PRACowniA

23 marca 2016

Saudyjski książę Muhammad ibn Najif zasługuje na order Legii Honorowej – najwyższe oznaczenie nadawane przez państwo francuskie

Gearóid Ó Colmáin
American Herald Tribune
14 marca 2016

Niedawny paryski skandal, związany z udekorowaniem przez francuski rząd księcia Arabii Saudyjskiej Mohammada ibn Najifa orderem Legii Honorowej, uwypukla istotną rolę monarchii absolutnych Zatoki Perskiej we francuskiej strategii imperialnej na Bliskim Wschodzie. Sztuczny podział polityczny na lewicę – reprezentowaną przez Partię Socjalistyczną – oraz prawicę – skupioną wokół partii „Republikanie” [sukcesorki Unii na rzecz Ruchu Ludowego] – uwidacznia się w geopolitycznych relacjach obydwu tych ugrupowań z Bliskim Wschodem: Partia Socjalistyczna, której członkiem jest François Hollande, darzy specjalnymi względami Arabię Saudyjską, podczas gdy faworytem Unii na rzecz Ruchu Ludowego, na której czele stał Nicolas Sarkozy, zdaje się być Katar. Jak na ironię Katar jest nieco bardziej liberalnym krajem od popieranego przez „socjalistów” saudyjskiego Behemota.

Postanowienie o uhonorowaniu ibn Najifa na jego własną prośbę zostało przyjęte we francuskiej stolicy ze stonowanym oburzeniem. Natomiast działania rządu francuskiego, podjęte w celu  „uwierzytelnienia” w oczach międzynarodowej społeczności zasadności decyzji o nadaniu oznaczenia saudyjskiemu księciu, były, w moim odczuciu, całkowicie logicznie i rozsądne. Bo niby dlaczego władze Francji miałyby nie przyjmować z honorami saudyjskich oficjeli, skoro od momentu utworzenia Królestwa Arabii Saudyjskiej w 1932 roku przy wsparciu Brytyjczyków, saudyjska dyktatura świetnie sprawdza się w swej roli. Wraz ze swoim bratem Izraelem utworzyła bastion przeciwko dwóm zagrożeniom dla zachodnio-syjonistycznego zwierzchnictwa na Bliskim Wschodzie i w Północnej Afryce, tj. przeciwko arabskiemu nacjonalizmowi i rewolucyjnemu szyizmowi.

Reżim wahabitów czyni to poprzez utrzymywanie wielu muzułmanów z byłego Imperium Osmańskiego w indoktrynacji obskuranckiego kultu śmierci, pod zwierzchnią władzą zdegenerowanej kasty rządzącej, która zamiast rozwijać krajowy sektor przemysłowy w celu poprawy jakości życia ubogich trwoni miliardy na zakup broni od Zachodu, by dzięki temu bardziej uciskać swych obywateli oraz mieszkańców krajów sąsiednich, takich jak Jemen, którzy próbują wyzwolić się spod neokolonialnego jarzma.

Stosunki pomiędzy saudyjską monarchią i francuskim rządem są obecnie tak dobre, że porównuje się je do sielanki „miesiąca miodowego”. Kiedy prezydent Holland odwiedził Rijad, zaledwie kilka miesięcy po ataku terrorystycznym na redakcję tygodnika Charlie Hebdo, do którego doszło w styczniu 2015 roku, francuscy eksperci prasowi zarówno z kapitalistycznej „lewicy”, jak i „kapitalistycznej prawicy”, poetyzowali na temat „wielkiej przyjaźni” pomiędzy Arabią Saudyjską i Francją. W czerwcu 2015 roku rząd francuski podpisał z saudyjskim reżimem szereg kontraktów handlowych o wartości ponad 10,3 miliarda dolarów, począwszy od branży zbrojeniowej, poprzez aeronautykę, zdrowie i transport, a skończywszy na energii słonecznej. To oznacza, że znaczna część francuskiej burżuazji, którą premier Georges Clemenceau kiedyś nazwał „konsorcjum interesów”, jest w pełni zadowolona z francusko-saudyjskiego status quo.

W chwili obecnej imperializm francuski wyraźnie zaczyna wyprzedzać w swej wojowniczości Stany Zjednoczone. To Francuzi przeprowadzali bombardowania dywanowe, które w 2011 roku zniszczyły Libię; przodowali też w rujnowaniu Syrii. Francuskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, z siedzibą przy bulwarze Quai d’Orsay, było jednym z najbardziej nieprzejednanych w negocjacjach z Iranem – głównie dzięki temu zdobyli uznanie Rijadu. Paryż wykorzystuje niepewność Arabii Saudyjskiej co do jej przyszłości – z powodu napiętych stosunków ze Stanami Zjednoczonymi wskutek zniesienia sankcji nałożonych na Iran – do zyskania większych wpływów na Półwyspie Arabskim.

Rząd francuski w 2015 roku sprzedał najwięcej broni w historii, a w roku obecnym zamierza zarobić na tym jeszcze więcej, dzięki „miodowemu miesiącowi” z obcinającym głowy reżimem w Rijadzie, który promuje wahabicki kult śmierci na całym świecie, w tym również na rozległych proletariackich przedmieściach, gdzie pod jego wpływ wpadają prześladowani pechem młodzi ludzie, tacy jak okryci złą sławą bracia Kouachi. Nie jest tajemnicą, że saudyjski reżim upowszechnia i sponsoruje terroryzowanie niewiernych. Amerykański wiceprezydent Joe Biden otwarcie powiedział o tym w 2014 roku, w trakcie spotkania ze studentami na wydziale Kennedy Business School na Uniwersytecie Harvarda.

Także kandydat na prezydenta Donald Trump oświadczył ostatnio, że „wszyscy wiedzą” o tym, iż za terroryzowaniem niewiernych stoją Saudyjczycy – chociaż zabrzmiało to bardziej jak zawoalowana krytyka terroryzmu izraelskiego.

Francuskie korporacyjne media głównego nurtu regularnie przyznają, że to Saudyjczycy sponsorują terroryzm w Syrii i w innych krajach, ale mimo to Rijad nadal pozostaje uprzywilejowanym partnerem wielu państw, które twierdzą, że prowadzą międzynarodową „wojnę z terroryzmem”! Nie ma w tym najmniejszego sensu, ale oczywiście żadnego sensu wcale w tym być nie musi, gdyż w tej globalnej wojnie z terroryzmem tak naprawdę nie ma prawdziwych wrogów. Są oni fabrykowani przez armię rozlicznych agencji, wchodzących w skład kompleksu militarno-przemysłowo-medialno-wywiadowczego, tzn. przez przestępczy, piekielny półświatek różnych niecnych interesów i wielkiej finansjery.

W tym postmodernistycznym pustkowiu konsumpcyjnej bezsensowności i zerowej świadomości bieg rzeczy zmieniają terroryści. Narracja o „wojnie z terrorem” podlega dekonstrukcji w rozumieniu francuskiego filozofa Jacquesa Derridy [sens przekazu odkrywany jest poprzez swoisty demontaż, który prowadzi do wielu możliwych odczytów treści i jej interpretacji], co oznacza, że terrorysta jest jednocześnie realny i nierealny, obecny i nieobecny, traktowany z pobłażliwością i uległością, może przemieszczać się tam, gdzie chce – i poza labiryntem niejasnego, nieustająco ewoluującego mitu o wojnie z terrorem, jest on bytem nieistotnym. Elity polityczne, które służą swym korporacyjnym i finansowym mocodawcom, nie dbają już o to, co myśli o nich społeczeństwo. W chwili obecnej dyskretnie przyznają się do tego, że wojna z terrorem jest oszustwem, że rząd francuski wspiera najbardziej zdeprawowane i szokujące dyktatury na ziemi, że prawa człowieka, jak zauważył Marks, nie znaczą nic więcej niż nędzne prawo do posiadania własności, że Bogiem jest pieniądz oraz że jedyne, co elita może zaoferować francuskiej opinii publicznej, to pogarda podszyta chichotem.

Wszystko jest jak na dłoni. Rządzą nami przestępcy i tyrani, którzy nie dbają o to, że zaczynamy być świadomi tego faktu. Dlatego też ujawnienie przez media korespondencji e-mailowej ukazującej, w jaki sposób rząd francuski próbował zbagatelizować aferę z przyznaniem orderu Legii Honorowej saudyjskiemu księciu, kompletnie ich nie wzruszył. W ubiegłym tygodniu w rozmowie z dziennikarzem radia France Inter francuski minister spraw zagranicznych powiedział, że „Dyplomacja może czasami zaskakiwać. I że właśnie tak należy potraktować całą tę sprawę”. Innymi słowy chodzi o kwestię wagi państwowej i rząd ma obowiązek wyjaśnienia opinii publicznej zasad uprawianej przez niego polityki w myśl zasady: Procul, procul, este profani! Precz, precz, niewtajemniczeni!

W 1999 roku w Paryżu za posiadanie 20 ton kokainy został aresztowany krewny księcia ibn Najifa. Pieniądze pozyskane z przemycanych z Ameryki Łacińskiej do Europy narkotyków miały służyć finansowaniu terrorystów Al-Kaidy w Afganistanie. Zatrzymanemu udało się uciec do Arabii Saudyjskiej, mimo to sąd francuski skazał go zaocznie na dziesięć lat więzienia. Fakt, że pod ochroną saudyjskiego reżimu znajdował się przestępca z wyrokiem, krewny Muhammada ibn Najifa, nie przeszkadzało delegacji francuskiej w obradach w Rijadzie w 2015 roku. Sprawa ta nie została nawet wprowadzona do agendy rozmów.

A dlaczego? Ano dlatego, że handel narkotykami jest podstawowym komponentem funkcjonowania klasy rządzącej, stanowiącym starannie ukrywane podbrzusze globalnego systemu kapitalistycznego.

Handlarze narkotyków, działający pod egidą francuskiej Partii Socjalistycznej, byli odpowiedzialni za rozgromienie masowych strajków francuskiej klasy robotniczej w 1948 roku, kiedy istniała realna szansa na przejęcie władzy przez Francuską Partię Komunistyczną (PCF). W zmowie z CIA socjalistyczny mer Marsylii, Gaston Deferre, wykorzystał mafijne klany handlujące narkotykami do zduszenia ruchu pracowniczego. Dziś takie miasta jak Marsylia są zalane narkotykami, przestępczością i ubóstwem. Pracownicy nie są zorganizowani, nie zrzeszają się, gdyż w ryzach rozdarcia i zniechęcenia utrzymuje ich problem imigracji. Jednocześnie na Riwierze Francuskiej saudyjscy książęta i ich francuscy odpowiednicy urządzają sobie przyjęcia. A tymczasem w Paryżu spotykają się przywódcy „socjalistyczni”, by omawiać kwestię „niebezpieczeństwa związanego ze skrajnie prawicowymi kręgami” – ruchami, których szeregi coraz częściej są zapełnianie przez zdemotywowanych, zrezygnowanych pracowników.

Saudyjski książę ibn Najif zasługuje na order Legii Honorowej, ponieważ reżim saudyjski jest godnym partnerem francuskiego imperializmu. Prowadzi wojnę przeciwko Syryjczykom i mieszkańcom Jemenu, a wkrótce zaangażowałby się w konflikt zbrojny z Irańczykami, gdyby nie fakt, że Persja jest w stanie zrównać Arabię Saudyjską z ziemią.

Reżim wahabitów zatruwa umysły milionów młodych muzułmanów, którzy swoim społecznym gniewem na klasę rządzącą zasilają sekciarską nienawiść swoich klasowych sojuszników, zabijając innych muzułmanów oraz chrześcijan, zamiast tyranów rozprzestrzeniających nienawiść, ucisk i permanentną wojnę. Saudyjski reżim to syjonistyczny twór, toczący nieustanną krucjatę głównie przeciwko muzułmanom, których morduje i zniesławia, a przy okazji okrywa hańbą islam. Dla francuskiego reżimu, który ostatnio cierpi na wyjątkowy brak poparcia społecznego, gdyż zmienia Francję w państwo policyjne, Arabia Saudyjska jest wzorem do naśladowania. Nadając najwyższe odznaczenie państwowe despocie Muhammadowi ibn Najifowi, rząd francuski objawia światu prawdziwe znaczenie wyświechtanej śpiewki o „prawach człowieka”, „wolności” i „demokracji”, na które tak często się powołuje.

Tłumaczenie: PRACowniA

Advertisements

1 komentarz »

  1. Doskonały tekst . Kontrapunkt dla masowej medialnej histerii po zabiciu 34 niewinnych ludzi przez terrorystów , co potępiam . Jednak to nie libijskie czy syryjskie samoloty zrównały nasze miasta z ziemią . Nie musileliśmy uciekać w nocy z tobołkami przed „umiarkowaną opozycją ” pustoszącą nasze miasta . Rządy Libii czy Syrii nie decydowały czy ma u nas rządzić PiS czy PO i nie karały nas za zły wybór nalotami . To ważne !

    Komentarz - autor: fly — 24 marca 2016 @ 00:01


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: