PRACowniA

3 Listopad 2015

Więcej histerii nt. czerwonego mięsa od och, jakże godnego zaufania, WHO (i idiotów dziennikarzy)

Nora Gedgaudas
Primal Body, Primal Mind
27 października 2015

 

© Wired.com

 

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) właśnie ogłosiła, że czerwone mięso jest „prawdopodobnie rakotwórcze dla ludzi”.

Naprawdę – razem z glifosatem, papierosami, alkoholem i azbestem.

—— – > tu wklej facepalm <—— –

To stwierdzenie jest absurdalne, błędne i w dużej mierze oparte na dwóch najmniej godnych zaufania formach badań naukowych:

1) Badaniach obserwacyjnych napędzanych…

2) Kwestionariuszach żywieniowych

(Tak przy okazji, co TY jadłeś na obiad w czwartek w ubiegłym tygodniu/miesiącu roku?)

Wszystko to jest w pełni oparte na idei „uznania winnym na podstawie słabego powiązania”, a każdy racjonalny człowiek wie, że powiązanie NIE jest związkiem przyczynowym.

Ech – wracamy do żywieniowego średniowiecza…

Wygląda na to, że WHO głównie przytacza dowody pochodzące z badań opartych na obserwacji i kwestionariuszach żywieniowych, opublikowanych w Archives of Internal Medicine z 2012 roku, które zawierały analizę „dwóch prospektywnych badań kohortowych” (badań statystycznych na grupach).[1] Z podobną porażką mamy do czynienia w nieprzemyślanej i żenująco ubogiej „Meta-analizie” Światowego Funduszu Badań nad Rakiem (World Cancer Research Fund, WCFR) z 2011 roku [2] – również w pełni opartej na badaniach obserwacyjnych i kwestionariuszach – w której BRAK jest jakiegokolwiek rozróżnienia pomiędzy mięsem z opasów a mięsem zwierząt w 100% karmionych naturalnie (grass-fed) (rozróżnienia potencjalnie bardzo istotnego), jak również brak widocznych prób rozróżnienia pomiędzy skutkami spożywania czerwonego mięsa a skutkami spożywania wszelkiego rodzaju innych produktów, jakie zdarzało się tym ludziom jeść. A co zaliczyli do kategorii „czerwonego mięsa”? Hamburgery McDonalda, pizzę, hot-dogi, tacos, mortadelę, naszpikowany azotanami bekon i mięso z tuczarni (zwierząt karmionych GMO i Bóg wie czym jeszcze). Łaskawie przy tym przyznali, że czerwone mięso jest „jedynie trochę mniej niebezpieczne niż mięso konserwowane”. Jedzenie czerwonego mięsa nie zostało w żaden sposób oddzielone ani od pozostałych spożywanych produktów, ani od innych czynników wpływających na zdrowie (spożywanie alkoholu, cukru, zbóż, itd., jak również styl życia). Biorąc pod uwagę, że 97% produkcji mięsa pochodzi z tuczarni, mięso z hodowli naturalnych nie miało żadnego udziału w wynikach tych badań.

Co jest również podejrzane, w badaniu Archives of Internal Medicine do opisania wyników użyto pojęcia tzw. względnego ryzyka. „Względne ryzyko” jest często wykorzystywane wtedy, kiedy trzeba sprawić, by coś prezentowało się o wiele gorzej niż przedstawia się w rzeczywistości – w odróżnieniu od pojęcia absolutnego ryzyka, które w pełni oddaje stan rzeczy (ale wtedy wyniki mogą wyglądać mniej dramatycznie i, no cóż, będą nudne i nie wniosą nic nowego).

Co istotne, wiele wcześniejszych badań konsekwentnie wykazywało, że wśród społeczności żywiących się czerwonym mięsem rak występował niezwykle rzadko lub nie występował w ogóle. [3],[4] Jaka charakterystyczna różnica pomiędzy nawet neolitycznymi dietami łowców-zbieraczy a współczesną zachodnią dietą sprawia nam tyle kłopotów? Dane dotyczące 229 społeczności łowców-zbieraczy zawarte w Revised Ethnographic Atlas (Zrewidowany atlas etnograficzny) wskazują, że diety łowców-zbieraczy różnią się od typowych zachodnich w dwóch aspektach: po pierwsze, w znacznym stopniu były oparte na żywności pochodzenia zwierzęcego (45-65% źródła energii) i po drugie, żywność pochodzenia roślinnego – warzywa błonnikowe, trochę owoców, orzechów i nasion – charakteryzowała się niskim indeksem glikemicznym (IG).[5] Musimy również wziąć pod uwagę jakość pożywienia, jakie było wówczas dostępne, oraz ogromną różnicę w profilu składników odżywczych/kwasów tłuszczowych pomiędzy mięsem pozyskiwanym ze zwierząt tuczonych vs. pasących się (zwierzyny łownej). W mięsie zwierząt karmionych zbożami dominują kwasy tłuszczowe omega-6 o potencjalnie zapalnym działaniu (przy praktycznym braku omega-3), natomiast mięso zwierząt w 100% wypasanych i niedotuczanych przed ubojem (oraz zwierzyny łownej) zapewnia wysoki procent wysoce przeciwzapalnych kwasów tłuszczowych omega-3 (EPA/DHA). Dodatkowo, tłuszcze omega-3 wykazują dość znaczące właściwości przeciwnowotworowe. [6] [7] [8]

Jakość ma DUŻE znaczenie i musimy zacząć to traktować poważnie. Śmiertelnie poważnie.

Wbrew deklaracji WHO, inne badania wykazały brak istotnego powiązania pomiędzy dietami bogatymi w odżywcze tłuszcze zwierzęce a podwyższonym ryzykiem zachorowania na raka. [9],[10] Biorąc po uwagę sam tylko nowotwór okrężnicy, istnieje o wiele, wiele więcej (i lepiej zaprojektowanych) badań, które wykazują niewielką – o ile w ogóle jakąkolwiek –znaczącą korelację pomiędzy spożywaniem czerwonego mięsa a zachorowaniami na nowotwory, niż tych, które ją wykazują, a niektóre z nich wskazują wręcz na obniżenie ryzyka! [11] [12] [13] [14] [15] [16] [17] [18] [19] [20] [21] [22] [23] [24] [25]

Jeśli chodzi o dietę Paleo, to przynajmniej ta jej postać, którą ja osobiście polecam, oraz ta przyjęta przez The Paleo Way (na sposób paleo) opierają spożycie mięsa na dwóch bardzo wyraźnych rekomendacjach:

  • Czerwone mięso powinno pochodzić wyłącznie od wypasanych i niedotuczanych zwierząt. Żadnego mięsa ze zwierząt tuczonych ani przetworzonego przemysłowo!
  • Zasadniczo zalecam spożywanie mięsa/białka w umiarkowanej ilości – nie więcej niż około 1 grama na kilogram idealnej masy ciała (chodzi o oszacowanie swojej wagi przy szczupłej sylwetce, z pominięciem nadmiaru tkanki tłuszczowej) [z ang. LBM]

Nadmiar protein, niezależnie od ich źródła, jest potencjalnie szkodliwy ze względu na

  1. powodowanie nadmiernej aktywności szlaków sygnałowych kinazy mTOR odpowiadającej za proliferację (namnażanie) komórek [por. Dieta ketogeniczna z ograniczeniem kalorii]
  2. zwiększenie ilości IGF-1 [IGF-1, inaczej somatomedyna C to insulinopodobny czynnik wzrostu], który zwiększa niespecyficzną proliferację komórkową,
  3. nadmierną obecność glutaminy oraz
  4. nadmiar protein w stosunku do zapotrzebowania organizmu zostaje łatwo (w ok. 40%) przetworzony w cukier i wykorzystany jak cukier. A CUKIER (a nie czerwone mięso) jest podstawowym paliwem metabolicznym dla nowotworów.

Jeśli chodzi o korzyści płynące ze spożywania mięsa zwierząt karmionych wyłącznie naturalnie (w przeciwieństwie do mięsa z tuczarni), szczególny rodzaj tłuszczu, wychwalany ostatnio ze względu na działanie przeciwnowotworowe, jest obecny jedynie w tłuszczu zwierząt w pełni opasanych trawą. [26] [27] [28] [29] [30] Tak naprawdę CLA (conjugated linoleic acid – kwas rumenowy) może być jedną z najbardziej korzystnych i skutecznych substancji przeciwnowotworowych w naszej diecie. Ma jakąś wyjątkową zdolność (przy bardzo małych dawkach) blokowania wszystkich trzech stadiów raka: 1) inicjacji 2) wzrostu/promocji (namnażania) i 3) przerzutu. Większość „przeciwnowotworowych składników pokarmowych” jest na ogół pomocna tylko w jednym z tych trzech obszarów. Jak dotąd korzystne działanie naturalnego CLA pochodzącego z tłuszczu zwierzęcego stwierdzono w przypadku raka piersi, prostaty, okrężnicy i skóry. W badaniach przeprowadzonych na zwierzętach już półprocentowa zawartość CLA w diecie zmniejszała nasilenie nowotworu o ponad 50 procent. [31] Gdyby ta informacja nie była wystarczająco ekscytująca, istnieją bardziej bezpośrednie dowody, że CLA może zmniejszyć ryzyko nowotworu u ludzi. W fińskim badaniu u kobiet, w których diecie udział CLA był najwyższy, ryzyko zachorowań na raka piersi było o 60% mniejsze niż u badanych z grupy o najniższym poziomie CLA. Już samo przejście ze spożywania mięsa pochodzącego ze zwierząt karmionych zbożem na pastwiskowe od razu umieszcza kobiety w grupie najniższego ryzyka!

Dodatkowo, francuscy naukowcy zmierzyli poziom CLA w tkankach piersi 360 kobiet i odkryli, że kobiety z największą ilością CLA miały najniższy poziom ryzyka zachorowania na raka. A dokładniej, ryzyko raka piersi było u nich o 74% niższe niż u kobiet z najniższym wskaźnikiem CLA. W kolejnym badaniu ludzkie komórki raka piersi były inkubowane w tłuszczu mlecznym, bogatym w CLA, oraz w wyizolowanej formie CLA, bez obecności tłuszczu mlecznego. Rozrost komórek nowotworowych w środowisku tłuszczu mlecznego bogatego w CLA zmniejszył się o 90%, natomiast w środowisku wyizolowanego CLA – tylko o 60%. Kiedy komórki rakowe były inkubowane w tłuszczu omega-6, kwasie linolowym, najobficiej występującego w zbożach i w tkankach zwierząt zbożami karmionych, rozrost komórek rakowych zwiększył się o 25 procent! [33] W jeszcze innych badaniach w grupie kobiet z największą zawartością CLA w diecie częstotliwość zachorowalności na raka piersi była również o 60% niższa.[34]

Badania wykazały również zapobiegawcze właściwości [CLA] w przypadku raka piersi, a nawet raka okrężnicy. [35] [36] [37] [38] Dalej, CLA wykazuje silne właściwości przeciwzapalne. [39] Charakteryzująca CLA stabilność zdaje się utrzymywać nawet jeśli mięso jest gotowane. [40],[41] W jednym z badań wskazano: „spośród szerokiej gamy naturalnie występujących substancji, które wykazują właściwości przeciwnowotworowe w modelach doświadczalnych, niemal wszystkie są pochodzenia roślinnego. Kwas rumenowy jest wyjątkowy, ponieważ występuje produktach pochodzenia zwierzęcego, a jego przeciwnowotworowa skuteczność objawia się już w koncentracjach zbliżonych do poziomu jego spożycia u ludzi”. [42] CLA występuje również obficie w mięsie zwierzyny łownej. Wniosek z tego taki, że CLA naturalnie występujące w tłuszczu zwierzęcym zawsze odgrywało istotną rolę w naszej diecie i prawdopodobnie mogło być czynnikiem przyczyniającym się do praktycznie zerowej częstości występowania raka wśród populacji łowców-zbieraczy. I coś dla czytelników z Australii: jedno z badań wykazało niezwykle wysoki poziom CLA w mięsie (a to niespodzianka) kangurów. [44]

TYLKO CLA zawarte w tłuszczu zwierzyny łownej i w pełni pastwiskowych zwierząt ma rzeczywiste właściwości przeciwnowotworowe, o jakie nam chodzi. [45] Chociaż w sklepach ze zdrową żywnością można kupić syntetyczne CLA w kapsułkach, to różni się ono od CLA, jakie występuje wyłącznie w mięsach zwierząt karmionych naturalnie, i nie wykazuje tych samych korzystnych właściwości, a może się nawet okazać szkodliwe. Ale odbiegam od tematu…

Według badań z 2009 roku, przeprowadzonych przez Clemson University we współpracy z Departamentem Rolnictwa Stanów Zjednoczonych, mięso pochodzące od zwierząt wyłącznie wypasanych – poza zawartością CLA zwalczającego komórki rakowe – ma przewagę nad mięsem zwierząt karmionych zbożem i paszami przemysłowymi również z powodu [46]:

  • Większej zawartości beta-karotenu
  • Większej zawartości witaminy E (alfa-tokoferol)
  • Większej zawartości witamin z grupy B – tiaminy, ryboflawiny i B12
  • Większej zawartości wapnia, magnezu i potasu
  • Większej zawartości kwasów tłuszczowych omega-3 [47] [48] [49]
  • Korzystniejszej dla zdrowia proporcji zawartości kwasów tłuszczowych omega-6 (wywołujących stan zapalny) do przeciwzapalnych omega-3 (1,65 do 4,84)
  • Większej zawartości kwasu wakcenowego (TVA, który może być przekształcony w kwas linolowy, CLA),

a wszystkie te właściwości mogą stanowić pomoc w walce z rakiem bądź zapobieganiu mu.

Również jagnięcina i baranina pochodząca ze zwierząt karmionych wyłącznie pastwiskowo, w porównaniu do mięsa owiec karmionych paszą, zawiera dwukrotnie więcej luteiny (blisko związanej z beta-karotenem, lecz łatwiej przyswajalnej; uwaga: nie mylić z luteiną-progesteronem- przyp. tłum.), która wykazuje potencjalne właściwości zapobiegawcze zarówno w stosunku do raka piersi jak i okrężnicy i dodatkowo zmniejsza ryzyko wystąpienia zmian zwyrodnieniowych plamki żółtej – AMD. [50]

Zatem… w skrócie, deklaracja wygłoszona przez WHO nie zmieni moich rekomendacji. Pożywienie oparte na mięsie zwierząt w 100% karmionych naturalnie i niedotuczanych (nie tylko czerwone, tak przy okazji), spożywanym w umiarkowanych ilościach, oraz na dobrej jakości ekologicznych roślinach błonnikowych, było i będzie na mojej liście podstawowych zaleceń dla utrzymania optymalnego zdrowia.

~ Nora Gedgaudas, CNS, CNT, BCHN

Czerwone mięso ci NIE szkodzi. Za to niebiesko-zielone mięso, tak, TO ci zaszkodzi!

—Tommy Smothers, komik

 

Komentarz SOTT: Wiara w kłamstwa autorytetów jest o wiele gorsza dla twojego zdrowia niż czerwone mięso – lub tytoń, gdy już o tym mowa. Jeśli jednak nie chcesz ryzykować, zawsze możesz wybrać Standardową Amerykańską Dietę [SAD] zawierającą zboża, cukier, plastikowe oleje roślinne i leki na receptę i dać znać za 10 lat, jak się masz, jeśli wciąż będziesz wśród nas.

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: More red meat hysteria from the oh-so-trustworthy WHO (and idiot journalists)

Odnośniki

[1] Pan A, Sun Q, Bernstein A, et al. “Red Meat Consumption and Mortality: Results from two prospective cohort studies.” Arch Intern Med. 2012;172(7):555-563. doi:10.1001

[2] http://www.wcrf.org/sites/default/files/Colorectal-Cancer-2011-Report.pdf

[3] Brown GM, Cronk LB, Boag TJ:“The occurrence of cancer in an Eskimo.” Cancer.1952,5:142-143.

[4] Levine I: “Cancer among the American Indians and its bearing upon the ethnologicaI distribution of the disease.” J Cancer Res Clin Oncol 1910, 9:422-435

[5] Cordain L, Miller JB, Eaton SB, Mann N: “Macronutrient estimations in
hunter-gatherer diets.” Am J Clin Nutr 2000,72:1589-1592

[6] Rose, DP, Connolly JM, et al. “Influence of Diets Containing Eicosapentaenoic or Docasahexaenoic Acid on Growth and Metastasis of Breast Cancer Cells in Nude Mice.” Journal of the National Cancer Institute 1995. 87(8): 587-92.

[7] Tisdale, MJ. “Wasting in cancer.” J Nutr 1999. 129(1S Suppl): 243S-246S.

[8] Tashiro T, Yamamori H, et al. “n-3 versus n-6 polyunsaturated fatty acids in critical illness.” Nutrition 1998. 14(6): 551-3.

[9] Enig, M.G., R.J. Munn, and M. Keeney, “Dietary fat and cancer trends–a critique”. Fed Proc. 37:2215, (1978).

[10] Enstrom, J.E. “Colorectal Cancer and Consumption of Beef and Fat.” Br. J Cancer, 32:432, (1975).

[11] Thun MJ, Calle EE, Nambodiri MM, et al. Risk factors for fatal colon cancer in a large prospective study. J Natl Cancer Inst 1992;84:1491–500.

[12] Hirayama T. “Lifestyle and mortality: a large-scale census-based study in Japan.” Basel, Switzerland: Karger, 1990.

[13] Heilbrun LK, Normura A, Hankin JH, Stemmerman GN. “Diet and colorectal cancer with special reference to fiber intake.” Int J Cancer 1989;44:1–9.

[14] Goldbohm RA, van den Brandt PA, van’t Veer P, et al. “A prospective cohort study on the relation between meat consumption and the risk of colon cancer.” Cancer Res 1994;54:718–23.

[15] Knekt P, Steineck G, Järvinen R, Hakulinen T, Aromaa A. “Intake of fried meat and risk of cancer: a follow-up study in Finland.” Int J Cancer 1994;59:756–60.

[16] Gaard M, Tretli S, Loken EB. “Dietary factors and risk of colon cancer: a prospective study of 50,535 young Norwegian men and women.” Eur J Cancer Prev 1996;5:445–54.

[17] Hsing AW, McLaughlin JK, Chow WH, et al “Risk factors for colorectal cancer in a prospective study among US white men.” Int J Cancer.” 1998;77:549–54.

[18] Jansen MCJF, Bueno-de-Mesquita HB, Buzina R, et al “Dietary fiber and plant foods in relation to colorectal cancer mortality: the Seven Countries Study.” Int J Cancer 1999;81:174–9.

[19] Flood A, Velie EM, Sinha R, et al. “Meat, fat and their subtypes as risk factors for colorectal cancer in a prospective cohort of women.” Am J Epidemiol 2003;158:59–68.

[20] Kojima M, Wakai K, Tamakoshi K, et al. “Diet and colorectal cancer mortality: results from the Japan Collaborative Cohort Study.” Nutr Cancer 2004;50:23–32.

[21] Chao A, Thun MJ, Connell CJ, et al. “Meat consumption and risk of colorectal cancer.” JAMA 2005;293:172–82.

[22] Sato Y, Nakaya N, Kuriyama S, Nishino Y, Tsubono Y, Tsuji I. “Meat consumption and risk of colorectal cancer in Japan: the Miyagi Cohort Study.” Eur J Cancer Prev 2006;15:211–8.

[23] Key TJ, Fraser GE, Thorogood M, et al. “Mortality in vegetarians and non-vegetarians: a collaborative analysis of 8300 deaths among 76,000 men and women in five prospective studies.” Public Health Nutr 1998;1:33–41.

[24] Phillips RL, Snowdon DA. “Dietary relationships with fatal colorectal cancer among Seventh-Day Adventists.” J Natl Cancer Inst 1985;74:307–17.

[25] Wei EK, Giovanucci E, Wu K, et al. “Comparison of risk factors for colon and rectal cancer.” Int J Cancer 2004;108:433–42.

[26] Dhiman, T. R., G. R. Anand, et al. (1999). “Conjugated linoleic acid content of milk from cows fed different diets.” J Dairy Sci 82(10): 2146-56.

[27] Pariza MW, Hargraves WA. “A beef-derived mutagenesis modulator inhibits initiation of mouse epidermal tumors by 7,12-dimethylbenz[a]anthracene.” Carcinogenesis 1985;6:591–3.

[28] Ip, C., J. A. Scimeca, et al. (1994). “Conjugated linoleic acid. A powerful anticarcinogen from animal fat sources.” Cancer 74(3 Suppl): 1050-4.

[29] Białek A, Tokarz A. “[Conjugated linoleic acid as a potential protective factor in prevention of breast cancer].” Postepy Hig Med Dosw (Online). 2013 Jan 11;67:6-14.

[30] Heinze VM, Actis AB. “Dietary conjugated linoleic acid and long-chain n-3 fatty acids in mammary and prostate cancer protection: a review.” Int J Food Sci Nutr. 2012 Feb;63(1):66-78. doi: 10.3109/09637486.2011.598849. Epub 2011 Jul 15.

[31] Daley CA, Abbott A, Doyle P, et al. “A literature Review of the Value-Added Nutrients Found in Grass-Fed Beef Products.” Nutrition Journal, June 2006

[32] A. Aro et al, Kuopio University, Finland; Bougnoux, P, Lavillonniere F, Riboli E. “Inverse relation between CLA in adipose breast tissue and risk of breast cancer. A case-control study in France.” Inform 10;5:S43, 1999

[33] Donnelley C, Olsen AM, Lewis LD. “Conjugated Linoleic Acid (CLA) inhibits expression of the Spot 14 (THRSP) and fatty acid synthase genes and impairs the growth of human breast cancer and liposarcoma cells.” Nutr Cancer. 2009; 61(1): 114–122. doi:  10.1080/01635580802348666

[34] Aro, A., S. Mannisto, I. Salminen, M. L. Ovaskainen, V. Kataja, and M. Uusitupa. “Inverse Association between Dietary and Serum Conjugated Linoleic Acid and Risk of Breast Cancer in Postmenopausal Women.” s 38, no. 2 (2000): 151-7.)

[35] Ip C, Dong Y, Ip MM, et al. “Conjugated linoleic acid isomers and mammary cancer prevention.” Nutr Cancer 2002;43:52–8.

[36] Masso-Welch PA, Zangani D, Ip C, et al. “Inhibition of angiogenesis by the cancer chemopreventive agent conjugated linoleic acid.” Cancer Res 2002;62:4383–9.

[37] Kemp MQ, Jeffy BD, Romagnolo DF. “Conjugated linoleic acid inhibits cell proliferation through a p53-dependent mechanism: effects on the expression of G1-restriction points in breast and colon cancer cells.” J Nutr 2003;133:3670–7.

[38] Aro, A., S. Mannisto, I. Salminen, M. L. Ovaskainen, V. Kataja, and M. Uusitupa. “Inverse Association between Dietary and Serum Conjugated Linoleic Acid and Risk of Breast Cancer in Postmenopausal Women.” s 38, no. 2 (2000): 151-7.)

[39] Yu Y, Correll PH, Vanden Heuvel JP.  “Conjugated linoleic acid decreasesproduction of pro-inflammatory products in macrophages: evidence for a PPARγ-dependent mechanism. Biochimica et Buiohysica Acta 2002. 1581:89-99.

[40] Ha YL, Grimm NK, Pariza MW. “Anticarcinogens from fried ground beef: heat altered derivatives of linoleic acid.” Carcinogenesis 1987;8:1881–7.

[41] Lin Yang, Ying Cao, Zhen-Yu Chen; Cao; Chen (2004). “Stability of conjugated linoleic acid isomers in egg yolk lipids during frying”. Food Chemistry (Elsevier) 86 (4): 531–535. doi:10.1016/j.foodchem.2003.09.006

[42] Ip, C., J. A. Scimeca, et al. (1994). “Conjugated linoleic acid. A powerful anticarcinogen from animal fat sources.” Cancer 74(3 Suppl): 1050-4.

[43] Cordain et al, “A Detailed Fatty Acid Analysis of Selected Tissues in Elk, Mule Deer, and Antelope.” Food Composition 670.1-670.6

[44] “Kangaroo meat – health secret revealed” (Press release). Commonwealth Scientific and Industrial Research Organisation (CSIRO). 2004-04-23.

[45] Information gleaned from abstracts presented at the 91st American Oil Chemists Society April 25-28, 2000 annual meeting. Special supplement to Inform, vol 11, no 5, 2000

[46] Duckett SK, Neel JPS, Fontenot JP and Clapham WM. “Effects of winter stocker growth rate and finishing systems on: III. Tissue proximate, fatty acid, vitamin, and cholesterol content.” Journal of Animal Science 2009. 87: 9:2961-2970. Doi: 110.2527/jas.2009-1850

[47] Rose, D. P., J. M. Connolly, et al. (1995). “Influence of Diets Containing Eicosapentaenoic or Docasahexaenoic Acid on Growth and Metastasis of Breast Cancer Cells in Nude Mice.” Journal of the National Cancer Institute 87(8): 587-92.

[48] Tisdale, M. J. (1999). “Wasting in cancer.” J Nutr 129(1S Suppl): 243S-246S.

[49] Tashiro, T., H. Yamamori, et al. (1998). “n-3 versus n-6 polyunsaturated fatty acids in critical illness.” Nutrition 14(6): 551-3.

[50] Kruggel, W.G., “Influence of sex and diet on lutein in lamb fat.” J of Animal Science 54: 970-975, 1982.

Advertisements

28 komentarzy »

  1. „Zasadniczo zalecam spożywanie mięsa/białka w umiarkowanej ilości – nie więcej niż około 1 grama na kilogram idealnej masy ciała (chodzi o oszacowanie swojej wagi przy szczupłej sylwetce, z pominięciem nadmiaru tkanki tłuszczowej)”

    Mięso nie jest synonimem białka. Mięso poza białkiem składa się z tłuszczów i wody. Zawartość białka w mięsie waha się mniej więcej od 15 do 27% w zależności od gatunku, jak i zawartości tłuszczu. Czyli jeśli zaleca się jedzenie nie więcej niż gram białka na kilogram ciała, przeliczamy to na 4-6 g mięsa na kilogram ciała, co np. w moim przypadku stanowi 360-540 g. mięsa dziennie, co nawet przy braku innych pokarmów jest zdecydowanie wystarczające. Znaczy nie jest to żadne ograniczenie, o ile człowiek nie stara w siebie wmusić więcej.

    Komentarz - autor: Michał Wolski — 3 Listopad 2015 @ 12:11

  2. To jeszcze jeden przykład wiary. W co mamy wierzyć i czemu się podporządkować. W tym podporządkowaniu nie są brane i nie będą brane cechy rozwojowe. Np. intuicja… toż to krowa potrafi się sama leczyć, pies trawę zeżre a człowieki tyko wierzą (także w znachorów)… No właśnie czy my mamy jakieś prawdziwe potrzeby? Widocznie nie mamy bo wciska nam się bajki a my to łykamy.

    Komentarz - autor: The son of the Sun — 3 Listopad 2015 @ 12:46

  3. Czy autor tego tekstu widział kiedyś jakąkolwiek reklamę leków na wątrobę? Bo we wszystkich jest mięso.
    Czy oglądał niezależne artykuły / filmy dokumentalne? Czy może źródła pochodzą od autorów współpracujących z koncernami farmaceutycznymi?
    Czy nie wie, że jedzenie mięsa jest głównym powodem chorób cywilizacyjnych?
    Dlaczego szerzycie propagandę?
    Mamy XXI wiek do jasnej cholery, zachowujmy się jak przystało na ludzi cywilizowanych.

    Uprzemysłowienie produkcji mięsa sprawiło, że przemysł spożywczy i farmaceutyczny produkują około 20 razy więcej dochodu niż cały przemysł naftowy na świecie razem wzięty. Dlatego wspierają siebie nawzajem – jeden potrzebuje drugiego
    Weźcie pod uwagę fakt, że każdy pacjent z nowotworem w USA daje zarobić korporacjom farmaceutycznym około 250.000 dolarów (!)! Chyba rozumiecie, że ta dezinformacja jest celowa i korporacje te chcą, żebyście chorowali, aby potem udawać, że was leczą.

    Corocznie wykorzystujemy 60 miliardów zwierząt hodowanych pozyskując mięso, mleko i jaja, z 60 miliardów zwierząt hodowlanych, aż 40 miliardów przetrzymuje się w systemach przemysłowych, jeżeli kupujesz mięso z supermarketów to jesz mięso z hodowli przemysłowych. Żadne z takich zwierząt nie jest odpowiednio odżywiana. Liczy się bowiem ilość, a nie jakość. Kurczaki żyją krótką, są tak szybko tuczone, że nie potrafią utrzymać własnej wagi ciała – to dlatego faszeruje się je antybiotykami.

    Dobrze również wiedzieć, że masowa produkcja mięsa wymaga ogromnych nakładów energii i generuje wiele substancji szkodliwych dla środowiska oraz dla ludzi. Światowe rolnictwo emituje prawie 20% gazów cieplarnianych. Z produkcji zwierzęcej pochodzi aż 64% emisji amoniaku i podtlenku azotu oraz 37% emisji metanu, który jest 23-krotnie bardziej szkodliwy niż dwutlenek węgla.

    Komentarz - autor: UmrzyjZiemniaku — 3 Listopad 2015 @ 20:24

  4. Przy okazji warto zatem zapytać, czy i gdzie zaopatrujecie się w mięso wypasanych zwierząt ?

    Komentarz - autor: Art — 4 Listopad 2015 @ 04:44

  5. Widzę, że w komentarzach obowiązuje cenzura, kiedy się nie zgadzasz, zamilcz?

    Komentarz - autor: UmrzyjZiemniaku — 4 Listopad 2015 @ 13:01

  6. A nie pomyśleliście, że to może być działanie depopulacyjne ze strony WHO? Ogłaszają, że mięso jest niezdrowe, wiedząc, że wszystkie „niezależne media” okrzykną to kłamstwem i zachęcą ludzi do jedzenia mięsa i w ten prosty sposób wykończą cała populację „niezależnych” 😀

    Komentarz - autor: mydło — 4 Listopad 2015 @ 14:06

  7. Okropnie głupi ten argument – gdy WHO orzekło 15 lat temu, że sól jednak nie jest niezdrowa, nie widziałem histerii i ograniczania spożycia soli wśród „niezależnych”. Niezależnym zwisa i powiewa co twierdzi WHO…

    Komentarz - autor: Michał Wolski — 4 Listopad 2015 @ 18:31

  8. Człowiek jako gatunek wyewoluował na sawannach i wybrzeżach wschodniej Afryki jako 1. łowca 2. „przeszukiwacz” wybrzeży
    Jako łowca początkowo polował metodą stosowaną jeszcze w latach 80 XX w przez kilka grup buszmenów: polowanie przez zabieganie zwierząt kopytnych – powoli ale niestrudzenie biegnąc truchtem po śladach antylopy, ta widząc pościg łowców rusza do panicznej ucieczki, ale z dużą prędkością może biec tylko kilkaset metrów, potem przystaje, a łowcy co prawda powoli ale w upale dnia biegną nieustannie, aż nadchodzi moment w którym doganiają padłą ze zmęczenia antylopę. Człowiek ma bardzo dobry mechanizm chłodzenia organizmu.
    Jako poszukiwacz na wybrzeżach człowiek zbierał małże i łowił ryby.
    Obydwa pierwotne sposoby bytowania dostarczały dużych ilości białka, które było niezbędnym budulcem dla szybko rosnących mózgów naszych praprzodków. Z życia na sawannie pozostały nam choćby: zdolność do przejścia bosymi stopami po rozżarzonych węglach (standardowy numer różnych warsztatów „neoszamańskich”) – busz często płonie. Po takim pożarze warto było przejść po jeszcze niedogaszonym pogorzelisku – bo może jakaś antylopa nie zdążyła uciec i gotowe pieczyste.
    Z życia na wybrzeżach pozostało to, że człowiek jest bardzo wrażliwy na niedobór jodu

    Komentarz - autor: Karbon — 4 Listopad 2015 @ 19:02

  9. „Czerwone mięso powinno pochodzić wyłącznie od wypasanych i niedotuczanych zwierząt. Żadnego mięsa ze zwierząt tuczonych ani przetworzonego przemysłowo! ”

    Trudno mi jest się zgodzić z tak zero jedynkowym postawieniem sprawy. Choć staram się zrozumieć kontekst. W USA, skąd Gedgaudas pisze te słowa, mięso o dowolnej jakości ląduje na talerzu następnego dnia po zamówieniu.
    Czego nie można powiedzieć o Polsce w szczególności.

    Jakość mięsa ma znaczenie, ale to nie oznacza, że przy braku możliwości zakupu mięsa zwierząt pasionych trawą, mięso tych żywionych ziarnem pozostaje bez wartości. Szczególnie, gdy zbadamy alternatywę, a coś jeść przecież trzeba.

    Ponadto, proporcje SAFA do MUFA i PUFA ulegają zmianie bardzo nieznacznie. Fakt, zmienia się zawartość poszczególnych kwasów tłuszczowym i wspomnianego CLA w mięsie karmionych ziarnem jest 2-3 razy mniej, ale nie zero!

    Zmierzam do tego, że przy braku możliwości zakupu tego, co by się chciało, pozostaje wciąż nie najgorsza alternatywa, a skutki powstałe z różnic w proporcji składników odżywczych, można starać się eliminować w inny sposób, na przykład suplementacją i inną żywnością.

    Na koniec wreszcie, skoro Gedgaudas sama podkreśla, że korelacja to nie związek przyczynowo skutkowy, to nie można jednocześnie twierdzić (i takie stwierdzenie nie pada notabene), że PRZYCZYNĄ zwiększonych przypadków raka jest akurat mięso zwierząt żywionych ziarnem. Jest korelacja, ale o przyczynie nic nie wiemy, bo musiałyby zostać przeprowadzone badania, gdzie jedyną zmienną, którą się manipuluje, jest właśnie rodzaj mięsa.
    Przypuszczam, że czynników jest wiele. Ten kto je mięso ( ma dostęp) zwierząt pasionych trawą, jest na ogół bardziej świadomy, a więc eliminuje również inne czynniki ryzyka.

    Moja konkluzja: w danych warunkach nie przejmować się brakiem „idealnego” rozwiązania, tylko zrobić tyle, ile można.

    Komentarz - autor: Art — 4 Listopad 2015 @ 19:05

  10. @Art
    Może Gedgaudas miała na myśli zwierzęta pasione przemysłową karmą opartą o zboża GMO (kukurydza i soja)? Tu badania były. Mam na myśli badania ekipy Seraliniego, te obrazowane zdjęciami guzów, powstających po trzech miesiącach skarmiania zwierząt laboratoryjnych taką paszą, gdzie standardowe badanie bezpieczeństwa zbóż GMO wykonywane przez producentów/właścicieli patentów/naukowców przez nich opłaconych nie przekracza tego okresu (przypadek? 🙂 ).
    Na szczęście w Polsce nie jest to jeszcze powszechne – udział w rynku mięsa farm przemysłowych wykupionych przez „postępowe korporacje” nie jest tak wielki jak za Wielką Kałużą, więc i surowe (!) mięso jest raczej bardziej bezpieczne.

    Komentarz - autor: Magia — 4 Listopad 2015 @ 19:45

  11. @ Magia

    No właśnie. GMO. Czynnik, którego nie brałem pod uwagę, zakładając, że w Polsce ryzyko jest minimalne. Ale może się mylimy… Rzecz jasna – mięso surowe. Na szczęście polski boczek to nie jakiś tam „bacon”, „cured” – w dodatku 😉

    Uogólniając, sposób przyrządzenia ma znaczenie i znaczenie ma etap w łańcuchu pokarmowym. Wolę zjeść mięso zwierza karmionego ziarnem, niż samo ziarno. Część trucizny zwierz bohatersko weźmie na siebie, przetworzy i wyeliminuje 😉
    To samo zresztą, a nawet bardziej – dotyczy jaj. Jajo, zakładam, to część metabolicznie najbardziej chroniona, gdzie są najmniejsze odstępstwa od „normy”. Z drugiej strony nikt chyba nie wierzy, że kura z „wolnego wybiegu” skubie sobie to, co matka natura dała. Raczej to, co dał ojciec gospodarz 😉

    Komentarz - autor: Art — 4 Listopad 2015 @ 20:36

  12. Warto przeczytać „raport” o polskiej wieprzowinie. W cudzysłowie, bo sporządzony przez zainteresowanych.
    Charakterystyczne jest powtarzanie dogmatu o „złym” tłuszczu nasyconym i „dobrym” wielonienasyconym.
    Gorzej, że to się przekłada na konkretne działania.

    Zdanie:

    „Tkanka tłuszczowa świń żywionych dietą bez dodatku olejów zawiera znacznie
    więcej kwasów tłuszczowych z grupy SFA (30 – 47%) niż PUFA (6 – 25%),
    (Lizardo i in., 2002).”

    niedwuznacznie sugeruje, że świnie są bezczelnie karmione olejami, stąd stosunek PUFA/SAFA wzrósł z 0,2 do 0,25.
    No przecież trzeba się wykazać walką o zdrowie….

    Nic to, przeżyjemy i to 😉

    http://polskie-mieso.pl/wartosc-wieprzowiny.pdf

    Komentarz - autor: Art — 4 Listopad 2015 @ 21:45

  13. @Art
    „Na szczęście polski boczek to nie jakiś tam „bacon”, „cured” – w dodatku 😉 ”
    Na szczęście. Ale ja i tak kupuję boczek surowy na lokalnym bazarku od „Pani Mięsko” i sama go piekę, szprycując wcześniej ziołami. Ostatnio poprosiłam „Panią Mięsko” o kurze nóżki i giczki cielęce. „Pani Mięsko” wybałuszyła oczy i rzekła: przecież tego nikt nie chce kupować, bo to odpady! Ja kupiłam w następnym tygodniu. Ugotowany na nich rosół był aż lepki. Pyszota! 😀

    Za „raport” dziękuję. Bardzo zabawny. 🙂

    Komentarz - autor: Magia — 4 Listopad 2015 @ 22:48

  14. @ Magia

    No ja też kupuję surowy i też piekę, szprycując przyprawami.
    A samo mięso, w sensie jakości, karmienia, itp – uznałem za czynnik ode mnie niezależny i sobie nim głowy nie zaprzątam.
    Staram się przeciwdziałać ewentualnym, negatywnym skutkom, czyli jak nie mam wpływu na poziom PUFA’s w mięsie, to już staram się nie dodawać zbyt dużo w czym innym, np w orzechach.
    Sumarycznie nie schodzę niestety poniżej 5% enrgii z PUFA’s, ale znów zakładam ( oby słusznie), że to jest jeszcze „faza plateau”. SAD to minimum 9% PUFA’s….

    Komentarz - autor: Art — 4 Listopad 2015 @ 23:02

  15. Odnośnie przeciwdziałania tym negatywnym skutkom: jeszcze bardzo ważne oczywiście, to odpowiedni poziom i balans A/D/K2 i E, cynku i miedzi.

    Komentarz - autor: Art — 4 Listopad 2015 @ 23:06

  16. @Art
    „A samo mięso, w sensie jakości, karmienia, itp – uznałem za czynnik ode mnie niezależny i sobie nim głowy nie zaprzątam.”

    Też tak robię. Kupuję u jednego dostawcy (jw) – u którego karmienie wygląda tak: latem wypas, zimą siano i zboże. Resztę kompensuję też tak jak Ty. Jestem też dziwacznym klientem, ba zawsze „wrzeszczę” o tłusty boczek, tłusty schab karkowy, tłuste żeberka, itd. 🙂 Ludzie patrzą się na mnie jak na dziwoląga, bo przecież „eksperci mówią, że trza kupować chude”. 😀

    PUFA/SAFA nie zaprzątam sobie głowy. Co pół roku robię pełne badania morfologiczne i jak na razie wszystko jest OK. Jako ciekawostkę podam, że poziom glukozy po śniadaniu pt. 2 jajka na miękko, kilka plasterków boczku + zielona kawa mam między 76-86 mg/dL. Alopatyczne osiołki chciały mnie już zacząć leczyć na hipoglikemię. 😀

    Komentarz - autor: Magia — 5 Listopad 2015 @ 01:12

  17. @UmrzyjZiemniaku

    Widzę, że w komentarzach obowiązuje cenzura, kiedy się nie zgadzasz, zamilcz?

    Źle widzisz i wyciągasz wnioski z błędnych, pochopnie przyjętych założeń. Może to wynik rozbuchanego egocentryzmu?

    A co do poprzedniego Twojego komentarza, polecam:
    1. Zapoznanie się ze stroną internetową autorki (nie autora!), jej wykształceniem, doświadczeniem, a może i podanymi pod artykułem źródłami
    2. Przeczytanie artykułu ze zrozumieniem
    3. Poćwiczenie cywilizowanych wypowiedzi – niekoniecznie tutaj, choć tutaj niewątpliwie możesz znaleźć dobre przykłady, które mogą być pomocne
    4. Zapoznanie się z książką Nory Gedgaudas „Pierwotne ciało, pierwotny umysł”, która została wydana po polsku. Tylko uważaj, bo są istotne błędy w tłumaczeniu, o których trochę jest tutaj i w następnych komentarzach. Więc może warto poczekać na II wydanie.
    5. W jasnym myśleniu może pomóc trochę dobrego mięska, najlepiej tłustego. 🙂

    Komentarz - autor: iza — 5 Listopad 2015 @ 04:21

  18. Polscy producenci pasz dla trzody chlewnej i krów dodają do niej niestety również soję sprowadzaną z Brazylii. Pasza dla ptactwa hodowlanego to głównie przetworzona kukurydza, na szczęście uprawiana w Polsce.

    Komentarz - autor: Kate — 5 Listopad 2015 @ 11:35

  19. @Umrzyj ziemniaku

    Przezabawny cytat:

    „Uprzemysłowienie produkcji mięsa sprawiło, że przemysł spożywczy i farmaceutyczny produkują około 20 razy więcej dochodu niż cały przemysł naftowy na świecie razem wzięty.”

    Aż mi się nie chce komentować, bo chyba każdy widzi tą manipulację w żywe oczy. Ktoś kto pisze w ten sposób nie szuka prawdy, tylko próbuje przekonać innych do swoich bezpodstawnych przekonań.

    Ja bym się pokusił o inne porównanie – przemysł zalesiania nieużytków i produkcji broni, generują około 123 razy więcej zysku niż cały przemysł naftowy. Z tego wniosek się sam nasuwa – lasy są złe.

    Komentarz - autor: Michał Wolski — 5 Listopad 2015 @ 12:16

  20. Przemysł zalesiania nieużytków i produkcji broni, generują około 123 razy więcej zysku niż cały przemysł naftowy. Z tego wniosek się sam nasuwa – lasy są złe.

    Śliczne 🙂

    A tu podsumowanie z recenzji książki Nory, autorstwa p. Żanety Zielonki, absolwentki Śląskiego Uniwersytetu Medycznego w Katowicach o specjalności dietetyka kliniczna:

    Podsumowując, książka Pierwotne Ciało Pierwotny Umysł Nory Gedgaudas jest lekturą bardzo kontrowersyjną. Autorka podważa większość tematów związanych z dietetyką. Znaczna część tego, czego studenci są uczeni na studiach jest nieprawdą. Wszystkie opinie zawarte w książce przez autorkę są podparte jednak badaniami naukowymi i wypowiedziami lekarzy. Tutaj przytoczę chociażby wypowiedź o wystrzeganiu się węglowodanów i suchych nasion roślin strączkowych jako zapobieganiu otyłości, hipercholesterolemii i nietolerancji glutenu. Owszem jest w tym dużo racji, ale w tym przypadku skąd czerpać witaminy z grupy B czy błonnik pokarmowy? Ponadto jak sprawić, żeby białko nie zostało wykorzystane na potrzeby energetyczne skoro w diecie jest niewystarczająca ilość węglowodanów? A jak wiadomo, żeby białko zostało całkowicie strawione i przyswojone przez organizm powinno mieć dowóz ze strony tłuszczów i węglowodanów. Niestety nie da się stworzyć czegoś idealnego. Jedynym ratunkiem, aby przetrwać w otaczającym nas świecie jest wybieranie mniejszego zła i podchodzenie do psychologii jedzenia z lekkim dystansem, zachowując przy tym zasady racjonalnego odżywiania i włączając codzienną aktywność fizyczną.

    Trzeba chyba było porządnej gimnastyki, żeby od stwierdzenia, że autorka książki „podważa”, ale nie gołosłownie, i że studia medyczne w wielu kwestiach uczą błędnych przekonań, przejść do używania niedookreślonych terminów, takich jak „niewystarczająca”, „racjonalne” i argumentu nie do zbicia „jak wiadomo”.

    Komentarz - autor: iza — 5 Listopad 2015 @ 13:09

  21. Skąd czerpać witaminy grupy B? Czyżby wiedza, że mięsa są ich najlepszym źródłem była wiedzą tajemną? 🙂
    I jak dostarczyć energii, skoro węglowodany odpadają? No tłuszcze się nie nadają – są zbyt mało kaloryczne.
    No i najważniejsze – skąd wziąć błonnik pokarmowy… Dopóki człowiek wierzy, że ma taką potrzebę, może piec swoje mięso bez odpakowywania z papieru.

    Komentarz - autor: Michał Wolski — 5 Listopad 2015 @ 13:28

  22. /Jedynym ratunkiem, aby przetrwać w otaczającym nas świecie jest wybieranie mniejszego zła i podchodzenie do psychologii jedzenia z lekkim dystansem, zachowując przy tym zasady racjonalnego odżywiania i włączając codzienną aktywność fizyczną./

    Ależ zgadzam się z „panem dietetykiem” w 100%.
    Po uzgodnieniu wszakże, co oznacza termin „racjonalne odżywianie”.

    Czy z kolei „pan dietetyk” zgodzi się, że na przykład skład mleka matki jest optymalnym pożywieniem dla niemowlaka ?
    A czy „pan dietetyk” zna jego skład?
    Po odliczeniu oligosacharydów, które nietrawione zamienią się w procesie fermentacji na krótko-łańcuchowe kwasy tłuszczowe, zwiększając jeszcze pulę tłuszczów w systemie, mamy: B/W/T – 7/39/54

    Czyli niemowlę otrzymuje 39% energii z węglowodanów, a jego mózg pobiera 74% energii w ogóle.
    I tylko 7% białka, rosnąc „jak na drożdżach” !
    Z kolei mózg „pana dietetyka”, osobnika niewątpliwie dorosłego, nawet w stanie maksymalnego zatroskania tłuszczowym żywieniem, pobiera ok. 24% energii. Pozostaje więc pytanie: ile węglowodanów potrzebuje „pan dietetyk”, po przeprowadzeniu naukowego procesu myślowego, zwanego „adjusting” ? 😉

    Ale… rzecz jest jednak dużo bardziej skomplikowana.
    Niemal każdy z nas jest/był metabolicznie chory. Ma więc pewne parametry wyjściowe/warunki brzegowe.
    Dieta powinna być dostosowana do jego konkretnego, N=1 przypadku. A to dość szeroki jednak przedział…

    Co do węglowodanów, osobiście nie jestem ortodoksem. Raczej przychylam się ku stanowisku tych, że to kwestia indywidualna, zależna miedzy innymi właśnie od „warunków brzegowych”.
    Ktoś może się czuć dobrze na niemal „zero carbs”, a ktoś inny będzie potrzebował ich więcej. Jeszcze inny będzie się czuł doskonale na zmianę wchodząc i wychodząc okresowo ze stanu ketozy. Jeszcze inny – permanentnie na jej granicy na przykład.
    W końcu po cholerę zamieniać białko na glukozę? Pod warunkiem wszakże, że rzeczywiście się zamienia i że te węglowodany nie narobią szkód już w przewodzie pokarmowym, co znów jest uzależnione od „stanu osobnika”. Itd, itp…

    Zmiennych są setki, jeśli nie tysiące. W moim przekonaniu „dochodzenie do prawdy”, to brak wiary komukolwiek i nieustanny proces dostosowywania i poszukiwania optimum w swoim przypadku. Odżywianie zależny od stopnia infekcji, wieku, aktywności fizycznej, dyspozycji dnia, warunków genetycznych, itp.

    A prawda leży – tam gdzie leży 😉

    Komentarz - autor: Art — 5 Listopad 2015 @ 14:17

  23. @ Art
    Biologicznie fizycznie i umysłowo zależymy do świata Natury. Pytanie jest po co dieta?
    Jak funkcjonuje mózg? My doprowadzamy tylko do spełnienia podstawowych potrzeb nie potrafimy zdobyć się na wysiłek percepcji i dlatego żadnych wyższych pragnień nie posiadamy.
    Do najmłodszych lat na to wszystko co było mi narzucane pytałem się dlaczego?. Na pytanie o prawdę tego czego nie ma w ogólnie dostępnym mainstreamie wiem, że można uzyskać odpowiedz.
    Tylko ze my nie zaczęliśmy się pytać a uważamy się za profesorów.
    pozdrawiam

    Komentarz - autor: The son of the Sun — 6 Listopad 2015 @ 11:36

  24. @ The son of the Sun

    „Biologicznie fizycznie i umysłowo zależymy do świata Natury.”

    Tak, ale problem jest w definicjach. Przecież oficjalnie „umysł” – to wyłącznie mózg, czy raczej jego funkcje.

    „Pytanie jest po co dieta?”

    1. Jako środek do celu.
    2. Jednym z celów może być uświadamianie innym środka do ich celów. W ramach ogólnie pojętego – „odkłamywania rzeczywistości”. Co już jest celem samym w sobie.

    Komentarz - autor: Art — 6 Listopad 2015 @ 16:02

  25. >Tak, ale problem jest w definicjach. Przecież oficjalnie „umysł” – to wyłącznie mózg, czy raczej jego funkcje.

    Problem w tym że nie używamy wszystkich funkcji. I tylko za pomocą nich można dostać odpowiedz, pomoc, ochronę.
    Jeżeli chodzi o definicje to nic nie wiemy o energiach (a to jest temat który wszystko wiąże ) i nie ma zbyt wielu słów w języku ludzkim bo uważamy, że żyjemy na planie materialny i
    nie wyczuwamy wszystkich tych subtelności.

    > Jako środek do celu.
    >Jednym z celów może być uświadamianie innym środka do ich celów. W ramach ogólnie pojętego – „odkłamywania rzeczywistości”. Co już jest celem samym w sobie.

    Z przyjemnością się to czyta. Dobrze ze napisałeś „W ramach ogólnie pojętego – „odkłamywania rzeczywistości” bo jeszcze jest ta druga strona ograniczająca.

    pozdrawiam

    Komentarz - autor: The son of the Sun — 6 Listopad 2015 @ 23:16

  26. Pod wieloma względami jesteśmy podobni do siebie, jednak pod innymi tak bardzo się różnimy, że w tym tak bardzo zanieczyszczonym świecie, niemożliwym jest stworzenie jedynego słusznego mechanizmu odżywiania dla wszystkich. Trafiłeś w samo sedno Art z „warunkami brzegowymi” i „sposobem dochodzenia do prawdy” nie tylko w kwestiach żywieniowych. Dojście do prawdy, która „leży tam gdzie leży” to indywidualna droga, na której wsparcie i doświadczenie innych, winno być traktowane jako pomocne wskazówki, a nie kalka dla własnej drogi. Przyjemnie się czyta takie wyważone stanowisko:)

    Komentarz - autor: Ram — 7 Listopad 2015 @ 12:35

  27. @Art

    „Przy okazji warto zatem zapytać, czy i gdzie zaopatrujecie się w mięso wypasanych zwierząt ?”

    Chodzi mi po głowie i nie daje mi spokoju pewna myśl – dziczyzna. W moim małym mieście otworzyli właśnie sklepik z dziczyzną, który pozwoliłem sobie odwiedzić. Jest drogo, nawet bardzo drogo, ale na spokojnie. Zakładając, że na diecie ketogenicznej spożywa się względnie mało mięsa, można jak sądzę powalczyć. Dla człeka o wadze powiedzmy 80kg i średnim niewielkim otłuszczeniu 20% masy ciała, zapotrzebowanie dzienne na białko wynosi jakieś 60g. Zakładając, że w dziennej diecie znajdzie się po pięć żółtek (liczę każde po 4g białka), pozostaje już tylko 40g. Ile to jest 40g białka w przeliczeniu na kilo mięsa? To 0,2kg. Wynika z tego, że 1kg dziczyzny starczy na pięć CAŁODNIOWYCH posiłków! Można jeszcze, a może nawet trzeba, włączyć do diety ryby i wątróbkę, wyjdzie jeszcze mniej gramów białka z dziczyzny, ale zakładając jednak ten poziom 40g i cenę około 50zł za kilo, w ciągu miesiąca powinniśmy wydać na dziczyznę jakieś 300zł. Dużo to i mało, wychodzi dziennie 10zł na mięso, plus wspomniane 5 jajek za powiedzmy 4zł (prawdziwych jaj wiejskich od pani na straganie) i 1zł za 100g słoniny. W sumie 15zł dziennie za te w cudzysłowiu „śniadanie, obiad i kolację” to wcale nie taka tragedia. W tym szaleństwie jest metoda? Podzielę się z wami przy okazji moim ostatnim odkryciem sposobu na wchłanianie tłuszczu, nie uwierzycie w jakich wspaniałych proporcjach łączy się mielone mięso z mieloną słoniną i jak wysoką zjadliwość osiąga upieczony z nich klops 😛 Jeszcze eksperymentuję trochę z proporcjami i dodatkami, ale już wiem na pewno, że warto rozwijać ten kierunek. Prosto, łatwo, szybko i skutecznie. Dla chcących popróbować: 0,8kg mięsa, 0,2 wątroby, 1kg słoniny (bez skóry!), 5 żółtek, 2-3 łyżeczki soli, pieprz, przyprawy, 1-2 cebule >> zmielić, zmieszać i do piekarnika na 1,5 godz. w temp. 160st – 180st. grzanie od dołu. Porcja 300g tego klopsa to 30g białka i 150g tłuszczu. Zajadam na zimno popijając słabą herbatą z ksylitolem, żyć nie umierać 😉

    Komentarz - autor: Dariusz Kmak — 12 Listopad 2015 @ 00:42

  28. Fragment z książki Mary G. Enig pt. „Know Your Fats”:

    In 1965, Ernst Wynder, M.D. of the American Health Foundation gave a talk at a meeting. During the talk he presented a slide, which he said showed that animal fat and colon cancer were positively correlated across many countries. Unfortunately, the data on the slide represented mostly processed vegetable fat for the many countries. The numbers were remote from the amount of animal fat in these countries, both in amounts and proportions. About 89 percent of the number for the U.S. represents processed vegetable fats.

    Then in 1973, Haenszel and other statisticians and clinicians from Hawaii and the National Institutes of Health analyzed the colon cancer and diet relationship among Japanese Hawaiian patients. They actually found that the highest risk relationship came from macaroni, green peas, green beans, and soy, yet the conclusions drawn from this research was that beef was related to colon cancer, and that it fit the hypothesis of Wynder. By 1975, Peter Greenwald, Ph.D. from New York State Cancer Institutes, who later became a high-level bureaucrat at the National Cancer Institute, surmised that one group of people who were noted for their high rates of colon cancer must be consumers of a lot of beef and that this fit the Haenszel findings. Gradually the antibeef agenda gathered momentum and eventually became accepted by the media who pushed it and by the unfortunate consumer who swallowed this big fraud, hook, line, and sinker.

    In 1979, cancer researchers Saxon Graham and Curtis Mettlin wrote a review and commentary on „Diet and Colon Cancer” for the American Journal of Epidemiology. They wrote:

    „We first encountered the animal fats hypothesis w i th colon cancer etiology about 1965 at a symposium chaired by Ernst Wynder…Prior to this…[Wynder] had found no differences of note. At the symposium, Dr. Wynder presented the data shown in figure 1. Note that he found the mortality from colon cancer in countries increases as the per capita amount of animal fats ingested in those countries increases. This graph and others like it have many times subsequently been shown as being fundamental in support of the meat and fat hypothesis.”

    As noted above, these were not animal fat data. And now, more than three (3) decades after the initial fraudulent report, the anti-animal fat hypothesis continues to lead the nutrition agenda. It was a false issue then, and it remains a false issue today.

    Komentarz - autor: iza — 27 Grudzień 2015 @ 16:35


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: