PRACowniA

18 Lipiec 2014

Świat, który stworzyliśmy wykracza poza koszmar George’a Orwella

John Pilger
Independent Australia
11 lipca 2014

Zeszłego wieczoru obejrzałem londyńską inscenizację Roku 1984 George’a Orwella. Chociaż ostrzeżenie pisarza przed przyszłością domaga się współczesnej interpretacji, przedstawiono je jako utwór z epoki: odległy, niezagrażający, prawie krzepiący. To tak, jakby Edward Snowden niczego nie ujawnił, Wielki Brat nie był teraz cyfrowym inwigilatorem, a sam Orwell nigdy nie powiedział, „Aby zostać zdeprawowanym przez totalitaryzm, nie musisz żyć w totalitarnym kraju.”

Chwalona przez krytyków, zręczna produkcja teatralna była miarą naszych kulturowych i politycznych czasów. Kiedy zapaliły się światła, ludzie byli już w drodze do wyjścia. Sprawiali wrażenie nieporuszonych, a może wabiły ich inne rozrywki. „Niezły mózgojeb,” powiedziała młoda kobieta, włączając swój telefon.

Kiedy zaawansowane społeczeństwa stają się odpolitycznione, zmiany są w równej mierze subtelne i spektakularne. W codziennym dyskursie język polityczny zostaje postawiony na głowie, zgodnie z przepowiednią Orwella w Roku 1984. „Demokracja” uchodzi obecnie za instrument retoryczny. Pokój jest „wieczną wojną”. „Globalny” oznacza imperialny. Niegdyś pełne nadziei pojęcie „reformy” teraz jest synonimem regresu, a nawet destrukcji. „Oszczędności” są narzuceniem ekstremalnego kapitalizmu biednym oraz podarowaniem socjalizmu bogatym: pomysłowy system, w którym większość obsługuje zadłużenie mniejszości.

W sztuce wrogość wobec politycznego mówienia prawdy jest wyznaniem burżuazyjnej wiary. „Czerwony okres Picassa i dlaczego polityka nie tworzy dobrej sztuki,” konstatuje nagłówek Observera. Proszę zauważyć, że gazeta promowała masakrę w Iraku jako liberalną krucjatę. Wyrażany przez całe życie sprzeciw Picassa wobec faszyzmu staje się zaledwie przypisem, a radykalizm Orwella podobnie ulatuje z nagrody, która przywłaszczyła sobie jego imię.

Kilka lat temu Terry Eagleton, ówczesny profesor literatury angielskiej na Uniwersytecie w Manchesterze, zauważył, że „pierwszy raz od dwóch stuleci nie ma wybitnego brytyjskiego poety, dramaturga i powieściopisarza gotowego kwestionować fundamenty zachodniego stylu życia.” Żaden Shelley nie mówi w imieniu ubogich, żaden Blake w imieniu utopijnych marzeń, żaden Byron nie potępia zepsucia klasy rządzącej, żaden Thomas Carlyle i John Ruskin nie ujawnia moralnej katastrofy kapitalizmu. William Morris, Oscar Wilde, H.G. Wells, George Bernard Shaw nie mają dzisiaj swoich odpowiedników. Harold Pinter był ostatnim, który podniósł głos. Wśród natarczywych głosów konsumenckiego feminizmu żaden nie jest echem Virginii Woolf, która opisywała „sztukę dominacji nad innymi ludzi… panowania, zabijania, pozyskiwania ziemi i kapitału”.

W Teatrze Narodowym nowa sztuka pt. Wielka Brytania wyśmiewa skandal telefonicznych podsłuchów, który osądził i posłał za kratki dziennikarzy, w tym byłego redaktora naczelnego gazety News of the World [należącej do magnata medialnego] Ruperta Murdocha. Przedstawienie, opisywane jako „farsa z pazurami, [która] stawia pod pręgierzem całą kazirodczą kulturę [medialną] i bezlitośnie wymierza jej ośmieszające razy”, bierze na cel „cudownie zabawne” indywidua z brytyjskiej prasy brukowej. Pysznie i jakże znajomo. A co z mediami niebrukowymi, które uważają się za godne szacunku i zaufania, a pełnią równoległą rolę ramienia władzy państwowej i korporacyjnej, jak to miało miejsce w przypadku promowania nielegalnej wojny [w Iraku]?

Dochodzenie Levesona w sprawie telefonicznego podsłuchu na krótką chwilę obnażyło tabu. Tony Blair zeznawał właśnie – żaląc się Jego Lordowskiej Mości, że tabloidy dokuczały jego małżonce – kiedy nagle przerwał mu głos z galerii. David Lawley-Wakelin, filmowiec, zażądał aresztowania i osądzenia Blaira za zbrodnie wojenne. Nastąpiła długa pauza: szok prawdy. Lord Leveson poderwał się na równe nogi i rozkazał obrońcy prawdy przeprosić zbrodniarza wojennego i wyjść. Lawley-Wakelin trafił przed sąd; Blair uniknął oskarżenia.

Niezniszczalni wspólnicy Blaira cieszą się większym szacunkiem niż hakerzy telefonów. Kiedy buszująca zazwyczaj w świecie sztuki prezenterka BBC Kirsty Wark przeprowadzała z nim wywiad w dziesiątą rocznicę inwazji na Irak, podarowała mu moment, o którym mógł tylko pomarzyć; pozwoliła mu rozwodzić się nad „trudną” decyzją w sprawie Iraku, zamiast zażądać rozliczenia za epicką zbrodnię. Przywołało to wspomnienia o procesji dziennikarzy BBC, którzy w 2003 roku oświadczyli, że Blair może czuć się „usprawiedliwiony”, i późniejszej „wybitnej” serii BBC pt. Lata Blair’a, której scenarzystą i prowadzącym został David Aaronovitch. Ten wasal Murdocha – prowadzący kampanię na rzecz ataków wojskowych na Irak, Libię i Syrię – płaszczył się w niej bardzo profesjonalnie.

Od czasu inwazji na Irak – przykład aktu niesprowokowanej agresji, który podczas procesów w Norymberdze prokurator Robert Jackson nazwał „najwyższą międzynarodową zbrodnią różniącą się od zbrodni wojennych jedynie tym, że zawiera w sobie zakumulowane zło całokształtu” – Blair oraz jego rzecznik i głównym wspólnik Alastair Campbell zostali szczodrze obdarowani szpaltami w Guardianie, aby zrehabilitować swoją reputację. Campbell, opisywany jako „gwiazda” Partii Pracy, zabiegał o sympatię czytelników swoją depresją i zainteresowaniami, ale nie aktualną, wypełnianą wespół z Blairem, misją doradcy egipskiej tyranii militarnej.

Podczas gdy Irak ulega rozczłonkowaniu w wyniku inwazji Blaira i Busha, nagłówek w Guardianie oznajmia: „Obalenie Saddama było słuszne, ale wycofaliśmy się zbyt wcześnie”. Okrasił on artykuł z dnia 13 czerwca 2014 autorstwa byłego funkcjonariusza Blaira, Johna McTernana, który w Iraku był sługą zainstalowanego przez CIA dyktatora Iyada Allawiego. Wzywając do kolejnego najazdu na kraj – w zniszczeniu którego pomógł jego były szef – nie wspomniał o śmierci co najmniej 700 tysięcy Irakijczyków, ucieczce czterech milionów uchodźców i zamieszaniu na tle religijnym w narodzie niegdyś dumnym ze swojej wspólnotowej tolerancji.

„Blair uosabia korupcję i wojnę,” napisał radykalny felietonista Guardiana Seumas Milne w porywającym artykule z 3 lipca 2014. W branży dziennikarskiej uchodzi to za „równowagę”. Następnego dnia gazeta opublikowała całostronicową reklamę niewykrywalnego przez radar amerykańskiego bombowca. Na złowieszczym obrazie maszyny widniały słowa:

„F-35. Wielki dla Brytanii”.

Ten inny wariant „korupcji i wojny” będzie kosztować brytyjskich podatników 1.3 miliarda funtów; poprzednicy modelu „F” zabijają ludzi w całym rozwijającym się świecie.

W afgańskiej wiosce, zamieszkanej przez najbiedniejszych z biednych, filmowałem Orifę klęczącą przy grobach swojego męża Gula Ahmeda, tkacza dywanów, siedmiorga innych członków jej rodziny, w tym sześciorga jej potomstwa, oraz dwójki dzieci, które zginęły w sąsiednim domu. „Precyzyjna”, 250-kilowa bomba spadła bezpośrednio na ich małą chatkę z błota, kamieni i słomy, pozostawiając krater o średnicy 15 metrów. Lockheed Martin, producent samolotu, miał honorowe miejsce w reklamie Guardiana.

Była sekretarz stanu USA i pretendentka do prezydentury USA Hillary Clinton pojawiła się niedawno w audycji BBC Godzina kobiet – kwintesencji poważanych mediów. Prezenterka Jenni Murray zaanonsowała Clinton jako ideał kobiecych osiągnięć. Nie przypominała swoim słuchaczom o obelżywym stwierdzeniu Clinton, iż najazdowi na Afganistan przyświecał cel „wyzwolenia” kobiet takich jak Orifa. Nie zapytała Clinton o kampanię terroru prowadzoną przez jej administrację za pomocą dronów mordujących kobiety, mężczyzn i dzieci. Nie było wzmianki o groźbie Clinton – wygłoszonej podczas medialnych zabiegów o pierwszą kobiecą prezydenturę – aby „wyeliminować” Iran, ani o jej wsparciu dla nielegalnej, masowej inwigilacji oraz ścigania informatorów.

Murray zadała jedno niedyskretne pytanie. Czy Clinton wybaczyła Monice Lewinsky romans z mężem? „Przebaczenie to wybór,” powiedziała Clinton, „był to dla mnie absolutnie właściwy wybór.” Przywołało to ostatnią dekadę minionego wieku i lata skonsumowane przez „skandal” z Lewinsky. W tamtym czasie prezydent Bill Clinton zajęty był inwazją Haiti, bombardował Bałkany, Afrykę i Irak. Niszczył też życie irackich dzieci; UNICEF poinformował o śmierci pół miliona irackich maluchów poniżej piątego roku życia będącej rezultatem embarga narzuconego na kraj przez USA i Wielką Brytanię.

Dzieci były medialnymi nie-ludźmi; ofiary inwazji, które wspierała i promowała Hillary Clinton – w Afganistanie, Iraku, Jemenie, Somalii – podobnie są medialnymi nie-ludźmi. Murray nawet o nich nie wspomniała. Jej fotografia z rozpromienionym prześwietnym gościem zdobi witrynę internetową BBC.

Wygląda na to, że w polityce, tak jak w dziennikarstwie i sztuce, tolerowana niegdyś w „głównym nurcie” niezgoda przeobraziła się w opozycję: metaforyczne podziemie. Kiedy zaczynałem swoją karierę przy brytyjskiej Fleet Street w 1960 roku, krytyka zachodniej władzy jako drapieżnej siły była dopuszczalna. Odsyłam do lektury uznanych relacji Jamesa Camerona o detonacjach bomby wodorowej na atolu Bikini, barbarzyńskiej wojnie w Korei i amerykańskim bombardowaniu Wietnamu Północnego. Dzisiejszą wielką iluzją jest era informacji, podczas gdy w rzeczywistości żyjemy w erze mediów, w których nieustanna propaganda korporacyjna jest podstępna, zaraźliwa, skuteczna i liberalna.

W swoim eseju z 1859 roku pt. O wolności, któremu współcześni liberałowie oddają hołd, John Stuart Mill napisał: „Despotyzm jest uzasadnionym sposobem rządzenia w rozprawie z barbarzyńcami, pod warunkiem, że koniec przyniesie ich poprawę, a środki są uzasadnione przez faktyczny wpływ na osiągnięcie celu.” „Barbarzyńcami” były duże segmenty ludzkości, od których wymagano „bezwarunkowego posłuszeństwa”. „To miły i wygodny mit, że liberałowie są siewcami pokoju a konserwatyści wojennymi podżegaczami,” pisał historyk Hywel Williams w 2001 roku, „ale imperializm strony liberalnej może być bardziej niebezpieczny ze względu na swój otwarty charakter: przekonanie, że stanowi lepszą formę życia.” Autor miał na myśli przemówienie Blaira, w którym jako ówczesny premier obiecał „uporządkować świat wokół nas” zgodnie ze swoimi „wartościami moralnymi”.

Richard Falk, szanowany autorytet w dziedzinie prawa międzynarodowego oraz specjalny sprawozdawca ONZ ds. Palestyny, opisał kiedyś „obłudny, jednostronny, prawny/moralny ekran z pozytywnymi wizerunkami zachodnich wartości i zachodniej niewinności przedstawianymi jako zagrożone, co uzasadnia kampanię nieograniczonej politycznej przemocy.” Jest to „tak powszechnie akceptowane, że praktycznie [stało się] niemożliwe do zakwestionowania”.

Posady i patronat są nagrodą „strażników”. Na kanale BBC Radio 4 Razia Iqbal przeprowadziła wywiad z Toni Morrison, afro-amerykańską laureatką Nagrody Nobla. Morrison zastanawiała się, dlaczego ludzie są „tak bardzo zagniewani” na Baracka Obamę, który jest „bardzo w porządku” i pragnął zbudować „silną gospodarkę i opiekę zdrowotną”. Morrison była dumna, że przeprowadziła telefoniczną rozmowę ze swoim bohaterem, który przeczytał jedną z jej książek i zaprosił ją na swoją inaugurację.

Ani ona, ani dziennikarka nie napomknęły o siedmiu wojnach Obamy, w tym prowadzonej przezeń przy użyciu bezzałogowych samolotów kampanii terroru, w której mordowane są całe rodziny, ich ratownicy i żałobnicy. Ważnym zdawało się wyłącznie to, że „elokwentny” człowiek o ciemnej karnacji wzniósł się na wyżyny władzy. We Wzgardzonych Ziemi Frantz Fanon napisał, że „historyczną misją” skolonizowanych było służyć jako „linia transmisyjna” tym, którzy rządzili i uciskali. W epoce współczesnej wykorzystanie różnicy etnicznej w zachodnich systemach władzy i propagandy jest obecnie postrzegane jako nieodzowne. Uosobieniem tego jest Obama, choć gabinet George’a W. Busha – jego klika entuzjastów wojen – była najbardziej wielorasową w prezydenckiej historii.

Kiedy dżihadyści ISIS przejęli kontrolę nad irackim miastem Mosul, Obama powiedział: „Amerykanie wiele zainwestowali i poświęcili, aby dać Irakijczykom możliwość nakreślenia lepszego losu.” Jak „bardzo w porządku” jest to kłamstwo? Jakże „elokwentne” było przemówienie Obamy w akademii wojskowej West Point w dniu 28 maja 2014. Wygłaszając swoje orędzie „o stanie świata” – podczas uroczystości ukończenia uczelni przez tych, którzy „przejmą amerykańskie przywództwo” na całym świecie – Obama powiedział: „Stany Zjednoczone użyją siły militarnej jednostronnie, jeśli będzie to konieczne, kiedy będą tego wymagały nasze najpilniejsze interesy. Opinia międzynarodowa ma znaczenie, ale Ameryka nigdy nie będzie prosić o pozwolenie.”

Odrzucając prawo międzynarodowe i prawa niezależnych narodów, amerykański prezydent przyznał sobie prawo boskie w oparciu o potęgę swego „niezastąpionego narodu”. Jest to znajomy przekaz imperialnej bezkarności, choć jego wysłuchanie zawsze krzepi. Przywołując wzejście faszyzmu w 1930 roku, Obama powiedział: „Wierzę w amerykańską wyjątkowość każdą cząstką mojego jestestwa.”

Historyk Norman Pollack napisał: „W zastępstwie nacjonalistycznych fanatyków wystarczy pozornie bardziej niewinna militaryzacja kultury totalnej. Zamiast bombastycznego przywódcy mamy sfrustrowanego reformatora, beztrosko oddanego pracy, który z uśmiechem planuje i wykonuje zamachy.”

W lutym USA wyreżyserowały jeden ze swoich „kolorowych” puczów przeciwko legalnie wybranemu rządowi na Ukrainie, wykorzystując autentyczne protesty przeciwko korupcji w Kijowie. Doradczyni Obamy ds. bezpieczeństwa narodowego Victoria Nuland osobiście wybrała lidera „rządu tymczasowego”. Dała mu ksywę „Yats”. Wiceprezydent Joe Biden przybył do Kijowa, podobnie jak dyrektor CIA John Brennan. Oddziałami uderzeniowymi ich przewrotu byli ukraińscy faszyści.

Po raz pierwszy od 1945 roku neonazistowska, otwarcie antysemicka partia kontroluje kluczowe obszary władzy państwowej w jednej ze stolic Europy. Żaden przywódca Europy Zachodniej nie potępił tego odrodzenia faszyzmu na pograniczu, poprzez które atakujące wojska Hitlera odebrały życie milionom Rosjan. Wspierała je Ukraińska Powstańcza Armia (UPA) odpowiedzialna za masakrę Żydów i Rosjan, których określała mianem „robactwa”. UPA jest historyczną inspiracją dzisiejszej Partii Swoboda i sympatyzującego z nią Prawego Sektora. Lider Swobody Oleh Tjanybok wezwał do czystki „moskiewsko-żydowskiej mafii” oraz „innych szumowin”, w tym gejów, feministek i lewicowców.

Od czasu upadku Związku Radzieckiego Stany Zjednoczone zacisnęły wokół Rosji pierścień baz wojskowych, samolotów z bronią nuklearną oraz rakiet w ramach Projektu Rozszerzenia NATO. Łamiąc złożoną prezydentowi Michaiłowi Gorbaczowowi w 1990 roku obietnicę, że NATO nie posunie się „nawet o jeden cal na Wschód”, pakt w efekcie okupuje militarnie Europę Wschodnią. Ekspansja NATO obejmująca były radziecki Kaukaz stanowi największą koncentrację wojsk od II wojny światowej.

Plan Działania Członków NATO [PDF] jest prezentem Waszyngtonu dla puczystów z Kijowa. W sierpniu „Operacja Szybki Trójząb” rozlokuje żołnierzy amerykańskich i brytyjskich na rosyjskiej granicy Ukrainy, a „Morska Bryza” wyśle amerykańskie okręty wojenne w pobliże rosyjskich portów. Proszę wyobrazić sobie reakcję, gdyby do identycznych aktów prowokacji lub zastraszania doszło na granicach Ameryki.

Odzyskanie Krymu – który Nikita Chruszczow nielegalnie odłączył od Rosji w 1954 roku – było posunięciem obronnym Rosjan. Ponad 90% ludności Krymu zagłosowało za powrotem do Rosji. Krym jest domem Floty Czarnomorskiej – jego utrata byłaby sprawą życia lub śmierci dla rosyjskiej marynarki wojennej i nagrodą dla NATO. Krzyżując plany wojujących stron w Waszyngtonie i Kijowie, Władimir Putin wycofał wojska z granicy z Ukrainą i wezwał Rosjan ze wschodu kraju do porzucenia separatyzmu.

Na Zachodzie w orwellowskim stylu odwrócono tę sytuację i stała się „rosyjskim zagrożeniem”. Hillary Clinton porównała Putina z Hitlerem. Prawicowi komentatorzy niemieccy zawtórowali jej bez ironii. W mediach ukraińscy neonaziści są przedstawiani mniej złowieszczo jako „nacjonaliści” i „ultra-nacjonaliści”. Istnieje obawa, że Putin umiejętnie poszukuje rozwiązania dyplomatycznego i jego zabiegi zwieńczy powodzenie. W dniu 27 czerwca 2014 w odpowiedzi na najnowsze ustępstwo Putina – przedłożenie parlamentowi Rosji prośby o zniesienie nadanego mu prawa do interwencji w imieniu ukraińskich Rosjan – sekretarz stanu John Kerry wydał swoje kolejne ultimatum. Rosja musi „podjąć działania dosłownie w ciągu najbliższych kilku godzin”, aby zakończyć rewoltę we wschodniej Ukrainie.

Pomijając fakt, iż Kerry jest powszechnie uznawany za błazna, poważnym celem tych „ostrzeżeń” jest nadanie Rosji statusu pariasa i powstrzymanie wiadomości o wojnie prowadzonej przez kijowski reżim przeciwko własnym obywatelom.

Jedna trzecia ludności Ukrainy jest rosyjskojęzyczna i dwujęzyczna. Od dawna zabiegała o demokratyczną federację, która odzwierciedla zróżnicowanie etniczne Ukrainy i jednocześnie pozostaje autonomiczna i niezależna od Moskwy. Większość tych ludzi nie jest ani „separatystami”, ani „rebeliantami”, tyko obywatelami, którzy chcą bezpiecznie żyć w swojej ojczyźnie. Separatyzm jest reakcją na ataki kijowskiej junty, które zmusiły aż 110.000 ludzi (szacunki ONZ) do ucieczki przez granicę do Rosji. Są nimi przeważnie doświadczające traumy kobiety i dzieci.

Podobnie jak objęte embargiem irackie dzieci czy „wyzwolone” kobiety i dziewczynki w Afganistanie, terroryzowane przez watażków CIA, ci etniczni mieszkańcy Ukrainy są na Zachodzie medialnymi nie-ludźmi, a zadawane im cierpienia i okrucieństwa minimalizuje się lub ukrywa. Zachodnie media nurtu głównego nie donoszą o skali ataku reżimu. Nie jest to praktyka bezprecedensowa. Czytając ponownie mistrzowską książkę Phillipa Knightley’a Pierwsza ofiara: korespondent wojenny jako bohater, propagandysta i mitotwórca, odnowiłem swój podziw dla Mrogana Philipsa Price’a z manchesterskiego Guardiana, jedynego zachodniego dziennikarza, który pozostał w Rosji w czasie rewolucji 1917 i przekazał prawdę o katastrofalnej inwazji zachodnich sojuszników. Sprawiedliwy i odważny, Philips Price samotnie zakłócił to, co Knightley nazywa antyrosyjską „czarną ciszą” na Zachodzie.

2 maja 2014 w Odessie spalono żywcem 41 etnicznych Rosjan w siedzibie związków zawodowych. W obecności policji. Istnieją przerażające dowody filmowe. Lider Prawego Sektora Dmytro Jarosz celebrował masakrę jako „kolejny jasny dzień w naszej historii”. W amerykańskich i brytyjskich mediach doniesiono o „ponurej tragedii” będącej wynikiem „starć” pomiędzy „nacjonalistami” (neonazistami) i „separatystami” (ludźmi zbierającymi podpisy na rzecz referendum w sprawie federalnej Ukrainy). New York Times pogrzebał temat po uprzednim uznaniu ostrzeżeń o faszystowskiej i antysemickiej polityce nowych klientów Waszyngtonu za rosyjską propagandę. Wall Street Journal potępił ofiary – „Zabójczy pożar na Ukrainie prawdopodobnie wzniecili rebelianci, mówi rząd”. Obama pogratulował juncie „powściągliwości”.

W dniu 28 czerwca 2014 Guardian przeznaczył prawie całą stronę na deklaracje „prezydenta” kijowskiego reżimu, oligarchy Petro Poroszenki. Raz jeszcze zastosowano orwellowską zasadę odwrócenia. Nie było żadnego puczu; żadnej wojny przeciwko ukraińskiej mniejszości; wszystkiemu winni są Rosjanie. „Chcemy zmodernizować nasz kraj,” powiedział Poroszenko. „Chcemy wprowadzić wolność, demokrację i europejskie wartości. Komuś to się nie podoba. Ktoś nas za to nie lubi.”

Reporter Guardiana Luke Harding nie zakwestionował tych twierdzeń, nie wspomniał o potwornej tragedii w Odessie, powietrznych i artyleryjskich atakach reżimu na osiedla mieszkaniowe, zabójstwach i porwaniach dziennikarzy, zamachu bombowym na opozycyjną gazetę i groźbie prezydenta: „Uwolnimy Ukrainę od brudu i pasożytów”. Wróg to „rebelianci”, „bojówkarze”, „powstańcy”, „terroryści” i pachołki Kremla. Przywołajmy z historii duchy Wietnamu, Chile, Wschodniego Timoru, południowej Afryki, Iraku; etykiety pozostały niezmienione. Palestyna znajduje się w centrum tego niewzruszonego fałszu. W dniu 11 lipca 2014, po ostatniej rzezi dokonanej w Strefie Gazy przez wyposażoną w amerykański sprzęt armię Izraela – 80 ofiar*, w tym sześcioro dzieci z jednej rodziny – jej generał pisze w Guardianie pod nagłówkiem, „Konieczny pokaz siły”.

W 1970 roku spotkałem się z Leni Riefenstahl i zapytałem o jej filmy, które gloryfikowały nazistów. Używając rewolucyjnych technik operatorskich i oświetleniowych, stworzyła dokumentalną formę, która zahipnotyzowała Niemców; to właśnie jej Triumf woli zauroczył Hitlerem. Zadałem pytanie odnośnie propagandy w społeczeństwach, w których panuje wyobrażone poczucie wyższości. Odpowiedziała, że „przesłania” w jej filmach były uzależnione nie od „zaleceń z góry”, ale od „próżni przyzwolenia” wśród ludności niemieckiej. „Czy obejmowała ona także liberalną, wykształconą burżuazję?” zapytałem. „Wszystkich”, odpowiedziała, „i oczywiście inteligencję.”

* Liczba ofiar wzrosła już do 209, w tym 39 dzieci [16.07.2014]. Po stronie Izraela śmierć poniosła jedna osoba.

Tłumaczenie: exignorant

John-PilgerJohn Pilger, australijski dziennikarz.

Na początku lat 60-tych XX wieku wyjechał do Wielkiej Brytanii i rozpoczął tam karierę czołowego korespondenta zagranicznego. Realizował reportaże w każdym zakątku globu, relacjonował liczne wojny, w tym konflikt w Wietnamie.

W wieku dwudziestu lat został najmłodszym reporterem, który otrzymał tytuł Dziennikarza roku, najwyższe branżowe wyróżnienie w Wielkiej Brytanii, i jako pierwszy zdobył go dwukrotnie.

Kiedy przeniósł się do Stanów Zjednoczonych, stał się autorem doniesień ze społecznych wstrząsów lat 60-tych i 70-tych. Maszerował u boku biednych z Alabamy do Waszyngtonu po zabójstwie Martina Luthera Kinga.

Jego praca w Azji Południowo-Wschodniej stworzyła historyczną edycję londyńskiego Mirrora, poświęconą prawie w całości depeszom z Kambodży po upadku reżimu Pol Pota. Połączone efekty tego raportu i późniejszego filmu dokumentalnego Rok zerowy: Cicha śmierć Kambodży pozwoliły zebrać 50 milionów dolarów dla mieszkańców tego kraju. Podobnie stało się w przypadku dokumentu i doniesień z Timoru Wschodniego w 1994 roku, gdzie podróżował incognito – pomogły one zainspirować wsparcie dla kraju okupowanego wówczas przez władze Indonezji.

W Wielkiej Brytanii jego czteroletnie dochodzenie w imieniu grupy dzieci, które urodziły się zdeformowane w następstwie działania talidomidu przyniosło specjalną ugodę z koncernem farmaceutycznym.

Liczne filmy dokumentalne autora na temat Australii, zwłaszcza Ukryty kraj (1983) oraz trylogia Ostatni sen (1988), Witajcie w Australii (1999) oraz Utopia (2013) celebrują i ujawniają „zapomnianą przeszłość” jego ojczyzny, zwłaszcza przeszłość i teraźniejszość rdzennych ludów kontynentu.

Produkcje te zdobyły uznanie i nagrody w USA i Europie (w tym Emmy i BAFTA).

Artykuły Johna Pilgera publikowane są na łamach gazet całego świata.

Źródło przekładu: exignorant

– – –

Artykuł na SOTT.net: The return of George Orwell and Big Brother’s war on Palestine, Ukraine and the truth

11 komentarzy »

  1. świat zmienia się gwałtownie na naszych oczach…niestety odnosi się wrażenie,że zmienia się na gorsze pod hasłem „demokracja” morduje się i wyniszcza całe społeczności…najbardziej przeraża to,że tak niewielu widzi ten fakt! Naprawdę można odność wrażenie,że mamy powtórkę z narodzin faszyzmu…Telewizor,media stały się bogiem a to co przedstawiają stało się ostateczną prawdą dla wielu …
    Niedawno zestrzelono samolot pasażerski …nagłówek na jednym z portali internetowych brzmiał ..”Malezyjskie linie znowu mają problem z samolotem”…dla mnie to bardzo wymowne ogłupianie czytelnika przedstawiające to makabryczne wydarzenie …w sposób irracjonalny…i trywialny…

    Komentarz - autor: Altea — 19 Lipiec 2014 @ 09:14

  2. @Altea

    „Telewizor,media stały się bogiem a to co przedstawiają stało się ostateczną prawdą dla wielu …”

    Poniżej fragment rozmowy pomiędzy mną i dalszym krewnym:

    X – Separatyści prorosyjscy zestrzelili malezyjski samolot pasażerski!
    Ja – Skąd wiesz, że to robota tzw. separatystów prorosyjskich?!
    X- No, przecież w Wiadomościach mówili!

    Ręce opadają…

    Komentarz - autor: KM — 20 Lipiec 2014 @ 20:08

  3. 🙂 takich rozmów każdy z nas mógłby przytoczyć pewnie wiele. Mnie powaliła jedna,którą zaserwowała mi koleżanka przy śniadaniu wmuszając swojej małej córce ketchup .. swoje zachowanie motywowała tym,że dr.zdrówko z tv powiedział,że ketchup jest zdrowy! ..Dodam,że koleżanka to pani mgr.uniwersytetu przyrodniczego …zdawałoby się,więc,że to kobieta z jakimś tam pojęciem o tym co może być zdrowe, a co nie…ale zdawałby się jest tu zdaje się słowem kluczowym.
    Wydaje mi,że knyf z mediami polega na tym,że ludziom długo wmawiano mit o rzetelności dziennikarstwa i dziennikarzy …przez długie lata przedstawiając media jako środek do walki z niesprawiedliwością społeczną.Wstawiano w oczy ich kłamliwość w PRL-u i uczciwość zachodnich np.radio „wolna Europa” Mit zdaje się ukuł się naprawdę dobrze stąd wielu ludzi obecnie w ogóle nie analizuje tego co im się podaje z góry zakładając dobre intencje dziennikarskiej braci …do tego dochodzi jeszcze złudny wybór kanału informacyjnego ..dlaczego złudny bo przecież na wszystkich i tak mówią to samo …tzn tak było kiedyś kiedy jeszcze miałam tv …:)

    Komentarz - autor: Altea — 20 Lipiec 2014 @ 23:07

  4. @Altea
    W telewizji jest nadal to samo. Kiedyś czytałem taką opinię na temat społeczeństwa polskiego w dwudziestoleciu międzywojennym, że w stosunku do tego co pisano w gazetach i mówiono w radio przeciętny Polak wyrażał wyjątkowo małą krytyczność, nie analizował za bardzo faktów i łykał wszystko co się w tych mediach pojawiało. Mam nieodparte wrażenie, że przez ponad 75 lat nic się w tej materii nie zmieniło.

    Komentarz - autor: Janek — 21 Lipiec 2014 @ 09:59

  5. Dla kontrastu i na pocieszenie „pochwalę się” Wam odpowiedzią pewnej osoby, która informacje czerpie właśnie z głównego nurtu. W niedawnej rozmowie na temat sytuacji na Krymie rzuciłem doń delikatne zapytanie: „a co sądzisz o Putinie?”. Będąc niemal w 100% pewien tego co zaraz usłyszę, zostałem znokautowany krótką i zwięzłą odpowiedzią: „mądry gościu”. Zatkało mnie.

    Komentarz - autor: koliber — 21 Lipiec 2014 @ 14:58

  6. @Altea

    „Wstawiano w oczy ich kłamliwość w PRL-u i uczciwość zachodnich np.radio „wolna Europa” Mit zdaje się ukuł się naprawdę dobrze stąd wielu ludzi obecnie w ogóle nie analizuje tego co im się podaje z góry zakładając dobre intencje dziennikarskiej braci …”

    Kiedyś użyłem argumentu, który był miej więcej następujący: skoro tak was oszukiwali w tej komunie przy pomocy środków masowego przekazu, kłamali, ukrywali fakty, manipulowali, skąd u was taka wiara w to, co teraz podają na przykład w telewizji? Dana była wam lekcja, że nie wolno ufać mediom, stało się to jeszcze bardziej oczywiste po upadku PRL-u. Ale co tam 😀 Te media są „inne” 😉

    Komentarz - autor: Corran Horn — 21 Lipiec 2014 @ 17:32

  7. Nasze mózgi po prostu pragną szybkiego i wygodnego uspokojenia zachwianego obrazu rzeczywistości, byleby się za bardzo nie zmęczyć ot co!

    Komentarz - autor: fox — 21 Lipiec 2014 @ 20:12

  8. jest we mnie chęć myślenia,że jest „coś” w tym przypadku zręczna manipulacja co sprawia,że naprawdę duży procent społeczeństwa łyka tą papkę medialną bezkrytycznie…bo kiedy patrzę na to co się dzieje z naszym społeczeństwem…to przypomina mi się chińska przypowieść.
    W pewnym królestwie żyli bardzo mądrzy ludzie, władali nim mądrzy władcy.Jednak pewnego dnia zły czarnoksiężnik zażądał by władcy tej krainy służyli jemu.Król i królowa nie zgodzili się na takie żądanie. Wiedzieli,że w swojej warowni są bezpieczni a on nie może ich do niczego zmusić.Czarnoksiężnik zatruł,więc w całym królestwie studnie.Po wypiciu wody z takiej studni ludzie stawali się szaleni.Król i królowa uznali,że ten atak czarnoksiężnika przetrwają, ponieważ na zamku mają chronioną studnię …mijały lata ..w królestwie zaczęły wybuchać zamieszki, bunty przeciwko władzy królewskiej…ludziom pijącym wodę z zatrutych studni coraz mniej się podobały choćby najlepsze dekrety królewskie …król i królowa obserwowali z przerażeniem jak ich poddani popadają w coraz większe szaleństwo …w końcu zrozumieli,że jedyne co mogą zrobić by dalej móc żyć w swoim królestwie to wyjść z zamku i napić się wody z zatrutej studni ..co też uczynili.

    i tak sobie myślę co mi po moich analizach skoro cały świat wokół mnie ..uzna je za szalone ..;)

    Komentarz - autor: Altea — 21 Lipiec 2014 @ 20:31

  9. ja zaczynam pomału zazdrościć tym, co mają wszystko w TV wytłumaczone: USA walczą z terroryzmem i szerzą demokrację, węgiel to śmierć naszej planety, najbardziej prześladowaną grupą na świecie są europejscy geje, Izrael tylko się broni etc itd. To takie fajne być po jasnej stronie mocy – w dodatku nic nie kosztuje – świat jest coraz lepszy i tyle zajebistych gadżetów dla których warto pracować. Proste i zdrowe podejście
    Frustrat:)

    Komentarz - autor: trevor — 22 Lipiec 2014 @ 13:45

  10. cyt.”Proste i zdrowe podejście
    Frustrat:)”

    🙂 tak ..proste i łatwe to fakt … ale być może szybciej niż myślimy okaże się jednak niezdrowe…

    Komentarz - autor: Altea — 22 Lipiec 2014 @ 14:33

  11. @ trevor

    Frustrat:)

    Witaj w klubie! 🙂

    Komentarz - autor: iza — 22 Lipiec 2014 @ 18:00


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: