckiego funkcjonowanie rolnictwa w KRLD było bardzo utrudnione. Sankcje nałożone przez USA niemal uniemożliwiły KRLD wymianę towarów na rynkach zagranicznych, czego rezultatem był głód.

Klęskę głodu w latach 90. Koreańczycy nazywają „ciężkim marszem”, a winą zań obarczają Stany Zjednoczone i nałożoną przez nie blokadę ekonomiczną i wojskową. Sytuacja w północnej części Półwyspu w latach 90. była bardzo zła i każdy inny rząd prawdopodobnie by upadł pod taką presją. [W zależności od źródła liczba ofiar głodu szacowana jest na kilkaset tysięcy do miliona, często też można spotkać liczbę 3,5 miliona bądź większą. Interesujące dane na ten temat przytacza Piotr Badura – przyp.]

Stopniowo KRLD zdołała się podnieść po tych dramatycznych latach. Obecnie Korea Północna prowadzi wymianę handlową z Rosją, Iranem, Wenezuelą, Chinami i innymi krajami. Gospodarka rolna KRLD została zreorganizowana i kraj jest obecnie w stanie inwestować w budownictwo, w tym mieszkaniowe, oraz w infrastrukturę dla społeczeństwa.

Wydatki na obronę pozostają wysokim priorytetem i prawie każdy pełnoletni Koreańczyk jest w jakiś sposób zaangażowany w wojsko. Ci, którzy krytykują z tego powodu KRLD, zapominają, że ten kraj jest zupełnie dosłownie w stanie wojny z USA. Wzdłuż jego granicy rozmieszczone są dziesiątki tysięcy amerykańskich żołnierzy. Wojsko USA rutynowo ćwiczy zrzucanie bomby atomowej na KRLD, a generał armii USA Douglas MacArthur publicznie groził zrobieniem tego podczas wojny koreańskiej.

Koreańczycy na północy generalnie czują, że proliferacja broni jądrowej znacznie zwiększyła bezpieczeństwo ich kraju. Teraz, kiedy KRLD ma bombę atomową, jest mniej prawdopodobne, że USA ją zaatakują albo dokonają inwazji i przeprowadzą „zmianę reżimu”, o której często mówią. [KRLD wycofała się (eng.) z traktatu o nierozprzestrzenianiu broni atomowej w styczniu 2003 roku. I tutaj, też po ang.]

Krytyka KRLD pod kątem „praw człowieka” często zupełnie ignoruje kontekst i historię Korei. W wojnie koreańskiej zginęły ok. 3-4 miliony Koreańczyków i jak dotąd nie został podpisany żaden traktat pokojowy. W latach 90. spora liczba Koreańczyków zmarła z niedożywienia narzuconego krajowi przez USA. Naród KRLD dosłownie walczy o życie z dobrze uzbrojonym i najsilniejszym rządem na świecie. Dzięki Stanom Zjednoczonym już straciły życie miliony ludzi w Korei.

Nie można oczekiwać, by jakikolwiek kraj, otoczony i stojący przed tak skrajnym zagrożeniem, był wolnym, otwartym społeczeństwem, z debatami i dyskusją. KRLD jest państwem zamkniętym, znajdującym się w stanie wojny, walczącym o przetrwanie. Nikt rozsądny nie będzie twierdził, że jest rajem na ziemi albo idealnym modelem cywilizacji. W skrajnie nieprzyjaznej sytuacji KRLD trwa – głównie dzięki politycznemu geniuszowi koreańskiej Partii Pracy i jej umiejętności zmobilizowania społeczeństwa i utrzymania jego lojalności.

Amerykańskie media często przedstawiają przywództwo KRLD jako prymitywnych nacjonalistów albo zwolenników supremacji. Ci, którzy dają się złapać na to, że – jak głoszą amerykańskie media – KRLD jest w jakiś sposób „rasistowska”, powinni zwrócić uwagę na fakt, że kraj ten często solidaryzuje się z uciskanymi narodami.

W latach 70. KRLD wspierała w USA Czarne Pantery. Przyszła z pomocą Palestyńczykom. Wspierała także naród Zimbabwe, kiedy walczył przeciwko Imperium Brytyjskiemu i państwu apartheidu i osadników, zwanemu „Rodezja”. KRLD wspierała naród Angoli w walce przeciwko portugalskiemu kolonializmowi. Udzieliła nawet wsparcia wojskowego Nelsonowi Mandeli i Afrykańskiemu Kongresowi Narodowemu, kiedy USA przedstawiały ich jako „terrorystów”.[KRLD potępiła również ostatni atak lotniczy USA na Syrię, nazywając go „niewybaczalnym”.]

Antyazjatycki rasizm i propaganda wojenna

Nienawiść do KRLD zdaje się być niemal kompulsywna w USA, gdzie media rutynowo powtarzają oburzające i zupełnie bezpodstawne oskarżenia pod adresem tego kraju.

Według amerykańskich mediów Koreankom nie wolno jeździć rowerami. To twierdzenie jest bardzo łatwo obalić. Co więcej, Koreanki nie tylko jeżdżą rowerami, ale zdobyły też złote medale w dyscyplinach olimpijskich, takich jak strzelanie do tarczy i podnoszenie ciężarów.

Amerykańskie media bez zająknienia powtarzają, jakoby na północnokoreańskim urzędniku wysokiego szczebla wykonano egzekucję, „rzucając go na pożarcie dzikim psom”. Jak wykazano, źródłem tej odrażającej historii jest satyryczna publikacja w Chinach, która nigdy nie próbowała stwarzać wrażenia prawdziwej.

Hollywood masowo produkuje filmy w stylu „Czerwonego świtu”, „Olimpu w ogniu”  czy „Wywiadu ze słońcem narodu”, mające demonizować KRLD, dehumanizować jej społeczeństwo i psychicznie przygotowywać amerykańską publiczność na wojnę. Ilość i skala skrajnych przekłamań i fałszowania wszystkiego, co wiąże się z sytuacją na Półwyspie Koreańskim, powinny szokować i niepokoić każdego rozsądnego człowieka.

Wielu Amerykanów pochodzenia azjatyckiego mówi, że sposób, w jaki KRLD jest przedstawiana w amerykańskich mediach, powinien być postrzegany jako obraźliwy nie tylko w stosunku do Koreańczyków, ale i wszystkich Azjatów. Anty(północno)koreańska hollywoodzka produkcja „Wywiad ze słońcem narodu”, która wywołała międzynarodowe napięcia, zawierała szydzenie białych aktorów z koreańskiego akcentu. Film również wyraźnie przedstawiał koreańskie kobiety – które wiele wycierpiały będąc zmuszane przez Japończyków do seksualne niewolnictwa i gwałcone przez amerykańskich żołnierzy podczas wojny koreańskiej – jako nic ponad narzędzia do zaspakajania potrzeb seksualnych białych mężczyzn, rzucających w dodatku chamskie komentarze na temat ich ciała. Wyszydzanie akcentu, stylu ubrań i innych rzeczy odnoszących się do KRLD wpasowuje się w przestarzałą koncepcję „azjatyckiego despotyzmu”. Swego czasu mniej więcej w ten właśnie sposób prasa USA i zachodniej Europy przedstawiała chińskich, wietnamskich i nawet rosyjskich przywódców. [KRLD miała do tego filmu jeszcze poważniejsze zastrzeżenia, zarzucając producentom, że promują w nim terroryzm i zamordowanie przywódcy suwerennego kraju, i złożyła skargę w ONZ.]

Kryjące się w podtekście tych oszczerstw i szyderstw przesłanie jest takie, że ludzie azjatyckiego pochodzenia to prymitywni barbarzyńcy, którzy w naturalny sposób pożądają autokracji i potrzebują białych, którzy by ich na siłę „cywilizowali” i uczyli o „demokracji”. Podczas gdy skrajne demonizowanie przywódców KRLD jest najbardziej rażącym przykładem, stara rasistowska karykatura „azjatyckich despotów” i „mongoloidalnych tyranów” stopniowo znów zyskuje na popularności, tym razem w odniesieniu do Xi Jinpinga w Chinach i Władimira Putina w Rosji.

Przez ostatnie 50 lat KRLD nawoływała do pokojowego zjednoczenia Półwyspu Koreańskiego. Przywódcy Partii Pracy Korei proszą teraz jedynie o to, co do czego zgodzono się po zakończeniu II wojny światowej. Chcą ogólnonarodowych wyborów, w których będzie mogła wziąć udział każda partia, łącznie z komunistyczną. Chcą też, żeby amerykańskie wojska opuściły ich kraj.

Nie są to ani radykalne, ani wygórowane oczekiwania. Wniosek KRLD zasadniczo brzmi: „Pozwólcie Koreańczykom rządzić Koreą”. Nie ma w tym żadnego „ekstremizmu”, „szaleństwa” czy „niepoczytalności”.

Koreańczycy są ludźmi — tak jak Amerykanie, zachodni Europejczycy, Rosjanie, Irańczycy, Chińczycy i inni. Jednak są narodem, który został prawie na stulecie podzielony, zdegradowany i poddany niezwykłemu upokorzeniu przez obce mocarstwa.

Naród Półwyspu Koreańskiego, tak na północy, jak i na południu, zasługuje na nasze wsparcie i szacunek, a nie na dalszą demonizację i szyderstwa. Używanie przez amerykańskie media tak daleko idących kłamstw i rasizmu w przedstawianiu sytuacji na Półwyspie Koreańskim powinno spotkać się z globalnym oburzeniem.

——–
Caleb Maupin jest analitykiem politycznym i aktywistą mieszkającym w Nowym Jorku. Studiował nauki polityczne w Baldwin-Wallace College i był zaangażowany w ruch Occupy Wall Street. Pisze głównie dla magazynu internetowego „New Eastern Outlook”.

Tłumaczenie: PRACowniA

 

Komentarze Pracowni

Wokół Półwyspu Koreańskiego robi się coraz bardziej gorąco. Wygląda na to, że „doktryna powstrzymywania” znalazła kolejnego adresata – Chiny. USA/Pentagon / „głębokie państwo” w USA starają się otoczyć Chiny swoimi bazami i bronią atomową, tak jak otoczyły Rosję. Jednym z etapów jest umieszczenie THAAD i broni atomowej w Korei Południowej. Garść linków:

Zygmunt Białas – Co się dzieje w Korei Północnej (wrzesień 2016)

Trochę więcej historii: Zrozumieć Koreę Północną

Sputnik:

Trump wysłał „armadę” na Półwysep Koreański; obszerniej: RT (eng.)

Jak Trump zamierza powstrzymywać Koreę Północną?

Not Our Fault: North Korea Says Washington to Blame for Escalating Tensions

According to South Korea’s Yonhap News Agency, the North Korean statement said, „By relentlessly bringing in a number of strategic nuclear assets to the Korean Peninsula, the US is gravely threatening the peace and safety, and driving the situation to the brink of a nuclear war.” Regarding the strike in Syria, they said „the US. is carrying out military strikes and menacing acts against a sovereign state while calling for peace through strength.”

Who is mad about THAAD? And Why?

The THAAD missile system being erected in a contract with Lockheed-Martin, in cold war terms, is a „strike enabling system.” Once the system is completed, the US and South Korean forces that are already in the Peninsula are free to launch an attack on North Korea, China, or Russia. The THAAD system, modeled after Israel’s Iron Dome, would prevent retaliation strikes aimed at disabling the attackers. THAAD enables the US and South Korea to begin striking countries in the region, while shielding themselves from any response. Furthermore, THAAD includes a radar system that will closely monitor regional activity, not only in North Korea, but also in northern China.

Historia rozmieszczania THAAD na defence24.pl

No i hit miesiąca: NBC News, 7 kwietnia. Fragmenty:

„Wielu czołowych urzędników wywiadowczych i wojskowych poinformowało NBC News, że Rada Bezpieczeństwa Narodowego przedstawiła prezydentowi Trumpowi opcje reagowania na program nuklearny Korei Północnej – w tym rozmieszczenie amerykańskich pocisków nuklearnych w Korei Południowej lub zabicie dyktatora Kim Jong-una. […]

Pierwszym i najbardziej kontrowersyjnym rozwojem działań jest rozmieszczenie broni nuklearnej w Korei Południowej. Stany Zjednoczone 25 lat temu wycofały z Korei Południowej całą broń jądrową. Przywrócenie bomb – prawdopodobnie do bazy sił powietrznych Osan Air Base, mniej niż 50 mil na południe od stolicy Seulu, oznaczałoby pierwsze zagraniczne rozmieszczenie broni jądrowej od końca zimnej wojny, co byłoby niewątpliwie prowokacyjnym ruchem.” (ten fragment tłumaczenia za prisonplanet.pl)

I dalej, za NBC:

Inną opcją jest namierzenie i zabicie Kim Dzon Una i innych wyższych przywódców kraju, w tym decydujących o pociskach rakietowych i  broni atomowej. Jednak, według byłego ambasadora USA w RK Marka Lipperta przyjęcie takiego podejścia ma swoje złe strony… Dyskusje o zmianie reżimu i dekapitacji… często wywołują zaniepokojenie Chińczyków i w efekcie podjęcie przez nich kroków w przeciwnym kierunku niż ten, do którego chcielibyśmy ich przymusić.

Według Stavridisa, byłego dowódcy NATO, „dekapitacja jest zawsze kuszącą strategią … jednak należy sobie zadać pytanie, co się stanie następnego dnia”.

Trzecia opcja to tajna operacja, infiltrowanie Korei Północnej przez siły specjalne USA i Korei Południowej w celu sabotażu albo zlikwidowania kluczowej infrastruktury – na przykład wysadzenia mostów. CIA w rozmowie z NBC powiedziała [oczywiście], że nie zapewni ‘żadnego doradztwa’ dla takiej opcji.

Zdumiewające, że coś takiego pojawiło się w massmediach. Rzecz jasna było to tylko przedstawienie opcji (do odrzucenia, może) w celu uzyskania zgody na opcję, o którą naprawdę chodzi. Ciekawe, czy wczorajsze zrzucenie monstrualnej bomby na Afganistan ma z tym coś wspólnego?

I na koniec: W grudniu ub. roku dwaj amerykańscy żołnierze, stacjonujący w Korei Południowej, zostali złapani na przeszmuglowaniu z Kalifornii 4 kg metamfetaminy w opakowaniach płatków śniadaniowych. Wartość narkotyku oszacowano na 12 milionów dolarów. Korea Pd. nie jest szczególnie zadowolona z istnienia tego procederu. Przejęta dawka wystarczyłaby na zaspokojenie nałogu (lub rozpoczęcie brania) dla 130 tys. osób. Jeden z żołnierzy został właśnie postawiony w stan oskarżenia. O tym polskie media milczą. Można się za to naczytać, jak to w Korei Północnej produkuje się metamfetaminę na masową skalę – a to jako środek na odchudzanie dla tłuściochów, a to na zlikwidowanie uczucia głodu dla masowo niedożywionych obywateli… A uzależnione są 2/3 mieszkańców KRLD. Tylko 2/3?

Advertisements

46 komentarzy »

  1. Propaganda przeciw propagandzie. Jak zwykle. Zrozumieć genezę to jedno, a „usprawiedliwiać” – to drugie. Nie ma „usprawiedliwienia” dla polityki wewnętrznej Korei Północnej. Jak i dla polityki USA czy Japonii. Może być tylko „zrozumienie mechanizmów”.

    Jedno proste pytanie: dlaczego nie działa „światowy” internet w Korei Płn? Czyżby społeczeństwo Korei Płn nie potrafiło samo oddzielić ziaren od plew..?

    Komentarz - autor: Art — 14 kwietnia 2017 @ 11:56

  2. Dziękuję i dokładam starocie ale ciekawe:

    https://opolczykpl.wordpress.com/2014/12/09/jak-to-jest-naprawde-z-ta-korea-polnocna/
    https://gowans.wordpress.com/2007/03/03/understanding-north-korea/

    Pozdrawiam Redakcję!

    Komentarz - autor: brusek — 14 kwietnia 2017 @ 16:46

  3. Cały Zachód w tym również Polacy są od kilkudziesięciu lat karmieni propagandą amerykańską, rozpowszechnianą nie tylko za pośrednictwem mass-mediów ale również Hollywoodu. Pracowicie budowany jest wizerunek antyludzkiego , opresyjnego reżimu Koreańskiego niszczącego własny naród i uniemożliwiającego temuż narodowi korzystanie z pełni „demokratycznego szczęścia”. Ten konsekwentny czarny piar doprowadził do sytuacji, że wszelkie informacje o tym , że jest on w rzeczywistości fałszem są odrzucane przez czytelnika bez poddania ich analizie i szufladkowane jako kontrpropaganda. Przykładem takiego podejścia jest choćby komentarz czytelnika o pseudonimie Art powyżej. Takiemu samemu praniu mózgów poddawani jesteśmy również w odniesieniu do innych krajów i ich przywódców . Rosja i W.W. Putin, Syria i prezydent Asad, Iran i wszyscy jego przywódcy, Libia i M. Kadafi , Kuba i Fidel Castro, Jugosławia (Serbia) i prezydent Miloszewicz , Irak i Saddam Husein itd. Wyróżnik jest jeden wszystkie te kraje i ich przywódcy prowadzą politykę niezgodną z interesami oligarchii anglosasko-żydowskiej starając się nie popaść w uzależnienie kończące się neokolonialnym wyzyskiem. Dlatego sugerowałbym wszystkim myślącym zweryfikowanie w tym względzie obiegowych opinii czy wręcz schematów myślenia . Jak pokazuje doświadczenie ostatnich paru lat te pracowicie, latami budowane na kłamstwie schematy nie wytrzymują konfrontacji z prawdą.
    Dziękuję za ciekawy materiał.

    Komentarz - autor: nowytoms — 14 kwietnia 2017 @ 16:57

  4. Re:
    Jedno proste pytanie: dlaczego nie działa „światowy” internet w Korei Płn? Czyżby społeczeństwo Korei Płn nie potrafiło samo oddzielić ziaren od plew..?

    Komentarz – autor: Art — 14 Kwiecień 2017 @ 11:56

    O… przestał działać w KRLD internet? Pierwsze słyszę! Coś się stało? Prosze o informacje, bo to ważne!

    Komentarz - autor: brusek — 14 kwietnia 2017 @ 17:04

  5. @ Art
    Dopóki nie podasz źródła wiadomości, nie mogę uważać tego za fakt. Ale nawet gdyby w KRLD nie działał „światowy” internet, jak mówisz, byłaby to wewnętrzna sprawa tego kraju. Powiem, że nawet jakoś bym to rozumiała w kontekście rozmiaru zagrożenia. Nadzwyczajna sytuacja wymaga nadzwyczajnych środków. Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy.

    Bardzo polską cechą jest swarzenie się o stosunkowe drobiazgi nawet w obliczu znacznie większego problemu. Są narody, które en masse są od tej skazy wolne. Wcale niekoniecznie dlatego, że mają „wyprane mózgi”.

    Co do propagandy, to jak zaznaczył autor, „nikt nie twierdzi, że Korea Płn. jest rajem na ziemi”. Ale pomiędzy rajem na ziemi a diabłem wcielonym jest mnóstwo miejsca na warianty pośrednie. Poza tym, jest różnica pomiędzy ofensywną propagandą służącą politycznym i militarnym OBCYM celom i kontrpropagandą służącą obronie swojego (demonizowanego na użytek świata) wizerunku.

    Tymczasem Chiny ostrzegają, że jest o krok od wojny i apelują do obu stron o spuszczenie z tonu. Mam raczej czarne przeczucia i obym się myliła. A może USA muszą się potknąć o Koreę, zanim cokolwiek będzie miało szansę się zmienić, o ile taka możliwość w ogóle istnieje?

    Komentarz - autor: iza — 14 kwietnia 2017 @ 18:08

  6. /Co do propagandy, to jak zaznaczył autor, „nikt nie twierdzi, że Korea Płn. jest rajem na ziemi”./

    Widzisz, ja to czytam od n lat.

    Tylko nie czytam ( może się mylę) ani jednego, konkretnego wypunktowania minusów. Konkretnego, podkreślam. Ani w przypadku Dzong Una, ani Assada, ani Putina itd.. Idealni nie są, ale konkretów złych posunięć – brak.

    Czym więc to jest jak nie propagandą? Jeśli mamy zrobić rachunek sumienia, to zasługi i winy na stół. Wszystkie. Na bieżąco. Wtedy dopiero będzie możliwe, ewentualne rozgrzeszenie/usprawiedliwienie.

    ” Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy.”

    Po raz kolejny to słyszę i nie podzielam. Podkreślę – w w jednym sensie. A jest nim ( patrz wyżej) CAŁY kontekst, CAŁA prawda ( do której się tylko możemy zbliżyć, ale z nieskończenie wielu stron! ), czy też tak zwany „big picture”.

    I wiesz dlaczego jeszcze? Przez zwykły brak wiarygodności, gdy ktoś minusów nie punktuje razem z plusami.
    Podobnie jak druga strona. Ale przecież właśnie o to chodzi, aby się wyróżniać. Gdzie tu prawda? Przykryta „płonącymi lasami”?
    Bez żartów…

    Komentarz - autor: Art — 14 kwietnia 2017 @ 18:29

  7. Jeszcze jedno. To tak, jakbyś szukała wyznawców, ludzi wierzących, a nie ludzi, podejmujących zważone i racjonalne decyzje.

    Dlatego – ” Nie czas żałować róż, gdy płoną lasy.” – jest argumentem fałszywym, dopóki nie ma wszystkich argumentów na stole, pozwalających racjonalną decyzję podjąć.

    Komentarz - autor: Art — 14 kwietnia 2017 @ 18:38

  8. Co do internetu, to jakiego rodzaju dowodu oczekujesz? W setkach miejsc znajdziesz info o 28 domenach w KRLD i Kwangmyongu.
    Tu masz nawet wyszczególnienie:
    http://www.spidersweb.pl/2016/09/korea-polnocna-internet.html

    To raczej dowodu wymaga istnienie „czegoś więcej” dla „zwykłych ludzi”

    Komentarz - autor: Art — 14 kwietnia 2017 @ 19:22

  9. Re: Komentarz – autor: Art — 14 Kwiecień 2017 @ 19:22

    Z człowiekiem wierzącym na ogół nie dyskutuję tak jak z osobą poszukującą informacji czyli myślącą. Tu robię wyjątek…

    Nie rozumiem czego ma dowodzić ilość północnokoreańskich domen? Czy z tego powodu ludzie tamtejsi są mniej szczęśliwi, chodzą głodni, czują się niedowartościowani?

    A może jest korelacja pomiędzy dużą ilością domen a największą liczbą samobójstw na świecie – jak w Korei Południowej?

    Przed 1989 rokiem Polska przodowała w Europie w ilości odtwarzaczy VHS oraz ilości komputerów na 1000 mieszkańców. Co to dowodzi? Może tego że wraz z upadkiem Polski (czyli rozbiorem przez solidurni) straciliśmy swoją wielką szanse rozwojową?

    Zresztą, podobna dyskusja była dziś „u mnie” i ręce opadają…

    PS
    Mała ilość domen północnokoreańskich wynika z amerykańskich sankcji. NIE DA SIĘ założyć strony internetowej z końcówką .kp!!!!!!!!!!!!!

    Koreańczycy są zmuszeni do korzystania z domen chińskich, amerykańskich, niemieckich itd…

    Unavailable at this time due to U.S. OFAC restrictions.

    https://www.101domain.com/kp.htm
    https://web-solutions.eu/kp-domain-name-registration.htm

    Lista trochę dłuższa niż 28! 🙂

    Więcej czytać a mniej podróżować!
    http://www.northkoreatech.org/the-north-korean-website-list/

    Komentarz - autor: brusek — 14 kwietnia 2017 @ 20:14

  10. @ brusek

    Przecież doskonale wiesz, o co mi chodzi. Czy „zwykły” Koreańczyk z Północy ma dostęp do zasobów światowego internetu?
    Nie chodzi o „szczęśliwośc”, a o wiedzę.

    „A może jest korelacja pomiędzy dużą ilością domen a największą liczbą samobójstw na świecie – jak w Korei Południowej?”

    Korelacja może być. Ważne jest to, czy jest to związek przyczynowo-skutkowy. Różnicy miedzy zmienną – przyczyną, a zmienną zakłócającą ( confounder) chyba nie muszę tłumaczyć…? Było setki razy. Ręce opadają.

    Poza tym Ty nie wiesz jaka jest liczba samobójstw w Korei Północnej, bo Korea nie podaje danych.
    https://en.wikipedia.org/wiki/List_of_countries_by_suicide_rate

    Nie wiesz więc, czy nie jest największa. Nic o niej nie wiesz po prostu.

    Komentarz - autor: Art — 14 kwietnia 2017 @ 20:48

  11. @ brusek

    Prawo do rządzenia się samemu jest argumentem. Ale zastosuj go wobec wszystkich bez wyjątku.
    A jak chcesz się wtrącać ze swoimi trzema groszami, to też bez wyjątku.
    Inaczej to „double thinking”.

    Komentarz - autor: Art — 14 kwietnia 2017 @ 20:54

  12. Re
    Komentarz – autor: Art — 14 Kwiecień 2017 @ 20:48
    Komentarz – autor: Art — 14 Kwiecień 2017 @ 20:54

    Tak, potwierdzam! „Zwykły” Koreańczyk z Północy ma dostęp do internetu oraz do wiedzy z innych źródeł także. Koreańczycy z Północy są co najmniej tak wyszkoleni i nauczeni jak ci z Południa.

    Proszę się swoim brakiem wiedzy nie obnażać się tak żałośnie!

    Komentarz - autor: brusek — 15 kwietnia 2017 @ 10:55

  13. @ brusek

    Dowód proszę. Chodzi nie o internet wewnętrzny, a „światowy”.
    Ilość wykrzykników na mnie nie działa.

    @ Iza

    „Dopóki nie podasz źródła wiadomości, nie mogę uważać tego za fakt.”

    Iza, zastosuj to samo żądanie wobec autora artykułu:

    „nikt nie twierdzi, że Korea Płn. jest rajem na ziemi”” ( pomijam nieuprawnione użycie kwantyfikatora „nikt”)

    Jakie zródła podają, że nie jest? Te same zachodnie, które krytykuje? Więc coś jest jednak w nich prawdą? Co?
    Bez zestawienia plusów i minusów – to akt wiary, nie wiedzy.

    Komentarz - autor: Art — 15 kwietnia 2017 @ 11:14

  14. @ Iza, @ brusek – Dlaczego podejmujecie dyskusje z zawodowym propagandzistą? Z oczywistych, dla każdego inteligentnego człowieka (czyli jakichś 5%, w porywach 10% ludzkości), płatnego Goebbelsa nie przekonacie. Jemu wszak nie płacą za to, żeby dał się przekonać merytorycznym argumentom, tylko za sianie dezinformacji. Równie dobrze, moglibyście dyskutować z portretem jakiegoś antenata lub po prostu z polnym kamieniem.

    Komentarz - autor: kroskar — 15 kwietnia 2017 @ 12:27

  15. @ kroskar

    Kłamiesz. Ponieważ znam siebie pod tym względem, a Ty nie masz cienia nawet dowodu, Nikt mi nie płaci. Mogę być zatem co najwyżej „pożytecznym idiotą”.

    O dowód tylko proszę.
    Brusek to propagandzista. Ja mówię o światowej sieci, a on o „internecie” i „dostępie do informacji”.
    Wszystkie znane mi żródła ( to nie dowód, wszak mogę znać ich mało), artykuły ludzi tym się zajmujących, ludzi, którzy byli w Korei Północnej albo rozmawiali osobiście z uchodzcami, mówią o braku dostępu do światowej sieci dla „zwykłego” Koreańczyka z Północy.
    Mają internet, nie tyle ocenzurowany, bo to złe słowo ( ocenzurowany maja Chiny na przykład. Byłem, korzystałem, wiem) ale stworzony zupełnie od nowa, hermetyczny, wewnętrzny,

    Co więcej, jak mówi jeden z ekspertów studiów polsko-azjatyckich, który akurat w sposób niezmiernie wyważony pisze o KRL-D, Koreańczycy, według niego, mają o wiele więcej info z zagranicy, niż z własnego kraju. Co nie znaczy, że nie precyzyjnie wyselekcjonowanej.

    Człowieka inteligentnego interesują na przykład więzienia we wszystkich krajach świata, w USA, w Syrii, czy w Korei Płn.
    Pisanie o jednych, a milczenie o drugich – jest propagandą.

    I nie podejmuj dyskusji ze mną. Jesteś dla mnie za inteligentny.

    Komentarz - autor: Art — 15 kwietnia 2017 @ 13:19

  16. Art, co z Tobą? Czepiasz się słówek i utartych zwrotów stylistycznych. Mam wrażenie, że zupełnie zapomniałeś, z czym mamy do czynienia: z wojną propagandową, trwającą mniej więcej od początku zimnej wojny, czyli mniej więcej od czasu zarobienia przez USA kroci na II w.św. i wymyślenia „amerykańskiego ekscepcjonalizmu”. USA demonizowały każde państwo (wraz z jego przywódcą), w którym znajdowały okazje dla własnych interesów albo które nie chciało się podporządkować ich hegemonii. Z dozą prawdopodobieństwa graniczącą z pewnością można już przyjmować, że jeśli ktoś jest przedstawiany przez USA jako diabeł wcielony, znacznie mu bliżej do przeciwnego końca skali.

    Tak jak nie ma idealnych ludzi, tak nie ma – i nie może być – idealnych rządów. Rzecz w adekwatności środków do powagi sytuacji.

    To jest gra wojenna. Przeciwnik bezlitośnie wykorzysta każdą przydatną mu informację. Obrona polega na kontrowaniu wyssanych z palca kłamstw i oszczerstw, a nie na wręczaniu przeciwnikowi atutów.

    Czy kiedy uczniaki notorycznie znęcają się nad jakimś nieszczęśnikiem, przeciwstawisz się temu, czy też przypomnisz sobie (i im), że kiedyś i na Ciebie krzywo spojrzał?

    Komentarz - autor: iza — 15 kwietnia 2017 @ 15:58

  17. @ Iza

    „Obrona polega na kontrowaniu wyssanych z palca kłamstw i oszczerstw, a nie na wręczaniu przeciwnikowi atutów.”

    I tu się widać różnimy. Zgadzam się z każdym słowem Twojego wpisu, ale nie z tym antidotum.
    Moim zdaniem „wojna” polega na odkrywaniu kart, wszystkich, czyli na odkrywaniu prawdy po prostu. Człowiek inteligentny, który nie chce wierzyć, a wiedzieć, dokładnie zrozumie różnicę. Przecież to dla nich piszesz, a nie dla „przeciwników”.
    O niebezpieczeństwie własnego przechyłu w stronę wiary, a nie wiedzy ( każdy ma jakiś bias) – już tylko wspomnę.

    „Gra wojenna”?
    Kogo chcesz przekonywać w tej „grze”? Podobno o prawdę chodzi..?

    Analogia, może mało udana, ale jednak..:
    Gdykupuję samochód, to punktuję wady i zalety. To co Ty proponujesz, to lista zalet i stwierdzenie: na wady nie czas i miejsce, gdy konkurencja u wrót!

    Fundamentalnie się z tym, niestety, nie zgadzam. Ale to raczej kwestia metody, a nie samych argumentów „za”.

    Na marginesie, pozwalasz aby gnojek nazywał mnie „płatnym Goebbelsem”?
    To jest ta „gra wojenna” ..?

    Komentarz - autor: Art — 15 kwietnia 2017 @ 16:31

  18. „Czy kiedy uczniaki notorycznie znęcają się nad jakimś nieszczęśnikiem, przeciwstawisz się temu, czy też przypomnisz sobie (i im), że kiedyś i na Ciebie krzywo spojrzał?”

    Przeciwstawiam się. Jednocześnie przeciwstawiam się znęcaniu innych nieszczęśników, w innej klasie, która jest zwalczana przez tę poprzednią. Ty ograniczasz się do wytykania jej kłamstw i TYCH nękanych już nie zauważasz, żeby „nie wręczać przeciwnikowi atutów”…? Widać ta „gra wojenna” wymaga nie tylko ofiar, ale też usprawiedliwienia oprawców…

    Komentarz - autor: Art — 15 kwietnia 2017 @ 17:01

  19. „Moim zdaniem „wojna” polega na odkrywaniu kart, wszystkich, czyli na odkrywaniu prawdy po prostu.”

    Moim zdaniem to recepta na porażkę. Ale to tylko ogólnie, bo oczywiście wszystko zależy od konkretnej sytuacji. Zgadzam się z „mądrością”, że szczerość ze wszystkimi jest słabością. Na razie pozostanie nam chyba różnić się zdaniem w pewnych kwestiach. To nawet dobrze. 🙂

    I masz rację, powinnam była zareagować – przeoczyłam, pisząc z doskoku, przepraszam. Ale i Ty próbuj powstrzymać się od epitetów.

    @ kroskar
    Proszę, zachowuj się na tym podwórku przyzwoicie, zwłaszcza w odniesieniu do moich gości. Twój atak był zupełnie nie na miejscu.

    Komentarz - autor: iza — 15 kwietnia 2017 @ 22:47

  20. Ciekawe jak z tym Internetem w Iraku. Pewnie ISIS zakłada światłowody he he. Cały ten wątek z internetem w Korei to popelina na poziomie nastolatka. Dajcie spokój, zastopujcie trolla.

    Komentarz - autor: Zerohero — 16 kwietnia 2017 @ 12:05

  21. @ Zerohero

    Nie chodzi o internet, a o fakty.

    @ Iza

    A zatem się różnimy.

    Popatrz. Craig Roberts punktuje „moron”-ów z USA aż miło. Ale jednocześnie co ma do powiedzenia o Korei Płn?
    Jedno: „North Korea is not bothering anyone.” I to wszystko.
    Jest strategiem, przesuwającym pionki na szachownicy, ale ludzie go nie interesują.

    USA popełniają i głupstwo i zbrodnię, prąc do wojny, ale przecież to nie umniejsza zbrodni Kima.
    Każda lub bardzo, bardzo, bardzo każda władza ma własną d. na pierwszym miejscu.

    Ochojska jedzie i kopie studnie tam, gdzie lokalna władza już dawno powinna była te studnie wykopać. Studnie!
    A nie zrobiła tego. Wtrąca się niepotrzebnie w „wewnętrzną politykę”, którą powinna „uszanować” ?

    Komentarz - autor: Art — 16 kwietnia 2017 @ 13:22

  22. Nieco spóźnione, ale Wesołych Świąt dla wszystkich tu zaglądających!

    I kilka luźnych i świątecznie leniwych mysli w temacie.

    Co do niesławnego internetu i „prawa Koreańczyków” doń. Jakie mamy prawo określać potrzeby innych? Jako dość skrajna ilustracja dla tego tematu do przemyśleń: link1, link2 i wideo.

    W jednym z przypisów podlinkowany był artykuł p. Piotra Badury, w którym autor wspomniał o wielu innych napisanych przez niego na temat Korei (gł. Płn.). Żeby je znaleźć, wystarczy wpisać w wyszukiwarkę Piotr Badura Korea i będzie w czym wybierać. Wierzyć nie trzeba, ale ktoś ciekawy, to zajrzy i przemyśli. W jednym z nich p. Piotr napisał na zakończenie:

    Na koniec przypomnę, że ja podzielam dość powszechny pogląd, iż mieszkańcom Korei Północnej zrobiono pranie mózgów i wtłoczono im do głowy propagandę. Tu jest moja zgoda. Ale uważam też, że u nas (podobnie jak w całej UE, USA etc.) ludzie mają podobnie wyprane mózgi i też wtłoczono im do głowy absurdalną propagandę, tyle że inną niż północnokoreańska. Będą się upierać, że są w tym jedynym obszarze jedynej prawdy, a tymczasem są tylko w innym matriksie.

    Poznawanie prawdy wymaga wysiłku, a propaganda przychodzi łatwo, lekko i przyjemnie.

    Od siebie dodam, że jest moim zdaniem jedna bardzo istotna różnica pomiędzy obiema propagandami, którą warto zawsze mieć na uwadze. Propaganda „zachodnia” ma zyskać rządzącym przyzwolenie zachodnich społeczeństw na wszczynanie i prowadzenie wojen. Propaganda koreańska (chińska, rosyjska, syryjska, itp.) to propaganda obronna typu „zostawcie nas w spokoju. Nie chcemy z nikim wojny, ale nie życzymy też sobie MFW i tym podobnych instytucji u siebie. Mamy własny pomysł na życie i chcemy sami sobie wybierać sojuszników i partnerów”. Jak dla mnie – przepastna różnica.

    Kilka linków dla zainteresowanych:

    https://www.sott.net/article/328480-Tension-grows-between-North-and-South-Korea-US-Empire-is-the-real-enemy-of-both (SOTT, IX 2016)
    https://www.sott.net/article/329276-The-hidden-origins-of-the-wars-in-Korea-and-Vietnam (SOTT, IX 2016)
    https://www.sott.net/article/332760-North-Korea-is-a-useful-Pentagon-vassal-state (F. William Engdahl, XI 2016), m.in.:

    In the event, in our Davos discussion we touched on events in Asia and the ongoing focus by Washington on North Korea’s nuclear program. Unexpectedly, [James R.] Lilley made a remarkable statement to me. He said, „Simply put, at the end of the Cold War, if North Korea didn’t exist we would have to create it as an excuse to keep the Seventh Fleet in the region.” …

    Who or better said, what is Kim Jong Un? Since the death of his father in 2011 Kim Jong Un has consolidated power as absolute dictator. In December 2011 Kim became Supreme Commander of the Korean People’s Army. His earlier history has been carefully hidden. It has been verified that he attended school in Europe at Liebefeld Steinhölzli school in Köniz near Bern. Accounts say he lived in Switzerland, under a false name, from 1991 until 2000. There he reportedly developed a prodigious taste for French Bordeaux wines, Yves St Laurent cigarettes, Swiss Emmenthaler cheese and luxury Mercedes autos according to Kim Jong-il’s former personal chef, Kenji Fujimoto.

    While Kim’s extensive stay in Europe might or might not have been the opportunity for US intelligence to nurture some kind of contact, Kim’s deeds since taking control have been a godsend to the US role in disrupting Chinese as well as Russian relations with both North Korea and with South Korea as well as with Japan.

    One of Kim Jong Un’s earliest indications of a major shift in foreign policy away from Beijing came when he ordered the arrest of his uncle for treason in December, 2013. Jang Sung-taek had been vice-chairman of the National Defence Commission, second only to that of the Supreme Leader and was „key policy adviser” to the politically inexperienced Kim Jong-un on the death of Kim’s father. More importantly, Jang was well-known as China’s best friend in Pyongyang.

    As Washington moved to implement its new Asia Pivot military encirclement policies against China, removal of Beijing’s most influential friend in North Korea would be very convenient, to put it mildly.

    Kim Jong Un not only had Jang executed, Jang’s wife, Kim Kyong-hui, the only daughter of former North Korean supreme leader Kim Il-sung, the only sister of former North Korean supreme leader Kim Jong-il and the aunt of Kim Jong-un, a General in the army and Politburo member, was reportedly poisoned on orders of Kim, though no confirmation has been possible. What is known is that Kim ordered the systematic execution of all other members of Jang’s family including children and grandchildren of all close relatives. Those reportedly killed in Kim’s purge include Jang’s sister Jang Kye-sun, her husband and ambassador to Cuba, Jon Yong-jin, and Jang’s nephew and ambassador to Malaysia, Jang Yong-chol as well as the nephew’s two sons. At the time of Jang’s removal, the Kim regime announced, „the discovery and purge of the Jang group…made our party and revolutionary ranks purer …”

    Clearly, Kim Jong Un was just the kind of dictator Washington’s warhawks could „do business with.”

    https://gowans.wordpress.com/2016/03/06/why-un-sanctions-against-north-korea-are-wrong/ (Brusku, dzięki za podrzucenie linka opolczyk/gowans!)

    Korea specialist Tim Beal:

    What is certain, however, is that North Korea cannot use nuclear weapons in an offensive manner because the retaliation would be overwhelming. One cannot use a handful of nuclear weapons, of uncertain efficacy and with unproven delivery systems, against an adversary with thousands of nuclear weapons and well-tested delivery systems. North Korean cannot effectively threaten the United States or indeed South Korea (because of the U.S. nuclear umbrella) with nuclear weapons.

    The relationship of the United States to North Korea is a complex and multi-dimensional one. Wall Street-dominated Washington sees the DPRK as offering nothing in the way of profit-making opportunities to please U.S. investors, and hence, has no motivation to accept the North Korean status quo. This explains why for decades the United States has maintained sanctions on the DPRK for the reason that it has “a Marxist-Leninist economy.” …
    Presenting North Korea as a threat allows the US military-industrial complex to justify massive defense spending and to reap huge profits from US taxpayers through a fraud at whose center reposes the myth of the North Korean threat. Colin Powell, as the United States’ top soldier, once infamously remarked that after the demise of the Soviet Union he was down to only a few demons, Castro and (North Korea’s) Kim Il-Sung. [50] Portraying North Korea as belligerent, provocative and threatening justifies the United States’ continued military presence on the Korean peninsula, where, as Tim Beal observes, “China, Japan, Russia and the United States meet and contest and as such is the most strategically valuable place on earth.” [51]

    China is the main target. “The focus of our rhetoric is North Korea,” observes Steven Hildreth, a researcher with the Congressional Research Service, a think-tank for the US Congress. “The reality is that we’re also looking longer term at the elephant in the room, which is China.” [52] The Pentagon is eager to deploy a Lockheed Martin manufactured anti-ballistic missile system called THAAD (terminal high altitude area defense) on the Korean peninsula, and is using North Korea as a pretext. THAAD is obviously aimed at neighboring China—at least that’s how the Chinese see it, a suspicion strengthened by the United States’ strategic shift to the Asia-Pacific region to “balance” China’s rise. Pyongyang also sees THAAD as targeted against China, but also itself and Russia. [53] We need not wonder what the reaction of the United States would be to China deploying an anti-ballistic missile system in Cuba or Mexico.

    The only domain in which North Korea is a threat is ideology. ….

    I na koniec, ilu z Was wie, dlaczego USA nie mogą zaatakować KRLD tak jak zaatakowały Libię, Afganistan, Syrię…. Kto wie o traktacie z 1961 roku? Sądząc po ilości wystąpień w polskim necie (głównie w PDF-ach), nie jest to wiedza powszechna. Zatem ang. Wiki:

    https://en.wikipedia.org/wiki/Sino-North_Korean_Mutual_Aid_and_Cooperation_Friendship_Treaty

    The Sino-North Korean Mutual Aid and Cooperation Friendship Treaty was a treaty signed on July 11, 1961 between North Korea and the People’s Republic of China. … Specifically, Article 2 of the treaty declares the two nations guarantee to adopt immediately all necessary measures to oppose any country or coalition of countries that might attack either nation. The treaty is in effect and automatically renews every 20 years. It has renewed in 1981 and 2001. The most recent renewal will remain in effect until the year 2021.

    Przykłady z polskich wzmianek (jako ciekawostka sama w sobie):

    https://www.pism.pl/files/?id_plik=747

    BIURO BADAŃ I ANALIZ BIULETYN nr 40
    Formalną podstawą ścisłych kontaktów jest traktat chińsko-koreański z 1961 r. o wzajemnej pomocy, zakazujący przystępowania do sojuszy przeciwko drugiej stronie.

    https://www.bbn.gov.pl/download/1/6367/AnalizaBBNntobecnejsytnaPlwKoreanskimiuwarunkmiedzynarodkonfliktu012011.pdf

    KRLD staje się jednak coraz większym problemem dla Chin, ponieważ może wywołać samodzielnie konflikt zbrojny [tylko jeśli ma samobójcze zapędy!], a Pekin chce utrzymać stabilność regionu i uniknąć wojny. Wojna postawiłaby Pekin w kłopotliwej sytuacji, ponieważ mogłaby wymusić odniesienie się do zobowiązań wynikających z traktatu chińsko-koreańskiego o przyjaźni, współpracy i pomocy wzajemnej z 1961 r. Stanowisko Chin wobec zobowiązania do interwencji w obronie KRLD w przypadku konfliktu zbrojnego nie jest jednoznaczne i odstrasza jednak inne państwa przed podjęciem operacji militarnej przeciwko Phenianowi

    Spokojnej nocy życzę.

    Komentarz - autor: iza — 16 kwietnia 2017 @ 22:14

  23. @ Zerohero
    Trolli tu nie widzę. Widzę różne zdania i różne podejścia. To nie jest tutaj zakazane. A temat „światowego internetu” skłonił mnie do zastanowienia się, po raz kolejny, na ile ten wynalazek jest błogosławieństwem, a na ile klątwą. I na ile mamy prawo decydować o tym, czego potrzebują inni. O koncepcji „wyższości zachodniej kultury” i jej „dobrodziejstwach” można dyskutować bez końca, więc nie zamierzam się w to wdawać. Ale faktem jest, że niesienie wszystkim „kaganka oświaty” (a ostatnio „wolności i demokracji”) nie zawsze dobrze się kończyło dla „oświecanych”.

    Komentarz - autor: iza — 16 kwietnia 2017 @ 22:31

  24. @ Iza

    Jest jeszcze jedna istotna różnica między propagandami. Nie o internet w szczególności chodzi, ale ogólnie o cenzurę po prostu. Człowiek „zachodu” nie sięgnie po informację, bo mu się zwyczajnie nie chce, ma pod ręką zródło dezinformacji, do którego został przyzwyczajony i setki innych „zabawiaczy”. Ale jeżeli zechce, ma ją na wyciągnięcie ręki.
    Koreańczyk zwyczajnie nie może. To jest ta różnica. Ci przy granicy podobno nasłuchują stacji zagranicznych, co już jest nielegalne, poza tym jest przemyt informacji offline na wszystkich możliwych nośnikach. Ale to oczywiście przestępstwo.

    I w tym kontekście dostęp do światowego internetu byłby korzystny. Przecież wiadomo, że jeden sięgnie po wartościową informację, a drugi zatopi się w bezmyślnej rozrywce. A jeszcze inny ulegnie obcej propagandzie. To są oczywiste rzeczy i zagrożenia, związane po prostu z użytkowaniem narzędzia, ale możliwość potencjalnych zysków dla chcącego – przebijają wszystko.

    Komentarz - autor: Art — 16 kwietnia 2017 @ 22:56

  25. A tak wygląda uciśniona Korea pod dyktatorskimi rządami.
    Ale właśnie parchów to kłuje w oczy, że nie żyją w ichniej demon-kracji
    i rządzą się po swojemu.
    http://pressa.tv/web-puteshestviya/44970-neobychnaya-i-ochen-krasivaya-arhitektura-severnoy-korei-10-foto.html

    Komentarz - autor: osoba prywatna — 17 kwietnia 2017 @ 09:53

  26. Jestem za cenzurą Internetu. Ludzie nie potrafią być wolni, gdy daje się im wolność wycinania drzew to podcinają również gałęzie na których siedzą. Jeśli mamy dać wolność w wyborze stron to dajmy taką „wolność” w innych dziedzinach: w wyborze dobrych zapachów (smród to też zapach), powietrza (zanieczyszczeń), terapii medycznych, i tak dalej i dalej. Przestańmy w cokolwiek ingerować. Nie podoba się to won!
    Słowa to silna broń. Internet to potężne narzędzie dlatego trzeba ludzi przed nim bronić. Mądry prawdę pozna a głupiemu jest ona obojętna.

    Komentarz - autor: Marcin — 17 kwietnia 2017 @ 09:54

  27. Myślę , że inteligentny komentarz @izy , moderatorki ( z 16.4 godz. 22 :31 ) i przytoczone przez nią słowa Piotra Badury o zindoktrynowaniu społeczeństwa KRLD było wylaniem oliwy na fale sporu . Mądrym zresztą . Caleb Maupin , autor głównego artu mógł ten fakt silniej podkreślić . Nie byłoby dyskusji o wolnym internecie w KRLD .

    Zostawiwszy KRLD , podobną sytuację obserwujemy w przypadku WSZYSTKICH innych przywódców , którzy nie są sługami kompleksu bankstersko – zbrojeniowego USA !
    Są to wg. jankeskiej propagandy ( i inn. zachodnich za nią ) ludzie źli albo bardzo źli – zależnie od chwilowych interesow Zachodu !

    Ostatnie gromkie pochwały piesków „rządzących” UE ws. dyscyplinującego ostrzału Tomahawkami Syrii są znaczącym dowodem . Zanim powołano międzynarodową komisję werdykt już wydano !
    Assad musiałby być idiotą robiąc to . Obowiązuje zasada CUI BONO . Więc jest na ostatnim miejscu wśród podejrzanych .
    Nawet mając wolne media i internet liczą się tylko interesy globalnie rządzących . Kaereldziacy są niewątpliwie najbardziej zindoktrynowanymi ludźmi na świecie , ale grzechy USA mają znaczenie zasadnicze w sprawie .

    Mały , znaczący , przykład usiackiej propagandy w wolnym społeczeństwie USA .
    USA wyprodukowały dziesiątki filmów political fiction , gdzie to skorumpowani politycy z SAMEJ GÓRY kręcą brudne afery p-ko ludziom i krajom . Fakt ? Fakt !
    W Rosji takie filmy nie powstają . Fakt ? Fakt !

    Różnica jest tylko taka , że Rosja WYSZŁA z krajów RWPG i NIE NAPADŁA na ŻADEN kraj , natomiast USA / Zachód zrobił to tylko w ostatnim dwudziestoleciu z 8 -10 razy ( nie mówiąc o wychodzeniu skądkolwiek ) . Fakt ? Fakt !

    Komentarz - autor: fly — 17 kwietnia 2017 @ 20:05

  28. Reblogged this on Ripsonar News.

    Komentarz - autor: Ripsonar News — 17 kwietnia 2017 @ 21:32

  29. O rany, gdybym mógł, to bym wycofał ten przykład internetu 😉
    Nie o Internet per se przecież chodzi, a o wiedzę.

    Posłużę się przykładem odżywiania. Na tak zwanym „zachodzie” funkcjonuje w tej kwestii dogmat. Wiemy przecież o tym. Pomimo zupełnie wystarczającej ilości danych naukowych, aby ten dogmat odesłać w niebyt.
    Sama zatem przynależność do „zachodniego świata” – nie daje rozwiązania problemu.

    Dostęp do wiedzy nie jest warunkiem wystarczającym, ale warunkiem koniecznym.
    Bez tego dostępu, w moim przypadku poprzez internet właśnie, dalej tkwiłbym w „mrokach średniowiecza”. A może już by mnie nie było, biorąc pod uwagę skalę problemów zdrowotnych.
    Kiedy internet przestał być wystarczający w kwestii niuansów, doceniłem Amazon i możliwość wylądowania książki na moim Kindle w minutę. To dało mi kolejne porcje wiedzy i weryfikację „mitów” krążących w „zbliżonych” kręgach”.
    I dalej je wciąż weryfikuję.

    Ktoś przede mną napisał, że „mądry pozna prawdę”. Niekoniecznie. Może mu zabraknąć czasu, kiedy brak dostępu do wiedzy.

    Iza, piszesz: „mamy własny pomysł…”
    Ale kto to jest „my”? W Korei „my” to Kim i ewentualnie nieujawnione cienie sprawujące władzę.
    Kim zarządza „systemem zamkniętym”.
    Nie chcę przez to powiedzieć, że nasz system jest „otwarty”, ale jednak przynajmniej pozwala na w miarę nieskrępowaną wymianę wiedzy…

    Komentarz - autor: Art — 17 kwietnia 2017 @ 22:27

  30. @Art
    Przeceniasz rolę wiedzy. Wiedza nigdy nie jest dostatecznie wystarczająca, stokroć ważniejsza jest inteligencja, rozumiana choćby jako umiejętność rozwiązywania problemów na podstawie posiadanej wiedzy. Google, e tam, cały Internet jest niczym jeśli nie potrafi się z niego korzystać i jak ktoś powiedział Internet pokazuje tylko ilu mamy głupców.

    Komentarz - autor: Marcin — 17 kwietnia 2017 @ 22:49

  31. Witam poświątecznie! 🙂

    re:
    Komentarz – autor: iza — 16 Kwiecień 2017 @ 22:14
    Komentarz – autor: iza — 16 Kwiecień 2017 @ 22:31
    Komentarz – autor: Marcin — 17 Kwiecień 2017 @ 09:54

    Nie mogę znaleźć jako źródła ciekawego artykułu o „cenzurowaniu internetu” przez Chiny, ale streszczę z pamięci…

    Awantura o tak zwane „cenzurowanie internetu przez Chiny” polega na tym, że Chińczycy nie zgadzają się na zbieranie informacji na temat swoich obywateli przez Zachód, czyli tego co oglądają w internecie, co kupują przez internet, co i z kim piszą itd…

    Tak zbierane informacje – na przykład przez Google’a – pozwalają na stworzenie odpowiedniej bazy danych profili i preferencji każdego człowieka…

    Przykład.

    Kuzyn wybierał się na wycieczkę do Petersburga. Wysłał JEDNEGO mejla /gmail/ z załącznikiem w którym było potwierdzenie rezerwacji lotu do Petersburga. Teraz jest atakowany reklamami meilowymi i „komórczanymi” oferującymi mu wszystko co jest związane z Petersburgiem…

    Oczywiście, nikt fizycznie nie czyta naszych meili – robią to odpowiednie programy-roboty, dzięki czemu – dzięki zbieraniu informacji o nas, czyli o tym jakie strony oglądamy, jakie otwieramy, jakie dłużej są wyświetlane na ekranie komputera, jakie zakupy robimy, gdzie, kiedy, co kupujemy itd, tworzy się nasze profile psychologiczne, które umożliwiają z dużą dozą prawdopodobieństwa określić i przewidzieć co i w którym momencie przyszłości będziemy robić, gdzie się znajdować a może i myśleć? Jak nas do czegoś „zachęcić”, jak umotywować, jak zniechęcić, jak zmienić nasze myślenie, jak „zazombić”…

    Czytałem o tym jak bodajże firma Cisco zbadała ilość ludzi na planecie Ziemia. Wzięli pod uwagę internet i wyszło im, że Ziemię zamieszkuje 30 miliardów niezależnych „bytów” – czyli „osób internetowych” które piszą w internecie, robią zakupy, mają konta bankowe, coś tworzą – więc teoretycznie „żyją”…

    Wiem że takie badania są jakie są, ale pozwalają zastanowić się dokąd zmierzamy lub gdzie już jesteśmy, czy tego chcemy czy nie chcemy…

    Pozdrawiam poświątecznie!

    Komentarz - autor: brusek — 18 kwietnia 2017 @ 09:05

  32. Odnośnie KRLD miałem założyć osobny temat „u mnie”, ale widzę że Czytelnicy podpowiadają iz takie informacje już są.
    Linkuję kilka ciekawych info…

    “Pozdro z KRLD to jedyny polski blog o podróżowaniu po Korei Północnej. Staram się wam przybliżyć ten kraj w ciekawy i merytoryczny sposób. Tematyka obejmuje: turystykę, biznes, kulturę, ciekawostki, film, muzykę”

    http://pozdrozkrld.com/
    https://www.youtube.com/user/Pozdrozkrld?feature=sub_widget_1

    Jan Kot , 18 Kwiecień 2017 at 11:37

    „Korea Północna – skąd czerpać wiedzę, gdzie o niej czytać?…”
    http://sunori.pl/2014/06/korea-polnocna-informacje/

    zorbaG22

    Kanał podróżnika Louise Cole’a. Warto obejrzeć filmiki. Tego nie zobaczysz w CNN 🙂
    .https://www.youtube.com/user/FunForLouis
    .https://www.youtube.com/watch?v=VmCpTzA6SKc&list=PLecf3E7ybgfEeea9rGUAfsHrSimUL1woG

    To wystarczyło, aby zachodnie media obwiniły blogera we wspieraniu północnokoreańskiej propagandy.
    Gazety takie jak Vanity Fair, The Washington Times, Paper, Forbes, The Sun grzmiały, że „gwiazda YouTube została wykorzystana dla północnokoreańskiej propagandy”, oraz że „władze Korei Północnej podkupiły brytyjskiego blogera”.

    Welcome to world of MATRIX 🙂

    marekmarcellus ,

    Komentarz - autor: brusek — 18 kwietnia 2017 @ 14:26

  33. Ha! Z odsyłacza z jednego z linków od Bruska (dziękuję!):

    „Ile osób zwróciło uwagę na ciekawostkę na temat sztucznych wschodów słońca w Chinach? A ile osób przeczyta sprostowanie? No właśnie.”

    Jest znacznie gorzej. Problem nie tyle w całkiem prawdopodobnym przeoczeniu sprostowania, co w sprostowania „niedziałaniu”. Wiele badań z dziedziny psychologii wykazało, że u większości osób raz wyrobiona opinia – najczęściej w oparciu o powtórzenia (dez)informacji – tak zapada w pamięć, że żadne sprostowanie nie przedrze się przez mur obronny mózgu. A nawet jak się przedrze, to w mózgu zabzyczy spięcie i dość szybko nastąpi reset. Z tego, co pamiętam, nawet poinformowani (z wyprzedzeniem) o tym mechanizmie badani trzymali się pierwotnej opinii – świadomie albo podświadomie. Zmiana opinii, zwłaszcza jeśli ta ukształtowała się samoistnie, niemal dosłownie boli.

    Komentarz - autor: iza — 18 kwietnia 2017 @ 16:22

  34. @ Brusek

    Dzięki za linki. Ten koleś, śmigający po lotnisku i w drodze do hotelu, raczej „odkrywczy” nie jest, ale inne są ciekawe.
    Opinię, że Koreańczyk wie więcej o zagranicy, niż o własnym kraju, wyraził Nikolas Levi właśnie.

    @ Iza

    „A ile osób przeczyta sprostowanie? No właśnie.”

    Najpierw musi być szansa, aby móc przeczytać jakiekolwiek sprostowanie, nieprawdaż?

    „Zmiana opinii, zwłaszcza jeśli ta ukształtowała się samoistnie, niemal dosłownie boli.”

    Ja się przyznaję bez bicia. Boli. Pierwsza książka „opozycji” – to ból już na poziomie wydawania kasy 😉 A potem ta ogromna niechęć do przeczytania. A potem złość, jeśli na argument brak kontrargumentu w tej właśnie chwili.

    No ale czy to nie klasyczny raczej problem proporcji wiedzy/wiary? Im większa wiara, tym większa gorliwość neofity najpierw, a potem ból zmiany. W miarę wzrostu wiedzy ( a więc i świadomości niewiedzy) zwiększa się również wewnętrzna gotowość do zmiany/korekty…

    Komentarz - autor: Art — 18 kwietnia 2017 @ 19:29

  35. ŁOOOŁ! Ale dyskusja. Pewnie moderowana, bo inaczej szybko zmieniłaby się w chlew…

    Najpierw o „wolności” dostępu do Internetu. Najpierw o „wolności”. Fragment Protokołów.

    Protokół 1 § 3. Wolność jest ideą; wolnomyślność

    Wolność polityczna jest ideą, nie zaś faktem. Ideę tę trzeba umieć stosować wówczas, kiedy zachodzi potrzeba zjednania dla swojej partii sił narodu przy pomocy przynęty ideowej, o ile partia ta zamierza zwalczyć inną, stojącą u steru władzy. Zadanie staje się znacznie łatwiejsze, jeżeli przeciwnik zarazi się również ideą wolności, czyli tak zwaną wolnomyślnością, dla której czyni ustępstwa kosztem siły. Wówczas uwydatnia się triumf teorii naszej: natychmiast ręka nowa według praw natury chwyta porzucone wodze władzy, bowiem ślepa siła narodu nie może się ani dnia jednego obyć bez kierownictwa, nowa zaś władza tylko zajmuje miejsce dawnej, zwątlałej wskutek wolnomyślności.

    Słówo „wolność” nic nie znaczy. Jak pamiętam z historii to Francuzi wywalczyli „wolność” pod koniec XVIII wieku. Chyba to nic nie dało bo potem było w tym kraju wiele przewrotów. Czy dzisiaj mają „wolność”?

    Termin „wolność” nic nie znaczy, tak jest abstrakcyjny. Za to dobrze brzmi bo każdemu czegoś (wolności?) brakuje.

    Co do wolnego dostępu do Internetu słów kilka. Większość dzisiejszej zawartości Internetu, tak jak większość telewizji czy radia czy prasy, to zwykły chlew. Media to środek niszczenia społeczeństw. Odpowiedzialna władza powinna społeczeństwo chronić przed zniszczeniem, w tym powinna chronić społeczeństwo przed medialnym chlewem. Dostęp do CNN, BBC, Pejsbuka to śmiecie, Fake News i kulturowa degeneracja.

    To nie jest tak że każdy powinien mieć do śmiecia dostęp i sam ocenić, czy korzystać, czy nie korzystać bo to jest szkodliwe. Większość ludzi nie ma komeptencji do tego aby w takich dziedzinach się wypowiadać. Zwykle jesteśmy za głupi.

    Każdy inteligentny człowiek wie że np. Harry Potter to czysty satanizm, a trudno dzieciakowi zabronić dostępu do tych treści (czy jest to możliwe?) bo przecież wszyscy rówieśnicy się tym fascynują. Jest to umiejętnie, bardzo atrakcyjnie podana satanistyczna propagana i pojedyńczy człowiek czy rodzina jest wobec niej bezradny. Rząd, o ile jest suwerenny, może tego skutecznie zabronić.

    Czy Polacy zyskali na tym że w PRL mieliśmy dostęp do Radia „Wolna” Europa (znowu „wolność”) i Głosu Ameryki? Przecież to były całkowicie zakłamane rozgłośnie. Czy zyskali Polacy na tym że w latach 80-tych kościół organizował orgie „mszy za ojczyznę” dla podkopania lojalności do władzy ludowej? Wątpię. Rządy po 1989 roku traktowały Polaków o wiele gorzej niż chyba wszystkie rządy komunistyczne, na pewno gorzej niż rządy po 1956 roku. Po upadku komuny jednak z rządami nikt nie walczył, mimo że rozkradły i zniszczyły one dorobek dwóch pokoleń Polaków. Kościół też, jak pamiętam, już „mszy za ojczyznę” nie organizował.

    Nie sądzę abyśmy potrzebowali „wolności” i aby wolny dostęp do światowego Internetu miał być kryterium oceniania rządów.

    Nie wiem czy są jakieś niezawodne kryteria oceny rządów. Intuicyjnie myślę że narodowy socjalizm to najlepszy system społeczny i taki system panuje w Korei. To kraj gdzie państwo, naród, troszczy sie o wszystkich swoich przedstawicieli a oni są zobowiązani do pracy dla państwa. Nie wydaje mi się to głupie.

    Idealnego ustroju nie znajdziemy nigdzie, zresztą trudno ustalić chociażby jednoznaczne kryteria oceny ustroju, aby znaleźć ten idealny. Sądzę jednak że Korea ma lepszy ustrój społeczny niż dzisiejsza Polska.

    Komentarz - autor: Marek — 19 kwietnia 2017 @ 14:02

  36. @ Marek
    Wyobraź sobie, że nie został odrzucony ani jeden komentarz.

    Co do wolności, cenzury, idealnego ustroju: fiksacja na wolności z niemal całkowitym pomicięciem kwestii odpowiedzialności doprowadziła do tego, do czego od początku miała doprowadzić, a co aż nadto dobrze widać – wystarczy spojrzeć wokół i w głąb. Idealny ustrój – idealny dla kogo? A co z resztą? Cenzura – z cenzurowaniem cenzury czy bez?

    Ale co ja tam wiem, skoro według Twoich kryteriów nie kwalifikuję do inteligentnych….

    Komentarz - autor: iza — 19 kwietnia 2017 @ 16:09

  37. „…fiksacja na wolności z niemal całkowitym pomicięciem kwestii odpowiedzialności doprowadziła do tego, do czego od początku miała doprowadzić, a co aż nadto dobrze widać – wystarczy spojrzeć wokół i w głąb.”

    Dokładnie tak.
    Zajrzyj proszę tutaj: https://vod.tvp.pl/18946153/bunt-humanistow
    10 minuta, 30 sekunda, wypowiedz Zanussiego. Moim zdaniem kwintesencja problemu.

    Dlaczego nie ma odpowiedzialności, najkrócej ujmując problem?
    Ponieważ „elita” się poddała „en masse”. Mniejsza tu o przyczyny. Dowodząc tak naprawdę, że nie jest elitą, bo być elitą oznacza mieć wiedzę i jednocześnie podjąć odpowiednie działanie wtedy, gdy jest to konieczne. Czyli wziąć na siebie odpowiedzialność właśnie.

    Ale skoro elit brak, to niestety trzeba to rozproszone puzzle składać samemu od bardziej podstawowego poziomu. Bez wstępnej wiary nawet, bo to może być „ściema”. Dostęp do wiedzy jest tu kluczowy.

    Komentarz - autor: Art — 19 kwietnia 2017 @ 18:10

  38. @ iza

    Nie znam Ciebie i nie wiem czy nie jesteś inteligentna. Zastanawiałem się o co chodzi z tą uwagą. W tekście napisałem, że ludzie są głupi, przy czym użyłem pierwszej osoby liczby mnogiej. Nie wiem czy zorientowałaś się w tej gramatycznej finezji. Taki komentarz trudno uznać za atak.

    Kontynuując wątek Harrego Pottera to paradoksalne jest, że jak człowiek kupuje samochód czy wakacje czy cokolwiek, to najpierw zwykle zbiera informacje od tych, którzy wiedzą więcej, aby podjąc właściwą decyzję. W przypadku Harrego Pottera i jego wpływu na nieletnich to (prawie) wszyscy wiedzą, że to zwykła nieszkodliwa bajeczka. Tutaj żadnej dodatkowej wiedzy nie potrzeba.

    A jest zupełnie inaczej. Społeczeństwo jest zarządzane według mechanizmów, o których większość (na pewno ponad 90% populacji) nie ma zielonego pojęcia.
    _________________

    Zły cytat z Protokołów dobrałem.

    Protokół 1 § 20. Wolność, równość, braterstwo

    Było to jeszcze w czasach starożytnych, kiedy to po raz pierwszy rzuciliśmy narodowi wyrazy: ,,wolność, równość, braterstwo”, wyrazy od tej chwili tyle razy powtórzone przez papugi bezmyślne, które ze wszystkich stron zleciały się na tę przynętę. Wraz z nią uniosły dobrobyt świata, istotną wolność jednostki, tak chronioną dawniej od ucisku tłumu. Rozumni rzekomo, inteligentni goje, nie wyczuli abstrakcyjności wyrazów wypowiedzianych, nie spostrzegli, że w naturze nie ma również i nie może istnieć wolność, że natura sama ustaliła nierówności rozumów, charakterów i zdolności, jak równości i podległości prawom swoim (…)

    Autorzy twierdzą, że słowo „wolność” dobrze brzmi a nic nie znaczy, więc od czasów starożytnych używają go w swojej propagandzie. Do tej samej grupy należy słowo „demokracja”. Demokracji nie ma w Korei i gringos na pewno ją wprowadzą. W 1953 roku byli blisko….

    Komentarz - autor: Marek — 21 kwietnia 2017 @ 07:57

  39. @ Art
    Na potrzeby programu Zanussi w jednym zdaniu skrytykował postmodernizm w kulturze bez nazwania go. Za dotarcie do tej 10 minuty musiałam zapłacić przetrwaniem co najmniej kilkunastu reklam i skandalicznie powolnego ładowania się nagrania. Nie jestem pewna, czy było warto.

    Komentarz - autor: iza — 21 kwietnia 2017 @ 09:40

  40. […] Tekst Pracowni „Porozmawiajmy o Korei” (14.04.2017) https://pracownia4.wordpress.com/2017/04/14/porozmawiajmy-o-korei/ […]

    Pingback - autor: ♫ OFF TOPIC – KOREA | KODŁUCH — 22 kwietnia 2017 @ 11:26

  41. @ Iza

    Dla mnie to nie było tylko skrytykowanie „postmodernizmu”. Nie posługujmy się hasłami – uproszczeniami.

    Znów przez analogię: sott na swojej stronie publikuje artykuł:
    https://www.sott.net/article/348563-The-food-you-eat-directly-affects-your-brain

    w którym to artykule pada takie zdanie:

    „Because of all the research showing how harmful sugar is (15-18)”

    Otóż możesz sprawdzić sama i ktokolwiek zainteresowany, że żadne z tych badań nawet cienia dowodu nie przedstawia na to, że cukier per se może być „harmful”.
    To zresztą w ogóle nie było nawet przedmiotem tych badań.

    I teraz przez analogię, chcesz abym ja uwierzył w to, że ktoś tam „zna kontekst” dostatecznie dobrze, aby przedstawiać rzeczywistość wyrywkowo, aby „nie dawać przeciwnikom argumentów” ?

    Wybacz, ale właśnie takie artykuły, jak ten, które „dowodzą” w cudzysłowie, są „dawaniem przeciwnikom kart do ręki”.

    Ktoś może powiedzieć, że rzeczy trzeba upraszczać, wtedy będą bardziej zrozumiałe. I nie czas na niuanse.
    Tak właśnie dokładnie czyni druga strona. I jest to wylewanie dziecka z kąpielą, moim zdaniem.
    O „prawdzie”, która zostaje pogrzebana „żywcem” – już tylko wspominam…

    Komentarz - autor: Art — 23 kwietnia 2017 @ 18:55

  42. I jeszcze jedno na koniec. Tak mi się skojarzyło… Sott nader często daje linki do badań za paywallem, gdzie dostępny jest abstract albo i nawet nie. Ja dałem link, który wolno się ładuje i zawiera reklamy, faakt, ale jest za to w całości.

    Co jest uczciwsze?
    Za problem i stratę czasu przepraszam.

    Komentarz - autor: Art — 23 kwietnia 2017 @ 19:22

  43. @ Art

    Za problem i stratę czasu przepraszam.

    I ja przepraszam. Oczekiwałam, zupełnie bezpodstawnie, czegoś więcej, a oczekiwania rosły w miarę „wzrostu ceny”. Zanussi mnie ani nie zaskoczył, ani nie rozczarował. Miał rację. Szkoda, że nie dopuścili go dalej do głosu, bo były momenty, że wyraźnie chciał coś powiedzieć. Nie czekałam do końca, więc nie wiem, czy miał jeszcze okazję. Nie powinnam była wylewać na Ciebie mojego poirytowania.

    Co do SOTT – podlinkowany artykuł jest „przedrukiem”. SOTT zamieszcza też artykuły z mainstreamu. Czasem z komentarzem, czasem bez. SOTT nie twierdzi, że wszystko, co tam ląduje jest prawdą, całą prawdą i tylko prawdą. To przegląd nowinek, wiadomości, analiz, artykułów dobrych i przeciętnych, wybranych pod jakimś kątem. Złych stara się nie zamieszczać, ale zawsze coś może się prześliznąć. Z paywallem jest podobnie. Jeśli to teksty zapożyczone, SOTT nie ma prawa zmieniać linków. Jeśli chodzi o autorskie teksty SOTT, wiem, że jeśli tylko jest taka możliwość, linkuje się do materiałów ogólnie dostępnych. Ale czasem nie ma innego wyjścia.

    Komentarz - autor: iza — 24 kwietnia 2017 @ 01:08

  44. @ Iza

    Wypowiedz Zanussiego ułożyła się w ciąg: nauka – brak demokracji – wartościowanie. Niejedyny oczywiście, ale dla mnie kluczowy. To nie jest tylko anty postmodernizm, ponieważ nie polega na „odrzuceniu odrzucenia”, że tak się wyrażę. Wartościowanie oznacza weryfikację przede wszystkim. Poprawną na każdym etapie.

    Ciekawy był też Nowak, który zamiast próby zagłębiania się w meandry „wolności”, po prostu powiedział, że „każdy z nas ma doskonałe poczucie wolności, szczególnie wtedy, gdy ją traci”. Ludzie tacy jak ja, którzy pamiętają czasy słusznie minione, wiedzą to, mam wrażenie, lepiej, niż ludzie urodzeni pózniej. Bez demonizowania – z drugiej strony.

    Tutaj znów nasunęła mi się refleksja z dawnych czasów, związana z „cukrem”. Przeskakuję tu z innego tematu, ale układa się to w całość. Po cukier stałem w kolejkach nie jeden raz. On przeważnie był jednak, w przeciwieństwie do „słodkich smakołyków”. Otóż w okresie największego „słodyczowego głodu” dziecka, gdzie w domu nie było żadnych słodyczy, do głowy mi nie przyszło, żeby wyjadać cukier z cukiernicy. Czy to nie najlepszy dowód na to, że cukier per se nie jest uzależniający ..? 😉
    Całkiem poważnie mówiąc – nie jest. Nie wylewajmy dziecka z kąpielą po raz kolejny – upraszczając.

    Pozdrawiam

    Komentarz - autor: Art — 24 kwietnia 2017 @ 11:13

  45. Po wyborach w Korei Południowej zanosi się na zmiany.Zaczyna się mówić i pisać o ponownym połączeniu i może stworzeniu konfederacji. Oczywiście coś takiego wymagałoby opuszczenia Korei przez wojska USA i prawdopodobnie jakiegoś ustępstwa ze strony Korei Północnej w zakresie broni atomowej. Pierwsze jaskółki nie czynią wiosny, ale od czegoś trzeba zacząć.

    Reunification of the Korean Peninsula, a move toward a peaceful confederation
    https://www.sott.net/article/350935-Reunification-of-the-Korean-Peninsula-a-move-toward-a-peaceful-confederation

    Komentarz - autor: iza — 14 maja 2017 @ 21:03


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: