PRACowniA

5 marca 2015

Zwolennicy szczepień niczym fanatyczni aktywiści antyaborcyjni

W debacie na temat szczepień religijna histeria bierze górę na racjonalizmem

Erica Burt & Doug DiPasquale
Sott.net
23 lutego 2015

 

© thedailybeast.com

 

We wczesnych latach 80. ubiegłego wieku świat obiegły szokujące nagłówki gazet, donoszące o aktach przemocy wobec lekarzy i personelu medycznego klinik aborcyjnych z rąk członków fundamentalistycznych grup religijnych. Pierwszym z odnotowanych przypadków było uprowadzenie przez trzech mężczyzn, utożsamiających się z ruchem antyaborcyjnym Armia Boga, Hectora Zevallosa – lekarza i jednocześnie właściciela kliniki aborcyjnej – oraz jego żony. Porywacze przetrzymywali uprowadzonych przez 8 dni. Od tego czasu zaczęły mieć miejsce kolejne przypadki kidnapingu, podkładania bomb w klinikach, zabójstw oraz prób zamordowania członków personelu medycznego, a także innych zwolenników prawa kobiet do wolnego wyboru w sprawie aborcji; odnotowano też setki gróźb śmiercią oraz ponad 150 aktów napaści i pobicia. Stali za tym ekstremalni aktywiści antyaborcyjni. Od tej pory tego typu incydenty zaczęły szerzyć się nie tylko w Stanach Zjednoczonych, ale też w Kanadzie, Australii i Nowej Zelandii.

I jak na razie niewiele się w tej kwestii zmieniło. W 2012 roku eksplodowała bomba podłożona w klinice Planned Parenthood w Grand Chute w stanie Wisconsin. W tym samym roku bomba zapalająca wywołała pożar w budynku Ladies Clinic w Pensacoli na Florydzie, przed którym w 1994 roku zastrzelono lekarza Johna Brittona oraz jego ochroniarza Jamesa Barretta. W owej klinice zdetonowano bombę już w 1984 roku, dokładnie w dniu Bożego Narodzenia. Jak zeznało później czterech sprawców tego czynu – był to „urodzinowy prezent dla Jezusa”.

Działania fanatycznych przeciwników aborcji – sprawców opisanych powyżej aktów przemocy – wprawiają w osłupienie. Jak to możliwe, że tak zagorzali zwolennicy ochrony życia poczętego, potępiający prawo kobiet do wolnego wyboru w sprawie aborcji, są w stanie dokonywać tak agresywnych czynów, tak zajadle protestować, grozić śmiercią i brać udział w kampaniach oszczerstw? W jaki sposób fundamentalne poglądy w kwestii ochrony życia mogą doprowadzić do tak, na pierwszy rzut oka, sprzecznego zachowania – zabijam, bo stoję na straży przykazania „nie zabijaj”?

Tak wygląda właśnie sposób myślenia religijnych terrorystów. Są tak bardzo oddani, ich zdaniem, słusznej sprawie, bez względu na jej niedorzeczność, że nie dostrzegają sprzeczności w swoim postępowaniu, mimo że bije ona po oczach. Tego typu goście to bez dwóch zdań „kompletne świry”.

© bibliotecapleyades.net — Masz pisać to, co ci powiedziano. Dziękujemy wam, media korporacyjne! Bez was kontrola ludzkości nie byłaby możliwa

Być może wy również, czytając najświeższe doniesienia prasowe, dostrzegacie podobieństwa pomiędzy zachowaniem antyaborcyjnych aktywistów i histerycznie usposobionych rzeczników walki z członkami domniemanego ruchu antyszczepionkowego. Szaleństwo, jakie ogarnia tych ostatnich, jak nic przypomina obłęd fanatyków zakazu aborcji w szczytowym punkcie ich krucjaty. Grożenie śmiercią i podłożeniem bomby, zaangażowanie w kampanie oszczerstw, zastraszanie członków rodzin osób, które głośno usiłują mówić prawdę o szczepionkach lub tylko wyrażają wątpliwości w kwestii postawy przyjętej przez fanatycznych zwolenników szczepień.

Proszczepionkowcy to ekstremiści, co do tego nie ma wątpliwości. Bo jak inaczej można określić postawę opartą na całkowicie błędnych założeniach przesiąkniętych emocjami, fałszywych przesłankach naukowych i nielogicznym myśleniu? Rzecznicy szczepień ulegają religijnej histerii, tak jak każdy antyaborcyjny fanatyk. Przy czym – co istotne – proszczepionkowcy, w odróżnieniu od fundamentalistów religijnych, nie są jakąś małą, skrajną grupą społeczną. Pośród nich są ludzie z różnych grup zawodowych, społecznych, rasowych i religijnych. Nie uczestniczą we wspólnych niedzielnych nabożeństwach, by przysłuchiwać się kazaniom, które mają umocnić ich przynależność religijną i jednocześnie demonizować niewiernych.

Zamiast tego gromadzą się wokół ołtarza mediów głównego nurtu i oddają mu cześć, gdyż one również niestrudzenie bombardują proszczepionkową propagandą, nawracają i demonizują odstępców oraz zapewniają wiernych, że tylko ich stanowisko jest słuszne – powołując się w tym celu na domniemane „setki badań”, które rzekomo potwierdzają bezpieczeństwo i skuteczność szczepień. Każdy, kto nie uległ temu „religijnemu” ferworowi, kto posiada chociaż dwa aktywne neurony i ma wewnętrzną siłę, by wyłamywać się ze stada i samodzielnie docierać do niezależnych wyników badań, musi dostrzec, że postawa zwolenników szczepień jest obarczona jakimś zasadniczym błędem.

Tych legendarnych „setek badań”, na które powołują się proszczepionkowcy, w rzeczywistości nie ma. Istnieją natomiast setki badań, o których „nie mówi się głośno, które się lekceważy, a nawet selektywnie recenzuje, przymykając oko na dane o skutkach ubocznych szczepień”. Domyślam się, że dziennikarze mediów głównego nurtu jakoś te fakty przeoczyli w swoim bez wątpienia skrupulatnym przeglądaniu źródeł, jakie poprzedzało późniejsze oczernianie i mieszanie z błotem tych, którzy mają czelność kwestionować naukową ewangelię. Dlaczego wyniki niezależnych badań nie są powszechnie dostępne, dlaczego próbuje się je ukryć? Bo są one, rzecz jasna, sprzeczne z założeniami proszczepionkowej religii! Najwyżsi kapłani koncernów farmaceutycznych, którzy szerzą naukową ewangelię poprzez swoich misjonarzy, tj. media głównego nurtu i przedstawicieli medycznych, nie mają ochoty na to, by tracić czas na rozważanie odmiennych stanowisk, kwestionujących przesłanie wielebnego $. Ryzyko jest zbyt wielkie. Utrata nawet jednego członka stada mogłaby negatywnie odbić się na wynikach finansowych.

“To strategia intelektualnych desperatów. Prawda nie lęka się dochodzenia. Jeśli skuteczność szczepień jest dowiedziona, a one same sprzyjają zdrowiu dzieci, to lekarze powinni być otwarci na pytania rodziców, a nawet otwarte dyskusje o zaletach szczepień. Obecnie natomiast mamy do czynienia z bezkrytycznym kultem. Jego wyznawcy mają w nosie dogłębne analizy, a nawet rzetelne dane naukowe. Szczepienia są dobre, bo tak im powiedziano. I to im wystarcza” – czytamy w artykule Mike’a Adamsa, pt. „The Flawed Theory Behind Vaccinations” („Błędna teoria szczepień”).

Lekarzom, wypowiadającym się w mediach, którzy nie zgadzają się ze stanowiskiem zwolenników szczepień i mają odwagę zalecać alternatywne metody immunizacji, grozi oczywiście zniesławienie i prześladowanie, są traktowani jak szarlatani i mogą utracić licencję zawodową. Zaś przekupione media wytrwale papugują mantrę koncernów farmaceutycznych o rzekomo niepodważalnej skuteczności i bezpieczeństwie szczepień.

Ale szczepionki nie ani skuteczne, ani bezpieczne. Nawet „Sąd Najwyższy Stanów Zjednoczonych nie dalej jak w 2011 roku orzekł, że szczepionki są “niezaprzeczalnie groźne”. A poza tym, jeśli nie byłyby szkodliwe, to jakim cudem od 1989 roku rząd amerykańskich wypłacił 3 miliardy dolarów tytułem odszkodowań dla osób, które utraciły zdrowie w wyniku szczepień?

Linki w paragrafie powyżej, jakkolwiek nie wyczerpujące tematu, nie są tam po to, by “dowodzić” braku bezpieczeństwa czy nieskuteczności szczepionek. Chcemy tylko pokazać, że w kwestii szczepień nie ma jednoznacznych rozstrzygnięć – innymi słowy, w świetle nauki ich skuteczność i bezpieczeństwo wcale nie są tak oczywiste. Przeciwnicy szczepień nie są szaleńcami, zwolennikami teorii spiskowych czy ludźmi, który bezkrytycznie wierzą w powielane plotki internetowe. Publiczna debata w tej kwestii niewątpliwe ma miejsce, lecz po obydwu jej stronach powinny zasiąść osoby myślące racjonalnie.

 

 

© bloximages.newyork1.vip.townnews.com — Antyszczepionkowcy zdaniem proszczepionkowców to osoby tępe, niepełnosprawne umysłowo. A dokładnie tacy są właśnie autorytarianie („Nie zamierzam szczepić moich dzieci. Uważam, że szczepionki prowadzą do zaburzeń psychicznych!” „Chcesz przez to powiedzieć, że jesteś… zaszczepiona?”)

 

 

Antyszczepionkowcy zdaniem proszczepionkowców to osoby tępe, niepełnosprawne umysłowo. A dokładnie tacy są właśnie autorytarianie („Nie zamierzam szczepić moich dzieci. Uważam, że szczepionki prowadzą do zaburzeń psychicznych!” „Chcesz przez to powiedzieć, że jesteś… zaszczepiona?”)

Dalsza dyskusja na temat bezpieczeństwa i skuteczności szczepień wykracza po zakres tego artykułu. Więcej informacji na ten temat można znaleźć w gorąco rekomendowanym przez nas filmie dokumentalnym z 2013 roku, autorstwa Gary’ego Nulla, pt. „Cicha epidemia: nieopowiedziana historia szczepionek” (z polskimi napisami):

 

 

Nie ma potrzeby, by ktoś godził się (lub nie) z faktem, że szczepionki są szkodliwe i nieskuteczne, chodzi o to, by przynajmniej zdał sobie sprawę, że w tej kwestii konieczna jest niewymuszona, szczera debata. Tymczasem rzecznicy szczepień zamiast udziału w otwartej, racjonalnej dyskusji, wolą uciszać oponentów – wykrzykując na całe gardło, stosując pogróżki i uciekając się do ataków ad hominem. Skoro dowody na nieszkodliwość szczepionek są jednoznaczne, to skąd obawy przed jawną, publiczną rozmową na ten temat?

Nagłówki mediów głównego nurtu donoszą, że antyszczepionkowcy są rozhisteryzowani, nierozsądni i nadmiernie emocjonalni, proszczepionkowcy – racjonalni, rozsądni i posiadają wiedzę naukową, a jakże by inaczej. Jak w przypadku większości artykułów pisanych zgodnie z narzuconą linią redakcyjną, jest dokładnie na odwrót. Krytycy szczepień to osoby zwykle dobrze poinformowane, znające wyniki badań, a w każdym razie, przynajmniej sceptycznie nastawione do oficjalnej szczepionkowej narracji. Mistrzami tyrad w histerycznym tonie są rzecznicy szczepień. Nie są w stanie przyjąć do wiadomości, że władze niekoniecznie muszą działać w interesie obywateli. Czują się zagrożeni obecnością tych, którzy kwestionują decyzje rządzących. Nie mogą zaakceptować faktu, że biznes szczepionkowy jest wielką ściemą, którego celem jest napychanie portfeli garstki zasiadającej na górze piramidy, kosztem cierpienia całej reszty, bo ich światopogląd w kwestii bezpieczeństwa i skuteczności szczepionek po prostu by runął. Nasze władze (Bóg) kochają nas. Nigdy by nas nie skrzywdziły. To my mamy rację. Ci, którzy podważają decyzje rządzących, są źli. Należy się ich pozbyć lub zmusić do konformizmu. Brzmi to niczym hasła fundamentalnej chrześcijańskiej krucjaty, nieprawdaż? Albo niczym słowa amerykańskiego żołnierza piechoty (albo generała), co?

Spójrzmy na artykuł Jesse Johnsona pt. „Antyszczepionkowcy a narcyzm epistemologiczny” (“Anti-vaxxers and epistemological narcissism”), będący odezwą do chrześcijańskich rodziców – przeciwników szczepień. Autor tego tekstu nawiązuje do ostatnich przypadków zachorowań na odrę w Kalifornii i w Arizonie i obwinia za to oponentów szczepień; w podobnym duchu są artykuły tutaj i tutaj. Piszący tego typu teksty całkowicie pomijają fakt, że „nie ma żadnych dowodów, które pozwoliłyby postawić znak równości pomiędzy zaszczepieniem i prawdziwą odpornością”. Johnson najpierw podkreśla, że tekst skierowany jest do chrześcijańskich rodziców, którzy podjęli decyzję o nieszczepieniu swoich dzieci, następnie opowiada bajki na temat odry, po czym (uwaga) wymienia „cztery przyczyny, dla których chrześcijanie powinny szczepić swoje dzieci”:

  1. Szczepienia są formą powszechnej łaski, która dramatycznie zmieniła świat na lepsze (Księga Rodzaju 3:18; Psalm 145:9-16; Mateusz 5:44-45; Dzieje Apostolskie 14:16-17). Udział w błogosławieństwie powszechnej łaski, której doświadcza społeczeństwo po upadku Wieży Babel, oznacza, że łączymy się jako narody, a ona sama – [łaska, czyli szczepienia] – czyni nasze życie lepszym (Księga Rodzaju 9:6, Druga Księga Królewska 12:2, Łukasz 6:33). Pracujemy, pobieramy się i chronimy się wzajemnie. Podstawową metodą tej ochrony są szczepienia przeciwko chorobom, które prześladowały członków kultur, które się nie szczepiły.
  2. A zatem zaszczepienie się jest formą miłości bliźniego (Księga Lewicka 19:18; Mateusz 5:43, List do Rzymian 13:8-10, List Jakuba 2:8). Wiedząc, że ktoś jest zbyt mały, młody lub słaby, by go zaszczepić, chronimy go dzięki temu, że sami jesteśmy zaszczepieni.
  3. Nie dajemy się zwieść rozsiewanym w Internecie plotkom, skutecznie zdyskredytowanym już dawno temu (Księga Hioba 12:20; Księga Przysłów 13:16). Nie oznacza to oczywiście, że ślepo wierzymy we wszystko, co dociera do nas ze świata „nauki”. Cechuje nas raczej zdrowy sceptycyzm, ale w przypadku szczepień możemy go porzucić, bo świat nauki jednomyślnie zapewnia, że szczepionki są bezpieczne (a dodatkowo, zalecane w większości stanów). Uchybiamy rozumowi, kiedy wierzymy w niepotwierdzone, zdyskredytowane plotki, zamiast przyjąć oczywisty fakt, że odra kiedyś wzbudzała grozę i że już od dawna tak się nie dzieje.
  4. Chrześcijanie biorą na siebie ryzyko, by powiększać wspólne dobro. Nie uczymy naszych dzieci, że „na pierwszym miejscu stawia się bezpieczeństwo”. Najpierw „Samemu Bogu cześć i chwała! (Soli Deo Gloria!), potem cała reszta. Chrześcijanie zwykli byli to rozumieć. Postawa moralna Jonathana Edwardsa, który zaraz po objęciu posady rektora Uniwersytetu Princeton poddał się szczepieniu przeciwko ospie wietrznej, wskutek czego zmarł, była kiedyś normą. Niewłaściwą postawą moralną, przyjmowaną w związku ze śmiercią Edwarda, jest „unikanie szczepień”. Należy „pogodzić się z ryzykiem wkalkulowanym w szczepienia na rzecz lepszej kondycji społeczeństwa”.

Biblia zakazuje wiernym ulegania internetowym plotkom, i to podobno nawet w dwóch osobnych rozdziałach – zaskoczyła nas ta informacja. Najwyraźniej profetyczny walor tej książki nie został doceniony. Zastanawiają też nauki płynące z faktu śmierci z powodu szczepionki przeciw ospie wietrznej – to podobno świetny przykład tego, jak dobrą rzeczą jest pogodzenie się z „wkalkulowanym ryzykiem”. Istna mentalna gimnastyka? Jak wam idzie?

Johnson kończy swe wywody następującym stwierdzeniem:

„Uznałem, że jest to swoista szara strefa dla chrześcijan, sytuacja nie do końca jasna, i że w związku z tym przeciwnika szczepień nie można uznać wprost za grzesznika. Można natomiast, w oparciu o zapisy biblijne, odwołać się do przenikliwości i mądrości wiernego następującymi słowami: nie niwecz szczytowych osiągnięć nauki, dotyczących kwestii społecznych, tylko z powodu epistemologicznego narcyzmu”.

“Epistemologiczny narcyzm”, że co? Zasadniczo pojęcie to oznacza “pragnienie posiadania zbyt rozległej wiedzy”. Drodzy czytelnicy, usłyszeliście to po raz pierwszy właśnie tutaj. Ten, kto chce zbyt wiele wiedzieć i kwestionuje decyzje autorytetów, jest pod wpływem złego! Szybko, wyłączcie przeglądarkę, zanim skażecie własną duszę na wieczne potępienie!

O ile przeciętny, liberalny ateista pomysł przeczesywania tekstów biblijnych w poszukiwaniu proszczepionkowych argumentów uznałby zapewne za dosyć żenujący, jego własny sposób rozumowania nie tak znowu bardzo się różni. Nie ma większego znaczenia, czy twoja wiara w dobroczynność szczepień opiera się na zapisach biblijnych, czy też na nieistniejących danych naukowych, wypluwanych przez tuby medialne – w obydwu wypadkach mamy do czynienia z klasycznym zachowaniem stadnym, popartym argumentacją przepełnioną emocjami, a nie z podejmowaniem decyzji w oparciu o wiarygodne wyniki badań oraz logikę.

Ekstremalne zachowania wyznawców religii szczepionkowej nabierają na sile. Są one coraz bardziej agresywne – stanowią niemalże dokładne odzwierciedlenie aktów przemocy w wykonaniu fanatycznych aktywistów antyaborcyjnych.

 

 

© neogaf.com — Jeśli nachodzą cię wątpliwości, posłuż się popularnym memem internetowym i umocnij swoje stanowisko. To prostsze niż przedstawianie solidnych argumentów („Umarłeś przez antyszczepionkowców”).

 

Groźby śmierci pod adresem lekarzy, którzy dzielą się ważnymi informacjami na temat wątpliwego bezpieczeństwa szczepionek

Lekarz, przekazujący opinii publicznej informacje na temat szczepień, otrzymuje pogróżki o podłożeniu bomby. Odwołano cykl wykładów.

Swoboda wypowiada słów, zabierania głosu i wygłaszania opinii jest naszym prawem wrodzonym, nabytym w momencie przyjścia na ten świat. Wolność słowa nie jest luksusem i z pewnością nie otrzymujemy jej od rządu. W Australii, a także w narastającym tempie w Stanach Zjednoczonych, niektóre opinie można wyrażać z większą swobodą niż inne. W notatce prasowej z 27 stycznia, wieloletnia nauczycielka i specjalistka ds. szczepień doktor Sherri Tenpenny napisała, że odwołuje cykl wystąpień zaplanowanych w Brisbane, Sydney, Adelaide, Melbourne i Gold Coast. Przyczyną anulowania wykładów były głosy proszczepionkowych ekstremistów, wzywające do przemocy wobec właścicieli (i członków ich rodzin) obiektów, w których miały odbyć się seminaria na temat zdrowia, a także pogróżki o podłożeniu bomby w kilku zarezerwowanych budynkach.

Druga z wykładowczyń, Stephanie Messenger, która solidarnie z doktor Tenpenny podjęła decyzję o anulowaniu odczytów, powiedziała:

„Dożyłyśmy czasów, w których uczestnikom seminariów nie można zapewnić bezpieczeństwa. Niektórzy z nich zamierzali wziąć ze sobą małe dzieci. Groźby są uporczywe. Nie jesteśmy w stanie zagwarantować, że przybyłym gościom nie stanie się nic złego”.

Niestety sprawcy tych pogróżek nadal są na wolności.

Dosyć wyraźnie widać, że osoby kwestionujące zasadność szczepień ucisza się, a w mediach głównego nurtu oczernia. W rzeczywistości proszczepionkowcy tak bardzo obawiają się każdego, kto krytykuje ich religię, że muszą wygrażać śmiercią nie tylko lekarzom, którzy są przeciwni szczepieniom, ale też niczemu winnym obywatelom, którzy chcą usłyszeć, co do powiedzenia mają krytycy szczepień. Przeciętny liberał oburzał się z powodu „ataku na wolność słowa”, obklejając strony fejsbuka hasłem „Je suis Charlie”, solidaryzując się w ten sposób z ofiarami masakry w redakcji Charlie Hebdo. Ale kiedy usiłuje się zamknąć usta prelegentom, którzy chcą mówić o szkodliwości szczepionek, grożąc im śmiercią – przeciętny liberał nie dostrzega problemu.

 

© red-pill.org — Ślepa wiara. Ponieważ myślenie boli

 

Wyłamywanie się z tłumu wiąże się z wieloma problemami i w pewnym sensie jest niebezpieczne – oznacza ostracyzm, zniesławienie, okazjonalne naplucie w twarz. Jeśli znajdziesz się pod ostrzałem rozhisteryzowanego proszczepionkowca, to musisz się liczyć nawet z utratą życia. Poczytaj na Wikipedii o antyaborcyjnej przemocy – czy naprawdę te zachowania różnią się aż tak bardzo od tego, co robią fanatyczni rzecznicy szczepień?

Grożenie śmiercią krytykom szczepień nie jest niczym nadzwyczajnym. Profesor Garth L. Nicolson, specjalista od patologii molekularnej, kierownik i główny pracownik naukowy w Instytucie Medycyny Molekularnej w Huntington Beach, w Kalifornii, prowadzi wykłady na uniwersytetach medycznych w Stanach Zjednoczonych i w Australii. Jest dobrze wykwalifikowanym, szanowanym biochemikiem, znanym z opracowania przełomowego modelu błon komórkowych. Kiedy dowiedział się o nieetycznym testowaniu skażonych szczepionek na więźniach w Teksasie (i zaczął dzielić się tą wiedzą), które później podawano żołnierzom walczącym w pierwszej wojnie w Zatoce Perskiej, zaczął otrzymywać pogróżki śmierci.

Doktor Nicolson opowiedział, co mu się przytrafiało, kiedy on i inni naukowcy pozyskali wiedzę na temat eksperymentów w teksańskich więzieniach a także na temat skutków ubocznych szczepień, jakie pojawiły się wśród żołnierzy amerykańskich w Zatoce Perskiej:

„Zmuszono nas do opuszczenia Teksasu. Miałem wówczas pełny etat profesorski i byłem szefem katedry na Uniwersytecie w Teksasie, ale zostałem dosłownie zmuszony do wyjazdu, bo przebywanie w tamtym miejscu stawało się zbyt niebezpieczne. Kilku moich kolegów uśmiercono. Mojemu przełożonemu strzelono w tył głowy w jego biurze, gdyż zamierzał mówić głośno o eksperymentach na więźniach. Sytuacja zaczęła robić się coraz bardziej poważna”.

Skoro usiłuje się wyeliminować tych, którzy otwarcie chcą mówić prawdę, to najwyraźniej za kulisami badań nad szczepionkami dzieje się coś paskudnego i niepokojącego. Osobą, którą podobno straszono śmiercią, był również wieloletni badacz skutków ubocznych szczepień doktor Andrew Moulden. Zmarł w tajemniczych okolicznościach w 2013 roku. Niektórzy twierdzą, że miał atak serca, inni, że popełnił samobójstwo (mimo, że nie miał ku temu powodów).

Grożenie śmiercią oraz ekstremalna wściekłość, wyrażana w „religijnym ferworze” przez fanatycznych rzeczników szczepień, nie powstrzymuje niektórych niezależnych badaczy od mówienia prawdy. Wówczas straszy się ich możliwością utraty pracy:

Kardiolog z Arizony: Nie szczepcie dzieci, zamiast tego stosujcie dietę paleo

Doktor Jack Wolfson uważa, że lepsza niż szczepienia jest zmiana stylu życia.

Pomimo ostatniego wykrycia ogniska odry w kalifornijskim Disneylandzie, doktor z Paradise Valley w Kalifornii uważa, że dzieci nie należy szczepić, bo choroby wieku dziecięcego powinny zostać przechorowane.

„Odrę, świnkę, różyczkę i ospę wietrzną należy przechorować, dzieci mają do tego prawo” – powiedział doktor Jack Wolfson z Wolfson Integrative Cardiology w Paradise Valley.

Wolfson nie wierzy w szczepienia – „Nie ma potrzeby, by w celu wzmocnienia systemu odpornościowego wstrzykiwano nam i naszym dzieciom chemikalia”.

Doktor Wolfson uważa ponadto, że najważniejszą kwestią jest utrzymywanie zdrowego układu odpornościowego. W tym celu należy unikać chemikaliów, dobrze się wysypiać, wykonywać ćwiczenia fizyczne, brać suplementy i dobrze się odżywiać.

„Jestem ogromnym fanem diety paleo. Chcę, by nasze dzieci jadły to, co spożywali nasi przodkowie przez miliony lat. To najlepszy sposób na ochronę przed chorobami” – powiedział doktor Wolfson.

 

© ascendingstarseed.wordpress.com — „Nie” dla obowiązkowych szczepień

 

W powyższym stwierdzeniu nie ma niczego kontrowersyjnego. Są to zwyczajowe zalecenia lekarzy, stosujących naturalne kuracje. Może są niekonwencjonalne. Ale przez to nie traci się przecież licencji lekarskiej. Nieprawdaż? Okazuje się, że jest inaczej.

Komisja Lekarska Arizony pełną parą ściga doktora Wolfsona za to, co powiedział. Dodatkowo, tzw. „eksperci” domagają się, by tego typu lekarzy pozbawiać prawa do wykonywania zawodu, bo – choć nie do końca nie wiadomo, w jaki sposób – szkodzą pacjentom.

Czy prawo lekarza do niezalecania szczepionek swoim pacjentom było kiedykolwiek przedmiotem dyskusji? Od kiedy to wyrażanie opinii stanowi podstawę do pozbawienia lekarza licencji lekarskiej?

Dobre pytania. Zdaje się, że w środowisku przesiąkniętym szczepionkową histerią każde odstępstwo od linii partyjnej, tj. od oficjalnych zaleceń w sprawie szczepień, stanowi pretekst do odebrania prawa wykonywania zawodu. Charlie Hebdo to przy tym nic – oto jesteśmy świadkami najgorszego w tej dekadzie ataku na wolność słowa.

 

© thesleuthjournal.com — Centrum siania masowej histerii. Pandemia! Kwarantanna! Zjadliwe wirusy! vs. Centrum kontroli chorób. Wyluzuj.

 

Mówiąc dalej o wolności słowa. Moja znajoma – lekarz medycyny naturalnej – opowiedziała mi o e-mailu, jaki otrzymała od Kanadyjskiego Stowarzyszenia Lekarzy Medycyny Naturalnej (Canadian Association of Naturopathic Doctors – CAND), w związku z ostatnimi kontrowersjami w sprawie szczepień. Oto jego fragment:

“Rozumiemy, że w związku z ostatnią burzą medialną z powodu odry, szczepionek i nozod [wytwory chorobowe ludzkich organizmów] członkowie stowarzyszenia mają ochotę zabrać głos i wyjaśnić reporterom, że są w błędzie i że nie rozumieją zasad medycyny naturalnej. Jednakże w tym przypadku potencjalne ryzyko przeważa nad korzyściami, a zatem prosimy, aby wszyscy członkowie zamiast reagować i angażować się bezpośrednio w medialne debaty, kontaktowali się ze Stowarzyszeniem.

Jak w przypadku większości incydentów, dziennikarze usiłują wyprofilować dwie strony spornej kwestii. W tym szczególnym przypadku media poszukują przeciwstawnego stanowiska w sprawie szczepień i chcą, by lekarze medycyny naturalnej mieli w tym swój udział, nawet jeśli większość naturopatów przekazuje pacjentom wiedzę na temat szczepień, w tym również na temat ich korzyści. Media, zamiast kierować uwagę na rzeczywiste fakty, będą koncentrować się na drobnych wyjątkach, tak jak uczyniono to we wczorajszym artykule w tygodniku Globe & Mail. W tej sytuacji lekarze medycyny naturalnej, decydując się na rozmowę z mediami, ustawiają się na z góry przegranej pozycji”.

W kolejnym fragmencie listu naturopaci są instruowani, żeby w przypadku prób kontaktu ze strony mediów nie reagowali na zaczepki, lecz bezzwłocznie zasięgnęli rady prawników! I to ma być otwarta i szczera debata na temat szczepień?

Pamiętacie tego człowieka? To doktor Andrew Wakefield – zło wcielone, oskarżany o utworzenie w pojedynkę ruchu antyszczepionkowego w formie, w jakiej istnieje do dziś. Za to, że ośmielił się zasugerować możliwość istnienia związku (skądinąd całkowicie uzasadnionego i możliwego) pomiędzy podaniem szczepionki MMR i pojawieniem się autyzmu u podatnej części populacji, został wystawiony na nikczemną i zajadłą medialną kampanię oszczerstw, mającą na celu skłonienie go do porzucenia pracy badawczej. Niestety, kariera tego człowieka legła w gruzach:

Doktor Wakefield wypowiadający się we wspomnianym już powyżej filmie dokumentalnym pt. “Cicha epidemia: nieopowiedziana historia szczepionek”:

„Problemy ze szczepionkami w ogóle, a w szczególności z MMR, są znaczenie większe, niż przypuszczano. Już jako lekarz i naukowiec zacząłem kwestionować bezpieczeństwo szczepionek w latach 1990-1991. Im bardziej się w to zagłębiałem, tym bardziej byłem zaniepokojony. Odpowiedzi na pytania, które wysyłałem do władz, były niesatysfakcjonujące i nienaukowe. W większej mierze osadzone w systemie wierzeń, nadziei i myśleniu życzeniowym, niż oparte na twardych, niezbitych, naukowych faktach. Im bardziej szukałem i im więcej do mnie docierało, tym bardziej stawałem się zaniepokojony. Nie tylko z tego powodu, że nie przeprowadzono żadnych badań odnośnie bezpieczeństwa szczepionek, ale również dlatego, że w ogóle nie było potrzeby ich wytwarzania, a w pierwszym rzędzie szczepionki przeciwko śwince. I nie jest to moja opinia, ale opinia Centrum ds. Kontroli Chorób (Control Disease Centre – CDC) oraz innych organów regulujących kwestię szczepień w Wielkiej Brytanii. Szczepienia zostały wprowadzone na rynek w celach handlowych, w interesie wielkich koncernów farmaceutycznych, a nie w interesie społecznym!”.

Toż to przecież bluźnierstwa! A zatem nic dziwnego, że doktora Wakefielda przedstawiano jako wcielenie współczesnego szatana. Równie dobrze mógłby powiedzieć, że Jezus nigdy nie istniał [po polsku tutaj].

 

© scoop.it — Rysunek satyryczny proszczepionkowców ubolewających nad faktem, że ktoś ma czelność kwestionować ich ewangelię, zadając pytania tym, którzy nadal posiadają umiejętność myślenia (Zanim działania Wakefielda podejmowane na szkodę ludzkości ujrzały w pełni światło dzienne, zanim wycofano jego teksty i odebrano mu licencję, zdołał już namieszać. A teraz dla przeciwników szczepionek jest niczym męczennik)

 

Pogróżki śmiercią, oszczerstwa, publiczne ścinanie głów (nie dosłownie, ale wszystko przed nami) wyraźnie pokazują, że proszczepionkowcy postrzegają domniemany ruch antyszczepionkowy jako poważne zagrożenie, coś, czego należy się pozbyć każdym możliwym sposobem. Przy czym na początek postawmy sprawę jasno: nie ma de facto czegoś takiego jak „ruch antyszczepionkowy”:

Levi Quackenboss w artykule: “Nie istnieje ruch antyszczepionkowy”:

Nie ma czegoś takiego jak “ruch antyszczepionkowy”. „Ruch” to rozwijająca się organizacja, zrzeszająca wiele osób, które chcą osiągnąć określony cel. Rodzice, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci, nie mają „wspólnego celu”. Nie istnieje żaden docelowy poziom odsetek osób niezaszczepionych, do którego chcą potajemnie dobić. Nie mają żadnego planu, by kogokolwiek do czegokolwiek zmuszać. Nie ma żadnej ustalonej daty ogłoszenia zwycięstwa. Ci, którzy chcą być zwolnieni z obowiązku szczepień, mają tylko jedną cechę wspólną: nie dbają o to, co robisz ze swoim dzieckiem w kwestii szczepień. Koncentrują się na swoim.

Ruch proszczepionkowy jest wspierany finansowo w formie gotówki, dotacji oraz dzięki sile ludzkiego umysłu przez ludzi, którzy bogacą się na produkcji i sprzedaży szczepionek. Jasne, że mają oni też do dyspozycji niezastąpioną armię żołnierzy piechoty, nie do końca intelektualnie stabilnych, ale siła napędowa pochodzi z wyższego poziomu. Celem ruchu proszczepionkowego jest osiągnięcie 100% podporządkowania się programowi szczepień. A ci, którzy chcą być zwolnieni z obowiązku szczepień? Oni nie przejmują się tym, czy ktoś stosuje się do zaleceń.

Ruch proszczepionkowy przyłączył się do grupy lokalnych wydziałów zdrowia po to, by dotrzeć do ustawodawców stanowych i przekonać ich do wprowadzenia przepisów, które pozwalałyby na odbieranie praw rodzicielskich tym, którzy uchylają się od obowiązku szczepień. A ci, co nie chcą szczepić? Ich nie interesuje, w jaki sposób inni dbają o zdrowie swoich dzieci, a zatem nie mów im, jak mają zajmować się własnymi.

Ruch proszczepionkowy nawiązuje kontakty z mediami, będącymi własnością koncernów farmaceutycznych, by ci wyzywali na wizji rodziców, którzy nie chcą szczepić swoich dzieci, od ignorantów i nieuków. A ci rodzice? Większość z nich nie ma przyjaciół w mediach, a nawet gdyby mieli, z pewnością nie obrzucaliby nikogo błotem. Dlaczego? Bo mają w nosie stanowisko i opinie innych na temat szczepionek.

W 1853 roku parlament brytyjski przyjął ustawę o obowiązkowych szczepieniach przeciwko ospie wietrznej. Za niestosowanie się do tych przepisów groziła kara grzywny, a za uchylanie się od jej zapłacenia – więzienie. To doprowadziło do masowych demonstracji członków klasy pracującej. Protestowały też znane osoby, a nawet członkowie parlamentu. 1885 roku z powodu ponad 3000 spraw sądowych w toku, i to tylko w jednym hrabstwie, protestowało 20 000 osób. Ostatecznie w 1898 roku dopuszczono możliwość zwolnienia z obowiązku szczepień z przyczyn religijnych lub etycznych.

Odstąpiono też od karania za brak szczepień, a rodzicom nieprzekonanym co do bezpieczeństwa i skuteczności szczepień, dano możliwość uzyskania zwolnienia. Ale był jeden „haczyk” – kto chciał otrzymać zwolnienie, musiał spełnić pewne wymagania urzędnicze do czasu ukończenia przez dziecko 4 roku życia. Jak można było się spodziewać, wielu urzędników nie zgadzało się na wykonywanie tych obowiązków, a w związku z tym idea wolnego wyboru w kwestii szczepień zaczęła kuleć.

W wyniku presji społecznej w 1907 roku rząd brytyjski ostatecznie uchwalił Ustawę w sprawie szczepień. Zgodnie z nią każdy rodzic mógł uzyskać pozwolenie na odstąpienie od obowiązku szczepień. Wystarczyło wysłać do lokalnego urzędnika odpowiadającego za politykę szczepień podpisaną deklarację, w której należało wyrazić obawę, że szczepienia mogą zaszkodzić zdrowiu dziecka. W 1907 roku aż 17% brytyjskiej populacji uzyskało status zwolnionych. Był to początek współczesnej polityki, pozwalającej na odstąpienie od obowiązku szczepień z przyczyn światopoglądowych – zrodzonej w efekcie uciążliwego wtrącania się rządu i władz lokalnych w prawa rodzicielskie.

To, moi drodzy, był ruch antyszczepionkowy.

W 2015 nie istnieje żaden ruch antyszczepionkowy, ale proszczepionkowcy, nie zniechęcajcie się. Nadal rzucajcie obelgami w mediach, nawijajcie bez krępacji z lokalnymi legislatorami. Prześladujcie niemowlęta, by wstrzykiwać im szczepionki, których wy sami już od dziesięcioleci nie otrzymujecie. Trajkoczcie o ruchu antyszczepionkowym, a ci, którzy uchylają się od obowiązku szczepień, na pewno dadzą wam jakiś nowy pretekst, abyście mieli kolejny temat do obgadania – zanotujcie moje słowa. Ci, którzy nie pamiętają przeszłości, są skazani na jej powtarzanie.

 

© memegenerator.net — Proszczepionkowcy najwyraźniej tak widzą wzorcowego obywatela („Spójrzcie na mnie. Jestem antyszczepionkowcem”)

 

Nie ma ruchu antyszczepionkowego, a proszczepionkowcy i tak z nim zacięcie walczą, na każdym froncie. Dlaczego tak się dzieje? Ten cytat z Biblii chyba pasuje w tym miejscu: „Ucieka występny [lub atakuje], choć go nikt nie goni [lub nie atakuje] – Księga Przysłów 28.

Przywodzi to na myśl rozmowy chrześcijańskich fundamentalistów na temat „homoseksualnej konspiracji”, zgodnie z którą geje są tak zdeterminowani, że „polują” na osoby heteroseksualne, a zwłaszcza dzieci, by wciągnąć je do swojego „perfidnego” stylu życia. Każdy homoseksualista lub ktoś, kto zna chociaż jedną osobę o takiej orientacji, od razu zwróci uwagę na niedorzeczność takiego sposobu myślenia. Osoby homoseksualne, ogólnie rzecz ujmując, nie dbają o to, jakiej orientacji jesteś ty czy ktokolwiek inny. Oni chcą tylko jednego – by zostawić ich sam na sam z ich życiem seksualnym. Przeciwnicy szczepionek chcą tego samego – mają w nosie, czy szczepisz siebie lub swoje dziecko, chcą tylko prawa do podejmowania swobodnych decyzji w zakresie opieki medycznej i nie chcą, by ich ktokolwiek nękał i prześladował.

Podobnie jak dyskusje o aborcji, tak i debaty na temat szczepień sprowadzają się w istocie do tego, czy masz prawo robić ze swoim ciałem to, co uważasz za stosowne. Fundamentaliści stawiają sprawę jasno – nie masz takiego prawa, bo twoje ciało jest własnością państwa i w związku z tym nie możesz samodzielnie decydować, jakim medycznym procedurom poddajesz się ty czy twoje dziecko. Zdaje się, że w celu uciszenia tych, którzy nie podzielają ich poglądów, ci szaleńcy byli w stanie sięgnąć po naprawdę ekstremalne metody, podobne do tych, którymi posługiwali się przed nimi fanatyczni przeciwnicy aborcji. To zadziwiające, jak wielu lewicowców, którzy żarliwie opowiadają się za wolnością wyboru w sprawie aborcji, popiera jednocześnie przymusowe szczepienia. Przypuszczam, że słowo „wybór” jest bardziej giętkie, niż myślałam, lub wykracza znacznie poza zakres słownikowej definicji.

Aby lepiej zrozumieć, w jaki sposób ta cała szczepionkowo debata stawiana jest na głowie i jak proszczepionkowcy manipulują informacjami na własny użytek, obejrzycie materiał filmowy pt. „Antyszczepionkowcy rujnują Disneyland”:

 

 

Już po 2 minutach oglądania można dostrzec przepełnione złością potępienie i całkowite lekceważenie obaw i pytań stawianych przez członków „ruchu antyszczepionkowego”. Jeden z gospodarzy programu mówi wprost: „Pieprzyć tych ludzi!”. Jaki inteligentny sposób na skłonienie mas do przyjęcia proszczepionkowego stanowiska! Dalej słyszymy, że to bogaci rodzice decydują się nie szczepić, bo uważają, że odsuwanie szczepienia w czasie jest teraz w modzie. Mówią, że w „pewnym sensie winni są też rodzice”, ale że w gruncie rzeczy należy oskarżać tych, którzy stoją za „antyszczepionkową agendą”.

 

© piedtype.com — Wiele z osób, które zaraziły się odrą w Disneylandzie, było przeciwko niej zaszczepionych. Ale to nie przeszkadza mediom w dalszym obwinianiu za ten incydent przeciwników szczepień.

Więcej medialnych przekłamań w sprawie stanowiska antyszczepionkowców

Zdaniem Rexa Murphy’ego, gospodarza programu Point of View, przeciwnicy szczepień, tacy jak Jenny McCarthy, przyznają, że “ich potencjał intelektualny jest na poziomie zbutwiałego pniaka, w którym można nawet zamieszkać!”. Co za argument… robi się coraz goręcej, posłuchajcie, co ten koleś mówi do publiczności: „zbyt duża wolność [wyboru] spowodowała, że garstka samolubnych i dogłębnie głupich osób trajkocze o wyssanych z palca krzywdach, by przenieść się z drogi rozsądku i medycyny na ścieżkę własnych, niebezpiecznych fantazji. Postawa antyszczepionkowa jest niesłychanie samolubna, uchylanie się od zaszczepienia dziecka stoi na równi z darmowym korzystaniem z dobrych praktyk innych [czytaj: z dobrodziejstw programów szczepień ochronnych]. Ich dobrą praktyką jest ochrona przed waszą bezgraniczną, nonszalancką niefrasobliwością!”.

W obliczu tej całej antagonistycznej nagonki, podobnie jak w przypadku wielu innych życiowych kwestii, zadajmy sobie pytanie: Co powiedziałby Ghandi? „Bądźcie nieposłuszni!”.

Zakończenie

Bez względu na to, czy jesteś za, czy przeciwko szczepieniom, prawda jest taka, że szczepionkowa debata wykroczyła daleko poza racjonalne granice. Nad rzeczową dyskusją bierze górę histeria, emocje sięgają szczytu, a obelgi, groźby śmiercią, cofanie licencji lekarskich i kampanie oszczerstw stały się narzędziami w tej grze – przynajmniej na razie. Czy długo jeszcze będziemy czekać na fizyczne ataki, uprowadzenia i pozbawianie życia w imię ochrony zdrowia naszych dzieci zysków koncernów farmaceutycznych?

Tłumaczenie: PRACowniA

Advertisements

31 komentarzy »

  1. Będąc zwolenniczką szczepień chciałabym mieć możliwość wyboru, czy moje dziecko ma mieć kontakt z dzieckiem nie szczepionym. Informacja o dzieciach nie szczepionych lub szczepionych powinna być do wglądu w żłobku, przedszkolu i szkołach. Nie chcę, żeby moje dziecko było zagrożone. Chcecie tak żyć, chcecie patrzeć na chorobę swoich dzieci – to wasza sprawa, ale nie macie prawa narażać na to mojego dziecka. Takie jest moje zdanie, wg was to pewnie atak. Ostatnio cały czas czytam jakie groźne są szczepionki, jak to nie należy tego robić, jak walczycie o to, a jakoś nie stykam się z atakami na was – nieszczepionkowców. Kto tu jest „antyaborcyjnym fundametalistą” ?

    Komentarz - autor: Ewa — 5 marca 2015 @ 10:30

  2. @Ewa

    „Nie chcę, żeby moje dziecko było zagrożone”.

    Jak rozumiesz zagrożenie Twojego szczepionego dziecka przez dzieci nieszczepione? Skoro szczepionka jest rzeczywiście skuteczna, to powinna chronić Twoje dziecko przed chorobami przenoszonymi przez dzieci nieszczepione.

    Komentarz - autor: koliber — 5 marca 2015 @ 13:56

  3. @ Ewa
    chciałabym mieć możliwość wyboru, czy moje dziecko ma mieć kontakt z dzieckiem nie szczepionym

    Skoro uważasz, że szczepienie ma sens, tzn. chroni przed zakażeniem, to czego się obawiasz?

    Ostatnio cały czas czytam jakie groźne są szczepionki

    I mimo to decydujesz się szczepić swoje dzieci?

    Dziwna logika.

    Komentarz - autor: iza — 5 marca 2015 @ 14:10

  4. @koliber

    „Jak rozumiesz zagrożenie Twojego szczepionego dziecka przez dzieci nieszczepione?”

    Koliber, Ewa pewnie się pomyliła. Chciała napisać: „Chcę, by wasze nieszczepione dziecko było zagrożone”.

    Shedding is when the live virus that is injected via vaccine, moves through the human body and comes back out in the feces, droplets from the nose, or saliva from the mouth. Anyone who takes care of the child could potentially contract the disease for some time after that child has received certain live vaccines.

    Komentarz - autor: Kate — 5 marca 2015 @ 14:54

  5. Trzeba przeżyć skutki uboczne szczepień własnego dziecka aby wypowiadać się /odpowiedzialnie/ na temat skuteczności szczepień.

    Komentarz - autor: iwona — 5 marca 2015 @ 16:32

  6. Ewa piszesz: „nie stykam się z atakami na was – nieszczepionkowców.” I otóż cała twoja wypowiedź jest najlepszym przykładem – tu i teraz, ataku na „nieszczepionkowców”, nieprawdaż?

    Komentarz - autor: Peter — 5 marca 2015 @ 17:34

  7. i co ja zrobię gdy takie osoby jak Ewa na widok mojego zdrowego od zawsze, nigdy nieszczepionego dziecka pójdą po ekspertów z kajdankami i bronią by mnie ewangelizować?

    Komentarz - autor: Paweł — 6 marca 2015 @ 00:03

  8. Wg. mnie, zło tego świata bazuje na braku myślenia takich osób jak pierwsza z komentujących. Czy w związku z tym, powinienem się, za jej przykładem, domagać izolacji od tego typu osób?

    Komentarz - autor: Michał Wolski — 6 marca 2015 @ 09:51

  9. Świetny artykuł, a wyjątki z tekstu Jesse Johnsona po prostu kapitalne.
    A pani Ewa? No cóż… Klasyczny przykład braku umiejętności logicznego myślenia.

    Komentarz - autor: Magia — 6 marca 2015 @ 17:56

  10. Co tu kombinowac – gdy ktos zaszczepi swoje dziecko to powinien byc neutralny w kwestii dzieci nieszczepionych bo szczepionka CHRONI przed zachorowaniem.
    Gorzej gdy nieuchroni a dziecko skonczy z powiklaniami.

    Komentarz - autor: iluminat — 6 marca 2015 @ 18:45

  11. Szczepionka powinna chronić przed zachorowaniem, z założenia, ale może się zdarzyć mniejsza odporność. Osoby nieszczepione mogą być nosicielami, choć same nie chorują i wtedy moje dziecko będzie narażone. Wszystkie powyższe komentarze wpisują się napaść „antyaborcyjnych fundamentalistów”. Ja was nie obrażałam, nie zmuszałam do szczepienia. Chcę mieć TYLKO możliwość dokonania wyboru. A wy co, jedynia słuszni, niemal święci?
    Chcecie by wasze dzieci chorowały – wasza sprawa, od mojego dziecka wara.
    Nie chcecie szczepić, nie szczepcie, ale ja MAM PRAWO o tym wiedzieć. Myślicie, że przestraszę się waszych jedynie słusznych obelg, pokrzykiwań? To ja jestem odpowiedzialna za moje dzieci i chronię je tak jak uznam za słuszne. I wara wam do tego.
    Jeśli chcecie by koncerny więcej zarabiały na waszych chorych dzieciach gdy przechodzą chorobę, to wasza rzecz, ale nie wmawiajcie innym, że szczepienie to większy biznes niż leki.

    Komentarz - autor: Ewa — 8 marca 2015 @ 16:08

  12. @Ewa
    Kobieto z logiką na bakier postaraj się jednak pomyśleć:
    1. Twoi guru mówią ci, że szczepionki uodparniają, czyli są skuteczne. Jakim więc cudem obawiasz się zarażenia swojego dziecka przez dziecko niezaszczepione?
    2. Twoi guru nie mówią ci, że to twojemu dziecku wszczepiany jest materiał genetyczny bakterii i wirusów wywołujących choroby zakaźne, dzięki czemu to twoje dziecko staje się nosicielem tychże chorób i to twoje dziecko staje się zagrożeniem przez długie tygodnie od zaszczepienia dla dzieci nieszczepionych.
    3. Nikt cię tu nie obrzucił obelgami ani nie pokrzykiwał na ciebie. Zajrzyj łaskawie do słownika języka polskiego i związków frazeologicznych i postaraj się przeczytać ze zrozumieniem hasła: „obelga”, „obrzucać obelgami”, „pokrzykiwać na kogoś”, „obrażać”. Zdaje się, że to ty, w swoim szczepionkowym zapale, próbujesz obrazić innych, np. poprzez używanie sformułowania „wara wam”. [Poza tym, skoro już jesteśmy przy wyrażeniu „wara wam”, to prawidłowo winnaś napisać „wara wam OD tego”. A jak napisałaś?]
    4. Jeśli chodzi o biznes, to zarówno szczepienia dają całkiem niezłą kasę (uzbiera się ładnych kilkadziesiąt miliardów dolców rocznie), jak i leki na schorzenia będące następstwem „odczynów poszczepiennych”, które niejednokrotnie trzeba będzie kupować do końca życia pacjenta. Czyżby sprawdzało się po raz kolejny stare przysłowie „pszczół”, że ręka rękę myje?

    A tak w ogóle to napij się herbatki z melisy i ochłoń nieco w swojej zapalczywości, kobieto na bakier z logiką.

    Komentarz - autor: Magia — 8 marca 2015 @ 17:44

  13. @Ewa
    I jeszcze jedno. Raczyłaś napisać: „Chcecie by wasze dzieci chorowały – wasza sprawa, od mojego dziecka wara.” oraz „Jeśli chcecie by koncerny więcej zarabiały na waszych chorych dzieciach gdy przechodzą chorobę, to wasza rzecz […]”

    Widzisz, słoneczko, te choroby, których tak straszliwie się obawiasz (oklaski dla skutecznej propagandy strachu!) to normalne choroby wieku dziecięcego, które – tak na dobrą sprawę – każdy dzieciak powinien przechorować, żeby nabrać odporności na całe życie. Odporności, której szczepionki nie dają. Możesz zapytać dowolnego, nawet najgłupszego lekarza, o to czym może skończyć się świnka, ospa wietrzna, odra czy różyczka, kiedy zachoruje na nie człowiek dorosły.

    Dla dobrze żywionego dziecka (gdzie „dobrze” nie oznacza skarmiania paszą zalecaną przez propagatorów „piramidy żywieniowej”) i chowanego w odpowiednich warunkach higienicznych od początku tegoż dziecka bytowania „na tym łez padole”, taka infekcja zakaźna (infekcja! – podkreślam) oznacza kilka dni choroby. KILKA. Choroby, która daje odporność na całe życie.
    I wiesz co? Piszę to jako wcześniak urodzony w głębokim PRLylu, z bardzo niską masą urodzeniową i upośledzonym układem immunologicznym. Wcześniak, którego na szczęście nie zaszczepiono przeciwko wszystkim tym „straszliwym” chorobom (za wyjątkiem ospy wietrznej, na którą i tak krótko po szczepieniu zachorowałam). Wcześniak, który (mimo swojego początkowego niedorozwoju układu odpornościowego) przechorował w ciągu kilku dni te wszystkie te „straszliwe” choroby wieku dziecięcego i teraz cznia na wszelkie ogniska „epidemiologiczne”. Czaisz cza-czę, Ewciu?

    Komentarz - autor: Magia — 8 marca 2015 @ 18:18

  14. @Ewa

    […] Twoi guru nie mówią ci, że to twojemu dziecku wszczepiany jest materiał genetyczny bakterii i wirusów wywołujących choroby zakaźne, […]

    – namnożonych na poronionych ludzkich płodach lub komórkach nowotworowych okraszonych chemiczną breją – który przyczepia się do materiału genetycznego komórek, w których te patogeny czają się w uśpionej formie, niczym tykająca bomba, by prędzej czy później o sobie przypomnieć i doprowadzić do jakiejś choroby przewlekłej, ku radości koncernów farmaceutycznych. Na zdrowie, Ewa.

    Komentarz - autor: Kate — 8 marca 2015 @ 19:37

  15. Szczepionka powinna chronić przed zachorowaniem, z założenia, ale może się zdarzyć mniejsza odporność. Osoby nieszczepione mogą być nosicielami, choć same nie chorują i wtedy moje dziecko będzie narażone.

    Nawet gdyby w Twoim myśleniu była jakakolwiek logika…

    Według oficjalnych statystyk w całej Polsce odmawia zaszczepienia dzieci 5 do 7 tysięcy osób, zależnie od roku. To 7-10 dzieci na każde 10 000 „zobowiązanych” do szczepienia.

    Jak myślisz, z iloma dziećmi ma kontakt Twoja pociecha? Z setką? Nie sądzę, ale niechby. Szansa na spotkanie „niedotykalnego” jest jak 7:10.000 czyli 0,07%. Przekładając to na łatwiejszy język, w tej setce dzieci, z którymi styka się Twoje dziecko, będzie 0,07 dziecka nieszczepionego. Statystycznie dopiero kontakt z 1,5 tys. dzieci daje szansę na spotkanie wśród nich jednego niezaszczepionego. Od niezaszczepionego do zarażonego (nosiciela wirusa) droga daleka, więc pomnóż jeszcze te 1,5 tys. przez wybraną przez siebie szacunkową liczbę. Domaganie się odseparowania nieszczepionych dzieciaków (co proponujesz, umieścić je w getcie?) ze względu na „bezpieczeństwo” Twojego dziecka brzmi niesłychanie EWOcentrycznie.

    A wracając do normalnej logiki.

    Szczepionka powinna chronić przed zachorowaniem, z założenia, ale może się zdarzyć mniejsza odporność. Osoby nieszczepione mogą być nosicielami, choć same nie chorują i wtedy moje dziecko będzie narażone.

    To przede wszystkim szczepione dzieci są nosicielami wirusów – wszak zostały im wszczepione, więc tu nie ma miejsca na żadne „mogą”. Jeśli obawiasz się, że szczepionka zaaplikowana Twojemu dziecku może nie zadziałać (jak sama pisałaś), powinnaś raczej trzymać je z dala od tych szczepionych, a jest ich średnio 999,3 w każdym tysiącu.

    Komentarz - autor: iza — 8 marca 2015 @ 20:32

  16. @Magia, złotko, jeśli określenie „z logiką na bakier” nie jest obelgą, to ja jestem tobą. Jest to typowa babska agresja ociekająca lukrem, z trucizną pogardy pokrytą uśmiechem, cały twój post w stosunku do mnie jest obraźliwy i pogardliwy.
    Jestem zapalczywa, to fakt, ale nie znoszę hipokryzji, a twoja „słodycz” aż mdli, za to nie uważam się za jedyną najmądrzejszą (co pewnie stanie się kolejnych uszczypliwości, współczuję twoim dzieciom).
    Piszesz: „Dla dobrze żywionego dziecka (gdzie „dobrze” nie oznacza skarmiania paszą zalecaną przez propagatorów „piramidy żywieniowej”) i chowanego w odpowiednich warunkach higienicznych od początku tegoż dziecka bytowania, taka infekcja zakaźna (infekcja! – podkreślam) oznacza kilka dni choroby” – tylko problem w tym, że wiele dzieci nie jest dobrze żywionych i nie ma właściwych warunków, żyje w stresie, w biedzie. Takie dzieci łatwo ulegają infekcji i bardzo ciężko chorują, są też osoby z osłabionym systemem immunologiczny. Tego nie dostrzegasz?.
    Nie wszędzie jest świat tak cudny, jak twoja słodycz lejąca się z ust. U mnie widzisz „logikę na bakier” (i z lubością to powtarzasz jak obelgę), ale swojego ograniczenia nie dostrzegasz?
    Mam swoje zdanie, niezależnie od waszej presji na myślących inaczej. Nie zdziwię się gdy pewnego dnia „antyszczepionkowcy” będą walczyć z bronią w ręku przeciw szczepieniom w każdej formie.

    @Kate, rzecz w tym, że ja nie mam guru, żadnego i w  żadnej sprawie. Słucham, czytam, porównuję, biorę pod uwagę własne doświadczenie. I wiem jak można się dusić w chorobie wieku dziecięcego, jak ta choroba może być nieprzyjemna.
    A co jeśli nie będzie tak lekka jak chcą antyszczepionkowcy?
    Materiał genetyczny wirusów i bakterii przyczepia się do naszego również w wyniku przebytych chorób.

    Generalnie ja nie przekonuję antyszczepionkowców, żeby szczepili dzieci, chcę tylko informacji, a wy przypuściliście na mnie atak. Przeczytajcie jeszcze raz, to może zrozumiecie. MOŻE. Choć przy waszej logice, wątpię.

    P.S. Mam nadzieję, że nie zrobiłam nigdzie błędu.
    „prawidłowo winnaś napisać „wara wam OD tego”. A jak napisałaś?” – chyba twoja perfekcyjna logika nie bierze pod uwagę literówek, ale czegóż oczekiwać od ideałów.

    Komentarz - autor: Ewa — 8 marca 2015 @ 21:01

  17. @Ewa
    Stwierdzam, że:
    1. Nie potrafisz czytać ze zrozumieniem
    2. Jesteś kobietą, której obce jest logiczne rozumowanie.

    Nie są to – jakbyś chciała – obelgi, ale proste wnioskowanie oparte na dostarczonych przez ciebie faktach.

    Komentarz - autor: Magia — 8 marca 2015 @ 21:11

  18. @Magia, czapki z głów, w kopaniu po kostkach jesteś mistrzynią.

    Teraz mając świadomość, że wśród antyszczepionkowców są osoby twojego pokroju będę z uporem maniaka domagać się informacji, czy inne dzieci są szczepione.
    Mam do tego prawo, nie chcę by moje dziecko wyrosło na człowieka twojego pokroju. Lepiej szczepić.

    Komentarz - autor: Ewa — 8 marca 2015 @ 21:31

  19. @Ewa
    I po raz kolejny dostarczyłaś dowodu na swoją bezmyślność. A poza tym, chętnie zgodzę się z tobą – jesteś maniakiem! Maniakiem wykorzystującym do cna jeden z niewielu mechanizmów obronnych jaki ci pozostał – dysonans poznawczy.

    A na koniec – nie jestem i nigdy nie będę tak szowinistycznie nastawiona do innych ludzi, jak ty. Nigdy nie przyszłoby mi do głowy separowanie dzieci pod jakimkolwiek względem. Twój mózg jest już tak sprany, że życzysz sobie „szczepionkowej” segregacji.
    A kiedy piszesz: „Mam do tego prawo, nie chcę by moje dziecko wyrosło na człowieka twojego pokroju. Lepiej szczepić.”, jesteś dokładną ilustracją tego rysunku:

    Ewo – czy ci się to podoba, czy nie – stąd już tylko jeden krok do segregacji finansowej, religijnej, politycznej, płciowej i rasowej. Jednakże mam nadzieję, że poza bezmyślne wynurzenia w temacie szczepień dzieci się nie posuniesz. Te są już wystarczająco odpychające.

    Komentarz - autor: Magia — 8 marca 2015 @ 22:06

  20. @Magia, nie ma sensu jakakolwiek dyskusja z Tobą. WSZYSTKO, co napiszę będzie „wodą na twój młyn”.
    Coraz bardziej lubujesz się w obrażaniu mnie, czepiając się nawet pojedynczych słów wyrwanych z kontekstu. I rozwijasz się z zapałem godnym lepszej sprawy.
    Nigdzie nie napisałam o segeregacji, tylko o moim prawie do informacji. To też grzech?
    Fakt – staram się unikać takich ludzi jak ty, bo mam coś ważnieszego w życiu do zrobienia niż fałszywa walka o dobro.
    W przeciwieństwie do Ciebie nie zaszczuwam ludzi, którzy mają inne zdanie niż ja.
    Jeśli chodzi o Ciebie to wszystko. Pozwolisz, że od tej pory będę cię ignorować?

    Natomiast mam pytanie do innych antyszczepionkowców:
    jeśli szczepionki są tak złe, a naturalne przechorowanie jest jedynie słuszne, to dlaczego przed erą powszechnych szczepień szalało tak wiele chorób zakaźnych, a śmiertelność dzieci była tak duża?
    Pamiętacie gruźlicę? Umierały na nią nawet osoby zamożne, również dzieci. Gdy byłam dzieckiem, moja dobra mama pozwalała mi się bawić z dziećmi z rodziny gruźliczej. Te dzieci były biedne, bo nikt inny nie chciał się z nimi bawić, rodzice zabraniali w obawie przed zarażeniem, teraz to już się nie zdarza. Ale na świecie obserwuje się nawrót gruźlicy odpornej na dotąd stosowane leki. Czy spróbujecie uodpornić swoje dziecko przez naturalne przechorowanie?
    Pamiętacie czarną ospę? Nawet gdy ktoś przeżył, był trwale oszpecony. Jak byś się czuła kobieto z dziobami na twarzy? Co powiedziałabyś swoje córce, że dopuściłaś do jej oszpecenia?
    Czy zetknęliście się kiedykolwiek z biednym dzieckiem, które przeżyło Heine-Medina? Widziałam takie dziecko w moim dzieciństwie, nie mogło chodzić. Takie przypadki wtedy jeszcze się zdarzały. Teraz już nie.
    To tylko małe przykłady.
    Teraz medycyna poszła naprzód i pewnie dlatego zapomnieliśmy jak groźne są choroby zakaźne. Powyżej pewnej ilości zakażeń nie da się opanować epidemii.
    Dużo złego w temacie szczepień zrobiły próby zarobienia na szczepieniach przez koncerny farmaceutyczne. Zarobienia za wszelką cenę i na chorobach niekoniecznie nam zagrażających. I tu widzę problem, nie w samych szczepieniach.

    To że możecie wyrażać poglądy antyszczepionkowe, jest zasługą powszechnych szczepień, bo inaczej wasze dzieci byłyby bardzo zagrożone. Dookoła czaiłoby się o wiele więcej źródeł choroby niż obecnie. Każde dziecko mogłoby być takim źródłem.
    Pomyślcie o tym, zanim zaczniecie napadać na kogoś za jego poglądy.

    Nawet nie mogę napisać „zastanówcie się”, bo poczujecie się pewnie zmuszani przeze mnie do szczepień. Zaraz będzie atak na mnie jaka jestem głupia, oczywiście wyrażony w pozornie kulturalny sposób. i kto tu jest fundamentalistą?
    Mam nadzieję, że choć kilka osób potrafi dyskutować, zamiast zaszczuwać.

    P.S. W każdej placówce mojego dziecka chętnie udostępnię informację, czy jest szczepione, czy nie. Nawet jeśli zmienię zdanie i stanę się antyszczepionkowcem – szczególnie wtedy, bo byłby to sposób propagowania sposobu na życie, w który wierzę.

    Komentarz - autor: Ewa — 9 marca 2015 @ 10:04

  21. @Ewa

    Kobieto, odpuść sobie… Nie sądzę, by ktokolwiek chciał tu jeszcze z tobą rozmawiać…

    Komentarz - autor: Kate — 9 marca 2015 @ 10:20

  22. @Ewa
    Robisz podstawowy błąd logiczny – obrałaś zdanie fałszywe za aksjomat.
    Znaczy, po chłopsku, czy raczej po kobiecemu, nie dostrzegasz że opierasz się na fałszywym założeniu.
    A tym fałszywym założeniem, w które wierzysz, że jest prawdziwe, to fakt pozytywnego działania szczepień.
    Brak jest takich faktów naukowo potwierdzonych.
    Naukowo potwierdzona jest jedynie wysoka szkodliwość szczepionek.
    Gdy w swoich wypowiedziach weźmiesz pod uwagę taką możliwość, podejrzewam, że nikt nie będzie się nabijał z Twojej naiwności.

    Komentarz - autor: Michał Wolski — 9 marca 2015 @ 11:31

  23. nie warto z wami rozmawiać, jesteście fundametalistami, którzy nie przyjmuja argumentów.
    Dla was pamięć osoby, która wtedy żyła, czy statystyka to brak dowodów. Za to widzenie WYBRANYCH faktów naukowo potwierdzonych zgodnych z waszym poglądem jest prawdą.
    Należało napisać w ostatnim akapicie artykułu: osobom o odmiennych poglądach wstęp wzbroniony.
    A tak na marginesie – przydałoby się więcej kultury, bo ogładę macie opanowaną do perfekcji.

    Komentarz - autor: Ewa — 9 marca 2015 @ 12:20

  24. „Natomiast mam pytanie do innych antyszczepionkowców:
    jeśli szczepionki są tak złe, a naturalne przechorowanie jest jedynie słuszne, to dlaczego przed erą powszechnych szczepień szalało tak wiele chorób zakaźnych, a śmiertelność dzieci była tak duża?
    Pamiętacie gruźlicę?”
    Pamiętacie. Mój przyrodni brat zmarł po szczepieniu przeciwgruźliczym, a ja i moja córka należymy do tych, którym po zaszczepieniu przypadły w udziale poważne „niepożądane odczyny poszczepienne”. Widać nie zasługujemy na życie, bo pomijając fałszywe założenie o pozytywnym działaniu szczepień, cóż znaczy jedno życie (chociaż wcale nie są to sporadyczne przypadki), skoro ratuje tysiąc innych istnień, prawda? Taki prosty rachunek…sumienia. Czyż to nie jest usprawiedliwienie zbrodni dla dobra wyższego?

    Komentarz - autor: Mariam — 9 marca 2015 @ 13:38

  25. Ciekawy jestem w jaki sposób matki mają obronić przed szczepieniem swoje nowo narodzone dzieci, gdzie nie wiem w której dobie po urodzeniu noworodki są szczepione bez pytania przez bezwzględny personel szpitala. Na swoim przykładzie podam, że nie składałem żadnej deklaracji o nieszczepieniu dziecka po urodzeniu, ale poprosiłem personel, żeby tego nie robił.(kobiety po porodach są wyczerpane i nie zawsze są stanie kontrolować co personel robi z noworodkiem) Było to w czasach, gdzie wiedza o szkodliwości szczepionek nie byłą tak popularna, ale ja byłem wówczas świadomy tego faktu. Lekarz wybałuszył na mnie gały wraz z pielęgniarką i od razu stałem się ,,podejrzanym”. Oczywiście nie posłuchali mnie i nie uszanowali mojej decyzji. Potem po kilku latach w małym ośrodku zdrowia na wsi zrobiłem ,,oborę” pani strzykawie, która w sposób bardzo natarczywy próbowała nakłonić mnie abym zaszczepił moje dziecko. Kiedy kilkukrotnie grzecznie odmówiłem pielęgniarka nie dawała za wygraną i powtarzała w kółko to samo, ale kiedy miarka się przebrała to nie wytrzymałem nerwowo i z gabinetu przyszła pani doktor dowiedzieć się co się dzieje. Lekarka nie robiła kłopotu, poprosiła o napisanie deklaracji odmawiającej zgody na szczepienie dziecka i było po sprawie. Notabene ta pani szczepi dzieci od ponad 40-tu lat i na razie nie wybiera się na emeryturę, ale trzeba było widzieć jej minę – może to śmiesznie zabrzmi, ale wyglądało to tak jakby już miała swoją ofiarę, już czuła jej zapach, ale nagle wszystko się zmieniło i musiała obejść się smakiem. Ta pielęgniarka, a widziałem ją wielokrotnie ,,w akcji” w sposób niezwykle szybki i w miarę bezbolesny potrafi zaszczepić całą klasę dzieciaków w rekordowo szybkim czasie. Poza tym, gdyby w strzykawce znajdował się materiał radioaktywny wstrzyknęłaby go bez mrugnięcia okiem gdyby jej tylko powiedziano, że to fantastyczna szczepionka.

    Komentarz - autor: obudzony — 9 marca 2015 @ 15:48

  26. Niezły artykuł:

    Historia i przyszłość dobrowolnych szczepień

    Poniższy tekst przedstawia jak wyglądała chronologia decyzji polskich służb sanitarnych dotyczących zmian w kalendarzu szczepień i dobrowolna wyszczepialność przeciwko kilkudniowym chorobom wieku dziecięcego wywoływanym wirusami odry, świnki czy różyczki. Jednocześnie tekst zawiera prawdopodobne konsekwencje zalegalizowania i społecznej akceptacji przymusu szczepień dzieci.

    Historia wprowadzania szczepień i niska wyszczepialność w Polsce w okresie dobrowolności wyboru szczepień (patrz fakty i dane zebrane w dalszej części tekstu) pokazuje jednoznacznie, że:

    – Służby sanitarno-epidemiologiczne przez wiele lat nie widziały potrzeby ani innych korzyści zapobiegania kilkudniowym infekcjom wywoływanych wirusem świnki czy różyczki u wszystkich dzieci (eliminację zespołu różyczki wrodzonej osiągnięto przez szczepienia 13-letnich dziewcząt) poprzez masowe i obowiązkowe szczepienia.

    – Polscy rodzice nie korzystali powszechnie z dobrowolnych szczepień dzieci przeciwko odrze, śwince czy różyczce, co – w przeciwieństwie do obecnej sytuacji – nie wzbudzało agresji społecznej skierowanej przeciwko nieszczepionym dzieciom.

    – Dopiero wprowadzenie obowiązku szczepień i kar za odmowę doprowadziło do wysokiej wyszczepialności dzieci przeciwko odrze, śwince czy różyczce.

    – W ostatnim roku przed wprowadzeniem obowiązku szczepień dobrowolna wyszczepialność dzieci objętych poszczególnymi szczepieniami wynosiła: a) pojedyncza szczepionka przeciwko odrze: ok. 22% (1974), b) pojedyncza szczepionka przeciwko śwince: ok. 16% (2002), c) szczepienia dwuletnich dzieci pojedyncza szczepionką przeciwko różyczce: brak zaleceń, d) trójskładnikowa szczepionka przeciwko odrze, śwince, różyczce: 41% (2002).

    Fanatyzm szczepionkowy, społeczna agresja wobec rodziców rezygnujących ze szczepienia swoich dzieci i histeria wobec wirusowych chorób wieku dziecięcego to nowe zjawiska społeczne. Wystarczyło kilka lat szkodliwej społecznie propagandy, aby:

    – wiele osób bezkrytycznie uwierzyło, że wysoka wyszczepialność i zbiorowiskowa odporność przeciwko kilkudniowym chorobom wieku dziecięcego są najwyższymi dobrami demokratycznego społeczeństwa,

    – przekonać wielu dorosłych (przeważnie nieszczepiących się), że nieszczepione dzieci to zagrożenie epidemiologiczne, a rodzice tych dzieci powinni być pozbawieni prawa do odmowy ryzykownego zabiegu medycznego, jakim jest szczepienie,

    – przekonać wielu dorosłych (przeważnie nieszczepiących się), że etyczne jest ignorowanie zindywidualizowanego bilansu korzyści i ryzyka danego szczepienia i przymuszanie małych dzieci do ochrony innych osób.

    Czy znajdujemy się już na równi pochyłej, na której następnymi przystankami będą:

    – Masowe szczepienia dzieci przeciwko ospie wietrznej w Polsce, które automatycznie zwiększają prawdopodobieństwo wystąpienia półpaśca wśród dorosłych (mniej wirusa w środowisku prowadzi do mniejszej szansy na reinfekcje, co powoduje spadek uodpornienia przeciwko wirusowi obecnemu w stanie latencji u osób, które przeszły naturalnie ospę wietrzną – dlatego zrezygnowano z masowych i refundowanych szczepień przeciwko ospie wietrznej w Wielkiej Brytanii)?

    – Wprowadzenie regularnych szczepień MMR co 4-8 lat w celu zniwelowania u osób szczepionych podatności na choroby wieku dziecięcego w wieku dorosłym, jak to postuluje 21 naukowców europejskich,

    – Powszechne wprowadzenie szczepień dzieci bez zgody rodziców, jak ma to miejsce w Kalifornii – 12 letnie dziewczęta mogą zostać poddane szczepieniu przeciwko wirusom HP po udzieleniu własnej zgody (zgoda rodzica nie jest wymagana)?

    – Wprowadzenie obowiązku/przymusu wszystkich możliwych szczepień przeciwko chorobom zakaźnym dla dorosłych?

    – Wprowadzenie generalnego obowiązku/przymusu wszystkich wkrótce dotępnych szczepionek, np. szczepionka przeciwko wirusom wywołującym przeziębienie, czy innym 170 szczepionkom przeciwko chorobom zakaźnym będącym w fazie badań (US biopharma: „nearly 300 vaccines in R&D”)?

    – Wprowadzenie obowiązku/przymusu wszystkich szczepień przeciwko „niezdrowemu trybowi życia” dla dorosłych i dzieci? Jednym z najdalej rozwiniętych pomysłow jest szczepionka „antynikotynowa” i szczepionka „przeciwko otyłości.

    – ziszczenie marzeń kilku bio”etyków” postulujących wprowadzenie obowiązku udziału w badaniach klinicznych szczepionek dla „wspólnego dobra”?

    … inne szczepionkowe ingerencje w podstawowe prawa człowieka

    Ochrona programów szczepień poprzez przymuszanie do szczepień przybrała już w Polsce różne formy np.: grzywny i propozycje ograniczenia praw rodzicielskich (Sanepid) „miękkie administracyjne ograniczenia” (dr Paweł Grzesiowski), czy też odbieranie prawa do odmowy szczepienia rodzicom (prof. Anna Dobrzańska). Każda osoba popierająca którąkolwiek metodę przymuszania do szczepień powinna być świadoma, że dokłada się do podporządkowania najważniejszych praw człowieka wakcynologicznej definicji zdrowia.

    Historia dobrowolnej wyszczepialności w Polsce pokazuje wyraźnie, że do niedawna wysoka wyszczepialność przeciwko kilkudniowym infekcjom wieku dziecięcego nie była uważana za żadne dobro społeczne, a większość polskich rodziców rezygnowała ze szczepienia swoich dzieci.

    Więcej, plus linki tutaj.

    Komentarz - autor: iza — 9 marca 2015 @ 16:07

  27. @Ewa
    Projektujesz na ludzi, którzy ośmielają się z tobą nie zgadzać, wszystkie swoje lęki i wynikające z nich zachowania. Nie mam ci tego za złe. To zupełnie normalne u dość młodej osoby (podejrzewam, że nie masz więcej niż 30-35 lat), którą udało się skutecznie zastraszyć „straszliwymi chorobami zakaźnymi” wieku dziecięcego.
    I tak po ludzku, to ja ci po prostu współczuję.

    Komentarz - autor: Magia — 10 marca 2015 @ 14:26

  28. @Iza
    Dziękuję za podlinkowanie tego artykułu. Potwierdza moje własne poszukiwania w tym temacie. Niestety, propaganda wakcynologiczna i histeria szczepionkowa to „osiągnięcia” III RP. Tej „nowej” und „niezależnej” (od rozumu?).

    ps. Wymienionego dra Pawła G., miałam nieprzyjemność znać, kiedy był jeszcze mężem mojej koleżanki ze szkolnej ławki. Powiedzieć o nim „karierowicz, prący do celu po trupach”, to raczej bardzo oględne sformułowanie.

    Komentarz - autor: Magia — 10 marca 2015 @ 14:34

  29. Znakomity pomysł dr Jaśkowskiego, z jednym z komentarzy.
    Natychmiast wprowadzić przymus szczepień!
    http://wolnemedia.net/zdrowie/natychmiast-wprowadzic-przymus-szczepien

    jeszcze 06.03.2015 20:55
    Aida, ja bym do takiej pediatry i tak nie poszła. Mojemu pediatrze powiedziałam, że nie szczepię i nie ma żadnego problemu. Inna rzecz, że nie muszę mu tego powtarzać zbyt często, bo moje dzieci nie chorują, a jak mają infekcję to trwa dwa dni i nie potrzebujemy lekarza.
    Ostatnio poszłam z młodszym na vega-test i usłyszałam od progu: Jakie rezolutne dziecko, szczepione? Nie. Od razu widać.

    Komentarz - autor: Włodek — 11 marca 2015 @ 18:54

  30. Zastrzyki w Ciemno – cały film!

    Komentarz - autor: Włodek — 11 marca 2015 @ 19:04

  31. Ewa, co masz na myśli używając słowa „fundamentalista”? Czy raczej „fundametalista”?

    Cytując za Wiki:

    „Fundamentalizm – rygorystyczne trzymanie się zasad i norm wyznaczonych przez daną religię (fundamentalizm religijny), doktrynę polityczną (fundamentalizm polityczny) lub ideologię (np. fundamentalizm „światopoglądu naukowego” w komunizmie).”

    Nie da się nas bowiem zaliczyć do żadnej z wymienionej grup, a Twoje podejście,no co najmniej do dwóch z tych trzech odmian. I cytują dalej:

    „Zarzut fundamentalizmu, ze względu na pejoratywną wymowę tego określenia, często jest umyślnie wykorzystywany w mowie nienawiści w celu zdyskredytowania oponenta. Nazwanie kogoś mianem „fundamentalisty” we współczesnym społeczeństwie zwykle skutkuje przeniesieniem sporu ze sfery merytorycznej dyskusji na płaszczyznę emocjonalną. Takie działanie ma na celu skojarzenie z przeciwnikiem odczuć negatywnych, i tym samym ustawienie się po stronie przeważającej.”

    I wszystko jasne. Wikipedia twierdzi, że używałaś „mowy nienawiści” by nas zdyskredytować. Co więcej, dowiedziałem się z tej informacji, że chciałaś „przenieść spór ze strefy merytorycznej dyskusji na płaszczyznę emocjonalną”. Ale najwyraźniej to działanie było bezcelowe, ponieważ w tej dyskusji jesteś i tak w jednoosobowej mniejszości, a w społeczeństwie i tak jesteś ustawiona się po stronie przeważającej.

    Komentarz - autor: Michał Wolski — 12 marca 2015 @ 11:17


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: