PRACowniA

29 lutego 2016

Zachodnie wojny imperialistyczne i krajowe zawieruchy: faszyści, terroryści i „wielokulturowość”

Tony Cartalucci
New Eastern Outlook
24 lutego 2016 r.

Stany Zjednoczone i Europa, wraz z wieloma ochoczo kolaborującymi państwami, prowadziły szereg wojen bezpośrednich i zastępczych na obszarze Afryki, Bliskiego Wschodu i Azji Środkowej.

To samo dążenie, które przyświecało Zachodowi, kiedy reorganizował poradziecki świat przy pomocy konwencjonalnych środków militarnych w Afganistanie w 2001 roku i w Iraku od 2003 roku, znalazło swoją kontynuację przy użyciu mniej konwencjonalnych metod – drogą tzw. „Arabskiej Wiosny” i szeregu wojen zastępczych, jakie wybuchały od 2011 roku.

Dzisiaj te podsycane przez Zachód wojny wciąż trawią Libię, Syrię, Irak, Afganistan i Jemen, a w krajach, w których sprawy ostatnio wtrącił się Zachód albo które aktualnie okupuje bądź osłabia, panuje przemoc i niestabilność polityczna.

Sama tylko Francja – poza operacjami wojskowymi w Libii w 2011 r., a aktualnie w Syrii i Iraku – ma swoich żołnierzy w krajach afrykańskich, w tym w Republice Środkowoafrykańskiej (2000), Czadzie (950), na Wybrzeżu Kości Słoniowej (450), w Dżibuti (2470), Gabonie (1000), Mali (2000) i Senegalu (430).

Erytrea i Somalia podczas tych 15 lat były obiektem ataków ze strony sąsiadującej Etiopii, która – mimo problemów z powszechną biedą ­– otrzymuje wsparcie wojskowe z USA i jest zachęcana do prowadzenia wojny zastępczej z sąsiadami, jak obecnie robi to Arabia Saudyjska w Jemenie.

Jak łatwo było przewidzieć, rezultatem tego jest łuk chaosu, rozciągający się przez pół świata. Podobnie do przewidzenia było, że z tego łuku chaosu zaczną uciekać mieszkańcy – i uciekają do Europy, jedynego miejsca, gdzie mogą uciec od chaosu.

Jeśli chodzi o Afrykę, prawdopodobnie najbardziej ironicznym aspektem obecnego kryzysu uchodźców, z jakim boryka się Europa, jest fakt, że Libia – w której zniszczeniu Europa uczestniczyła – przez długie lata wchłaniała afrykańskich uchodźców, dając im pracę i stabilny kraj zamieszkania. Kiedy w 2011 roku Libia została napadnięta przez USA i Europę, przewidywano, że z kraju dającego uchodźcom schronienie Libia zmieni się w bramę dla nich w ich drodze do Europy. I dokładnie tak się stało.

Europa stworzyła uchodźców i Europa powinna wziąć za nich odpowiedzialność

Bez wątpienia Europa, wraz z USA i innymi, jest odpowiedzialna za kryzys uchodźstwa. Każdy kraj, który głosował za operacjami w Afryce Północnej, na Bliskim Wschodzie i w Azji Środkowej, bądź wniósł do nich swój udział wojskowy, jest bezpośrednio odpowiedzialny za wynikłą z tego niestabilność, jaka w nieuchronny sposób musiała nastać.

Zachód usprawiedliwiał te wojny „humanitaryzmem”, a teraz, kiedy czas zapewnić pomoc humanitarną uchodźcom, stworzonym przez te same wojny, toczy się niewytłumaczalna debata, czy należy tę pomoc zapewnić, czy też nie, i w jakim zakresie.

Powoływanie się na prawo międzynarodowe jest sprawą dyskusyjną, ponieważ należałoby się spodziewać, że prawo międzynarodowe w pierwszej kolejności nie dopuści do eksterytorialnej agresji, jaka poprzedziła ten kryzys. Ale nie da się uniknąć pytania: Jeśli Europa ma nie przyjąć uchodźców, których stworzyły jej własne wojny, i nie przyjmą ich jej wspólnicy – USA, Turcja, Izrael i kraje Zatoki Perskiej – to kto ma to zrobić?

Z kryzysu w chaos

Napływ do Europy dziesiątek tysięcy ludzi z ponadregionalnej pożogi niewątpliwie wywoła napięcia. Systemy muszą wchłonąć rosnącą liczbę ludzi, których trzeba nakarmić, ubrać, gdzieś ulokować, otoczyć opieką lekarską, a w końcu wykształcić i zatrudnić. Stanowiłoby to wyzwanie nawet w najlepszych okolicznościach i dla rozsądnego, uczciwego rządu. Fakt, że osoby odpowiedzialne za zarządzanie kryzysem są dokładnie tymi samymi, które są odpowiedzialne za jego stworzenie, gwarantuje, że możliwy do opanowania kryzys obróci się w jeszcze większy chaos.

Do cynicznego obrócenia tego kryzysu w chaos potrzebne są trzy elementy:

Faszyści: Po pierwsze, USA i Europa mnóstwo zainwestowały w szerzenie „islamofobii” po atakach z 11 września 2001r., żeby wspomóc napędzanie niekończących się wojen, wynikłych z zamachów terrorystycznych w Nowym Jorku, Waszyngtonie i Pensylwanii. Powstały takie grupy jak Angielska Liga Obrony (English Defense League, EDL) i nowsza PEGIDA (Patriotyczni Europejczycy przeciw Islamizacji Zachodu) i od tego czasu są one wspierane przez tych samych inżynierów wojen, którzy przyczynili się do migracji ludzi ze swoich krajów do Europy. Jak na ironię ta „wojna z terroryzmem” była toczona przez armie terrorystów, uzbrajanych i finansowanych przez te same grupy interesów i ich saudyjskich partnerów.

EDL i PEGIDA handlują najgorszego typu dezinformacją, pakując 1,6 miliarda muzułmanów z całego świata do jednej szuflady, twierdząc, że mają „zislamizować” całą planetę. Dla przeciętnych członków EDL czy PEGIDY nie ma zupełnie żadnego znaczenia fakt, że gdyby choć 1% muzułmanów na świecie stanowili brutalni ekstremiści, to tworzyliby oni 10-milionową armię, która już dawno by ich „zislamizowała”.

Kiedy w klimacie strachu i ignorancji, starannie i metodycznie budowanemu przez ostatnich 15 lat, do Europy zaczęły napływać potoki uchodźców, nie trzeba było dużo, żeby przekonać zwolenników EDL i PEGIDY, iż zaczęła się „inwazja”.

Terroryści: Drugim czynnikiem są ekstremiści. Stany Zjednoczone i Europa, oraz ich sojusznicy z Turcji i krajów Zatoki Perskiej, przez dziesięciolecia inwestowali w tworzenie grup terrorystycznych, żeby działały zarówno jako zastępcze siły najemników za granicą, jak i jako element służący indukowaniu gwałtownego, zniewalającego strachu w kraju. Zgodna kampania mediów wrzuca tych ekstremistów do jednego worka z uchodźcami, a zachodnie agencje wywiadowcze mogą wręcz dosłownie instalować ich w obozach i enklawach, powstających w całej Europie.

Jeśli ktoś w to wątpi, powinien zainteresować się doniesieniami o „meczetach” z „imamami”, którzy wspierają tak zwane „Państwo Islamskie”, a nawet rekrutują bojowników z Europy, żeby dołączyli do walk w Syrii. Zwłaszcza, kiedy te same „meczety” okazują się współpracować z policją i rządem w celu zarządzania tymi bojownikami po ich powrocie, jak było w wypadku pewnego niesławnego „meczetu” w Danii.

Internetowa gazeta Local DK w swoim artykule pt. „Danish mosque doubles down on ISIS support” (Duński meczet podwaja wsparcie dla ISIS) podaje:

„Chcemy, żeby Państwo Islamskie wygrało. Chcemy Państwa Islamskiego”, powiedział imam meczetu Osama el-Saadi w programie telewizji DR.

El-Saadi dodał, że jego zdaniem udział Danii w walkach przeciwko Syrii, którym przywodzą USA, jest bezpośrednim afrontem nie tylko dla jego meczetu, ale i dla wszystkich muzułmanów.

„Ta wojna jest skierowana przeciwko islamowi”, powiedział.

Paradoksalnie okazało się, że człowiek, który bezwzględnie powinien być aresztowany i usunięty ze społeczeństwa za udzielanie wsparcia wszystkim znanym organizacjom terrorystycznym, był centralną postacią duńskiego programu postępowania z powracającymi z Syrii bojownikami ISIS. Der Spiegel w swoim artykule „Community Response: A Danish Answer to Radical Jihad” (Reakcja społeczeństwa: Duńska odpowiedź na radykalny dżihad) podał:

El-Saadi odgrywa potrójną rolę. Rozmyślnie zasila narracje EDL i PEGIDY, wypełnia szeregi zachodnich sił terrorystycznych za granicą i działa jako opiekun powracających, wyposażonych w śmiertelny wachlarz umiejętności i powiązań, które mogą być wykorzystane do dalszego zaogniania istniejących już napięć, jakie nieodzownie wiążą się z każdym napływem uchodźców.

Wielokulturowość: Trzecim i ostatnim elementem jest zachodnia wersja „wielokulturowości”. Podobnie, jak rzecz się miała z terroryzmem i skrajnie prawicowym ekstremizmem, te same grupy interesów zainwestowały w całą armię organizacji pozarządowych, mających wesprzeć ich własną interpretację tej, jak by się zdawało, dość prostej koncepcji.

W ramach jednolitej tożsamości narodowej w miejsce bezstronnego wzajemnego poszanowania dla innych ras, religii i kultur pojawia się celowe, selektywne i cynicznie zmanipulowane wykorzystanie kultury, nadające jej prymat nie tylko nad tożsamością narodową i rządami prawa, ale i nad innymi kulturami, kiedy tylko jest to wygodne.

Tym sposobem te cechy kulturowe, które okazują się najbardziej destruktywne, mogą być celowo umieszczone ponad najbardziej stabilizującymi i konstruktywnymi, kosztem życia i wolności innych ludzi. Robi się to rozmyślnie, żeby pielęgnować poczucie uprzywilejowania oraz animozje pomiędzy różnymi kulturami, rasami i religiami. Tego typu działanie ma długą tradycję i było elementem wszelkich podstępnych matactw z kategorii „dziel i rządź”.

Powyższa triada działa niezwykle skutecznie, zmieniając istniejący już kryzys w Europie, zresztą własnej produkcji, w chaos, który można tak wykorzystać, że będzie służył konkretnym grupom interesów, stojącym za tą triadą.

Z chaosu przez kryzys do stabilności

Na przestrzeni historii różne kraje wchłaniały ogromne ilości uchodźców i imigrantów nie tylko z powodzeniem, ale także z korzyścią dla tych, którzy autentycznie starali się przyjąć taki napływ. Dla Europy byłoby to zadanie trudne, ale nie niemożliwe do wykonania, aczkolwiek należałoby się zająć kilkoma kwestiami.

1. Zakończenie wojen: Z kryzysem uchodźców trudno byłoby sobie poradzić nawet w idealnych warunkach. Jednak jak długo Europa prowadzi wojny, ten kryzys nie tylko będzie trwał – będzie się pogarszał. Nawet kiedy europejscy przywódcy przedstawiają się jako ofiary pośród stworzonej przez siebie katastrofy, nie przestają dążyć do wojny w Syrii, pozwalają Arabii Saudyjskiej zupełnie bezkarnie niszczyć sąsiedni Jemen i okupują swoimi wojskami sporą liczbę innych krajów.

Zakończenie wojen i pozwolenie krajom odbudować się na własny sposób to jedyna droga zatrzymania obecnej powodzi. Utrudnianie syryjskim i rosyjskim siłom przywrócenia pokoju i porządku w Syrii jest wyrazem nieszczerości europejskich przywódców co do kwestii humanitarnych, a dokładniej – kryzysu uchodźców, którego próbują uniknąć.

2. Uczłowieczenie uchodźców: Aby w pełni chronić uchodźców, trzeba im dać prawo do tożsamości. Traktowanie ich po ludzku i postrzeganie ich nie tylko jako „napływ”, ale także jako odrębne jednostki, zamiast nazywania ich wyłącznie „uchodźcami”, pozbawi tych, którzy zarówno stworzyli ten kryzys, jak i próbują go eksploatować, okazji do kolektywizowania tego napływu, a tym samym stosowania zbiorowej odpowiedzialności, kiedy ktoś z tej fali popełni przestępstwo bądź jest bezpodstawnie o takie oskarżany.

Wielu Europejczyków nie rozpoznaje różnicy pomiędzy szyizmem a sunnizmem, nie mówiąc już o rozumieniu, że wahhabizm nie jest żadnym z nich. Wielu nie zna nawet różnicy między sikhami a muzułmanami. Ta ignorancja jest bagnem, w którym rozwija się rasizm i dogmatyzm. Istotne jest osuszenie tego bagna. Zamiast atakować najbardziej skrajne i nie do ruszenia struktury, które wyprowadzają EDL i PEGDĘ na ulice, lepiej zwracać się do milczącej większości i edukować ją na temat tego, kto jest faktycznie w tych obozach – w ten sposób znacznie lepiej wyjaśni się, kto stwarza problemy wśród bardzo skromniej mniejszości, a kto przybył do Europy i jest gotowy żyć według obowiązujących zasad, by budować nową przyszłość.

Utrzymywanie, że wśród dziesiątek tysięcy uchodźców nie znajdzie się element przestępczy, przeczy rzeczywistości ludzkiej natury – a ujednolicając pod tym względem uchodźców pomagamy tym, którzy chcą wykorzystać ten kryzys do rozciągania odpowiedzialności na wszystkich uchodźców, kiedy któryś z nich postąpi źle. Przypisywanie jednej charakterystyki jakiejkolwiek grupie jest dokładnie definicją zaślepienia. Jeśli ktoś nie chce, żeby była wykorzystywana przeciwko uchodźcom, nie powinien jej używać w ich obronie.

3. Powrót do wielokulturowości: Prezydent Rosji Władimir Putin w artykule pt. „Russia: The Ethnicity Issue” (Rosja – kwestia etniczności) sam powiedział, że:

„Każdy, kto mieszka w tym kraju [Rosji] powinien mieć pełną świadomość swojej wiary i przynależności etnicznej. Ale ponad wszystko musi być obywatelem Rosji – i być tego dumnym. Nikt nie ma prawa stawiać kwestii pochodzenia i religii ponad prawem państwowym. Jednakże prawo musi uwzględniać kwestie etniczne i religijne”.

Według prezydenta Putina tak jest w Rosji. Także w Singapurze obowiązuje taka definicja wielokulturowości. Singapurczycy, wśród których są m.in. muzułmanie, chrześcijanie, buddyści i hinduiści, a także niewierzący, są przede wszystkim Singapurczykami. Ich tożsamość narodowa jest zdefiniowana przez uniwersalne idee, takie jak merytokracja, profesjonalizm, doskonałe wykształcenie i ciężka praca. Mają wzajemny szacunek dla innych kultur, religii i przekonań, nie oczekując oszczędzania im kontaktu z nimi, ale i nie będąc zmuszonymi do porzucenia swoich. W efekcie mamy tam do czynienia z bardzo różnymi kulturami i religiami, pracującymi wspólnie w ramach jednej tożsamości jako Singapurczycy.

Nadużyciem wobec wielokulturowości jest wypaczanie tej koncepcji. Podobnie jak imperialny namiestnik, rządzący w kolonii, celowo faworyzuje jedno plemię, żeby sprowokować inne do zaatakowania go, tak na Zachodzie „wielokulturowość” służy zagrywaniu jedną kulturą przeciwko innej – osłabiając tym każdą z nich i zupełnie odzierając je z wzajemnego poszanowania.

Żeby wyjść poza ten fałszywy konflikt „lewica-prawica” (za i przeciwko wielokulturowości), trzeba przedefiniować to pojęcie i odzyskać je. Kiedy broniący uchodźców będą w stanie nakreślić rozróżnienie pomiędzy prawdziwymi uchodźcami, z ich religią i kulturą, a stworzonymi przez Zachód ich karykaturami, takimi jak „imam” Osama el-Saadi z jego wypaczeniami, jakie prezentuje jako religię i kulturę, większość lokujących się gdzieś po środku ludzi, którzy w tej chwili grawitują w stronę PEGIDY, będzie wreszcie miała rozsądną alternatywną opcję do wyboru.

4. Integracja uchodźców: Oddzielanie uchodźców i pozostawianie ich w próżni prawnej i socjo-ekonomicznej gwarantuje jedynie dalsze napięcia i incydenty. Priorytetem musi być włączenie ich w społeczeństwo i pozwolenie im na rozpoczęcie odbudowywania swojego życia. Jest mało prawdopodobne, żeby Europa i jej sojusznicy zaprzestali działań wojennych na świecie i wycofali swoje wojska i siły zastępcze z tych licznych krajów, które aktualnie niszczą i osłabiają; gdyby jednak tak się stało, można by zaoszczędzone środki przeznaczyć na umożliwienie tym ludziom powrotu do ojczyzny.

Uchodźcy są w stanie i chcą pracować, jak widać na przykładzie wielu milionów tych, którzy na przestrzeni dziesięcioleci, a nawet stuleci, dowiedli tego w Europie. Staną się atutem dla Europy, a zagrożenie ekonomiczne, jakie postrzegają w nich Europejczycy, nie będzie istniało, jeśli zapewni się im równą ochronę prawną na ulicach, w szkołach i szczególnie w pracy. Dodatkowo, dzięki socjoekonomicznej integracji zaczną proces asymilowania się.

Europejczycy, którzy boją się, że napływ uchodźców zmieni ich kraj, przynajmniej po części mają rację. Europa się zmieni. Poza wszystkim innym, aktualny stan danego narodu jest pochodną jego historii. W przypadku Europy, jej historia obejmuje napaści na kraje innych narodów i niszczenie ich ojczyzny, wiary i kultury, a tym samym niepozostawianie im innego wyjścia, jak podążanie narzuconą im ścieżką po tym, jak skradziono im przyszłość. Uchodźcy zmienią Europę dokładnie dlatego, że Europa zmieniła kraje, z których uchodźcy uciekają.

Od prawa przyczyny i skutku nie ma ucieczki – czy to na dobre, czy na złe.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: The West’s imperialistic wars and domestic storms: Fascists, terrorists, & „multiculturalism”

 

Advertisements

3 komentarze »

  1. Cytat:

    „Według prezydenta Putina tak jest w Rosji. Także w Singapurze obowiązuje taka definicja wielokulturowości. Singapurczycy, wśród których są m.in. muzułmanie, chrześcijanie, buddyści i hinduiści, a także niewierzący, są przede wszystkim Singapurczykami. Ich tożsamość narodowa jest zdefiniowana przez uniwersalne idee, takie jak merytokracja, profesjonalizm, doskonałe wykształcenie i ciężka praca. Mają wzajemny szacunek dla innych kultur, religii i przekonań, nie oczekując oszczędzania im kontaktu z nimi, ale i nie będąc zmuszonymi do porzucenia swoich. W efekcie mamy tam do czynienia z bardzo różnymi kulturami i religiami, pracującymi wspólnie w ramach jednej tożsamości jako Singapurczycy.”

    Prezydent Putin trochę pojechał. Taka na pewno jest oficjalna ideologia. Tylko ideologia.

    Singapur to jedna z nieszczęsnych pozostałości Kompanii Wschodnioindyjskiej z Londynu. Ta wyspa została ukradziona Malajom. Brytole sprowadzili tam Chińczyków (jako handlarzy) i Hindusów (jako niewolników). Obecnie ok. 70% populacji to Chińczycy.

    Singapur jest nazywany przez świadomych Malajów „małym Izraelem”. Domyślcie się dlaczego. Faktycznie jest to dzisiaj nowoczesna wersja Londynu. Sytuacja narodowościowa w Singapurze to tylko część problemu Malezji. Kiedyś zresztą Singapur był częścią Malezji i został z Federacji Malajów wyrzucony. Singapur to podobno jedyny kraj na świecie który uzyskał niepodległość wbrew własnej woli!

    Chińczyków z Malajami (Hindusów jest najmniej, ich pomijam) nic nie łączy. Pod płaszczykiem codziennej tolerancji kryje się NIENAWIŚĆ. Ludzie ci mają zupełnie odmienną mentalność, inne cele i aspiracje w życiu. Dla Chińczyków najważniejszy jest oczywiście pieniądz i to co za pieniądze da się kupić. To „Żydzi Azji Wschodniej”. Też ich nie lubię.

    Singapur czy Malezję i inne podobne miejsca w Azji Południowo-wschodniej bardzo łatwo podpalić, można tam niezwykle łatwo wywołać krwawy konflikt etniczny.

    Prezydent Putin mówi o oficjalnej propagandzie. To tylko propaganda.

    Komentarz - autor: Metro — 5 marca 2016 @ 07:58

  2. @ Metro

    Prezydent Putin trochę pojechał. Taka na pewno jest oficjalna ideologia. Tylko ideologia.

    Mówisz tu o Rosji czy Singapurze, bo niezupełnie to jasne? Bardziej wygląda mi na to, że o Singapurze. Jeśli tak, to czytałeś nieuważnie. Nie Putin o tym mówił tylko autor artykułu, który najpierw przytoczył stwierdzenie Putina na temat Rosji, po czym dodał od siebie uwagi o Singapurze.

    Z ciekawości, na jakiej podstawie ukształtowałeś sobie taką opinię o Singapurze i Chińczykach? I mówisz o Chińczykach w Singapurze czy o wszystkich Chińczykach (ok. 1,5 mld)?

    Komentarz - autor: iza — 5 marca 2016 @ 17:56

  3. Z artykułu wynikało że Prezydent Putin powołał się na Singapur. Tak w każdym razie zrozumiałem. Jeśli nie – to moja pomyłka.

    W każdym razie twierdzę że nie ma takich ludzi jak „Singapurczycy”. Są Chińczycy, Malaje czy Hindusi z Singapuru. Podobnie nie ma takich ludzi jak „Malezyjczycy”. Są Malaje, Chińczycy i Hindusi z Malezji. Rzeczywiście napisy w miejscach publicznych są po angielsku, mandaryńsku malajsku i tamilsku, ale to są całkowicie odmienni ludzie, przy odpowiedniej iskrze zaczną się zabijać.

    Przypadkowo w sukurs przychodzi mi Aleksander Dugin: https://www.youtube.com/watch?v=7lrKXg2vC7c

    Rozumiem że Ruski kontekst jest inny. Rosjanie stworzyli swoją cywilizację a konflikty etniczne inicjują tam Żydzi z Nowego Jorku. Analogia do Singapuru (Rosjanin jak „Singapurczyk”) jest jednak całkowicie fałszywa. „Singapurczyków” po prostu nie ma.

    Opinię o Chińczykach ukształtowałem na podstawie dość długiego pobytu w Azji Południowo-wschodniej (nie w Chinach Ludowych). Opinię o Singapurze ukształtowałem na podstawie mieszkania tam i rozmów z miejscowymi Chińczykami.

    Singapur to podłe miejsce. Model społeczny tam wdrożony to: „praca, zakupy i oglądanie telewizji”. Dobrze że głupim Chińczykom się podoba. Dla nich to najwyższe osiągnięcie cywilizacji.

    Chińczycy z Chin Ludowych, których spotkałem, potwierdzali mi że wśród młodego pokolenia Chińczyków mieszkających w miastach anglosaski Zachód to szczyt rozwoju cywilizacyjnego, absolutny poziom odniesienia we wszystkim.

    Zresztą takie wrażenie o Chińczykach (bezkrytyczna fascynacja cywilizacją judeo-anglosaską) nie jest chyba niczym rzadkim wśród ludzi którzy widzieli Chiny. Ostrzegano mnie że Chińczycy są na takim właśnie etapie. Jest to w sumie zrozumiałe. Postęp cywilizacyjny który tam ma miejsce jest kojarzony z KFC, Makdonaldsem, CNN i czymkolwiek amerykańskim. Chińczycy nie pierwsi na to chorują.

    To, że Chińczycy to „Żydzi Azji Wschodniej” to raczej nie jest odkrycie. Jest tam wiele patologii społecznych związanych z fascynacją pieniądzem, chociażby hazard. Nie chroni ich żadna religia, mają gorzej niż np. Malaje.

    Komentarz - autor: Metro — 5 marca 2016 @ 22:13


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: