PRACowniA

29 stycznia 2014

Odkłamywanie historii: Rwanda

Ed Herman
Z Magazine
22 stycznia 2014 10:03 CST

Recenzja książki Rwanda and the New Scramble for Africa: From Tragedy to Useful Imperial Fiction (Rwanda i nowy wyścig o Afrykę. Od tragedii do użytecznej imperialistycznej fikcji) – Robin Philpot. Baraka Books (Montreal, Kanada), 273 str.

Ważna nowa książka Robina Philpota Rwanda and the New Scramble for Africa jest otwierającą oczy lekturą dla każdego, kto chce zrozumieć najnowszą historię Rwandy, politykę USA i Zachodu w Afryce oraz przekonać się, jak skutecznie działa system zachodniej propagandy.

Podobnie jak w przypadku wojen prowadzących do rozbioru Jugosławii, tak i na temat tego, co stało się w Rwandzie w 1994 roku – a także w latach poprzedzających i następnych – istnieje „standardowy model”, który zwycięskich ekspatriantów Tutsi, ugandyjskiego oficera Paula Kagame wraz z jego organizacją militarną Rwandyjski Front Patriotyczny (RPF) oraz jego zachodnich popleczników przedstawia w korzystnym świetle, natomiast rząd Rwandy, któremu przewodził Juvenal Habyarimana, Hutu – w negatywnym. Philpot kwestionuje ten model we wszystkich jego aspektach i w sposób przekonujący wykazuje, że dzięki systematycznemu przekręcaniu relacji z wydarzeń i ich interpretacji w jakiś cudowny sposób udało się tej wersji historii postawić prawdę na głowie.

Jednym z ważnych elementów modelu standardowego jest wizerunek Zachodu zbyt późno niestety interweniującego w rwandyjskie problemy, z często cytowanymi przeprosinami Billa Clintona i Madeleine Albright, oferowanymi post fatum podczas wizyt w Rwandzie w 1997 r. i 1998 r., za brak interwencji USA i ich sojuszników w celu zapobieżenia masowym zabójstwom w 1994 roku.

Burząc to wypaczenie historii, Philpot pokazuje, że wręcz przeciwnie, interwencja USA i Zachodu w Rwandzie była kluczowa zarówno w przygotowaniu gruntu dla masakry w 1994 r., jak i w niepowstrzymaniu jej, kiedy już wisiała na włosku. Stany Zjednoczone i Wielka Brytania dopilnowały, żeby w 1994 r. siły pokojowe ONZ były mniejsze niż uzgodniono w porozumieniach zawartych w Aruszy w 1993 r. i żeby zostały ostro zredukowane w lutym, a następnie w kwietniu 1994 r., kiedy już szalały zabójstwa. Rząd Rwandy wielokrotnie wzywał do zawieszenia broni, ale Stany Zjednoczone wspierały podbój Rwandy przez Kagamego i RPF, a w obliczu jego bliskiego zwycięstwa interwencja USA, jaka wówczas nastąpiła, miała chronić morderczą machinę RPF przed ingerencją z zewnątrz. Philpot cytuje byłego Sekretarza Generalnego ONZ Butrusa Butrusa-Ghali powtarzającego, że „za ludobójstwo w ​​Rwandzie są w stu procentach odpowiedzialni Amerykanie.

Philpot podąża śladem amerykańskiego wsparcia dla Kagamego i RPF począwszy od ugandyjskiej inwazji na Rwandę w październiku 1990 roku, a nawet wcześniej. Kagame trenował w Fort Leavenworth, a Stany Zjednoczone i ich sojusznicy już wtedy zaopatrywali Ugandę w broń oraz zapewniali szkolenia i wsparcie dyplomatyczne. Inwazja i okupacja północnej Rwandy przez te zagraniczne siły, która rozpoczęła się 1 października 1990 roku, spowodowała przymusowy exodus setek tysięcy rolników Hutu. Chociaż było to naruszenie Karty Narodów Zjednoczonych, jak również poważna klęska praw człowieka, nie spotkało się to z potępieniem ani podjęciem działań ze strony ONZ czy „społeczności międzynarodowej”. W rzeczywistości, w kolejnych latach Stany Zjednoczone i ich sojusznicy poparli penetrację politycznych i wojskowych struktur Rwandy przez RPF, zasadniczo forsując wejście głównej siły wywrotowej do urzędowych instytucji ofiary agresji. Z drugiej strony, MFW, Bank Światowy oraz Stany Zjednoczone z sojusznikami zmusiły Rząd Rwandy do porzucenia swoich społecznych zasad demokratycznych, dyskwalifikując go jako siłę pomagającą zwykłym obywatelom, w tym zarówno licznym uchodźcom wysiedlonym przez RPF, jak i dużej liczbie ludzi przybywających do Rwandy z Republiki Burundi, gdzie przewrót wojskowy Tutsich i zabójstwo jej prezydenta z plemienia Hutu w październiku 1993 r. doprowadziło do ucieczki podobnej do tej sprowokowanej przez Kagamego i RPF w samej Rwandzie.

Philpot przytacza dowody na to, że już w 1990 roku RPF zorganizował w całym kraju tajne komórki zaplanowane z myślą o przyszłych działaniach zmierzających do przejęcia kontroli nad państwem. Tutsi stanowili co najwyżej 15 procent ludności, a ze względu na ich historyczną rolę jako najwyższej klasy rządzącej – pokonanej w rewolucji społecznej w 1959 roku, z licznymi uciekinierami do Ugandy – i ich rolę (poprzez RPF) w czystkach etnicznych i stworzeniu strumienia uchodźstwa począwszy od 1990 roku, nie było szans, żeby mogli objąć władzę w wolnych wyborach. Philpot przekonywująco wykazuje, że dobrze o tym wiedzieli i planowali przejęcie władzy siłą, co faktycznie nastąpiło.

Philpot podkreśla, że ​​począwszy od 1 października 1990 r. i przez lata masowych zabójstw 1994-95 w Rwandzie toczyła się de facto wojna prowadzona przez RPF z pomocą Ugandy i, co ważniejsze, z pomocą Stanów Zjednoczonych i ich bliskich sojuszników. Oznaczało to również automatyczną pomoc ze strony podporządkowanego im ONZ. Według modelu standardowego nie było żadnej wojny – inwazja z 1990 roku i jej konsekwencje są usunięte w cień, podobnie jak stała infiltracja przez RPF i jego zakrojone na dużą skalę przygotowania do wojny, aż do momentu rozpętania wojny na pełną skalę i masowych zabójstw począwszy od kwietnia 1994 r.

Masowa rzeź w Rwandzie rozpoczęła się zaraz po zestrzeleniu samolotu przewożącego prezydenta Rwandy Juvenala Habyarimane i prezydenta Burundi Cypriena Ntaryamine na lotnisku w Kigali w dniu 6 kwietnia 1994 roku. To wydarzenie zostało powszechnie uznane za impuls do rozpoczęcia masowych mordów i „ludobójstwa”. W modelu standardowym śmierć prezydentów Habyarimane i Ntaryamine albo została zorganizowana przez urzędników rządowych Hutu, albo była niewytłumaczalna. Istnieje jednakże wiele przytłaczających dowodów, które wskazują, że był to zamach zorganizowany przez Paula Kagamego i RPF, najprawdopodobniej z pomocą zachodniego wsparcia. Międzynarodowy Trybunał Karny dla Rwandy (ICTR) badał tę sprawę w 1996 r. i 1997 r., a główny śledczy Michael Hourigan ostatecznie o zbrodnię obwinił Kagamego i RPF. Francuscy i hiszpańscy śledczy doszli do tego samego wniosku. Ale kiedy Hourigan przedstawił swój raport prokurator Louise Arbour z ICTR, ta, po konsultacji z Amerykanami, zamknęła śledztwo i od tego czasu nie zostało ono wznowione ani przez ICTR, ani przez żadną inną organizację międzynarodową, pomimo wagi tego wydarzenia i jego roli w potwornym i szeroko nagłośnionym spustoszeniu, jakie było jego następstwem.

Ten epizod wyciszenia sprawy i odmowy dokończenia śledztwa jest wymowny i to na kilku poziomach. Po pierwsze, wykazuje dominację Stanów Zjednoczonych w podejmowaniu decyzji przez ICTR i przed nominacją Arbour na prokuratora (także w MTKJ) była faktycznie ona sprawdzona przez Madeleine Albright. Ujawnia również podporządkowanie się Louise Arbour globalnym monarchicznym i niesądowym regułom postępowania, za co została dodatkowo nagrodzona wysoką kanadyjską nominacją sędziowską, następnie – z sugestii Kofiego Annana – wybrana na Wysoką Komisarz ONZ ds. praw człowieka, a w 2009 r. na prezydenta rzekomo bezstronnej organizacji pozarządowej International Crisis Group.

Co najważniejsze, ten epizod wyciszenia wskazuje na Kagamego i RPF jako siłę napędową masowych zabójstw, jakie nastąpiły natychmiast po zamachu z 6 kwietnia. Mieliśmy tu do czynienia z doskonałą koordynacją działań – wkroczenia RPF do akcji jednocześnie z zestrzeleniem samolotu, a nawet z lekkim wyprzedzeniem, co wskazuje, że kadry RPF wiedziały o planowanym zamachu, który był częścią szerszego planu. Philpot podkreśla, że ​​Kagame nigdy nie doszedłby do władzy w drodze wolnych wyborów, zatem przemoc była absolutnie konieczna. Prawda o odpowiedzialnych za ten zamach nie pasuje do standardowego modelu, stąd takie potraktowanie sprawy przez ICTR i zachodnich propagandzistów – cisza, obciążanie odpowiedzialnością Hutu albo wzmianki o „katastrofie lotniczej”.

Triumf wojskowy RPF Philpot nazywa zamachem stanu i jego argumentacja jest przekonująca. Zamach stanu był ostatecznym rezultatem wojny – najpierw otwartej wojny rozpoczętej 1 października 1990 r., następnie trzyletniej, przeważnie mniej intensywnej, wojny dywersyjnej RPF z jednoczesną rozbudową kadr wojskowych, częściowo skrytych, z komórkami wywrotowych agentów oczekujących na moment zamachu, następnie zamach i podbój. Wojnę znacznie ułatwiło obstawanie Zachodu przy tym, żeby rząd Rwandy zrobił miejsce w armii i administracji państwowej dla przedstawicieli RPF – zatwierdzone porozumieniem w Aruszy z 1993 r. – i zmuszenie rządu do przeprowadzenia „reform” i „polityki oszczędnościowej”, które osłabiły jego władzę nad własną ludnością.

W czasie przygotowań zmierzających do ostatecznego podboju i przejęcia władzy, w wojnie domowej RPF bardzo również pomogło wzięcie przez Zachód rządu Rwandy pod obstrzał za rzekome pogwałcenie praw człowieka. W październiku 1990 r. rząd faktycznie aresztował około 8000 osób podejrzanych o bycie agentami lub aktywnymi zwolennikami RPF, przy czym wszyscy zostali zwolnieni w ciągu sześciu miesięcy. Wywołało to furię wśród zachodniego politycznego establishmentu, mediów i grup obserwujących przestrzeganie praw człowieka. Chociaż to RPF (i Uganda) dokonał inwazji na Rwandę, doprowadził do uchodźstwa setek tysięcy ludzi i poważnie zagroził bezpieczeństwu Rwandy, zachodni propagandziści to wszystko pomijali, skupiając się wyłącznie na rzekomych ekscesach rządu Rwandy. Philpot zauważa, że ​​wiele tysięcy Japończyków uwięzionych przez Stany Zjednoczone i Kanadę w czasie II wojny światowej stanowiło znikome zagrożenie bezpieczeństwa w porównaniu z zagrożeniem, jakie RPF stanowił dla Rwandy. Ale Stany Zjednoczone i ich bliscy sojusznicy wspierali RPF, stąd tak ogromnie jednostronne nastawienie na całym Zachodzie.

Philpot podkreśla, jak ważną rolę odegrały pozarządowe organizacje ds. praw człowieka w demonizowaniu rządu Rwandy i rozwijaniu programu wojennego RPF. Przed 1990 rokiem w Rwandzie nie było ani jednej takiej organizacji, namnożyły się dopiero w następnych latach, prawie wszystkie sprzyjając RPF. Najbardziej zauważalną była Międzynarodowa Komisja Śledcza w sprawie łamania praw człowieka w Rwandzie, która w 1993 roku wydała raport, który ostro potępiał rząd Rwandy i praktycznie nic nie mówił o nadużyciach RPF. Komisja spędziła w Rwandzie dwa tygodnie, w tym zaledwie dwie godziny w strefie kontrolowanej przez RPF, gdzie z nikim nie przeprowadzono wywiadu bez obecności członków RPF. Finansowanie i skład Komisji zapewniły wnioski wspierające RPF, a RPF otwarcie czekał na raport przed rozpoczęciem kolejnych ataków wojskowych, które przyniosły tysiące ofiar cywilnych.

Komisja zignorowała zbrodnię agresji, skupiając się wyłącznie na rzekomych zbrodniach wojennych w trwającej wojnie domowej. Jej polityka w Rwandzie, podobnie jak polityka Human Rights Watch i Amnesty International w kwestii inwazji i okupacji Iraku, zakładała, że potępienie aktów agresji nie leży w sferze jej zainteresowania – Komisja skupia się jedynie na wszelkich dalszych zbrodniach wojennych popełnionych przez napastnika lub jego ofiarę. Stoi to w jawnej sprzeczności z Kartą Narodów Zjednoczonych, ale jest bardzo na rękę Stanom Zjednoczonym jako wybitnemu światowemu liderowi w dziedzinie agresji i dokładnie tego potrzebowali Kagame i RPF z ich agresją wobec Rwandy i jej podbojem.

Raport Komisji był powszechnie przytaczany jako wiążący, a jego skrajnie tendencyjni autorzy – z których część dostała się na urzędowe stanowiska w rządzie Rwandy po podboju przez RPF – stali się ulubionymi ekspertami mediów i występowali jako świadkowie oskarżenia w sprawach wniesionych przeciwko przegranym Hutu (przy czym tylko zatwierdzeni przez Kagamego i RPF przegrani byli sądzeni przez ICTR). Philpot szczegółowo przedstawił przygniatające przykłady ignorancji i konfliktu interesów członków Komisji i innych zachodnich publicystów i propagandzistów w sprawie RPF, zwłaszcza Alison Des Forges (konsultantki w Departamencie Stanu USA i Pentagonie), Philipa Gourevitcha (w tym czasie szwagra Jamiego Rubina, rzecznika Madeleine Albright, człowieka z pełnym i niekwestionowanym dostępem do liberalnego New Yorkera), kanadyjskiej analityk Carol Off (której bohaterką była Louise Arbour), Gila Courtemanche’a (kanadyjskiego pisarza), oraz belgijskiej dziennikarki Colette Braeckman (autorki klasycznej apologii RPF z 1994 roku oraz autorytetu w belgijskim Le Soir i ‘lewicującym’ francuskim Le Monde Diplomatique). Dzięki ich pomocy i dzięki obfitemu przepływowi rządowej dezinformacji standardowy model został zinstytucjonalizowany.

ONZ, jak to ma w zwyczaju, wspierał tych, którym pomagały i do których wyciągały swoją brudną rękę Stany Zjednoczone i ich sojusznicy. ICTR ze swoimi usługami występował jako instrument zemsty RPF i pomagał mu zinstytucjonalizować pogląd, że to Hutu byli zabójcami i „ludobójcami”. W wyróżniającym się przypadku, gdy badacz Robert Gersony opracował w 1994 roku raport opisujący masowe zabijanie Hutu przez RPF, ONZ ukryło ten raport i zmusiło Gersonyego do milczenia na temat jego treści. Misji ONZ Pomoc dla Rwandy (UNAMIR) przewodził Kanadyjczyk Romeo Dallaire, praktycznie pachołek polityki USA, a tym samym wspierający RPF, wrogo nastawiony do Francuzów (odrzucił ich ofertę bliższego przyjrzenia się kwestii odpowiedzialności za zestrzelenie samolotu 6 kwietnia, mimo że byli na miejscu i w katastrofie zginęło kilku Francuzów), i przeciwny powiększeniu sił ONZ. Philpot zauważa, że „pierwszą ważną akcją misji wojskowej ONZ, w skład której wchodziło ponad czterystu żołnierzy belgijskich, było eskortowanie batalionu sześciuset uzbrojonych żołnierzy RPF w drodze z siedziby Rwandyjskiego Frontu Patriotycznego w Mulindi do Kigali”.

W modelu standardowym Hutu byli złoczyńcami, którzy próbowali eksterminować Tutsich i przeprowadzili „ludobójstwo”. Jednak jest pewne, że zginęło o wiele więcej Hutu niż Tutsich. RPF był dobrze zorganizowaną armią, zaopatrywaną i chronioną przez Stany Zjednoczone i ich bliskich sojuszników, i gotową do akcji w dniu 6 kwietnia 1994 r., podczas gdy przywództwo rządu zostało zaskoczone, było zdezorganizowane, miało mało broni i zostało pokonane w ciągu 100 dni. (Omówienie liczb w: The Politics of Genocide Hermana i Petersona, str. 56-61.). Ale przy nieograniczonym wsparciu ze strony USA, Wielkiej Brytanii, Belgii i Kanady propaganda dokonała cudu i zmieniła agresora i reżim przewrotu wraz z jego maszyną do zabijania w wybawiciela Tutsich od ludu Hutu (rzeczywistych ofiar). System propagandy wykonał to zadanie tak dobrze, że Kagame może z wszelkiej opozycji zrobić zwolenników „ludobójstwa”. ICTR w tym pomaga, stale tropiąc rzekomych ludobójców (i tych, których namierzył sobie Kagame), a Kagame może wygrać wybory z ponad 90% głosów, nie przestając być bohaterem Zachodu (afrykański „Abe Lincoln” w oczach Gourevitcha). Nigdzie nie znajdzie się bardziej mylnego i wprowadzającego w błąd użycia słowa ludobójstwo.

Co najważniejsze, tropienie tych ludobójców aż po Demokratyczną Republikę Konga (DRK, wówczas Zair) było usprawiedliwieniem dla przeprowadzanych tam przez Kagamego najazdów i masowych mordów od 1996 roku. Kontynuując rzeź dokonaną w Rwandzie, Kagame i Museveni zabili kilka milionów uchodźców Hutu i mieszkańców wschodniej części Demokratycznej Republiki Konga. Choć liczby zabitych w DRK znacznie przekraczają liczbę ofiar w Rwandzie, nikt nie nazywa tego „ludobójstwem”, nie ustanowiono tam żadnego Trybunału i ICC nie wniosło żadnych aktów oskarżenia przeciwko tym potwornym zbrodniarzom (Kagamemu i Museveniemu).

Philpot wyjaśnia, że ​​wynika to z faktu, iż Stany Zjednoczone aktywnie wspierają tych zabójców. Za rosnącym zainteresowaniem Stanów Zjednoczonych i innych zachodnich mocarstw Afryką poszła zwiększona interwencja, a Kagame i Museveni byli wspierani jako lokalni agenci. Philpot przytacza wywiad francuskiego dziennikarza Jeana Daniela z asystentem sekretarza stanu Johnem C. Kornblumem z listopada 1996: „Francja? Chcemy dogadać się z Francją. Chirac? Człowiek dobrej woli. Lubimy go. Ale: (1) nie ma mowy, żeby Butrus-Ghali się utrzymał [na stanowisku sekretarza generalnego ONZ], (2) nie ma mowy, żeby Mobutu utrzymał się przy władzy… Spotkajmy się znowu za sześć miesięcy. Zobaczymy, czy się mylę. Uważajcie na Afrykę: Francja źle to wszystko interpretuje. Silny człowiek jest w Ugandzie, a nie w Kinszasie”.

Perspektywa imperialistyczna jest tu oczywista i w rzeczywistości zarówno Butrus-Ghali, jak i Mobutu, zostali w krótkim czasie usunięci, a Museveni (wraz z Kagamem) miał się świetnie i przez wiele lat mógł okupować DRK i bezkarnie zabijać. Wywiad z Kornblumem odbył się w chwili, kiedy Kagame bombardował obozy dla uchodźców i rozpoczynał swój morderczy marsz, ruszając w sukurs Laurentowi Desire Kabili, zdążającemu do obalenia Mobutu i przejęcia Kinszasy wraz z całą DRK. I podobnie jak w samej Rwandzie, przy pomocy ludzi takich jak Romeo Dallaire francuskie inicjatywy pomocy uchodźcom w DRK zostały zduszone (a mówimy tu o ponad milionie zagrożonych uchodźców). Philpot przytacza wymowną historię o tym, jak Stany Zjednoczone, znowu z pomocą Kanady, wspomogły Kagame w brutalnym oczyszczaniu obozów uchodźców Hutu w DRK. Wszyscy ci sprzymierzeńcy pomagali przepędzić uchodźców w kierunku Rwandy lub do kongijskich lasów, bombardując i ostrzeliwując obozy i zabijając ogromne ilości ludzi. Z pomocą kanadyjskich marionetek Stanom Zjednoczonym udało się odsunąć zagrożenie, że ONZ będzie zwiększało swoje siły ochronne w obozach dla uchodźców – analogicznie do sukcesu USA w zredukowaniu sił UNAMIR w Rwandzie w czasie eskalacji zbrodni RPF.

Książka Philpota przedstawia ponurą historię geopolitycznych interesów Stanów Zjednoczonych i ich bliskich sojuszników – interesów, które były powodem ich gwałtownej interwencji w Rwandzie i Demokratycznej Republice Konga i wspierania morderczych reżimów, które obaliły stosunkowo elastyczny i przedstawicielski rząd w Rwandzie i wprowadziły bezwzględny rząd mniejszości i dyktaturę, ale dostosowaną do amerykańsko-brytyjskich interesów (Kagame był jedynym afrykańskim przywódcą, który pochwalał amerykańską inwazję na Irak). Reżimy Rwandy i Ugandy przetarły drogę zachodniej penetracji DRK. „Uboczne straty” w postaci dosłownie milionów zgładzonych Afrykańczyków były zupełnie do przyjęcia dla amerykańskich i brytyjskich przywódców. Jednak powódź propagandy i dezinformacji była tak ogromna, że może wierzyli oni w standardowy model i w to, że przynoszą ciemnocie cywilizację i zachodnie wartości. W rzeczywistości, jak doskonale opisuje to Philpot, przynosili afrykańskim narodom głód, śmierć, dyktaturę i chaos.

O autorze

Edward S. Herman, amerykański ekonomista i analityk mediów ze specjalnością w zakresie korporacji i regulacji prawnych, a także mediów. Jest emerytowanym profesorem ekonomii w Wharton School. Prawdopodobnie najbardziej jest znany jako współtwórca – z Noamem Chomskym – modelu propagandy [opisanego np. tutaj (pl) – warto zajrzeć].

Komentarz SOTT.net:

W rzeczywistości, w kolejnych latach Stany Zjednoczone i ich sojusznicy poparli penetrację politycznych i wojskowych struktur Rwandy przez RPF, zasadniczo forsując wejście głównej siły wywrotowej do urzędowych instytucji ofiary agresji. […]

… w wojnie domowej RPF bardzo również pomogło wzięcie przez Zachód rządu Rwandy pod obstrzał za rzekome pogwałcenie praw człowieka.

Brzmi znajomo?

Dokładnie to samo robią dzisiaj Syrii (za pośrednictwem Kataru, Jordanii, Libanu i Turcji), ale czy naprawdę musimy czekać 20 lat, aż większa część lewicy to spostrzeże?


Artykuł na SOTT.net: Rwanda and the Scramble for Africa: Turns out the U.S. is 100% responsible for the slaughter of a million Rwandans in 1994

Tłumaczenie: PRACowniA

Komentarz Pracowni:

1. Z (prawie) ostatniej chwili: 1 stycznia br. w hotelu w Johannesburgu znaleziono ciało zamordowanego Patricka Karegeyi, byłego szefa wywiadu Rwandy.

Patrick Karegeya, który przez 10 lat [1994-2004] był szefem rwandyjskiego wywiadu, oskarżył swój rząd o zlecenie w 1994 roku zestrzelenia samolotu, którym leciał były prezydent Juvenal Habyarimana.

Zapytany przez dziennikarzy Kagame powiedział, że “bardzo żałuje”, że sam nie zlecił zamordowania Karegeyi i że nic nie wie o przeprowadzaniu jakichkolwiek zamachów przez jego siły bezpieczeństwa, a jednocześnie przyznał, że wygnani oponenci jego reżimu “jakoś często umierają, choć każdy inną śmiercią” i „nie ma co oczekiwać, że zdrada kraju ujdzie komuś na sucho”.

Ot, wart wspierany wspierających i vice versa.

2. No i mamy Madeleine Albright, postać delikatnie mówiąc kontrowersyjną, mniej delikatnie określaną mianem „mass murderer”, wielokrotnego zbrodniarza. Tę samą, która według naszej Wiki 13 lipca 2009 r. została odznaczona Krzyżem Wielkim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Poniżej, w oryginale, artykuł ze strony Williama Blooma opublikowany na długo przed uhonorowaniem jej przez Lecha Kaczyńskiego. Bez wątpienia obecnie lista byłaby o wiele dłuższa. Co jest zupełnie niezaskakujące, w 2012 r. Albright została udekorowana amerykańskim Prezydenckim Medalem Wolności. Czas chyba na Pokojową Nagrodę Nobla.

Madeleine Albright, ethically challenged

By William Blum – Published February 2001

1) “Asked if it is not hypocritical to punish Burma for human rights violations while refraining from sanctions on China for similar actions, Albright replied, ‘We have consistent principles and flexible tactics’.”

The same “flexible tactics” (English translation: hypocrisy) are evident in the policies embraced by Albright toward Cuba, Libya, Iraq, et al, as opposed to the policies toward Turkey, Indonesia, Mexico, Peru, and Colombia.

2) Television interview, “60 Minutes”, May 12, 1996:

Lesley Stahl, speaking of US sanctions against Iraq: “We have heard that a half million children have died. I mean, that’s more children than died in Hiroshima. And – and you know, is the price worth it?”

Madeleine Albright: “I think this is a very hard choice, but the price – we think the price is worth it.”

At the Town Hall in Columbus, Ohio, Feb. 18, 1998, Ms. Albright was moved to declare: “I am willing to make a bet to anyone here that we care more about the Iraqi people than Saddam Hussein does.”

Though her logic may escape us, she may yet have some DNA molecules for compassion. On May 21 she signed an agreement between the U.S. and six Latin American countries to protect dolphins, declaring: “This is one of the strongest agreements ever negotiated to conserve marine life.”

3) Albright in Guatemala, talking to a group of impoverished children: “Why would [ I ] and the United States care about what is happening here? The reason is we are all one family and when one part of our family is not happy or suffers, we all suffer.”

Thus speaketh the leading foreign policy officer of the country directly responsible for bringing more than 40 years of poverty, torture, death squads, massacres and disappeared people to Guatemala, without even a hint of apology or restitution, ever.

4) “To a student who asked [Albright] whether the United States was not spending too much of its resources on being the world’s policeman and too little on more pressing domestic concerns, Albright asked him in return to estimate what share of the federal budget goes to foreign policy. When he guessed 15 or 20 percent, Albright pounced. ‘It’s 1 percent, 1 percent of the entire budget,’ Albright said.”

Her reply was conspicuously disingenuous. At best, she was referring to the budget of only the State Department, concealing what everyone knows, even the teenage student she browbeat – US foreign policy expenditures must include the Defense Department, the CIA, the National Security Agency, and a host of other government agencies. Together they consume more than 50 percent of the budget.

5) In February 1996, as UN ambassador, Albright reacted with righteous indignation against the Cuban pilots who expressed satisfaction after shooting down two planes of Cubans from Florida which were headed toward Cuba. “This one won’t mess around any more,” one of the pilots is reported to have exclaimed.

“I was struck by the joy of these pilots in committing cold-blooded murder,” Albright said, accusing the Cuban pilots of “cowardice”.

What, one may ask, does she think of the American pilots who, while bombing and strafing helpless retreating Iraqis in 1991, exclaimed: “we toasted him” … “we hit the jackpot” … “a turkey shoot” … “shooting fish in a barrel” … “basically just sitting ducks” … “There’s just nothing like it. It’s the biggest Fourth of July show you’ve ever seen, and to see those tanks just `boom’, and more stuff just keeps spewing out of them … they just become white hot. It’s wonderful.”

6) On October 8, 1997, in announcing the designation of 18 additional foreign political organizations as terrorist-supporting groups, Secretary of State Albright declared that she wanted to help make the United States a “no support for terrorism zone”. It could be suggested that if the Secretary were truly committed to this goal, instead of offering her usual lip service, she should begin at home – the anti-Castro community in Miami, collectively, is one of the longest-lasting and most prolific terrorist organizations in the world. Over the years they’ve carried out hundreds of bombings, shootings, and murders, blown up an airplane, killing 73 people, fired a bazooka at the United Nations, and much, much more. But Madame Albright will not lift a finger against them.

The State Department designates Cuba as one of the states which harbors terrorists. The United States can well be added to that list.

7) At the fabricated “Town Hall” meeting (in which the officials came not to listen, but to tell) held in Columbus, Ohio, February 18, 1998, concerning Iraq, Albright was heckled and asked critical, and perhaps uncomfortable, questions. At one point, her mind and her integrity could come up with no better response than to make something up: “I am really surprised,” she declared, “that people feel that it is necessary to defend the rights of Saddam Hussein.”

At another point, a besieged Albright was moved to yell: “We are the greatest country in the world!” Patriotism is indeed the last refuge of a scoundrel, though her words didn’t quite have the ring of “Deutschland über alles” or “Rule Britannia”.

Finally, unable to provide answers that satisfied or quieted the questioners, she stated that she would meet with them after the meeting to answer their questions. But as soon as the meeting ended, the Secretary of State was out of their, posthaste. Her offer, it would seem, had just been a tactic to try and pacify the hostile crowd.

8) And here is Madame Albright at her jingoist best, on TV the day after the Town Hall meeting, again in the context of Iraq:

“If we have to use force, it is because we are America! We are the indispensable nation. We stand tall, and we see further into the future.”

9) Madeleine Albright, then UN Ambassador, informed the UN Security Council during a 1994 discussion about Iraq: “We recognize this area as vital to US national interests and we will behave, with others, multilaterally when we can and unilaterally when we must.” Ms. Albright is thus stating that the United States recognizes no external constraints on its behavior, when it decides that a particular area of the world is “vital to US national interests”. It would of course be difficult to locate a spot on the globe that Albright and the United States do not regard as “vital to US national interests.

10) On more than one occasion while U.N. ambassador, Albright yelled at U.N. Secretary-General Boutros-Ghali that he must not publish the report about Israel’s bombing of the U.N.-run refugee camp in Qana, Lebanon, in April 1996, which killed more than 100 refugees. The U.N. report said that the attack was not a mistake, as Israel claimed. Albright – who has surrounded herself with alumni of Israeli and Jewish lobbies – warned the Secretary-General that if the report came out, the U.S. would veto him for his second term. The report came out, and so did Boutros Boutros-Ghali.

11) Madeleine the humanitarian: It is “not a good idea” to link human rights and trade issues. A philosophy that could have been used to justify trade with Nazi Germany … or anyone else … or anything.

12) To Colin Powell, who felt that the U.S. should not commit military forces to Bosnia until there was a clear political objective: “What’s the point of having this superb military that you’re always talking about if we can’t use it?” “I thought I would have an aneurysm,” Powell later wrote. “American GIs were not toy soldiers to be moved around on some sort of global game board.”

Advertisements

2 komentarze »

  1. Przerażające! A wszystkie te mordy tylko dlatego, żeby zachodnie firmy miały tanie dostawy „koltanu” czyli rudy kolumbitu i tantalitu z której pozyskuje się pierwiastek tantal wykorzystywany przy produkcji kondensatorów używanych głównie w elektronice i telefonach komórkowych! Cena tantalu obecnie to około 420$ za kg!

    Komentarz - autor: ofik — 8 lutego 2014 @ 09:22

  2. Ten pierwszy komentarz winien widnieć na początku artykułu.

    Komentarz - autor: Krzysztof M — 17 kwietnia 2014 @ 19:38


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d blogerów lubi to: