PRACowniA

16 lutego 2016

Monolityczny i bezwzględny spisek: Jak Zachód w niejawny sposób dąży do zniszczenia Jemenu

Bahar Azizi and Niall Bradley
Sott.net
4 lutego 2016 21:04 UTC

W sierpniu, po wizycie w Jemenie, szef Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK) Peter Maurer stwierdził: „Jemen po pięciu miesiącach wygląda jak Syria po pięciu latach”.

Saudyjska jednostronna blokada Jemenu od końca marca 2015 roku wywołała na Półwyspie Arabskim nieprawdopodobny kryzys humanitarny. Dziennikarzom, pracownikom organizacji humanitarnych i dyplomatom jest niezwykle trudno dostać się do tego kraju, ale nawet te skromne informacje, jakie wyciekają, świadczą o tragicznej sytuacji. Z populacji 25 milionów – prawie takiej samej jak w Syrii przed 2011 rokiem – co najmniej 16 milionów Jemeńczyków jest pozbawionych dostępu do czystej wody, w kraju panuje krytyczny niedobór środków medycznych, a 6,5 ​​miliona cywilów jest zagrożonych głodem, z czego 1,7 miliona dzieci już w tej chwili jest niedożywionych. Peter Maurer, szef Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża (MKCK), po wizycie w tym kraju w sierpniu ubiegłego roku powiedział: „Jemen po pięciu miesiącach wygląda jak Syria po pięciu latach”.

W rozległych bombardowaniach, przeprowadzanych przez siły powietrzne Saudyjczyków i państw Zatoki Perskiej – ze znaczną bezpośrednią i pośrednią pomocą wojskową USA i Wielkiej Brytanii – zginęły tysiące jemeńskich cywilów. Podczas konferencji prasowej na początku tego roku Wysoki Komisarz ONZ ds. Praw Człowieka poinformował, że „liczba ofiar cywilnych, zarejestrowanych między 26 marca a 31 grudnia 2015 roku, [wynosi] 8119 osób, w tym 2795 zabitych i 5324 rannych”. Jednak dr Judith Brown, która pracowała w Jemenie dla Wysokiego Komisarza ONZ do spraw Uchodźców, zwraca uwagę, że liczba ofiar śmiertelnych tej interwencji wojskowej jest prawdopodobnie znacznie większa.

© Carolyn Kaster/AP – Spotkanie prezydenta Obamy i króla Salmana w Rijadzie w styczniu 2015 r.

Czyja jest to w takim razie wojna? Według narracji zachodnich mediów Dom Saudów i monarchowie Zatoki interweniują, żeby [uwaga, obrzydliwe] „wesprzeć prawowitego i demokratycznie wybranego przywódcę Jemenu” przeciw niekonstytucyjnemu zamachowi, którym kierował, a przynajmniej go umożliwił, irański reżim. W tym kontekście saudyjskie bombardowania obiektów cywilnych to „pomyłki”. W rzeczywistości jednak sytuacja jest nieco inna.

Jemen w kontekście geopolitycznym

Jemen jest krajem, który w istocie nigdy nie zrzucił jarzma kolonializmu, najpierw brytyjskiego, a teraz zastępczych rządów Rijadu (w imieniu Waszyngtonu). Rząd „niepodległego” Jemenu, z populacją bliską liczebnie populacji Arabii Saudyjskiej, a jednocześnie najbiedniejszego kraju MENA (Bliski Wschód i Północna Afryka), zawsze był pod silnym wpływem saudyjskich pieniędzy i ich prawicowej wahabickiej interpretacji islamu.

Arabia Saudyjska czuje na plecach oddech piekielnych ogarów, widząc jak Iran uwalnia się od sankcji Wall Street i ponownie wchodzi na globalne rynki energetyczne. Iran ma trzy razy więcej mieszkańców niż Arabia Saudyjska, prawie tyle samo ropy i gazu oraz początkujący sojusz bezpieczeństwa i handlu z Rosją i Chinami. Tymczasem Arabia Saudyjska jest tak samo zależna od Stanów Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii, jak one są zależne od niej, więc jedyna droga „do przodu” prowadzi przez wykonywanie ich poleceń.

Interesy Domu Saudów i dynastii Wall Street, Londynu i Paryża splatają się na rynku energii, a dokładniej w kontroli globalnych tras handlowych. Mimo wszystkich najnowocześniejszych, używanych dzisiaj gadżetów, w naszym życiu wciąż dominuje pewna bardzo stara technologia, a mianowicie statki i łodzie – 90% całego światowego handlu odbywa się drogą wodną. A jak odkryli Brytyjczycy (a przed nimi inni żeglujący Europejczycy), kto rządzi na falach, rządzi światem.

Dwa kluczowe wąskie gardła transportu po obu stronach Półwyspu Arabskiego

Iran wyraźnie przyspiesza teraz modernizację swojej infrastruktury i jest tylko kwestią czasu, kiedy zajmie należne mu miejsce dominującego gracza na Bliskim Wschodzie. Iran ma wpływ na najbardziej na świecie ruchliwą trasę żeglugową transportu ropy naftowej, przechodzącą przez główne przewężenie – cieśninę Ormuz. Iran wie, że amerykańskie okręty wojenne nie będą po wsze czasy patrolować tych wód i że bez amerykańskiej „ochrony” Dom Saudów i kraje Zatoki Perskiej nie będą miały innego wyjścia, jak zaakceptować wejście Iranu na rynki i to na jego własnych warunkach.

Rijad musi zapobiec uformowaniu się nowego, niezależnego rządu w Jemenie, ponieważ oznaczałoby to utratę wpływu w innych kluczowych punktach żeglugi w regionie: w cieśninie Mandeb pomiędzy Jemenem a Dżibuti, gdzie Morze Czerwone łączy się z Zatoką Adeńską. To dlatego w buncie Hutach widzi on rękę Iranu: Saudyjczycy swoje własne skłonności do machiawelskich intryg przypisują Irańczykom. Gdyby byli na miejscu Iranu, wznieciliby bunt swoich współwyznawców. W istocie taką właśnie strategię stosowała Arabia Saudyjska w ciągu ostatniego półwiecza, żeby zagwarantować sobie rozszerzenie wpływów na cały świat muzułmański.

Chociaż Amerykanie i Francuzi mają bazy wojskowe po drugiej stronie Morza Czerwonego, w Dżibuti, Chińczycy niedawno bardzo jasno wyrazili swoje intencje, przypieczętowując umowę na zbudowanie tamże swojej bazy wojskowej. Chiny zamierzają gęsto obsadzić „morski jedwabny szlak XXI w.” swoimi bazami i centrami handlu na całej długości od Chin przez Ocean Indyjski i Zatokę Adeńską do Morza Czerwonego, i dalej przez Kanał Sueski do Morza Śródziemnego.

Kraje położone wzdłuż tej trasy wyrażają zainteresowanie partnerstwem, nawet Wielki Biznes na Zachodzie jest podekscytowany potencjalną możliwością zarobienia dolców. Problem w tym, że „Panowie Wszechświata” w pewnych zachodnich stolicach prędzej postawią świat w ogniu, niż stracą monopolistyczną kontrolę nad morzami (a zatem światowym handlem i bankowością). Stąd właśnie ten zupełny chaos i anarchia, rozprzestrzeniające się dziś jak rak, nie tylko w obu krajach po obu stronach Zatoki Adeńskiej – Somalii i Jemenie. Oba te kraje powinny być kwitnącymi dróżnikami wielkiego morskiego szlaku Europa-Chiny. Tymczasem są ludzkim pobojowiskiem, ubocznym produktem szalonej pogoni Waszyngtonu za pełną światową hegemonią.

Powstanie w Jemenie

Do przewrotu w Jemenie w rzeczywistości dążą członkowie ludu Huti, prowadzący społeczną rewolucję. Chociaż Huti są głównie szyitami, a tym samym współwyznawcami z dominującym w Iranie odłamem islamu, od czasu powstania tego ruchu w latach 90. cieszy się on stale rosnącym poparciem narodowym, i to ze strony wszystkich warstw społeczeństwa i różnych wyznań religijnych. Huti, których program obejmuje dążenie do reform demokratycznych i sprawiedliwości społecznej dla wszystkich, są porównywani do Hezbollahu w Libanie. Jednak na tym się kończą ich związki z Teheranem: nie ma żadnych dowodów na irańskie wsparcie wojskowe dla ich sprawy. Zaangażowanie Iranu ogranicza się do moralnego wsparcia dla rewolucji i prób dostarczania pomocy humanitarnej do tego oblężonego kraju.

Husajn Badreddin al-Huti (1956-2004) – zajdycki przywódca religijny i były członek parlamentu jemeńskiego z ramienia islamskiej partii Al-Haqq (Prawda) w latach 1993-1997. Pełnił kluczową rolę w powstaniu Hutich przeciwko rządowi Jemenu, które rozpoczęło się w 2004 roku. Po jego śmierci poniesionej w walkach z siłami rządowymi ruch przyjął nazwę pochodzącą od jego nazwiska.

Poprzednio Dom Saudów zaatakował Hutich w 2009 roku na polecenie swego wieloletniego sojusznika, prezydenta Jemenu Abdullaha Saleha, który od chwili dojścia do władzy w 1994 r. generalnie uspokajał Rijad. Saleh i Arabia Saudyjska próbowali wspólnie stłumić demokratyczne żądania Jemeńczyków poprzez zniszczenie Hutich w tzw. „operacji spalonej ziemi” – posunięciu, które nawet dyplomaci USA nazywali wówczas „niebezpiecznym urojeniem.

Stany Zjednoczone, które nigdy nie miały problemu z bezwzględnym i urojeniowym zachowaniem, za rządów świeżo wybranego prezydenta Baracka Obamy wzięły aktywny udział w „spalonej ziemi”, przeprowadzając w północnym Jemenie 80 ukierunkowanych operacji – z dronów, bombowców i okrętów wojennych – zabijając co najmniej 473 osób, według danych Human Rights Watch. Swój udział USA uzasadniały tym, że nagle w Jemenie pojawiła się nowa organizacja terrorystyczna o nazwie „Al-Kaida-na-Półwyspie-Arabskim” i w jakiś sposób wpływała na nastoletnich synów bogatych Nigeryjczyków, tak że pakowali sobie do majtek ładunki wybuchowe i wsiadali do samolotów lecących do „Kraju Wolnych Ludzi”. Rzeczywiście, ta farsa z „bieliźnianym zamachowcem” miała faktycznie związek z tłumieniem demokracji w Jemenie.

W owym czasie Zachód rzadko słyszał o rebeliantach Huti, ale powstanie w Jemenie w 2011 roku (jedna z rewolucji „arabskiej wiosny”, która nie miała się zdarzyć) wszystko zmieniło. Aby zadowolić żądania protestujących, Saudyjczycy zastąpili Saleha jego wieloletnim numerem 2, Abd Rabbuhem Mansur al-Hadim, słabym przywódcą, którego próby utworzenia rządu jedności nie mogły uspokoić ogólnonarodowych nabrzmiewających oczekiwań rzeczywistej zmiany. W styczniu 2015 roku, wobec opóźniającej się zmiany konstytucji, Huti przejęli władzę w stolicy Jemenu, Sanie. Al-Hadi i jego rząd zrezygnowali i uciekli do Arabii Saudyjskiej.

Przez nazbyt krótką chwilę wyglądało na to, że Jemeńczycy wreszcie strząsnęli z siebie klątwę kolonializmu, aby rozpocząć wykreślanie własnego kursu. Ale Saudowie mieli inne plany. Były prezydent Al-Hadi, który musiał zbiec do Rijadu, odwołał swoje ustąpienie i nazwał je „niekonstytucyjnym zamachem stanu”. Rada Bezpieczeństwa ONZ przyjęła rezolucję nr 2201, która apelowała do Hutich o natychmiastowe wystąpienie z instytucji rządowych, a do wszystkich stron – o porozumienie w sprawie ram czasowych dla: 1) sporządzenia projektu zmiany konstytucji, 2) przeprowadzenia referendum w sprawie ratyfikacji nowej konstytucji, 3) przeprowadzenia wyborów zgodnie z nowym prawem wyborczym.

Można się zastanawiać, co myślała rosyjska delegacja, kiedy podczas tego głosowania w ONZ wstrzymała się od głosu, zważywszy na stanowisko USA wobec „legitymacji” prezydenta Asada i prezydenta Janukowycza. Uzasadniając brutalny zamach stanu na Ukrainie w 2014 roku, rzeczniczka USA Jen Psaki twierdziła, że Janukowycz stracił całą legitymację, bo „porzucił swoje obowiązki, uciekając z Kijowa w czasie kryzysu politycznego”. Nie zrobił tego. Musiał uciekać, żeby ratować życie, w przeciwieństwie do Al-Hadiego, który był co prawda objęty aresztem domowym, ale nie groziło mu rozstrzelanie przez Hutich.

„Szok i przerażenie” na sposób Obamy

W każdym razie następnie dowiadujemy się, że saudyjski ambasador w USA zapowiada – na konferencji prasowej w Waszyngtonie – że w ramach operacji „Decisive Storm” siły powietrzne jego kraju rozpoczęły naloty na obiekty Hutich. Wsparcie militarne i oddziały żołnierzy miało zapewnić Arabii Saudyjskiej 9 krajów: Egipt, Maroko, Jordania, Sudan, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Kuwejt, Katar i Bahrajn. Koalicji została też „udostępniona” somalijska przestrzeń powietrzna – niezwykły wyczyn międzynarodowej dyplomacji, zważywszy, że Somalia jest upadłym państwem bez rządu centralnego.

Oś zła Arabia Saudyjska-USA- państwa Zatoki Perskiej używa nieprzyzwoicie dużej amunicji przeciwko obiektom cywilnym w Jemenie

Ledwie skończyła się konferencja prasowa saudyjskiego ambasadora, rząd USA wydał oświadczenie, w którym stwierdził, że będzie zapewniał arabskiej kampanii „logistyczne i wywiadowcze wsparcie”, a w celu koordynowania nalotów ustanowi „wspólną komórkę planowania” z Arabią Saudyjską. Brytyjski rząd przyznał ostatnio, że ma swoich „specjalistów” w saudyjskich centrach dowodzenia, gdzie ich nieocenione „ekspertyzy” – zebrane podczas dziesiątkowania Iraku, Libii i Syrii – pomagają wojskom wahabickiego reżimu w wybieraniu obiektów do ataku. Cała sprawa najwyraźniej została wstępnie ustawiona przez rząd Stanów Zjednoczonych, i to za zamkniętymi drzwiami – bez mandatu ONZ czy wymaganej podstawy w prawie międzynarodowym.

Co się rzeczywiście dzieje w Jemenie? Praktycznie realizowany jest scenariusz, który zdaniem Stanów Zjednoczonych rozgrywa się nie w Jemenie, a w Syrii – brutalnie tłumione jest ludowe powstanie. Tylko że w tym wypadku to Stany Zjednoczone, poprzez swoje rojalistyczne marionetki w regionie, odgrywają rolę „brutalnego dyktatora, rozmyślnie zabijającego cywilów”. Ponownie widzimy, że rzeczywistość nie tylko radykalnie różni się od zachodniej narracji – jest całkowicie do niej odwrotna. Arabia Saudyjska, która nie rozpoznałaby demokracji, nawet gdyby ta spadła na nią w postaci ognistej komety, z jednej strony jest za pozorowaną „demokratyczną legitymacją” Al-Hadiego, a z drugiej strony wykorzystuje wszelkie brudne sposoby, żeby obalić rząd syryjski.

I tak Arabia Saudyjska i państwa Zatoki Perskiej, wykorzystując niedawno nabytą brytyjską i amerykańską broń, i pod kierunkiem brytyjskich i amerykańskich „doradców”, nagle i brutalnie interweniowały w Jemenie. Co więcej, ich wojska są obsadzone przez oficerów z Wielkiej Brytanii i innych krajów. Na przykład Katar dopiero niedawno zaczął szkolić własnych pilotów; jego siły powietrzne niemal w całości składają się z wyposażenia NATO – francuskie bombowce, amerykańskie bomby, brytyjscy piloci i technicy.

Podobnie jak w 2011 roku do zniszczenia Libii zostały wypchnięte na czoło kraje europejskie, tak operacja Decisive Storm to Stany Zjednoczone „kierujące zza pleców”, w ramach „liberalnego” przeformułowania agresywnej polityki zagranicznej Imperium, wdrożonej po atakach z 11 września 2001, w epoce Obamy. Jest to ten sam „szok i przerażenie”, jaki był prowadzony przez reżim Busha, tyle że tym razem dostarczany po cichu za pośrednictwem struktur wojskowych swoich wasali, umożliwiając rządowi Stanów Zjednoczonych sterowanie rażącym naruszeniem suwerenności Jemenu przez Arabię Saudyjską.

Saudyjsko-zachodnie zbrodnie wojenne

Jakie więc obiekty zalecają Saudom atakować Brytyjczycy i Amerykanie? Otóż naloty saudyjskiej koalicji są wyraźnie wymierzone nie tylko przeciwko rebeliantom, ale w sporą część jemeńskiego społeczeństwa. Można z tego wywnioskować tylko jedno – mają one na celu destabilizację całego kraju. Obrócone w pył zostały szkoły, szpitale, meczety, budynki mieszkalne, obozy dla uchodźców, ośrodki opieki dziennej, targi, fabryki, elektrownie, magazyny żywności i całe dzielnice. Zaatakowano też lotnisko w Sanie, port w Al-Hudajda, drogi, ambasady i wesela. 24 lipca ubiegłego roku Saudyjczycy zniszczyli elektrownię i okoliczne domy w portowym mieście Mokka, zabijając co najmniej 120 cywilów. Bagil Jafar Kasim, dyrektor generalny elektrowni w Mokce, poinformował:

Bomby spadły na nich [mieszkańców] bez żadnego ostrzeżenia. Nie wiemy, dlaczego. Byliśmy bardzo wstrząśnięci. Nie spodziewaliśmy się, że zaatakują teren mieszkalny, pełen dzieci, kobiet i robotników. Na osiedlu zginęło sześćdziesiąt osób.

Kilka godzin po tym ataku Saudyjczycy ogłosili pięciodniowe „humanitarne zawieszenie broni”, drugi taki pięciodniowy rozejm w ubiegłym roku. Trzy dni później saudyjskie samoloty zaatakowały kilka prowincji, trafiając – między innymi – targi i hotele. Ostatnie „zawieszenie broni” zostało ogłoszone 15 grudnia 2015 roku i miała trwać siedem dni. Na krótko przed jego rozpoczęciem Saudyjczycy przeprowadzili dwa ataki na wioskę Bani al-Haddad, a wkrótce potem rozpoczęli naloty w północnej prowincji Hadżdża. Co innego możemy z tego wywnioskować, jak nie to, że Saudyjczycy proponują i wykorzystują zawieszenia broni w celu uzyskania „przewagi militarnej”, a mianowicie sterroryzowania ludności cywilnej, żeby ta poniechała wspierania rebeliantów.

 

 

Zespół ONZ, badający terrorystyczne ataki w Jemenie, ogłosił w ubiegłym tygodniu, że saudyjska koalicja przeprowadza „rozległe i systematyczne ataki na cywilów” i obiekty cywilne. Rząd brytyjski, naciskany, żeby zaprzestał wysyłania Saudyjczykom broni wartej miliardy, zareagował w jedyny znany sobie sposób: minister do spraw Bliskiego Wschodu, Tobias Ellwood, powiedział w brytyjskiego parlamencie, że sprawozdanie zespołu ONZ jest oparte na „kłamstwach” opowiadanych przez Hutich.

Mężczyzna po lewej – tak, po lewej – to dowódca Gwardii Prezydenckiej w ZEA, elitarnej jednostki tego kraju, i dowodzi 1500 żołnierzami „Emiratów”, wyszkolonymi przez Marynarkę USA, którzy są częścią zachodnich sił najeźdźców korporacyjnych w Jemenie. Nazywa się Mike Hindmarsh i jest byłym szefem australijskich sił specjalnych SAS.

Oczywiście dobrze wyszkolona przez Panów Terroru koalicja Arabii Saudyjskiej również przeprowadzała zdublowane naloty (w których pierwsze, mniejsze bombardowanie zwabia na dany obszar ratowników, członków rodzin i sąsiadów, żeby przeszukać ruiny w poszukiwani pozostałych przy życiu, i wtedy przychodzi drugi, silniejszy nalot, który w kilka sekund zabija wszystkich). Kiedy z wyprodukowanych w Wielkiej Brytanii samolotów sypią się bomby pochodzące z amerykańskich fabryk, zagraniczni aktywni członkowie ISIS/al-Kaidy (którzy w zasadzie operują jako saudyjskie i katarskie siły lądowe) zajmują się zagwarantowaniem, że ludność cywilna nie będzie miała się gdzie schronićwysadzając w powietrze meczety – i przeprowadzaniem zamachów na lokalnych przywódców, którzy wspierają rewolucję Hutich.

Kombinacja tchórzostwa, braku doświadczenia i „affluenzy” [Wiki.pl] oznacza, że Saudyjczycy nie mają chętki na angażowanie się w brudną robotę, jaką są bezpośrednie walki zbrojne ze zdeterminowanymi rebeliantami. Zatem Królestwo zleca walki lądowe prywatnym armiom, takim jak Blackwater (aka Xe, Academi, a teraz Constellis). Zupełnie niewidoczne w zachodnich mediach są ofiary śmiertelne w Jemenie z ostatnich miesięcy wśród obywateli brytyjskich, amerykańskich, francuskich, południowoafrykańskich, australijskich i kolumbijskich, z których wszyscy byli zagranicznymi najemnikami, ściągniętymi w celu stłumienia rebelii.

Żądni krwi Saudyjczycy mogą się cieszyć na kolejny rok wsparcia wojskowego z Egiptu, Kuwejtu i Zjednoczonych Emiratów Arabskich, dodatkowe myśliwce z USA, Wielkiej Brytanii i Izraela oraz bomby kasetowe z USA. W ciągu dziewięciu miesięcy Arabia Saudyjska wydała na tę kampanię ponad 60 mld dolarów. W razie braku interwencji rosyjsko-irańskiej czy jakiegoś innego cudu, odpoczynek dla narodu jemeńskiego może przyjść z faktu, że spadek ceny ropy o 70% mocno uderzył w budżet Królestwa, które wkrótce może nie być w stanie wywiązać się ze spłaty swoich długów. MFW ostrzega, że jeśli Arabia Saudyjska będzie dalej wykrwawiać się z pieniędzy w obecnym tempie, to przed nadejściem roku 2020 będzie przychodzić do Funduszu z czapką w ręku po kredyty.

Produkcja uchodźców

Mieszkańcy Zachodu byli i pozostają nieświadomi krzyku Jemeńczyków po części dlatego, że są skupieni na tym, co jest widoczne od razu – na „kryzysie uchodźców”, a dokładniej, na „kryzysie syryjskich uchodźców”. Ten konkretny strumień uchodźców został upolityczniony w celu uzyskania postępu w realizacji zachodniego planu, czyli zmiany rządu w Syrii – i ewentualnie rozczłonkowania tego kraju. I są podstawy uważać, że europejscy przywódcy zasadniczo dostali w ubiegłym roku polecenie, aby „ustąpić” i nagle wpuścić – wbrew standardowej praktyce – wyjątkowo dużą liczbę ludzi, uciekających przed Daesz w Syrii.

Ale celem nie było umożliwienie „muzułmańskim hordom” zawładnięcia Europą i ustanowienia w niej „prawa szarłatu” ani „zniszczenie zachodniej cywilizacji”. Celem była realizacja długofalowego post-9/11 planu podżegania do „zderzenia cywilizacji”, które uzasadni powszechne narzucenie reguł państwa policyjnego. Czy masz się za muzułmanina, chrześcijanina, Europejczyka, libertarianina, socjalistę, tradycjonalistę, ateistę, czy cokolwiek innego, jeśli chodzi o globalne elity, wszyscy jesteśmy „hordami”, które „niszczą cywilizację”, a zatem muszą być terroryzowane, doprowadzone do histerii i uodpornione na coraz ściślejszą kontrolę.

W międzyczasie Europie pozostaje pozbierać się z wojen, będących w głównej mierze sprawką Waszyngtonu – które w rezultacie potęgują chaos w miastach wybranych przez migrujących uciekinierów, i toksyczną atmosferę, gęstą od histerii i oburzenia, po części uzasadnionych, ale w sporym stopniu przesiąkniętych zapachem faszyzmu.

 

© Felsal Omar / Reuters – Jemeńczycy w drodze: w waszą stronę nadciąga kolejny milion uchodźców, dzięki zachodnim psychopatycznym korporacyjnym wojnom o kontrolę nad wszystkim

 

Jednak pośród tego „brutalnego przebudzenia” zdaje się umyka uwadze społeczeństw Zachodu, że ci uciekinierzy, „przybywający tu, żeby zbrukać nasze Wartości Białej Europy”, są owocem takich właśnie wspólnych przedsięwzięć zachodnich korporacji, jak trwająca obliteracja Jemenu. Istnieje realne niebezpieczeństwo „transformacji” całej tej wygenerowanej w ciągu ostatnich dziesięciu lat złości na klasę polityczną – po tym, jak wyratowali banksterów i kazali za to płacić ludziom – we wściekłość na uchodźców.

UNHCR (Wysoki Komisarz Narodów Zjednoczonych do spraw Uchodźców) szacuje, że ataki na Jemen wygenerowały do tej pory 140 tysięcy uchodźców – a oczekuje się, że do końca 2016 r. liczba ta wyniesie 250 tysięcy. Następnie musimy uwzględnić 246 tysięcy uchodźców zarejestrowanych w Jemenie jeszcze przed interwencją pod przywództwem Saudów, z których 95 procent to Somalijczycy, którzy znaleźli schronienie w Jemenie po pośredniej interwencji Zachodu w Somalii na początku XXI w. To kolejne pół miliona ludzi. Arabia Saudyjska i bogate państwa Zatoki Perskiej nie wpuszczą ich, więc jak myślicie, dokąd zaczną w końcu emigrować?

© AFP PHOTO / Mohammed Huwais – 5 listopada 2015, Sana: rosyjski ochroniarz przy samolocie, w którym według zapewnień Moskwy czeka 20 ton pomocy

Poza Iranem, który w czerwcu 2015 roku wysłał swój drugi statek z pomocą humanitarną, jedynym krajem, którego zdaje się obchodzić ludność Jemenu, jest Rosja, której rząd w lipcu 2015 roku wysłał dwa samoloty z 46 tonami żywności i namiotów, a kolejny, z 23 tonami pomocy, dwa miesiące temu. Oba te kraje starają się dostarczyć więcej, ale blokada powietrzna i morska narzucona przez Arabię Saudyjską zmusiła samoloty i statki do zawrócenia. Obecnie Rosja wzywa wszystkie strony do zaprzestania walk i wznowienia negocjacji w sprawie konstytucyjnej przyszłości Jemenu. Nie wygląda na to, żeby w planach była rosyjska interwencja, ale w końcu wszystko jest płynne.

Obecny czas jest piekłem dla Jemenu, a przyszłość nie wygląda lepiej. Ten kraj jest jeszcze jedną areną mordów na świecie obsypanym już podobnymi, złożonym na ołtarzu hegemonii NATO-stanu.

Jeśli możemy w ogóle cokolwiek zrobić, to przynajmniej powinniśmy zdawać sobie sprawę z sytuacji i uświadomić sobie, że zachodnie rządy powodują, wspierają i zachęcają do masowego mordowania wielu tysięcy niewinnych cywilów. W szczególności naszym obowiązkiem jest rozpoznanie ich hipokryzji i kłamstw, kiedy mówią, że chcą „uchronić” nas od chaosu i anarchii, a jednocześnie dokładnie to na nas sprowadzają. Możemy też dzielić się informacjami o tym, co dzieje się w Jemenie, w mediach społecznościowych i bojkotować produkty pochodzące z Arabii Saudyjskiej. Nie powinniśmy odwracać wzroku, jak to robi większość ludzi w „wolnym świecie”, kiedy mają miejsce takie zbrodnie wojenne, czy to w pobliżu własnego podwórka, czy w odległym kraju.

Komentarz Pracowni:

Oto, co na temat znaczenia wojny w Jemenie napisał Alexander Mercouris:

Dzisiaj najbardziej niebezpiecznym kryzysem na świecie nie jest konfrontacja na Morzu Południowochińskim, wojna w Syrii, kryzys na Ukrainie ani test jądrowy Korei Północnej. […] Najniebezpieczniejszym na świecie kryzysem, gdzie potencjalne ryzyko jest największe i gdzie działania uczestników są najmniej przewidywalne, jest wojna w Jemenie.

Arabia Saudyjska konkuruje z Koreą Północną na polu utrzymywania w tajemnicy swojej wewnętrznej sytuacji politycznej. Na przykład wygląda teraz na to, że w początkach XXI wieku Arabia Saudyjska musiała walczyć na własnym terytorium z dżihadowskim powstaniem, któremu przywodziła Al-Kaida [2003-2007, zob. np. ten PDF]. Choć udało się pokonać powstanie, mało kto o nim wie poza granicami Arabii Saudyjskiej.

Trudno dyskutować z faktem, że są w Arabii Saudyjskiej ludzie przeciwni rządowi, aczkolwiek ich liczba, bojowość i stopień zorganizowania są nieznane.

Nie wiadomo też, jak zareagowaliby na klęskę saudyjskiej armii w Jemenie.

Arabia Saudyjska jest czołowym producentem ropy naftowej na świecie oraz geograficznym centrum islamu. Przez jej obszar przebiega nadzwyczaj dużo geopolitycznych, gospodarczych i religijnych linii podziałów i rozdźwięków. Kryzys, który zagroziłby przetrwaniu monarchii Saudów, sprowadziłby chaos na cały międzynarodowy system.

Byłby to największy i najgroźniejszy kryzys, jaki świat widział od zakończenia II wojny światowej.

Jednak właśnie czegoś takiego możemy być niebawem świadkiem.

Zob. też:
Na Pracowni

USA, Brytania i Saudi blokują wprowadzenie wolności i demokracji w Jemenie. Znowu.

Arabia Saudyjska atakuje Jemen przy amerykańsko-brytyjskim poparciu

Natychmiast po reelekcji Obama bombarduje Jemen

Celem gry amerykańskiego imperium jest chaos, a nie zwycięstwo

Po angielsku

Saudi Arabia: the Devil’s Playground
Saudi warplanes bomb Yemen reservoirs, destroy 2 dams

Tłumaczenie: PRACowniA

Reklamy

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: