PRACowniA

10 grudnia 2015

Sojusznicy USA uwalniają więzionych bojowników Al-Kaidy, żeby dołączyli do walki przeciwko Asadowi

Eric Zuesse
Sott.net
1 grudnia 2015 r.

We wtorek, 1 grudnia b.r., z libańskiego więzienia została zwolniona część czołowych działaczy Al-Kaidy. Mają dołączyć do prowadzonej przez USA wojny przeciwko Baszarowi al-Asadowi.

Katar – amerykański sojusznik w zamiarze pozbycie się Asada i główny sponsor Bractwa Muzułmańskiego – negocjował z neutralnym rządem Libanu wymianę 26 więzionych dżihadystów z Al-Kaidy na 16 libańskich żołnierzy, którzy zostali pojmani w Libanie przez Al-Kaidę.

Libańska i syryjska Al-Kaida nosi nazwę Al-Nusra. Wspomnianych żołnierzy Front Al-Nusra pojmał tego lata w Libanie.

Liban odzyska swoich 16 żołnierzy, a Al-Kaida (Al-Nusra) swoich 26 bojowników, razem z byłą żoną założyciela ISIS, szejka Ibrahima Abu Bakr al-Baghdadiego. Tak pisał o niej w nagłówku swojego artykułu 21 lutego tego roku londyński Daily Mail: „Ubóstwiana przez wszystkich, intrygancka narzeczona ISIS – hipnotyzująca opowieść o żonie szefa terroru, kobieta inspirująca dziewczęta do dołączania w krwawe szeregi”. Zatem znowu jest wolna i może wrócić w szeregi sił dowodzonych przez USA.

Kolejnym uwolnionym członkiem Al-Kaidy jest szejk Mustafa al-Hujairi, którego 20 marca 2014 r. gazeta Al-Akhbar (artykuł przetłumaczył ten portal internetowy) opisała jako „przywódcę grupy zbrojnej, która zapewnia logistyczne wsparcie powiązanym z Al-Kaidą Frontowi Al-Nusra, Brygadom Abdullaha Azzama i Państwu Islamskiemu w Iraku i Lewancie (ISIL)”. Zgodnie z artykułem Al-Hujairi dowodził 200 ludźmi.

W obu przypadkach każdy z uwolnionych bojowników związany był z co najmniej dwiema grupami terrorystycznymi (ISIS lub – jak określa ich Obama – „ISIL”, Frontem Al-Nusra, Brygadami Abdullaha Azzama). Jednak bez względu na ich nazwy, są to dżihadyści, zatem tworzenie dodatkowych kategorii dla anty-Asadowskich ugrupowań zamiast jednej – fundamentalistyczni sunnici, którzy są aktywnymi dżihadystami, prowadzącymi wojnę w celu obalenia Asada – jest mylące, ponieważ żadni szyici nie walczą o obalenie świeckiego, niereligijnego rządu, na czele którego stoi szyita Asad. Wszystkie te „rebelianckie” ugrupowania składają się wyłącznie z sunnickich terrorystów – i nie ma wśród nich „umiarkowanych”. Różnią się jedynie tym, że jedni z nich otrzymują więcej pieniędzy od katarskich członków rodziny królewskiej, a drudzy od saudyjskich członków rodziny królewskiej, jednak wszyscy są sunnickimi dżihadystami.

Po stronie Asada walczą zarówno szyici, jak i sunnici, jak również żołnierze innych wyznań i bezwyznaniowcy. Spójrzcie na przykład na artykuł z 1 sierpnia 2013 roku, jaki zamieścił amerykański organ propagandowy USA Today, zatytułowany „Część sunnitów walczy w szeregach rebeliantów, a część wspiera reżim Asada”, z podtytułem „Wielu sunnitów wspiera dyktaturę, żeby utrzymać swoje zarobki bądź też z powodu przekonania, że powstanie jest skazane na porażkę lub zbyt brutalne”. (Rządu USA nie określa się mianem „reżimu” ani „dyktatury”). Chodzi tu o to, żeby wrogów zastępczej inwazji rządu amerykańskiego na Syrię przedstawiać jako tych złych („bo chcą utrzymać swoje zarobki”), a sprzymierzeńców amerykańskiej zastępczej inwazji (z wykorzystaniem „umiarkowanych grup” itd.) jako tych dobrych (a nie, na przykład, podobnych do terrorystów, którzy zaatakowali WTC lub redakcję Charlie Hebdo, itd.). Obrazek rodem z powieści George’a Orwella „Rok 1984”, tylko że tym razem to nie fikcja, a rzeczywistość.

Katar bierze udział w amerykańsko-saudyjsko-katarsko-tureckiej wojnie, mającej na celu obalenie sprzymierzonego z Rosją, syryjskiego przywódcy Baszara al-Asada. Królewscy właściciele Kataru, rodzina as-Sani, chcą wybudować prowadzący przez Syrię gazociąg, żeby móc przesyłać katarski gaz do Europy i wyprzeć z niej rosyjski. Na drodze stoi sojusznik Rosji, Asad. Co więcej, rząd Rosji nie tylko teoretycznie, ale rzeczywiście przeciwny jest dżihadystom i fuzji kościoła z państwem. Zatem Rosja ma zarówno ideologiczne, jak i ekonomiczne powody, by wspierać Asada. Rodzina Saudów, która jest właścicielem Arabii Saudyjskiej, zaznaczyła, że Palestyńczycy są ich wrogami, a Izrael jest ich przyjacielem, bo tak jak oni chce klęski szyickiego Asada i rządzonego przez szyitów Iranu. Jeśli więc po którejś stronie dominują motywy czysto ekonomiczne, to prawdopodobnie jest to strona amerykańsko-saudyjsko-katarsko-turecka, gdzie chciwość jest naczelnym bodźcem. Dlatego właśnie strona amerykańska nazywa Asada „dyktatorem”, ale nie korzysta już z takich określeń jak „dyktatorzy” i „reżimy” w stosunku do swoich sojuszników – nawet w stosunku do Saudów. Jednakże dyktaturą w najczystszej postaci, zaangażowaną w ten konflikt, jest Arabia Saudyjska (jej rodzina królewska jest głównym sponsorem finansowym Al-Kaidy). Kolejną jest Katar. Oba kraje są w dużo mniejszym stopniu demokratyczne niż Syria, a Rosja jest prawdopodobnie bardziej demokratyczna niż Stany Zjednoczone. Jakakolwiek „prasa”, która przyjmuje, że jest inaczej, jest zwykłą propagandą, ponieważ dokonując porównań na arenie międzynarodowej należy unikać jakichkolwiek założeń. Prezydent USA Barack Obama nieustannie powtarza, że Stany Zjednoczone stoją ponad wszystkimi innymi państwami. Ciągle określa Stany mianem „jedynego, niezastąpionego kraju”. Chyba tylko dyktator pozwalałby sobie na obrażanie w ten sposób wszystkich innych krajów.

14 stycznia 2012 roku główna finansowa dobra wróżka Bractwa Muzułmańskiego, katarski szejk Hamad ibn Chalifa as-Sani, powiedział amerykańskiej telewizji CBS, że „powinny wkroczyć jakieś oddziały wojskowe i powstrzymać [Asada] przed zabijaniem” dżihadystów z Bractwa Muzułmańskiego, którzy starają się przejąć Syrię. Stacja BBC zauważyła, że „Katar był pierwszym arabskim krajem, który dołączył do prowadzonej w Libii operacji NATO, która doprowadziła do obalenia przywódcy Muammara Kaddafiego”. Chciały tego amerykańska i arabskie arystokracje. Demokracja nie miała z tym nic wspólnego, tylko arystokratyczne reżimy. I to one, w imię „demokracji”, do tego doprowadziły. Mimo to wielu ludzi nadal daje się nabrać na taką „demokrację”.

Ameryce i jej sojusznikom udało się osiągnąć wiele sukcesów na świecie. Przykładem mogą być trzy miliony uchodźców uciekających przed ich wojnami i zalewających Europę. Cierpią muzułmanie (i nie tylko), ale przecież tego chcą arystokraci z wielu krajów. Europejscy przywódcy wspierają Amerykę i są jej sojusznikami w takich organizacjach, jak NATO. Czy jednak reprezentują oni interesy społeczeństw, które ich wybrały, jest już kwestią dyskusyjną. Wygląda na to, że z jakiegoś powodu Europejczycy wcale nie rozumieją tych spraw lepiej niż społeczeństwo amerykańskie. Być może demokracja umarła również w Europie.

Demokracja wymaga istnienia niezależnej prasy. Na tyle niezależnej, żeby mogła pozwolić sobie na publikowanie i ogólne udostępnianie odbiorcom na przykład takich artykułów jak ten. Zatem przedkładamy ten artykuł praktycznie wszystkim środkom masowego przekazu w USA i wielu w Europie.

O autorze:

Wnikliwy historyk Eric Zuesse jest autorem wydanej niedawno książki pt. „They’re Not Even Close: The Democratic vs. Republican Economic Records, 1910-2010” (Bardzo im daleko: republikańskie a demokratyczne dane gospodarcze z lat 1910-2010), oraz Christ’s Ventriloquists: The Event that Created Christianity” (Brzuchomówcy Chrystusa: wydarzenie, które dało początek chrześcijaństwu)

Tłumaczenie: PRACowniA

Advertisements

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: