PRACowniA

12 Listopad 2014

Guy Fawkes, spisek prochowy i jak operacje pod fałszywą flagą kształtowały historię

Barrie Zwicker
Truth and Shadows
5 listopada 2012

Portret Guya Fawkesa, straconego za „spisek prochowy”

„Pamiętaj, pamiętaj, 5 listopada,
zdradę i spisek prochowy.
Nie widzę powodu, dla którego zdrada prochowa
miałaby zostać zapomniana.”

– Stara angielska rymowanka (anonimowa)

Dzisiaj, 5 listopada, jest Dzień Guya Fawkesa, znany również jako Dzień Prochu. W 2012 roku była 407 rocznica spisku prochowego lub prochowej zdrady, jak go początkowo nazywano.

Tak się składa, że to również moje 78 urodziny, więc trochę lepiej niż większość ludzi pamiętam o Dniu Guya Fawkesa. Szczególnie mnie cieszy, jak wszechobecna stała się maska Guya Fawkesa.

Jak przed rokiem napisał Kevin Barrett, bardzo oddany sprawie wyjaśnienia wydarzeń z 11 września 2001, w swoim artykule „Unmasking Media Lies: Why BBC’s V-for-Vendetta Mask Piece is Fawked Up„:

„V jak Vendetta” jest być może najbardziej rewolucyjnym filmem w historii kinematografii. Jego oczywiste przesłanie brzmi: Chodźmy wymierzyć sprawiedliwość zdradzieckim draniom, którzy stworzyli te wielkie widowiska medialne 9/11 i 7/7 i zburzyli wolności, o które walczyliśmy od stuleci.

Obejrzyjcie (na YouTube) V for 9/11 Vendetta: Past, Present and Future.

Można też odczytywać ten film z wewnętrznej, psychologicznej perspektywy – nie jako wezwanie do działania, ale jako opis psychologicznego procesu godzenia się z faktem, że 9/11 i 7/7 były wewnętrzną robotą, pozwolenia sobie na odczuwanie zalewającego gniewu, będącego naturalną reakcją. Kiedy człowiek przyjął do wiadomości fakty, pokonał strach i doszedł do ładu ze swoim uzasadnionym gniewem, wtedy jest czas na rewolucję.

Prawdziwe przesłanie maski V jest proste: Wiemy, że wy, dranie, wysadziliście WTC. Wiemy, że rozkładacie gospodarkę. Wiemy, że kłamiecie nam przez okrągłą dobę każdego z 365 dni w roku. Wiemy, że dokładacie starań, żebyśmy byli biedni i słabi, strachliwi i bezsilni. Wiecie co? Nie boimy się was. Nie boimy się śmierci. I idziemy was dopaść.

Nic dziwnego, że BBC boi się przyznać, co naprawdę oznacza maska V.

A jednak przez pierwsze siedemdziesiąt jeden lat życia miałem całkowicie błędne pojęcie o spisku prochowym: co się stało, kto naprawdę za nim stał i jaki był jego wpływ na historię. A wpływ ten utrzymuje się do dziś. Był rok 2005, kiedy przeczytałem wspaniałą książkę Webstera Tarpleya pt. „9/11 Synthetic Terror: Made in USA”, jak tylko się ukazała. Tarpley wprowadził mnie w aspekt historyczny.

To prawda, te bezczelne ataki z 9/11 i maniackie tuszowanie sprawy, jakie za tym poszło, otworzyły mi oczy na dokonywane przez państwo terrorystyczne przekręty i jaką moc dają one tym ciemnym siłom, które je zarządzają. Ale o spisku prochowym nic nie wiedziałem.

Nie doceniałem też podówczas, że spisek prochowy i 9/11 to tylko dwie z tysięcy operacji pod fałszywą flagą, które zmieniły bieg historii.

Operacje pod fałszywą flagą to najmniej rozpoznana kategoria bardzo skutecznego oszukiwania ludzi. Pod względem emocjonalnego wstrząsu, nawet najbardziej genialne kłamstwa popełniane przez najbardziej utalentowanych demagogów wypadają blado w porównaniu z dużymi operacjami pod fałszywą flagą, jeśli chodzi o siłę manipulowania społeczeństwem. Przy okazji dzisiejszej rocznicy przyjrzymy się bliżej tej konkretnej operacji pod fałszywą flagą i spróbujemy wyciągnąć z niej lekcję. Jak ujął to William Faulkner w swojej książce Requiem for a Nun (polski tytuł: Requiem dla zakonnicy): „Przeszłość nigdy nie umiera. To nawet nie jest przeszłość”. Następnie krótko wspomnimy o jednej z ostatnich operacji pod fałszywą flagą – nowoczesnej, cyfrowej, która przewrotnie zdefraudowała nazwisko Fawkesa.

W 1605 roku na tronie Anglii zasiadał Jakub I – protestant, król, który zlecił tłumaczenie chrześcijańskiej Biblii, noszące obecnie jego imię.

Tuż przed północą 4 listopada – w przeddzień tradycyjnego otwarcia Parlamentu – uzbrojeni agenci króla wpadli do pokoju mieszczącego się w przyziemiu gmachu parlamentu. Znaleźli tam i pojmali niejakiego Guya Fawkesa. Dziwnym zbiegiem okoliczności jego wiek, 36 lat, pokrywa się z liczbą beczek prochu znalezionych u niego. Agenci znajdują tunel prowadzący do tego pokoju. Fawkes jest znanym agitatorem na rzecz praw angielskich katolików. W jego posiadaniu jest zegarek kieszonkowy (rzadkość w tych czasach).

Gdyby udało mu się zdetonować proch, następnego ranka po królu Jakubie i jego królowej pozostałyby okaleczone ciała; podobny los spotkałby wszystkich członków Izby Lordów i Izby Gmin. Po pałacu w kompleksie Westminster i zabytkowym opactwie Westminster pozostałby dymiący gruz.

Tak przedstawia się pałacowa wersja wydarzeń z nocy 4 listopada 1605 r. Angielskie społeczeństwo jest oszołomione. Był to odpowiednik naszego 9/11. Adam Nicolson w swojej książce God’s Secretaries: The Making of the King James Bible (Sekretarze Boga. Tworzenie Biblii Króla Jakuba) opisuje to jako „kataklizm”. Zgodnie z oficjalnymi relacjami, Fawkes po aresztowaniu przyznaje, że jego celem było zniszczenie króla i parlamentu.

Co do tego, że istniało coś w rodzaju spisku, nie ma wątpliwości. 8 Listopada, na torturach na łożu madejowym, Fawkes wymienia nazwiska 12 współspiskowców. Ci z nich, którzy nie zostali zabici na miejscu podczas pościgu, zostali później uznani za winnych w procesie trwającym mniej niż jeden dzień. Oni i Fawkes zostają powieszeni i poćwiartowani.

W niedzielę, 10 listopada, wersja spisku według króla Jakuba jest wygłoszona z ambony Kościoła Anglii, tego Williama Barlowa, biskupa Rochester. Barlow grzmi, że wróg, czyli Papiści, jest szatański w swej niegodziwości. Z drugiej strony, król – niedoszła ich ofiara – jest scharakteryzowany jako bezwzględnie dobry człowiek… praktycznie jak ktoś w stylu Chrystusa – pisze Nicolson.

Wkrótce z wszystkich ambon Anglii rozbrzmiewa oficjalna wersja. W latach 1606-1859 piąty listopada jest wspominany w dorocznej służbie dziękczynienia w każdym kościele anglikańskim, jak podaje James Sharpe w książce Remember, Remember: A Cultural History of Guy Fawkes Day (Pamiętaj, pamiętaj: Historia kulturowa Dnia Guya Fawkesa). Do 1959 roku nieświętowanie Dnia Guya Fawkesa było niezgodne z prawem. Świętowano, ponieważ od samego początku społeczeństwo dziękowało, że królestwo zostało ocalone, a zdradzieccy spiskowcy zabici. Wizerunki Fawkesa były palone przez stulecia.

Wersja pałacowa staje się prawdą historyczną dla ludzkości, w tym dla mnie – ponownie oszukanych! – na większość życia.

Teraz pan Nicolson i inni mają poważne wątpliwości co do tej wersji. Wypłynęło wiele nieprawidłowości dotyczących tych zdarzeń.

Fawkes został pojmany nie w pokoju w przyziemiu, ale na parterze, do którego dostęp był wyjątkowo łatwy dla spiskowców. W związku z tym nie było też żadnego tunelu. Autorstwo listu, z którego król dowiedział się o spisku, jest niejasne. List został przekazany królowi przez kanclerza królewskiego, Sir Roberta Cecila, earla [hrabiego] Salisbury.

Sir Cecila scharakteryzowałbym jako odpowiednik Dicka Cheneya z naszych czasów. Ponieważ w owym czasie spiski były powszechne, Cecil miał sprawną sieć szpiegów zasianych wśród dysydentów rzymsko-katolickich. Wiedział o wszystkich spiskach odkrytych przez szpiegów. W ten prochowy zaangażowana była spora grupa ludzi z kilku miast.

Cecil nie poinformował króla o tym spisku poza pokazaniem mu niejasnego listu. Jak się okazało, proch był podłej jakości i jest wątpliwe, by udało się przy jego użyciu osiągnąć istotny efekt. To dziwne, bowiem Fawkes na pewno wiedział to i owo o prochu. Wiedzę o prochu zdobył podczas swojej wzorowej służby w armii hiszpańskiej, walcząc przeciwko protestanckim buntownikom w Holandii. Możliwe, że proch został przez kogoś podmieniony – było o niego łatwo z racji wszystkich tych toczonych wojen. Niektóre zeznania spisane przez Fawkesa odstają pod względem charakteru pisma od pozostałych.

Aż do niedawna zupełnie ignorowana była książka jezuickiego historyka Johna Gerarda pt. What Was the Gunpowder Plot: The Traditional Story Tested by Original Evidence (Czym był spisek prochowy. Tradycyjna historia wobec oryginalnych dowodów). Gerard zmarł w 1606 roku, a jego książka przeleżała w szufladzie przez prawie trzy wieki i została opublikowana dopiero w roku 1897, co samo w sobie jest ciekawym faktem. Choć jest prawdą to, co pisze Sharpe, że opisy dotyczące spisku różnią się między sobą w zależności od uprzedzeń autorów, opis podany przez Gerarda uważam za dość przekonujący. Pisze on:

„Kiedy dokładnie przyjrzymy się szczegółom, dostarczanym nam w miarę rozwoju sytuacji, odkrywamy, że wiele z tego, co powiedziano o działaniach spiskowców, staje się niemal niewiarygodne, a jednocześnie jest absolutnie niemożliwe, żeby – jeśli oni naprawdę działali w opisany sposób – władze publiczne nie miały pełnej wiedzy…”

Komentarz SOTT: Czyż nie przypomina to historii taśm z nagraniami bin Ladena?

No właśnie. Dowody wskazują na pewien konkretny typ operacji pod fałszywą flagą. Istnieje wiele ich odmian. W niektórych (czołowym przykładem jest tu 9/11) sprawcy dokonują jakiegoś skandalicznego czynu, a winą obarcza się wybranego wroga. W innych (jak np. Zatoka Tonkin) nic się nie dzieje, tworzy się jedynie fikcję i obwinia się wybranego wroga. Spisek prochowy plasuje się gdzieś pomiędzy tymi dwoma: spisek był w toku, ale dokładne intencje spiskowców nigdy zostaną poznane. Główną jego cechą jest to, że niezależnie od tego, czy ludzie Cecila brali w nim udział, czy nie, to znakomicie manipulowali wydarzeniami.

Spisek prochowy, podobnie jak 9/11, jest historyczną fikcją, napisaną na użytek wojen o zyski za granicą i polityczną kontrolę w kraju.

Cecil był mocno zaangażowany we wpływowej londyńskiej grupie, znanej jako „partia wojny”. Chciał podjudzić Jakuba do konfrontacji z imperium hiszpańskim, z której członkowie grupy mieli nadzieję, między innymi, czerpać ogromne zyski.

Partia wojny uważała, że z politycznego punktu widzenia jest ważne, aby utrzymać prześladowania katolików. Jak pisze Tarpley, Sir Cecil zaczął nakłaniać Jakuba, żeby przyjął jego politykę stosując terroryzm.

Sprowadza się to do tego, że albo Cecil i partia wojny doprowadzili do zrealizowania spisku prochowego, albo tylko przyzwolili na to – i zapewnili doskonale zgrane czasowo „expose”. A jeśli przyzwolili na jego przeprowadzenie, to, w rzeczy samej, doprowadzili do niego.

Rok wcześniej Jakub osobiście wynegocjował pokój z Hiszpanią. Inni jego doradcy powiedzieli mu, że nie ma szans na powszechne powstanie katolickie i że w spisek nie są zaangażowane żadne obce siły katolickie.

Sharpe pisze, że król wiedział, iż „sytuacja katolicyzmu w Anglii około 1600 roku bardzo różniła się od obrazu wyczarowywanego w propagandzie rządowej i ówczesnym micie protestanckim. Ponownie Sharpe: „… nawet w obliczu… prześladowań wydaje się, że większość katolików w Anglii pozostała lojalna wobec swojego władcy i chciała jedynie swobody praktykowania bez przeszkód swojej wiary”. (Natychmiast przychodzi tu na myśl analogia z większością muzułmanów żyjących obecnie w Wielkiej Brytanii i Kanadzie.)

Ze swojej strony, Jakub bagatelizował spisek. „Jakub i jego ministrowie – pisze Sharpe – okazali więcej powściągliwości niż wiele współczesnych reżimów, napotykających podobne problemy”.

Niemniej jednak, siła wyobraźni spowodowała, że to, co mogło się było stać, wtopiło się w psychikę społeczeństwa i tego typu ewentualność była konsekwentnie przywoływana przez protestantów i establishment promujący wojny.

Rezultaty tej trwającej kampanii propagandowej są bezsporne. Tolerancję dla angielskich katolików zastępuje okres straszliwego rozlewu krwi. Mnóstwo ludzi zostaje zabitych. Domy katolików są palone. Wprowadzone zostają ustawy ograniczające ich prawa i wolności.

Anglicy zaczęli „mieć obsesję na punkcie bezpieczeństwa wewnętrznego” – pisze Nicolson. Zrównoważona, pokojowa idea obopólnych korzyści pomiędzy Hiszpanią i Anglią – dzięki traktatowi pokojowemu wzrastała wymiana handlowa między tymi dwoma krajami – „jest zastąpiona w Anglii przez kompleks obronny/agresywny”. Wszyscy katolicy, wszelkiej maści, niezależnie od ich entuzjazmu, bądź jego braku, dla planowanego ataku, są uważani za wroga.

Co najważniejsze, zaczyna się wojna z Hiszpanią. Kurs Anglii jest ustawiony na stulecie wojen z hiszpańskim i portugalskim imperium. Anglia z różnych powodów wychodzi zwycięsko i na tych zwycięstwach wojennych powstaje Imperium Brytyjskie, oparte na krwi, oszustwie i podboju.

Nigdy nie będzie wiadomo, czy Imperium Brytyjskie oraz wszystkie konsekwencje jego rządów – od Kapsztadu przez Kanadę i Irak do jego amerykańskich kolonii – i tak pojawiłyby się, a jeśli tak, to w jakiej formie i w jakim tempie, ale z perspektywy czasu widać, że spisek prochowy był kluczowy dla tego, co nastąpiło.

Tylko przy braku wyobraźni nie zobaczy się podobieństwa do 9/11 i naszego społeczeństwa w czasach wszechobecnej propagandy wojennej, obfitujących w tajnych agentów, nieustanny nadzór, z kurczącymi się prawami i swobodami obywatelskimi oraz albo bezradnymi, albo wyrachowanymi przywódcami.

Spójrzmy na operacje pod fałszywą flagą ogólnie. Trudno, moim zdaniem, przecenić ich straszne miejsce w historii i ich rolę w uczynieniu historii straszną. Pomyślcie o wojnach i milionach zabitych w następstwie spisku prochowego, pomyślcie o zatonięciu (lub zatopieniu) krążownika USS Maine w hawańskim porcie w 1898 roku, które rozpoczęło błyskawiczną ekspansję amerykańskiego imperium po Filipiny i poza nie, zatopienie RMS Lusitanii, które pociągnęło za sobą przystąpienie USA do I wojny światowej, o spaleniu niemieckiego Reichstagu, które przyspieszyło dojście Hitlera do władzy i umożliwiło mu krwawe sięgnięcie po dominację nad światem, o zabójstwie Johna F. Kennedy’ego, które wciągnęło politykę zagraniczną USA na ścieżkę wojenną, o rzekomych atakach rok później, w okresie prezydentury Lyndona B. Johnsona, torpedowców Wietnamu Północnego na amerykańskie okręty wojenne w Zatoce Tonkińskiej – atakach, które zwyczajnie nie miały miejsca, ale które stanowiły podstawę do uchwalenia tzw. Rezolucji Tonkińskiej, która przeszła w Senacie USA stosunkiem głosów 88:2. Rezolucja ta stanowiła „prawną” podstawę do eskalacji wojny w Wietnamie, która ostatecznie przyniosła ponad 3 miliony ofiar śmiertelnych. No i 9/11. Żeby wymienić tylko kilka.

Bez operacji pod fałszywą flagą dużo trudniej byłoby rozpocząć wiele wojen. Niektóre byłyby niemal niemożliwe. Pomyślcie o bezprecedensowych milionach pokojowych demonstrantów, którzy wyszli na ulice przed inwazją na Irak. Gdyby oszustwa wykorzystane do uzasadnienia tych wojen były zdemaskowane wcześniej przez sceptyczne, niezależne media i oddanych reporterów śledczych, wszyscy żylibyśmy w innym świecie. Można było uniknąć milionów strasznych śmierci i całego towarzyszącego im bólu. A wojsko musiałoby organizować sprzedaż wypieków dla pozyskiwania funduszy.

Normalni obywatele zawsze mieli pragnienie pokoju, obchodziło ich znalezienie sensownej pracy, małżeństwo i założenie rodziny, uprawa gleby, pisanie poezji, wynalazczość, lub – co według Pierre’a Bertona było jego ulubioną rzeczą – „zalewanie się z przyjaciółmi”.

Istnieją wyjątki, ale straszną regułą jest to, że trzeba oszwabić ludzi, żeby możliwe było rozpoczęcie, kontynuowanie lub rozszerzenie wojen. A historia dowodzi ponad wszelką wątpliwość, że najbardziej murowanym sposobem osiągnięcia tego celu jest zarzucenie ich obrazami potwornego gwałtu, rzekomo popełnionego przez wybranego „wroga dnia”. I tak to grzęźniemy coraz głębiej w bagnie śmierci – śmierci niewinnych ludzi, śmierci obietnicy lepszej przyszłości, śmierci uczciwej, rzetelnej historii, śmierci uporania się z rzeczywistością – albowiem każda nowa operacja pod fałszywą flagą czerpie siłę z fikcji ustanowionych wokół wszystkich poprzednich takich operacji.

I tak to elity wciąż ukrywają swoje cztery asy w tej szachrajskiej grze. Ich najściślej strzeżona tajemnica zachowuje siłę tej pierwszej. Pamiętaj, pamiętaj, 5 listopada, 11 września, Faulknera i komentarz George’a Santayany, że „ci, którzy nie pamiętają przeszłości, są skazani na jej powtarzanie”.

Ale dziś musimy także pamiętać o przyszłości. Dodatkowo do starych operacji pod fałszywą flagą, agentów pod fałszywą flagą i organizacji pod fałszywą flagą, dochodzą cyfrowe organizmy pod fałszywą flagą, wysyłane w celu zainfekowania wybranych odbiorców wśród opinii publicznej. Jednym z ostatnich tego rodzaju, o jakim się dowiedziałem, jest ktoś nieuczciwy – pojedynczy człowiek albo grupa ludzi – określający się mianem „FawkesSecurity„. W poniedziałek 22 października ten podstępny podmiot zamieścił na YouTube i Pastebin groźbę podłożenia bomby w bliżej nieokreślonym budynku rządu USA.

Jeśli o mnie chodzi, wyczuwam tu zapach cyfrowego prochu.

„FawkesSecurity” twierdzi, że jest związany ze społecznością Anonymous. Jednakże groźba użycia przemocy stoi w sprzeczności ze wszystkim, za czym opowiadają się Anonymous. Źródła związane z Anonymous krytykują „FawkesSecurity” i jego groźbę podłożenia bomby.

Informację na ten temat można znaleźć na Examiner.com:

Poniżej fragment wiadomości od „FawkesSecurity”:

Szanowni mieszkańcy świata. Jesteśmy anonimowi (anonymous). Dzisiaj w rządowym budynku, zlokalizowanym w stanach zjednoczonych Ameryki zostało skutecznie podłożone 200 kg łącznie nitrogliceryny i dostępnych materiałów wybuchowych. 5 listopada 2012 roku… jesteśmy anonymous. jesteśmy legionem nie zapominamy nie wybaczamy , 5 listopada, będziecie nas oczekiwać. [sic]

Jak podaje Examiner, „wideo zawiera wiele standardowych chwytów używanych przez ludzi powiązanych z Anonymous [jednak] groźba użycia przemocy jest całkowicie sprzeczna z etosem, którym kierują się Anonymous”. Examiner dodaje:

Liczne portale społecznościowe zawierały krytykę FawkesSecurity i ich groźby wysadzenia budynku. Wielu ludzi spekulowało, że FawkesSecurity jest operacją pod fałszywą flagą, przeprowadzaną przez agentów rządowych w celu zdyskredytowania Anonymous. Inni spekulują, że FawkesSecurity po prostu zupełnie nie ma rozeznania i niewiele wie o dobrze przemyślanej idei zwanej Anonymous”.

Niezależnie od wszystkiego ci, którzy napisali powyższy tekst, nie mają pojęcia o interpunkcji i stosowaniu wielkich liter.

Świat cyfrowy i świat fizyczny nie są od siebie oddzielone. Agenci państwowi są plagą w obu. Choć jest to mało prawdopodobne, ale gdyby została dziś zrealizowana groźba „FawkesSecurity”, w konsekwencji mógłby poważnie zaszkodzić grupom Anonymous. (Swoją drogą pytanie, czy sami Anonymous mogą być operacją pod fałszywą flagą albo czy są zinfiltrowani lub w inny sposób zmanipulowani, należy do kategorii tych, które powinny być w którymś momencie zadane i zbadane. Taka jest dzisiaj ta niezwykle złudna natura „rzeczywistości”.)

Pozornie od 1605 roku upłynęło sporo czasu i wiele się zmieniło, ale ogólny schemat pozostaje ten sam: oszustwo święci triumfy, szerzy się i staje się coraz obrzydliwsze.

Niektóre części tego tekstu zostały pierwotnie opublikowane przez autora 5 listopada 2005 r. w The Globe and Mail; inne pochodzą z notatek do wykładu wygłoszonego przez autora w Londynie, Ontario, 5 listopada 2011.

Komentarz SOTT: Czyż nie jest to ciekawe? Do 1959 roku w Wielkiej Brytanii istniało prawo zobowiązujące do rytualnego świętowania egzekucji muzułmanina katolika, który był kozłem ofiarnym ataku pod fałszywą flagą!

Przy tego typu indoktrynacji i programowaniu zakorzenianych przez setki lat w umysłach kolejnych pokoleń, czy wciąż jest niezrozumiałe, dlaczego ludzie nie widzą, że żaden samolot nie uderzył w Pentagon i że dwa budynki wysokie na ponad 400 metrów nie rozwiewają się po prostu wietrze tylko dlatego, że niektóre piętra stanęły w ogniu?

~ * ~

Artykuł na SOTT: Guy Fawkes, the ‚Gunpowder Plot’ and how false flag operations have shaped history

I na koniec, interesujący komentarz czytelnika SOTT

To, co było, jest prologiem…

Drobna uwaga: William i [jego syn] Robert Cecil działali jako agenci weneckich oligarchów bankowych, którzy chcieli, żeby protestancka Anglia prowadziła wojnę z katolicką Hiszpanią, tak żeby mogli czerpać milionowe zyski z finansowania długów. Brzmi znajomo? Pełne przekształcenie Anglii w odbicie weneckiej oligarchii – z potężnym zróżnicowaniem zamożności między bezrolnymi robotnikami i elitą, bankiem centralnym, stałym zadłużeniem, ciągłą wojną o imperium i linią przytakujących monarchów z dynastii hanowerskiej, ochoczo wykonujących polecenia banków centralnych.– zajęło weneckim bankierom, znanym również jako „The Black Nobility”, 200-300 lat (z kulminacją w „Chwalebnej rewolucji”).

Książka Tarpleya pt. Against Oligarchy jest dostępna na jego stronie. Jeśli nie całą, to warto przeczytać przynajmniej te dwa rozdziały, które wiążą się z tematem powyższego artykułu:

The Role of the Venetian Oligarchy in Reformation, Counter-reformation, Enlightenment, and the Thirty Years’ War

How the Venetian System Was Transplanted Into England

Tłumaczenie: PRACowniA

 

9 komentarzy »

  1. Nie mam pewności, czy spisek prochowy był rzeczywiście operacją pod obcą flagą. Znam wiele takich operacji, ale znam też mistrzostwo jezuitów do intryg, spisków i zamachów – ku chwale kk. Znam ponadto zbrodniczość i żądzę władzy nad światem Watykanu. Znam też historię i wiem, że w rzeczonym okresie (1605 rok) kontrreformacja szła pełną parą. Jej celem było odzyskanie wpływów Watykanu nad krajami protestanckimi. I nie tylko – bo właśnie na początku XVII w. intrygi papiestwa i jezuitów dążyły do skatoliczenia prawosławnej Rosji.
    http://opolczykpl.wordpress.com/2013/02/07/papiestwo-i-narodziny-nienawisci-polsko-rosyjskiej/
    Tak więc katolicki zamach na protestanckiego króla Anglii inspirowany np. przez jezuitów z błogosławieństwem Watykanu byłby w tamtym czasie jak najbardziej prawdopodobny i wpisany w realia tamtej epoki.
    Najsłabszym ogniewem powyższego tekstu jest powoływanie się na jezuickiego „historyka” Johna Gerarda. W moim odczuciu napisał on jego fałszywkę wyłącznie po to, aby odwrócić uwagę od rzeczywistych inspiratorów zamachu – właśnie jezuitów. Którzy chcieli Anglię ponownie skatoliczyć. Ku chwale kk. Dlaczego spisek nie udał się, kto zdradził spiskowców, dlaczego proch był złej jakości – na to można znaleźć różne wyjaśnienia. Być może kogoś ze spiskowców ruszyło sumienie, wszak król był jego królem, parlament jego parlamentem. Nie można też wykluczyć, że od początku wśród spiskowców był wierny królowi szpieg, który widząc zbliżający się zamach doniósł komu trzeba. Niejasności w tej sprawie jest wiele, ale nie zmieniają one faktu, że przypisanie inspiracji takiego zamachu jezuitom jest w moim przekonaniu bardzo prawdopodobne.
    Nie wykluczam wprawdzie ewentualności intryg weneckich banksterów chcących zarabić na wojnie Anglii z Hiszpanią, ale i oni mogliby zarobić na ponownym skatoliczeniu Anglii poprzez popchnięcie jej (do spółki z jezuitami) do wojny z którymś z pozostałych państw protestanckich.

    Komentarz - autor: opolczykpl — 13 Listopad 2014 @ 03:34

  2. A czy operacja pod fałszywa flagą nie jest popieranie przez Pracownię Rosji, nienawidzenie Ameryki i dążenie do wojny?

    Komentarz - autor: Żoliborz — 13 Listopad 2014 @ 16:56

  3. @Żoliborz
    No dobra, to już wiemy, że nie masz pojęcia, co to jest operacja pod fałszywą flagą. Coś jeszcze?

    Komentarz - autor: iza — 13 Listopad 2014 @ 21:25

  4. @ opolczyk
    Oj przyznaj, nie poczytałeś z linków podanych na końcu, co?

    Znam wiele takich operacji, ale znam też mistrzostwo jezuitów do intryg, spisków i zamachów

    Jezuici zostali stworzeni przez wenecką oligarchię.

    . Znam ponadto zbrodniczość i żądzę władzy nad światem Watykanu. Znam też historię i wiem, że w rzeczonym okresie (1605 rok) kontrreformacja szła pełną parą.

    Kontrreformacja i reformacja też nie obyły się bez wpływu z ich strony, To oni wynieśli (i wykorzystali) Lutra i Loyolę, to im powierzono proces reformacji (dzięki czemu nacisk był położony na rozpasanie i niedouczenie, a nie na oligarchiczne zyski). To oni wymogli na papieżu uznanie jezuitów za „święty zakon”.

    Republika wenecka, a dokładniej oligarchia wenecka to taka stara wersja współczesnych USA & Co – tworzyli „wrogów”, czerpali zyski z obcych wojen, które sami prowokowali, podsycając i niejednokrotnie „wspierając” obie strony. To oni często decydowali, kogo obsadzić na tronie papieskim, to oni mieli swoich kardynałów w Watykanie. Ich żądzy zysku nie było końca… aż doprowadzili do upadku republiki (republiki, nie oligarchi).

    Dziel i rządź – a precyzyjniej: dziel i koś zyski – było ich dewizą. Ich wrogiem była zgoda i wszystko, co się wiąże z humanizmem. Kim się do czego wysłużyli, ma więc poboczne znaczenie, choć niektórzy lubią mieć swoich łatwych „wszystkiemu” winnych – a to żydów/Żydów, a to Watykan/ Kościół, a to homoseksualistów czy komunistów. Tak jest dużo prościej.

    Komentarz - autor: iza — 13 Listopad 2014 @ 22:20

  5. Iza, poczytałem te linki i wcale mnie nie przekonały.
    Przy okazji – jesteś strasznie niekonsekwentna. Pisałaś o oligarchii weneckiej, mając na myśli jak przypuszczam wenecką oligarchię bankową. A potem napisałaś:
    „choć niektórzy lubią mieć swoich łatwych „wszystkiemu” winnych – a to żydów/Żydów, a to Watykan/ Kościół…”
    W krajach katolickich lichwa była dla chrześcijan przez długie wieki zakazana, jedynie żydzi/Żydzi mieli do niej prawo. Tak więc wszystko wskazuje na to, że oligarchia bankowa Wenecji była w rękach żydów/Żydów.
    Oligarchia bankowa Wenecji nie wymyśliła zasady dziel i rządź. Ta zasada była znana dużo wcześniej. Ponadto żydo-chrześcijaństwa nie potrzeba było dzielić i skłócać – od samego początku, jeszcze w starożytności, zanim weszli na pałace już byli skłóceni i rozbici na rożne odłamy. I każdy z nich zwalczał pozostałe. Schizmy, rozłamy i kłótnie towarzyszyły żydo-chrześcijaństwu przez wszystkie wieki – i to najczęściej bez podpuszczania z zewnątrz fanatyków jahwizmu na siebie nawzajem.
    Wpływy polityczne a jeszcze bardziej handlowe Wenecji ograniczały się do Adriatyku i wschodniej części morza Śródziemnego. Ale sama Wenecja uwikłana była przez wieki w wojny co osłabiało jej możliwości ingerowania w politykę na kontynencie.
    Pozycja banksterów we Włoszech nie była zbyt wielka. Dlatego Rotschildowie przenieśli się do protestanckiej części Niemiec i dopiero tam rozwinęli skrzydła.
    Bankierzy weneccy na politykę Watykanu długo nie mieli żadnych wpływów. Papiestwo przez długie wieki finansowało się handlem odpustami, relikwiami, prostytucją,
    http://slowianin.wordpress.com/2012/07/20/kurewski-kosciol/
    dziesięcinami, świętopietrzem, handlem dostojeństwami (biskupstwami, kapeluszami kardynalskimi) wyzyskiem chłopstwa i mieszczan. Kupczyło „zbawieniem” i to było główne źródło dochodów.
    Znam różne teorie o żydowskich/bankierskich wpływach na Lutra. Takie coś głoszą głównie katolicy, twierdząc, że Luter z podpuszczenia Żydów miał za zadanie osłabić jedynie prawdziwy święty kościół kat. Idąc tym tropem należałoby także katarów czy husytów uznać za żydowskie/bankierskie prowokacje. Tyle, że ja takich nie znalazłem. A Luter po prostu znał wcześniejsze „herezje” i zarzuty przeciwko papiestwu i na nich bazował. Poparcie znalazł u sporej ilości władców chcących zrzucić jarzmo papiestwa. Tacy władcy zdarzali się już wcześniej – jak choćby Filip IV, który nie tylko wypędził Żydów, w tym bankierów żydowskich dokonując wcześniej konfliskaty ich mienia, ale postawił się papieżowi Bonifacowi VIII, którego zwłoki po jego śmierci wykopał i spalił jako „heretyka”. Byli i tacy władcy.
    Co do jezuitów – czytałem o nich wiele skrajnie sprzecznych opracowań. Nawet takie, że Lojola był Żydem. Niemniej ich działalność była na rękę co najmniej tak samo Watykanowi jak i ew. weneckim banksterom. W Rzeczypospoltej jezuici byli psami Watykanu i mieli ogromny wkład w upadek Rzeczypospolitej, narzucając monarchom realizację interesów papiestwa czy blokując w sejmie konieczne reformy państwa.
    Historia jest znacznie bardziej skomplikowana niż widziana jedynie jako intrygi weneckich oligarchów bankowych. One miały miejsce – nie przeczę – ale nie były decydujące. Decydujące dla losów świata znaczenie oligarchii banksterskiej – tej czysto żydowskiej – to okres późniejszy – zaczynający się od końca XVII wieku i utworzenia pierwszego banku centralnego – banku Anglii. Kapitalnego znaczenia żydowska bankstria nabrała dopiero w XIX wieku – i trwa to do dzisiaj na całym żydo-zachodzie.

    Komentarz - autor: opolczykpl — 14 Listopad 2014 @ 01:59

  6. Tarpley: Guy Fawkes Tour Edinburgh Nov 2007:

    http://tarpley.net/video/TarpleyGuyFawkesTourEdinburghNov2007.mp4

    Komentarz - autor: Słowianin — 16 Listopad 2014 @ 03:39

  7. Komentarz - autor: Słowianin — 16 Listopad 2014 @ 04:13

  8. Komentarz - autor: Słowianin — 16 Listopad 2014 @ 06:53

  9. Komentarz - autor: Słowianin — 17 Listopad 2014 @ 07:20


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: