PRACowniA

19 października 2015

„Łuk Chaosu” likwidowany w zarodku

Andrew Korybko
Sputnik
8 października 2015 (uaktualnienie 12.10.2015)

© Desconocido

Rosyjska kampania antyterrorystyczna w Syrii udaremnia wielką amerykańską strategię.

Począwszy od lat 80. ubiegłego wieku, idee polsko-amerykańskiego geostratega i byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Zbigniewa Brzezińskiego, odgrywały kluczową rolę w realizowaniu polityki zagranicznej USA na całym świecie. Czy to w postaci – oficjalnie już potwierdzonego – tworzenia i uzbrajania mudżahedinów (niezorganizowych grup islamskich bojowników, które później rozrosły się do Al-Kaidy i talibów), czy też obsesyjnego dążenia do odsunięcia Ukrainy od Rosji (zakończonego później euromajdanem), jego idee destabilizacji stały się rzeczywistością ostatnich dziesięcioleci na całych kontynentach.

Jednak najtrwalszym dziedzictwem Brzezińskiego jest jego destrukcyjna teoria „eurazjatyckich Bałkanów”, opisana w książce „Wielka szachownica. Główne cele polityki amerykańskiej”, opublikowanej w 1997 roku (polskie wydanie 1998). Postulował w niej, że ten owalny szmat ziemi od Afryki Północnej do Azji Środkowej jest niejednorodny pod względem etnicznym i religijnym, a przez to niestabilny i zagrożony konfliktami i właśnie to powinny wykorzystywać Stany Zjednoczone, żeby na stałe utrzymać swoje jednobiegunowe panowanie jako ogólnoświatowa potęga.

Osią tej koncepcji był zawsze Bliski Wschód, ale teraz, kiedy Rosja wzięła się za uporządkowanie stworzonego tam przez Stany Zjednoczone chaosu i próbuje przywrócić stabilność w tym regionie, wygląda na to, że Moskwa w końcu zaczęła odwracać wielką strategię Waszyngtonu. Rzućmy okiem na to, czym dokładnie miały się stać „eurazjatyckie Bałkany”, jak miały działać plany wykorzystania chaosu jako broni oraz jak doszło do tego, że Rosja ruszyła na ratunek, żeby powstrzymać to szaleństwo.

Budowanie „eurazjatyckich Bałkanów”

Pomysł Brzezińskiego na „eurazjatyckie Bałkany” nie pojawił się ot tak, znikąd. Jako wybitnie nacjonalistyczny Polak doskonale wiedział on o swoim rodzimym przywódcy w okresie międzywojennym, marszałku Józefie Piłsudskim i destrukcyjnej polityce zagranicznej „prometeizmu”, która towarzyszyła jego rządom.

Ideologia ta zakładała, że wieloetniczny i wielowyznaniowy Związek Radziecki może zostać rozmontowany, kiedy zapewni się broń, szkolenia i wsparcie polityczne rewolucjonistom o peryferyjnej odrębności w Związku Radzieckim, których można będzie następnie użyć w nadchodzącej wielkiej „wojnie wyzwoleńczej” przeciwko rządowi centralnemu w Moskwie. Metaforycznie, miało to być jak obdarowanie człowieka ogniem przez Prometeusza, aby pomóc ludziom uniezależnić się od Zeusa – najsilniejszego z greckich bogów i budzącego największą grozę.

Polityka ta nie sprawdziła się i ostatecznie nic nie dała, ale to nie powstrzymało Brzezińskiego od fantazjowania na temat jej wskrzeszenia kilkadziesiąt lat później. Wpływ obsesji na punkcie osobowości Piłsudskiego można dostrzec u Brzezińskiego w jego opisie „łuku kryzysu” z końcówki lat 70., który „rozciąga się wzdłuż wybrzeży Oceanu Indyjskiego, obejmując region o kruchych strukturach społecznych i politycznych o istotnym dla nas znaczeniu, zagrożony rozdrobnieniem. Powstały w rezultacie chaos polityczny może zostać wypełniony przez elementy wrogie naszym wartościom i sympatyzujące z naszymi przeciwnikami”.

Mówienie o „kruchych strukturach społecznych” jest eufemizmem dla konfliktu tożsamości etnicznej, który to konflikt – zdaniem ogarniętego nieuzasadnioną paranoją Brzezińskiego – Związek Radziecki będzie próbował wykorzystać. Jak na ironię, kilka lat później to właśnie Brzeziński odegrał wiodącą rolę w wykorzystaniu tejże koncepcji w jej najbardziej radykalnej wersji, przekonując prezydenta Jimmy’ego Cartera do uzbrajania ojców-założycieli Al-Kaidy w Afganistanie w ich międzynarodowym dżihadzie przeciwko Związkowi Radzieckiemu, wyreżyserowanym przez USA. Myśląc w kategoriach strategii, Brzeziński uważał, że impet bojowy zdobyty przez nich w kraju może zostać przeniesiony do Azji Środkowej po spreparowaniu tam przez siły zewnętrzne podobnych powstań islamskich. Wszystko razem miało doprowadzić do wycofania się wojsk radzieckich do Moskwy i w efekcie przynieść niezależność każdej republice.

Ograniczanie zasięgu chaosu

Rozpad Związku Radzieckiego w 1991 roku Brzeziński ściśle wiązał z sukcesem swojej koncepcji. Zainspirowany tym, postanowił wykorzystać jej bratobójczy schemat, rozszerzając tę politykę na inne strefy potencjalnego konfliktu, a mianowicie na Bliski Wschód i Afrykę Północną. Mając na uwadze etnicznie i wyznaniowo zróżnicowany region bałkański i jego historię morderczych wojen (z których ostatnie toczyły się właśnie na początku lat 90., a więc miał je świeżo w pamięci), swoją ostateczną wersję strategii nazwał „eurazjatyckimi Bałkanami”.

Podsumowując idee wyłożone w „Wielkiej Szachownicy”: Brzeziński uważa, że ​​podżeganie do chaotycznych konfliktów na obszarze od północnej Afryki do Azji Środkowej może udaremnić konsolidację wielkiego euroazjatyckiego sojuszu między Rosją, Chinami i Iranem, który stanowiłby zagrożenie dla amerykańskiego prymatu i rozwaliłby w drobny mak doktrynę Wolfowitza dotyczącą „statusu USA jako jedynego supermocarstwa”.

Stany Zjednoczone wyszłyby bez szwanku z nadchodzącego wszechogarniającego chaosu, ponieważ ich główne łowiska mieszczą się w Europie i Azji Wschodniej, a gdyby nawet przyszło do najgorszego i superkontynent ogarnęłaby ogromna pożoga, dwa bufory w postaci oceanów, które oddzielają Stany od strefy konfliktu pan-kontynentalnego, zamortyzowałyby wszelki większy cios, jaki miałby szansę je trafić.

USA potrzebowały iskry do rozniecenia ognia bratobójstwa, który – jak miały nadzieję – w końcu ogarnąłby Rosję, Chiny, i Iran. Dlatego też w 2003 r. stworzyły „geopolityczny krzemień” w postaci wojny w Iraku. Wskakując prosto w sam geograficzny środek łuku chaosu, który zamierzały stworzyć, Stany Zjednoczone znalazły się na najlepszej pozycji do wywierania destabilizującego wpływu na jego obszarze. I nie traciły czasu. Przełomowe expose dziennikarza śledczego Seymoura Hersha z 2007 roku pod tytułem „The Redirection”, opublikowane w New Yorker, szczegółowo wylicza wszystkie środki, jakimi USA zamierzały to realizować. Czy to poprzez podsycanie religijnej nienawiści, czy też przez obalenie rządu Syrii, Waszyngton miał do dyspozycji cały arsenał sztuczek, a z czasem okazało się, że rzeczywiście zamierzał ich użyć. Czynnikiem, który miał sprowokować rozpad „krwawych granic” [zob. Ralph Peters, 2006 r., nowy podział Bliskiego Wschodu – przyp.] na Bliskim Wschodzie i – jak planowano – przy okazji także w Afryce Północnej i Azji Środkowej, były kolorowe rewolucje „arabskiej wiosny”, ale zagorzała obrona swojej suwerenności przez Syryjczyków kompletnie zastopowała plany USA i zawiesiła je na bliżej nieokreślony czas.

 

Granice na Bliskim Wschodzie wyznaczone przez emerytowanego płk. Ralpha Petersa (2006)

 

Na ratunek przychodzi Rosja

Na scenę wchodzi Rosja, która zdecydowała się nie tylko zwalczyć terroryzm na Bliskim Wschodzie, ale w naturalnym rezultacie również odwrócić proces destabilizacji, zrodzony przez ingerencję USA, i w konsekwencji przywrócić porządek wzdłuż syryjsko-irackiego wierzchołka „łuku chaosu”.

Wywrócenie do góry nogami teorii „eurazjatyckich Bałkanów” Brzezińskiego, jeśli okaże się, że kraje Bliskiego Wschodu, które tak dokładnie wybrał na rozruchy w kraju, są w stanie utrzymać jedność i siłę w obliczu sprowadzanych na nie przez USA przeciwności, służyłoby za przykład dla Afryki Północnej i Azji Środkowej i pomogłoby w ustaleniu stabilizacji na tych dwóch końcach łuku, paraliżując kilkudziesięcioletnie amerykańskie projekty stworzenia afro-euroazjatyckiego chaosu.

Geopolityczne aspekty wielkiej strategii USA zaczynają się i kończą w Syrii i to dlatego Brzeziński stracił tak charakterystyczne dla niego opanowanie i po prostu wpadł w furię w związku z zaangażowaniem się Rosji. Pisząc artykuł dla Financial Times zasugerował, że „rosyjska marynarka wojenna i siły powietrzne w Syrii są słabe, odizolowane geograficznie od ojczyzny. Można je ‘rozbroić’, jeśli nie przestaną prowokować USA”. Sam diabeł nie wymyśliłby bardziej kuszącego sposobu na zniszczenie całej ludzkości, ale na wypadek, gdyby amerykańscy decydenci polityczni zaczerpnęli jakieś szalone pomysły od swojego ulubionego stratega, imponujące rosyjskie uderzenie z Morza Kaspijskiego szybko je zdyskredytowało i okazało się, że wzmianki Brzezińskiego o „słabych, odizolowanych geograficznie” siłach rosyjskich w Syrii były zupełnie idiotyczne. Raz w życiu amerykański establishment nie wydaje się chętny stosować do wskazówek Brzezińskiego, a to może oznaczać, że po raz pierwszy w naszych czasach USA mogą stosować coś na kształt zdrowego osądu.

Komentarz SOTT: Stany Zjednoczone z pewnością nie przewidziały pojawienia się Putina i tego, że może on położyć kres temu absurdalnie wymyślnemu planowi, mającemu zapewnić im dominację na całym świecie. Brawo, Putin. Zob. także: Russian buildup in Syria leaves US flat-footed

Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT: Brzezinski’s ‚Arc of Chaos’ is being laid to rest

Reklamy

7 komentarzy »

  1. Mechanizm amerykańsko-anglosaskich „interwencji” „porządkujących” wywołany wcześniej celowo chaos przypomina pewien stary kawał:
    Do dyrektora cyrku przychodzi człowiek szukający zatrudnienia.
    -Chcę wystąpić u was ze swym słynnym numerem.
    – A co to za numer? Pyta dyrektor.
    – Pod kopułą cyrku zawiesza się wielki worek pełen gówna. Do tego worka strzela armata i… cała arena w gównie, orkiestra w gównie, wszyscy widzowie w gównie, naokoło wszystko w gównie. W tym momencie wychodzę na arenę JA – cały ubrany na biało!

    Komentarz - autor: ferluc — 19 października 2015 @ 22:35

  2. Autor artykułu Andrew Korybko pisze :

    „Pomysł Brzezińskiego na „eurazjatyckie Bałkany” nie pojawił się ot tak, znikąd. Jako wybitnie nacjonalistyczny Polak doskonale wiedział on o swoim rodzimym przywódcy w okresie międzywojennym, marszałku Józefie Piłsudskim i destrukcyjnej polityce zagranicznej „prometeizmu”, która towarzyszyła jego rządom.”

    ———————————————————————————————————————————————————————————

    Według mojej wiedzy Zbigniew Brzeziński nie jest i nigdy nie był „wybitnie nacjonalistycznym Polakiem „. Jego największą zasługą jest współzałożenie z rekomendacji Davida Rockefellera Komisji Trójstronnej będącej przedsionkiem do stworzenia nowego porządku świata /NWO/.
    Przywoływanie w tym kontekście Józefa Piłsudskiego również nie wydaje mi się historycznie uprawnione z uwagi na liczne kontrowersje co do jego zasług dla Polski w okresie międzywojennym.

    Komentarz - autor: Michał Jarzyński — 20 października 2015 @ 15:09

  3. „polsko-amerykańskiego geostratega i byłego doradcy ds. bezpieczeństwa narodowego, Zbigniewa Brzezińskiego,”

    Jaki on Polak? Zyda nie poznajecie? Poruta!

    Komentarz - autor: Albin — 21 października 2015 @ 14:23

  4. @ferluc
    Dobre! 😀

    @Michał Jarzyński
    To prawda. Brzeziński uczciwie, jasno i bez owijania w bawełnę powiedział, że nie jest już Polakiem – teraz jest Amerykaninem. Brzeziński za Polską nigdy nie wstawiał się.
    W mojej opinii Piłsudski nie jest kontrowersyjny. To 100% kanalia wykreowana przez propagandę na męża stanu.

    Komentarz - autor: Zerohero — 21 października 2015 @ 22:41

  5. Trudni mi nie zgodzić się z moimi przedmówcami jeżeli chodzi o opinie zarówno o Brzezińskim, jak i o Piłsudskim. Trudno powiedzieć co Andrew Korybko miał na myśli mówiąc o Brzezińskim jako o polskim nacjonaliście, gdyż żadne działania Brzezińskiego w jego kilkudziesięcioletniej działalności politycznej nie miały na celu osiągnięcia pomyślności Polski i Polaków, ale dobrobyt wąskiej grupy światowych oligarchów. Dla mnie słowo nacjonalista kojarzy się pozytywnie i bardziej przypomina słowo patriota, chociaż znaczenie obydwu jest różne. Przypominam, że w mediach głównego nurtu te słowa używane są dziś zamiennie i np. polskich patriotów i ruchy narodowe które starają się dbać o dobro narodu i kraju nazywa się właśnie nacjonalistami.
    Ta zasuszona kanalia(Zbig) wg mnie kwalifikuje się bardziej jako psychopata liżący ręce swoich mocodawców i nie obchodzi go ani Polska, ani inny kraj na świecie, a w szczególności obojętny jest mu los miliardów mieszkańców Ziemi. To, co prezentuje w swoich książkach to nic innego jak życzenia swoich oligarchicznych panów do dominacji na całej planecie zarówno nad surowcami, dobrami materialnymi jak i nad ludnością w podbitych krajach. On tylko ogłasza plany i życzenia Rockefelerów, Rotszyldów i całego PTB co do dalszych losów świata i ludzkości. To dlatego niektórzy nazywają go wizjonerem, strategiem, a to może być zwykły goniec stosując terminologię szachową.
    Brzeziński przypomina postać Józefa Retingera i Piłsudskiego, którzy również z ochotą służyli obcym państwom, a szkodzili własnemu krajowi – Polsce. Tyle tylko, że tamci dwaj byli żydami i wcale to nie dziwi, bo oni nienawiść do narodu, w którym się wychowali wysysają z mlekiem matki.
    Sam fakt, że taki Brzeziński został dostrzeżony i doceniony przez psychopatów musi wskazywać, że może być on do nich podobny, a ,,psychole” jak wiemy między sobą rozpoznają się bez słów.

    Komentarz - autor: obudzony — 25 października 2015 @ 19:12

  6. @ obudzony – przegapiłeś Orwella uwagi o nacjonalizmie:

    https://pracownia4.wordpress.com/2015/01/27/uwagi-o-nacjonalizmie/

    Komentarz - autor: Mariam — 27 października 2015 @ 08:23

  7. Myślę, że rozumiem, co Korybko miał na myśli. Choć nie znam dokładnie biografii Brzezińskiego i jego przodków, zarówno ojciec, jak i dziadek obracali się w kręgach władzy. Ojciec, zanim został dyplomatą, walczył w agresywnej wojnie przeciwko Rosji. Można się zatem domyślać, w jakiej atmosferze dorastał Zbigniew. Można to nazwać polskim nacjonalizmem albo rusofobią – na jedno wychodzi, bo nacjonalizm w polskim wydaniu skupia się głównie na nienawiści do innych (specjalnie wybranych) „winnych wszystkiego złego” dla usprawiedliwienia własnej notorycznej narodowej nieudolności. Ostatnio do standardowej dwójki „winnych” bezkrytycznie dodano trzeciego, zresztą rozmyślnie wskazanego nam palcem. Ot, tyle.

    Kto czytał Wielką szachownicę, nie mógł nie zauważyć podobieństw do ideologii Piłsudskiego. Więc skojarzenie Korybki jest jak dla mnie dość oczywiste. Zresztą nie on pierwszy pisał o źródłach strategii Brzezińskiego jako tkwiących w prometeizmie. A czy Brzeziński kiedykolwiek pomógł Polsce? Zależy jak się rozumie słowo „pomógł”. W każdym razie to on był w czołówce tych, którzy manipulując zza wielkiej wody oczyścili sobie pole do ideologicznej i ekonomicznej inwazji na Polskę, tworząc i finasując „polską” powojenną opozycję i konsekwentnie nią sterując. Więc przynajmniej dla „solidarnościowców i korowców” jest pewnie bohaterem narodowym.

    Powtórzę jeszcze raz, że jak długo Polska jako naród będzie się upierać przy zakłamanej wersji swojej historii, nic się nie zmieni. Kto odmawia rozpoznania swojego cienia, ten projektuje go na zewnątrz. Polska od zarania projetuje swój cień na Wschód, żyjąc w złudzeniu, że jest „Zachodem”. Przynajmniej tak to obecnie rozumiem.

    Komentarz - autor: iza — 27 października 2015 @ 15:27


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: