PRACowniA

2 października 2015

Chris Hedges: Wojna, propaganda i wewnętrzny wróg

Częściowy transkrypt (skrót) fantastycznego wywiadu, znaleziony w sieci, z końcówką uzupełnioną przez nas.

Medium Publiczne
Rafał Betlejewski
28 września 2015

Abby Martin rozmawia z Chrisem Hedgesem na temat amerykańskich mitów, wojny i buntu. Hedges wyjaśnia „szaleństwo Imperium” i niebezpieczeństwa związane z prawicowym ekstremizmem, oraz pilną potrzebę nowego systemu. 26 września 2015

Europejczycy kolonizowali inne kontynenty, a my, w akcie skrajnego barbarzyństwa, wyniszczyliśmy nasze ludy rdzenne, obrabowaliśmy ich z zasobów i podbiliśmy dla siebie własny kraj. Wraz z ekspansją na Zachód, kawaleria USA napędzana pieniędzmi firm wydobywczych, kolejowych, drzewnych mordowała kolejne wspólnoty. Kiedy ekspansja na Zachód się dokonała pod koniec XIX wieku, rozpoczęliśmy ekspansję zagranicę.

Abby Martin, amerykańska dziennikarka lewicowa, rozmawia z Chrisem Hedgesem, reporterem wojennym i pisarzem, aktywistą, księdzem prezbiteriańskim, autorem bestsellerów i zdobywcą Pulitzera. Ostatnia jego książka to: Cena Wojny: Moralny Imperatyw Buntu. 

Abby: Chciałam z tobą porozmawiać o propagandzie wojennej. Eugene V. Debs, pięciokrotny kandydat na prezydenta USA z ramienia partii socjalistycznej, podczas I Wojny Światowej został skazany na więzienie za wyrażanie opinii sprzecznych z oficjalną propagandą wojenną – co to mówi o micie demokratycznym?

Chris: Mówi to, że jeśli chce się występować przeciwko siłom rządzącym, a szczególnie przemysłowi wojennemu, zostaje się w najlepszym przypadku zmarginalizowanym, a czasami pozbawionym wolności. Wszyscy opozycjoniści w tamtym czasie Jane Addams, Eugene Debs, albo Emma Goldman, która została deportowana na mocy ustawy o obcych, doznali prześladowań. Randolph Bourne mówił, że wojna jest „zdrowiem państwa” i w czasie I WŚ widzieliśmy powstanie militarnej maszyny korporacyjnej, która wydała wojnę tym „radykałom” przez uchwalenie choćby Sedition Act (ustawy o podżeganiu) czy Espionage Act (ustawie o szpiegostwie) a w końcu przez powołanie Komisji Informacji Publicznej znanej jako Creel Committee, która doprowadziła do utworzenia maszynerii propagandowej z użyciem najnowszej wiedzy psychologicznej.

Oni już wtedy zrozumieli, że ludzi nie poruszają fakty, ale trzeba ich ruszyć przez umiejętną manipulację tłumem przy użyciu emocji. I to działało. Holywood dostarczał filmów, jak Keiser Rzeźnik Berlina [faktycznie: Kaiser – The Beast of Berlin, Brelińska bestia – antyniemiecka propaganda z 1918 roku – przyp. Pracowni]. Creel Committee stworzyła własną agencję informacyjną, która pilnowała, żeby żadne artykuły antywojenne się nie pojawiały w prasie.  Niewiele osób potrafiło się takiemu zmasowanemu atakowi przeciwstawić, no ale na tych były paragrafy.

Kiedy się czyta Jane Addams widać, z jaką łatwością intelektualiści amerykańscy w owym czasie, nawet ci uważający się za lewicowych, zostali zwabieni przez propagandę wojenną.

Po wojnie okropny niemiecki Hun zostaje zastąpiony przez Czerwonego, czyli Komunistę i weszliśmy w okres, który Dwight Macdonald nazwał psychozą permanentnej wojny. Ludzie, którzy czerpali zyski z wojny zadbali, żeby permanentną wojnę przekształcić w wojnę totalną po II Wojnie Światowej. Po II WŚ utrzymano olbrzymią produkcję zbrojeniową, mimo że żyliśmy w czasach pokoju. Mogliśmy zniszczyć każde sowieckie miasto dziesięciokrotnie. To było czyste szaleństwo.

Ale powoli układ korporatystów i militarystów przechwycił nasze państwo i wypatroszył je ekonomicznie i zlikwidował wszystkie zdobycze, które płynęły z Nowej Umowy Społecznej [New Deal].

Abby: USA z całą pewnością jest największym mocarstwem w historii świata. Działa inaczej niż poprzednie imperia. Jak rozumienie roli imperium zmieniło się na przestrzeni ostatnich 100 lat?

Chris: Ameryka jest niezwykła pod tym względem, że najpierw skolonizowała samą siebie. Europejczycy kolonizowali inne kontynenty, a my, w akcie skrajnego barbarzyństwa, wyniszczyliśmy nasze ludy rdzenne, obrabowaliśmy ich z zasobów i podbiliśmy dla siebie własny kraj. Wraz z ekspansją na Zachód, kawaleria USA napędzana pieniędzmi firm wydobywczych, kolejowych, drzewnych mordowała kolejne wspólnoty. Kiedy ekspansja na Zachód się dokonała pod koniec XIX wieku, rozpoczęliśmy ekspansję zagranicę. Wtedy mieliśmy wojnę amerykańsko-kubańską, zajęcie Kuby i Filipin, widzieliśmy „dyplomację statków wojennych” na całych Karaibach i w Ameryce Łacińskiej. Ameryka rozprzestrzeniała swoje wpływy przez siłę militarną ale jeszcze bardziej przez korumpowanie elit lokalnych. Obserwowaliśmy powstanie przeróżnych dyktatur czy to był Mobutu w Kongo, Somoza w Nikaragui czy Szach w Iranie.  Przewrót w Iranie rzecz jasna był naszą inicjatywą po zapowiedziach znacjonalizowania brytyjskich firm naftowych. To był kolonializm zabezpieczający zachodnie interesy. Dlatego na przykład Allende został obalony w Chile w 1973 roku a Pinochet zainstalowany dla obrony przemysłu miedziowego. To samo w Gwatemali w 1955 roku, gdy obalony został Jacobo Arbenz. CIA zorganizowała czarną armię wywrotową, jednocześnie nakręcono spiralę propagandową. Na czele tego stał Edward Bernays, ojciec współczesnego PRu, który wyszedł z Creel Committee. Arbenz został obwołany komunistą, a dzięki manipulacji prasowej amerykańskie społeczeństwo kupiło ten przewrót. Wszędzie tam miejscowe zainstalowane przez nas elity otrzymywały prawo okradania własnych narodów.

Więc na wiele sposobów jesteśmy nowym typem imperium. Brytyjskie wojska okupowały Indie (choć wielu żołnierzy było Sikhami), a my znajdowaliśmy lokalnych watażków, którzy sprawowali rządy dla nas. Jeśli spotykali się z opozycją we własnych krajach, my dawaliśmy im pieniądze i broń.

Abby: Zapytam cię o El Salvador, gdyż opisałeś stamtąd bezpośrednio horrory amerykańskiej wojny podstępnej. Czego ta wojna nas uczy o tym, do czego może się imperium posunąć, by zachować ekonomiczną dominację?

Chris: To był 79 rok i Sandiniści właśnie wygrali w Nikaragui. To uruchomiło dzwonki alarmowe w Waszyngtonie, gdyż Sandiniści nie zamierzali chronić interesów USA. Nie chcieliśmy dopuścić, by ten pomysł rozprzestrzenił się po regionie. Pojechałem więc patrzeć na wojnę w El Salvadorze od 1983 roku do 1988. Widziałem, jak rząd Reagana pompował nieprawdopodobne środki finansowe i militarne w celu zniszczenia Farabundo Marti National Liberation Front [Front Wyzwolenia Narodowego im. Farabunda Martíego – przyp. P.].

Administracja Reagana stworzyła po prostu z niczego armie wywrotowe złożone z najemników z ościennych krajów i sprowadzila ich do Salvadoru. Sprowadzono wielu agentów CIA, także z Kuby takich jak Felix Rodriguez, który brał udział w polowaniu na Che Guevarę – pradę mówiąc Felix pokazywał nam zegarek, który zdjął z ręki Che.

To był taki klasyczny przykład wejścia imperium.

W tym czasie połowa populacji Salvadoru była bez ziemi. Większość ziemi należala do baronów kawowych. 10 wielkich rodzin. Zwyczajni ludzie byli nieprawdopodobnie biedni. Kiedy próbowali się organizować pokojowo, używano przeciwko nim broni maszynowej. Strzelano do nich z dachów. Kiedy ja dotarłem do tego kraju, szwadrony śmierci zabijały od 700 do 1000 ludzi miesięcznie. To była rzeźnia, którą ufundowaliśmy i w dużej mierze zorganizowaliśmy.

To samo zresztą mieliśmy ostatnio w Iraku. Wysłano tam pułkownika Jamesa Steele’a, który działał w Salvadorze ze szwadronami śmierci, żeby zorganizował bojówki szyickie. I one siały terror aby rozbić opór Sunnitów. To zresztą doprowadziło do powstania ISIS. Tak działa nasze imperium.

Kiedy patrzy się na to przez dwadzieścia lat z tak bliska jak ja, rozumie się, jak okrutne i bezlitosne jest to działanie. To jest bardzo trudno pojąć patrząc z wewnątrz. Reporterzy tacy jak ja, którzy próbują o tym mówić, są poddani ciągłemu naciskowi i atakom nie tylko ze strony Departamentu Stanu i rządu, ale także – jak w mojej pracy dla Dallas Central News i New York Times – przez własne redakcje, które karmione są fałszywą narracją. Z nas robi się wrogów, mówiąc o nas jako o piątej kolumnie wywrotowców. 22 reporterów zostalo zabitych w Salvadorze – część z nich zamordowana przez szwadrony śmierci.

Abby: Odnosząc się do wojny w Iraku powiedziałeś, że nie tyle prasa została tam wykorzystana, co prasa chciała być wykorzystana… Czy to nie jest antyteza dziennikarstwa?

Chris: Dziennikarze to karierowicze, jak wszyscy. Wiedzą jak się poruszać w systemie. Weźmy na przykład Pierwszą Wojnę w Zatoce, którą obserwowałem przy niezwykle drakońskich obostrzeniach dla prasy. Można było tylko jeździć tam, gdzie pozwalano. Dick Cheney stworzył listę dziesięciu dziennikarzy, którzy mieli być wydaleni – ja byłem na czele tej listy – ale mnie nie znaleźli, bo siedziałem zaszyty….

Po prostu prasa kuleje przy wojsku. Jeśli weźmiemy prawdziwych korespondentów wojennych, takich, którzy naprawdę wiedzą, co jest grane – ich jest może ze dwudziestu w sumie – oni tam byli wyslani przez swoje redakcje i siedzieli w pierwszych rzędach na odprawach wojennych mając na sobie mundury! Fotografowie są trochę uczciwsi, gdyż muszą gdzieś pojechać, żeby zrobić zdjęcie. Reporterzy nie palą się, żeby jechać na front. To jest szaleństwo – powiedzmy to szczerze – ja to nawet rozumiem, pchać się w niebezpieczeństwo. No ale po co tam jechać?

Ludzie, którzy wypisują heroiczne historie o swoich żołnierzach i ich liderach otrzymują za to gratyfikacje. Nagradzają ich ich redakcje, nagradza ich wojsko, sami się nagradzają. W Iraku nazywałem to Judenraten – koszmar. Łącząc to z faktem, że nie chce im się jeździć tam, gdzie spadają bomby i że wyczuwają, co będzie lepsze dla ich karier, prawda nie ma szans. I to nie są odosobnione przypadki.

Abby: W 2003 roku wykrzyczano cię ze sceny gdy przemawiałeś na zakończeniu roku w Rockford College w Illinois…  wypędzono cię ze sceny…

Chris: Nie! Odcięto mi mikrofon! Ja chciałem mówć dalej! Ochrona powiedziała, że lepiej, żebym uciekał.

Abby: Smutne to i symboliczne, gdyż przemawiałeś przeciwko wojnie. Następnie New York Times pisze o tobie, że to ty ruinujesz prasę… Co czułeś wtedy?

Chris: Byłem w tej gazecie przez 15 lat i wiedziałem jakie są konsekwencje dla reportera. Kolumnista może sobie pozwolić na opinie, ale kolumnistów wybiera establiszment – ja nie miałem na to szans. Wiedziałem, jak moje opinie antywojenne mogą się zakończyć. Ale spędziłem 7 lat na Bliskim Wschodzie, rozumiałem, jaką toczymy grę, czułem, że jako Amerykanin mam obowiązek mówić, ponieważ ludzie ginęli w Iraku. Oczywiście to zachwiało moją karierą, ale nie mógłbym inaczej.

1,2 miliona zabitych w Iraku, 4 miliony wypędzonych, kraj w ruinie, i to kraj nowoczesny, rozwinięty, a z tego upadłego państwa rodzące się ruchy ekstremistyczne jak Al-Kaida a w końcu ISIS.

Nikt nie lubi tracić pracy… ale…

Abby: Szczególnie, że widziałeś te wojny.

Chris: I wiem, że większość z nich to wojny o zasoby i interesy. Opowiadamy światu, że niesiemy demokrację albo że walczymy z barbarzyńcami, chociaż jakoś nie jedziemy do Kongo, gdzie dzieją się rzeczy straszniejsze.

Nie można być lewicowcem, jeśli nie jest się antyimperialistą i antymilitarystą.

USA odpowiada za 40% wolumenu w handlu bronią. Musimy jakoś przetrącić temu kręgosłup. Nie tylko dlatego, że gwałci świat, ale dlatego, że tak patroszy nasz kraj. Najgorsze praktyki, jakie imperium stosuje na swoich peryferiach wracają potem do ojczyzny. Nadzór nad handlem, zmilitaryzowana policja, użycie śmiercionośnej broni na naszych ulicach, jak w Baltimor, niszczenie naszych podstawowych wolności obywatelskich.

Musimy być świadomi cierpienia Palestyńczyków, Irakijczyków, Pakistańczyków, Afgańczyków itd, musimy być świadomi przerażającej mocy naszej broni, jak choćby bomb kasetowych, które zrzucamy tym ludziom na głowy, ale musimy też rozumieć, że to wraca do nas.

Abby: Nawet najbardziej radykalnie lewicowy kandydat na prezydenta USA, Bernie Sanders, odmawia konfrontacji z przemysłem zbrojeniowym w USA. Odmawia też uznania zbrodni wojennych USA. Dlaczego według ciebie to w ogóle jest ważne?

Chris: Moim zdaniem ta symbioza finansistów i militarystów w Ameryce jest czymś, co trafnie nazwano zamachem stanu w zwolnionym tempie. Nie znamy nawet dokładnie naszego budżetu wojskowego. Wiele wydatków się przed nami ukrywa. Są estymacje, które pokazują, że rocznie wydajemy 1.6 biliona dolarów na wojsko. Nie można się więc spodziewać poważnych reform, jeśli tak gigantyczna część naszych środków płynie na armię.

Martin Luther King rozumiał doskonale w latach 60tych, że nie da się zbudować dobrobytu mając taki budżet wojskowy.

Bernie Sanders nie jest niestety żadną jaskółką.

Jeśli nie złamiemy kręgosłupa temu systemowi, każda rozmowa o pozytywnej zmianie będzie tylko gadaniem.

Abby: Pamiętamy, że kiedy Martin Luther King zaczął mówić o problemie zbrojeń, zaczął być marginalizowany.

Chris: Zabrano mu ochronę państwową. Johnson wiedział dokładnie, co to oznaczało ze względu na ilość gróźb jakie King otrzymywał.

Trzeba wybierać, albo stawiamy na barbarzyństwo albo wspólnotowość. Albo zmienimy radykalnie nasz stosunek do siebie nawzajem, oraz do planety, albo te wzniecone przez nas siły – siły śmierci w sensie filozoficznym – zabiją naszą nadzieję na lepszy świat.

I ostatnie 5 minut w tłumaczeniu Pracowni:

Abby: Słyszy się tutaj, że rewolucja w USA to romantyczna idea, która się tu nigdy nie zmaterializuje, takie rzeczy zdarzają się tylko gdzie indziej. Pisałeś o tylu rewolucjach, niektóre z nich się powiodły. Co myślisz o możliwości wybuchu rewolucji tutaj?

Chris: Kiedy system polityczny jest zawładnięty przez maleńką klikę – czy to wojsko, czy oligarchów – i system służy już tylko tej wąskiej elicie, to zawsze się jakoś odbija. Ten oddany cios może nie być niczym dobrym. W latach 30. XX wieku był to faszyzm. W tym samym czasie w USA przyszedł jako oświecona oligarchia pod wodzą Roosevelta. Roosevelt mówił o tym zupełnie otwarcie. Swoim kumplom oligarchom powiedział: Albo odpuścicie jakąś część swoich pieniędzy, albo pojawi się widmo rewolucji. A wtedy mieliśmy jeszcze starą partię komunistyczną, ruchy społeczne. Po I wojnie światowej były już poważnie osłabione, ale wciąż były i zdołały wystraszyć oligarchię i stworzyć New Deal. Po II wojnie światowej starano się je zupełnie zniszczyć. Nawet Roosevelt zwykł był mówić, że jego największym osiągnięciem jest ocalenie kapitalizmu.

Abby: Napisałeś niedawno wspaniały esej p.t. The real enemy is within, w którym czytamy:

„Prawdziwej natury imperium nie sposób zobaczyć od środka. […] Z wieloma zdesperowanymi Amerykanami, którzy to łyknęli jako swoje kredo, nie da się prowadzić racjonalnej dyskusji o imperium. Wypaczenia neoliberalizmu nie pozostawiły im nic innego. Tu zasadza się wirus faszyzmu, owinięty w amerykańską flagę, wynoszony przez chrześcijański krzyż i podtrzymywany przez biały suprematyzm. Jest potężną i niebezpieczną siłą w ciele polityki. I rośnie. Prawdziwy wróg jest wewnątrz”.

Wskazujesz oczywiście na symptomy erodującego imperium – heretyków, zdrajców, zupełnie jak było od czasów I w. św. Na czym polega ta ciągnąca się niemożność sprzeciwienia się tej narracji? Co się obecnie dzieje z naszym społeczeństwem i jak możemy pokonać tę mitologię?

Chris: To samo w sobie jest objawem choroby społeczeństwa. Kiedy ludzie są napierani […] kiedy dochodzą do takiej rozpaczy, takiej beznadziei, wtedy wycofują się w mityczne historie o sobie i już nie ma z nimi kontaktu, bo nie mówi się o rzeczywistości, która jest określona przez potwierdzone fakty, mówi się o micie. Jak dla mnie retoryka skierowana przeciwko Muzułmanom i to, co się przeciw nim robi, jest przerażające. Tego typu retoryka to iskra zapalna. Widziałem to na każdej wojnie, o jakiej pisałem. Najpierw sprawiasz, że ludzie mówią językiem przemocy, i następnie oni popełniają akty ślepej, masowej przemocy. Myślę, że osiągamy przerażający i bardzo niebezpieczny moment w historii Ameryki, kiedy rząd jest w coraz większym stopniu zakładnikiem władzy korporacyjnej i władzy militarnej. Nie jest już w stanie wyjść naprzeciw społeczeństwu, podejmuje surowe działania, pozbawiając nas swobód obywatelskich w tej najbardziej obserwowanej, szpiegowanej, fotografowanej i monitorowanej populacji w historii. […] Tym sposobem rozpali się te protofaszystowskie siły, wszystko się uświęci w ramach religii chrześcijańskiej. To przemawia w kulturze karabinów i w języku przemocy i jest symptomem umierającej cywilizacji. Ponieważ w ostatecznym rozrachunku to wszystko jest myśleniem magicznym. Nie jest realne. I moim zdaniem jedyny sposób na uratowanie się – i dlatego właśnie jestem socjalistą – to reintegrować tych ludzi w system gospodarczy. I zasadniczo, dać im nadzieję, dać im możliwość jakiegoś życia. Jednak w rzeczywistości robimy oczywiście coś wręcz przeciwnego. Pchamy ich coraz głębiej w ekstremizm. W efekcie będziemy mieli przerażające konsekwencje polityczne i historia ludzkości obfituje w przykłady to potwierdzające.

Advertisements

1 komentarz »

  1. Chris Hedges mówi : Ameryka rozprzestrzeniała swoje wpływy przez siłę militarną ale jeszcze bardziej przez korumpowanie elit lokalnych.

    ——————————————————————————————————————————————————————————

    Zilustruje to tym filmem :

    Komentarz - autor: Michał Jarzyński — 4 października 2015 @ 04:17


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: