PRACowniA

20 Październik 2015

Po czyjej stronie jesteśmy? Narracje o „wojnie z terrorem” zaczynają się sypać

Aeneas Georg i Niall Bradley
Sott.net
10 października 2015

 

© Unknown — Informacja dnia: Prezydent rozważa zbombardowanie Syrii… Po czyjej stronie jesteśmy? Nie mam pojęcia!

 

Jest poniekąd zrozumiałe, że wielu ludzi na Zachodzie ma mętlik w głowie, próbując znaleźć odpowiedź na pytanie: „To po czyjej stronie właściwie jesteśmy?”, słysząc stwierdzenia i retorykę dochodzące z niektórych zachodnich kręgów władzy, w związku z rozpoczęciem 30 września b.r. rosyjskich nalotów w Syrii. Zważywszy na to, że przez ostatnie dwa lata zachodnie media portretowały ISIS jako uosobienie zła, to czy interwencja Rosjan w Syrii na prośbę syryjskiego rządu nie powinna być postrzegana jako coś pozytywnego?

Skutki rosyjskich nalotów są jak do tej pory imponujące. Według rosyjskiego Ministra Obrony w pierwszym tygodniu bombardowań zniszczono następującą infrastrukturę i wyposażenie ISIS:

  • 71 pojazdów opancerzonych
  • 30 innych pojazdów
  • 19 ośrodków dowodzenia
  • 2 centra komunikacji
  • 23 magazyny z bronią i paliwem
  • 6 fabryk, w których produkowano improwizowane ładunki wybuchowe, w tym bomby do samochodów-pułapek
  • kilkanaście urządzeń artyleryjskich
  • kilkanaście obozów szkoleniowych

Światowi przywódcy, jeśli naprawdę wierzyliby w to, co mówią na temat ISIS – że jest ono głównym zagrożeniem dla globalnego bezpieczeństwa – powinni cieszyć się z doniesień rosyjskiego Ministra Obrony. Ale tak nie jest. Zamiast tego słyszymy Sekretarza Generalnego NATO Jensa Stoltenberga gardłującego o rosyjskiej „agresji” i ponownie nawołującego do rozmieszczenia większej liczby żołnierzy NATO wzdłuż europejsko-rosyjskiej granicy oraz w Turcji.

„Koalicja ponad 60 państw” pod dowództwem Ameryki rzekomo bombarduje ISIS w Syrii już od przeszło roku. W porównaniu z wynikami zaledwie tygodniowych rosyjskich nalotów, efekty bombardowań ISIS pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych wyglądają marnie (delikatnie mówiąc) – doprowadziły do tego, że „Państwo Islamskie” zamiast tracić kontrolę nad obszarem Syrii, umocniło tam swoją pozycję. Jakie inne wnioski oprócz tych, że naloty z inspiracji Stanów Zjednoczonych zamiast osłabić ISIS, wsparły je, mogą się nam jeszcze nasunąć?

Patrząc z perspektywy czasu, właściwie należałoby się ponownie przyjrzeć raportom dotyczącym zrzutów broni, które „przypadkowo” wpadły w ręce terrorystów z ISIS. Jeśli to wydarzenie było „pechowym”, niefortunnym zrządzeniem losu, to operację militarną pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych w Syrii trzeba by uznać za całkowitą porażkę, co przyznali nawet amerykańscy dowódcy wojskowi wysokiego szczebla, składający w ciągu ostatnich kilku miesięcy zeznania przed amerykańskim Senatem.

Ale jedną rzeczą jest zachować się „mało entuzjastycznie”, inną zaś wpaść w furię i atakować wysiłki Rosji na rzecz rozgromienia ISIS, i to już od pierwszych nalotów. A nawet zanim te się jeszcze rozpoczęły, media zdążyły już donieść o 36 ofiarach śmiertelnych wśród cywilów, powołując się, a jakże, na podejrzane „Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka” z siedzibą w Wielkiej Brytanii – drużynę zarządzaną przez jednego człowieka z domu z trzema sypialniami w Kent, w Anglii,

Rosję oskarża się również o to, że atakuje wyłącznie „umiarkowanych rebeliantów”, szkolonych przez Stany Zjednoczone, których zadaniem jest rzekomo wyeliminowanie w pierwszej kolejności ISIS, a potem, jak można się domyślić, sił Asada. Ale o których „umiarkowanych rebeliantów” dokładnie chodzi? O tę pierwszą i jedyną grupę 100 „umiarkowanych rebeliantów”, którzy pojawili się w Syrii zaledwie nieco ponad miesiąc temu – co kosztowało amerykańskich podatników pół miliarda dolarów – którzy potem albo zdezerterowali, albo zostali uprowadzeni, tak że ostatecznie zostało ich zaledwie „4” lub „5”? To ci sami „umiarkowani rebelianci”, których Stany Zjednoczone były skłonne bronić nalotami, jeśli tylko Asad ośmieliłby się ich tknąć. Spuszczeni ze smyczy w Turcji nieco ponad 3 tygodnie temu, dotarli do Syrii, by natychmiast przekazać swoją broń i pojazdy „terrorystom z Al-Kaidy”, jednocześnie przysięgając im lojalność.

Wszystko wskazuje więc na to, że owi „szkoleni przez Stany Zjednoczone umiarkowani rebelianci”, których zgodnie z oskarżeniami rządu amerykańskiego zbombardowali Rosjanie, nie są tymi „czterema” czy „pięcioma” niedawno wytrenowanymi, „przemienionymi w terrorystów rebeliantami”. Niechętnie mówi się o tym wprost, gdyż do połowy 2013 roku było to tajemnicą państwową, ale prawda jest taka, że owi „umiarkowani”, o których mówią Amerykanie, to dziesiątki tysięcy najemników wyszkolonych przez CIA w Katarze, Jordanii, Turcji i w innych miejscach oficjalnie już w 2012 roku, niewykluczone jednak, że znacznie wcześniej, tj. jeszcze przed rozpoczęciem tzw. Wojny Arabskiej.

„Umiarkowani rebelianci” i „islamscy terroryści” zachowują się dokładnie tak samo. W związku z czym rząd rosyjski nie widzi pomiędzy nimi żadnej różnicy i traktuje ich jednakowo. Szkoleni przez CIA „umiarkowani syryjscy rebelianci” długo przed tym, zanim przemianowano ich na ISIS/ISIL (lub dopóki sami nie dołączyli do szeregów ISIS/ISIL – sami dokonajcie wyboru), robili takie oto rzeczy:

Rosyjski Minister Spraw Zagranicznych w trafny sposób odpowiedział na absurdalne, paramoralistyczne „oskarżenia” rządu Stanów Zjednoczonych pod adresem Rosji, publikując w sieci społecznościowej taki oto dowcip rysunkowy:

 

© Unknown — Łamigłówka obrazkowa na dziś: Której grupie syryjskich rebeliantów należy dostarczyć broń?

 

ISIS dostało niezły wycisk, co do tego nie ma wątpliwości:

Dlaczego nie ma dwudziestoczterogodzinnych doniesień zachodnich mediów, dopingujących prawdziwą humanitarną interwencję wymierzoną przeciwko stworom, o których zdymisjonowany australijski premier powiedział, że są gorsi niż naziści”? Jakby nie było, chodzi o terrorystów, którzy kobiety traktują jak niewolnice, ścinają głowy każdemu, kto według nich jest im przeciwny, to również ci, którzy nie cierpią historycznych i kulturowych artefaktów, takich jak starożytne ruiny Palmyry na skraju Pustyni Syryjskiej, wpisane na listę dziedzictwa kultury UNESCO.

Ledwie 2 tygodnie temu zachodnie media ostrzegały, że przejawy takiego barbarzyństwa i brutalności mogą dotrzeć do Europy, że wśród milionów uchodźców zmierzających na północ ukrywa się „chmara” dżihadystów, którzy chcą uderzyć w nasze wolności. Z obecnych przekazów dochodzących zwłaszcza z amerykańskiego rządu wynika, że przed nosicielami tego barbarzyństwa i brutalności musimy się bronić za wszelką cenę. No to po czyjej w końcu stronie jesteśmy?

Kierownik Kampanii Spraw Kryzysowych brytyjskiego oddziału Amnesty International Kristyan Benedict, zaniepokojony wysiłkami Rosji na rzecz rozwiązania kryzysu humanitarnego, namawia do protestów potępiających interwencję Putina w Syrii:

 

 

Dziwne, że nie przypominamy sobie głosów przedstawicieli Amnesty International wzywających do tego samego, kiedy to nielegalnie bombardowała Syrię „koalicja” Stanów Zjednoczonych.

A co z Jemenem?

Nie tylko Pentagon usiłuje opracować jakąś spójną ripostę na okoliczność pojawienia się Rosji na Bliskim Wschodzie. Dziesiątki fundamentalistycznych duchownych przywódców z całej Arabii Saudyjskiej wzywają dżihadystów do walki z Rosjanami w Syrii. Wcześniej, kiedy w Syrii interweniowały Stany Zjednoczone, nie nawoływali do wystąpienia przeciwko Amerykanom. Ambiwalentnie wobec zbrodni ISIS oraz kryzysu uchodźców zachowuje się także Arabia Saudyjska – kraj będący ucieleśnieniem skażonej, wykoślawionej wersji islamu, na którą powołują się członkowie ISIS, i z tym samym zamiłowaniem do obcinania głów czy wykorzystywania kobiet jako seksualnych niewolnic. Stanowisko Arabii w kwestii odsunięcia od władzy laickiego, wpierającego arabski nacjonalizm rządu Asada jest niezwykle czytelne.

Wcześniej w tym roku Arabia Saudyjska nielegalnie zaatakowała Jemen, przy wsparciu ze strony Stanów Zjednoczonych oraz innych przyjaciół. Podczas gdy media koncentrują się na złych intencjach Rosji w Syrii, całkowicie milczą na temat tego, co dzieje się w Jemenie, po części dzięki temu, że Arabia Saudyjska, aktualnie przewodząca Radzie Praw Człowieka ONZ, wprowadziła zakaz debat na forum ONZ na temat Jemenu – i to pomimo dowodów na intencjonalne bombardowanie jemeńskiej cywilnej infrastruktury przez saudyjską armię, zbrojoną i szkoloną przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię, co doprowadziło do śmierci tysiąca osób oraz przerażającego humanitarnego kryzysu. Tymczasem i tutaj regularnie mnożą się potworne sceny, przypominające amerykańskie zbrodnie popełnione w Afganistanie:

Fałszywe interwencje humanitarne versus rzeczywiste

Warte uwagi jest również to, że po raz pierwszy od wybuchu konfliktu media zaczęły relacjonować bezpośrednio z Syrii. W sprawie „3200” nalotów w Syrii i Iraku wymierzonych w ISIS pod dowództwem Stanów Zjednoczonych musieliśmy wierzyć Pentagonowi na słowo. Rosja w przeciwieństwie do Stanów, czerpiących wiedzę z „mediów społecznościowych”, dokumentuje każdy ruch swojej armii. Dodatkowo zachęciła Stany Zjednoczone do podzielenia się informacjami wywiadowczymi na temat lokalizacji i przemieszczania się ISIS, ale te odmówiły, co przyciągnęło uwagę rosyjskiego Ministra Spraw Zagranicznych, który zaczął się głośno zastanawiać, po czyjej stronie są właściwie Stany Zjednoczone:

Odmowa podzielenia się wiedzą służb wywiadowczych na temat terrorystów „po prostu potwierdza po raz kolejny to, co wiedzieliśmy od samego początku, tj. że zamierzenia Stanów Zjednoczonych wobec Syrii mają niewiele wspólnego ze stworzeniem warunków dla zainicjowania politycznego procesu narodowego pojednania” – powiedział w czwartek, 8 października, Wiceminister Spraw Zagranicznych Rosji Siergiej Riabkow.

Zaryzykowałbym nawet twierdzenie, że postępując w ten sposób Stany Zjednoczone i kraje, które przystąpiły do koalicji pod dowództwem Amerykanów, stawiają się na kontrowersyjnej, politycznie wątpliwej pozycji. Nasuwa się pytanie: po czyjej stronie w tej wojnie walczycie?

To oczywiste, jak w wiekopomnych słowach wyraził się George W. Bush: „Albo jesteście z nami, albo z terrorystami”.

 

 

Każdy, kto wspiera Stany Zjednoczone w kwestii ISIS, podpisuje się pod niszczycielskimi, złowrogimi zasadami wyznawanymi przez psychopatyczne elity Zachodu.

A co z tobą, jesteś „z nami czy przeciwko nam”?

Drogi Prezydencie Putin: List poparcia dla podjętej przez prezydenta Rosji decyzji udzielenia pomocy Syrii w walce z terrorystami z ISIS, wspieranymi przez Stany Zjednoczone

Tłumaczenie: PRACowniA

Advertisements

4 komentarzy »

  1. Ja podpisałem , a TY !

    http://dearputin.com/pl/

    Komentarz - autor: detektywmichaljarzynski — 20 Październik 2015 @ 11:40

  2. Ja także.

    Komentarz - autor: edek — 20 Październik 2015 @ 13:38

  3. Podpisałem również

    Komentarz - autor: ufoludek — 21 Październik 2015 @ 06:08

  4. Dla uzupełnienia:
    Geopolityka III Wojny Światowej 1/2 [2014]

    III WŚ. Syria, Rosja i Iran – Nowy model geopolityki

    Konspiracja ISIS. Powstanie

    Ave

    Komentarz - autor: Ripsonar — 28 Październik 2015 @ 15:07


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: