PRACowniA

31 lipca 2015

Naćpani dżihadyści będą zrzucać nam na głowy bomby z cywilnych dronów

Joe Quinn
Sott.net
29 lipca 2015

© AFP Photo / Dominique Faget

Brytyjskie służby bezpieczeństwa, znane są ze swojej histerycznej obsesji na punkcie przerażania brytyjskiej opinii publicznej przez notoryczne powtarzanie fałszywych zagrożeń. Ostatnio użyły brytyjskiej prasy brukowej do stwierdzenia, że IS (zastępcza armia CIA/Mosadu/Saudich, wcześniej znana jako ISIL/ISIS) może z łatwością użyć dronów w wersji dla majsterkowiczów, dostępnych po przystępnej cenie, do zrzucenia materiałów wybuchowych na imprezy sportowe i kulturalne, odbywające się na wolnym powietrzu (ale oczywiście nie na budynki brytyjskiego rządu czy wywiadu), powodując masowe ofiary śmiertelne, a całe przedsięwzięcie może być filmowane pokładową kamerą. Następnie takie nagrania zostałyby przekazane Ricie Katz i jej grupie SITE w celu załadowania ich na Youtube. Tym samym cały dramat będzie dostępny dla szerokiej masy odbiorców.

Brytyjski dziennik Daily Express dowiedział się od anonimowego źródła związanego ze zwalczaniem terroryzmu, prawdopodobnie z wydziału propagandy agencji MI5, że „grupy terrorystyczne od jakiegoś już czasu próbowały przeprowadzić atak bombowy z użyciem dronów, ponieważ te maszyny są z każdym rokiem coraz wymyślniejsze”. Chociaż owo anonimowe źródło propagandowe z MI5 nie ujawniło, skąd wie o zamiarach dżihadystów, to wziąwszy pod uwagę fakt, że brytyjski wywiad od dawna jest znany z podpuszczania islamskich bojowników do przeprowadzania „ataków terrorystycznych” przeciwko ludności cywilnej, tak naprawdę wcale nie musiało nic ujawniać.

Jeśli chodzi o używanie dronów w tajnych i niecnych celach po to, żeby nastraszyć społeczeństwo, a czasem obce rządy, to wielokrotnie w ciągu ostatnich dwu lat zaawansowane technicznie drony klasy wojskowej lub wywiadowczej (zachodniej) przeleciały tuż nad francuskimi elektrowniami jądrowymi oraz macierzystym portem czterech atomowych okrętów podwodnych i Centrum Kontroli i Dowodzenia Marynarki Wojennej w Sainte-Assise pod Paryżem. Relacje świadków wskazują, że te drony były tak zaawansowane technicznie, że policyjne helikoptery nie były w stanie dotrzymać im tempa.

Jeden z ostatnich incydentów miał miejsce pod koniec lutego. Podobno pięć dronów latało nad ważnymi obiektami w Paryżu przez dwie noce z rzędu, w tym nad ambasadą USA, która z powodzeniem mogła być centrum dowodzenia tej operacji. Oczywistym i narzucającym się celem tych tajemniczych lotów jest przekazanie wiadomości bezpośrednio francuskiemu rządowi i armii, że są obserwowani i narażeni na atak. W końcu, gdyby za sterami był jakiś szalony dżihadysta z ISIS, z pewnością skorzystałby już z okazji i zrzucił którąś z tych „bomb”, co to według owego anonimowego oficera brytyjskiego wywiadu drony ISIS są w stanie przenosić.

W istocie, nie. Wysyłając drony nad francuskie bazy marynarki wojennej i centra dowodzenia, rząd USA przekazywał rządowi Francji – który w owym czasie rozważał dotrzymanie obietnicy sprzedaży Rosji dwóch Mistrali wyprodukowanych we Francji – bardzo jasną wiadomość: „jesteście narażeni na atak, więc róbcie, co wam mówimy”.

Ale skoro już mowa o „ISIS”, to skąd oni biorą pieniądze? Chodzi mi o to, że na utrzymanie armii, zdolnej powstrzymać połączone siły Syrii, Iraku i Hezbollahu, i to, podobno, wspomagane przez USA i trochę krajów europejskich (aczkolwiek komu dokładnie pomagają w tym konflikcie USA i UE, pozostaje sprawą dyskusyjną), potrzeba mnóstwo kasy. Niektórzy mówią, że ISIS sprzedaje z ciężarówek skradzioną ropę, ale z trudem można by uważać to za przepis na błyskawiczne wzbogacenie się. Bardziej wiarygodne wyjaśnienie „źródła szmalu” ISIS można znaleźć w niedawnej wypowiedzi szefa rosyjskiej służby antynarkotykowej, Wiktora Iwanowa, który, zabierając głos na międzynarodowej konferencji w Afryce, stwierdził, że gospodarka ISIS jest oparta na nielegalnym handlu narkotykami. Dodał, że „Nielegalne narkotyki tworzą swego rodzaju rezerwy złota i obcej waluty dla quasi-państwowych ugrupowań”, takich jak ISIS, które to na transporcie afgańskiej heroiny przez swoje terytorium zarabia nawet miliard dolarów rocznie.

Ta historia o afgańskiej heroinie jest dość ciekawa. Fakt, że przed wojną w Wietnamie, w jej trakcie, a także i po wojnie CIA przemycała heroinę wartości miliardów dolarów w Ameryce Pd. i „złotym trójkącie” azjatyckim jest już wiedzą powszechną. Obecnie największym na świecie producentem heroiny jest Afganistan. Ale nie zawsze był. Na krótko przed amerykańską inwazją w 2001 roku Talibowie wprowadzili zakaz uprawy maku, niemal wykorzeniając handel heroiną w Afganistanie. Ale w ciągu zaledwie kilku lat amerykańskiej okupacji tego kraju i „pokonania” Talibów produkcja opium z maku niebotycznie wzrosła.

Afganistan został zaatakowany pod pretekstem odwetu za ataki z 11 września, pomimo faktu, że nie miał z nimi absolutnie nic wspólnego. Trudno więc nie dojść do wniosku, że wzrost produkcji opium był przynajmniej jednym z prawdziwych powodów amerykańskiej inwazji i okupacji. Oczywiście teoretycy zbiegów okoliczności powiedzą, że ta obfitość heroiny to po prostu… ano, zbieg okoliczności, z czego wynikałoby, że rząd USA, czy też ich agencje „wywiadowcze” nigdy by nie knuły zrobienia wielkich pieniędzy na nielegalnej działalności (tak, tacy ludzie są kretynami). Ale do tego trzeba by zignorować niezwykle imponującą bazę historyczną dokumentującą zaangażowanie CIA w przemyt narkotyków, w tym afgańskiej heroiny.

Jak ujawnił historyk Alfred McCoy, kiedy w latach 70. i 80. CIA prowadziła operację szkolenia i zbrojenia Talibów przeciwko Rosjanom, do prowadzenia operacji agencja wykorzystywała wywiad Pakistanu, do finansowania – afgańską heroinę, a do prania pieniędzy – BCCI (Bank of Credit and Commerce International).1

Jeśli więc „ISIS” kiedyś zrzuci z dronów coś wybuchowego na papkowate głowy białych ludzi Zachodu, wykorzystując dochód z przemytu afgańskiej heroiny, wszelkie roszczenia odszkodowawcze powinny być kierowane do centrali CIA w Langley, w stanie Wirginia, USA. Nie należy się jednak spodziewać odpowiedzi – centrala CIA jest wypełniona wyznawcami teorii zbiegów okoliczności.

Przypis
1 Alfred McCoy, Drug Fallout: the CIA’s Forty Year Complicity in the Narcotics Trade. The Progressive, 1 sierpnia 1997

Tłumaczenie: PRACowniA

Advertisements

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: