PRACowniA

11 stycznia 2016

Walka o serca i umysły: Putin demaskuje kolejny blef NATO

Zaległości z zeszłego roku, z uaktualnieniem.

Harrison Koehli
Sott.net
27 listopada 2015

Francja i Rosja zgodziły się współpracować w walce przeciwko Daesh. Informacja ta pojawiła się po wczorajszym spotkaniu Hollande’a z Putinem w Moskwie, na którym przywódcy zgodzili się przekazywać sobie nawzajem informacje wywiadowcze, zintensyfikować i koordynować ze sobą ataki lotnicze, a także pilnować, by koncentrowały się one na grupach terrorystycznych, z Daesh włącznie. Putin doprecyzował:

…będziemy wymieniać się z Francją informacjami na temat obszarów, które znajdują się pod kontrolą tzw. „zdrowej” opozycji, a nie terrorystów, i nie będziemy na nie przeprowadzać ataków z powietrza. Będziemy też wymieniać się informacjami, gdy będziemy (my, tzn. Francja i Rosja) pewni, że określone tereny zostały zajęte przez organizacje terrorystyczne, i skoordynujemy nasze działania na tych obszarach.

Wygląda na to, że Francja, na ile to możliwe, faktycznie sprzymierza się z Rosją – jest to krok, którego Stany Zjednoczone uparcie nie chcą zrobić. Putin powiedział, że wraz Hollande „postrzegają tę współpracę jako konkretny i praktyczny wkład w utworzenie szerokiej koalicji antyterrorystycznej, szerokiego antyterrorystycznego frontu pod patronatem ONZ. Chcę zwrócić uwagę, że rośnie liczba krajów, biorących udział w tym przedsięwzięciu”. Dodał, że obie strony „zgodziły się aktywnie ze sobą współpracować w ramach Międzynarodowej Grupy Wsparcia Syrii i działać na rzecz realizacji wszystkich zawartych przez nią porozumień, zwłaszcza w odniesieniu do terminów i warunków przeprowadzania wewnętrznych rozmów syryjskich”.

 

 

Hollande mówił o tym samym, określając taką koalicję „najważniejszym wydarzeniem w dzisiejszym świecie” i podkreślając, że Francja „robi wszystko, by zapewnić aktywne zaangażowanie swoich sił w zwalczanie ISIS”. Dodał nawet, że Wielka Brytania i Niemcy będą również uczestniczyć w tej współpracy (Niemcy będą głównie dostarczać informacje wywiadowcze). Patrząc z perspektywy politycznej, powiedział:

„Uważamy, że do zainicjowania procesu politycznej transformacji konieczne jest spełnienie następujących warunków: W okresie przejściowym powinien powstać niezależny, koalicyjny rząd; w tymże okresie powinna zostać przyjęta nowa konstytucja. Następnie powinny zostać przeprowadzone wybory z udziałem wszystkich frakcji i ugrupowań politycznych oraz społeczności emigracyjnej. Nie ulega kwestii, że Asad nie będzie odgrywał żadnej roli w przyszłości swojego kraju.

Jednak żeby to osiągnąć, Rosja powinna koniecznie odgrywać główną rolę, jedną z głównych ról w tym procesie. Powiedziałem panu Putinowi, że Francja jest gotowa do ścisłej współpracy z Rosją i chętnie będzie dążyć do osiągnięcia wspólnego celu, jakim jest walka z grupami terrorystycznymi, a przede wszystkim z ISIS. Dlatego uważam, że dzisiejsze spotkanie jest niezwykle ważne”.

Oczywiście „nie ulega kwestii”… że znowu słyszymy starą śpiewkę USA. W wiedeńskim porozumieniu nie ma ani słowa o tym, że Asad musi odejść. Jeśli chcą go Syryjczycy, to mają do tego prawo. Zatem z jednej strony Hollande powtarza jak papużka to, co mówią Stany Zjednoczone, a z drugiej podkreśla, że należy wdrożyć „wszystkie powzięte [przez Grupę Wsparcia Syrii] postanowienia”. Mówi też, że „jedyny cel, jaki wszyscy powinniśmy sobie postawić, to walka przeciwko ISIS i eliminacja terrorystów. Nie mamy innych”.

Dwulicowość Hollande’a uszła mu tym razem na sucho. Proces politycznej transformacji nie może się rozpocząć, dopóki nie zostanie zniszczony Daesh, a do tego czasu wiele może się zmienić na arenie politycznej. „Asad musi odejść” to jak na razie puste słowa. Działania Francji, o ile są poważne – jak współpraca z Rosją i faktyczna walka ze wspieranym przez CIA Daesh – znaczą więcej niż słowa.

Francja znalazła się w ciekawej sytuacji. Jako wasal USA nie może całkowicie zerwać z nimi stosunków. Jednak po atakach w Paryżu może wykorzystać społeczne poparcie dla wojny z Daesh/IS i jednocześnie wykorzystywać narrację USA, żeby robić to co Rosja, czyli faktycznie walczyć z terrorystami za granicą (walka w kraju to odrębna kwestia). Stany Zjednoczone nic na to nie poradzą. Francja „ma prawo się bronić”, zgadza się? Bombarduje więc stolicę terroru, miasto Ar-Rakka.

Jedyną rzeczą, jakiej Francja nie może zrobić, to bezpośrednio współpracować z Asadem. Posunęłaby się o jeden krok za daleko, wykraczając poza granice wyznaczonej przez Zachód narracji. Rozwiązanie?

Hollande: Mamy prawo się bronić, ponieważ wiemy, że terroryści, którzy działali w Paryżu i w paryskiej dzielnicy Saint Denis, byli szkoleni w Syrii i, niestety, do przeprowadzenia tych okropnych ataków terrorystycznych zostali bardzo dobrze wyszkoleni.

Wygląda na to, że na taki kompromis Putin (i Asad) mogą przystać. Hollande nie może otwarcie sprzymierzyć się z Putinem i Asadem, ale może to zrobić pośrednio, koordynując działania z Rosją.

Komentarz Pracowni: Od tamtego czasu, mimo kolejnych spotkań i deklaracji współpracy, niewiele się w tej materii zmieniło – chyba że coś dzieje się z dala od światła reflektorów. Na początku grudnia Asad powiedział, że ISIS się kurczy w wyniku interwencji Rosji, podczas gdy posunięcia pozostałych państw jedynie wzmacniają ISIS i prowadzą do naboru nowych członków. Powiedział też, że naloty sił brytyjskich i francuskich, poza tym, że są nielegalne, nieuchronnie będą bezowocne, bowiem obu tym państwom brakuje zarówno woli pokonania terroryzmu, jak i wizji, jak można by to osiągnąć. Również w grudniu Rosja, USA, Francja i Wielka Brytania ściągnęły do Syrii i w jej okolice cały arsenał sprzętu wojennego, przy czym podczas gdy sprzęt rosyjski był wykorzystany do faktycznych ataków na pozycje terrorystów, broń USA (i sojuszników z regionu) wyrządziła szkody armii Asada i siłom rosyjskim. Francja przeprowadziła kilka nalotów, a poza tym ciągle czeka na dotarcie reszty sprzętu.

W drugiej połowie grudnia do Moskwy przybyła z Francji grupa 17 deputowanych, żeby „reaktywować wymianę polityczną pomiędzy obydwoma krajami” i „promować polityczny dialog”. Parlamentarzyści spotkali się m.in z Ławrowem i Naryszkinem. Kilka dni później na spotkanie z Ławrowem przyjechał do Moskwy francuski minister obrony Jean-Yves Le Drian. Rozmowy miały dotyczyć walki obu tych krajów z ISIS w Syrii, kogo każdy z nich uważa za wroga i obejmować apel do Rosji o zintensyfikowanie działań przeciwko Daesh. Le Drian podtrzymał wcześniejszą deklarację Hollande’a i wyraził życzenie zwiększenia współpracy wywiadowczej. Rozmowy zakończyły się osiągnięciem porozumienia. Tuż przed świętami w Moskwie odbyło się też spotkanie szefa sztabu rosyjskich sił zbrojnych generała Walerego Gierasimowa z jego francuskim odpowiednikiem generałem Pierrem de Villiersem. Rozmowy dotyczyły stworzenia grupy ekspertów wojskowych z obydwu państw, mającej zająć się zacieśnieniem współpracy w walce z międzynarodowym terroryzmem.

W styczniu, z soboty na niedzielę (2-3 stycznia) Francja podobno przeprowadziła nocny nalot na fabrykę broni w pobliżu Aleppo, na obszarze kontrolowanym przez Daesh. Z kolei w środę, 6 stycznia, na fali kłamliwej propagandy wymierzonej przeciwko Asadowi, a zainicjowanej prawdopodobnie przez Arabię Saudyjską, Francja potępiła „blokadę miasta Madaja” przez siły Hezbollahu i armii syryjskiej, gdzie Asad jakoby rozmyślnie głodzi mieszkańców i nie dopuszcza do nich pomocy humanitarnej. Przy okazji – jest to stek kłamstw (a dokładniej, saudyjska psy-op), a zdjęcia wychudzonych, umierających cywilów, w tym dzieci, rozpowszechniane przez arabskie strony internetowe i podchwycone przez zachodnie (i polskie) media, zostały pozbierane skąd się dało – z Jordanii, z obozu palestyńskich uchodźców zajętego przez ISIL i Front Al-Nusra, a nawet z Europy, i pochodzą z różnych lat. Co do pomocy, rząd Asada dostarczał do miasta żywność, ta jednak była natychmiast przechwytywana przez okupującą miasto opozycję – złożoną z Ahrar asz-Szam, Al-Nusry i Wolnej Armii Syrii – i sprzedawana na czarnym rynku, a podobno nawet szmuglowana do Turcji. Całą tę kłamliwą propagandę zdementował nawet rzecznik Czerwonego Krzyża w Syrii (IRCC).

Putin powtórzył swoje wezwanie do stworzenia prawdziwej koalicji, o której po raz pierwszy mówił 28 września w swoim przemówieniu na forum ONZ:

Poważamy koalicję, na czele której stoją Stany Zjednoczone, i jesteśmy gotowi do współpracy. Jednak uważamy, że lepszym rozwiązaniem jest stworzenie jednej, zjednoczonej koalicji, która w obecnej sytuacji ułatwiłaby nam koordynację wspólnych działań. Jestem przekonany, że jest to droga łatwiejsza i skuteczniejsza. Jeśli jednak nasi partnerzy nie są na to gotowi… jeśli nie są gotowi na taką współpracę, w porządku. Z naszej strony – jesteśmy gotowi działać w inny sposób – taki, na który zgodzą się nasi partnerzy. Jesteśmy gotowi do współpracy z koalicją kierowaną przez Stany Zjednoczone.

Jest oczywiste, że takie incydenty, jak zestrzelenie rosyjskiego samolotu, śmierć rosyjskich żołnierzy, pilota oraz żołnierza piechoty morskiej, próbującego ratować swoich towarzyszy, są absolutnie niedopuszczalne. Zakładamy, że coś takiego się nie powtórzy. W przeciwnym razie niepotrzebna jest nam taka współpraca z kimkolwiek, z jakąkolwiek koalicją czy krajem.

W walce na słowa Putin zawsze wygrywa. Jakżeby Stany Zjednoczone mogły odrzucić tak rozsądną ofertę? Oczywiście nie mogą, lub nie odrzucą, ponieważ tak naprawdę nigdy nie chodziło im o walkę z terroryzmem. Putin postawił ich przed koniecznością dokonania wyboru pomiędzy zaatakowaniem swoich własnych ludzi a pasywnością, z którą będą wyglądać, jakby nie chcieli albo nie potrafili przeprowadzić skutecznej wojny z terrorystami. Dzięki ujednoliconej koalicji zostaną faktycznie zaatakowane właściwe cele (innymi słowy, celem nie będzie cywilna infrastruktura, którą USA atakują zamiast atakować Daesh. Zob. na przykład: „Układ koalicyjny kierowany przez USA atakuje pompownie wodne w Aleppo (ang.)), i Daesh zostanie ostatecznie zniszczony. Przy otwartym i przejrzystym partnerstwie trudno jest grać nieczysto. A jak na razie Stany Zjednoczone nie chciały zrezygnować z nieczystych zagrywek.

Cios w plecy

Jeśli zestrzelenie rosyjskiego samolotu w pobliżu tureckiej granicy miało zaszkodzić relacjom Rosji nie tylko z Turcją, ale i z innymi członkami NATO, to zabieg ten nie powiódł się. Putin, zapytany o ten incydent, wykazał się taktem, mówiąc:

Jak wiecie, Turcja jest członkiem NATO. Francja również. Rozumiemy więc, w jakiej sytuacji znalazła się Francja. A jednak prezydent Hollande przekazał nam kondolencje z powodu śmierci naszych wojskowych i jesteśmy mu za to wdzięczni.

Nie sądziłem, że kiedyś to powiem: dobra robota, Hollande.

Odnosząc się do oświadczeń Turcji, Putin wskazał na to, co oczywiste:

Jeśli chodzi o to, że tureckie siły powietrzne jakoby nie rozpoznały rosyjskiego samolotu, jest to po prostu niemożliwe! Na samolotach są bardzo dobrze widoczne oznakowania świadczące, że to nic innego jak samoloty rosyjskie. To pierwsze, co chciałem powiedzieć.

Po drugie, jak już mówiłem i jeszcze raz powtórzę: zgodnie z naszym porozumieniem ze Stanami Zjednoczonymi podzieliliśmy się informacjami na temat naszych lotów: na jakich wysokościach będą się odbywać, kiedy i gdzie. Według naszego rozumienia mamy koalicję operacyjną. Turcja do niej należy. Zatem powinna była być poinformowana, że samolot rosyjskich sił powietrznych znajduje się nad tym obszarem. Któż inny mógłby to być? Jak by zareagowali, gdyby wiedzieli, że to amerykański samolot? Zaatakowaliby go? To kompletny nonsens. Są to zwykłe wymówki. Jest naprawdę godnym pożałowania, że Turcja, zamiast poważnie przeanalizować problem i zrobić wszystko, żeby już nigdy się to nie zdarzyło, oferuje jedynie nieprzekonujące wyjaśnienia i oświadcza, że nie mają za co przepraszać. No cóż, to decyzja Turcji, nie nasza.

„Według naszego rozumienia…” – świetne.

Putin miał również bardzo konkretne pytanie o umiarkowanych terrorystów, którzy zastrzelili pilota ratującego się na spadochronie:

Jeśli o to chodzi, chciałbym odnieść się do tego, co dziś słyszymy o pewnych grupach blisko Turcji, Turkmenach… Po pierwsze, ciśnie się na usta pytanie: Co robią tam członkowie tureckiej organizacji terrorystycznej? Robią sobie zdjęcia i umieszczają je w sieci.

Słuszne pytanie. Może ma to jakiś związek z faktem, że Turcja jest jednym z głównych sponsorów terroryzmu w Syrii…

Putin wspomniał o tym na zakończenie swojego podsumowania sukcesów wojskowych w Syrii:

…walczący członkowie tak zwanego Państwa Islamskiego i innych radykalnych grup ponoszą poważne straty. Zaburzyliśmy schematy działania ekstremistów, zniszczyliśmy ich wojskową infrastrukturę i znacząco osłabiliśmy ich bazę finansową – mówię tu przede wszystkim o nielegalnym handlu ropą, który generuje terrorystom i ich sponsorom ogromne zyski.

Jeśli ktoś stosuje podwójne standardy, zadając się z terrorystami, wykorzystując ich do osiągania własnych politycznych celów i robiąc z nimi nielegalne interesy, to igra z ogniem. Historia pokazuje, że prędzej czy później takie działania odbiją się na tych, którzy są wspólnikami kryminalistów.

W odpowiedzi na inne pytanie, związane z tym tematem, Putin podał więcej konkretów:

Pytaliście również o ropę i o rzekome zniszczenie jej w Turcji. Na szczycie G20 [tutaj], który nawiasem mówiąc odbył się w Turcji, w Antalyi, przedstawiłem zdjęcia, jak już wcześniej wspomniałem oficjalnie, zrobione przez rosyjskich pilotów z wysokości pięciu tysięcy metrów. Jedno ze zdjęć pokazuje ciągnący się sznur ciężarówek, ginący za horyzontem. Przypomina to żywy ropociąg. Ropa dostarczana jest na skalę przemysłową z kontrolowanych przez terrorystów obszarów Syrii. Wyłącznie z tych obszarów, z nikąd indziej.

Z tego pułapu widać, w którą stronę zmierzają ciężarówki. Jadą w stronę Turcji, dniami i nocami. Mogę założyć, że czołowi przywódcy Turcji nie wiedzą o tym. Trudno w to uwierzyć, ale teoretycznie jest to możliwe.

Ałć!

Nie znaczy to jednak, że tureckie władze nie powinny przerwać tego nielegalnego interesu. Jest na to specjalne postanowienie Rady Bezpieczeństwa ONZ, które zabrania zakupu ropy bezpośrednio od terrorystów, ponieważ te beczki zawierają nie tylko ropę – zawierają krew naszych ludzi. Terroryści wykorzystują pieniądze ze sprzedaży ropy na zakup broni i amunicji, a następnie organizują śmiertelne ataki, takie jak zestrzelenie naszego samolotu nad półwyspem Synaj, jak te w Paryżu i w innych miastach i państwach na świecie.

Jeśli Turcja niszczy ropę, jakoś nie widzimy żadnego dymu ani płomieni. Powtarzam, mówimy o ilościach na skalę przemysłową. Żeby zniszczyć taką ilość ropy, trzeba by do tego zbudować specjalny zakład przemysłowy. W rzeczywistości nic takiego się nie dzieje. Jeśli czołowi przywódcy tureccy nic o tym nie wiedzą, powiedzcie im.

Przyznaję, że do pewnego stopnia możemy mieć do czynienia z korupcją i zmową. Niech sami to rozgryzą. Jednak nie mamy żadnych wątpliwości co do tego, że ta ropa jest dostarczana bezpośrednio do Turcji. Widać to z powietrza – w tamtą stronę jadą załadowane do pełna ciężarówki, a wracają puste. I znowu – pełne wyjeżdżają z syryjskich terenów zajętych przez terrorystów i jadą do Turcji, potem wracają puste. Dzień w dzień.

Jakim cudem nie czytamy o tym na pierwszych stronach zachodnich gazet? Czy Turcja naprawdę nie kontroluje swojej granicy z obszarami północnej Syrii, okupowanymi przez Daesh? Oczywiście, że kontroluje. Czy tureckie władze są naprawdę nieświadome, że niekończące się konwoje codziennie udają się w podróż do Turcji, wioząc nielegalną ropę? Bzdura. Dlaczego więc Erdogan i jego wspólnicy nie gniją w więzieniu? Ponieważ Turcja jest członkiem NATO i ponieważ NATO (tzn. USA) jest jeszcze większym sponsorem terroryzmu. Putin z taktem unika posunięcia się tak daleko, jednak ta sytuacja nie może trwać wiecznie. Unikał wskazywania palcem na Turcję, aż do momentu kiedy miała ona czelność naruszyć syryjską przestrzeń powietrzną i zaatakować rosyjski samolot wojskowy. Czego będą musiały się dopuścić Stany Zjednoczone, żeby Putin i je zdemaskował?

Warto również przytoczyć obszerny cytat, gdzie Putin uzasadnia rozmieszczenie w Syrii systemu przeciwlotniczego S-400:

Nie rozmieszczaliśmy w Syrii tego rodzaju systemów, ponieważ zakładaliśmy, że nasze samoloty latają na wysokościach będących poza zasięgiem bandyckich łap terrorystów. Nie mają oni sprzętu wojskowego, który może strącić samolot na wysokości ponad 3000-4000 metrów. Nie przewidywaliśmy, że możemy zostać zaatakowani przez kraj, który uważamy za sojusznika.

Nasze bombowce, lecące na wysokości 5-6 tysięcy metrów, w ogóle nie były ubezpieczane, nie były osłaniane przed ewentualnym atakiem myśliwców. Po pierwsze, gdybyśmy wiedzieli, że coś takiego może się zdarzyć, już dawno rozmieścilibyśmy takie systemy, żeby chronić nasze samoloty.

Po drugie są również inne techniczne i militarne sposoby obrony, na przykład eskorta myśliwców albo przynajmniej techniczne metody obrony przeciwrakietowej, w tym obrona termiczna. Specjaliści wiedzą, jak to robić.

Nie robiliśmy tego, ponieważ mieliśmy Turcję za przyjazne nam państwo i po prostu nie spodziewaliśmy się ataku z tej strony. Dlatego uważamy ten atak za zdradę.

Teraz widzimy, co jest możliwe, i zginęli nasi ludzie. Naszym obowiązkiem jest zapewnienie bezpieczeństwa naszym siłom powietrznym. Dlatego rozmieściliśmy tam nowoczesny system S-400. Jest to system przeciwlotniczy dalekiego zasięgu i to jeden z najskuteczniejszych systemów tego typu na świecie.

Jednak nie ograniczymy się do tego. Jeśli będzie to konieczne, do wsparcia naszych operacji powietrznych użyjemy myśliwców, jak również wszelkich innych metod, łącznie z systemami wojny elektronicznej. Mamy wiele możliwości i teraz będziemy z nich korzystać.

Nie stoi to w konflikcie z działaniami, jakie podejmujemy we współpracy z koalicją, na czele której stoją Stany Zjednoczone. Wymieniamy się z nimi informacjami, aczkolwiek teraz jesteśmy bardzo zaniepokojeni charakterem tej wymiany i skutkami naszej współpracy.

Zauważcie… Z wyprzedzeniem poinformowaliśmy naszych amerykańskich partnerów, kiedy nasi piloci wyruszą na akcję, gdzie i którym korytarzem powietrznym. Strona amerykańska, która przywodzi koalicji, w skład której wchodzi również Turcja, znała miejsce i czas naszej operacji. I właśnie dokładnie tam zostaliśmy zaatakowani.

Pytanie, dlaczego przekazaliśmy te informacje Amerykanom? Albo nie mają oni kontroli nad poczynaniami swoich sojuszników, albo przekazywali te informację na oślep, nie bacząc na konsekwencje. Oczywiście będziemy musieli to poważnie przedyskutować z naszymi partnerami. Wszakże nasze systemy obrony powietrznej w żadnym razie nie są skierowane przeciwko naszym partnerom, u boku których walczymy w Syrii z terrorystami.

Naprawdę szkoda, że do zaistnienia możliwości rozmieszczenia w Syrii systemu przeciwrakietowego trzeba było aż śmierci rosyjskiego pilota oraz żołnierza piechoty morskiej. Gdyby Rosja rozmieściła swoje S-400 już na samym początku operacji, spotkałaby się z ostrą krytyką, a jej intencje byłyby kwestionowane. „ISIS nie ma myśliwców, więc kto niby jest waszym wrogiem?”. Stałoby się to kolejnym przykładem „rosyjskiej agresji”. Nie ma dobrego sposobu na odparcie takich paramoralistycznych insynuacji, więc Putin wybrał najtrudniejszą drogę: trzymać swoich wrogów za słowo, że są „przyjaciółmi”, aż publicznie dowiodą czegoś wręcz przeciwnego, jak właśnie uczyniła to Turcja.

Rosja bez dwóch zdań operuje we wrogim środowisku. Turcja, NATO i USA są wrodzy w stosunku do Rosji i całego wielobiegunowego świata – i Rosja o tym wie. Od samego początku rosyjskiej kampanii w Syrii istniało realne zagrożenie, że ci wrogowie podejmą jakiś zadziorny akt agresji i dlatego S-400 powinny były tam być, jednak nie było to możliwe ze względów natury politycznej. Putin i jego doradcy wojskowi podjęli właściwą decyzję: zakładając przyjacielskie stosunki pokazali światu, że mają dobre intencje, są godni zaufania i chętnie odłożą na bok osobiste sympatie i antypatie w zamian za poważne zmiany w zbrodniczej polityce Zachodu. Swoim wrogom pozostawili ujawnienie swojej prawdziwej, zdradzieckiej twarzy. Rosja wyszła z tego nieskalana.

Pomimo ogromnego wysiłku, jaki zachodnia klika wkładała w demonizowanie każdego posunięcia Rosji, Putin powoli, ale konsekwentnie podbija serca i umysły światowej społeczności.

Tłumaczenie: PRACowniA

Advertisements

4 komentarze »

  1. Dzięki za artykuł i pozdrawiam noworocznie życząc Redakcji nieustannego zapału w pracy i zdobywania dla nas /i tłumaczenia!!!!/ – interesujących tekstów…

    https://adnovumteam.wordpress.com/2016/01/10/syria-103-dzien-sprzatania-swiata/

    Komentarz - autor: brusek — 11 stycznia 2016 @ 09:30

  2. Akurat trafił się adekwatny link do powyższego…

    http://www.rusdialog.ru/news/51439_1452418839

    Пушков: Обама буквально за фалды пиджака удержал Олланда от объединения с РФ

    Komentarz - autor: brusek — 11 stycznia 2016 @ 10:18

  3. Przyłączam się do życzeń .

    Komentarz - autor: fly — 11 stycznia 2016 @ 20:34

  4. @ brusek
    Dzięki za życzenia, dzięki za linki, dzięki za Twoje sprawozdania z Syrii i okolic. I Tobie – wszystkiego dobrego!

    @ fly
    Dzięki! I Tobie – dobrego!

    Komentarz - autor: iza — 13 stycznia 2016 @ 21:25


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: