PRACowniA

28 lutego 2017

Retoryka wojenna na temat Iranu i „zlecony przez Trumpa” atak w Jemenie: III wojna światowa wcale się nie zbliża – ta wojna toczy się TERAZ

Niall Bradley
Sott.net
8 lutego 2017 19:10 UTC

© kokpit.aero -- Niepotwierdzone zdjęcie przedstawiające wrak przemiennopłata US MV-22 Osprey, który miał „twarde lądowanie” podczas „niespodziewanego nalotu na Al-Kaidę” w prowincji Al-Bajda, w środkowym Jemenie, 28 stycznia 2017

© kokpit.aero — Niepotwierdzone zdjęcie przedstawiające wrak przemiennopłata US MV-22 Osprey, który miał „twarde lądowanie” podczas „niespodziewanego nalotu na Al-Kaidę” w prowincji Al-Bajda, w środkowym Jemenie, 28 stycznia 2017

Retoryka amerykańskiego rządu w stosunku do Iranu osiągnęła ostatnio poziom nienotowany od czasów administracji Busha, a powodem tego zdaje się być ciąg wydarzeń z ostatnich kilku tygodni, jakie miały miejsce w Jemenie i jego okolicach. Ataki USA z użyciem dronów i naloty na jemeńskie obiekty były przeprowadzane przed, w trakcie i po inauguracji Trumpa, ale uwagę amerykańskich mediów przyciągnął dopiero atak jednostki specjalnej USA (Navy Seals 6) w środkowym Jemenie 28 stycznia b.r.

Dwa dni po inauguracji Trumpa amerykańskie drony „zabiły w Jemenie pięciu przywódców Al-Kaidy”. Operacja odbyła się bez wiedzy Trumpa (a więc i bez jego zgody), ponieważ jego poprzednik uwolnił Pentagon od nadzoru wykonawczego w zakresie działań wojennych z wyłącznym użyciem dronów. Machina wojenna USA jest, w pewnym sensie, rozumna. Zazwyczaj działa bez oficjalnego przywództwa, decyzji czy udziału „cywilnego rządu”. To samo dotyczy wielu ataków dronowych, przeprowadzonych w „okupowanych przez ISIS Syrii i Iraku” w okresie przed inauguracją oraz w pierwszych dniach prezydentury Trumpa.

Tak więc chociaż większość ludzi może zakładać, że w okresie między usunięciem starej administracji i wprowadzeniem nowej wszystkie takie operacje byłyby wstrzymane, wcale tak się nie dzieje, co jest dość wyraźnym dowodem, że polityka zagraniczna USA funkcjonuje niezależnie od Białego Domu.

Nocny atak Navy Seals w środkowym Jemenie

Później jednak rozegrało się coś, co najwyraźniej angażowało Trumpa. W niedzielę 29 stycznia US Central Command (CENTCOM) opublikował nieprawdopodobną informację prasową, w której stwierdzano, że „28 stycznia w Jemenie, podczas nocnego nalotu na Al-Kaidę Półwyspu Arabskiego (AQAP), zginął jeden żołnierz amerykański, a czterech innych zostało rannych”. W operacji, jak podano, zabito szacunkowo „14 członków AQAP i zdobyto informacje, które mogą zapewnić wgląd w planowane przyszłe zamachy terrorystyczne”. Aha, i samolot przemiennopłatowy US MV-22 Osprey, wykorzystany w operacji, „miał twarde lądowanie”, więc musiał zostać „zniszczony na miejscu [przez samoloty marynarki wojennej USA]”.

© Unknown -- Zabita w nalocie: Nora al-Aliki, 8-letnia córka Anwara al-Aliki, amerykańskiego muzułmańskiego imama, który został zabity w Jemenie w amerykańskim ataku dronowym w 2011 roku

© Unknown — Zabita w nalocie: Nora al-Aliki, 8-letnia córka Anwara al-Aliki, amerykańskiego muzułmańskiego imama, który został zabity w Jemenie w amerykańskim ataku dronowym w 2011 roku

Naturalnie ten alarmujący rozwój wypadków sprowokował mnóstwo pytań, na które anonimowi urzędnicy amerykańskiego wywiadu z największą ochotą odpowiedzieli w kolejnych „przeciekach” do mediów. W tym momencie historia przedstawia się tak, że siły specjalne USA, w połączeniu z „siłami specjalnymi Zjednoczonych Emiratów Arabskich” (którym, nawiasem mówiąc, przywodzi niejaki Mike Hindmarsh, były szef australijskiego SAS), przeprowadziły przed świtem nalot na wieś Jakla, „znaną twierdzę AQAP” w prowincji Al-Bajda, w południowo-wschodnim Jemenie. Ich zadaniem było „zebranie jak najwięcej informacji wywiadowczych na temat AQAP w celu umożliwienia przyszłych rajdów i ataków przeciwko tamtejszej Al-Kaidzie”.

Lokalne źródła doniosły, że w operacji zginęło aż 57 osób, w tym osiem kobiet i ośmioro dzieci. Jednym z tych dzieci była podobno 8-letnia córka Anwara al-Aliki, „genialnego terrorysty i radykalnego islamskiego duchownego” (i obywatela Stanów Zjednoczonych), który zginął w ataku dronowym w Jemenie w 2011 roku za „wpływanie” na (spiskowanie z? „dżihadykalizację”?) 16-letniego syna bogatego nigeryjsko-brytyjskiego bankiera Farouka Abdulmutallaba, niesławnego „bieliźnianego zamachowca” [nieco późniejszy artykuł o Farouku przetłumaczony na Pracowni tutaj]. CENTCOM zadbał, aby podkreślić to powiązanie w swoim komunikacie prasowym, wskazując, że – poza owym dziwacznym incydentem na pokładzie samolotu z Amsterdamu do Detroit w Boże Narodzenie 2009 roku – AQAP jest również odpowiedzialny za „zamach podczas bostońskiego maratonu i atak na biura Charlie Hebdo w Paryżu”.

CENTCOM opublikował również nagranie filmowe, będące według niego „małą próbką informacji wywiadowczych, jakie pozyskano na miejscu”, to znaczy w „punkcie zbornym, centrum propagandy i węźle logistycznym siatki terrorystycznej AQAP”. Film „demonstruje sposób wytwarzania trójnadtlenku trójacetonu (triacetone triperoxide, TATP) – materiału wybuchowego, stosowanego w licznych atakach terrorystycznych, w tym w próbie ataku ’bucianego zamachowca’ z 2001 roku oraz w atakach w środkach transportu w Londynie w roku 2005”. Pentagon został jednak zmuszony zdjąć to wideo, gdy ktoś zwrócił uwagę, że ich „ważne informacje wywiadowcze” zostały szeroko rozpowszechnione 10 lat temu przez firmę wywiadowczą SITE Rity Katz, prywatną amerykańsko-izraelską firmę szpiegowską, która tak samo dużo zrobiła dla nagłaśniania „planów terrorystycznych” dżihadystów, co Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka dla demonizowania Baszara al-Asada.

© Unknown -- Prezydent Trump z córką Ivanką w drodze na pogrzeb Williama Owena z Navy Seal

© Unknown — Prezydent Trump z córką Ivanką w drodze na pogrzeb Williama Owena z Navy Seal

Wieś, o której mowa, według Baraa Shibana z brytyjskiej grupy Reprieve, zajmującej się prawami człowieka, już w grudniu 2013 r. została zaatakowana przez amerykańskie drony, które zabiły gości weselnych. Pan młody, który przeżył tamten atak, tym razem zginął wraz z synem i córką. Nora al-Aliki, córka „terrorystycznego geniusza”, (która być może, ale niekoniecznie, sama była obywatelką USA) według relacji jej dziadka Nassera al-Awlakiego wykrwawiła się na śmierć dwie godziny po otrzymaniu postrzału w szyję. On sam i inni ocalali mówią, że wieś wcale nie była „twierdzą AQAP”, a raczej wioską rodzinną szejków plemiennych, którzy w rzeczywistości walczą przeciw wspieranemu przez Saudów i USA rządowi Jemenu (obalonemu w wyniku zamachu stanu w styczniu 2015 roku rzez rządzący ruch kierowany przez Hutich, co przyspieszyło „saudyjską” interwencję, zmierzającą do „przywrócenia legalnego, demokratycznie wybranego rządu”– ironia, która całkowicie umyka autokratycznym władcom Zatoki Perskiej, przywołującym tę „słuszną sprawę”). Dziadek Awlaki powiedział, że „oficjalny” rząd (na wygnaniu w Arabii Saudyjskiej) za pośrednictwem swoich sił w Adenie dostarczał broń jemu i jego rodzinie do walki przeciwko Hutim.

 

© South Front

© South Front

 

Ci bojownicy nie tylko są doskonale uzbrojeni – NBC poinformowało o podejrzeniach, że ktoś dał im cynk o nalocie. Według Pentagonu zespół Sealsów spotkał się z ciężkim ostrzałem („strzelały do nas nawet kobiety”), a wychodząc z założenia, że to oni [bojownicy] sprawili przemiennopłatowi MV-22 Osprey „twarde lądowanie” (a nie „zniszczyły go na miejscu” samoloty marynarki USA), jest całkiem prawdopodobne, że zaatakowani mieli również pod dostatkiem ciężkiej broni.

Choć rzecznik Trumpa charakteryzuje operację jako „udaną”, anonimowi oficjele wywiadu USA za „niemal wszystko, co poszło źle”, obwiniają Trumpa, informując media, że „Trump zatwierdził swoją pierwszy tajną operację antyterrorystyczną bez wystarczających informacji wywiadowczych, wsparcia naziemnego czy odpowiednich przygotowań zabezpieczających”. W rezultacie misja skończyła się wylądowaniem w „umocnionej bazie Al-Kaidy, z dostępem chronionym przez zaminowany pas i czuwających snajperów oraz z większym niż się spodziewano kontyngentem uzbrojonych islamskich ekstremistów”. Dla dopełnienia tej paskudnej historii, ci sami oficjele twierdzą, że misja była planowana kilka miesięcy wcześniej, rozważana przez administrację Obamy, ale ostatecznie została odłożona do czasu inauguracji Trumpa „ze względów operacyjnych”.

© Naval Special Warfare Command/kpt. Jason Salata -- młodszy chorąży marynarki William 'Ryan' Owens zginął w Jemenie w nocnym nalocie, który najwyraźniej został schrzaniony ponad wszelkie pojęcie

© Naval Special Warfare Command/kpt. Jason Salata — młodszy chorąży marynarki William ‚Ryan’ Owens zginął w Jemenie w nocnym nalocie, który najwyraźniej został schrzaniony ponad wszelkie pojęcie

Amerykańskie społeczeństwo zostało nagle skonfrontowane z nową rzeczywistością – bezpośrednią obecnością amerykańskich żołnierzy w rejonie konfliktu w Jemenie, a Trump – którego kampania wyborcza bazowała między innymi na powstrzymaniu militarnych awantur za granicą – znalazł się z zakrwawionym nożem w ręce. Przypomina mi to, jak JFK radził sobie z historią z „Zatoką Świń” podczas swoich pierwszych kilku miesięcy prezydentury. Dla nas obecnie wydarzenie to zredukowało się do tego, że albo Kennedy nie wiedział, co kręciła CIA, albo też odkrył ich plan w ostatniej chwili i zablokował wsparcie powietrzne, konieczne dla powodzenia operacji. Jednak dzięki badaniom przedstawionym w książce Davida Talbota Devil’s Chessboard (Diabelska szachownica) mamy teraz dowody, że dyrektor CIA Allen Dulles nigdy nie chciał sukcesu operacji w Zatoce Świń. Sabotował ją od samego początku, ponieważ jego główną misją było „zwrócenie społeczności wywiadowczej przeciwko Kennedy’emu”, który, między innymi przewinami, groził zniweczeniem „ich” polityki zagranicznej.

W każdym razie za misję w Jemenie „odpowiedzialna” jest administracja Trumpa, choć nie możemy tego traktować dosłownie. Pentagon poważnie zabiega, żebyśmy uwierzyli, że po 8 latach prowadzenia przezeń okresowych nalotów powietrznych oraz ataków z użyciem pocisków manewrujących i dronów przeciwko jemeńskiej ludności cywilnej i powstańcom w supernowoczesnej wojnie toczonej w najbiedniejszym kraju Bliskiego Wschodu – kiedy przez cały ten czas ani razu (oficjalnie) nie ryzykowano życiem amerykańskich żołnierzy – nagle, zaledwie tydzień po objęciu prezydentury przez Trumpa, tenże Pentagon powierzył nadzór wykonawczy i planowanie operacyjne wyraźnie wariackiej misji „pozbierania twardych dysków” od „terrorystów AQAP”, ukrywających się w wiosce z trudem położonej na obszarze opanowanym przez lojalistów wspieranych przez Arabię Saudyjską… prezydentowi Donaldowi „Wschodzącej Gwieździe” Trumpowi. Mam poważne wątpliwości co do tego, że został on w pełni wprowadzony w szczegóły operacji, a następnie „dał jej zielone światło”. Nic lepiej nie ilustruje braku posiadania realnej władzy przez amerykańskich prezydentów – zwłaszcza w zakresie polityki zagranicznej – niż nieprzerwane (a w tym wypadku najwyraźniej bezmyślne) działania zbrojne prowadzone przez USA, NATO i monarchie Zatoki Perskiej w okresie przechodzenia od rządów Obamy do Trumpa.

Siła ognia Jemenu (Hutich)

© Unknown – Furgonetki z zamontowanymi działami, używane przez powstańców Huti przeciwko siłom walczącym pod przywództwem „Saudów”. Skąd oni je biorą?

© Unknown – Furgonetki z zamontowanymi działami, używane przez powstańców Huti przeciwko siłom walczącym pod przywództwem „Saudów”. Skąd oni je biorą?

Zmieńmy teraz obiektyw i spójrzmy na inne wydarzenia, rozgrywające się ostatnio w południowej części Półwyspu Arabskiego.

Dwa dni przed amerykańskim nalotem powstańcy Huti zestrzelili saudyjski śmigłowiec Apache w pobliżu miasta portowego Mokka nad Morzem Czerwonym, w południowo-zachodniej części kraju. W grudniu ub. roku inny arabski śmigłowiec Apache został zestrzelony przez Hutich, tym razem w południowej prowincji Arabii Saudyjskiej Nadżran. W rzeczywistości Huti przeprowadzili dziesiątki transgranicznych ataków na cele wojskowe zlokalizowane głębiej na terytorium Arabii Saudyjskiej, zwłaszcza od sierpnia ubiegłego roku. Większość z nich obejmowała ostrzał bliskiego zasięgu i walki o kontrolę nad miastami przygranicznymi i przyczółkami, ale Huti odpalali również rakiety balistyczne w saudyjskie bazy wojskowe. W ciągu zaledwie jednego skoordynowanego ataku na początku grudnia Huti równolegle zlikwidowali co najmniej 4 saudyjskie bazy wojskowe i centra dowodzenia na południu królestwa pociskami balistycznymi, a następnie intensywnym ostrzałem. Liczba saudyjskich ofiar nie jest znana, ale jest oczywiste, że ich siły dotkliwie to odczuły.

Zaledwie dwa dni temu pojawiły się doniesienia, że pocisk balistyczny wystrzelony z Jemenu skutecznie trafił w saudyjską bazę wojskową w Al-Mazahimiyah, 60km od Rijadu. AMN News podało, że w ataku użyto pocisków ziemia-ziemia, zwanych „Burkan-2”, będących „wariantem rosyjskiego pocisku Scud. Nie ma jak dotąd oświadczenia Saudyjczyków w tej sprawie, aczkolwiek okoliczni mieszkańcy pisali w mediach społecznościowych, że słyszeli wybuchy. Wczoraj irańska PressTV cytowała rzecznika Hutich, który potwierdził wystrzelenie rakiet i pokazał ich zdjęcia sprzed momentu odpalenia:

 

© Wojsko Jemenu (siły Hutich) via AMN News

© Wojsko Jemenu (siły Hutich) via AMN News

A to jest podobno klip z pociskami wystrzelonymi w stronę Rijadu:

 

 

Jeśli informacje zostaną potwierdzone, będzie to oznaczać istotną poprawę w stosunku do poprzednich prób wystrzelenia pocisków w Arabię Saudyjską przez Hutich. 27 października 2016 roku wystrzelili pocisk Burkan-1 w główne lotnisko w Dżuddzie – położonej bliżej Sany, stolicy Jemenu, niż Rijad – na saudyjskim wybrzeżu Morza Czerwonego. Wcześniej, 11 października, pocisk balistyczny mierzył w At-Ta’if, w pobliżu Mekki, gdzie znajduje się saudyjska baza sił powietrznych im. króla Fahda. Według Saudyjczyków oba ataki zostały udaremnione przez baterie systemów obrony przeciwrakietowej Patriot, dostarczonych przez USA.

© Unknown, archiwa – zdjęcie okrętów marynarki Iranu

© Unknown, archiwa – zdjęcie okrętów marynarki Iranu

10 października Pentagon poinformował, że dwa pociski zostały wystrzelone w okręt USS Mason, znajdujący się w pobliżu jemeńskiego wybrzeżu Morza Czerwonego, ale „wpadły do wody, zanim dotarły do statku”. Dwa dni później Pentagon stwierdził, że USS Mason i USS Ponce zostały zaatakowane rakietami przez Hutich i że statki wzięły udział w „wymianie ognia”. Huti – którzy za każdym razem, kiedy przeprowadzają ataki, wydają oświadczenia prasowe – zaprzeczyli wystrzeleniu rakiet w którykolwiek z tych statków, mówiąc, że nigdy nie strzelają do statków znajdujących się poza ich wodami terytorialnymi, i oskarżyli Amerykanów o wymyślenie tych historii, żeby uzasadnić interwencję w imieniu nieskutecznej „saudyjskiej koalicji”. Następnie USA „wzięły odwet”, odpalając pociski manewrujące Tomahawk z USS Nitze i niszcząc trzy instalacje radarowe Hutich. Co ciekawe, 13 października Iran wysłał flotę okrętów wojennych do Zatoki Adeńskiejw celu ochrony statków handlowych przed piractwem”, a Pentagon powiedział Fox News, że w tym czasie w okolicy przebywał chiński okręt i rosyjski statek szpiegowski”.

Mój kolega Joe Quinn pisał [na Pracowni tutaj], że podobno Huti wysadzili saudyjską fregatę klasy Al-Madina przy pomocy „samobójczych łódek załadowanych nawozem”, i to na otwartym morzu, 30 stycznia, czyli dwa dni po nalocie amerykańskich Sealsów. To nie był przypadek. Oczywiście jest to trudne do zweryfikowania – Saudyjczycy i ich sojusznicy mają naturalną tendencję do minimalizowania swoich strat, podobnie jak Huti mogą wyolbrzymiać swoje sukcesy – ale Huti twierdzą, że był to jedenasty statek saudyjskiej koalicji, jaki trafili w ciągu dwóch lat stawiania oporu saudyjskiemu natarciu. Takie ataki nie mogą odbyć się bez specyficznych instalacji radarowych, jakie USA podobno zabrały z powrotem do domu w październiku, więc albo USA nie dostały wszystkich instalacji, albo Huti są ponownie zaopatrywani w urządzenia o zaawansowanej technologii. Tym, co rozpoczęło powyższą sekwencję zdarzeń był udany atak rakietowy Hutich na wyprodukowany przez USA i pływający pod banderą Emiratów hybrydowy katamaran HSV-2 Swift, znowu w pobliżu czerwonomorskiego portu Mokka w cieśnienie Bab al-Mandab na początku października 2016 r. Podobno Huti całkowicie zniszczyli ten statek:

 

 

Zauważyliście, jaką technologię radarową mają? Użyty pocisk wygląda na „C-802, ulepszoną wersję eksportową chińskiego pocisku przeciwokrętowego Eagle Strike YJ-82”.

© Emirates News Agency – Wrak dostarczonego przez USA statku „ZEA”, zniszczonego w ataku rakietowym „Hutich” u jemeńskich wybrzeży Morza Czerwonego na początku października 2016 r.

© Emirates News Agency – Wrak dostarczonego przez USA statku „ZEA”, zniszczonego w ataku rakietowym „Hutich” u jemeńskich wybrzeży Morza Czerwonego na początku października 2016 r.

Ostatnio intensywne walki są toczone w południowo-zachodnim krańcu kraju, gdzie głównym celem dla obu stron jest kontrola nad cieśniną Bab al-Mandab. W ostatnich starciach Saudyjczycy ponieśli poważne straty. Irańska agencja Fars News donosi, że w ubiegłym tygodniu w regionie zostało zabitych około 450 „wspieranych przez Arabię Saudyjską bojowników”, w tym drugi w hierarchii dowodzenia dowódca polowy saudyjskiej koalicji (Saeed al-Samati al-Sabihi) oraz „wynajęci przez Saudyjczyków zagraniczni najemnicy, częściowo z krajów arabskich”. Huti twierdzą również, że zlikwidowali jeszcze inną kluczową instalację, na wyspie Zukar na Morzu Czerwonym – kolejnym pociskiem balistycznym – „zabijając co najmniej 80 saudyjskich i emirackich żołnierzy i oficerów”. [Lokalizacja wyspy Zukar jest zaznaczona na zamieszczonej wyżej mapce.] Przekazujące te informacje źródło wojskowe Hutich dodało, że saudyjskie centrum operacyjne dla operacji związanych z Bab el-Mandab „znajduje się w Erytrei i przebywają tam oficerowie i eksperci z Izraela, Arabii Saudyjskiej i ZEA”. Co ciekawe, informator zapytany o nalot amerykański w prowincji Al-Bajda w dniu 28 stycznia powiedział, że prawdopodobnie sygnalizuje on nową strategię USA dążenia do podziału kraju wzdłuż istniejących linii walk.

Mógłbym tak bez końca. Poszukajcie na Youtube „huti trafili arabskie czołgi” [ang: houthis hit saudi tanks], a dostaniecie dziesiątki filmów przedstawiających siły sojuszu Huti-Saleh niszczące czołgi Bradley i Abrams w całym Jemenie na przestrzeni mniej więcej ostatniego roku. Straty saudyjskiej koalicji w czołgach były tak ciężkie, że USA muszą wysłać im setki dodatkowych. W okresie swoich dwóch kadencji Obama nadzorował sprzedaż broni i sprzętu wojskowego dla Arabii Saudyjskiej na wartość 115 miliardów dolarów. Nie wiem, jaką część tej kwoty stanowi opłacanie najemników, ale wiadomo, że bliskowschodnie media rutynowo informowały o potężnej liczbie ofiar wśród tysięcy zagranicznych najemników Saudów. Według jednego z raportów w marcu ub. roku zabito ponad 4000 z nich. Niesławna prywatna amerykańska armia DynCorp podobno weszła do gry za 3 miliardy dolarów. Już w grudniu 2015 r. brytyjskie władze męczyły się, żeby wyjaśnić, dlaczego byli żołnierze brytyjscy, walczący teraz pod banderą ZEA, byli znajdowani martwi w Jemenie.

Imperium USA kontra sojusz euroazjatycki

Dwa kluczowe wąskie gardła transportu wodnego po dwu stronach Półwyspu Arabskiego

Dwa kluczowe wąskie gardła transportu wodnego po dwu stronach Półwyspu Arabskiego

Jak wyjaśnialiśmy w tym artykule, saudyjscy monarchowie i emirowie krajów Zatoki Perskiej nie mają własnych wojsk. Ich armie i broń są zachodnie (głównie amerykańskie) pod niemal każdym względem. Ich „wojska narodowe” są obsadzone żołnierzami, pilotami, zespołami wsparcia i wyższymi oficerami wywodzącymi się z szeregów armii USA, Wielkiej Brytanii, Australii i innych krajów zachodnich. Dzięki obsesji USA na punkcie „interoperacyjności” sprzedawanej broni, „saudyjskimi” operacjami mogą skutecznie zdalnie kierować amerykańscy, brytyjscy i izraelscy dowódcy, jednocześnie sprzedając to jako „saudyjską wojnę”. Nie jest saudyjska –  jest to całkowicie zachodnia wojna o kontrolowanie Jemenu, a tym samym jednego z kluczowych „wąskich gardeł” szlaku żeglugowego w handlu towarami i energią na naszej planecie – cieśniny Bab al-Mandab, która przez Morze Czerwone łączy Ocean Indyjski z Morzem Śródziemnym.

Ale to wszystko jest już dość dobrze znane – Stany Zjednoczone i ich sojusznicy niezbyt dobrze ukrywają swoje zaangażowanie w Jemenie. Nowością jest jednak to, co w tym konflikcie robi „strona przeciwna”. W tej wojnie nie chodzi oczywiście o „zwalczanie Al-Kaidy”, której obcinacze głów, jak wiemy – dzięki ujawnieniu machinacji w Syrii – pracują dla Arabii Saudyjskiej, Kataru, a w ostatecznym rozrachunku – dla zachodnich interesów. I nie chodzi oczywiście o „zwalczanie piratów”, jak niemal szyderczo twierdzili Irańczycy. Pomiędzy ich pociskami balistycznymi, wspomaganymi systemami radarowymi, transportowymi i wdrażania, przenośnymi systemami obrony powietrznej i przeciwczołgowej i furgonetkami doposażonymi w działa, a jak się wydaje niekończącymi się dostawami broni ręcznej, żeby z powodzeniem opierać się i pokonać przeważającą (do tej pory) siłę ognia skierowaną przeciw nim, stało się jasne, że ci dzielni Jemeńczycy, opierający się masowym bombardowaniom z powietrza, otrzymują poważne wsparcie z zagranicy.

© AP -- Listopad 2016 r., generałowie Pekinu i Teheranu podpisują umowę o współpracy w „przeprowadzeniu wspólnych ćwiczeń wojskowych” i „stworzeniu zbiorowego ruchu w celu przeciwstawienia się zagrożeniu terroryzmem”. Jest to kod dla hasła „połączmy siły i przenieśmy globalną zastępczą ‘wojnę z terrorem’ do USA”.

© AP — Listopad 2016 r., generałowie Pekinu i Teheranu podpisują umowę o współpracy w „przeprowadzeniu wspólnych ćwiczeń wojskowych” i „stworzeniu zbiorowego ruchu w celu przeciwstawienia się zagrożeniu terroryzmem”. Jest to kod dla hasła „połączmy siły i przenieśmy globalną zastępczą ‘wojnę z terrorem’ do USA”.

Z pierwotnej „koalicji Decisive Storm” krajów muzułmańskich, które poparły saudyjską inwazję na Jemen, wstrzymało się tylko jedno państwo Zatoki Perskiej: Oman, a jest on prawdopodobnie tym mułem, który przenosi większość broni rebeliantów w strefę wojenną. Ale sam Iran z Omanem nie byłyby w stanie zrobić tego bez protekcji sił na tyle dużych, by mogły trzymać w szachu moc wojskową USA. Myślę, że mamy tutaj „triumwirat” Moskwa-Pekin-Teheran, na pełnych obrotach przeciwstawiający się „zachodniemu imperium”.

Myślę, że budowniczowie imperium USA nie przewidywali tak długiego ciągnięcia się tej wojny, kiedy w styczniu 2015 r. dawali Saudyjczykom zielone światło do szybkiego zmuszenia Jemenu nalotami do uległości. W wyniku nieoczekiwanych sukcesów Hutich w Pentagonie i w Rijad szaleje paranoja. Na rządy USA i Wielkiej Brytanii spada sporo krytyki od obywateli za sprzedaż Saudyjczykom takich ilości broni (przy tak niewielkich  korzyściach), przymuszając je, by przynajmniej oficjalnie ograniczyły swoje zaangażowanie operacyjne. To w świetle ich dotkliwych porażek w Jemenie powinniśmy rozważać najnowszą retorykę wojny przeciwko Iranowi.

„Bombardować, bombardować Iran” (w Jemenie)

© Unknown – „To... to... to nie może się dziać naprawdę!”

© Unknown – „To… to… to nie może się dziać naprawdę!”

Doradca ds. Bezpieczeństwa Narodowego Michael Flynn – który, jak na ironię, był łojony przez amerykańskie media za bycie „rosyjskim agentem” do czasu inauguracji Trumpa – oddał pierwszą salwę, kiedy ogłosił, że Iran „otrzymał ostrzeżenie” za „testowanie rakiet balistycznych” na swoim własnym podwórku, co, jak powiedział, „naraziło na niebezpieczeństwo życie Amerykanów”. Ale to nie pociski balistyczne na irańskim podwórku go martwią – martwią go latające wszędzie pociski balistyczne Hutich; pociski, które są wyraźnie są dostarczane Hutim przez Rosję i Chiny za pośrednictwem Iranu. Flynn oskarżył również Iran za „przekazywanie broni i wspieranie terroryzmu”, wyraźnie odnosząc się do irańskiego wsparcia dla Hutich w Jemenie. Amerykańskie media – jak zawsze z pomocą jakiś anonimowych funkcjonariuszy wywiadu wojskowego, którzy „nie są uprawnieni do rozmawiania z mediami” – wypełniły resztę tej historii odwołaniami do rzekomych „ataków Hutich” na okręty USA w październiku, wykorzystanych przez USA do uzasadnienia bezpośredniej interwencji w imieniu swojego nieskutecznego pełnomocnika (Arabii Saudyjskiej). Ataki te prawdopodobnie nie miały miejsca, więc między wierszami USA mówią: „nasze saudyjskie siły zostały zaatakowane przez Iran, a to daje nam prawo do odwetu bezpośrednio przeciwko Iranowi”. Tyle tylko, że nie daje, i oni to wiedzą. Bardzo dobrze znają zasady gry, ponieważ sami je stworzyli. A poza tym, nie mogą z tym nic zrobić, bo wiedzą, że każdy potencjalny konflikt z Iranem bezwarunkowo, w taki czy inny sposób, zaangażuje Rosję i Chiny.

Druga salwa przyszła trzy dni później, kiedy nowy sekretarz wojny obrony USA James Mattis oświadczył, że Iran jest „największym na świecie sponsorem terroryzmu” – jasne,  pewnie nawet wszechczasów! Gdybyście, próbując zrozumieć, co Mattis miał na myśli, dysponowali tylko publiczną narracją o islamskim terroryzmie, Al-Kaidzie i ISIS, można by wam wybaczyć myślenie, że facet oszalał (lub po prostu zachował się odpowiednio do swojego przezwiska). No bo przecież Iran walczy przeciwko ISIS, al-Nusrze i wszystkim innym dżihadowskim armiom najemników w Syrii i Iraku. Ergo, Iran robi, co do niego należy, żeby zapobiec przyszłym atakom terrorystycznym na Zachodzie. Ale jeśli zrozumiecie, że Mattis nawiązywał do roli, jaką Iran odgrywa w używaniu Hutich do „sprawienia Saudyjczykom ich własnego Wietnamu”, jak to się mówi, to zrozumiecie też wagę deklaracji Mattisa. I wtedy też zrozumiecie, dlaczego następnie biadolił:

Ignorowanie tego [irańskiego przywiązania do terroryzmu”] nic dobrego nie przyniesie. Nie pomoże zbycie tego, a jednocześnie nie widzę żadnej potrzeby zwiększenia liczebności sił, jakie mamy obecnie na Bliskim Wschodzie. Zawsze możemy to zrobić, ale nie sądzę, żeby w tej chwili to było konieczne”.

© Unknown -- Hasan Rouhani, prezydent Iranu: „Ameryko, rozszyfrowaliśmy zasady twojej gry. Teraz nadszedł nasz czas”.

© Unknown — Hasan Rouhani, prezydent Iranu: „Ameryko, rozszyfrowaliśmy zasady twojej gry. Teraz nadszedł nasz czas”.

Mogą wypowiadać publicznie „mocne słowa”, jednocześnie dyskretnie podsyłając więcej pieniędzy, najemników i broni na Bliski Wschód, ale na tym koniec. W przeciwnym razie, jeśli „podejmą bezpośrednią walkę z Iranem w Jemenie”, sytuacja się odwróci i Jemen stanie się „Wietnamem” Ameryki. Kiedy bezpośrednio zaangażuje się siły USA w starcie z „przebranymi” siłami rosyjsko-chińsko-irańskimi, ryzyko natychmiast niesłychanie wzrośnie. Więc Trump podpisał się pod nowymi sankcjami przeciwko Iranowi, zaś Netanjahu pognał do Londynu z petycją do brytyjskiego rządu, by ten dołożył kolejne sankcje, wzywając wszystkie „odpowiedzialne kraje” do nałożenia kolejnych sankcji i wykorzystując swoją konferencję prasową z premier May do ostrzeżenia świata, że „Iran dąży do unicestwienia Izraela, dąży do podboju Bliskiego Wschodu, zagraża Europie, zagraża Zachodowi, zagraża światu”.

Jest już za późno dla Imperium na wywiązanie się z takich słownych pogróżek pod adresem Iranu. Trump może tweetować do późna w nocy, że Iran „igra z ogniem”, ale to nie zmienia faktu, że Iran ma teraz możliwości wojskowe, żeby zabezpieczyć się przed amerykańskim bombardowaniem. Na froncie finansowo-gospodarczym, dzięki cierpliwym posunięciom dyplomatycznym Iranu i jego sojuszników w ciągu ostatniej dekady, „irański układ jądrowy” (który oczywiście miał niewiele wspólnego z bronią nuklearną) został uzgodniony w ubiegłym roku. Ten dżin już wyszedł z butelki: już są zaplanowane potężne kontrakty handlowe i inwestycyjne między Iranem a korporacjami i rządami – zarówno za Wschodu, jak i Zachodu. Jeśli już, to Iran jest ośmielony ostrymi protestami w Waszyngtonie, Londynie i Tel Awiwie: jego reakcją było testowanie kolejnych pocisków i systemów radarowych oraz nałożenie sankcji na „osoby z USA sponsorujące terroryzm”.

Kubusiu (to do Jima M.), to III wojna światowa, ale inna niż się spodziewaliśmy

© Unknown – „System petrodolarowy” rozpada się

© Unknown – „System petrodolarowy” rozpada się

Kuchmistrze Pax Americana są zdesperowani. Cały ich system opiera się na petrodolarze i kontroli kurków ropy na Bliskim Wschodzie. Jeśli stracą Jemen, jest jak w banku, że Iran zastąpi Arabię Saudyjską jako nowy regionalny „zwycięzca”. Iran będzie wówczas w stanie pełnić dominującą rolę w obu głównych bramach szlaku żeglugowego w regionie – w cieśninach Bab al-Mandab i Ormuz. Następnie zastąpi Arabię Saudyjską w roli głównego bliskowschodniego dostawcy ropy naftowej i gazu, a tym samym odziedziczy pozycję „globalnego kurka energii”. Dom Saudów, którego rządy są zdefiniowane przez jego uzależnienie od Anglo-Amerykanów, prawdopodobnie będzie skończony. Izrael może pocałować na pożegnanie swoje państwo apartheidu, ponieważ jest zmuszony współpracować ze swoimi arabskimi sąsiadami na równych zasadach. A wszystko to razem oznacza przerwanie zachodniej hegemonii i kładzie kres trzem wiekom globalnej dominacji krajów anglosaskich.

Ale wybiegamy za daleko w przyszłość. Pozostaje wciąż wiele niewiadomych i sporo może się wydarzyć.

To, co obserwujemy w Jemenie – i w Syrii, i Iraku, i gdzie indziej – to stopniowe wypieranie USA z Bliskiego Wschodu, dzięki skoordynowanym posunięciom ze strony Rosji, Chin i Iranu. Wyobrażanie sobie „III wojny światowej” jako „wielkiego widowiska” rozgrywającego się pomiędzy wielkimi mocarstwami, które kończy się nuklearnym holokaustem, utrzymuje ludzi w strachu i „na boku” i odwraca ich uwagę od paskudnego biznesu dzielenia naturalnych (w tym ludzkich) zasobów planety, a także od codziennego horroru, jaki sprowadza to na miejsca takie jak Jemen, Libia i Syria. To nie wojna światowa, w której „zwycięzca bierze wszystko” – to wojna proxy z kalkulowanym ryzykiem. Kraje spoza Zachodu nauczyły się ukrytych (do niedawna) reguł gry i teraz stosują te zasady, żeby odwrócić sytuację na niekorzyść Imperium.

„III wojna światowa”, jaka rzeczywiście się toczy – i toczyła się od czasu 9/11 – to trwająca cywilizacyjna walka pomiędzy „Zachodem” i „całą resztą”.

Tłumaczenie: PRACowniA

Reklamy

6 Komentarzy »

  1. Bardzo dobrze napisane!
    Pozdrawiam Redakcję!

    Komentarz - autor: brusek — 1 marca 2017 @ 09:44

  2. skąd tłumaczenie?

    Komentarz - autor: Antimedia.pl (@Antimediapl) — 1 marca 2017 @ 14:58

  3. Izrael „państwo apartheidu” od czasu BHO z konieczności współpracuje z krajami arabskimi na równych zasadach, co oczywiście niektórym przeszkadza gdyż uważają że Bliski Wschód MUSI być w rękach Islamu im bardziej radykalnego tym lepiej, byle nie sunnickiego. Inne opcje religijne (judaizm, chrześcijaństwo) należy sprowadzić do poziomu dhimni, ku czci Ajatollahów. Dlatego według sympatyków Iranu Izrael koniecznie trzeba zniszczyć.
    Poza tym jednym, antyizraelskim vel antysyjonistycznym, akcentem zgadzam się.

    Komentarz - autor: syoTroll — 1 marca 2017 @ 15:10

  4. skąd tłumaczenie?

    Zrobione przez nas – jak zaznaczono w stopce.

    Komentarz - autor: iza — 1 marca 2017 @ 15:54

  5. …z konieczności współpracuje z krajami arabskimi na równych zasadach

    Jasne, wystarczy zapytać Palestyńczyków. Albo bombardowanych Syryjczyków. Problem pewnie w różnych definicjach „równych zasad”, w niczym innym. Trollu, może byś tak przestał trollować?

    Komentarz - autor: iza — 1 marca 2017 @ 16:02

  6. @brusek
    Dziękujemy w imieniu autora. Również pozdrawiamy!

    Komentarz - autor: iza — 1 marca 2017 @ 16:06


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: