PRACowniA

30 Grudzień 2013

Moralne endo- i egzokręgosłupy

W sam raz na okołonoworoczne przemyślenia

Andrew Bard Schmookler
nonesoblind.org
29 lipca 2008

egzoW ubiegłym tygodniu we wpisie, w którym prosiłem czytelników NSB o pomoc (patrz: „The Wind Up, and Here’s the Pitch„), na koniec napisałem:

W następnych postach, dla przypomnienia naszego wkładu w próby naświetlenia tego ogólnonarodowego kryzysu, zamieszczę najważniejsze stwierdzenia z wpisów, jakie ukazały się tu w ciągu ostatnich kilku lat.

Oto drugi taki artykuł, w którym zajmę się psychologią odmiennej “struktury moralnej”, która często koresponduje z naszymi politycznymi i kulturowymi przepaściami. Termin „moralny endo- i egzokręgosłup” [czyli wewnętrzny i zewnętrzny kręgosłup moralny] pojawił się tu po raz pierwszy ponad dwa lata temu. Tamten artykuł został również opublikowany w czasopiśmie THE HUMANIST.

Po wyborach w 2004 roku, kiedy mówiło się, że czerwone stany USA (te z przewagą Republikanów) głosowały zgodnie ze swoimi “wartościami moralnymi”, wielu obserwatorów zauważyło, że parszywa telewizja oraz filmy, tak ostro krytykowane przez tradycjonalistów i fundamentalistów chrześcijańskich, mają jednocześnie częstokroć lepsze notowania w tychże częściach kraju, zamieszkałych głównie przez takich ludzi. (Zauważono również, że niektóre patologie rodzinne, potępiane przez tradycjonalistów, występują częściej wśród najgłośniej opowiadających się za „wartościami rodzinnymi”.)

Niektórzy wzięli to za oczywisty znak hipokryzji konserwatystów: To, co krytykują, sami lubią robić, a moralność nie obchodzi ich tak bardzo, jak udają. Postawa oddania prawości w połączeniu z jednoczesnym skrytym uleganiem zakazanym impulsom.

Jimmy Swaggart pisze dosadnie.

Jednak moim zdaniem tłumaczenie tego zjawiska “hipokryzją” nie jest najtrafniejsze. Przynajmniej nie wtedy, kiedy przez hipokryzję rozumie się swego rodzaju świadomą nieszczerość.

Różne struktury moralności

Na podstawie licznych dyskusji o moralności, jakie miałem z religijnymi tradycjonalistami, doszedłem do wniosku, że wielu z nich zakłada, iż ludzie niewierzący w ich silne struktury moralne – niewierzący w Boga czy w Dziesięcioro Przykazań, czy też w nienaruszalne i absolutne reguły moralnego postępowania – muszą żyć w grzechu i rozpuście. Nie potrafią zrozumieć – i częstokroć wyraźnie nie chcą nawet uwierzyć – że ludzie tacy jak unitarianie mogą wieść uporządkowane życie jako ciężko pracujący i praworządni obywatele, oraz odpowiedzialni i oddani członkowie rodzin – do czego oni sami aspirują.

Komentarz SOTT.net: Łobaczewski pisał w Ponerologii o osobowości schizoidalnej:

Wskutek deficytu wyczucia realiów psychologicznych są skłonni do błędnego przypisywania złych intencji innym ludziom. Łatwo więc angażują się w działalności pozornie tylko słuszne moralnie, które w efekcie przynoszą szkody innym ludziom i im samym. Ich zubożony światopogląd psychologiczny prowadzi do charakterystycznego pesymizmu w stosunku do natury ludzkiej. W ich wypowiedziach i pismach znajdujemy często swoisty tego wyraz. „Natura ludzka jest tak niedobra, że tylko silna władza ludzi o nadzwyczajnych kwalifikacjach i w imię jakiejś wyższej idei może utrzymać ład w społeczeństwach”. Taki wyraz ich typowych przekonań nazwijmy “deklaracją schizoidalną”. W rzeczywistości natura ludzka okazuje się „niedobra” dla schizoidów, kiedy oni na skutek swoich braków przysparzają innym goryczy życia.

Ich niezdolność zrozumienia, jakim sposobem niewierzący “liberałowie” mogą wieść moralne życie, jest w istocie drugą stroną tego samego medalu – zarzucania przez liberałów hipokryzji populacji czerwonych stanów, oglądającej serial „Gotowe na wszystko” (Desperate Housewives) i mającej najprawdopodobniej zaburzone życie rodzinne.

Te nieporozumienia biorą się z faktu, że obie grupy mają odmienne struktury moralne.

Różnice w umiejscowieniu kontroli

Pewna moja studentka (na zajęciach dla dorosłych z “amerykańskiego kryzysu moralnego”) podsunęła trafny obraz. Dla niej nie jest szczególnie ważne, czy społeczeństwo ma narzuconych wiele zasad postępowania, bo sama ma mocno ugruntowany swój własny zestaw przekonań na temat moralności, coś rodzaju endokręgosłupa.

Rozmawialiśmy o strapieniach amerykańskich tradycjonalistów, związanych z erozją społecznego konsensusu w kwestii prostej i wąskiej drogi. Według niej, dla nich moralność jest czymś w rodzaju egzokręgosłupa. Tak to widziała i obraz ten uchwycił ich poleganie na zewnętrznych strukturach moralnych – regulacjach prawnych, karze itd. –mających trzymać ich w granicach moralności, w które wierzą.

Komentarz: Kazimierz Dąbrowski, rówieśnik Łobaczewskiego, opisuje ten moralny „endokręgosłup” jako „autentyczną hierarchię wartości”. Dąbrowski rozumie przez to system wartości, wybrany przez daną jednostkę i zdeterminowany wyższymi emocjami empatii i wewnętrznym poczuciem moralności. Stanowi on przeciwieństwo moralnego „egzokręgosłupa”, mającego swoje źródło w narzuconym z zewnątrz systemie wartości. Taki wpływ środowiska społecznego został przez Dąbrowskiego nazwany „drugim czynnikiem”, dla odróżnienia od wyposażenia biologicznego (czynnik pierwszy, konstytucjonalny).

Dąbrowski uważał, że większość ludzi pozostaje na niskim szczeblu rozwoju emocjonalnego, co w swojej teorii nazwał “pierwotną integracją”, inaczej “poziomem I”, albo też na granicy pomiędzy poziomem I i poziomem II (zwanej dezintegracją jednopoziomową). Osobnicy na tych poziomach nie mają możliwości posiadania autentycznego endokręgosłupa moralnego. Ich życiem rządzą niemal wyłącznie czynniki pierwszy i drugi. Prawdziwa hierarchia wartości może istnieć tylko w obecności trzeciego, autonomicznego czynnika.

Z tej perspektywy to, co mogłoby wydawać się anomalią – albo hipokryzją – u pewnych tradycjonalistów, zaczyna mieć jakiś sens.

Staje się jasne, dlaczego tacy ludzie – z silnym zainteresowaniem moralnością, połączonym z poleganiem na zewnętrznych strukturach moralnych w kwestii powściągania swoich zakazanych popędów – wspieraliby rząd lokalny, który narzuca zasady moralne, oraz kulturę społeczną, piętnujące tych, którzy tych narzuconych reguł nie przestrzegają. To naprawdę stanowi dla nich zagrożenie – zagrożenie dla ich własnego wewnętrznego porządku – kiedy ich środowisko społeczne nie jest zgodne co do zasad moralnych ani nie wymusza konsekwentnie ich przestrzegania.

Komentarz: Jednostki znajdujące się na I lub II poziomie rozwoju nie mają mentalnej „struktury”, jak to określa Dąbrowski. Muszą polegać na środowisku zewnętrznym. Odmówienie im takiej [zewnętrznej] struktury stanowi w ich oczach zagrożenie dla ich bezpieczeństwa i dobrego samopoczucia psychicznego. Bez niej jest chaos i żadnej wyraźnej „drogi wyjścia”.

Co ciekawe, Łobaczewski opisuje schizoidów i paranoików jako osoby zdolne do ograniczonej (tzn. jednopoziomowej) dezintegracji osobowości. To te właśnie jednostki są aktywne we wczesnych stadiach ponerogenezy. Tworzą one ściśle autorytarne doktryny polityczne i moralne, które są przyjmowane przez ludzi niezdolnych do rozpoznania ich patologicznej natury.

Typowy przykład takiej deklaracji schizoidalnej można znaleźć w filozofii Thomasa Hobbesa, która notabene tworzy szkielet zachodniej filozofii politycznej:

Jest więc oczywiste, że gdy ludzie żyją nie mając nad sobą mocy, która by ich wszystkich trzymała w strachu, to znajdują się w stanie, który się zwie wojną; i to w stanie takiej wojny, jak gdyby każdy był w wojnie z każdym innym. […] W takim stanie nie masz miejsca na pracowitość, albowiem niepewny jest owoc pracy; i co za tym idzie, nie masz miejsca na obrabianie ziemi ani na żeglowanie, nie ma bowiem żadnego pożytku z dóbr, które mogą być przywiezione morzem; nie ma wygodnego budownictwa; nie ma narzędzi do poruszania i przesuwania rzeczy, co wymaga wiele siły; nie ma wiedzy o powierzchni ziemi ani obliczania czasu, ani sztuki, ani umiejętności, ani sztuki słowa, ani społeczności. A co najgorsze, jest bezustanny strach i niebezpieczeństwo gwałtownej śmierci. I życie człowieka jest samotne, biedne, bez słońca, zwierzęce i krótkie. [w przekładzie Czesława Znamierowskiego, PWN 1954]

Dla kogoś, u kogo struktura moralna uformowała się w taki egzokręgosłup, nieobecność zewnętrznego autorytetu moralnego musi pociągać za sobą wybuch moralnej anarchii. Taka jest logika wynikająca ze słynnej frazy z „Braci Karamazow” Dostojewskiego: “Jeśli nie ma Boga, wszystko jest dozwolone”.  To właśnie stoi za strachem, że jeśli dopuszczalne są małżeństwa homoseksualne, to zagrożone jest w jakiś sposób zarówno małżeństwo jako takie, jak i świętość naszego własnego małżeństwa.

Dla liberałów, wyposażonych w strukturę endokręgosłupa, wygląda to na błąd logiczny. I z punktu widzenia logiki być może nim jest. Ale taka jest psychiczna rzeczywistość. Jeśli załamuje się zewnętrzna struktura, kto wie, co mogę zrobić? To jak w scenie z filmu z pisaniem na lustrze „Powstrzymaj mnie, zanim znów zabiję”.

Liberałowie często nie rozumieją, jak realne zagrożenie dla porządku moralnego ludzi z egzokręgosłupem stanowi rozluźnienie społecznych standardów moralnych, zasad i sankcji. Nie doceniają trudnego położenia ludzi, którzy głęboko pragną robić to, co należy, i potrzebują w tym pomocy.

Podobnie, wielu liberałów reaguje gniewem, niezłagodzonym przez zrozumienie, na tendencje niektórych tradycjonalistów, próbujących narzucić innym swoje poglądy moralne. To ich zależność od siły i integralności zewnętrznego porządku moralnego, pcha wiele “egzokręgosłupów” na krucjatę w celu przekonania całego świata, żeby dostosował się do systemu moralnego, którego sami starają się trzymać. Niewypowiedzianą – i generalnie nierozpoznaną – potrzebą jest: proszę cię, społeczeństwo, bądź bardzo moralne i trzymaj mnie na tej prostej, a wąskiej drodze.

Integralność i hipokryzja – wyzwanie dla egzokręgosłupów

Te lęki tradycjonalistów odzwierciedlają brak integracji – moralność nie jest w pełni wcielona w psychikę.

Św. Paweł lamentował: „Albowiem nie czynię dobrego, które chcę, tylko złe, którego nie chcę, to czynię”. On naprawdę chciał czynić dobro. Jednak nie jest całkowicie prawdą, że nie chciał zła, które czynił. Jakaś część niego zdecydowanie tego chciała, inaczej by tego nie robił.

Czy był więc Paweł hipokrytą, robiąc coś, przeciwko czemu rzekomo był? I czy mieszkańcy czerwonych stanów USA są hipokrytami, jeśli pozwalają sobie – być może bardziej niż liberałowie – zaspokajać zakazane pragnienia?

Tak i nie. Tak, pod tym względem, że nie postępują tak, jak sami nauczają. A to świadczy o jakimś braku integralności. Ale ta “nieuczciwość” to nie tyle kłamanie innym, co naturalne następstwo identyfikacji z tylko jedną stroną siebie, tą moralną, przy towarzyszącym temu poczuciu, że ta druga część, ta odczuwająca zakazane pragnienie, to ‘nie ja’.

Zatem to jest ta hipokrytyczna część – fiasko w objęciu całej prawdy o sobie, na którą składa się nie tylko ta “prawa, cnotliwa” część, ale również ta „grzeszna”.

Kiedy rozluźnia się porządek moralny w otaczającym społeczeństwie, posiadacze egzokręgosłupa odczuwają niekłamaną grozę – dotyczącą nie tylko ich postępowania, ale i tożsamości.

Komentarz: Jest to ważne, wziąwszy pod uwagę rolę ideologii w ponerogenezie. Jednostki na poziomie I (a wiele takich osób można scharakteryzować jako prawicowych autorytarian*) potrzebują zewnętrznej moralności i będą się jej trzymać, jakby była częścią ich ciała.

[*zob. nasze wpisy Autorytaryzm i Autorytaryzm na gruncie polskim – przyp. tłum.]

Niebezpieczna ślepota niektórych z nas, endokręgosłupów

Ci z nas, wyposażonych w strukturę endokręgosłupa, którzy potrafią wieść moralne i uporządkowane życie nawet w społeczeństwie, gdzie wszystko jest dozwolone, mogą czuć pokusę odczuwania wyższości w stosunku do ludzi uzależnionych od zewnętrznych sankcji moralnych, nakładanych przez społeczeństwo podążające tą węższą drogą.

I faktycznie, istnieją teorie rozwoju moralnego, według których internalizacja porządku moralnego jest bardziej “zaawansowaną” postacią moralnego rozwoju.

Jednak na obecnym etapie amerykańskiej historii można zauważyć, że dążenie do udoskonalonej świadomości ma wiele wymiarów i żadna ze stron podzielonej Ameryki nie odrobiła jeszcze tej lekcji. To część ceny, jaką przychodzi płacić za kulturową polaryzację – dwie formy moralnej ślepoty, bardzo różne, ale jednocześnie będące dwiema stronami tego samego medalu.

Tak jak kulturowa prawica zniszczyła Amerykę, ponieważ nie rozpoznała swojego wewnętrznego grzesznika, lewica zniszczyła Amerykę poprzez nieudzielenie głosu swojej wewnętrznej strukturze moralnej.

Był to jeden z największych mankamentów kontrkultury, jaka wyrosła w latach 60. ubiegłego wieku. Po prostu zburzyliśmy – a ja byłem członkiem tej bandy – całe mnóstwo naszych społecznych struktur moralnych i przyjęliśmy założenie, że wszystko będzie dobrze. Mieliśmy nieprzemyślane teorie na temat ludzkiej natury i na temat społeczeństwa, które usprawiedliwiały wyluzowanie i przyjęcie stanowiska „róbmy swoje” i „jeśli czujesz się z tym dobrze, to rób to”.

Komentarz: Jak przedstawiał Dave McGowan w swoim cyklu artykułów “Laurel Canyon”, pewne bardzo patologiczne jednostki i organizacje manipulowały ruchem “kontrkultury” od samego początku. W skrócie, moralny ośrodek Ameryki został sponeryzowany, a jego działanie zneutralizowane.

Historia pokazała, że byliśmy naiwni. Nie wszystko dobrze się ułożyło. W istocie, obstawałbym przy tym, że ostatecznie właśnie to przeliczenie się w znacznej mierze przyczyniło się do rozkwitu ciemnych i destrukcyjnych sił prawicy, ucieleśnionych przez obecny niebezpieczny reżim Busha.

Roztrwonienie naszego moralnego kapitału

Jestem przekonany, że wielu uczestników ruchu kontrkultury patrząc na siebie – w swoim “wyzwolonym” stanie – wyobrażało sobie, że widzą ludzką naturę w jej pierwotnej postaci. Jednak w rzeczywistości większość młodzieży z klasy średniej – wychowywana w latach 40. i 50. – składająca się na ten ruch, miała już zinternalizowane liczne dziedziny tradycyjnej amerykańskiej kultury, moralną i inne.

Dlatego mogli zaangażować się w kulturalną rewolucję wyzwolenia, a następnie stać się profesjonalistami z klasy średniej i liberałami z dobrze uporządkowanym życiem, w rodzaju tych, jakich spotykam, kiedy przemawiam do grup unitarian.

W rzeczywistości rozluźnienie struktur moralnych amerykańskiego społeczeństwa nie zakłóciło w znacznym stopniu życia większości młodych przedstawicieli amerykańskiej klasy średniej z ruchu kontrkultury, ponieważ potrzebne struktury już w nas były. Dzięki naszym endokręgosłupom społeczne nadzorowanie przestrzegania norm, standardów i moralności nie było konieczne.

To znaczy dla nas. Tymczasem reszta społeczeństwa nie była identyczna z nami, endokręgosłupami. Tam koszt rozluźnienia kulturowego był bardziej widoczny.

Po pierwsze, u części amerykańskiego społeczeństwa dyscyplina porządku moralnego była słabiej ustanowiona niż w środowisku białej klasy średniej. Dla nich rozluźnienie moralnego szkieletu systemu kulturowego jako takiego doprowadziło do katastrofalnych skutków, takich jak gwałtowny wzrost urodzeń nieślubnych dzieci i ogólny upadek wartości struktury rodzinnej.

(Ten obraz jest wiarygodnie odmalowany w książce Myron Magnet pt. „The Dream And The Nightmare: The Sixties’ Legacy To The Underclass” (Marzenie i koszmar. Spuścizna lat sześćdziesiątych dla najniższych klas społecznych). Wciąż jestem przekonany, że w kontrkulturze było sporo dobrych i wartościowych rzeczy, a Magnet jest zasadniczo konserwatywnym przeciwnikiem rewolucji. Niemniej jednak uważam, że jest ważne, żeby rozpoznać prawdę w słusznej krytyce – czasem zwłaszcza w niej – pochodzącej od ludzi, którzy pod wieloma względami są adwersarzami).

Poza skutkami rozluźnienia struktur moralnych naszej kultury, jakie odczuła niższa klasa społeczna, jest jeszcze wpływ, jaki roztrwonienie moralnego kapitału naszej kultury miało na naszych następców, młodzież.

Następne pokolenie młodzieży formowało charakter nie w zwartych środowiskach lat czterdziestych i pięćdziesiątych, ale w luźniejszych kulturowo następnych dziesięcioleciach. I już od dawna słyszy się od doświadczonych nauczycieli, że każda kolejna fala uczniów wykazuje oznaki rozluźnienia dyscypliny pod wieloma względami. Kultura robiła się bardziej tandetna, wymagania społeczeństwa stawały się mniej rygorystyczne, kultura pobłażania pogłębiała się – a to wszystko doprowadziło do wyraźnego upadku kulturowego. Wielu potomków tych ludzi, którzy nieśli ze sobą starsze struktury, zdołało wychować dzieci, których życie jest również dobrze uporządkowane. Ale nawet tam kurczy się nasz kulturowy kapitał, z którego żyjemy. Podejrzewam, że potrzebne formy struktury moralnej (i innych) rozcieńczą się z czasem wobec braku jakiejś odnowy kulturowej.

Ale rozluźnienie porządku moralnego okazało się najniebezpieczniejsze po drugiej stronie kulturowego podziału – w świecie endokręgosłupów.

Nie tylko kulturowa prawica, bardziej zależna od zewnętrznych ograniczeń, z większym prawdopodobieństwem podda się zakazanym impulsom, jak żeglarze wracający do portu.

Niebezpieczniejsze dla społeczeństwa jest to, że ta szczególna natura obrazu moralności prawicy – stosunkowa surowość i karzący charakter – transformuje impulsy ludzkiego zwierzęcia w coś bardziej mrocznego.

Komentarz: Przyjęcie systemu pseudomoralności (tzn. któregoś z systemów chrześcijaństwa, judaizmu, islamu, filozofii politycznej Hobbesa, makiawelizmu, teorii politycznej Straussa itd.) działa na jednostki o niskim poziomie rozwoju emocjonalnego jak czynnik patologiczny i powoduje, że postępują gorzej, niż postępowaliby będąc pod wpływem prawdziwego systemu moralnego. Ich podatność na sugestie autorytetu prowadzi do okropności, jakie charakteryzują patokrację na jej wczesnym etapie.

Słabowite rządy często są surowsze – tyrania wydaje się być najpewniejszym sposobem uniknięcia anarchii. Odpowiednio, i porządek moralny, który jest w niewielkim stopniu zinternalizowany, jako bardziej kuchy również ciąży w kierunku surowości.

Tak więc moralność egzokręgosłupów wykazuje tendencję do oczerniania natury ludzkiej, którą chce kontrolować. W swoim dążeniu do kontrolowania często również bywa bardziej karząca– z przyjemnością zainwestuje duże kwoty w brutalny system więziennictwa (niezaleznie od tego, czy takie kary faktycznie dobrze służą społeczeństwu, jak choćby w przypadku osób winnych w sprawach o narkotyki), ochoczo i stanowczo opowie się za karą śmierci, budując swój światopogląd wokół bardzo karzącej postaci, jak Pan Świata.

(Pomyślcie choćby o dużym zjawisku kulturowym z ostatnich lat – kontrowersji wokół filmu „Pasja” Mela Gibsona.)

A im surowsza jest moralność, tym bardziej relacje między kulturowymi wymogami a ludzką naturą przybierają postać wojny – im bardziej ponure stają się uczucia u człowieka kontrolowanego przez taką moralność, tym bardziej obracają się one w furię (na zadane rany), w pragnienie władzy (żeby zneutralizować bezsilność maluczkiego w świecie, który wypowiedział ci wojnę) i w żądzę odwetu (za wszystkie kary i odrzucenie).

Ta sroga moralność kulturowej prawicy rodzi w duchu ludzkim swego rodzaju wilka. To wilk, jakiego przedstawił Szekspir w dramacie „Troilus i Kresyda”:

(W przekładzie J. Limona i W. Zawistowskiego)

Bo wówczas każdy uwierzy w swą siłę,
Co zrodzi żądzę, a żądza pragnienie,
Które się stanie wszystkożernym wilkiem;
On zaś, zżerany żądzą i pragnieniem,
Będzie wokoło żer dla siebie węszył,
Aż w końcu z głodu i sam siebie pożre.

Ta sama surowa moralność, która budzi wilka, pomoże również – kiedy nienaruszona – ograniczyć tej bestii jej klatkę.

Ten wilk – pragnienie władzy i żądza odwetu – był zawsze obecny i odegrał pewną rolę w mrocznych okresach amerykańskiej historii. Jednak generalnie – w większym stopniu niż obecnie, nie dopuszczano, by się rozpanoszył.

Dlatego też poluzowanie klatki amerykańskiej moralności społecznej oznaczało jedno dla amerykańskich endokręgosłupów, ale coś innego, mroczniejszego, dla amerykańskich egzoszkieletów. To tak, jakby łódź był przechylona na lewą burtę, ale to prawa została zmoczona.

Nie tylko id, biologiczna sfera, kulturowej prawicy została rozluźniona, ale uwolnione zostały te impulsy, które surowość ich subkultury uczyniły mrocznymi. (Przychodzą tu na myśl słynne słowa Junga, napisane niedługo przed dojściem do władzy nazistów, o “jasnowłosej bestii, mącącej w swoim podziemnym więzieniu … grożącej nam wybuchem, który będzie miał druzgocące konsekwencje”.)

Teraz wilk wyrwał się z klatki. My, uczestnicy kontrkultury, którzy chcieliśmy na przykład uwolnić naturalną energię seksualną ludzi, jednocześnie niechcący osłabiliśmy kontrolę nad pragnieniem władzy, zachłannością i gigantomanią. Jak się okazuje, moralność jest ta sama. Podobnie nasza kultura.

Śpiewaliśmy „Make love, not war”. A teraz, przy braku zdyscyplinowania w naszym podejściu do kwestii moralnych związanych z uprawianiem miłości, żyjemy w kraju, który prowadząc swoje wojny, ignoruje wszystkie prawa międzynarodowe.

Teraz to wilk rządzi Ameryką.

Odwracając się od faszyzmu

Faszyzm rodzi się z poczucia, że do wyboru jest tylko jego tyrania albo zwykła anarchia.

Nieważne, że faszyści przynoszą anarchię rozwścieczonego wilka, ukrywającego się pod narodową flagą i grasującego wśród społeczeństwa. Robią to z pozycji władzy i udaje im się nabrać sporo ludzi i przekonać ich, że przynoszą porządek.

W każdym razie są lepsze opcje niż tylko tyrania albo anarchia. Ale trzeba je wypracować. Dobry porządek w świecie ludzi nie przydarza się, jest tworzony przy pomocy mądrego i dużego wysiłku.

Zadanie jest więc dwojakie. Nie tylko trzeba odsunąć wilka od władzy, ale trzeba również pomóc zrekonstruować klatkę – struktury moralności, które trzymały go w ryzach.

W idealnym układzie zrobilibyśmy coś więcej niż tylko „zrekonstruowali” moralną klatkę z wcześniejszej epoki. Już to byłoby poprawą w stosunku do jej rozluźnienia, które uwolniło ciemne siły. Ale jeszcze lepszym wyjściem byłoby znalezienie lepszego sposobu jej ograniczenia, jak choćby bardziej harmonijna forma udomowienia, taka, która nie wymaga gwałtu na stworzeniu, które wprowadzamy do społecznej zagrody. Staremu porządkowi daleko było do ideału.

Tyle kontrkultura wiedziała, ale nie zdawała sobie sprawy, że naprawdę dobroczynna rewolucja nie odbywa się na drodze szturmu na Bastylię. Kolejną słabością było nierozpoznanie, że przejście kultury w następną, bardziej postępową formę, jest trudnym i długotrwałym procesem.

Tym razem potrzeba czegoś innego niż bezmyślne, porywcze odrzucenie starych struktur i niezastąpienie ich niczym. My, endokręgosłupy, musimy dużo lepiej zrozumieć struktury, które trzymają nas razem. To znaczy, musimy zrozumieć, że ten endokręgrosłup jest czymś istotnym.

Co więcej, musimy zrozumieć, że endokręgosłup nie bierze się znikąd. Jest internalizacją porządku, jaki wzrastająca istota spotyka wokół siebie.

Brak jakiegokolwiek kręgosłupa to recepta na rozpad.


Tłumaczenie: PRACowniA
Artykuł na SOTT.net: Moral Endo-skeletons and Exo-skeletons: A Perspective on America’s Cultural Divide and Current Crisis

Dodaj komentarz »

Brak komentarzy.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Stwórz darmową stronę albo bloga na WordPress.com.

%d bloggers like this: