PRACowniA

16 listopada 2015

Czyżby do strącenia rosyjskiego samolotu nad Synajem użyto „egzotycznej broni energetycznej”?

Joe Quinn
Sott.net
8 listopada 2015

Jeśli uważnie śledźcie światową scenę polityczną, zapewne zauważyliście, że jak tylko zdarza się jakiś „atak terrorystyczny”, zachodnie władze mają już zazwyczaj przygotowane wyjaśnienie i winną grupę terrorystyczną, a historyjka od razu zostaje podchwycona przez media i społeczeństwo. Z drugiej strony, od czasu do czasu zdarza się, że w ciągu kilku krytycznych dni po zdarzeniu, kiedy społeczeństwa są „głodne” wrażeń, zachodnie władze zachowują się w sposób dla siebie nietypowy i trzymają język za zębami…

Tak właśnie było w przypadku katastrofy rosyjskiego samolotu nad Półwyspem Synaj, kiedy zachodnie instytucje rządowe – poza komentarzem, że sprawę należy zbadać – temat praktycznie przemilczały. Dla niektórych był to oczywiście szok. W końcu nieodłączną cechą autorytetów jest autorytatywność i przedstawianie czarno-białych wyjaśnień, których tak bardzo potrzebujemy, byśmy mogli znowu spokojnie zasnąć.

Podczas gdy rząd Rosji wielokrotnie apelował, żeby nie wyciągać pochopnych wniosków, dopóki nie zostanie przeprowadzone właściwe dochodzenie, po kilku dniach milczenia przedstawiciele rządowi USA i Wielkiej Brytanii nie wytrzymali i puścili w świat informację o zagrożeniu terrorystycznym.

Brytyjski „wywiad” przeprowadził niedawno kampanię, mającą na celu przekonanie całego świata, że przyczyną katastrofy rosyjskiego samolotu jest bomba, a zatem ISIS. Dowodem na wsparcie tego twierdzenia miały być słowa „to była prawdopodobnie bomba”, jakie padły z ust anonimowego członka wywiadu brytyjskiego. Gdy jednak zażądano konkretów, wskazano na „przechwyconą” zaraz po katastrofie „pogawędkę”, w której „bojownicy ISIS” cieszą się z udanej akcji. W dzisiejszym języku wywiadowczym „pogawędka” oznacza zazwyczaj komentarz rzucony przez jakiegoś gościa siedzącego przy herbatce w kwaterze głównej MI6, który znalazł na Facebooku post jakiegoś rzekomego dżihadysty.

Najlepsze, nie oparte na społecznych mediach argumenty na poparcie hipotezy o bombie w samolocie, można znaleźć w oświadczeniach różnych anonimowych źródeł, z niektórych część jest rzekomo „blisko powiązana z dochodzeniem”. Jedno z nich przekazało francuskiej agencji AFP, że „w trakcie lotu wszystko było w porządku, zupełnie w porządku, i potem nagle nie było nic”. Mężczyzna opisał zdarzenie jako „gwałtowny, nagły” upadek.

Inne źródło, z dostępem do czarnych skrzynek, doniosło drugiemu kanałowi francuskiej telewizji publicznej (France 2 TV), że na nagraniu dało się słyszeć odgłos podobny do eksplozji. Po nadaniu tej informacji przez France 2 inne „źródła blisko powiązane z dochodzeniem” przekazały francuskiemu magazynowi Le Point, że samolot linii Metrojet „z pewnością został rozerwany jakimś ładunkiem wybuchowym”. Stwierdzenie to było ponoć oparte na analizie czarnych skrzynek, przeprowadzonej przez rosyjskich, francuskich, niemieckich i irlandzkich śledczych w Kairze.

Jednakże równolegle z rewelacjami w Le Point pojawiły się raporty, w których inne źródło blisko związane z dochodzeniem przekazało, że czarne skrzynki nie dostarczyły prawie żadnych użytecznych informacji, mogących pomóc w ustaleniu przyczyny katastrofy.

Od wspomnianego źródła pochodzą również informacje dotyczące czarnej skrzynki, która po 20 minutach od startu samolotu „nagle” przestała działać, nie dostarczając tym samym żadnych wskazówek co do natury katastrofy samolotu.

A dodatkowo, jak podał niezależny rosyjski dziennik Kommiersant, urządzenie rejestrujące głos, zawierające kluczowe rozmowy pilotów, zostało „poważnie uszkodzone” i „też może okazać się bezużyteczne”. Dzisiaj kolejne „źródło” przekazało portalowi Al-Ahram, że „dochodzenie nie potwierdziło obecności na pokładzie jakichkolwiek materiałów wybuchowych”.

Jak widzimy, „dowody” związane z katastrofą rosyjskiego samolotu sprowadzają się jedynie do wielu wzajemnie sprzecznych wypowiedzi. Mimo to, jakimś sposobem te informacje, jak i oświadczenia autorytetów na nich oparte, sprawiły, że wszyscy „wiedzą”, że w luku bagażowym samolotu wybuchła bomba. Coś mi tu śmierdzi.

Z serdecznym uczuciem nienawiści dla Rosji

Trudno jest rozpatrywać katastrofę rosyjskiego samolotu w oderwaniu od obecnej sytuacji geopolitycznej, zwłaszcza gdy Rosja, będąc w trakcie przepędzania imperium USA z obszarów Bliskiego Wschodu, poważnie zagraża ich hegemonii i nadanemu im przez boga prawu do mordowania milionów niewinnych ludzi w imię wolności i demokracji. Mimo że w konwencjonalnych kategoriach militarnych czy w kategoriach działań wojennych III generacji Rosja Putina zaszachowała sojuszników imperium USA, nie zapominajmy, że w ostatnich kilku dekadach standardem stała się wojna IV generacji. Czym jest wojna IV generacji?

Działania wojenne czwartej generacji definiuje się jako konflikt o następujących cechach i elementach:

  • działania zakrojone na szeroką skalę i rozciągnięte w czasie
  • terroryzm (taktyczny)
  • wysoce zdecentralizowany, niekoniecznie skierowany przeciwko jednemu państwu, toczy się na rozstrzelonym obszarze wielu krajów
  • bezpośredni atak na kulturę wroga, w tym akty ludobójstwa na ludności cywilnej
  • niezwykle wyrafinowana wojna psychologiczna, z naciskiem na manipulację medialną
  • wykorzystanie wszelkich dostępnych sposobów nacisku – politycznego, ekonomicznego, społecznego i militarnego
  • występuje jako konflikt o niskiej intensywności, angażuje wszelkiego rodzaju ludzi pracujących dla rządu
  • niebiorący udziału w walkach (np. pasywni cywile, służba zdrowia) mogą stać się elementem taktyki
  • wykorzystywanie taktyki walk powstańczych i partyzanckich

Powyższa lista trafnie opisuje metody, jakie w ostatnich latach imperium USA wykorzystywało przeciwko Rosji, i wyglądałoby na to, że zalicza się też do nich „przekazanie wiadomości” Putinowi w postaci „taktycznego” strącenia samolotu pasażerskiego wraz z całą załogą i pasażerami dokładnie miesiąc po rozpoczęciu przez Rosję ataków powietrznych w Syrii.

Jednak, jak już wspomniałem, poza jakąś „eksplozją”, oficjalne źródła nie przedstawiają żadnych solidnych dowodów, które wskazałyby na przyczynę katastrofy, i jestem sceptyczny co do tego, że pojawią się w przyszłości. Musimy więc pracować z tym, co mamy.

Nieprawdopodobne obniżenie lotu i pozostałe anomalie

W poprzednim artykule rozważałem możliwość wystąpienia jakiejś silnej anomalii pogodowej lub napowietrznej eksplozji bolidu, która mogłaby być przyczyną katastrofy. Zwróciłem uwagę na dane z Flightradar24.com, które pokazują wznoszenie samolotu z prędkością 10 km/godz. na wysokości ok. 9,37 km (30 750 stóp) i potem nagłe, w ciągu jednej sekundy, opadanie maszyny z prędkością 65 km/h (uwaga: w ciągu jednej sekundy, czyli niemal natychmiast). Trzy sekundy później prędkość opadania wzrosła do 153 km/h. Jeśli tego rodzaju różnicę w wysokościach potraktujemy jako anomalię odczytu, zbagatelizujemy problem. Jeśli dane są prawidłowe (portal Flightradar24 nie wspomniał o błędach w danych), jedynie intencjonalne działanie pilotów byłoby w stanie zmusić samolot do takiego manewru. [W rzeczywistości, po niespodziewanym otrzymaniu danych z GPS FR24 zamieścił uwagi o wiarygodności końcowych danych. Co bynajmniej nie znaczy, że anomalii nie było. – przyp. tłum.]

Jedną z pasażerek, 10-miesięczną Darinę Gromową, znaleziono 34 km od miejsca katastrofy. Jak to możliwe?

Jedno z pierwszych doniesień z miejsca katastrofy mówi o słyszanych przez egipskich ratowników głosach pasażerów. Później wycofano się z tego, przedstawiając raporty mówiące o śmierci wszystkich pasażerów. Egipski lekarz, badający ciała ofiar, przekazał agencji Sputnik informację o dużej liczbie fragmentów ludzkich ciał. Podczas gdy niektórzy spekulowali, że są to dowody wskazujące na wybuch wewnątrz samolotu, agencja prasowa TASS zacytowała rosyjskich i egipskich ekspertów, informujących o nieznalezieniu jakichkolwiek śladów wskazujących na eksplozję podczas wstępnych badań ciał ofiar. Rozczłonkowane ciała lecz brak śladów wskazujących na wybuch? Czy ciała mogą tak po prostu same „się rozlecieć”?

Wstępne raporty zawierają informację, że pilot – znajdując się na wysokości ok. 9,14 km (30 000 stóp) – poinformował egipską kontrolę ruchu lotniczego o „usterce urządzeń bezprzewodowych” i poprosił o zezwolenie na awaryjne lądowanie „na najbliższym lotnisku”. Również i te doniesienia zmieniono na „brak kontaktu ze strony pilotów” tuż przed „gwałtownym i nagłym obniżeniem” lotu.

Już same tylko zdjęcia wraku są bardzo nietypowe. Główna przednia część samolotu, od kokpitu po skrzydła (włącznie), spadła nienaruszona i „spaliła się” na miejscu. Był to jednak dziwny „pożar”, bez śladów dymu i piany bądź wody używanych przy gaszeniu płomieni, jak i śladów spalonej ziemi wokół szczątków samolotu. Można by pomyśleć, że samolot zamiast spłonąć, został „elektrycznie usmażony”.

 

 

Jedno ze skrzydeł zawierające tysiące galonów paliwa. Dlaczego brak dymu, brak dostrzegalnych śladów spalenia i piany z węży strażackich?

 

Nieuszkodzone sztuczne i naturalne włókna.

 

Ci mężczyźni stoją wśród szczątek wraku, które powinny się żarzyć.

 

?

 

To sprawka „Mosadu”

W dniu katastrofy na obszarze pustyni Arava na południu Izraela, mniej więcej na wysokości miejsca rozbicia się samolotu lot 9268 na Półwyspie Synaj, Izrael wraz z siłami powietrznymi USA, Grecji i Polski przeprowadzał „największe jak dotąd” międzynarodowe ćwiczenia wojskowe. Niemalże od początku istnienia armii, ćwiczenia wojskowe były wykorzystywane jako przykrywka dla działań, które nie mogą trafić do przestrzeni publicznej.

Siły Obronne Izraela (IDF) potwierdziły obecność swojego personelu wywiadowczego w rejonie katastrofy w czasie jej zajścia. Według oficjalnego oświadczenia Izraela: „Od rana IDF pomagało w poszukiwaniach wraku rosyjskiego samolotu, z którym utracono kontakt nad Półwyspem Synaj”.

Co ciekawe, w dzień katastrofy odnotowano jeden z największych cyklonów nad Morzem Arabskim, który przesuwał się w kierunku Jemenu i jako pierwszy w historii dotarł aż nad ląd Półwyspu Arabskiego.

Oba te wydarzenia – ćwiczenia wojskowe i huragan – przypominają scenariusz, który rozegrał się 11 września 2001 roku, kiedy Siły Powietrzne USA przeprowadzały liczne ćwiczenia, a szalejący huragan 3 kategorii, Erin, zanim osłabł i zmienił kierunek, zmierzał w stronę północno- wschodniego wybrzeża Stanów Zjednoczonych, wprost na Nowy Jork.

W maju bieżącego roku CNN poinformowało, że Siły Powietrzne USA potwierdziły istnienie w pełni sprawnej broni elektromagnetycznej EMP.

W lipcu agencja Reuters zacytowała przedstawicieli Pentagonu, mówiących, że systemy „broni wiązkowej (DEW)” są „na różnych etapach konstrukcji i testowania”:

Na wtorkowej konferencji przemysłowej najwyższej rangi przedstawiciele Sił Zbrojnych USA i amerykańscy kongresmeni powiedzieli, że wkrótce lasery, mikrofale i inna broń wiązkowa będą mogły być wykorzystywane na szeroką skalę przez wojsko USA.

Urzędnicy opisywali różne typy broni, będące na różnych etapach konstrukcji i testowania przez Marynarkę Wojenną USA, piechotę morską, siły powietrzne i armię, podkreślając, że trzeba jeszcze czasu na rozbudowę taktyki wykorzystania tej broni i zapewnienia sobie odpowiedniego finansowania.

„Technologia oparta na skupianiu energii zwiastuje świt zupełnie nowej ery w dziedzinie obronnej”, przekazał na konferencji w Waszyngtonie, odbywającej się w obiektach [potężnej firmy konsultingowej, rządowego kontraktora] Booz Allen Hamilton i [think tanku departamentu obrony] Center for Strategic and Budgetary Assessment, generał William Etter, dowódca z CONR (Continental U.S. NORAD Region).

Wiązkowa broń energetyczna to broń, która emituje skupione wiązki energii (lasery) promieniowania elektromagnetycznego, mikrofalowego, fale radiowe, dźwiękowe albo wiązki cząstek.

Już w 1997 roku w biuletynie Military Intelligence Professional można było przeczytać:

Projektanci broni, specjalizujący się w fizyce wysokich energii, potrafią teraz wytworzyć impulsy elektromagnetyczne bez konieczności wychodzenia w przestrzeń kosmiczną. Jeden ze sposobów polega na ujarzmianiu siły konwencjonalnego wybuchu. Inne to po prostu modyfikacje urządzeń radarowych, które odbijają impulsy energetyczne od powierzchni lecącego samolotu, pojazdu naziemnego itp.

Zwiększając moc, otrzymuje się broń EMP. Ta wiedza była punktem startowym nowego wyścigu zbrojeń. Niejądrowa broń EMP, umieszczona w pocisku manewrującym lub w furgonetce zaparkowanej na poboczu drogi, może zniszczyć układy elektroniczne na obszarze całego miasta, ale również tylko w wybranym budynku.

Spełnienie marzeń każdego terrorysty.

Bardzo silny impuls elektromagnetyczny – jak uderzenie pioruna lub wytworzenie wysokiego poziomu energii elektromagnetycznej przez generator – jest w stanie bezpośrednio zniszczyć drzewa i takie obiekty, jak budynki i samoloty, dzięki efektowi rozgrzania albo poprzez zakłócenie bardzo dużego pola elektromagnetycznego, wygenerowanego przez prąd. Pośrednim skutkiem będzie rozgrzanie materiału i w efekcie usmażenie układów elektrycznych.

Canneto na Sycylii na celowniku „broni elektromagnetycznej”

W 2004 roku we włoskiej wiosce Canneto przez 3 tygodnie działo się coś dziwnego. Bez widocznej przyczyny wybuchały pożary instalacji elektrycznych w wodociągach, pralkach, kuchenkach, zapalały się meble. Pożary utrzymywały się nawet po odłączeniu całej wioski od prądu. Padały pamięci USB, wariowały kompasy, bramy automatyczne same się otwierały i zamykały. Szyba jednego z aut została roztrzaskana, jakby przebiło ją „niewidzialne wiertło” – relacjonował właściciel. Jak podaje włoska gazeta Corriere della Sera, w okolicy widziano również obiekty UFO. Jeden z nich latał za helikopterem obrony cywilnej, zmuszając go do lądowania z powodu usterki łopatek śmigła. Po wylądowaniu zauważono, że wszystkie 3 łopatki zostały uszkodzone przez nieznany obiekt, który „zmienił przewodnictwo elektryczne w łopatkach”.

 

Zdjęcie „UFO” podążającego za włoskim helikopterem obrony cywilnej

 

 

Uszkodzenie jednej z łopat śmigła

 

Nie naruszając pozostałej flory, dziwne pożary dotknęły również konkretny gatunek trawy – Ampelodesmos mauritanicus. Korzenie setek tych roślin, rosnących w okolicy Canneto, uległy zwęgleniu nawet głęboko pod ziemią. Wykluczono działanie ludzkiej ręki.

 

Jeden z wielu egzemplarzy „Ampelodesmos mauritanicus” doszczętnie spalony przez „nieznane źródło energii elektromagnetycznej”, wycelowanej w wioskę Canneto w 2004 roku.

 

W 2007 roku jako przyczynę zjawiska zaproponowano działanie okresowej emisji energii elektromagnetycznej. Jednak w poufnym raporcie, dostarczonym Ministerstwu Obrony Cywilnej i biuru premiera Włoch, wysunięto hipotezę, która jako przyczynę wskazuje „tajne testy wojskowe”.

Żyjemy w dużo dziwniejszym świecie, niż się wielu ludziom wydaje. Rządzonym przez indywidua, które mają swoje zamiary i środki do ich urzeczywistnienia – zamiary dla większości ludzi niemożliwe do zrozumienia, a jeszcze trudniejsze do zaakceptowania. Taki stan rzeczy dla rzeczonych indywiduów jest niewątpliwie zadowalający. A tak przy okazji, użyte w artykule słowo „Mosad” nie jest raczej tożsame z jawnym rządem Izraela, prędzej już odnosi się do czegoś znacznie bardziej złowieszczego, jeśli potraficie to pojąć.

 

Symulator EMP zawieszony nad jednym z amerykańskich rządowych samolotów „na dzień zagłady”.

Tłumaczenie: PRACowniA

Reklamy

11 Komentarzy »

  1. C’s powiedzieli, że pewnego dnia komputery nas obezwładnią.
    Teraz można do tego dodać również urządzenia elektryczne. Myślę, że któregoś dnia ta lekcja nam się przyda. Wiedza naprawdę ochrania.

    Barbara Marciniak powtarzała – śpijecie w pokoju, w którym nie ma żadnej elektroniki. Zero.

    Komentarz - autor: mowiacprawde — 16 listopada 2015 @ 16:52

  2. Kompletnie nie wyznaję się na broni. Owszem, odróżnię łuk od kuszy, a miecz od scyzoryka. I na tym koniec. 🙂
    Jednakże, nie znajdowałam ŻADNEGO uzasadnienia dla gazetowych elukubracji o bombie, którą tak chętnie sprzedawały „anonimowe źródła zbliżone do służb” GB i USA. Dlatego też chętnie wsparłam Joe w jego spekulacjach co do przyczyny w postaci szczególnego zjawiska pogodowego (downburst/microburst) lud meteoroidu (a nie meteoru, jak napisał).
    Teraz – przy spekulacjach o „egzotycznej broni” (a może wymyślnej?), wiem, że po prostu nic nie wiem (z wyjątkiem tego, że bomba odpada).

    Komentarz - autor: Magia — 17 listopada 2015 @ 00:09

  3. Dawno nie czytałem artykułu z tak głupimi stwierdzeniami i tezami, które dyskwalifikują autora. Weźmy na przykład odnośnie wraku. Rozpadł się na dwie części co wyraźnie wskazuje na bombę. Spadł na pustynię. Zanim został odnaleziony już dawno zdążył się spalić. Po co pchać na środek pustyni wozy strażackie i gasić cos co już dawno zgasło? Widać osmoloną ziemie – pożar był. Szczątki samolotu i ciała moga być rozrzucone na naprawdę dużym terenie jeżeli zrzuci się je z ok.10 km. przykład ostatniego zestrzelenia nad Ukraina jest tego dowodem. Wstrzmanie się z osądem przez z Rosjan jest zrozumiały. Potrzeba czasu, żeby cokolwiek stwierdzić. Ten czas minął i FSB przyznaje, że doszło do wybuchu. Artykuł jest pełen takich skrajnych głupot i steku bzdur.Kolportując takie artykuły tracicie na wiarygodności.

    Komentarz - autor: Michał — 17 listopada 2015 @ 12:32

  4. Rozumiem że czasem trzeba Czytelnikom podesłać jakiś tekst satyryczny dla odmiany… Ale proszę zaznaczać bo czytając prawie że nie udławiłem się ze śmiechu!
    🙂

    Komentarz - autor: brusek — 17 listopada 2015 @ 14:23

  5. A co dokładnie tak Cię, brusku, rozśmieszyło?

    Komentarz - autor: iza — 17 listopada 2015 @ 15:28

  6. Strona rosyjska przez pierwsze dni od wypadku wzbraniała się od stawiania tez co do przyczyn wypadku, aż do zakończenia śledztwa. Dziś szef FSB
    oświadczył, że przyczyną wypadku była bomba. Nie dziwie mu się. W końcu gdyby powiedział prawdę wyszedłby na zwolennika teorii spiskowych. I jak tu można naprawić ten świat skoro tak wiele rzeczy jest oparte na kłamstwie.

    Podejrzewam, że w sprawie MH17 też zapadnie zgniły kompromis.

    Komentarz - autor: mowiacprawde — 17 listopada 2015 @ 19:37

  7. @ mowiacprawde

    Nie wiemy i może nigdy nie będziemy wiedzieć, więc mogę mówić tylko o swoim „przeczuciu”, w miarę możliwości opartym na dotychczas zgromadzonej wiedzy.

    Jak dotąd Putin wraz z całym swoim zespołem doradców i strategów radził sobie niemal w nieludzko doskonały sposób. Ani jednego potknięcia, stoicki spokój, pokerowa mina i rewelacyjne osiągnięcia – w dodatku przy stale rosnącej popularności, nie tylko w Rosji. W tej sytuacji, zakładając oczywiście, że nie była to żadna konwencjonalna bomba i Putin&Co wiedzą o coś tym, nie sądzę, żeby przystali na układ ze strachu, z braku innego wyjścia, czy z jakiegokolwiek innego powodu tego typu.

    Musi im to załatwiać coś ważnego – może zrobili dobry deal, może mają coś w zanadrzu, może z tym jest im najbardziej po drodze, by mogli dalej realizować swój plan… Jedno jest dla mnie niemal pewne – nie sprzedali się ani nie zaprzedali duszy. No ale to tylko moje przeczucia, niewiele pewnie warte. Pozostaje bacznie obserwować rozwój wypadków. 🙂

    Komentarz - autor: iza — 17 listopada 2015 @ 20:54

  8. @ Michał

    Rozpadł się na dwie części co wyraźnie wskazuje na bombę.

    Najbardziej znane wypadki po 1980 r., kiedy samolot pasażerski rozpadł się w powietrzu – bez bomby:

    1985 Japan Airlines Lot 123 (tailstrike, wybuchowa dekompresja)
    1991 Lauda Air Lot 004 (fatalny błąd pilota)
    2002 China Airlines Lot 611 (tailstrike, zmęczenie materiału)

    Plus parę mniej znanych.

    Komentarz - autor: iza — 17 listopada 2015 @ 23:39

  9. Ma to sens, zwłaszcza jak faktycznie nie znaleziono śladów eksplozji, bo to powinno być dość proste od zweryfikowania.
    Rozwalenie rosyjskiego samolotu spowoduje mocne zaangażowanie Rosji w walce z IS, co przy kiepskim stanie ich gospodarki (tania ropa i gaz) spowoduje osłabienie Rosjan.

    Komentarz - autor: mydło — 18 listopada 2015 @ 14:52

  10. @mydło
    Poleż na stronę www Banku Światowego i doczytaj o udziale ropy i gazu w PKB Rosji (wg danych BŚ za 2013 oscylował wokół 17%). Powtarzanie bzdetów za MSM o niemalże całkowitym oparciu gospodarki rosyjskiej na wydobyciu ropy i gazu nikomu chluby nie przynosi.

    Komentarz - autor: Magia — 18 listopada 2015 @ 15:15

  11. @Magia
    Ok źle to nazwałem, mój błąd, chodziło mi o wysoki udział sprzedaży ropy i gazu w EKSPORCIE

    Komentarz - autor: mydło — 18 listopada 2015 @ 15:56


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: