PRACowniA

17 września 2014

Ponerologia na żywo: Świat zagrożony przez niefrasobliwość Zachodu

Paul Craig Roberts
paulcraigroberts.org
26 lipca 2014

To mała próbka destrukcji tworzonej przez patokratów. Po lewej: 18 lipca. Ciała zabitych podczas ostrzału Ługańska przez siły Kijowa. Po prawej: 3 dzieci z jednej rodziny zabitych tego samego dnia w Gazie.

 

Europejskie rządy i zachodnie media narażają świat na ryzyko, pozwalając na waszyngtońską propagandę i agresję wymierzone w Rosję.

Waszyngton usiłuje za pomocą jawnych  kłamstw zdemonizować Rosję jako rzekomo niebezpieczny i agresywny kraj, któremu przewodzi nowy Hitler lub nowy Stalin – tak samo jak demonizował Saddama Husajna w Iraku, Talibów w Afganistanie, Kaddafiego w Libii, Asada w Syrii, Chaveza w Wenezueli i oczywiście Iran.

Prawdziwych demonów – Clintona, Busha, Obamę – jako „wyjątkowych i niezastąpionych” demonizacja ni dosięga. Ich przerażające faktyczne zbrodnie umykają uwadze opinii publicznej, podczas gdy zwyczajnym i zbytecznym ludziom i krajom przypisuje się fikcyjne przestępstwa.

Kiedy Waszyngton demonizuje przywódcę jakiegoś państwa i samo państwo, robi to w celu stworzenia okoliczności, które będzie mógł wykorzystać do użycia siły przeciwko temu przywódcy i danemu państwu.

Waszyngton bezustannie szermuje kłamliwymi, wyssanymi z palca zarzutami  o „rosyjskiej agresji”. John Kerry i rzeczniczka Departamentu Stanu Marie Harf codziennie puszczają w obieg nowe kłamstwa, nigdy jednak nie przedstawiają dowodów. W takich okolicznościach Senat USA, dowódca NATO oraz przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów sił zbrojnych USA zajmują się nakręcaniem machiny wojennej.

Projekt ustawy Senatu USA Nr 2277 mówi o wzmocnieniu sił zbrojnych na rosyjskich granicach oraz podniesieniu statusu Ukrainy do rangi „sojusznika USA” – dzięki czemu wojska amerykańskie będą mogły uczestniczyć  w wojnie z „terrorystami” na terenie Ukrainy. Zob. też: Collapse of Ukraine Government: Prime Minister Yatsenyuk Resigns amidst Pressures Exerted by the IMF

Dowódca sił NATO w Europie gen. Breedlove opracowuje plan zgromadzenia zapasów sprzętu wojennego przy granicy Rosji [w tym, w Szczecinie], żeby wojska USA i NATO mogły szybciej uderzyć na Rosję.

Przewodniczący Kolegium Połączonych Szefów Sztabów, gen. Martin Dempsey, przygotowuje amerykańską opinię publiczną na nadchodzącą wojnę.

24 lipca 2014 r. Dempsey wypowiedział się na Forum Bezpieczeństwa w Aspen w stanie Kolorado (Aspen Security Forum) przed wysoko postawioną grupą, mającą wpływ na kształtowanie opinii publicznej USA, że agresja Putina na Ukrainę jest porównywalna z inwazją Stalina na Polskę w 1939 r., a zagrożenie ze strony Rosji nie ogranicza się li tylko do Ukrainy i Europy Wschodniej, ale ma zasięg globalny.

Intelektualiści zgromadzeni na Forum w Aspen wcale nie wybuchnęli śmiechem w reakcji na oświadczenie Dempseya, że rosyjskie (domniemane, acz nie udowodnione) zaangażowanie na Ukrainie było pierwszym od 1939 roku przypadkiem, kiedy dla osiągnięcia swych celów jakieś państwo świadomie podjęło decyzję użycia swoich sił militarnych na w terenie innego suwerennego kraju. Nikt nie zapytał Dempseya o poczynania Waszyngtonu za rządów trzech ostatnich prezydentów: co za Clintona Waszyngton robił w Serbii, za Busha i Obamy – w Afganistanie, Iraku, Somalii, Pakistanie i Jemenie, a za Obamy – w Libii i Syrii.

Oto słowa Dempseya:

„Macie rząd Rosji, który dla osiągnięcia swych celów świadomie podjął decyzję użycia swoich sił zbrojnych w innym, suwerennym kraju. To pierwszy taki przypadek od ok. 1939 r. Oni wyraźnie zmierzają do obrony swoich interesów w inny sposób i to nie tylko w Europie Wschodniej, ale w większej jej części, a może i bliżej Stanów Zjednoczonych”.

Waszyngtońska perspektywa stanowiąca, że „świat jest jak ostryga, a my mamy widelec”, tak się zakorzeniła, że ani Dempsey, ani jego sznowna publiczność, zgromadzona na Forum w Aspen, nie chwycili absurdalności jego stwierdzenia. Waszyngton, jak i  ogłupiona populacja USA, uznają za oczywiste, że „wyjątkowy, niezastąpiony naród” nie może być ograniczony w swych działaniach przez suwerenność innych krajów.

Waszyngton przyjmuje za pewnik, że amerykańskie prawo góruje w innych państwach nad ich własnym prawem. Wystarczy zapytać Francję i Szwajcarię – Waszyngton narzuca ich instytucjom finansowym i korporacjom, z kim mogą robić interesy, a z kim nie. Wystarczy zapytać dowolne państwo czy firmę, którym Waszyngton zabronił robienia interesów z Iranem. Waszyngton może dokonać inwazji na dowolny kraj, którego przywódcę może zdemonizować i obalić. Wystarczy zapytać Irak, Honduras, Libię, Serbię itd. Waszyngton może prowadzić operacje wojskowe przeciwko ludziom w innych krajach, takich jak Pakistan czy Jemen, z którymi nie jest w stanie wojny.

Wszystko to jest możliwe, gdyż Waszyngton sięgnął po tytuł przypisany Izraelowi – tytuł „narodu wybranego przez Boga”. Ma się rozumieć, utrata tego tytułu przez Izrael nie zakłóciła mu występowania w tej roli i działania w ten sam sposób.

Waszyngton wprawia w ruch koła wojny. Gdy koła zaczynają się obracać,  moment pędu utrzymuje je w ruchu. Niemądre – powiem więcej, krańcowo głupie – rządy i media w Europie zdają się być nieświadome reżyserowania przez Waszyngton ich przyszłości, lub raczej jej braku, względnie jest im to obojętne. Przez swoją niefrasobliwość skazują na zagładę nie tylko siebie, ale i całą ludzkość. Boże broń, żeby premier Wielkiej Brytanii, prezydent Francji, czy kanclerz Niemiec nie zostali zaproszeni do Białego Domu albo żeby nic nie znacząca Polska nie otrzymała swego waszyngtońskiego żołdu.

Czytelnicy, którzy trudno znoszą nierozwiązywalne problemy, zawsze domagają się rozwiązań. Niech tak będzie, oto odpowiedź:

Jedyny sposób uniknięcia wojny jest taki, że Putin wniesie swoją sprawę do ONZ. Jeśli Waszyngton mógł wysłać do ONZ Colina Powella, nieuzbrojonego w jakąkolwiek prawdę czy fakty, żeby zdobył poparcie dla stanowiska Waszyngtonu w sprawie wojny z Irakiem, to w tym przypadku Putin powinien być w stanie przedstawić Organizacji Narodów Zjednoczonych kwestię krucjaty Waszyngtonu przeciwko Rosji.

Komentarz Pracowni: Trudno uwierzyć, żeby Paul Craig Roberts był tak nieświadomy faktu, że ONZ nie jest tu żadnym rozwiązaniem. Od czasu sprawy z Nikaraguą USA wyłączyły się spod jurysdykcji ciał ONZ i przyznały sobie prawo swobodnego wybierania, kiedy posłuchają ONZ, a kiedy nie. Jaki jest wyznacznik podjęcia takiej a nie innej decyzji, nietrudno się domyślić (vide: „sukces” Colina Powella).

Co zrobiło ONZ w sprawie nielegalnych agresji USA na kraje wymienione wcześniej w artykule? Nic. A w sprawie Ukrainy Narody Zjednoczone (chyba wokół USA?) aż nazbyt jednoznacznie zaprezentowały swoje stanowisko, kiedy przytłaczającą większością głosów uznały referendum na Krymie za nielegalne. Jeśli „znakomita” większość świata akceptuje rozmazane zdjęcia kombajnów dostarczone przez komercyjną firmę za wystarczający (i godny wielkiego imperium z największą siecią szpiegowską na świecie) dowód zbrojnej obecności Rosji na Ukrainie, to naprawdę, o czym tu mówić?

Na szczęście Putin zdaje się znacznie lepiej rozumieć sytuację niż P. C. R.

Łatwo dowieść, że „król jest nagi”.

W przeciwieństwie do Waszyngtonu, Putin jest gotów przedstawić posiadane przez Rosję dowody, kto i co robi  na Ukrainie. Niezwykle prostą sprawą jest ustalenie, że Waszyngton zorganizował zamach stanu, w którym obalony został legalnie wybrany rząd, że wspiera przemoc wobec tych, którzy sprzeciwiają się temu zamachowi, oraz że pozostaje głuchy na usilne prośby, z jakimi Rosja zwraca się do Kijowa i separatystów, ażeby zasiedli  do wspólnego stołu i układali się w sprawie różnicy zdań.

Putin powinien jasno przedstawić światu, że Waszyngton kontynuuje: wojskowe działania prowokacyjne w stosunku do Rosji; wzmacnianie sił zbrojnych wzdłuż granic Rosji i nawoływanie o dalszą ich rozbudowę; pracę nad zatwierdzeniem projektu ustawy S.2277 [ostatnio przedłożony senackiej Komisji Spraw Zagranicznych USA – przyp.], która brzmi jak przygotowanie USA do wojny [z Rosją]; prowokatorskie działania i oskarżenia pod adresem Rosji ze strony amerykańskich generałów i przedstawicieli rządu; i wreszcie, wysiłki zmierzające do odizolowania Rosji i wyrządzenia jej gospodarczych i politycznych szkód.

Putin powinien jasno przedstawić światu, że istnieją granice odporności na prowokacje i że Rosja jest przekonana, że grozi jej ze strony Waszyngtonu wyprzedzający atak nuklearny. Putin może opisać wycofanie się USA z traktatu ABM (o ograniczeniu rozwoju, testowania i rozmieszczania systemów antybalistycznych), budowanie baz systemów antybalistycznych wzdłuż granic z Rosją oraz ogłoszoną zmianę doktryny wojennej Waszyngtonu, nadającą siłom nuklearnym USA rolę wykonawcy ataku wyprzedzającego w miejsce uprzedniego zadania odwetowego. [Tak naprawdę, USA nigdy nie odebrały sobie prawa do ataku wyprzedzającego. Kto miałby im tego zabronić, albo ich z tego – post factum – rozliczyć? – przyp.] Te działania ewidentnie są wymierzone w Rosję (i w Chiny – Pobudka, Chiny! Jesteście następni w kolejce!)

Putin musi jasno wyłożyć, że przewidywalne dla świata konsekwencje, wynikające z umożliwiania Waszyngtonowi rozprzestrzeniania kłamstw oraz dokonywania dalszych agresji, nie skończą się jedynie wyniszczającą wojną, ale zakończeniem życia na Ziemi.

Komentarz Pracowni: Putin może to zrobić w próbie obudzenia świata, ale zapewne wie z wystarczającym prawdopodobieństwem, że globalna albo nuklearna wojna światu nie grozi. Będą dalsze podchody, oskarżenia, lokalne, sztucznie wzniecane konflikty – czyli to wszystko, co nakręca koniunkturę przemysłu zbrojeniowego i zacieśnia pętlę kontroli nad populacją ziemi. Jednakże zagłada większości populacji zdecydowanie NIE jest w interesie Realnej Władzy – a to ona decyduje, nie jej psychopatyczne marionetki.

Będą dalsze próby zaprowadzenia jednobiegunowej geopolityki i narzucenia – jak świat długi i szeroki – jednolitych rządów IMF w sferze gospodarki. Póki co, Putin robi wszystko w granicach rozsądku, żeby tego uniknąć. I trzeba mu przyznać, że rozgrywa to świetnie.

Rządom na świecie, w szczególności waszyngtońskim wasalom w Europie, Kanadzie, Australii i Japonii, trzeba obwieścić, że na nich spoczywa odpowiedzialność za zaprzestanie umożliwiania Stanom Zjednoczonym agresji. W przeciwnym razie będą musieli wziąć na siebie odpowiedzialność za III wojnę światową.

Komentarz Pracowni: Raczej za śmierć wielu cywilów, powstańców i żołnierzy w wielu zakątkach świata, gdzie z nienasyconej żądzy wszechdominacji patokracja USA prowadzi i będzie prowadzić swoje wojny zastępcze i torpedować każdy ludzki odruch, który mógłby jej stanąć na drodze.

Przynajmniej mogliśmy wszyscy mieć ubaw oglądając, jak arogancka Samantha Powers i tchórzliwe brytyjskie pieski salonowe opuszczają salę obrad ONZ. Nie ma żadnych wątpliwości co do tego, że Waszyngton nie jest w stanie odeprzeć zarzutów.

Ponownie zacytuję doktrynę [neokona z polskimi korzeniami] Wolfowitza, która steruje amerykańską polityką zagraniczną i skazuje Ziemię na zagładę:

„Naszym podstawowym celem jest przeciwdziałanie ponownemu pojawieniu się nowego rywala, czy to  na terytorium byłego Związku Radzickiego, czy gdziekolwiek indziej, który stanowiłby zagrożenie tej wagi, co były Związek Radziecki. Jest to podstawowy warunek, leżący u podstaw naszej nowej regionalnej strategii obronnej, który wymaga od nas, abyśmy dokładali wszelkich starań, by uniemożliwić wrogim siłom dominację w regionie, którego zasoby, znalazłszy się pod skonsolidowaną kontrolą, byłyby wystarczające do stworzenia globalnej potęgi”.

„Wroga siła” to termin określający każdy kraj, nie będący wasalem Waszyngtonu.

Doktryna Wolfowitza zobowiązuje Stany Zjednoczone i naród amerykański oraz bezkrytycznych sojuszników USA z UE wraz z narodami do wojny z Rosją i Chinami. Chyba że Rosja i Chiny skapitulują, wtedy świat nie zostanie zniszczony.

Komentarz Pracowni: Z zamierzenia lub nie, w każdym razie wbrew temu, co napisał kilka akapitów wyżej, Roberts cichcem próbuje przerzucić ciężar odpowiedzialności za uniknięcie wymyślonej globalnej wojny na Rosję i Chiny. Albo się podporządkują i – w zasadzie przestaną istnieć – albo…

To zupełne odwrócenie kota ogonem i argumentacja niebezpiecznie bliska obwinianiu ofiar. Po zdobyciu sobie czytelników wśród ludzi nie kupujących oficjalnej propagandy, P. C. R. zaczął pisać z coraz silniejszą i coraz bardziej przejrzystą „agendą” – wpędzenia ludzi w strach przed ogólnoświatową wojną, który odbierze im resztki rozumu i zwróci przeciw pierwszemu z brzegu, wystawionemu na strzał, wrogowi i przeciw sobie nawzajem. Musi bardzo nisko oceniać inteligencję swoich czytelników. A komu to jest na rękę?

Zidiociałe rządy państw Unii Europejskiej i zachodnie presstytutki, godząc się na waszyngtońskie kłamstwa i agresję, zwiększają szansę na zniszczenie świata.

Komentarz SOTT.net: Nic lepiej niż Ponerologia polityczna Andrzeja Łobaczewskiego nie pomaga zrozumieć mechanizmów rządzących tą i podobnymi sytuacjami na świecie, oraz tego, kim są ci, którzy takie sytuacje niezmiennie tworzą.

Tłumaczenie (nadesłane): PRACowniA
Artykuł na SOTT.net: Political Ponerology in action: The world is doomed by western insouciance

Reklamy

10 Komentarzy »

  1. „Komentarz Pracowni: Z zamierzenia lub nie, w każdym razie wbrew temu, co napisał kilka akapitów wyżej, Roberts cichcem próbuje przerzucić ciężar odpowiedzialności za uniknięcie wymyślonej globalnej wojny na Rosję i Chiny. Albo się podporządkują i – w zasadzie przestaną istnieć – albo…”

    A skąd to PRACowni do głowy przyszło? To Roberts próbuje przerzucać ciężar odpowiedzialności? Czy też może Roberts próbuje przedstawić sposób widzenia tej sytuacji przez patokratów? A to chyba nie to samo.
    Chyba się trochę zagalopowałaś, PRACownio…

    Komentarz - autor: Magia — 18 września 2014 @ 13:22

  2. Gdyby Roberts próbował przedstawić sposób widzenia tej sytuacji przez patokratów, w kolejnym zdaniu przeczytalibyśmy „Zidiociałe rządy państw Unii Europejskiej i zachodnie presstytutki, godząc się na waszyngtońskie kłamstwa i agresję, zwiększają szansę „. Jak dla mnie zwrot „Chyba że Rosja i Chiny skapitulują, wtedy świat nie zostanie zniszczony” jest raczej tendencyjny i sugeruje, że Rosja i Chiny są w tym „światowym konflikcie” agresorami, co jest sprzeczne z rzeczywistością.

    Komentarz - autor: koliber — 18 września 2014 @ 15:06

  3. Coś mi zjadło fragment, więc dopisuję: ” zwiększają szansę przejęcia przez nas totalnej władzy nad światem”.

    Komentarz - autor: koliber — 18 września 2014 @ 15:41

  4. @ Magia

    Chyba się trochę zagalopowałaś, PRACownio…

    Nie sądzę, a to z kilku powodów.

    Po pierwsze, to, z czym mamy do czynienia, to wojna infromacyjna na ogromną skalę. Wojna o nasze umysły, o umysł każdego z nas. Dlatego jest bardzo ważne, co się pisze i jak się to pisze, zwłaszcza kiedy zdobyło się już sobie status „opiniotwórczy” w pewnych kręgach (w tym przypadku, ważnych w tej wojnie).

    Po drugie, są dwie strony tej wojny, z których tylko jedna ma wśród swoich kryteriów sumienie. Widać to wyraźnie z tego, co do tej pory zrobiła Rosja (i czego nie zrobiła). Teoretycznie, Putin MÓGŁ otwarcie wesprzeć militarnie wschodnią Ukrainę. I tak był oskarżany o wszelkie możliwe zło, więc nic dużo gorszego nie mogłoby spotkać Rosji. (Zapomnijmy o propagandzie siewców strachu przed III wojną światową, bo jest zupełnie bez sensu, choć oczywiście w pewnym zakresie działa.) Jednak taka decyzja i wprowadzenie jej w czyn doprowadziłoby do znacznie większego rozlewu krwi, co – moim zdaniem – było głównym argumentem przeciwko takiemu wsparciu. Zatem wojna światowa czy nie, wyłącznie rosyjska strona rozważa koszt ludzki swoich decyzji – psychopaci takiego problemu nie mają. Więc Rosja ten ciężar czuje i nie trzeba jej tego przypominać. To dlatego odsuwani od władzy są ludzie, których aż skręca, żeby ruszyć na Kijów (jak choćby Striełkow).

    Jak więc i na kogo zadziała takie niby niewinne stwierdzenie?

    „Czytelnicy, którzy trudno znoszą nierozwiązywalne problemy, zawsze domagają się rozwiązań. Niech tak będzie, oto odpowiedź: […]

    Ponownie zacytuję doktrynę [neokona z polskimi korzeniami] Wolfowitza, która steruje amerykańską polityką zagraniczną i skazuje Ziemię na zagładę:

    „Naszym podstawowym celem jest przeciwdziałanie ponownemu pojawieniu się nowego rywala, czy to na terytorium byłego Związku Radzickiego, czy gdziekolwiek indziej, który stanowiłby zagrożenie tej wagi, co były Związek Radziecki. Jest to podstawowy warunek, leżący u podstaw naszej nowej regionalnej strategii obronnej, który wymaga od nas, abyśmy dokładali wszelkich starań, by uniemożliwić wrogim siłom dominację w regionie, którego zasoby, znalazłszy się pod skonsolidowaną kontrolą, byłyby wystarczające do stworzenia globalnej potęgi”.

    „Wroga siła” to termin określający każdy kraj, nie będący wasalem Waszyngtonu.

    Doktryna Wolfowitza zobowiązuje Stany Zjednoczone i naród amerykański oraz bezkrytycznych sojuszników USA z UE wraz z narodami do wojny z Rosją i Chinami. Chyba że Rosja i Chiny skapitulują, wtedy świat nie zostanie zniszczony.

    Bez tego ostatniego (jakby mimochodem dodanego) zdania wymowa całości byłaby inna. „Doktryna sterująca amerykańską polityką skazuje świat na zagładę, chyba że Rosja skapituluje”. Tekst jest skierowany do Zachodu. Oczywiście nie do polityków, bo ci Robertsa nie słuchają, ale do zachodniej opinii publicznej. Jak przeciętny zjadacz chleba czyta artykuły i co z nich zapamiętuje? „Checie rozwiązania? Oto ono: Żeby uniknąć tej potwornej zagłady, wcale nie musimy zmieniać swojej wspaniałej polityki. Wystarczy, że Rosja i Chiny uznają naszą wyższość”. To zostanie w pamięci. Mission accomplished. Taki artykuł można spokojnie puścić w mainstreamie, bo strzela do tej samej bramki.

    Nie wiem, czy takie było zamierzenie. Ale nawet jeśli nie, to od publicysty klasy Robertsa oczekiwałabym więcej świadomości potęgi słowa. Z drugiej strony, obserwując od jakiegoś już czasu jego teksty i stopniowe, acz konsekwentne „skręcanie” z dawnej linii, zamieszczenie takiego „wtrętu” wydaje się naturalnym krokiem w obranym kierunku.

    Niezależnie od tego, czy komentarz był w pełni uzasadniony z merytorycznego punktu widzenia, czy też nie, myślę, że „zwrócenie uwagi na co warto zwracać uwagę” było w tym przypadku jak najbardziej uzasadnione. Ileż to takich półsłówek i niewinnych wtrętów przyczepia się do nas jak chwytliwa melodyjka i tworzy w naszym umyśle filtry, których nawet nie jesteśmy świadomi, a które jednak wpływają na to, jak postrzegamy świat?

    Komentarz - autor: iza — 18 września 2014 @ 16:37

  5. Przepraszam najuprzejmiej, ale Wasze (Izy i Kolibra) argumenty wskazują raczej na to, co ja zasugerowałam.
    No cóż, nie musimy się chyba we wszystkim zgadzać? Czas pokaże, czy Roberts zgłupiał, a ja za nim.

    Komentarz - autor: Magia — 18 września 2014 @ 19:24

  6. Po co Roberts miałby się powtarzać w formie sugerowanej przez Kolibra „Zidiociałe rządy…..” skoro na początku artykułu napisał już to w trochę łagodniejszej formie?
    „Europejskie rządy i zachodnie media narażają świat na ryzyko, pozwalając na waszyngtońską propagandę i agresję wymierzone w Rosję……”

    Odebrałem ten komentarz Pracowni w podobny sposób jak Magia i nie uważam by Roberts cichcem próbował coś tutaj przerzucać.

    Komentarz - autor: Ram — 19 września 2014 @ 11:10

  7. „Doktryna Wolfowitza zobowiązuje Stany Zjednoczone i naród amerykański oraz bezkrytycznych sojuszników USA z UE wraz z narodami do wojny z Rosją i Chinami. Chyba że Rosja i Chiny skapitulują, wtedy świat nie zostanie zniszczony.”

    Mógłby to napisać również w taki sposób:

    „Doktryna Wolfowitza nie zobowiązuje Stanów Zjednoczonych i narodu amerykańskiego oraz bezkrytycznych sojuszników USA z UE wraz z narodami do pokoju z Rosją i Chinami. Jeśli Rosja i Chiny przetrwają wtedy, wtedy świat zostanie zniszczony.”

    Choć z łatwością mógłby nadać swoim słowom zupełnie inne brzmienie, ujmując sprawy jeszcze inaczej:

    „Stany Zjednoczone i naród amerykański oraz bezkrytyczni sojusznicy USA z UE wraz z narodami działają na podstawie doktryny Wolfowitza, której elementem jest wojna z Rosją i Chinami. Siłą rzeczy, zakładając, że Rosja i Chiny będę się bronić, świat ogarnie globalna wojna i zniszczenie.”

    Moim zdaniem, tak byłoby znacznie bardziej obiektywnie. Ale tak nie zostało napisane.

    Dla mnie werdykt jest jasny.

    Komentarz - autor: corhorn — 19 września 2014 @ 20:31

  8. Tak to jest wsadzić kij w mrowisko 😉

    Podpierając się powiedzeniem Nasreddina: gwóźdź – wbity przez stylistykę Robertsa, polegającą na zastosowaniu siły rażenia – podobny jest do mszy pogrzebowej!
    Coś w rodzaju strategii odstraszania (marketing strachu) ku przestrodze tym, którzy chcieliby podważyć autorytet USA.

    Zastanówmy się teraz nad tym, o czym pisze Naomi Klein w Doktrynie szoku, rozdziale 16 – Likwidacja Iraku.
    Cytuję:

    Podczas zimnej wojny obawa przed atakiem nuklearnym legła u podstaw odstraszania, ale zakładano, że rakiety z głowicami atomowymi pozostaną w swoich silosach. Teraz atak wyglądał inaczej – wojna Rumsfelda zakładała użycie wszystkiego oprócz bomby atomowej, żeby rozegrać show, który miał bombardować zmysły, grać na emocjach i przekazywać trwałe przesłania. Teoria wojny w wydaniu Rumsfelda, stanowiąca część jego projektu „transformacji”, o wiele mniej ma wspólnego z bitewnymi strategiami generałów, którzy zawsze opóźniali realizację przedsięwzięć, a o wiele więcej z terrorystami, którym Rumsfeld wypowiedział nieustającą wojnę. Terroryści nie próbują wygrać w bezpośredniej konfrontacji; starają się złamać morale społeczeństwa poprzez spektakularne telewizyjne widowiska, ukazujące zarówno słabe punkty wroga, jak i ich zdolność do okrucieństwa. Taka teoria stanowiła podstawę ataków z 11 września, do której teorii odwołano się, kiedy przygotowano inwazję na Irak.

    „Szok i przerażenie” przedstawia się często jako strategię polegającą tylko na zastosowaniu wielkiej siły rażenie, ale sami autorzy widzą w niej coś więcej. Ich zdaniem jest to wymyślony psychologiczny plan, nakierowany bezpośrednio na „zbiorową wolę oporu przeciwnika”. Narzędzia znamy już z innych działów amerykańsakiego kompleksu militarnego: deprywacja sensoryczna i przeładowanie bodźcami, co ma doprowadzić do dezorientacji i regresji. Wyraźnie jest nawiązanie do podręczników przesłuchiwania opracowanych przez CIA: „Ujmując rzecz z grubsza, Szybka Przewaga polega na przejęciu kontroli nad otoczeniem i sparaliżowaniu albo przeładowaniu percepcji przeciwnika, by nie rozumiał rozwoju wydarzeń”. Celem jest „doprowadzenie przeciwnika do stanu całkowitej niemocy”~ koniec cytatu

    Komentarz - autor: Mariam — 20 września 2014 @ 11:36

  9. @ Mariam

    Wsadzanie kija w mrowisko to nasza specjalność. 🙂
    Dzięki za cytat, bardzo na miejscu.

    Komentarz - autor: iza — 21 września 2014 @ 20:31

  10. W świetle tego co pisze Andrzej Łobaczewski o patokracji , a w zasadzie o ustroju patokratycznym w danym państwie /grupie państw wzajemnie ze sobą gospodarczo, militarnie zrzeszonych/ nie ulega najmniejszej wątpliwości , iż patokracja jest złą drogą rozwoju społecznego ludzkości, a powstałe w oparciu o nią państwa /grupy państw/ są jedynie falsyfikatami /atrapami/ państw, tak naprawdę nie mających najmniejszej suwerenności w każdej dziedzinie życia. W przeszłości już wielokrotnie wielkie patokracje /imperia/ upadały właśnie z jej powodu , bowiem summa summarum każda patokracja w ostatecznym stadium ma sama w sobie element samozniszczenia , autodestrukcji. To tak jak obserwując pojedynczego psycho lub socjopatę widzimy , iż ich działania pomimo , pozornej , zewnętrznej doskonałości nigdy nie są doprowadzane do końca, lecz w decydujących momentach jako ogólnie rzecz biorąc destruktywne giną per se.

    Kwestia społeczeństw patokratycznych dawniej i dzisiaj ma jednak swoją ilościową i jakościową różnicę. Upadek dawnych wielkich patokracji nie był nigdy dotąd dla ludzkości tak groźny jak obecnie w obliczu istnienia broni masowego rażenia tj. pocisków nuklearnych i jeszcze bardziej od nich śmiercionośnych nowych technologii wojennych zabijania w postaci broni geofizycznej /HAARP/ , czy też niesymetrycznych mega broni. Obecnie państwa patokratyczne , szczególnie ich tajna wierchuszka mająca na swoim sumieniu ludobójstwo ludzkości na świecie na wielką skalę w obawie przed utratą władzy na świecie i pociągnięciem do odpowiedzialności , działając irracjonalnie / patokraci mają wykrzywiony ogląd rzeczywistości społecznej , postrzegają jedynie te fakty , które są dla nich korzystne, inne odrzucają/ może sprowadzić na planetę Ziemia Armagedon nieznany dotąd ludzkości pozbawiając ludzkość i ich samych / schrony przeciw atomowe ich nie uratują , nie pomoże im zgromadzone złoto / możliwości przetrwania życia na ziemskim globie.

    Jest to aktualnie największe zagrożenie dla planety Ziemia i dla zamieszkałej na niej ludzkości.

    Patokraci –jak widzimy- pomimo własnych błędów w postaci wywoływanych wojen, rewolucji, zamachów stanu itp. niosących ludziom śmierć, zniszczenie i cierpienie są ślepi w ocenie samych siebie oraz otaczającej ich rzeczywistości społecznej /daltonizm społeczny/ . Będąc psychicznie zafiksowani i zafascynowaniu tym co robią i co dotychczas osiągnęli /tajna światowa władza/ nie potrafią uczyć się na własnych błędach , które ludzkość na planecie Ziemia zaprowadziły na skraj globalnej zagłady , lecz w swych chorych umysłach zamierzają „naprawić świat”, którzy sami zniszczyli po swojemu tj. wywołując kolejne wojny, w których tym razem zwycięzców nie będzie, bowiem obecna światowa wojna to totalny Armagedon na planecie Ziemia , prawdopodobnie nieodwracalny. Ich koncepcja trzech światowych wojen min. w książkach Henryka Pająka to fałsz.

    W swoim poście nie wymieniam z nazwy obecnych społeczeństw i społeczności patokratycznych na świecie. Sądzę , iż inteligentny odbiorca wie o czym i o kim piszę i czuję powagę obecnej niezwykle dramatycznej sytuacji na Planecie Ziemia prowadzącej świat w kierunku samozagłady.

    Wydaje mi się, iż jedynym ratunkiem dla ludzkości jest proponowana przez Andrzeja Łobaczewskiego powszechna deponaryzacja. Nie rozwijam tego wątku , bowiem jest on zbyt obszerny jak na łamy tego opracowania . Każdy , ktokolwiek zetknął się z wiedzą na temat zła jego genezy i natury doskonale zda sobie sprawę z tego co miałaby ona oznaczać. Kończąc , krótko od siebie dodam , iż na pewno jedną , lecz nie jedyną istotna cechą tej deponaryzacji powinno być powszechne uspołecznienie życia poprzez przewrócenie słowom ich prawdziwych w sensie logicznym znaczeń. Kłamstwo i ich wszelkie pochodne tj. oszustwa tzw. spryt życiowy itd. na który w dużej mierze zbudowane zostały współczesne patokracje , w tym szczególnie kłamstwo stosowane w życiu publicznym powinno być obłożone najwyższą karą / broń chemiczna w Iraku , „terroryzm” 11 września. /

    Na koniec tych smutnych, lecz wydaje mi się konstruktywnych własnych przemyśleń i refleksji piosenka w wykonaniu Czesława Niemena –moim zdaniem – najbardziej pasująca do tego o czym napisałem .

    Komentarz - autor: Michał Jarzyński — 24 kwietnia 2015 @ 05:41


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: