PRACowniA

21 stycznia 2015

„Nie jestem Charlie”. Jeszcze bardziej wybiórcza wolność słowa we Francji

Aleksandra Rybińska
wPolityce.pl
16 stycznia 2015

© Voltairenet.org

11 stycznia przez Paryż przeszedł wielki marsz jedności. 3,7 mln osób wyszło na ulice, by uczcić pamięć ofiar zamachu na „Charlie Hebdo” oraz w obronie wolności słowa. „Jestem Charlie” stało się nowym hasłem V Republiki. „Nie damy się uciszyć” – mówią redaktorzy pisma satyrycznego, którzy przeżyli zamach. Ukazał się kolejny numer „Charlie Hebdo”, w nakładzie 3 mln egzemplarzy. A w nim kolejne szydzące z islamu karykatury. Zaledwie dzień później kilkadziesiąt osób stanęło przed sądami, oskarżonych o „gloryfikowanie terroryzmu”.

Zostali skazani na kary od kilku miesięcy do nawet czterech lat więzienia. Kontrowersyjny komik Dieudonné, aresztowany za to, że powiedział „Jestem Charlie Coulibaly”, okazując poparcie dla Malijczyka, który zabił policjantkę w Montrouge i zabarykadował się następnie w koszernym sklepie w Vincennes z zakładnikami, stanie przed sądem 4 lutego. A pozostali? Jedni wyrazili aprobatę dla zamachowców, inni wychwalali zalety karabinów kałasznikow. Większość była pijana. Żaden z nich nie ma powiązań z dżihadystami. Ale Republika się boi. A rządzący nią prezydent potrzebuje sukcesów, by wyjść z sondażowej zapaści. Już wzrosło mu poparcie, z 21 do 25 proc.

Ustawa antyterrorystyczna z listopada 2014 r. jest więc stosowana z najwyższą surowością. Przewiduje ona do pięciu lat więzienia za wypowiedzi, które „mogą zachęcać do dokonania aktów terroru”. Trudno podciągnąć pod tą definicję okrzyk „niech żyje kałasznikow”. Ale nikt nie protestuje. Spirala cenzury się więc dalej nakręca. Dziś burmistrz miasta Villers-sur-Marne zabronił wyświetlania w miejscowych kinach nominowanego do Oscara filmu „Timbuktu” Abderrahmana Sissako, bo „gloryfikuje terroryzm”. Tymczasem film obrazuje coś zupełnie odwrotnego, a mianowicie strach i rozpacz mieszkańców małej wioski w Mali, na których napadli dżihadyści.
(more…)

Najwyższa Bogini na mównicy: teoria ruchu feministyczno-wegetariańskiego/wegańskiego

Filed under: Psychologia,Różne,Świat wokół nas — iza @ 15:03
Tags: ,

Gena Winterbrook
Sott.net
Fri, 20 Apr 2012

© Anna Leah Merrit — „Ewa”

Według popularnego biblijnego mitu zerwanie przez Ewę jabłka i spożycie go wspólnie z Adamem jest przyczyną „upadku ludzkości”. Ewa i jej partner, przyodziani jedynie w figowe listki, bez grosza przy duszy, zostali wypędzeni z Edenu. Jeszcze długo potem kobiety były pomawiane i obarczane winą za „całe zło” tego świata.

W rzeczywistości, opowieść o Edenie jest metaforą utraty przez ludzkość jej kreatywnej energii, odseparowania się od natury i stopniowego zacieśniania więzi ze światem materialnym. To właśnie oddzielenie człowieka od przyrody położyło grunt pod zniekształcone postrzeganie kobiety jako „ucieleśnienia zła”, które potem zakorzeniło się w wielu religiach i przetrwało do dziś.

Ruchy feministyczny i wegetariański, podobnie jak religia, zyskały poklask, przyjmując formę czegoś, co najwyraźniej ma więcej wspólnego z fundamentalizmem niż z grupą osób wyrażających opinie, będące odzwierciedleniem ich wyborów.

Interesujące, jak w wielu przypadkach oba te ruchy przeplatają się. Wiele dzisiejszych feministek zdaje się utożsamiać z założeniami wegetarianizmu, natomiast wiele wegetarianek podziela idee feminizmu. I feministki, i wegetarianki zyskały reputację pełnych jadu awanturnic, co niejednokrotnie zmusza przerażonych oponentów do wycofywania się z dalszej konfrontacji. Jeśli zwyczajna rozmowa wywołuje aż tak strachliwą reakcję wśród ich krytyków, to może należałoby się bliżej przyjrzeć motywom, jakie stoją u podstaw ruchu feministyczno-wegetariańskiego.

(more…)

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: