PRACowniA

1 Kwiecień 2016

To nie Irak i Syria stworzyły ISIS, ale my

Bulent Gokay
Open Democracy
22 marca 2016 r.

Jakiś czas po atakach w Paryżu ISIS zeszło na drugi plan, tak jakby ta organizacja terrorystyczna znikła w sinej dali i straciła wpływ na nasze codzienne życie.

Stacja metra Maalbeek/Maelbeek, 2012 r. © Wikicommons/ stalebg. Some rights reserved.

 

Tragiczne poranne wydarzenia na brukselskim lotnisku i w metrze zaszokowały świat i stworzyły podwyższone poczucie zagrożenia, w podobny sposób jak zeszłoroczny styczniowy atak na redakcję Charlie Hebdo i późniejsze, listopadowe, przypisywane ISIS ataki w Paryżu. Wkrótce potem jednak, po tych właśnie atakach, uwaga mediów skoncentrowała się na czymś innym, ISIS stało się wczorajszymi nowinami, tak jakby ci terroryści przestali istnieć, lub wynieśli się na kraj świata, skąd nie mogą już zakłócać naszej codzienności.

Tymczasem tak naprawdę, po masakrze w Paryżu ISIS wcale nie przestało masowo i brutalnie mordować ludzi. Wciąż zabijało cywili, tyle że nie w Europie. Tylko pod koniec lutego dwóch zamachowców-samobójców z ISIS wysadziło się w powietrze na targowisku telefonów komórkowych w Sadr City (dzielnica Bagdadu, Irak), zabijając 73 osoby i raniąc ponad 100. Tego samego dnia kilkuset bojowników ISIS dokonało zmasowanego ataku na dzielnicę Abu Ghraib na obrzeżach Bagdadu. A są to tylko nowiny z jednego dnia z życia Iraku. Ataki terrorystyczne, zamachy samobójcze i mordowanie na okrągło dziesiątków, o ile nie setek cywili zdarzają się prawie codziennie w Iraku, Libii i Syrii. Podczas gdy my tu z przerażeniem oglądamy relacje z brukselskiego lotniska, tam mordowanych jest o wiele więcej ofiar.

W naszym zakątku świata, na Zachodzie, prawie wcale nie zwraca się jednak uwagi na tamte krwawe wydarzenia, gdyż wydają się częścią naturalnego porządku rzeczy w tych oddalonych i cokolwiek egzotycznych miejscach – Iraku, Syrii, Libii, Jemenie. W zachodnich umysłach brak jest połączenia pomiędzy wojnami na Bliskim Wschodzie i w Afryce Północnej, a zamachami terrorystycznymi w zachodnich stolicach. Ten brak powiązania, poza dostarczaniem komfortu psychicznego poprzez przekonanie, że wiele z tych przerażających wydarzeń ma miejsce gdzieś daleko, w bezpiecznym od nas oddaleniu, jest także niezmiernie użyteczny dla zachodnich przywódców politycznych. Dzięki niemu mogą bowiem zapobiegać zrozumieniu przez ich społeczeństwa, że błędne i skrajnie szkodliwe decyzje polityczne rządu Stanów Zjednoczonych i ich europejskich sojuszników w decydujący sposób dołożyły się do stworzenia warunków umożliwiających sukces terrorystycznych band w rodzaju ISIS.

Wiodący francuski ekspert do spraw Syrii, który obecnie pracuje dla waszyngtońskiego Institute for Near East Policy, powiedział w wywiadzie dla Carnegie Endowment for International Peace w styczniu 2015:

“W latach 2011 – 2012 w kwestii syryjskiej cierpieliśmy na zbiorowy maccartyzm – jeśli ktoś mówił, że Asad nie upadnie w ciągu najbliższych trzech miesięcy, był natychmiast posądzany o płatne służalstwo syryjskiemu reżymowi. Po opowiedzeniu się przez francuskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych po stronie syryjskich rebeliantów zaprzeczanie jego oficjalnym komunikatom było w złym guście…. Tymczasem poprzez popieranie syryjskiej i libijskiej opozycji oraz zniszczenie aparatów państwowych tych krajów, Francja i Anglia otwarły wrota dla ISIS, a zatem ponoszą część winy za powstanie tej organizacji i za jej terroryzm w Europie”.

Obecnie nawet niektórzy amerykańscy przywódcy wojskowi otwarcie głoszą pogląd, że najnowsze terrorystyczne ataki na Zachodzie są zrozumiałą i przewidywalną reakcją na przemoc, na ataki i na fatalnie prowadzone interwencje zaserwowane Bliskiemu Wschodowi przez nasze rządy w ciągu ostatnich dwudziestu lat. Amerykański generał, William Odom, były szef  NSA (National Security Agency) powiedział: „Wojna w Iraku może okazać się największą strategiczną klęską w historii Ameryki. W ciągu zaledwie 18 miesięcy z bezprecedensowego poparcia po 9/11 Stany Zjednoczone stały się jednym z najbardziej znienawidzonych państw”.

Otwarte przyznanie tego nie oznacza w żadnym wypadku usprawiedliwienia tego, co się stało w Paryżu w zeszłym roku, czy teraz w Brukseli. Terrorystyczne ataki na cywilów są, bez najmniejszej wątpliwości, zbrodniami przeciw ludzkości, gdziekolwiek i kiedykolwiek mają miejsce. Równocześnie jednak udawanie, że zachodnie akcje na Bliskim Wschodzie od lat 90. nie mają nic wspólnego z dzisiejszymi ataki terrorystycznymi na zachodnie cele jest ignorowaniem faktów i chowaniem głowy w piasek. Powstanie ugrupowań terrorystycznych w rodzaju Państwa Islamskiego, czy Al-Kaidy jest niefortunnym, ale przewidywalnym skutkiem dziesięcioleci zachodnich interwencji na Bliskim Wschodzie, które są odpowiedzialne za śmierć setek tysięcy, o ile nie milionów Afgańczyków, Irakijczyków, Syryjczyków i Libijczyków. Zachód stoi dziś twarzą w twarz z frankensteinem własnego chowu, gdy ISIS zagraża nie tylko Bliskiemu Wschodowi, ale i wewnętrznemu bezpieczeństwu Europy.

O autorze:
Bulent Gokay jest profesorem w dziedzinie polityki międzynarodowej i dziekanem Katedry Polityki, Polityki Międzynarodowej i Filozofii na Uniwersytecie Keele (North Staffordshire, Wlk. Brytania).

Tłumaczenie nadesłane: Herstoryk
Bezpośredni odnośnik: To nie Irak i Syria stworzyły ISIS, ale my

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: