PRACowniA

27 października 2013

Ocean jest zrujnowany

Greg Ray
The Herald, Australia
18 października 2013 20:00 CDT

© The Herald, Australia — Ivan Macfadyen na pokładzie Funnel Web.

Tym, co odróżniało ten rejs od wszystkich innych, była cisza.

Nie chodzi o brak dźwięku.

Wiatr wciąż chłostał żagle i gwizdał w takielunku. Fale wciąż rozbijały się o kadłub z włókna szklanego.

Było też wiele innych odgłosów: stłumione dudnienie, głuche odgłosy szurania, jakby łódź przedzierała się przez jakiś gruz czy inne śmiecie.

Brakowało głosów ptaków, które podczas wszystkich poprzednich, podobnych do tego, rejsów otaczały łódź.

Brakowało ptaków, bo brakowało ryb.

Równo 10 lat temu, kiedy żeglarz z Newcastle Ivan Macfadyen obrał dokładnie ten sam kurs z Melbourne do Osaki,  by złowić ryby w oceanie między Brisbane a Japonią, wystarczyło zarzucić wędkę z przynętą.

„W ciągu 28 dni tej podróży nie było ani jednego, abyśmy nie złowili wystarczająco dużej ryby, żeby ją ugotować i zjeść z ryżem”, wspomina Macfadyen.

Ale tym razem na całym tym odcinku długiej podróży morskiej złowiono tylko dwie sztuki.

Brak ryb. Brak ptaków. Prawie żadnych oznak życia, jakiegokolwiek.

„Przywykłem w minionych latach do tych wszystkich ptaków i ich głosów”, mówi.

„Podążały za łodzią, odpoczywając czasem na maszcie, zanim ponownie wzbiły się w niebo. Można było obserwować, jak w oddali  nad powierzchnią morza krążą całe ich stada, żywiąc się sardynkami”.

Ale w marcu i kwietniu tego roku tylko cisza i pustka otaczały jego łódź, Funnel Web, kiedy pędziła po powierzchni jakby nawiedzonego oceanu.

Na północ od równika, powyżej Nowej Gwinei, oceaniczni rajdowcy zobaczyli w oddali wielką łódź rybacką łowiącą na rafie.

„Cały dzień tam byli, trałowali tam i z powrotem. To był duży statek, jak statek-matka”, wspomina.

Pracowali też całą noc, używając silnych reflektorów. Rankiem Macfadyena obudził załogant wołając głośno, że ze statku spuszczono łódź motorową.

„Oczywiście byłem zaniepokojony. Byliśmy nieuzbrojeni, a piraci są prawdziwym problemem na tych wodach. Pomyślałem, że gdyby ci faceci mieli broń, to bylibyśmy w poważnych tarapatach”.

Ale to nie byli piraci, przynajmniej nie w tradycyjnym sensie tego słowa. Motorówka zacumowała spokojnie obok, a Melanezyjczycy ofiarowali nam dary: owoce, słoiki z dżemem i przetwory.

„Dali nam pięć dużych worków po cukrze pełnych ryb”, mówi.

„Były to dobre, duże ryby, wszelkiego rodzaju. Niektóre były świeże, ale inne najwyraźniej, leżały na słońcu przez jakiś czas.

Powiedzieliśmy im, że w żaden sposób nie damy rady spożytkować wszystkich tych ryb. Było nas tylko dwóch, nie mieliśmy też odpowiedniego miejsca do ich przechowywania. W odpowiedzi po prostu wzruszyli ramionami i powiedzieli nam, żeby wywalić je za burtę. Powiedzieli, że i tak by to zrobili.

Powiedziano nam, że była to tylko niewielka część z jednego dnia połowów. Że są zainteresowani tylko tuńczykiem, więc wszystko inne traktują jak śmieci. Wszystko było zabijane, wszystko niszczone. Po prostu trałowali na rafie dzień i noc, ogołacając ją z każdego żywego stworzenia”.

Macfadyen poczuł ukłucie w sercu. To był jeden kuter wśród niezliczonej liczby innych, skrytych za horyzontem, z których wiele robi dokładnie to samo.

Nic dziwnego, że morze było martwe. Nic dziwnego, że nie złowili nic na wędkę. Nie zostało już nic do złowienia.

Jeśli brzmi to przygnębiająco, to dalej było jeszcze gorzej.

Kolejny etap długiego rejsu przebiegał z Osaki do San Francisco i przez większość tej podróży otaczająca ich pustka była zabarwiona przyprawiającym o mdłości przerażeniem i poczuciem lęku.

„Od wypłynięcia z Japonii czułem się tak, jakby sam ocean był martwy”, mówi Macfadyen.

„Nie widzieliśmy prawie żadnych żywych stworzeń. Zobaczyliśmy jednego wieloryba, jakby toczącego się bezradnie na powierzchni wody z czymś, co wyglądało jak wielki guz na głowie. Było to dość odrażające.

Przebyłem w moim życiu wiele mil przez ocean i byłem przyzwyczajony do oglądania żółwi, delfinów, rekinów i żerujących w wielkiej obfitości ptaków. Ale tym razem, przez 3000 mil morskich, nie było nic żywego do oglądania”.

Miejsce życia zajęły śmiecie w zdumiewających ilościach.

„Część z nich jest skutkiem tsunami, które nawiedziło Japonię parę lat temu. Fala wdarła się wgłąb lądu, podniosła niewiarygodne ilości różnych rzeczy i zmyła je do morza. I to wciąż tam jest, gdziekolwiek spojrzeć”.

Brat Ivana, Glenn, który zaokrętował się na Hawajach na rejs do Stanów Zjednoczonych, patrzył w osłupieniu na „tysiące tysięcy” kawałków żółtego plastiku unoszące się na powierzchni. Ogromne gmatwaniny syntetycznych lin, żyłek i sieci. Kawałki styropianu liczone w milionach. I plamy ropy i benzyny, wszędzie.

Są tam niezliczone setki drewnianych słupów energetycznych, odłamane zabójczą falą i wciąż ciągnące za sobą na środku morza przewody elektryczne.

„W minionych latach, kiedy byłeś unieruchomiony przez flautę wystarczyło po prostu uruchomić silnik i tak przepłynąć kawałek” – mówi Ivan.

Nie tym razem.

„W wielu miejscach nie mogliśmy uruchomić silnika w obawie przed oplątaniem śruby masą kawałków lin i kabli. To niespotykana sytuacja na oceanie.

„Decydując się na uruchomienie silnika, nie mogliśmy robić tego w nocy, tylko w dzień, mając oberwatora na dziobie przyglądającego się bacznie śmieciom.

Na wodach powyżej Hawajów można było z dziobu patrzeć w głąb oceanu. Widziałem, że śmiecie nie pływały tylko na powierzchni, ale aż do dna. I to we wszystkich rozmiarach, od butelek po napojach po przedmioty wielkości dużego samochodu lub ciężarówki.

Widzieliśmy wystający z wody komin fabryczny z przyczepionym do niego pod powierzchnią wody czymś w rodzaju kotła. Widzieliśmy coś na kształt dużego kontenera, który po prostu przewracał się na falach.

Lawirowaliśmy wśród tych szczątków. To było jak żeglowanie przez wierzchołki gór śmieci.

„Pod pokładem można było stale słyszeć uderzenia kadłuba o różne rzeczy, ciągle baliśmy się, że walniemy w coś naprawdę dużego. W efekcie tych uderzeń kadłub został porysowany i powgniatany w każdym miejscu przez te odłamki i kawałki, w stopniu jakiego nigdy wcześniej nie widzieliśmy”.

Plastik był wszechobecny. Butelki, torebki i wszelkiego rodzaju domowe sprzęty, jakie tylko można sobie wyobrazić, od połamanych krzeseł po szufelki na śmieci, zabawki i inne przybory.

I coś jeszcze. Żywy, żólty kolor lakieru łodzi, który nigdy wcześniej, w minonych latach, nie wyblakł od słońca i morskiej wody, w reakcji z czymś na wodach Japonii stracił swój blask w tyleż dziwny, co i bezprecedensowy sposób.

Po powrocie do Newcastle Ivan Macfadyen nadal próbuje wyzwolić się z szoku i przerażenia, które stały się jego udziałem podczas tego rejsu.

„Ocean jest zrujnowany”, mówi potrząsając głową w pełnym szoku niedowierzaniu.

Uznając, że problem jest ogromny i że żadne organizacje czy rządy nie wydają się być szczególne zainteresowane znalezieniem rozwiązania, Macfadyen szuka pomysłów.

Planuje lobbować wśród ministrów, mając nadzieję na ich pomoc.

W najbliższym czasie będzie próbował przekonać organizatorów wielkich australijskich regat oceanicznych do pozyskania żeglarzy do uczestnictwa w międzynarodowym programie, w którym żeglujący wolontariusze monitorują śmieci i życie morskie.

Macfadyen został uczestnikiem tego programu, gdy był w Stanach Zjednoczonych, odpowiadając na wezwanie naukowców amerykańskich, którzy prosili żeglarzy o wypełnianie codziennych formularzy badawczych i pobierania próbek do badań promieniowania – w związku ze znaczącym zagrożeniem powstałym po awarii elektrowni atomowej w Japonii, będącej konsekwencją tsunami.

„Zapytałem ich, dlaczego nie domagamy się, by flota przepłynęła i posprzątała ten bałagan”, powiedział.

„Ale odpowiedzieli, że według ich wyliczeń  szkody dla środowiska powstałe ze spalania paliwa potrzebnego do wykonania tej pracy byłyby większe niż pozostawienie śmieci tam, gdzie są”.


Artykuł na SOTT.net: The ocean is broken
Tłumaczenie: PRACowniA i Przyjaciele

Komentarz PRACowni: A potem przyszli po oceany…

Psychopaci i S-ka już jakiś czas temu zauważyli ten problem, czy raczej doskonałą dla siebie okazję: Prawa własności ratunkiem dla tuńczyka (Robert P. Murphy, grudzień 2010)

[…]

Tragedia wspólnego pastwiska

Problem nadmiernego połowu jest rzeczywisty. Nie wiadomo, czy nowa kwota połowowa ustanowiona przez ICCAT przyniesie pożądany efekt. Problem stanowi z resztą to, że rybacy mogą łowić w tempie szybszym od tempa reprodukcji ryb. Ekonomiści nazywają takie zjawisko „tragedią wspólnego pastwiska” — jest to sytuacja, w której jednostka korzysta ze wspólnych zasobów, nie zważając na to, jakie konsekwencje będzie miało jej działanie dla pozostałych jednostek. […]

Problem tragedii wspólnego pastwiska został rozwiązany dzięki grodzeniu pól, czyli przyporządkowywaniu praw własności do konkretnych połaci ziemi. Od tej pory pasterz potrzebował zgody właściciela, aby móc wypasać swoje zwierzęta na danym pastwisku. […]

Z pewnością prywatyzacja oceanów niosłaby za sobą trudności natury logistycznej. Gdyby ogradzanie poszczególnych kawałków oceanu za pomocą wielkich sieci okazało się zbyt kosztowne, wówczas ryby mogłyby z łatwością pomiędzy nimi przepływać. Sytuacja byłaby analogiczna do tej na lądzie, gdy nie stosowano jeszcze ogrodzenia z drutu kolczastego. […]

Być może bardziej sensowne byłoby ustanowienie praw własności do samych stworzeń wodnych, podobnie jak ma to miejsce w przypadku znakowania bydła. W celu śledzenia swojej własności, przedsiębiorcy mogliby używać obroży radiowych (dla waleni i dużych ryb) lub oznaczać ławice mniejszych ryb nieszkodliwą substancją radioaktywną

A teraz w sprawę angażuje się Bank Światowy: And then they came for the oceans: Biologists call for part privatisation of oceans

Leading marine biologists have joined a call to partly privatise the oceans’ beleaguered biology, in the interests of effective conservation. The kill-or-cure message comes from a „blue-ribbon panel” set up by the World Bank’s Global Partnership for Oceans, which aims to come up with effective ways of financing ocean protection.

[Wiodący naukowcy z dziedziny oceanografii przyłączyli się do akcji przywatyzowania życia w oceanach w imię skutecznej jego ochrony. Orędzie „zabić czy uzdrowić” pochodzi od przedstawicieli 16 państw (rządów, sektora prywatnego, organizacji pozarządowych, naukowców) tworzących „Blue Ribbon Panel”, utworzony w ramach projektu Banku Światowego pod nazwą Globalne Partnerstwo dla Oceanów i stawiających sobie za cel znalezienie skutecznego sposobu na sfinansowanie ochrony oceanów.]

Daje się słyszeć pojedyncze głosy rozsądku. Alex Rogers z University of Oxford, członek IPSO (International Programme on the State of the Ocean) powiedział” „Powinniśmy być niezwykle ostrożni z dawaniem bogatym jednostkom czy przedsiębiorstwom wyłącznych praw do eksploatacji zasobów oceanicznych”. Prawdopodobnie głos wołającego na puszczy, zważywszy na to, kto jest zaangażowany w projekt.

Advertisements

16 komentarzy »

  1. jak czytam powyższy teks to mi włosy dęba stają! Ludzie oglądają horrory w tv …a tak naprawdę sami w takim horrorze tkwimy wystarczy tylko podnieść wzrok i się rozejrzeć…zastanawiam się komu i dlaczego zależy na zniszczeniu tej pięknej planety…popularne powiedzenie mówi” jak nie wiesz o co chodzi to chodzi o pieniądze”…jednak jak patrzę na postępującą degradację to zastanawiam się czy to możliwe by ludzie byli,aż tak szaleni …

    Komentarz - autor: Altea — 28 października 2013 @ 10:40

  2. Przerażający przykład braku wyobraźni i ludzkiej bezmyślności. A przecież od 300 lat niczego nie robimy, poza pustoszeniem Wszechoceanu naszej planety. Ludzie doprowadzili go do takiego stanu i wszelkie inne poglądy, że to procesy naturalne czy coś w tym guście są kłamstwem i manipulacją.

    Komentarz - autor: RKL — 28 października 2013 @ 13:23

  3. @Altea
    Czy są szaleni? Wykluczając bardzo niewielki procent, w dużym stopniu TAK. Oczywiście, szaleni w potocznym tego słowa znaczeniu, a nie klinicznym (choć tu też jest bardzo duży procent i… nie leczony). Człowiek nie ucieknie od degradacji środowiska, nawet zwierzęta zjadając siebie nawzajem w pewnym stopniu degradują środowisko. Chodzi tylko o to by przywracać naturalną równowagę, odbudowywać to środowisko, czyli mówiąc po ludzku sprzątać po sobie. A rzeczywistość jest taka jaka jest, zwalczające się cywilizacje i kultury (ich degradacja i upadek), życie jednych narodów kosztem innych, koszmarne cele i wierzenia milionów (miliardów) ludzi, techno-cywilizacja nie wzbogacająca (uszlachetniająca) człowieka a go degradująca, narzucana medialnie kultura „mieć” a nie „być” i wiele, wiele innych czynników. Pamiętajmy przed „SPRZĄTANIEM ŚMIECI” nie uciekniemy, inaczej zginiemy po nimi.

    Komentarz - autor: Piotr — 30 października 2013 @ 10:38

  4. @Altea

    Tobie włosy stanęły dęba. Ja się po prostu poryczałam. Z żalu nad niszczonym bezmyślnie życiem, którego częścią przecież jesteśmy, i z wściekłości na tych wszystkich durniów, autorytarnych wyznawców „czynienia Ziemi poddanej sobie” i psychopatów, którzy do zrujnowania tej planety doprowadzili.
    Kiedy przeczytałam o PSEUDO działaniach Macfaydena, chciałam wywrzeszczeć mu w twarz: A co to zmieni? Co zmieni jakieś „monitorowanie”? Co tu jeszcze „monitorować”? Ten śmietnik”? To oceaniczne cmentarzysko? Po jaką cholerę? Czy wypełnianie formularzy coś zmieni? Czy nie nadszedł ostateczny czas na posprzątanie tego syfu?!

    No właśnie! Sprzątanie!
    Czytając zdania o „wyliczeniach” idiotów, że to niby „szkody dla środowiska powstałe ze spalania paliwa potrzebnego do wykonania tej pracy byłyby większe niż pozostawienie śmieci tam, gdzie są”, znowu miałam ochotę rozerwać tym kretynom tętnice szyjne. Toć to, wypisz-wymaluj, opinie zgodne z psychopatami lansującymi tezę globalnego ocip… pardon – ocieplenia. No, wicie-rozumicie, statki zbierające te góry śmiercionośnych śmieci będą spalać paliwa kopalne na oceanach i jeszcze nam poziom CO2 wzrośnie! Kurna! Ile można słuchać tego bełkotu?!

    Ale „OK, przyjmijmy na chwilę, że te idiotyczne wyliczenia są w jakikolwiek sposób zasadne. Bynajmniej nie oznacza to, że nie ma pomysłów na sprzątanie tego cmentarza. Są! O dziwo, nie pochodzą od hojnie sponsorowanych „zielonych” organizacji o zasięgu globalnym typu „Grin-Pic-na-wodę-fotomontaż”.
    Jednym z pomysłodawców jest dziewiętnastolatek, Boyan Slat. Jego koncepcja nie wymaga „spalania kopalin skutkujących wzrostem CO2”. O! Nawet zaprosili go na konferencję TED i pozwolili na prezentację. I co? I nic!

    Altea, oni nie są szaleni. Psychopaci nie są szaleni; doskonale odróżniają dobro od zła. Czynią zło, bo pozwala im to osiągnąć własne cele. Nie znają żadnej innej motywacji, liczy się tylko i wyłącznie ich interes. Są kwintesencją słowa „pasożyt” i, jak pisze Laura, „pasożyty nie zdają sobie sprawy, że spłoną żywcem w tym samym ogniu, w którym pali się zaatakowane i zabite przez nie ciało.”.

    Komentarz - autor: Magia — 31 października 2013 @ 15:28

  5. @Piotr
    Napisałeś: „nawet zwierzęta zjadając siebie nawzajem w pewnym stopniu degradują środowisko”

    To, co napisałeś nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Bez urazy, ale czy mógłbyś się nieco podszkolić? Proponuję zacząć od najprostszych źródeł typu WIki i wpisu na temat Wpływ drapieżników na liczebność populacji ofiar.

    Nie próbujesz chyba nikogo przekonać, że np. ptasie populacje na wyspach Midway same sobie to zrobiły, zjadając uprzednio wszystkie ryby w okolicy?

    Komentarz - autor: Magia — 31 października 2013 @ 15:48

  6. @Magia
    I znów rzucasz się i miotasz, przestań się edukować na Wikipedii i YouTube, to zwykle oszołomskie źródła i wróć do elementarnej edukacji, a najlepiej do własnego myślenia (może jego resztki gdzieś pozostały).

    Komentarz - autor: Piotr — 1 listopada 2013 @ 11:41

  7. byłam ciekawa ile będzie komentarzy pod tym bądź co bądź makabrycznym wpisem …nie ma ich wiele ..na szczęście nie zjawili się jeszcze radośni optymiści obśmiewający i trywializujący wszystko….
    Jeśli widzimy,że rządzą nami psychopaci …po których nie zostanie kamień na kamieniu to kim jesteśmy my,że im na to pozwalamy ?! Może czas byśmy przestali biernie patrzeć siląc się co najwyżej na komentarz w necie 🙂

    Komentarz - autor: Altea — 1 listopada 2013 @ 14:09

  8. @Piotr
    „I znów rzucasz się i miotasz, przestań się edukować na Wikipedii i YouTube, to zwykle oszołomskie źródła i wróć do elementarnej edukacji, a najlepiej do własnego myślenia (może jego resztki gdzieś pozostały).”

    Co rozumiesz przez „oszołomskie źródła”? Na Wiki i YouTube można doszukać się wielu interesujących materiałów, choć najwięcej i najciekawiej jest w języku angielskim. Nawet Pracownia4 ma swój kanał na YouTube. Jest, to też jakiś sposób, by dzielić się materiałami.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 1 listopada 2013 @ 17:36

  9. @Piotr, Corran Horn

    Może Magia podsuwa źródła dostosowane do poziomu odbiorcy?

    (Nie mogłem się powstrzymać… 🙂 )

    Odnosząc się do:

    “nawet zwierzęta zjadając siebie nawzajem w pewnym stopniu degradują środowisko”,

    ze swej strony polecam książkę V. Dröscher’a „Reguła przetrwania”. Myślę, że pozwala ona trochę szerzej spojrzeć na zachowania zwierząt, a na pewno zainspirować do zmiany swojego osądu. Przy tym jest całkiem przystępnie napisana.

    Bądź co bądź, wydaje mi się, że zwierzęta „zjadają się” nawzajem ze znacznie większym szacunkiem niż my – rzekomo ludzie.

    Pozdrawiam

    Komentarz - autor: fox — 2 listopada 2013 @ 14:58

  10. @Corran Horn
    Zgoda, dzielenie się prawdą jest bezcenne, ale można też dzielić się i kłamstwem. Wiki jest tego typu serwisem internetowym, który właśnie to umożliwia (podobnie jak YouTube). Jako przykład zamieszczam dwa adresy dotyczące Alberta Einsteina. Przeczytaj, porównaj i oceń.

    http://en.wikipedia.org/wiki/Albert_Einstein

    http://en.metapedia.org/wiki/Albert_Einstein

    Komentarz - autor: Piotr — 2 listopada 2013 @ 21:00

  11. Ocean jest zrujnowany, więc…
    Coś niepokojącego jest w tym artykule. Gdy po swojemu zaczęłam wgryzać się w temat, osłupiałam wręcz pod wrażeniem tego, co się może za tym wszystkim knuć, tak głupio i prymitywnie zawoalowane propagandą (poniektóre linki na dole komentarza*) pod hasłami: zarządzanie zasobami oceanicznymi, ratujmy oceany, ochrona tuńczyka, minimalizujmy skutki (sprowadzonych do absurdu ocieplenia) zmian klimatu :-/ ), wiedza o morzu 2020 – od mapowania dna morskiego do prognozowania oceanicznego, nowe podziały światowej przestrzeni społeczno-gospodarczej podług strategii błękitnego oceanu (w miejsce czerwonej strategii) itp. Istny młynek do bredni.

    Zarządzanie oceanami wymaga przecież precyzyjnego określenia kto za co (nie)odpowiada.

    Wymienieni w artykule Melanezyjczycy to – jak donosi żeglarz z Newcastle Ivan Macfadyen – nie są piraci w tradycyjnym sensie tego słowa. Pirat bowiem dopuszcza się grabieży na otwartym morzu dbając wyłącznie o własny interes, tutaj zaś mamy do czynienia z jakąś odmianą kaperów/kaprów (KAPER), czyli rozbójników morskich na usługach swych mocodawców, grabiący na ich rzecz w obszarze otwartego morza.
    Kaperskie statki rybackie pływały pod banderą danego państwa, lub posiadały listy kaperskie. Idea kaperstwa jest podobno zakazana prawnie, lecz rolę listów kaperskich, czyli swoistego ‚immunitetu’ może przecież wypełniać jakaś inna forma parawanu prawnego, zezwalającego na rabunek.
    Może to być przykładowo jakieś uprawomocnienie na mocy Konwencji, np. tej, opracowanej przez Radę Unii Europejskiej z 2010r.:
    http://eur-lex.europa.eu/LexUriServ/LexUriServ.do?uri=OJ:L:2012:067:0003:0028:PL:PDF
    albo jakieś inne mydlenie oczu pod auspicjami organizacji typu Oceana*, czy też dowolnie spreparowanego instrumentu prawnego, skrywające zjawiska odmienne od koncepcji ideologicznej, która posłużyła li tylko za propagandowy kamuflaż.
    Jak wskazał A. Łobaczewski w Ponerologii, o wynikach decyduje nie idea mogąca liczyć na oddźwięk (kto nie chciałby ratować oceanów?!) tylko używane do tego celu środki działania (dziel i rządź), otwierające drogę do ekspansji na Ziemi, Morzu i w Przestrzeni Powietrznej, umożliwiające przy tym uniknięcie odpowiedzialności karnej, dajmy na to względem jurysdykcji uniwersalnej.

    Jurysdykcja uniwersalna – kolejna idea, niemożliwa do urzeczywistnienia w praktyce za sprawą mnogości wzajemnie sprzecznych interpretacji prawnych, w których brak jest „zgodności co do pojęcia, uzasadnienia, znaczenia, zakresu, funkcji i zastosowania uniwersalnej jurysdykcji”. Przykłady tutaj:
    http://www.grocjusz.edu.pl/Materials/js_21.10.2011.pdf
    https://repozytorium.amu.edu.pl/jspui/bitstream/10593/5657/1/05_Jerzy_Zajadlo_Uniwersalna%20jurysdykcja%20-%20kilka%20uwag%20filozoficznoprawnych_61-76.pdf

    „Pierwotne formy jurysdykcji uniwersalnej były od dawna znane prawu międzynarodowemu, które uznawało uprawnienie każdego państwa do sądzenia
    aktów piractwa popełnionych na morzu pełnym” (Ostropolski)
    Prawo to przeniesione zostało na grunt praw ogólnoludzkich i obejmuje nawet szerszy zakres zbrodni niż w statucie Międzynarodowego Trybunału Karnego, mianowicie:
    „piractwo, niewolnictwo, zbrodnie wojenne, zbrodnie przeciwko pokojowi, zbrodnie przeciwko ludzkości, ludobójstwo i tortury” (Zajadło)

    *
    http://ec.europa.eu/maritimeaffairs/documentation/publications/documents/marine-knowledge-2020-green-paper_pl.pdf
    http://www.moznainaczej.com.pl/Download/Marketing_i_sprzedaz/Strategia_blekitnego_oceanu.pdf
    http://en.wikipedia.org/wiki/Oceana_%28non-profit_group%29

    Komentarz - autor: Mariam — 3 listopada 2013 @ 18:59

  12. @Piotr
    „Zgoda, dzielenie się prawdą jest bezcenne, ale można też dzielić się i kłamstwem. Wiki jest tego typu serwisem internetowym, który właśnie to umożliwia (podobnie jak YouTube). Jako przykład zamieszczam dwa adresy dotyczące Alberta Einsteina. Przeczytaj, porównaj i oceń.

    _http://en.wikipedia.org/wiki/Albert_Einstein

    _http://en.metapedia.org/wiki/Albert_Einstein”

    Kłamstwem można się dzielić również za pomocą telewizji, książek, werbalnie przy pomocą języka, no i oczywiście internetu i nie tylko przez Youtube i Wikipedię, ale wiele innych serwisów. Ale można też przekazywać prawdę. Moim zdaniem nie ma źródeł w pełni obiektywnych i wszystko wiedzących. Choć definitywnie, gdybyśmy zebrali je do kupy, to pod względem rzetelności wyraźnie, by się różniły, nadając im kolory, widzielibyśmy, że jednym bliżej do odcieniu bieli, a drugim bliżej do koloru wedla.

    Przeczytałem i porównałem oba teksty. Można wyraźnie wyczuć intencję autora/autorów tych tekstów i to, że kierowali się biało-czarnym myśleniem, podczas pisania ich. Jedyną wartość mają dla mnie odnośniki do źródeł, z których mógłbym skorzystać, w razie gdybym chciał przestudiować historię życia Einsteina.

    Komentarz - autor: Corran Horn — 4 listopada 2013 @ 00:30

  13. @Corran Horn
    Masz dwie diametralnie różne PRAWDY. Nie trzeba studiować historii życia AE, a „chcieć” sprawdzić, ot choćby jeden odnośnik (np. DePretto, O. (1903). Atti (Atte)). No chyba, że się „nie chce” np. z definicji. No cóż, tak też można żyć. Żegnam

    Komentarz - autor: Piotr — 4 listopada 2013 @ 14:34

  14. @Piotr

    „Masz dwie diametralnie różne PRAWDY.”

    Nie jestem zdolny do zrozumienia tego zdania. Nigdy nie słyszałem o tym, że prawda może diametralnie różnić się od prawdy.

    Prawda może, na przykład, diametralnie różnić się, od kłamstwa.

    „Żegnam”

    Odchodzisz? Zostań. „Żegnam” brzmi poważnie i tak jakbyśmy mieli się już nie spotkać. Ostatnio mi też tak napisałeś, ale jednak później odpowiedziałeś mi na mój komentarz. Może lepiej byłoby bardziej po kumpelsku: Do zobaczenia? 🙂

    Do zobaczenia

    Komentarz - autor: Corran Horn — 5 listopada 2013 @ 00:29

  15. @ Mariam

    Dzięki! Kolejny głaz na grób tej cywilizacji. Jak Laura mówi we wstępie do audycji radia SOTT:

    We are in the condition we are in, in the state of ignorance we are in, in the state of war, in the state of economic depression, in the state of depletion of resources of our planet because of the greed of psychopaths who thought they can create their own reality.

    Well, look at the reality they have created!

    Po polsku nie brzmi tak dobrze, ale dla tych, którzy potrzebują tłumaczenia:

    Mamy sytuację, jaką mamy. Jesteśmy w stanie ignorancji, w stanie wojny, w stanie ekonomicznej depresji, w stanie wyczerpania zasobów naszej planety, a wszystko z powodu chciwości psychopatów, którzy myśleli, że mogą stworzyć własną rzeczywistość.

    No i patrzcie, jaką rzeczywistość stworzyli!

    Komentarz - autor: iza — 5 listopada 2013 @ 14:46

  16. @Piotr
    „I znów rzucasz się i miotasz, przestań się edukować na Wikipedii i YouTube, to zwykle oszołomskie źródła i wróć do elementarnej edukacji, a najlepiej do własnego myślenia (może jego resztki gdzieś pozostały).”

    Owszem, odczuwam nieustającą potrzebę poszerzania i pogłębiania swojej własnej wiedzy. Staram się czynić tej potrzebie zadość. I na dodatek ciągle mi mało! 🙂 Czyli robię to, co Ty zdajesz się omijać szerokim łukiem.
    Zwróć, proszę, uwagę na fakt, że zaproponowałam Ci rozpoczęcie zdobywania wiedzy od NAJPROSTSZEGO źródła, czyli Wiki. Nie widzę w tym nic zdrożnego; tak powinien czynić każdy zdrowy na rozumie pedagog – zachęcać do zapoznawania się z tematem od podstaw, jeśli wynurzenia danej osoby wskazują na brak tychże.
    Przecież to całkiem proste i zrozumiałe. Fox wyczuł to bez pudła!

    Żarty na bok. Zwierzęta nie degradują środowiska. Matka Natura o to zadbała. Ty zaś naprawdę powinieneś się douczyć w jaki sposób się to dzieje.

    Komentarz - autor: Magia — 10 listopada 2013 @ 23:28


RSS feed for comments on this post. TrackBack URI

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Blog na WordPress.com.

%d bloggers like this: