PRACowniA

10 Lipiec 2016

NATO i Waszyngton tracą poparcie

F. William Engdahl
Katahon
8 lipca 2016

Szczyt NATO w Warszawie jest elementem atomowej gry prowokacji. Waszyngtońscy i natowscy generałowie próbują wciągnąć Rosję w eskalację napięć, ponieważ słabnąca władza nad światem prowadzi pewne kręgi w USA do coraz większej desperacji. I puszczają im nerwy. W eskalacji militarnej widzą jedyną szansę na zachowanie kontroli. Stacjonowanie wojsk w Europie Wschodniej na granicy Białorusi i Rosji jest skrajną prowokacja – są one tam absolutnie zbędne dla bezpieczeństwa Polski i państw bałtyckich. To bardzo głupie posunięcie ze strony NATO.

Rosja jasno pokazuje, że nie jest w tej sytuacji agresorem. To NATO, od waszyngtońskiego zamachu stanu w Kijowie, stoi blisko ze swoimi karabinami, próbując na wszelkie możliwe sposoby sprowokować Rosję do wykonania tzw. agresywnego kroku. Ale Rosja go nie zrobiła – co powoduje ogromną frustrację w Waszyngtonie, szczególnie w kompleksie przemysłu zbrojeniowego. Muszą kreować strach w narodzie amerykańskim przed nową wojną z Rosją, ale i to nie działa. To fakt wart odnotowania. Są to żałosne próby utrzymania się przy władzy.

Ale władza się kurczy – wystarczy spojrzeć na Brexit. UE będzie się powoli rozwiązywać, kraj po kraju. Podjęto wszelkie środki, żeby utrzymać Unię, ale to nie działa. NATO, zamiast wzmocnić stabilność, jedynie powiększyło chaos. Obecnie w krajach UE istnieje bardzo silna opozycja w stosunku do wszelkiego rodzaju prowokacji Waszyngtonu wobec Rosji. Otwarcie mówi o tym minister spraw zagranicznych Niemiec.

Te natowskie prowokacje wobec Rosji są zupełnie niepotrzebne. Pod powierzchnią istnieje ogromna opozycja. Politycy mogą publicznie udawać, że z NATO wszystko jest w porządku, ale w rzeczywistości panuje silny niepokój. Niemcy nie chcą kolejnej wojny z Rosją. Wystarczająco straszny był horror tej ostatniej. Ale Ameryka zwyczajnie nie dba o nikogo spoza USA. Jest to nadzwyczajna sytuacja. Im bardziej jastrzębie wojenne będą naciskać z drugiej strony Atlantyku, tym większy będzie opór w UE.

~  *  ~

Tyle Engdahl. A jak bardzo Ameryka nie dba o nikogo?

Martin Berger o ryzyku związanym z byciem sojusznikiem USA (fragmenty):

W ciągłym dążeniu do ogromnych zysków środowiska polityczne i wojskowe w USA wymyślają nowe „zagrożenia militarne”, żeby wymusić na swoich sojusznikach zwiększenie wydatków na NATO i zakupy dodatkowej broni, co z kolei pogarsza warunki życia zwykłych ludzi w Stanach Zjednoczonych i ich państwach satelickich. Jednak pomimo tak zwanego wzmocnienia ogólnych środków bezpieczeństwa rzeczywisty stan bezpieczeństwa nie poprawił się.

Należy podkreślić, że los amerykańskich sojuszników, od których stale wymaga się płacenia za ambicje Waszyngtonu, z dnia na dzień staje się coraz bardziej ponury. Jeśli spojrzeć na rządy i kraje, które zgodziły się na goszczenie u siebie amerykańskich baz wojskowych, to zazwyczaj jako pierwsze płacą cierpieniem za swoją gościnność.

[W linkowanym artykule o sytuacji na Okinawie, gdzie od bardzo wielu lat amerykańscy żołnierze dopuszczają się przestępstw i zbrodni przeciw miejscowej ludności, a protesty, demonstracje i próby negocjacji przez rząd zmiany warunków umowy o ich kryminalnym immunitecie nie przynoszą żadnych rezultatów. Podobnie w Korei Południowej, gdzie w 2011 r. zaczęły wychodzić na jaw rozróby, gwałty i zastraszanie w wykonaniu amerykańskich żołnierzy. W tymże roku rząd rozpoczął negocjacje w sprawie statusu wojsk USA w Korei. Nic nie wiadomo o rozwiązaniu problemu. Z kolei na Łotwie kobiety domagają się od rządu uregulowań, które wymuszą płacenie przez amerykańskich żołnierzy alimentów na spłodzone i porzucone dzieci.]

Nieustanne pragnienie Białego Domu, żeby narzucać swoje reguły każdemu państwu, doprowadziło do tzw. Brexitu, a wiele innych krajów europejskich również analizuje korzyści, jakie mogą płynąć z opuszczenia UE.

Co więcej, sojusznicy Waszyngtonu płacą wysoką cenę w krwi swoich żołnierzy za jego niezliczone przygody wojskowe, kiedy są rekrutowani do walki u boku USA w Iraku, Syrii, Afganistanie i innych regionach świata.

Na przykład, jak donosi Washington Post, świeżo zmontowana nowa armia syryjska została pokonana na polu bitwy przez bojowników ISIS, kiedy w najbardziej krytycznym momencie porzuciły ją samoloty Sił Powietrznych USA. Niektóre źródła w rządzie USA twierdzą, że nie była to kompletna porażka, ponieważ małe oddziały nowej armii syryjskiej rzekomo kontynuowały walkę, choć te same źródła nie przeczą, że wycofano wsparcie z powietrza w najtrudniejszym momencie całej operacji, co przypieczętował los rebeliantów.

W maju, kiedy USA zintensyfikowały swoją tzw. walkę z ISIS w północnej części Syrii, amerykańskie siły powietrzne zaczęły bombardować przedmieścia syryjskiego miasta Maara, rażąc ciężkim ostrzałem grupę syryjskich opozycjonistów, których Amerykanie wyszkolili i uzbroili. Wall Street Journal odnotował:

Według oświadczenia wydanego w tym czasie przez wojsko Stanów Zjednoczonych, w pobliżu Maara  przeprowadzono trzy uderzenia, które „trafiły dwie oddzielne jednostki taktyczne ISIL i zniszczyły ich dwa pojazdy taktyczne i jeszcze jeden pojazd ISIL” – używając preferowanego przez Pentagonu akronimu dla Państwa Islamskiego.

Ale przywódcy z brygady mówili w wywiadach, że amerykański nalot powietrzny trafił członków brygady, kiedy ta walczyła z bojownikami Państwa Islamskiego. Mustafa Sejry, szef biura politycznego Mutasim, powiedział 10 bojowników Brygady zginęło w ataku USA.

26 czerwca władze afgańskie poinformowały, że w nalotach Sił Powietrznych USA zginęło siedmiu Afgańczyków. Byli oni trzymani przez talibów jako zakładnicy w prowincji Kunduz na północy kraju.

W grudniu 2015 roku Washington Post poinformował o śmierci przyjaznych USA żołnierzy irackich podczas operacji wojskowej przeciwko ISIS w pobliżu Faludży, kiedy samoloty Sił Powietrznych USA „zapewniały wsparcie z powietrza dla irackiej armii”.

W lipcu 2015 roku, zdarzył się tak zwany „najgorszy incydent śmierci od przyjaznego ognia” w wojnie USA w Afganistanie, kiedy zginęło dziesięciu afgańskich żołnierzy, a inni odnieśli rany wskutek ostrzelania ich oddziału przez amerykańskie śmigłowce wojskowe.

Należy zauważyć, że „bratobójczy ogień” jest częstym zjawiskiem w armii amerykańskiej. Pogląd ten znajduje potwierdzenie w faktach historycznych – uważa się, że podczas bitwy pod Antietam 17 września 1862 roku bratobójczy ogień zabił bądź zranił łącznie 1150 żołnierzy, co stanowiło około 5% ogółu ofiar.

W sierpniu 1944 roku ciężkie bombowce Ósmej Armii Powietrznej USA zbombardowały kwatery i konwoje 3 Dywizji Piechoty Kanadyjskiej i 1 Polskiej Dywizji Pancernej podczas operacji „Totalize”, zabijając 65 i raniąc 250 alianckich żołnierzy [o czym polska Wiki i sieć milczy].

Później skala ofiar przyjaznego ognia zwiększyła się. Podczas operacji Pustynna Burza w Iraku sięgnęła około 23% ogólnej liczby ofiar wśród amerykańskiego wojska, które ucierpiały podczas tego konfliktu.

[„Brytyjski „The Sun” pokazał film z wojny w Iraku, na którym amerykański myśliwiec ostrzelał brytyjski czołg. To niejedyny tego typu incydent. W „przyjaznym ogniu” zginęły już setki żołnierzy w Iraku. [W] całej drugiej wojnie w Zatoce Perskiej – szacunkowo – kilkanaście procent wszystkich, którzy zginęli, zabiły pociski wojsk koalicji. A według Księgi „Przyjaznego Ognia” Amerykańskich Wojen, aż 49 proc. ofiar po stronie sojuszników nie zabili Irakijczycy, a swoi. (…) Zamiast „przyjazny ogień” Amerykanie mówią „niebieski na niebieskim” (blue on blue) – tym kolorem oznaczają swoich, zaś czerwonym – wrogów”. – więcej tutaj, 2007]

W związku z tym branie udziału w którejś z militarnych przygód Białego Domu jest bardzo ryzykownym przedsięwzięciem. Jedynym sposobem na oszczędzenie krwi narodu jest powstrzymanie się od takich przygód. A nie ma wątpliwości, że po objęciu urzędu przez Hillary Clinton bezpośrednia agresja wojskowa pozostanie przez najbliższe lata głównym zajęciem Białego Domu.

Artykuł F.W. E. na SOTT: NATO and Washington lose countenance
Tłumaczenie: PRACowniA

Advertisements

2 komentarzy »

  1. http://www.voltairenet.org/article192833.html

    Podpici psychopaci śpiewający o miłości, jedności i pomocnej dłoni:

    Komentarz - autor: Olimpia — 14 Lipiec 2016 @ 10:40

  2. Komentarz - autor: Olimpia — 18 Lipiec 2016 @ 13:02


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: