PRACowniA

11 Sierpień 2014

Wypaczony obraz Rosji

Filed under: Polityka,Różne,Świat wokół nas — iza @ 12:29

Od wielu lat pogarsza się sposób, w jaki mainstreamowa prasa amerykańska przedstawia Rosję, kraj wciąż bardzo ważny dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Amerykańskie media w sprawach Rosji są dzisiaj mniej obiektywne, mniej wyważone i niewiele mniej ideologiczne niż w czasach zimnej wojny. Prawdopodobnie największa nieprawda głoszona przez większość amerykańskich mediów to twierdzenie, że integracja z Europą jest pożądana przez wszystkich mieszkańców Ukrainy. Komentatorzy są obojętni na to, co destabilizacja reżimu Putina może oznaczać w największym na świecie państwie nuklearnym. Analiza prof. Stephena F. Cohena, amerykańskiego historyka, sowietologa, wykładowcy z Princeton University i New York University

Autor jest amerykańskim historykiem, sowietologiem. Był wykładowcą Princeton University, obecnie wykłada na New York University

© Reuters/Mikhail Klimentyev/RIA Novosti/Pool

Jak amerykańskie media fałszywie przedstawiają Putina, Soczi i Ukrainę

Stephen F. Cohen

Od wielu lat pogarsza się sposób, w jaki mainstreamowa prasa amerykańska przedstawia Rosję, kraj wciąż bardzo ważny dla bezpieczeństwa Stanów Zjednoczonych. Jeżeli ostatnie tsunami zawstydzająco nieprofesjonalnych i podburzających politycznie artykułów w wiodących gazetach i czasopismach, szczególnie o igrzyskach w Soczi, o Ukrainie i – oczywiście – o prezydencie Putinie uznamy za wskazówkę, to ten brak profesjonalizmu stał się nową normą.

Z godnymi uwagi wyjątkami ukształtował się nowy wzorzec. Nawet w szacownych tytułach, takich jak „New York Times” czy „Washington Post”, relacje o wydarzeniach, komentarze redakcyjne i publicystyczne nie stosują się już do tradycyjnych dziennikarskich standardów. Często pomijane są istotne fakty i kontekst, brakuje wyraźnego rozróżnienia pomiędzy opisem wydarzeń a ich analizą, w sprawach ważnych nie przedstawia się co najmniej dwóch różnych poglądów politycznych lub eksperckich, nie publikuje się przeciwstawnych opinii na stronach redakcyjnych. W rezultacie amerykańskie media w sprawach Rosji są dzisiaj mniej obiektywne, mniej wyważone, bardziej konformistyczne i niewiele mniej ideologiczne niż w czasach zimnej wojny.

Zafascynowani Jelcynem

Historia tego pogarszania się jest jasna. Zaczęło się ono we wczes­nych latach 90. Po upadku Związku Radzieckiego media amerykańskie przejęły narrację Waszyngtonu. Prawie wszystko, co robił prezydent Borys Jelcyn, było „przechodzeniem od komunizmu do demokracji”, a więc leżało w najlepszym interesie Ameryki. Obejmowało to jego ekonomiczną terapię szokową i plądrowanie podstawowych zasobów państwa przez oligarchów, które zrujnowało życie milionom Rosjan; zbrojne zniszczenie demokratycznie wybranego parlamentu i narzucenie „prezydenckiej” konstytucji, która zadała ciężki cios demokratyzacji i na której obecnie opiera swoją władzę Putin; brutalną wojnę w Czeczenii, której wynikiem był początek terroryzmu na rosyjskim północnym Kaukazie, oraz manipulacje przy reelekcji na drugą kadencję w 1996 r. Zrzekając się funkcji w 1999 r., przy jednocyfrowym poparciu społecznym, Jelcyn pozostawił rozpadający się kraj pełen broni masowego rażenia. Mimo to większość amerykańskich dziennikarzy nadal wydaje się uważać go za idealnego przywódcę Rosji.

Na początku XXI w. media amerykańskie przyjęły inną narrację, także skoncentrowaną na przywódcy i także zgodną z polityką USA. Narracja ta rezygnuje z analizy wieloaspektowej na rzecz bezwzględnej demonizacji Putina, bez większego szacunku dla faktów. O ile Rosję Jelcyna przedstawiano jako mającą uprawnioną politykę i interesy narodowe, o tyle obecnie każe nam się wierzyć, że Rosja Putina nie ma żadnych interesów, ani w kraju, ani za granicą, nawet bezpośrednio u swoich granic, jak na Ukrainie.

Rosję trapią dziś poważne problemy, a wiele aspektów polityki Kremla można uznać za odpychające. Jednak nikt, kto polega na mainstreamowych mediach amerykańskich, nie znalazłby ich śladów czy początków w Rosji Jelcyna lub w prowokacyjnej polityce USA od lat 90. Wszystkiemu winien „autokrata” Putin, który, jakkolwiek autorytarny, w rzeczywistości nie zdobył takiej siły ani władzy. Nie widzi się zasług Putina w stabilizowaniu dezintegrującego się kraju dysponującego bronią nuklearną ani we wspomaganiu amerykańskich działań na rzecz bezpieczeństwa – od Afganistanu i Syrii po Iran. Dotyczy to nawet jego grudniowej amnestii, która objęła ponad tysiąc więźniów, w tym kobiety z małymi dziećmi.

Nie zaskakuje więc styczniowa publikacja w „The Wall Street Journal”, w której zdyskredytowany były prezydent Gruzji Micheil Saakaszwili określa rząd Putina jako wcielenie „zdrady, przemocy i cynizmu” z Kremlem jako „ośrodkiem kłopotów, które nękają Zachód”. Niefrasobliwe i nieumiarkowane ataki na Putina zdominowały publikacje w centrowych, liberalnych i postępowych mediach od „Washington Post”, „New York Time­sa” oraz „The New Republic” po CNN i MSNBC. (…)

Dlatego media radośnie oczekują klęski Putina z powodu „upadającej gospodarki” Rosji (niektóre jej wskaźniki są lepsze niż w USA), dzielności protestujących na ulicach i innych właściwie myślących opozycjonistów (których programy polityczne rzadko są analizowane), ucieczki elektoratu (wskaźniki akceptacji utrzymują się na poziomie 65%) lub innego mile widzianego kataklizmu. Wyraźnie wierzy się przy tym, że – jak pisze „NYT” – po Putinie przyjdą demokraci i nastanie „dużo lepsza przyszłość” (a nie fanatyczni ultranacjonaliści rosnący w siłę na ulicach i w kuluarach władzy). Amerykańscy komentatorzy pozostają obojętni na to, co oczekiwana „destabilizacja reżimu Putina” może oznaczać w największym na świecie państwie nuklearnym.

Igrzyska Putina

Całymi tygodniami te toksyczne komentarze prasowe koncentrowały się na igrzyskach w Soczi i na pogłębiającym się kryzysie na Ukrainie. Jeszcze przed rozpoczęciem olimpiady „NYT” (…) ostrzegał w nagłówku: „Terroryzm i napięcie, nie sport i radość”. W dniu otwarcia igrzysk w gazecie znalazło się miejsce dla trzech antyputinowskich artykułów i komentarza redakcyjnego o podobnej treści. Fakty nie były ważne. Prawie w każdym doniesieniu prasowym podkreślano, że rekordowa suma 51 mld dol. „roztrwoniona” przez Putina na igrzyska w Soczi dowodzi, że były one skorumpowane. Mimo że, jak to zauważył Ben Aris z „Business New Europe”, aż 44 mld dol. wydano na infrastrukturę całego regionu, inwestycję, której „potrzebował cały kraj”.

Ogólnie doniesienia medialne poprzedzające Soczi były jeszcze gorsze, wykorzystywały zagrożenie terroryzmem z niemal pornograficznym brakiem umiaru. „Washington Post”, znany wśród krytycznie myślących obserwatorów Rosji jako „Prawda” znad Potomacu, jest tego dobrym przykładem. Komentator sportowy i redaktor strony redakcyjnej zamienili igrzyska w „zmagania woli” między pogardzaną „bandytokracją” Putina a terrorystycznymi „powstańcami”. Dwie „walczące strony” zostały zrównane, czytelnicy nie bardzo więc wiedzieli, kogo dopingować. Amerykańscy dziennikarze dali terrorystom wczesne zwycięstwo, zohydzając „igrzyska Putina” i odstraszając wielu zagranicznych widzów, w tym niektóre rodziny zawodników.

Półprawdy Snydera

Igrzyska w Soczi się zakończyły, ale potencjalnie tragiczny kryzys ukraiński trwa i grozi nową zimną wojną między Wschodem a Zachodem. Prowadzić on może do permanentnej konfrontacji, owocującej niestabilnością i zagrożeniem „gorącą” wojną, dużo gorszą od tej w 2008 r. w Gruzji. Te niebezpieczeństwa są ignorowane w wybiórczych, stronniczych i podburzających doniesieniach mediów amerykańskich, które przedstawiają europejską propozycję „partnerstwa” jako szansę Ukrainy na demokrację, dobrobyt i ucieczkę od Rosji, udaremnioną jedynie przez naciski Putina i jego kumpli w Kijowie.

Nie tak dawno jeszcze poważny czytelnik mógł liczyć na to, że w „New York Review of Books” znajdzie wiarygodne alternatywne przedstawienie historycznych i współczesnych tematów. Jednak gdy chodzi o Rosję i Ukrainę, „NYRB” poddał się ogólnej manii medialnej.
W publikacji z 21 stycznia Amy Knight, stale wroga Putinowi, ostrzega rząd Stanów Zjednoczonych przed współpracą z Kremlem w sprawie bezpieczeństwa w Soczi, sugerując wręcz, że Putinowskie tajne służby „mogłyby być zainteresowane dopuszczeniem do ataków lub nawet ułatwieniem dokonania zamachów” podobnych do tych, które w grudniu zabiły i raniły wielu Rosjan w Wołgogradzie.

Insynuacje Amy Knight poprzedziły relację na temat sytuacji na Ukrainie prof. Timothy’ego Snydera z Yale, która znalazła się w numerze z 20 lutego. Pomijanie faktów przez dziennikarzy i naukowców nie jest mniejszą nieprawdą niż ich niewłaściwe przedstawianie, a w artykule Snydera pełno jednego i drugiego. Owszem, to zjawisko rozpowszechnione w popularnych mediach, ale tym razem chodzi o ceniony „NYRB” i tekst uznanego naukowca.

Rozważmy kilka stwierdzeń Snydera:

• „Na papierze Ukraina jest obecnie dyktaturą”. W rzeczywistości ustawa, do której odnosi się Snyder, nie tylko nie wprowadziła dyktatury, ale też wkrótce została odwołana. Ukraina pozostaje w stanie krańcowo odmiennym – politycznego chaosu, niekontrolowanego przez prezydenta, parlament, policję ani jakąkolwiek inną instytucję rządową. (…)

• „Nadzwyczaj licznymi i pokojowymi protestami… Ukraińcy dali pozytywny przykład Europejczykom”. To zadziwiające stwierdzenie może byłoby prawdziwe w listopadzie, ale obecnie budzi wątpliwości (…). Okupacja budynków rządowych w Kijowie i na zachodniej Ukrainie, rzucanie butelkami z benzyną w policję i inne gwałtowne ataki na siły porządkowe oraz głoszenie antysemickich haseł przez wielu demonstrantów to nie są przykłady, które większość czytelników zalecałaby Europejczykom i Amerykanom. Takie zachowania nie są też tolerowane w żadnej zachodniej demokracji, nawet jako odpowiedź na brutalność policji.

• „Za akty przemocy odpowiadają przedstawiciele mniejszościowej grupy ukraińskiej skrajnej prawicy”. Stwierdzenie to sugeruje, że może poza tą „mniejszością” ukraińska skrajna prawica jest częścią „pozytywnego przykładu” (…). Co więcej, „coś tu cuchnie”, kontynuuje Synder, sugerując wyraźnie, że akty przemocy ze strony tłumu są „dziełem rosyjskojęzycznych prowokatorów” działających na rzecz „Janukowycza (lub) Putina”. Jako dowód Synder przytacza „relacje” o tym, że prowodyrzy „mówili po rosyjsku”. Przecież miliony Ukraińców mówią po rosyjsku. (…)

• Snyder powiela jeszcze inną powszechną złą praktykę w przedstawianiu Rosji w mediach – zaniechanie sprawdzania faktów przez redakcje. W niedawnym artykule w „International New York Timesie” próbuje wymazać elementy neofaszystowskie obecne w skrajnej prawicy. Ponownie, bez żadnych weryfikowalnych dowodów, ostrzega przed zbrojną interwencją na Ukrainie po olimpiadzie i określa wiarygodne doniesienia o nazistach i antysemitach wśród protestujących jako „rosyjską propagandę”.

• Prawdopodobnie największa nieprawda głoszona przez Snydera i większość mediów amerykańskich to twierdzenie, że integracja z Europą jest pożądana przez wszystkich mieszkańców Ukrainy. Przecież każdy zorientowany obserwator wie – na podstawie ukraińskiej historii, geografii, języków, religii, kultury, bieżącej polityki i badań opinii publicznej – że kraj jest głęboko podzielony w kwestii tego, czy powinien się włączyć do Europy, czy zachować bliskie związki ekonomiczne i polityczne z Rosją. Nie ma jednej Ukrainy ani jednego narodu ukraińskiego, lecz co najmniej dwa, zamieszkujące wschodnią i zachodnią część kraju.

Te zniekształcenia faktów wskazują na dwa rażące pominięcia w artykule Snydera i innych relacjach medialnych. Zapalnikiem obecnej niebezpiecznej konfrontacji między dwiema Ukrainami nie były, jak twierdzi „NYT”, wątpliwe negocjacje Janukowycza czy Putina, lecz lekkomyślne listopadowe ultimatum Unii Europejskiej, aby demokratycznie wybrany prezydent głęboko podzielonego kraju dokonał wyboru pomiędzy Europą a Rosją. Zgłoszona przez Putina propozycja układu trójstronnego, o której zresztą prawie w ogóle się nie wspomina, została kategorycznie odrzucona przez przedstawicieli Stanów Zjednoczonych i Unii Europejskiej.

O czym się nie pisze

Jednakże najważniejszą sprawą, którą się pomija, jest uzasadnione przekonanie Moskwy, że walka o Ukrainę to tylko jeszcze jeden rozdział w marszu Zachodu, pod przewodnictwem Stanów Zjednoczonych, na poradziecką Rosję. Marsz ten rozpoczął się w latach 90. rozszerzeniem NATO na wschód, a jego kontynuacją były finansowane przez Stany Zjednoczone organizacje pozarządowe prowadzące w Rosji działalność polityczną, wysunięta placówka USA-NATO w Gruzji oraz instalacja tarczy antyrakietowej w sąsiedztwie Rosji. Niezależnie od tego, czy ta polityka waszyngtońsko-brukselska była mądra, czy lekkomyślna, to ona, a nie finansowa oferta Putina ratowania upadającej gospodarki Ukrainy, zasługuje na miano podstępnej.

„Cywilizacyjna” propozycja Unii Europejskiej zawiera np., o czym się nie mówi, sformułowania dotyczące „polityki bezpieczeństwa”, które – jak się wydaje – podporządkowywałyby Ukrainę NATO.

Wszelkie wątpliwości co do rzeczywistych intencji administracji Obamy w stosunku do Ukrainy powinny rozwiać ujawnione niedawno nagrania rozmowy między urzędniczką Departamentu Stanu Victorią Nuland a ambasadorem USA w Kijowie. Media, jak można było przewidywać, koncentrowały się na źródle przecieku i na werbalnej gafie Nuland – „pieprzyć UE”. Jednak kluczową sprawą ujawnioną w rozmowie było to, że amerykańscy urzędnicy wysokiego szczebla uczestniczyli w utworzeniu nowego, antyrosyjskiego rządu Ukrainy w drodze obalenia lub zneutralizowania jego demokratycznie wybranego prezydenta – a więc zamachu stanu.

Amerykanom pozostaje nowa wersja starego pytania. Czy waszyngtońskie podejście do poradzieckiej Rosji typu „zwycięzca bierze wszystko” ukształtowało to psujące się relacjonowanie medialne, czy też oficjalna polityka jest kształtowana przez taki sposób relacjonowania? Czy senator McCain stanął w Kijowie obok znanego lidera skrajnie nacjonalistycznej partii, ponieważ nie był właściwie poinformowany przez media, czy może media wymazały tę część wydarzenia ze względu na głupotę McCaina?

Tłumaczenie: Przegląd
Artykuł w oryginale został opublikowany 11 lutego 2014 na stronie The Nation: Distorting Russia -How the American media misrepresent Putin, Sochi and Ukraine.

Komentarz Pracowni: Mniej więcej miesiąc później w wywiadzie dla Newsweeka Cohen powiedział m.in.:

W 1990 roku, w latach 90., kiedy Clinton zaczął przesuwać NATO w kierunku Rosji, zacząłem wszystkich ostrzegać, że doprowadzi to do tego, do czego dokładnie doprowadziło. Pisałem o tym nie tylko w „Nation”, ale i w „Washington Post”, i w moich książkach, że tak postępując, jesteśmy jak zachodni Pac-man maszerujący na Wschód i połykający wszystko po drodze, aż dotrze do rosyjskiej granicy.

Dotarliśmy do granic Rosji za rządów Busha, ponieważ republiki bałtyckie zostały członkami NATO. Potem mieliśmy ten epizod z Gruzją, bo przekroczyliśmy rosyjską czerwoną linię w Gruzji. Przekroczyliśmy ją na Ukrainie.

Nie rozumiem, dlaczego ludzie tego nie widzą. Że jeśli przez 20 lat wysyła się sojusz wojskowy, który zawiera element polityczny – obejmuje obronę przeciwrakietową, organizacje pozarządowe, które dostają pieniądze od rządów, ale są mocno zaangażowane w politykę w Rosji, i obejmuje ideę rewolucji na ich granicach – to w końcu nadepniesz na czerwoną linię i oni – w przeciwieństwie do Obamy – zareagują.

Dla tych ludzi [USA/NATO] celem zawsze była Ukraina. Jej chcieli i posunęli się za daleko. Każdy przywódca Rosji, który miałby legitymację i coś do powiedzenia w kraju, musiałby zrobić coś podobnego do tego, co teraz robi Putin. Odparowałby.

Nie jest to doskonała analogia, ale zastanówmy się, jak zareagowaliby ci sami ludzie, gdyby nagle Rosja zjawiła się w Kanadzie na naszej granicy, i w Meksyku, wspierając tamtejsze rebelie przeciwko legalnym władzom albo wręcz obalając demokratycznie wybrane rządy? Czy wtedy też mówilibyśmy: „och, każdy naród ma prawo decydować o swoim losie”?

I jeśli mówimy, że Rosja powinna wynieść się z Krymu, co jest niedorzeczne, to co z Guantanamo? To kompletnie podwójny standard. Nie wiem, czy oni tak myślą, bo są durni, czy są zakłamani, czy może zdezorientowani? Nie wiem.

Chodzi mi o to, że to my, a nie Putin, zdołaliśmy przesunąć nowy zimnowojenny podział z Berlina, z czym jeszcze było w miarę bezpiecznie, bezpośrednio na rosyjską granicę. Może to nie jest żelazna kurtyna, ale Berlin pozostawał podzielony przez 45 lat. Teraz wrzuciliśmy ją w środek podzielonej Ukrainy. A Ukraina była podzielona przez Boga i historię, nie przez Putina. (tłum.: Pracownia)

Advertisements

8 komentarzy »

  1. Witam.Czy autor artykułów z tej strony pisze na zamówienie dla gazety? Proszę o kontakt: naprzod1892wp.pl

    Komentarz - autor: M — 11 Sierpień 2014 @ 18:45

  2. @ M
    Czy autor artykułów z tej strony pisze na zamówienie dla gazety?

    Który autor? Których artykułów? Z której strony? Dla jakiej gazety?
    Chodzi Ci o prof. Stephena Cohena? Pisuje, dla Nation i dla Washington Post. Myślisz, że zna polski i odpowie na Twój apel?
    A może po prostu spamujesz?

    Komentarz - autor: iza — 11 Sierpień 2014 @ 23:29

  3. Przepraszam za złe wrażenie wypływające z mojego pytania – to nieporozumienie. Podczas lektury artykułów zamieszczonych na stronie: https://pracownia4.wordpress.com , myślałem (niestety „naiwnie”) że są to artykuły napisane przez kogoś z Polski bo są w języku polskim (ktoś z Polski też może pisać dobre teksty). Poszukuję dobrego pióra które na zlecenie napisze artykuł podobny do tych ale teraz wiem że to tylko tłumaczenia… a prof. Stephen Cohen jest za drogi dla małej gazetki.

    Tego ranka zapoznałem się dokładniej ze stroną stąd wiem dlaczego uzyskałem takie odpowiedzi/pytania:
    „Który autor?” (Faktycznie pewnie) prof. Stephen Cohen.
    „Których artykułów?” Wypaczony obraz Rosji.
    „Z której strony?” Z strony: https://pracownia4.wordpress.com.
    „Dla jakiej gazety?” Dla Naprzodu jeśli przejdzie przez sito redakcyjne.
    „A może po prostu spamujesz?” Myślę że temat zamknięty.

    Komentarz - autor: M — 12 Sierpień 2014 @ 10:37

  4. W swoim otoczeniu obserwuję niestety narrację wielu porządnych ludzi, którzy np. wczoraj stwierdzili, że Putin powinien zostać zabity. Kilkanaście osób było przekonanych, że to Putin strącił samolot i to on odpowiada za rozruchy na Ukrainie. Moje tłumaczenia na nic się zdały, ani zdają – na kilkanaście osób słuchających mojej wersji tylko jedna, dwie słuchają z zaciekawieniem. To jest przykład na to jak ogromny wpływ mają media głównego nurtu na kształtowanie opinii społecznej oraz programowanie ludzi w jaki sposób mają myśleć. Od kilku lat próbuję w swoim środowisku przedstawiać od nowa historię współczesną Polski i świata, próbuję obudzić tych ludzi w częstych rozmowach, dyskusjach ale niestety z marnym skutkiem. Pytałem wielokrotnie ludzi – czy masz sieć w domu? podawałem przykład stron internetowych, a oni pokiwali głowami ale nie odwiedzali żadnych z tych stron. Po prostu nie chce im się czytać, a bo tego dużo, a bo głowa mała itp. Lepiej włączyć telewizor, radio, zasiąść wygodnie na kanapie i bez żadnego wysiłku wysłuchać informacji ,,cała prawda całą dobę”. Dałem sobie spokój z tym, bo widzę, że wielu ludziom wcale nie zależy na dotarciu do prawdy. Dlatego pewnie podczas lipcowej sesji C’s gdy ktoś zapytał czy Putin posiada dowody na udział Izraela w 9/11 i czy je ujawni padło stwierdzenie, że większość opinii społecznej jest tak naiwna i niedoinformowana(zaprogramowana), że samo ujawnienie obecnie niewiele by zmieniło.

    Komentarz - autor: obudzony — 12 Sierpień 2014 @ 12:06

  5. @12 Sierpień

    Niestety, mam podobne doświadczenia…Wczoraj w spożywczaku przysłuchiwałam się rozmowie, z której wynikało, że zimą należy spodziewać się inwazji wojsk rosyjskich na Polskę…

    Póki co tylko jedna osoba z mojego otoczenia zaczyna się budzić. Dla pozostałych wszelkie teksty i nagrania, w których przychylnie mówi się o Rosji i Putinie powstają na zlecenie Gazpromu, RT i innych rosyjskich czy prorosyjskich instytucji. Antyrosyjskie nastroje w Polsce są póki co raczej nie do wykorzenienia…

    Komentarz - autor: KM — 12 Sierpień 2014 @ 12:39

  6. mój post jest skierowany oczywiście do „obudzonego”….

    Komentarz - autor: KM — 12 Sierpień 2014 @ 12:43

  7. @ M
    Rozumiem, dzięki za wyjaśnienie. Skąd są edytorzy tego bloga chyba nie ma większego znaczenia. Rzecz w tym, że my jedynie tłumaczymy artykuły różnych autorów. Ale to już wiesz. Trudne zadanie – za powyższym artykułem stoi ogromna wiedza i tym się wyróżnia – nie jest jedynie czyjąś „opinią”. Opinie są tanie, wiedza jest droga i nie mam tu bynajmniej na myśli tylko strony finansowej.

    Pozdrawiam i życzę pwodzenia!

    Komentarz - autor: iza — 12 Sierpień 2014 @ 12:44

  8. @ obudzony, KM

    Potwierdzenie w pierwszym komentarzu pod najnowszym wpisem. 😦

    Komentarz - autor: iza — 12 Sierpień 2014 @ 13:08


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: