PRACowniA

1 Maj 2014

Zjawisko rusofobii w Polsce

Onet.pl
15 marca 2014

Z prof. Stanisławem Bieleniem rozmawia Tomasz Szeląg.

Onet: Dlaczego Rosjanie od tylu lat gremialnie popierają Władimira Putina, podczas gdy na Zachodzie (również w Polsce) nie ma on dobrej prasy? Z czego to wynika?

Prof. Stanisław Bieleń: Wszelkie analizy sytuacji politycznej w Rosji natrafiają obecnie na różne przeszkody natury psychologicznej i emocjonalnej. Pod wpływem „gorączki ukraińskiej” i antyrosyjskiej histerii, mamy do czynienia z niezwykle wypaczonym obrazem Rosji i samego Putina. Trwa medialna i polityczna akcja etykietowania, tzn. negatywnego naznaczania i deprecjonowania. Od czasów zakończenia „zimnej wojny” jest to najpoważniejsza próba zdyskredytowania wizerunku Rosji i jej przywódcy jako wroga Zachodu. To oczywiście sprzyja konsolidacji władzy w Rosji i wzrostowi popularności samego Putina.

Niezależnie jednak od uwarunkowań związanych z Ukrainą, spróbuję odpowiedzieć na postawione pytanie, przywołując przede wszystkim doświadczenia „drugiej smuty”, która trwała w nowej Rosji przez dekadę lat 90. ubiegłego wieku. Rozpad radzieckiego mocarstwa wywołał u wielu Rosjan nie tylko głęboką traumę w sensie psychologicznym, ale naraził miliony ludzi na dramatyczne przeżycia, zagrażające wprost ich egzystencji fizycznej.

Grabież majątku narodowego w imię reform rynkowych oraz demontaż  aparatu administracyjnego państwa, w imię przemian demokratycznych, a także groźba dezintegracji Rosji – wszystko to wywołało, niczym po klęsce wojny czy rewolucji – silną tęsknotę za stabilnością ładu społecznego i gwarancjami spokojnego bytowania. Jeśli do tych doświadczeń dodamy rosyjski respekt dla tradycji silnej władzy, to nie powinniśmy się dziwić, zachowując jasność analitycznego umysłu, dlaczego Rosjanie tak gremialnie popierają Władimira Putina.

On jest przecież dla nich prawdziwym „carem-odnowicielem” i „wielkim reanimatorem”! To Putin zapewnił stabilność i bezpieczeństwo wewnętrzne, on symbolizuje podniesienie Rosji „z kolan” i przywrócenie wiary w mocarstwową świetność.

Mówi Pan o tradycyjnym w Rosji respekcie dla silnej władzy, a jaką rolę odgrywa czynnik przestrzeni? Mamy przecież do czynienia z największym terytorialnie państwem świata.

Silne jednoosobowe przywództwo polityczne w Rosji opiera się na wielowiekowej tradycji patrymonialnej i autorytarnej. Do tego, faktycznie, dochodzi czynnik ogromnej przestrzeni i surowego klimatu. Już Katarzyna II zaobserwowała, że wielkie imperium, jakim jest Rosja, rozpadłoby się, jeśliby zaprowadzono w nim rządy inne niż samowładcze. Jedynie one mogą z należytą szybkością zaspokajać potrzeby odległych stron, a każda inna władza jest zgubna z powodu powolności swojego działania.

Przestrzeń ma więc charakter deterministyczny. Decyduje o kształcie ustrojowym, ale i o definicji interesu narodowego. Potencjał geograficzny i geopolityczny przesądza o scentralizowanej i autorytarnej surowości państwa, ale i o pretensjach do odgrywania dominującej roli w świecie. Prowadzenie polityki musi zatem odpowiadać rozmiarom państwa, stale zagrożonego przez niespodziewane ataki czy zagrożenia ze strony katastrof wewnętrznych i wrogich sił zewnętrznych. Unikalny transkontynentalny charakter i znaczenie Rosji jako jednego z głównych ośrodków potęgi w świecie wielobiegunowym decydują o koncentracji i centralizacji władzy politycznej.

Zapytam wprost: czy Rosja jest „skazana” na samowładztwo?

Sięgając do myśli teoretycznej Maxa Webera, można wskazać, że w Rosji zawsze przeważały dwa typy legitymizacji władzy: tradycyjna (dynastyczna sukcesja i sakralny charakter) oraz charyzmatyczna (posłannictwo dziejowe i nadnaturalne właściwości rządzących). Legitymizacja normatywna – najbardziej pożądana z punktu widzenia woli powszechnej – nigdy nie miała szans na wykształcenie się ze względu na lekceważenie konstytucji i rządów prawa. Taki stan rzeczy utrzymuje się do dzisiaj. Przez pryzmat postaci prezydenta i jego osobowości postrzegane jest całe państwo, jego instytucje władcze i charakter rządów.

Ludzie naprawdę wierzą, że w Rosji jedynie silny przywódca, a nie partie polityczne czy parlament, jest gwarantem bezpieczeństwa i dobrobytu, gdyż to on sprawuje władzę z woli narodu i tę wolę najskuteczniej realizuje. To oczywiście musi prowadzić do rozmaitych aberracji. Musi też wywoływać niechęć i krytykę u tych wszystkich, którzy hołdują alternatywnym sposobom legitymizacji władzy państwowej. Nie dziwi więc brak dobrej prasy na Zachodzie, którego wartości putinowska Rosja lekceważy.

Czy w takich warunkach jest jakakolwiek szansa na powstanie silnej opozycji politycznej?

Mimo 20 lat transformacji ustrojowej w Rosji dotąd nie zaistniały warunki dla wykształcenia się instytucjonalnej opozycji politycznej, która byłaby w stanie w drodze wyborów przejąć władzę i nie naruszyć konstytucyjnych podstaw istniejącego porządku. Jedyny raz w 1996 r. powstała groźba powrotu do władzy komunistów, co z pewnością pociągnęłoby za sobą antysystemowe konsekwencje. Od końca lat 90. ub. wieku trwa natomiast polityka marginalizowania partii opozycyjnych i umacniania monopolu „partii władzy”, tj. Jednej Rosji, tak na szczeblu federalnym, jak i na poziomie podmiotów federacji.

Obserwatorzy rosyjskiej sceny politycznej uświadamiają sobie, że petryfikacja obecnego układu sił, pozbawionego „hamulców i równowag”, prowadzi do recydywy autorytarnej.

Jedna Rosja w ostatnich wyborach parlamentarnych zdobyła wprawdzie mniej niż 50 proc., ale obecne elity nie zamierzają oddać władzy…

Państwo zdaje egzamin demokratyczny, jeśli przynajmniej raz jego władza w drodze wyborów powszechnych przechodzi z rąk jednej partii do innej. Ma to ważne znaczenie nie tylko dla umocnienia pluralizmu politycznego, ale także dla legitymizacji ustroju ekonomicznego, zwłaszcza podziału bogactwa społecznego, jaki w sposób żywiołowy – jak w Rosji lat 90. ub. wieku – ukształtował się podczas „kapitalistycznej” rewolucji. W większości europejskich państw pokomunistycznych dokonała się właśnie taka zmiana, kiedy partie lewicowe, socjaldemokratyczne czy pokomunistyczne, przejęły na drodze wyborów władzę i zaakceptowały faktycznie przejście do nowego ustroju ekonomicznego.

A jak jest w Rosji?

Przed rosyjskim państwem ciągle stoi takie właśnie zadanie, aby dopuścić do rządzenia prosystemową partię centrolewicową, która dokonałaby legitymizacji nowego ładu. Taki zamysł towarzyszył powstaniu partii. Taki zamysł towarzyszył powstaniu partii Rodina, a następnie Sprawiedliwej Rosji.

W samej Jednej Rosji pozwolono na rozwój frakcji, celem utrzymania pewnej dynamiki w definiowaniu interesów różnych kręgów społeczeństwa. Dotąd nie doszło jednak do alternacji na drodze demokratycznych wyborów. Na tym tle trudno np. ocenić potencjał nowej partii opozycyjnej Sojusz Narodowy, na czele z Aleksiejem Nawalnym, powołanej jesienią 2013 roku.

Rosyjscy politolodzy i politycy bardzo nie lubią, jak im się robi wykłady dotyczące demokracji. Uwielbiają natomiast cytować zachodnich kolegów, którzy wskazują, że budowanie demokracji to mozolny proces…

Gdyby przewertować karty historii brytyjskiego parlamentaryzmu czy amerykańskiego prezydencjalizmu, to okazałoby się, że w tych państwach w początkach kształtowania się nowoczesnej demokracji także pod znakiem zapytania stawało dopuszczenie legalnej opozycji do władzy (wigowie – torysi, a potem laburzyści w Wielkiej Brytanii oraz federaliści, później demokraci i republikanie w USA).

Ostatecznie w procesie długotrwałej walki politycznej wykształcił się tam konsensus, polegający na tym, że wszystkie siły polityczne, chcące uczestniczyć w procesie rządzenia, muszą zaakceptować pewne „warunki brzegowe”, poza które nie mogą wyjść, bez zagrożenia dla istoty całego systemu. Kierując się mądrością i wiedzą, na przeobrażenia ustrojowe w innych państwach należy zatem spoglądać z dystansem i cierpliwością.

Nawet gdy udziela się nam euforia spowodowana zwycięstwem kijowskiego Majdanu na Ukrainie, nie powinniśmy oczekiwać, aby o zmianie reżimu politycznego w tak szczególnym państwie jak Rosja zadecydowała kolejna „rewolucja ludowa”.

Stawka w grze o władzę w Rosji jest zbyt wysoka. Choćby dlatego, że jest to potężne mocarstwo atomowe, od którego kondycji zależy pewność kontroli nad arsenałem jądrowym, a zatem i bezpieczeństwo globu.

To jaka jest realna siła opozycji wobec Putina i rządzącej elity?

W dzisiejszej Rosji mamy do czynienia ze słabością oporu intelektualnej i moralnej opozycji wobec wszelkich przejawów samowładztwa. Inteligencja przestała być nosicielem kryteriów i wartości moralnych. Współcześni intelektualiści, co nie jest zresztą rosyjskim wyjątkiem, stali się propagandystami, doradcami i ekspertami na usługach urzędników i władzy. Wiąże się z tym zjawisko atomizacji społeczeństwa, braku społecznej alternatywy i zorganizowanego protestu, który mógłby stać się podstawą systemowej (a nie antysystemowej) opozycji.

A tacy ludzie jak Aleksiej Nawalny, Borys Niemcow, Ilja Jaszyn czy Michaił Prochorow. Czy oni mają szansę rozruszać rosyjską politykę? Czy są realną alternatywą dla rządów Putina?

Doświadczenia z Aleksiejem Nawalnym, Borysem Niemcowem, Ilją Jaszynem i innymi opozycjonistami, których znakiem rozpoznawczym stał się Plac Błotny w Moskwie, pokazują, że uliczna opozycja, uciekająca się do populizmu i demagogii, jest „niewybieralna” (choć w wyborach na mera Moskwy Nawalny zdobył aż 27 proc. głosów, jednakże przy 32 proc. frekwencji) i nie stanowi raczej realnej alternatywy dla rządzenia państwem.

Z kolei tacy „niezależni” kandydaci w wyborach prezydenckich, jak Michaił Prochorow szybko mogą podzielić los innych oligarchów z lat 90., gdy okaże się, że swoje interesy wiążą z kapitałem zachodnim.

W Rosji mamy do czynienia z systemem politycznym, w którym aktywność i możliwość oddziaływania opozycji antysystemowej jest ograniczona. Dużą rolę w budowaniu świadomości obywatelskiej mogą jednak odegrać organizacje pozarządowe, których w 2013 roku było zarejestrowanych ponad 220 tys., odgrywające rolę demaskatora niezgodnych z prawem działań funkcjonariuszy państwowych (demaskowanie korupcji, nepotyzmu czy brutalności policji).

Do najbardziej znanych należą: Memoriał, Gołos, Demos czy Komitet Przeciwko Torturom. Na terytorium Rosji swoje oddziały mają też międzynarodowe organizacje pozarządowe, takie jak: Amnesty International, Freedom House czy The Open Society Institute.

Na kształtowanie opinii społecznej oddziałują również niezależne ośrodki, jak Centrum Lewady czy moskiewski oddział amerykańskiej fundacji Carnegie Center. Ich wyniki badań, m.in. dzięki internetowi, trafiają do szerokich odbiorców i mają wpływ na kształtowanie ich poglądów politycznych. Warto zauważyć, że polityczne zaangażowanie organizacji pozarządowych wywołuje zaostrzanie rygorów prawnych ich funkcjonowania, zwłaszcza w kontekście finansowego wsparcia z zagranicy.

Na mocy ustawy z 2012 r. wiele z nich otrzymało miano „zagranicznych agentów”, co służy ich dyskredytacji w społeczeństwie rosyjskim. Dość powszechnie stosowanym chwytem ze strony władz jest także inkorporowanie różnych organizacji pozarządowych w struktury państwowe, czemu służyło powołanie Forum Obywatelskiego czy Izby Społecznej. Tworzenie przez władze własnego „trzeciego sektora” i nagłaśnianie jego działalności jest celowym sposobem osłabiania „oddolnych” obywatelskich ruchów społecznych.

Wszystko, co Pan mówi, składa się na obraz raczej słabo zorganizowanego i mało aktywnego społeczeństwa. Jak można by je zaktywizować?

Obecnie jest to bardzo trudne. Społeczeństwo rosyjskie, które przez lata było traktowane przedmiotowo, nie miało możliwości demokratycznego wyboru władzy, ani jej kontrolowania. Być może w przypadku rosyjskim musi dojść do pewnego przesilenia w samych elitach politycznych, które uznają konieczność reform demokratycznych za nieuniknioną. Może to nastąpić także pod wpływem presji rodzącego się społeczeństwa obywatelskiego, które wymusi ustępstwa i dopuszczenie części opozycji do rządzenia.

Póki co, w Rosji władza dozuje i kontroluje „importowane” wartości z Zachodu, tak aby nie doprowadziły one do wykształcenia się alternatywy systemowej. To oznacza, że świadomość imperialna i egoizm elit rosyjskich stoi na przeszkodzie procesom innowacyjnym, a odruchy obronne reżimu Putina wskazują, iż władza nie chce wziąć udziału w dyskursie modernizacyjnym (wbrew głoszonym hasłom i sloganom). Stosuje rozmaite chwyty manipulacyjne i kamuflażowe, dążąc do zachowania za wszelką cenę „status quo”.

Gra toczy się bowiem o redystrybucję bogactwa społecznego, a obecnie rządzący są beneficjentami systemu ekonomicznego, ukształtowanego w okresie transformacji i nie zamierzają rezygnować z posiadanych przewag.

Porozmawiajmy chwilę o polityce zagranicznej. Jakie poglądy na politykę wobec Polski i UE mają partie opozycyjne w Dumie (Liberalno Demokratyczna Partia Rosji, komuniści, Sprawiedliwa Rosja), a jakie tzw. opozycja  pozaparlamentarna (Nawalny, demokraci, Prochorow, Limonow)?

Władimir Putin uosabia nostalgię imperialną, która dominuje w świadomości rosyjskich elit politycznych, ale i w świadomości masowej społeczeństwa, cierpiącego na deficyt akceptacji na Zachodzie, potrzebę wyróżniania się, a nawet przewodzenia innym. Wielu Rosjan, czując się spadkobiercami wielkiej tradycji, nie ma więc powodów, by wstydzić się tradycji rosyjskiego imperializmu, będącego dla nich synonimem wielowiekowej ekspansji cywilizacyjnej i kulturowej. W każdym razie nie bardziej niż Brytyjczycy, Niemcy czy Francuzi.

W takim kontekście w społeczeństwie rosyjskim, upokorzonym rozpadem wielkiego mocarstwa, jakim był ZSRR, górę biorą nastroje proimperialne. Wyrażają się one w rozbudzaniu instynktu imperialnego, sprzyjającego kreowaniu mitów wielkomocarstwowych, powrotowi do „Realpolitik” i polityki siły, szukaniu koalicji z najsilniejszymi, przy jednoczesnym lekceważeniu państw słabszych.

Żadna z rosyjskich sił politycznych, będąca w opozycji parlamentarnej czy pozaparlamentarnej, nie artykułuje sprzeciwu wobec takiego postrzegania roli Rosji w świecie. Żadna też z wymienionych w pytaniu sił politycznych nie definiuje alternatywnej strategii międzynarodowej, tym bardziej wobec Unii Europejskiej czy Polski.

Nasz kraj wbrew własnym wyobrażeniom nie skupia w moskiewskich kręgach władzy, ani opozycji jakiejś nadzwyczajnej uwagi. W kontekście  ukraińskim politykę Warszawy ocenia się jednoznacznie krytycznie, jako marionetkę w strategii amerykańskiej. To daje podstawy przekonaniu, że zmiana ustroju z niedemokratycznego na demokratyczny nie podważy istoty rosyjskiej polityki zagranicznej, która opiera się na wzorach mocarstwowych i imperialnych.

Demokraci rosyjscy, w co nikt nie chce wierzyć, wcale nie muszą być mniej wielkoruscy i mniej imperialistyczni niż ekipa Putina. Śmiem twierdzić, że Putin ma dziś znacznie większą szansę na spokojną przebudowę Rosji niż oni.

Nadający z Ameryki Mariusz Max Kolonko uznał Władimira Putina za „człowieka roku 2013”, wyliczając jego sukcesy na arenie międzynarodowej. A jak Pan ocenia politykę zagraniczną prowadzoną przez putinowską Rosję?

Współcześnie rozmaite tożsamości zbiorowe ulegają dynamicznym zmianom ze względu na intensyfikację wszelkich przepływów związanych z globalizacją. Jeśli przyjmie się, że globalizacja w dużej mierze odnosi się do rozprzestrzeniania wartości zachodnich w skali globu ziemskiego, pociągając za sobą rosnącą transparentność granic i desuwerenizację państw, to w perspektywie nieuchronnie musi ona prowadzić do zmiany tożsamości i ograniczenia tradycyjnych funkcji, charakterystycznych dla danego państwa.

Coraz mniejsza liczba państw jest w stanie samodzielnie bronić swojej tożsamości i suwerenności, nie mówiąc o funkcjach kontrolnych w takich sferach, jak gospodarka, finanse (w tym podatki), oświata czy media. O samodzielnej obronie przed zagrożeniem zewnętrznym mogą myśleć nieliczni. Rosja Putina podejmuje właśnie takie wysiłki, aby nie ulec naciskom międzynarodowym (zachodnim) i zachować niezależność gospodarczą, potęgę wojskową i tożsamość kulturową. O sile suwerennego państwa przesądza też narodowy charakter elity, cokolwiek miałoby to oznaczać.

Putin często używa języka, który na Zachodzie jest odbierany jako konfrontacyjny. Czasem można odnieść wrażenie, że Rosja wciąż – jak mawiał car Aleksander III – ma tylko dwóch sojuszników – armię i flotę…

W dziedzinie międzynarodowej Rosja trwa przy strategiach rywalizacyjnych, co wynika z odziedziczonego po poprzedniej formacji ustrojowej respektu przed siłą. Być może z powodu klęski w wojnach z lat 1904-1905, 1914-1918 i 1920 r., a może przede wszystkim z powodu głębokiej traumy, jaką pociągnęła za sobą hekatomba II wojny światowej, przywódcy radzieccy, a po nich rosyjscy przyjęli założenie, że nikt więcej nie zaatakuje tego, kto jest dużo potężniejszy od innych. Stąd bierze się niechęć do demilitaryzacji polityki zagranicznej i trudności z przestawieniem się na strategie kooperacyjne i akomodacyjne.

Pewnym usprawiedliwieniem dla Rosji jest fakt, że strategie rywalizacyjne utrzymują się także po stronie Zachodu. Brakuje tam strategii włączenia Rosji w mechanizmy integracyjne i gremia decyzyjne wielkich potęg. Nadal mocno trzymają się schematy zimnowojenne, które nakazują widzieć w Rosji rywala, a nie partnera.

Jak długo Zachód będzie rozumował w kategoriach zdobycia nowych stref geopolitycznych wpływów, także w przestrzeni poradzieckiej, często kosztem Rosji, tak długo będzie istnieć uzasadnienie dla jej imperialnego modelu rozwoju. Wszystkie „wielkie gry” prowadzone przez Zachód na poradzieckiej „wielkiej szachownicy” jedynie umacniają w Rosjanach determinację do obrony stanu posiadania i zamykania się w „oblężonej twierdzy”.

Jeden z najwybitniejszych polskich rosjoznawców, prof. Andrzej Walicki,  w 2004 roku w tekście dla „Przeglądu” wyraził wątpliwość wobec tezy, że „tylko siły demokratyczne zapewnić mogą Rosji stabilność i ewolucyjny postęp”, stwierdzając, że „antyputinowska mobilizacja polskich mediów jest jednak przejawem szczególnej rusofobii”. Czy zgadza się Pan z poglądem profesora? Czy jest on aktualny?

Blisko mi do poglądów Bronisława Łagowskiego i Andrzeja Walickiego, których głosy z trudem przebijają się do polskiej opinii publicznej. Uważam, że rusofobia jest zjawiskiem powszechnym w Polsce.

Z czego ona, Pana zdaniem, wynika?

Jest ona wynikiem nie tylko głębokich nawarstwień historycznych i kompleksów psychologicznych, ale również codziennego wychowania w domu, szkole, kościele itp. Nastroje rusofobiczne, bardziej lub mniej eksponowane, nasilające się w różnych okresach historycznych, to na nieszczęście permanentna cecha i atrybut tradycyjnie pojmowanej polskości. To element tożsamości narodowej, kryterium identyfikujące „prawdziwą” postawę patriotyczną. Rusofobia jest pewną modą, nad której zasadnością nikt się nie zastanawia.

Modą…?

Wystarczy rozejrzeć się i posłuchać, co mówią o „ruskich” znajomi, bezkrytyczni prezenterzy i tzw. eksperci telewizyjni, transmitujący do publicznej wiadomości inwektywy i insynuacje. Przekaz publiczny charakteryzuje „pejoratywizacja” określeń Rosji i Rosjan, kreowanie ich negatywnych wizerunków, bezalternatywność percepcji i etykietowanie jako uosobienia zła.

Towarzyszy temu świadome utożsamianie antysowietyzmu z antyrosyjskością, a demonizacja postaci Władimira Putina jako sprawcy wszelkich nieszczęść (jako wroga demokracji, praw człowieka i tolerancji, a obecnie „agresora”, „szaleńca”, „bandziora” i „drapieżnika”) jest wyróżnikiem tej karykaturalnej kultury politycznej i medialnej. Polska pamięć historyczna utożsamia Rosję z wrogiem, państwem represyjnym i agresywnym wobec innych państw. Odnosi się wrażenie, że rusofobia to dla wielu ludzi polityczna karma, bez której nie potrafią funkcjonować w życiu publicznym.

Od kiedy ignorancja jest punktem widzenia?

Od kiedy ignorancja jest punktem widzenia?

Sądzi Pan, że Polacy mają wypaczony obraz Rosji?

Polacy w większości pozostają w sferze mentalnej niewolnikami archaicznych, stereotypowych, często surrealistycznych i skrajnie uproszczonych wyobrażeń o Rosji. Zastanawia to, że mało komu w Polsce zależy na odwróceniu tych negatywnych i szkodliwych dla międzynarodowego wizerunku Polski trendów. Niewiele czyni się dla niwelowania owych obsesji, lęków i fobii, które utrudniają spojrzenie na Rosję jak na normalne państwo, mające prawo do definiowania własnych interesów, nawet gdy kolidują one z interesami Polski.

W obliczu kwitnącej w Polsce rusofobii potrzebny jest nowy impuls w stronę terapii pamięci, uwolnienia jej od szkodliwych obsesji i strachu przed Rosją. Pewną próbą paradyplomatycznego wsparcia dla pojednania polsko-rosyjskiego  było powołanie w 2002 roku Polsko-Rosyjskiej Grupy ds. Trudnych i jej reaktywowanie w 2008 roku. Artiom Malgin ze strony rosyjskiej za nadrzędną wartość pracy doradczej rosyjskich i polskich historyków uważa poszanowanie oraz wzajemne zrozumienie w interpretacji wydarzeń historycznych, przy jednoczesnym nieuleganiu naciskom politycznym.

Nie jest jednak pewne, czy historykom obu stron uda się odwrócenie uwagi od przeszłości i skoncentrowanie się na przyszłości.*

Trudna historia przesłania nam teraźniejszość?

Jak na razie, nikt nie zastanawia się, jak poprzez wzajemne zbliżenie zbudować podstawy pokojowego współżycia następnych pokoleń. Obstawanie każdej ze stron przy swojej wersji prawdy historycznej i dopominanie się satysfakcji moralnej (a także materialnej) blokuje postęp na drodze normalizacji i pojednania.

Nieprzejednanie rodzi nieustępliwość, zacietrzewienie prowadzi do konfrontacji i eskalacji napięć. Polska opinia społeczna, reprezentowana w dużej mierze przez media, inspirowane politycznie, nie uświadamia sobie, że demonstrowanie arogancji i forsowanie jedynie słusznych racji przynosi krótkotrwałe korzyści.

Irracjonalne jest rozumienie swojej zawziętości i nieustępliwości, a także negatywnego stosunku do władz politycznych Rosji jako wyrazu siły i znaczącej pozycji Polski w Europie. Podobnie niedorzeczne jest uznawanie gotowości do rozmów i kompromisu jako wyrazu słabości i serwilizmu.

W kontekście konfliktu na Ukrainie warto przemyśleć zasadność wojennej retoryki przeciw Rosji. Taka retoryka najłatwiej służy rusofobicznej propagandzie, ale nie prowadzi do żadnych pozytywnych skutków politycznych w dalszej perspektywie. Polskę stać, żeby oceniać sytuację spokojnie i powściągliwie.  Emocje antyrosyjskie są złym doradcą w uprawianiu skutecznej dyplomacji.

Poza tym kryzys kiedyś się skończy, bo taka jest natura kryzysów, a Polska pozostanie nadal sąsiadem Rosji i musi myśleć o swoich z nią interesach, a nie tylko o cudzej sprawie, bo przecież taką jest dla nas – jakby nie patrzeć – sprawa ukraińska. Przydałoby się więcej realizmu, a mniej moralizmu. Nie pierwszy zresztą raz w historii.

Trzeba znać przede wszystkim cenę własnego interesu narodowego, a nie „wymachiwać szabelką” dla publicznego poklasku i osobistej satysfakcji polityków.

Dziękuję za rozmowę

I kilka fragmentów z rozmowy Krzysztofa Pilawskiego z Profesorem, z 2012 roku:

Eksport rewolucji

K.P.: Sam Władimir Putin mówił o próbach narzucenia Rosji obcej woli.

– To pana dziwi? A czy tzw. kolorowe rewolucje na terytorium poradzieckim były jedynie przejawem autentycznego ruchu oddolnego, czy miały także zewnętrzne inspiracje i wsparcie? Istnieje wiele dowodów wskazujących na tę drugą możliwość. Nie bądźmy idealistami ani naiwniakami w ocenie kolorowych rewolucji. Te rewolucje poniosły klęskę wszędzie – nie tylko na Ukrainie, ale i w Gruzji. Choć Micheil Saakaszwili wciąż jest prezydentem, trudno nazwać Gruzję państwem demokratycznym. Mamy w niej do czynienia z jakimiś rodzajem autorytaryzmu. A skoro tak, to czy rewolucja róż jest zwycięstwem gruzińskich demokratów czy może jakichś sił zewnętrznych? Wbrew temu, co się mówi, zimnowojenna konfrontacja w stosunkach międzynarodowych trwa.

K.P. :Hasła wolności i demokracji to proch XXI w.?

– Koncepcja, którą Amerykanie nazwali soft power, jest niczym innym jak wykorzystywaniem wartości instrumentalnie, w celach politycznych – oddziaływania, zdobywania i powiększania wpływów, przyciągania na swoją stronę. Polityka wartości jest podporządkowana polityce interesów. […]

K.P.: To nie Bush – ani senior, ani junior – rządzi Ameryką, lecz demokrata Obama.

– A co to ma do rzeczy? Nie bądźmy naiwni, że wraz ze zmianą prezydenta wszystko się zmienia. Ameryka pozostaje Ameryką. Ma swoje instrumenty oddziaływania ideologicznego na świat i używa ich bez względu na to, kto jest gospodarzem Białego Domu.

K.P.: Jakie są źródła tej konfrontacji z Rosją?

– Moim zdaniem ani USA, ani Unia Europejska nie mają wykształconej klarownej strategii uwzględniającej Rosję. Nadal mocno się trzymają schematy zimnowojenne, które nakazują widzieć w Rosji rywala, a nie partnera. Aby to zmienić, należałoby na nowo zdefiniować rolę Rosji w stosunkach międzynarodowych. Pokazać miejsce Rosji w „koncercie mocarstw”, w Wielkiej Europie, w gremiach decyzyjnych dzisiejszego świata. „Rosyjskiego niedźwiedzia” warto byłoby omotać siecią powinności i zobowiązań, spowodować, by był współodpowiedzialny za ład światowy. Warto myśleć o Rosji pozytywnie i kreślić pozytywne strategie z jej udziałem.

K.P.: Rosja rozdaje karty

Nikt tego nie robi?

– Niemcy się starają. Budują z Rosją klimat wzajemnego zaufania. Alexander Rahr, analityk, autor wydanej niedawno książki „Der kalte Freund” („Zimny przyjaciel”), podkreśla, że Berlin jest zainteresowany stabilnością w Rosji nie tylko ze względu na interesy niemieckiej gospodarki, lecz także na przekonanie, że bez stabilnej Rosji nie będzie stabilnej Europy. Z kolei dla Moskwy Niemcy są pomostem na Zachód – wymownym tego symbolem jest Gazociąg Północny.

K.P.: Ta inwestycja jest także symbolem obniżenia prestiżu Polski: nasz główny partner i sojusznik dogadał się, ignorując protesty Warszawy, z sąsiadem, którego najbardziej się boimy.

– Inne kraje nadal będą robić interesy z Rosją, bez oglądania się na Polskę. Jeśli się nie włączymy, jeśli nie będziemy pozytywnie reagować na różne inicjatywy, zostaniemy wykluczeni, zmarginalizowani. Podobnie jak Niemcy zamiast bać się Rosji, powinniśmy bać się o Rosję i zrezygnować ze strategii konfrontacyjnych na rzecz kooperacyjnych. Włączać Rosję do sieci współpracy.

K.P.: W Partnerstwie Wschodnim, które zrodziło się z inicjatywy Polski i Szwecji, nie przewidziano udziału Rosji.

– To od początku skazywało ten program na porażkę. Bez dobrych stosunków z Rosją trudno osiągnąć jakiś trwały cel w przestrzeni poradzieckiej. Bez przyzwolenia Rosji nie można korzystać z zasobów energetycznych Azji Środkowej. O tym, że bez Rosji nie da się prowadzić skutecznej polityki na Kaukazie, przypomniało tąpnięcie w 2008 r. Otrzeźwiło ono wszystkich, także Lecha Kaczyńskiego. Rosja dysponuje nie tylko bombowcami, lecz także niesłychanie skuteczną soft power – oddziałuje na przestrzeń poradziecką poprzez telewizję, internet, ma bogatą ofertę edukacyjną i chłonny rynek pracy.

K.P.: W kręgu tej rosyjskiej soft power znajdują się miliony osób. Polska nie ma podobnej siły oddziaływania.

Dlatego właśnie warto się zastanowić nad dostosowaniem polskiej polityki na wschodzie do realiów. Przede wszystkim zrezygnować z mesjanizmu, prometeizmu. Polska nie będzie odgrywać szczególnej roli w regionie Międzymorza, to są złudzenia polskiej prawicy. Na Polskę, która byłaby liderem w tym regionie, nie ma zapotrzebowania.[…]

Polska papka

K.P.: Jakie korzyści Polska może czerpać ze związków z Rosją?

– No właśnie. Nie bardzo potrafimy wskazać, jakie interesy łączą nas z Rosją. Dominuje przekonanie, że wszystko nas dzieli i nasze interesy są nie do pogodzenia. Przeciętny Polak, opierając się na przekazie mediów, nabiera przekonania, że dla naszego kraju najważniejszą sprawą jest zmiana ekipy na Kremlu. Dla mnie najważniejszym celem jest stabilna Rosja, Rosja ludzi zadowolonych. Nie życzyłbym sobie, żeby w tak ogromnym państwie, w którym tli się zarzewie niezliczonych konfliktów, do władzy doszli ludzie wyłonieni podczas ulicznych „putinaliów”. Dla mnie czymś kompletnie niezrozumiałym jest oczekiwanie na kolejną rewolucję rosyjską. Sami Rosjanie tego nie oczekują, bo mają zbyt wiele negatywnych skojarzeń związanych z rewolucjami.

K.P.: Polska kibicuje rosyjskiej rewolucji?

– Media kibicowały rewolucji: jeszcze wybory się nie zaczęły, a w Polsce już ogłoszono, że zostaną one sfałszowane, ich wyniki będą oparte na fikcji. Co wciskano ludziom? Że trzeba odsunąć od władzy Putina i dopuścić do niej opozycję z placu Błotnego. A przecież ona jest na to całkowicie nieprzygotowana. To jedynie luźny ruch obywatelski, który musi dojrzeć, okrzepnąć, zorganizować się w partie, sformułować programy polityczne, wreszcie poddać się weryfikacji wyborczej. Media zalewają nas tandetnymi i absolutnie tendencyjnymi informacjami. Papką, która służy jedynie do obudowania postawionej tezy.

K.P.: Może jest ona właściwa?

– Ludzie mają prawo do własnego osądu – należy im dostarczyć informacje, z których sami zbudowaliby sobie obraz. Mamy podobno wolność mediów, demokrację, pluralizm… W przekazie dotyczącym Rosji tego nie widać. Obowiązuje uniformizacja spojrzenia, poprawność polityczna. Jak się ktoś wychyli i ma własny sąd, natychmiast przypina mu się łatkę pożytecznego idioty, agenta wpływu, zdrajcy. […]

Cały czas żyjemy podejrzliwością, negatywnym nastawieniem. Polska optyka Rosji jest optyką rywalizacyjną, negatywną, w której jeden wygrywa, a drugi przegrywa. Historycznie rzecz biorąc, wygranym okazała się Rosja i wciąż między naszymi krajami jest duża asymetria potencjałów. W związku z tym Polska ciągle nawiązuje do pozycji ofiary, przegranego, pokonanego. Niepotrzebnie to robimy, świat się zmienił, nie jesteśmy skazani na wojny z Rosją.

– –

W ramach naszego komentarza fragmenty „Psychologii tłumu”, zaczerpnięte stąd:

G. Le Bon: Psychologia tłumu


„Chcąc owładnąć tłumem i pchnąć go do spełnienia jakiegoś czynu, np. by spalił pałac, ginął na barykadach lub w obronie zagrożonej fortecy, musi się go możliwie z największą żywością zasugerować, przy czym przykład wywiera też pożądany skutek.

W powyżej przytoczonych wypadkach potrzeba, aby tłum już był nieco podniecony przez pewne bodźce, a ta jednostka, która chce opanować duszę tego tłumu, musi posiadać pewne właściwości, które zbadam poniżej, nazywając je urokiem. W celu przygotowania podatnego gruntu w duszach mas pod pewne idee i poglądy, np. współczesne zapatrywania na społeczeństwo, należy stosować odmienną metodę w postępowaniu. Wódz potrafi oddziaływać na tłum w trojaki sposób: twierdzeniem, powtarzaniem i zarazą. Wpływ tych bodźców na duszę tłumu jest dość powolny, ale raz osiągnięty skutek jest trwały i potrafi przetrwać dość długo.

Najlepszą metodą wszczepienia jakiejś idei w duszę tłumu jest proste twierdzenie, bez oparcia go o jakiekolwiek rozumowanie, pozbawione wszelkich dowodów i nie liczące się, nawet ze znaną tłumowi rzeczywistością. Im myśl zawarta w twierdzeniu jest bardziej skupiona, im bardziej pozbawiona nawet pozorów uzasadnienia i dowodu, tym większą zdobędzie moc, tym silniej oddziała na budzenie się uczuć w tłumie. Tą drogą postępowały wszelkie religie, podając swe dogmaty w twierdzeniach prostych i kategorycznych. Każdy mąż stanu, każdy przemysłowiec zna dobrze wartość twierdzenia, bez którego nie mogliby ani należycie bronić pewnych spraw, ani reklamować swych towarów.

Twierdzenie dopiero wtedy wywrze pożądany wpływ, kiedy będzie ustawicznie powtarzane w tej samej formie. Napoleon twierdził, że jest tylko jedna dobra forma retoryczna: powtarzanie się.

Dzięki powtarzaniu wypowiedziane poglądy przenikają do duszy tłumu, a w końcu czy są rozumiane czy nie, zostają uznane za prawdę, nad którą nie ma dyskusji.

Jeżeli uwzględni się wpływ powtarzania na ludzi wykształconych, to jasno zdamy sobie sprawę z tego wpływu na tłum. Przyczyną tego wpływu jest to, że metodą ciągłego powtarzania, dany pogląd zrasta się organicznie z najgłębszą dziedziną nieświadomości, która jest przecież motorem naszego postępowania. Po pewnym czasie, zaczyna się wierzyć w ustawicznie słyszane zdanie bez względu na to czy wypowiedział je człowiek światły czy głupi. W tym też leży źródło wielkiej potęgi ogłoszeń w dziennikach. (…)

Tylko twierdzenie i ciągłe powtarzanie są dość silne, aby mogły nawzajem się zwalczać. Skoro pewne twierdzenie powtórzono odpowiednią ilość razy, zwłaszcza gdy to powtarzanie zyskuje zgodę większości zainteresowanych, wówczas powstaje takzwana opinia publiczna, która z chwilą pojawienia się na widowni, niesie ze sobą potężne działanie zarazy. Idee, uczucia, wierzenia, poglądy itd. nurtujące w tłumie posiadają taką moc zaraźliwości, jak najbardziej złośliwe bakterie. (…)”

Gustave Le Bon, Psychologia tłumu, Lwów 1930, s. 108-110

 

Advertisements

6 komentarzy »

  1. Z jednej strony to pamięć o 123 latach niewoli i 50 latach tzw. „komuny”, z drugiej skuteczność radzieckiej/rosyjskiej polityki zagranicznej są powodem rusofobii w Polsce. Tego właśnie sie boją Polacy. Rzecz w tym, że Rosjanie palnują swe poczynania na kilka czy nawet kilkadziesiąt lat do przodu, a to jest sztuka, której my nie opanowalismy nigdy. Poza tym nasza polityka wschodnia leży i kwiczy, a obrażanie sie na Rosje zawsze przynosi nam więcej szkód niz pożytku….

    Komentarz - autor: tmzj — 1 Maj 2014 @ 18:00

  2. Nie byłoby rusofobii gdyby nie było Katynia, czy najazdu bolszewickiej Rosji do spółki z Niemcami na Polskę.
    A najazdy Rosji na Ukrainę, czy Gruzję, dowodzą, że Rosja nadal chce podbijać i niszczyć sąsiadów.

    Także pod Ruskim zaborem Rosjanie niszczyli każdy przejaw polskości. I tu można mówić o polskofobii Rosjan!
    Polacy nie mają i nigdy nie mieli rusofobii, a to co niektórzy nazywają „polska rusofobią” jest trzeźwym postrzeganiem Rosji.

    Komentarz - autor: Kusep — 2 Maj 2014 @ 08:54

  3. Dobry artykuł…
    Jedna osoba z mojej rodziny twierdzi, że jak widzi Putina w telewizji to chce jej się rzygać. Wedłig niej, jego ton głosu zdradza, że jest psychopatą.
    Jak to mówi mój kuzyn „nic się nie przejmuj, jedz kaszankę i obserwuj”.

    Komentarz - autor: ufoludek — 2 Maj 2014 @ 10:58

  4. Zachód propaguje Goebbelsowską metodę kształcenia bydełka, jako że takie są PRAWDZIWE wartości wyznawane zarówno przez twór ex-nazisty = Unie Europejską oraz tzw. White House, gdzie rezyduje w tej chwili B. Hussein II Obomba oraz jego najbliżsi współpracownicy (ergo: doradcy) z Bractwa Muzułmańskiego. Np. Arif Alikhan, Mohhamed Elibiary, Rashad Hussain, Salam al-Marayati, Imam Mohamed Magid czy Eboo Patel, to takie nazwiska z brzegu. To, plus 3/4 kapitału z Płw. Arabskiego zasilającego 95% banków Zachodu, w tym całą „podupadającą” gospodarkę UE, nie mówiąc o silnych wpływach nazi-islamskich w germańsko-nordycko-saskiej monarchii Europy oraz u dawnego sojusznika Osi w rządzie Japonii, daje takie a nie inne nastawienie względem Rosji, przez którą nie wyszło w Syrii, przez którą zbuntował się prosty lud w Egipcie (zaś wojsko stanęło po stronie ludu) a do tej pory trwają walki z BM w Turcji, Libii, etc. Temat rzeka. Niechęć tzw. Zachodu względem Rosji czy Chin, nie bierze się z metodyki działania Putina, bo ich własna* względem każdego kto im się zbuntuje, jest taka sama (przykład z Kadafim). Ta niechęć jest jak cebula, liczy się to, co na samym spodzie a nie to, co widać na pierwszy rzut oka.

    Pozdrawiam (b. ciekawy tekst) 🙂

    Komentarz - autor: Barbara Silver — 2 Maj 2014 @ 13:47

  5. @Kusep

    Przypomnij mi, bo nie pamiętam, czy to przypadkiem nie alkoholik i zachodnia marionetka Jelcyn przepraszał za Katyń, Ostaszków, Miednoje, Charków, etc.?
    Przypomnij mi, bo nie pamiętam, czy to przypadkiem nie Putin klękał przed pomnikiem zamordowanych w Katyniu?
    Przypomnij mi, bo nie pamiętam, czy Rosjanie nie odtajnili akt i nie przekazali ich w większości polskiej stronie? Czy nie pozwolono na badania, ekshumacje, stworzenie miejsc pamięci, cmentarzy, pomników? Czy nie pozwolono na msze, celebracje a nawet propagandowe przemówienia? Czy przy każdej tego typu okazji nie ma nikogo z władz rosyjskich, kto w imieniu Rosji składa hołd pomordowanym poprzez złożenie wieńca?

    A teraz przypomnij mi, bo nie pamiętam, czy ktokolwiek i kiedykolwiek z władz ukraińskich, rządzących tym państwem przez ostatnie 20 lat, przeprosił za rzeź wołyńską? A może, zamiast przepraszać, wynieśli do rangi bohatera narodowego faszystę Banderę i upstrzyli Ukrainę jego pomnikami? A może dalej ukraińscy neonaziści drą mordy Na Lachiw! i dewastują miejsca pamięci wyrżniętych bestialsko Polaków? No, przypomnij, bo nie pamiętam?

    Jesteś klasycznym przykładem opisanego tu zjawiska. I, jak na historycznego ignoranta przystało, posługujesz się wyświechtanymi kliszami. Można i tak…

    Komentarz - autor: Magia — 5 Maj 2014 @ 12:28

  6. wywiad telewizyjny z prof. Bieleniem

    Komentarz - autor: Michał — 26 Maj 2014 @ 10:33


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: